Zastanawiam się, czy o tym napisać, bo po co rozdrapywać rany

Ale chyba
warto podjąć temat.
Byłam w sobotę na koncercie Berliner Philharmoniker, Seiji Ozawa, 98 Symfonia
Haydna, X Szostakowicza. Do tej pory jestem - no właśnie... w szoku,
zachwycie, pełna podziwu i... złości, że oto wróciłam do Warszawy i takiego
koncertu pewnie w najbliższej pięciolatce nie usłyszę...
Orkiestra jest znakomita, cudowna, zjawiskowa, grają pięknym, ciepłym
dźwiękiem (kwintet!!!), brzmią bardzo szlachetnie - nawet forte - doskonały
instrument. A do tego trafili na znakomitego dyrygenta. Cofam swoją opinię nt.
Szostakowicza, że tylko Rosjanie wiedzą o co chodzi. Właściwie co bym tutaj
napisała - to będzie banał. Że dramatyzm, ściśnięte gardło, groteskowe,
podszyte czarnym humorem, upiorne marsze i walce? Że dbałość o każdy szczegół,
każdą płaszczyznę, genialne rozplanowanie wszystkich "warstw", eteryczne
piana, grane zupełnie bez wibrata, a przez to podwójnie wstrząsające? No tak,
ale to trzeba było usłyszeć.
Haydna zagrali dość "rozlewnie", nieco zbyt ciężko - wprawdzie nie w stylu XIX
wiecznym

ale nie starali się naśladować brzmienia starych instrumentów

Nie obyło się też bez ostentacyjnego opierania się o balustradkę podczas
solówek w Finale

(dyrygent, nie muzycy rzecz jasna). Ale bardzo to była
piękna interpretacja, nie mogłam się tylko "rozkręcić" na początku, co składam
na karb tego, że byłam w nowej dla mnie sali i musiałam się "nauczyć" jej
akustyki.
A teraz kij w mrowisko i to, co nie pozwala mi się tym koncertem cieszyć:
czeka mnie teraz chodzenie na koncerty naszej Filharmonii i uciechy typu "no,
dzisiaj nawet tak nie fałszowali, można było wyczuć o co chodziło dyrygentowi".
Oczywiście, można być ponad to, słuchać tylko - starannie wybranych - płyt,
nie chodzić na koncerty (chyba, że przyjadą berlińczycy, albo ich koledzy z
Wiednia), ale czy to o to chodzi? Sama nie wiem. Może nie należy przesadzać z
tym wybrzydzaniem i cieszyć się, że wogóle mamy filharmonię? No dobrze, ale to
jednak są ZAWODOWI muzycy i ich jakieś "normy" obowiązują. A propos "zawodowi"
- nie odbierajcie tego postu jako ataku na muzyków-amatorów. Dla tych mam
wiele szacunku i podziwu i złego słowa nie dam na ich temat powiedzieć!!!
Wracając do ad remu

czy należy mieć podejście "bezkompromisowe", tzn
oczekiwać, że Filharmonia Narodowa jednak jakiś poziom powinna reprezentować,
czy też potulnie przyjąć do wiadomości, że Warszawa to nie Berlin i wyluzować
trochę?
Trochę się poczułam sprowokowana do dyskusji przez post Kanarka
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10242&w=19304312&a=19604990