Dodaj do ulubionych

kto byl wczoraj na watersie w warszawce?

IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 08.06.02, 11:58
jak w temacie.
podobalo sie wam?
pozdrawiam
ps.
wcale nie padalo, nie mowiac juz o strugach deszczu
Obserwuj wątek
    • Gość: seba13 Re: kto byl wczoraj na watersie w warszawce? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.06.02, 12:05
      te deszczu strugi to chyba na innym koncercie
      sam koncert to sprawne odgranie brzmiace jak z plyty -przy tej pogodzie -lepsze
      siedzenie w domu
      bez emocji -bylem juz 3 raz
      • Gość: olek Re: kto byl wczoraj na watersie w warszawce? IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 08.06.02, 12:14
        niestety
        zero improwizacji - szkoda, choc ogolnie bylo symaptyczne

        • Gość: Maciej Re: kto byl wczoraj na watersie w warszawce? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 08.06.02, 12:17
          Bardzo mi sie podobało, jako stary fan Pink Floyd miałem po raz kolejny
          przyjemność obejrzeć człowieka legende
    • Gość: yachoo Re: kto byl wczoraj na watersie w warszawce? IP: *.wodzislaw-dabrowki.sdi.tpnet.pl 08.06.02, 15:16
      Było tak jak sobie to wszystyko wobrażałem poprostu świetnie!!!!!

      p.s. znalazłem już coś o bootlegu z tego konceru na stronie
      www.kki.net.pl/~intheflash może coś wam to pomoże bo ja napewno z kolesiem
      pogadam
      Pozdrawiam wszystkich
    • Gość: Lesio Re: kto byl wczoraj na watersie w warszawce? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 08.06.02, 16:03
      Wizualnie skromnie, mimo szumnych zapowiedzi, ale muzyka obronila sie sama!
      Ukłony dla pań z chórku.
      PS. Tym, ktorzy stali za mną (mam 192) i niewiele widzieli życze wiecej
      szczęścia na innych koncertach.
    • Gość: maciek Re: kto byl wczoraj na watersie w warszawce? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 08.06.02, 16:41
      Jakie strugi deszczu? Przestalo padac 1,5 h przed koncertem.
      Bylo super, uklony dla Rogera i pań z chorkow.
    • lilith3 Re: kto byl wczoraj na watersie w warszawce? 09.06.02, 00:10
      bylo fantastycznie, wspaniale, cudownie...
      waters pokazal co to znaczy Muzyka. czlowiek ma nieprzecietna klase.
      wszystko zagral i zaspiewal po prostu fenomenalnie, widowisko- swiatlo i dzwiek
      tez bylo swietne.
      ktos taki zdaza sie raz na 1000 lat. on jest mozartem rocka.
      chyle czolo przed panem, panie waters
      • Gość: pinkey TYLE LAT CZEKAŁEM... IP: *.dami.com.pl / 172.16.0.* 09.06.02, 20:58
        Jakie wrażenia?!

        Kiedy Roger wyszedł na scenę (na podwyższeniu) i zaintonował "in the flesh"
        zacząłem płakać... Nie obchodziło mnie, że tak naprawdę w tym utworze wyraża
        nienawiść do nas, DO LUDZI NA STADIONIE... Nie interesowało mnie, że zawsze
        wypowiadał się, iż nienawidzi wielkich stadionowych koncertów ze względu na
        brak kontaktu z publicznością... JA PO PROSTU POCZUŁEM SIĘ TAK JAKBYM GRAŁ
        JEDNĄ Z RÓL W "THE WALL" ALANA PARKERA!!!

        I wtedy zrozumiałem, że to bzdura - brak kontaktu z publicznością... Jak mógł
        kiedyś coś takiego powiedzieć?!!! Czekałem tysiąc lat by usłyszeć jego słowa
        na żywo: "Gdyby to ode mnie zależało - wszystkich was postawiłbym pod mur!".

