Gość: asfrowiczka
IP: *.podsiec / *.crowley.pl
07.03.05, 11:35
zakochana byłam, i,... chyba nadal jestem w Us3, choć wczorajszy koncert nie
porwał mnie, jak tego oczekiwałam
wstyd mi też za obsługe techniczną, bo co chwila coś nie działało, nie
słychac było wokalu, instrumentów, mikrofony cichły, światło gasło, po prosty
wstyd, żenada.
Jeff dziwnie kiwał się nad laptopem i żuł gumę, robiąc dobre wrazenie do złej
gry.
wróciłam do domu, włączyłam 'hand on the torch' i było jak za starych dobrych
czasów.
ale nie załuje koncertu, warto było, pomimo lekkiego rozczarowania.