quasthoff
02.04.05, 21:58
Na MEZZO "Don Giovanni" Mozarta. Słucham i słucham i uszom nie wierzę. To
jest "TA" opera? Jakie dziwne interpretacje, frazowania, dźwięki, których nie
ma w partyturze. "Madamina" to już był pokaz profesjonalizmu
niekonwencjonalnego, a "Finch an dal vino" moim zdaniem to już przerysowanie
w najgorszym wydaniu. Zastanawiam się czy wytrzymam do końca? A jeszcze
jedno - panie nie lepsze, nadekspresyjne, nie mówiąc już o intonacji.