        A tytuł utworu (przekornie najpierw ze znakiem zapytania potem bez) wszystko
        tłumaczy... On nie chce nikogo zabijać... To tylko odzywa się jego natura w
        reakcji na brak zrozumienia - na brak zrozumienia na który nie mógł narzekać
        na stadionie Gwardii!!! To co daliśmy tam z siebie, my wszyscy pięć metrów od
        sceny, i tam daleko, znajomi, obcy, samotni czy połączeni w grupy sprawiło, że
        ten wspaniały siwy człowiek po raz kolejny pomyślał dobrze o polskiej
        publiczności... Może będzie chciał wrócić...

        Potem było wspaniale. Dużo rzekomych kawałków pink floyd (choć "lyrics and
        music by Roger Waters"...), potem "The Wall" (to już wyłącznie dzieło
        Watersa), trochę tylko (szkoda!) "Final Cut" (a post war dream by roger
        waters), i wreszcie na telebimie pojawiła się wielka amerykańska ciężarówka -
        wtedy wiedziałem: oto za chwilę usłyszymy najwspanialszy album w historii
        rocka: "the Pros and Cons of Hitch Hiking"!!!

        Trochę krótko; czyżby Roger wstydził się pierwszego albumu po rozstaniu z
        Pin... gilmourem???!! (Wszyscy chyba wiemy, iż pros&cons to jedna z dwóch
        propozycji, które Waters przedstawił równocześnie z "the Wall" i
        powiedział "wybierzcie co chcecie nagrać...")

        Pominąłem fakt jak długo biłem brawo kiedy wyszedł i powiedział, iż z powodu
        chmur skróci dwudziestominutową przerwę do minut pięciu...

        Gdzieś już przy końcu na ekranie pojawiła się małpa... Znowu dziwne wzruszenie
        nawiedziło moje oczy... A potem znów już nie zastanawiałem się czy dobrze
        robię skandując nasz "national anthem". Śpiewałem "Can't you see it: all makes
        perfect sense..." A przecież ten hymn to ironia...

        Nieważne.

        Widzieliście ten jego wzrok kiedy śpiewał o Andrew Lloyd-Webber, i ten jego
        głos, który brzmiał jakby wydobywał się z samych czeluści złośliwych
        piekieł: "then the piano lids come down, and breaks his fucking fingers"?!!!
        Coś niesamowitego!!!

        I "Amused to death". Gorzkie podsumowanie naszego społeczeństwa. Czy oglądając
        wciąż reality shows, dziwne teleturnieje i makabryczne tasiemcowe seralie
        rzeczywiście nie skazujemy się na śmierć przez zbytnie rozpieszczanie siebie?
        Czego nam brakuje? MAMY WSZYSTKO!!! Więc do czego dążyć??? Więc kiedy
        antropolodzy z obcych planet z niedowierzaniem po raz kolejny powtórzą
        wszystkie testy, nie pozostanie im nic innego, stwierdzą: "Homo Sapiens ubawił
        się na śmierć"...

        ROZMAWIAJMY ZE SOBĄ!

        Potem dwa bisy. "Comfortably Numb" - liczyłem, że zagra w głównym programie...
        Ale to i tak utwór, który wywołuje we mnie łzy wzruszenia... Piękny...
        Cudowny... Wspaniały...

        Potem "Flickering Flame". Jeszcze nie wiem co powiedzieć...

        I światła gasną... Koniec. Nie ma go. Ale na zawsze zapamiętam słowa: "Tu jest
        tak zimno, ale w was jest takie ciepło"...

        I wiem, że patrzył wtedy na mnie...



        ZA TYDZIEŃ, 40KM OD WIEDNIA ZNÓW GO ZOBACZĘ!!!



        pinkey@dami.com.pl
        • Gość: lekito Re: TYLE LAT CZEKAŁEM... IP: *.gda.pl / 10.66.2.* 09.06.02, 21:44
          Czy ty przypadkiem sie nie spuściłaś w gaciory jak to pisałeś???????? Nie wiem
          jak na to inni zareaguja, ale mnie twoj potrojny koncertowy orgazm nie
          poruszył!!!! Ja tez tam bylem. Nie powiem, bo bawilem sie dobrze, ale zeby
          powiedziec ze to bylo takie dobre to sie z toba nie zgodze. Uwazam, ze wszelka
          tworczosc solowa (z wyjatkiem amused to death) Watersa po rozstaniu sie z PF i
          ukochanymsmile) Gilmourem jest nizej niz mierna. Koncert byl poprawnie zagrany,
          wszystko zostalo odtworzone z niezla dokladnoscia (co uwazam za minus), ale
          bywalem na lepszych koncertach. Poprostu masowka i zero improwizacji.

          PS. Nastepnym razem uwazaj zeby ci zylka na ciemieniu nie pekla jak bedziesz
          cos pisal.
          Pozdrawiam
          • Gość: pinkey lekito, czy jak ci tam... IP: *.dami.com.pl / 172.16.0.* 09.06.02, 23:54
            posłuchaj, cyniczny ignorancie... jeśli tak bardzo kochasz pink floyd to
            wysuwaj na koncert gilmoura gdzieś w miejsce o którym nikt nie wie (BTW, co to
            pink floyd, zawsze na wszystkich okładkach napisane było "Roger Waters"). Nie
            pasuje ci Waters? No problem! Spieprzaj! Żle zaiwestowałeś swoje pieniądze...
            Po co kupowałeś bilet na koncert z którego nic nie potrafiłeś zrozumieć???!!!

            Poprawnie zagrany? Tak! To wszystko co odczułeś w ciągu tych trzech godzin???
            Nie przeżyłeś tam niczego innego?

            Wróć do swojej kolekcji ACE OF BASE i zapomnij, że kiedykolwiek znałeś takie
            nazwisko jak WATERS!

            Pozdrawiam cię, miłego upsi upsi.
            • Gość: lekito Re: lekito, czy jak ci tam... IP: *.gda.pl / 10.66.2.* 11.06.02, 17:36
              dla twojej wiadomosci bylem w 95 roku w pradze na koncercie PF i powiem ci
              tlyko jedno, ze koncert pana Watersa nawet nie dorastal do piet tamtemu
              widowisku. waters - spoko, ale zeby odrazu dostawac spazmow z powodu tego ze
              wykonal to czy owo. koncert jak koncert, byly lepsze.

              PS. musisz troche poszezyc horyzonty swojej muzykalnosci.

              pozdrawiam
              • Gość: krzysiek Re: lekito, czy jak ci tam... IP: *.tkb.pl / 217.98.251.* 12.06.02, 23:07
                Gość portalu: lekito napisał(a):

                > dla twojej wiadomosci bylem w 95 roku w pradze na koncercie PF i powiem ci
                > tlyko jedno, ze koncert pana Watersa nawet nie dorastal do piet tamtemu
                > widowisku. waters - spoko, ale zeby odrazu dostawac spazmow z powodu tego ze
                > wykonal to czy owo. koncert jak koncert, byly lepsze.
                >
                > PS. musisz troche poszezyc horyzonty swojej muzykalnosci.
                >
                > pozdrawiam

                Cholernie muzykalny z ciebie gosc, skoro dajesz takie rady odnosnie horyzontow muzykalnosci. Ja tez bylem w Pradze. Byl z nami gosc, ktory chyba na sile chcial byc oryginalny i strasznie tamten koncert zjechal. A to swiatla a nie muzyka, a to granie dla szmalu. itp. Ja osobiscie "odrazu dostawalem spazmy z powodu tego ze wykonali to czy owo" Juz przy "Shine on" malo nie odlecialem. Ale powiem ci, ze tak jak wtedy nie myslalem o braku Watersa, tak i teraz nie myslalem o Davie, chociaz wolalbym, aby byly to koncerty kompletnego PF. Po cholere porownywac te dwa koncerty - musieliby chyba zabrac prad w calej Wawie, aby stworzyc show na miare Strahova. A Waters udowodnil, ze jest wspanialym muzykiem. Gral kawalki PF, bo mial najswietsze do tego prawo. Takze jego dorobek solowy nie jest gorszy od ostatnich poczynan PF, jest tylko utrzymany w INNYM KLIMACIE. No i RW jest chyba bardziej pracowity od tych pieprzonych leni na ktorych plyte juz sie nie doczekamy.
                Mysle, ze oprawa koncertu byla celowo skromniejsza, aby wlasnie nie porownywano trasy In The Flesh z "Delicate..." albo P.U.L.S.E. Waters chyba zrozumial, ze to nie wyscigi. A zauwaz, ze na klawiszach zatrudnil kogo? no, kogo? -Carina, ktorego slyszelismy w Pradze.
                Pozwol ludziom przezywac muzyke.
                Pozdrownienia
                P.S. Mam nadzieje, ze to nie ty walesales sie pod scena w koszulce z okladka Division Bell.
                • Gość: pinkey Ha, ha... Brawo!!! IP: *.chello.at / *.9.14.vie.surfer.at 13.06.02, 06:35
                  jak w temacie, nic więcej do dodania!!! smile ach jak mi dobrze!!! smile smile smile
                  (jestem w Wiedniu i czekam na kolejny koncert...) hi, hi...

                  a tak na marginesie co wniósł DAVE do Concept Albums? Gitarę? Ha! Jeśli
                  byliście na Gwardii to wiecie, że on sie nie liczy!

                  Jutro kolejny wielki dzień! (choć nie wierzę w austriacką publiczność...)

                  PINK FLOYD = ROGER WATERS.

                  I w pełni świadom (pomimo odwiedzenia bezcłówki 2 godziny wcześniej) mówię to!

                  Pozdrawiam, Rafał.
                  • Gość: lekito Re: Ha, ha... Brawo!!! IP: *.gda.pl / 10.66.2.* 18.06.02, 22:12
                    heheeh nie nie chadzalem w koszulce division bellsmile
                  • Gość: lekito Re: Ha, ha... Brawo!!! IP: *.gda.pl / 10.66.2.* 18.06.02, 22:13
                    aha a na koncercie w Warszawie nie było niestey kogo???... Carinasmile Carnia
                    zajął sie rodzina, a zamiast jego przyjechał kto???.... Henry Waters (synek).
                    Oj tu sie wiedza nie popisalessmile
                    • Gość: maciek Re: Ha, ha... Brawo!!! IP: *.tkb.pl / 217.98.251.* 21.06.02, 21:12
                      Gość portalu: lekito napisał(a):

                      > aha a na koncercie w Warszawie nie było niestey kogo???... Carinasmile Carnia
                      > zajął sie rodzina, a zamiast jego przyjechał kto???.... Henry Waters (synek).
                      > Oj tu sie wiedza nie popisalessmile

                      W ktorym momencie napisalem, ze Carin byl w Warszawie? Pisalem, ze Waters go
                      zatrudnil (In The Flesh). Pisalem dlatego, ze Carin bral udzial w realizacjach
                      Momentary..., Delicate... Division.. i Pulse.

                      Proponuje Ci zajrzec tutaj:
                      www.rogerwaters.art.pl, gdzie na Forum przeczytalem rewelacyjny post. Zgadzam sie
                      z jego autorem w 100%.

                      post pt "podsumowanie jeszcze raz".
                      autor: JAREK
                      cytat bez wiedzy, ale przy domniemanej akceptacji autora.

                      "Co do wypowiedzi do poprzedniego podsumowania (to już ostatnia moja
                      przynajmniej) to można odpowiedzieć tylko w jeden sposób - TU JEST POLSKA, A W
                      POLSCE SIĘ NARZEKA I WIE WSZYSTKO NAJLEPIEJ - wyniki takiego myślenia najlepiej
                      zaowocowały na MŚ w Korei. Aczkolwiek każdy ma prawo do narzekań wypowiadania
                      własnego zdania - zdanie krytyczne szczególnie uwypukla "inteligencję" mówcy. Czy
                      w takim razie jest się wam w stanie cokolwiek podobać? A może zbyt wiele
                      oczekiwaliście od tego, a może kolega Roger z kolegą Dave'em piją sobie gdzieś
                      piwko i śmieją się jak sprytnie udaje im się utrzymać wokół Zespołu wielkie HALO
                      i jak to wszyscy PRAWDZIWI FANI rozprawiają na temat ich kłótni itp. Ostatni raz
                      powtórzę, że z największą radością poszedłbym (poleciał, popłynął) na koncert
                      pełnego składu PF Z Watersem i Gilmourem, Wrightem, Masonem idźmy dalej z
                      Barretem - ale takiego koncertu napewno nie będzie i nie mamy na to wpływu.
                      Dlatego ja osobiście jestem bardzo szczęśliwy, że Stary Fajans Roger - facet
                      przed sześćdziesiątką przyjechał do naszego Pięknego Kraju i zagrał koncert jak
                      ciągle i z uporem twierdzę rewelacyjny. - alternatywą mógłby być tylko brak
                      koncertu i zostałoby nam na tym forum narzekanie jak to źle że PF nie grają razem
                      i kto jest lepszy i tak w koło. A tak proszę jaki piękny temat, można całą swoją
                      inwencję wykorzystać na pisanie jaki koncert był do dupy, instrumenty, trawa,
                      oświetlenie, ekran, głos Rogera itd. Choćby za to powinniście być wdzięczni. Na
                      zakończenie - słucham Pink Floydów we wszystkich konfiguracjach, zestawach itd.
                      od ponad 10 lat, znam wszystkie niemal teksty na pamięć, z każdą płytą, którą
                      odkrywałem wiążą się moje wspomnienia lepsze lub gorsze, mówiąc krótko dorastałem
                      przy tej muzyce - Koncert, który się odbył był dla mnie Wielkim Świętem i z takim
                      nastawieniem na niego pojechałem i nie rozczarowałem się - do dzisiaj to
                      PRZEPIĘKNE UCZUCIE I WIELKA RADOŚĆ. Byłem przed stadionem za 20 ósma - oczywiście
                      kolejki do wejść były imponujące - obszedłem więc tłumy i okazało się, że między
                      jedną falą ludzi a drugą jest bramka z facetem, który stoi i dziwi się
                      niezmiernie, że nikt nie wchodzi - wobec powyższego wszedłem z przyjaciółmi bez
                      czekania (organizacja do DUPY? czy publiczność krowiasta? tego nie wiem). Nie
                      ukrywałbym, że przyjemniej byłoby, gdybyśmy się jednak nie spierali o detale bo o
                      takie właśnie chodzi - nie zdradzali własnych ideałów i w końcu trzymali się
                      razem bo będzie nas coraz mniej. Jeszcze raz pozdrawiam wszystkich fanów i
                      przepraszam za gorzkie słowa - w końcu jesteśmy tylko kolejnymi cegłami w ścianie
                      (jak kto woli murze)
                      JAREK"
                      Pozdrowienia
          • downunder Re: TYLE LAT CZEKAŁEM... 12.06.02, 22:31
            Gość portalu: lekito napisał(a):

            > Czy ty przypadkiem sie nie spuściłaś w gaciory jak to pisałeś???????? Nie wiem
            > jak na to inni zareaguja, ale mnie twoj potrojny koncertowy orgazm nie
            > poruszył!!!! Ja tez tam bylem. Nie powiem, bo bawilem sie dobrze, ale zeby
            > powiedziec ze to bylo takie dobre to sie z toba nie zgodze. Uwazam, ze wszelka
            > tworczosc solowa (z wyjatkiem amused to death) Watersa po rozstaniu sie z PF i
            > ukochanymsmile) Gilmourem jest nizej niz mierna. Koncert byl poprawnie zagrany,
            > wszystko zostalo odtworzone z niezla dokladnoscia (co uwazam za minus), ale
            > bywalem na lepszych koncertach. Poprostu masowka i zero improwizacji.
            >
            > PS. Nastepnym razem uwazaj zeby ci zylka na ciemieniu nie pekla jak bedziesz
            > cos pisal.
            > Pozdrawiam

            Pewnie chciales trafic na "Ich Troje" i stad twoje niezrozumienie prawdziwych emocji towarzyszacych temu koncertowi.
            • Gość: pinkey lekito... what do you want from me?! IP: *.chello.at / *.9.14.vie.surfer.at 13.06.02, 06:43
              a teraz sam się oceń, mordo... smile na twoim miejscu poszedłbym na szczaw i za
              karę zajadałbym go do momentu spotkania z gilmourem. niech dobry bóg pozwoli ci
              się z nim spotkać, byś nie zajadł się na śmierć (EATEN TO DEATH? smile

              Chyba teraz widzisz, że twoje pojawienie się na Gwardii było pomyłką?!

              Nie ganię, pomyśl nad tym.

              (W końcu każdy - nawet słuchający ich troje - ma prawo twierdzić, że gilmour
              jest SEDNEM)...
              • Gość: krzysiek Re: lekito... what do you want from me?! IP: 212.244.128.* 13.06.02, 09:19
                Gość portalu: pinkey napisał(a):

                > a teraz sam się oceń, mordo... smile na twoim miejscu poszedłbym na szczaw i za
                > karę zajadałbym go do momentu spotkania z gilmourem. niech dobry bóg pozwoli ci
                >
                > się z nim spotkać, byś nie zajadł się na śmierć (EATEN TO DEATH? smile
                >
                > Chyba teraz widzisz, że twoje pojawienie się na Gwardii było pomyłką?!
                >
                > Nie ganię, pomyśl nad tym.
                >
                > (W końcu każdy - nawet słuchający ich troje - ma prawo twierdzić, że gilmour
                > jest SEDNEM)...

                Pewnie chciales trafic na "Ich Troje" i stad twoje niezrozumienie prawdziwych e
                > mocji towarzyszacych temu koncertowi.

                Pinkey, nie przesadzaj! Nie daj sie wciagnac w ten beznadziejny poziom
                dyskusji. "Waters" piszesz wielka litera, "Bog" - z malej. W koncu kochamy
                kapele, ktorej muzyka lagodzi obyczaje. Wkurzalo mnie po prostu jedno - wspaniale
                opisales wrazenia po koncercie (brawo!), a tu lekito proboje udowodnic wyzszosc
                Swiat Wielkiej Nocy nad Swietami Bozego Narodzenia. Ma prawo uwazac, ze PF bel
                Watersa jest lepsze od Watersa bez PF. W koncu Dave jest OK. na Strahovie tez to
                udowodnil, tak jak Waters w Wawie. Rozeszli sie - Trudno. Gdyby nie to, nie
                byloby "Amused To Death", "Division Bell". Ale dlaczego drazni go fakt, ze ktos
                przezyl piekne chwile na stadionie Gwardii - nie wiem. Moze z tesknoty za
                wspanialym widowiskiem pozostalej trojki? Z zazdrosci, ze on nie
                przezyl "potrojnego koncertowego orgazmu", a my - tak?
                Slyszalem kiedys opinie, ze Waters byl sercem PF, a Gilmour - mozgiem. Cos w tym
                jest. Raczej to juz nierealne, ale polecam Ci obejrzenie na zywo Pink Floyd.
                Sadze, ze lekito jest tak jak my zagorzalym fanem, ktory teskni za jak
                najbardziej podobnym do oryginalu brzmieniem. Koncert Watersa byl bardziej
                kameralny (dziwnie to brzmi), ale nie mniej piekny. Koncert PF wgniatal w ziemie.
                Nuta w nute odtwarzano najswietniejsze ich kawalki. Trudno jest porownac te
                koncerty, a na pewno nie porownasz ich wartosciowo!
                • Gość: pinkey odpowiedź dla Krzyśka IP: *.dami.com.pl / 172.16.0.* 15.06.02, 12:21
                  Bardzo rozsądnie piszesz... Ten koncert był dla mnie naprawdę czymś wielkim. I
                  nie sądzę bym po obecności lekito na PF napisał: "to twój pierwszy orgazm w
                  życiu"? Ta dyskusja rzeczywiście jest bez sensu; wszyscy szukamy czegoś innego
                  w muzyce.

                  Ja akurat szukam w niej tego co wniósł RW do PF. Choć głęboko w sobie ciągle
                  popieram matematyczne równanie: RW=PF.

                  Jeśli ktoś chce gitary, z całym szacunkiem do DG - ok, podniecaj się nią
                  (lekito).

                  Jeśli szukasz POEZJI, ATMOSFERY, KLIMATU i tego czego sam doświadczasz w życiu
                  to nawet nie spojrzysz na division bell.

                  Sięgniesz po pros&cons i amused to death...

                  .

                  P.S.: Krzysztofie, małe czy wielkie litery - przypadkowość... ale będę się
                  starał smile
            • Gość: pinkey użytkownik "lekito" sypia z gilmourem??? IP: *.chello.at / *.9.14.vie.surfer.at 13.06.02, 06:54
              smile Wszyscy Cię kochamy, Roger.

              (Poza kilkoma "fuckin' goddam faggots"...)

              Pozdrawiam, Rafał.
    • Gość: Dodo Re: kto byl wczoraj na watersie w warszawce? IP: *.elektron.com.pl / *.MAN.elektron.com.pl 09.06.02, 23:05
      Pewnie, że się podobało!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      Ja czekałem dokładnie 29 lat!!! I powiem, że warto było.
      Warto było żyć by dożyc tak wspamniałej chwili.
      Szczerze mówiąc powoli to do mnie zaczyna docierać,
      że to nie był sen.
      Byłem, widziałem, słyszałem, śpiewałem, krzyczałem, klaskałem,
      radowałem się i kilka razy łezka tej radości spłynęła po policzku.
      Dla mnie liczyło się przede wszytstkim to, że ujrzałem tę legendę
      na własne oczy i stałem 20 metrów od Niego.
      It was Miracle!!!

      • Gość: teddy Re: kto byl wczoraj na watersie w warszawce? IP: 62.233.138.* 13.06.02, 18:07
        Pomimo tego, że w solowych dokonaniach Watersa jest mało muzyki mi
        odpowiadającej (natomiast nie brak doskonałych tekstów - jak zawsze u tego
        pana) to nie żałuję ,że poszedłem na ten koncert i widziałem z odległości 10m
        człowieka, który dawno temu był moim największym idolem. Uważam, że jego wersje
        floydowskich kawałków (floydowskich - bo w tych, które zagrał maczali palce
        pozostali np. Gilmour w "Comfortably Numb" czy "Time") są w dobrym tego słowa
        znaczeniu bardziej natchnione. Nie wiem czy zwróciliście uwagę, że ten gość,
        który śpiewał i grał na gitarze jak Gilmour nawet przypominał pana DG z końca
        lat 70-tych .BTW, Nowy Pink Floyd jest dla mnie mało strawny z powodu dominacji
        pana Gilmoura - po prostu nie lubię jego zadęcia w grze (wszechobecnego od
        końca lat 80-tych).Szkoda, że Richard Wright obniżył loty (a to przecież on
        odpowiada za "The Great Gig In The Sky").
        Reasumując - naprawdę warto było!
        • Gość: Sasza Re: kto byl wczoraj na watersie w warszawce? IP: *.tvsat364.lodz.pl 13.06.02, 21:25
          Byłem wczoraj na Łotersie, ale ma tak kościste ramiona, że nie mogłem
          wysiedzieć. I zszedłem by wyjść.
          • Gość: why? Gilmour<>Waters IP: *.unisoft.com.pl 14.06.02, 08:45
            a teraz z innej beczki. Czy nie sądzicie , że po ostatnich zapewnieniach
            Gilmoura o tym , że nie chce już nowych płyt i koncertów( nachapałsie chyba
            już) PF, powinien oddać prawa do nazwy?Dla mnie to on może śmiało wypierdalać :-
            ) .
            • teddy4 Re: Gilmour<>Waters 14.06.02, 09:32
              Nazwa jest Syda.
              • Gość: why? Re: Gilmour<>Waters IP: *.unisoft.com.pl 14.06.02, 12:38
                ale Syd już nie wie jak się nazywa(szkoda : - ( )
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka