Cudowny koncert. Pieśni do słów Schillera. Piękny wybór, dobrze zestawione ze
sobą.
Holl powalił mnie na kolana. Nie wiem, od czego zacząć... wspaniale
interpretował te pieśni, każde słowo było ważne, każda fraza żyła. Miałam
poczucie, że jest on z tą muzyką "zrośnięty", do słuchacza docierały
najdrobniejsze niuanse. Absolutnie genialne "Die Erwartung", wspaniałe
"opowieści" w "Der Alpenjäger", "Die Bürgschaft", na bis "Im Abendrot" -
wspaniała, długa (on ma chyba trzecie płuco!!!) fraza, cudowne legato, piękne
piano... Prawdziwa modlitwa. I jeszcze "An die Musik" na deser.
Pan Holl dzielnie "zagospodarował" swoją - niemałą - osobą całą przestrzeń
przed fortepianem

Biegał, podskakiwał, kucał... ale ponieważ ta gimnastyka
towarzyszyła naprawdę mistrzowskiemu śpiewaniu, to tylko wzmacniała efekt, a
nie śmieszyła (jak stałoby się w przypadku kiepskiego śpiewaka).
Ma piękny głos, a jeszcze do tego potrafi go różnicować, zdaje się, że słychać
śpiewające kilka osób (wspomniany "Der Alpenjäger" - Matka, Chłopiec i
Starzec). Umiejętnie "dawkuje" wibrato - to nie jest puder, który ma ukryć
problemy z intonacją, a środek wyrazu. BTW - intonacja mistrzowska.
Frazy były budowane z rozmysłem, a nie "bo tak mi się zaśpiewało", "tu
musiałem wziąć oddech".
Pianista też bardzo dobry, czasami brakowało mi tylko różnych "smaczków" w
lewej ręce. Ale bardzo pięknie grał.
W książeczce programowej teksty wszystkich pieśni - ale tylko po polsku (w
przekładzie pani Pociejowej). Ja bym chciała też po niemiecku... I bardzo
interesujący tekst pana Pocieja o Schubercie i jego pieśniach.
Sala była do połowy pusta - czy jak kto woli do połowy pełna, co tylko
ułatwiło rozsmakowywanie się w tej pięknej muzyce. Było stosunkowo mało
kasłania i innych dźwięków dobiegających od współsłuchaczy.
No i nie byłabym sobą, gdybym nie pozwoliła sobie na drobną złośliwość.
Mianowicie: panowie wykonawcy nie dostali choćby złamanego kwiatka!!! Gdybym
wiedziała, to sama kupiłabym im kosze kwiatów. I proszę, nie mówcie mi, że
Filharmonia nie ma pieniędzy. Założę się, że kwiaciarnie dostarczyłyby kwiaty
za - chociażby - podziękowanie w programie. Skoro Blikle może dostarczać
ciastka na piątkowe pogaduszki przed koncertami? Trzeba tylko chcieć. Buractwo.
Podsumowując: Quasthoffie, wygrałam

Założę się, że dzisiejsza "Aida" nie
była taka dobra!