14.02.05, 17:51
Zastanawiam się, czy o tym napisać, bo po co rozdrapywać rany smile Ale chyba
warto podjąć temat.
Byłam w sobotę na koncercie Berliner Philharmoniker, Seiji Ozawa, 98 Symfonia
Haydna, X Szostakowicza. Do tej pory jestem - no właśnie... w szoku,
zachwycie, pełna podziwu i... złości, że oto wróciłam do Warszawy i takiego
koncertu pewnie w najbliższej pięciolatce nie usłyszę...
Orkiestra jest znakomita, cudowna, zjawiskowa, grają pięknym, ciepłym
dźwiękiem (kwintet!!!), brzmią bardzo szlachetnie - nawet forte - doskonały
instrument. A do tego trafili na znakomitego dyrygenta. Cofam swoją opinię nt.
Szostakowicza, że tylko Rosjanie wiedzą o co chodzi. Właściwie co bym tutaj
napisała - to będzie banał. Że dramatyzm, ściśnięte gardło, groteskowe,
podszyte czarnym humorem, upiorne marsze i walce? Że dbałość o każdy szczegół,
każdą płaszczyznę, genialne rozplanowanie wszystkich "warstw", eteryczne
piana, grane zupełnie bez wibrata, a przez to podwójnie wstrząsające? No tak,
ale to trzeba było usłyszeć.
Haydna zagrali dość "rozlewnie", nieco zbyt ciężko - wprawdzie nie w stylu XIX
wiecznym smile ale nie starali się naśladować brzmienia starych instrumentów smile
Nie obyło się też bez ostentacyjnego opierania się o balustradkę podczas
solówek w Finale smile (dyrygent, nie muzycy rzecz jasna). Ale bardzo to była
piękna interpretacja, nie mogłam się tylko "rozkręcić" na początku, co składam
na karb tego, że byłam w nowej dla mnie sali i musiałam się "nauczyć" jej
akustyki.
A teraz kij w mrowisko i to, co nie pozwala mi się tym koncertem cieszyć:
czeka mnie teraz chodzenie na koncerty naszej Filharmonii i uciechy typu "no,
dzisiaj nawet tak nie fałszowali, można było wyczuć o co chodziło dyrygentowi".
Oczywiście, można być ponad to, słuchać tylko - starannie wybranych - płyt,
nie chodzić na koncerty (chyba, że przyjadą berlińczycy, albo ich koledzy z
Wiednia), ale czy to o to chodzi? Sama nie wiem. Może nie należy przesadzać z
tym wybrzydzaniem i cieszyć się, że wogóle mamy filharmonię? No dobrze, ale to
jednak są ZAWODOWI muzycy i ich jakieś "normy" obowiązują. A propos "zawodowi"
- nie odbierajcie tego postu jako ataku na muzyków-amatorów. Dla tych mam
wiele szacunku i podziwu i złego słowa nie dam na ich temat powiedzieć!!!
Wracając do ad remu smile czy należy mieć podejście "bezkompromisowe", tzn
oczekiwać, że Filharmonia Narodowa jednak jakiś poziom powinna reprezentować,
czy też potulnie przyjąć do wiadomości, że Warszawa to nie Berlin i wyluzować
trochę?
Trochę się poczułam sprowokowana do dyskusji przez post Kanarka smile
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10242&w=19304312&a=19604990
Obserwuj wątek
    • wojazer Re: Koncert 14.02.05, 22:30
      Wydaje mi się, że mamy tutaj z nadmierną ekscytacją wynikającą z pierwszej
      wizyty w Filharmonii Berlińskiej (uczucie to jest mi absolutnie nieobce i
      doskonale je rozumiem). Ale najlepszą receptą jest pójście na koncert zespołu
      symfonicznego spoza Warszawy. Mam takie doświadczenie za sobą. Byłem 14
      stycznia na koncercie NOSPR w Katowicach (E.Lalo Symfonia hiszpańska na
      skrzypce i orkiestrę -solista Ilja Gringolts, R.Strauss Tako rzecze Zaratustra -
      dyrygował Massimo Zanetti), zaś następnego dnia w Warszawie na I koncercie E.
      Griega w wykonaniu E. Pobłockiej i Symfonii organowej Saint-Sansa. Myślę, że po
      takim doświadczeniu, które było moim udziałem, spojrzałabyś, droga schaetzen,
      za FN zdecydowanie łaskawszym okiem, a może nawet bardzo polubiłabyś
      filharmoników warszawskich. Jeszce bardziej utwierdziła mnie w tym przekonaniu
      transmisja z 11. lutego, gdy grali III symf. Beethovena pod Semkowem. Nie
      wysłuchałem zapowiedzi i odbierałem wykonanie, że tak powiem, "nieustawiony"
      pod znanego wykonawcę. Z początku myślałem ,że to nagranie Karajana, ale w II
      części zorientowałem się, że to nie to nagranie, zresztą chór gruźlików między
      częściami wyjaśnił tę wątpliwość, i dalej słuchając naprawdę zachwycony,
      czekałem na informację o wyonawcach. Reszty nie muszę dodawać.
      Mam za sobą trzy wizyty w Berliner Philharmoniker (I konc. fortep. Brahmsa z
      Zimermanem i Rattlem, Missa Solemnis pod Harnoncourtem (m.in. z b. dobrym
      Beczałą), III symf. Mahlera pod Rattlem. Przyznaję, można i należy zazdrościć
      takiego zespołu, ale jak pisał sam Karajan, na 100 koncertów może 5 do 10 jest
      zjawiskowym wspólnym przeżyciem dyrygenta, zespołu i czującej to publiczności,
      20 procent to przyzwoite produkcje, a reszta ... Sęk w tym aby najczęściej
      trafiać na te 5 procent. Albo chodzić na wszystko jak leci (w Warszawie lub
      Berlinie) i po całym sezonie wydać opinię. Dobrym przykładem tego typu
      recenzowania zdarzeń muzycznych są relacje Basi Jakubowskie z Metropolitan
      Opera na łamach "Muzyka XXI".
      No ale póki co, to ostrzę sobie pazurki na koncert Marthy Argerich w Berlinie w
      czerwcu - nie była tam od chyba 3-4 lat - a jest w cudownej formie.
      Dlatego trochę więcej luzu. Ponadto mam wrażenie, że przy ocenianiu naszych
      kapel jesteśmy jak zapracowani rodzice dla swoich dzieci, a wobec zespołów z
      Berlina, Wiednia, Amsterdamu etc. jak dziadkowie dla wnuków (każdy numer
      przejdzie)
      Pozdrawiam serdecznie
      Jerzy z Gliwic
      • schaetzchen Re: Koncert 14.02.05, 22:49
        Ha, no właśnie - to jest problem: do jakich orkiestr porównywać Filharmonię
        Warszawską? Jak wysoko ustawić poprzeczkę? Nie widzę powodów dla których ta
        orkiestra miałaby mieć "taryfę ulgową". Podobnie jak parę jeszcze orkiestr w
        kraju. I to jest powodem mojej frustracji - choć muszę się zgodzić, że moja
        ocena jest bardzo "emocjonalna" i ciągle nie jestem w stanie ocenić wszystkiego
        "na zimno" smile

        Co do Semkowa - małe sprostowanie - grała Sinfonia Varsovia, Orkiestra FN
        przebywa na tournee bodaj w Wlk. Brytanii. Rozmawiałam ze znajomymi (sama na
        koncercie nie byłam), którzy mieli różne opinie na temat koncertu. Pierwsza
        część - Lutosławski - zagrana tak jakby Maestro nie mógł już się doczekać na
        Beethovena - robiła wrażenie "niedoćwiczonej" i zagranej niedbale, w "Pięciu
        pieśniach..." solistka (Urszula Kryger) została brutalnie zagłuszona przez
        orkiestrę. Dużo lepiej znajomi ocenili Beethovena - poza pomysłem na absurdalne
        rozbudowanie orkiestry - zagrany żywiołowo, właśnie tak jakby wszyscy się
        cieszyli, "no, skończyły sie te smęty, teraz sobie pogramy". Co moim zdaniem
        jest bardzo przykre, bo kocham Lutosławskiego.
        A może ktoś był na tym koncercie?
    • jdrk Re: Koncert 14.02.05, 23:03
      Zazdroszczę ci tego koncertu smile

      Po części rozumiem twoje "wkurzanie się" na poziom stolicznych filharmoników.
      Ale wydaje mi się, że porównywanie ich z filharmonikami berlińskimi nie ma
      sensu. Berlińczycy (czy wiedeńczycy), to w końcu światowa czołówka. Ja byłbym
      zadowolony, gdyby nasi reprezentowali choć średni poziom europejski (w sumie nie
      wiem, może nie są aż tak beznadziejni - nie byłem w innych europejskich
      filharmoniach).

      Ale trzeba oczywiście wymagać od nich jak najwyższego poziomu! Jeśli słuchacze
      nie będą wymagać, to pomyślą, że są wystarczająco dobrzy i bardziej starać się
      nie muszą. A wymagać można, właśnie o nich pisząc - i niniejszym składam ci
      podziękowania za twoje interesujące recenzje - na prawdę przyjemnie i z
      zaciekawianiem się je czyta (nawet jak piszesz o "nieporadności intonacyjnej"
      wiolonczel wink ). Na prawdę masz talent - i wiedzę! I przydałoby się, aby takie
      teksty ukazywały się w literaturze fachowej, popularnej czy w internecie - wtedy
      może dotarłyby do zainteresowanych. A poza tym należy od nich wymagać
      przyzwoitego, jeśli nie wysokiego poziomu, z tego właśnie powodu, że to zawodowi
      muzycy, więc biorą pieniądze za swoją grę!

      Ale to wszystko nie przeszkadza cieszyć się, że za niewielkie w sumie pieniądze,
      posłuchać możemy rożnorodnego i czasem ciekawego repertuaru smile

      Pozdrowionka,
      Jędrek
    • przemkowa.b Re: Koncert 22.02.05, 14:24
      Napiszę prosto: rozumiem Cię ale i tak masz lepiej niż Kraków: my chodzimy na
      koncerty naszej Filharmonii z nadzieję,że teo wieczora nic nas nie
      rozśmieszy,ze waltornia ni kiksnie,że smyczki się"wyrobią" na zakrętach...
      Nie będę się rozpisywać:wiesz o co mi chodzi?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka