Dodaj do ulubionych

Schubert - Robert Holl + David Lutz

26.04.05, 23:38
Cudowny koncert. Pieśni do słów Schillera. Piękny wybór, dobrze zestawione ze
sobą.

Holl powalił mnie na kolana. Nie wiem, od czego zacząć... wspaniale
interpretował te pieśni, każde słowo było ważne, każda fraza żyła. Miałam
poczucie, że jest on z tą muzyką "zrośnięty", do słuchacza docierały
najdrobniejsze niuanse. Absolutnie genialne "Die Erwartung", wspaniałe
"opowieści" w "Der Alpenjäger", "Die Bürgschaft", na bis "Im Abendrot" -
wspaniała, długa (on ma chyba trzecie płuco!!!) fraza, cudowne legato, piękne
piano... Prawdziwa modlitwa. I jeszcze "An die Musik" na deser.
Pan Holl dzielnie "zagospodarował" swoją - niemałą - osobą całą przestrzeń
przed fortepianem smile Biegał, podskakiwał, kucał... ale ponieważ ta gimnastyka
towarzyszyła naprawdę mistrzowskiemu śpiewaniu, to tylko wzmacniała efekt, a
nie śmieszyła (jak stałoby się w przypadku kiepskiego śpiewaka).
Ma piękny głos, a jeszcze do tego potrafi go różnicować, zdaje się, że słychać
śpiewające kilka osób (wspomniany "Der Alpenjäger" - Matka, Chłopiec i
Starzec). Umiejętnie "dawkuje" wibrato - to nie jest puder, który ma ukryć
problemy z intonacją, a środek wyrazu. BTW - intonacja mistrzowska.
Frazy były budowane z rozmysłem, a nie "bo tak mi się zaśpiewało", "tu
musiałem wziąć oddech".
Pianista też bardzo dobry, czasami brakowało mi tylko różnych "smaczków" w
lewej ręce. Ale bardzo pięknie grał.

W książeczce programowej teksty wszystkich pieśni - ale tylko po polsku (w
przekładzie pani Pociejowej). Ja bym chciała też po niemiecku... I bardzo
interesujący tekst pana Pocieja o Schubercie i jego pieśniach.

Sala była do połowy pusta - czy jak kto woli do połowy pełna, co tylko
ułatwiło rozsmakowywanie się w tej pięknej muzyce. Było stosunkowo mało
kasłania i innych dźwięków dobiegających od współsłuchaczy.

No i nie byłabym sobą, gdybym nie pozwoliła sobie na drobną złośliwość.
Mianowicie: panowie wykonawcy nie dostali choćby złamanego kwiatka!!! Gdybym
wiedziała, to sama kupiłabym im kosze kwiatów. I proszę, nie mówcie mi, że
Filharmonia nie ma pieniędzy. Założę się, że kwiaciarnie dostarczyłyby kwiaty
za - chociażby - podziękowanie w programie. Skoro Blikle może dostarczać
ciastka na piątkowe pogaduszki przed koncertami? Trzeba tylko chcieć. Buractwo.

Podsumowując: Quasthoffie, wygrałam smile Założę się, że dzisiejsza "Aida" nie
była taka dobra!
Obserwuj wątek
    • flumen3 Re: Schubert - Robert Holl + David Lutz 26.04.05, 23:52
      Tu sie nie ma co zakładać, Aida marna (lepiej niż na premierze nię moze byc gdy
      jedynego dobrego Kruszewskiego podmieniał dzis Zalasiński), a koncert w FN
      boski!!!! Pianista tez był boski, droga koleżanko - panowie stanowili duet
      razem oddychający - no poezja po prostu!

      A z tymi kwiatami to fakt - buractwo. Czasem co gorsza tandeta wyjdzie na
      estradę i już wala z oficjalnym wiechciem (prywatne od wielbicieli to inna
      sprawa) a na tym fajnym cyklu recitali wokalnych taka nędza! Wstyd! Gorszą
      wpadką był chyba tylko finał koncertu Stefanowicza z izraelską sopranistką,
      kiedy na estrade wniesiono ze dwa naręcza kwiecia dla kontratenora i nic dla
      spiewczki. Ktos mógł jednak podjąc inną decyzję - przekazac kwiaty za kulisami
      czy co? Albo szarpnąc się jednak na wiecheć dla gościa! w każdym razie jak
      będziesz szukała wspólnika do kwiatów dla Holla to ja sie piszesmile
      • schaetzchen Re: Schubert - Robert Holl + David Lutz 26.04.05, 23:56
        >Pianista tez był boski, droga koleżanko - panowie stanowili duet
        > razem oddychający - no poezja po prostu!

        No co, no co? Przecież napisałam, że pięknie grał! smile)))

        PS Kwiaty dla Holla - zawsze. Piszę się chętnie.
    • quasthoff Aida II premiera 27.04.05, 01:37
      Na początek kilka słów o pani Gordei. Barwa głosu niezbyt ciekawa, miałem na
      poczatku wrażenie, że w gardle utkwiły resztki puree i nie zostały połknięte.
      Rzeczywiście siła głosu niepospolita, gęsty jak ja to określam "miodowy" do
      smarowania jak smoła ale jak wyżej wspomniałem, niezbyt interesujący,
      szczególnie do tej partii. Właściwie niewiele ustępował brzmieniowo
      mezzosopranowi i brak tego zróżnicowania tembru pomiędzy postaciami Aidy i
      Amneris już powodowało lekki dyskomfort słuchowy. Ale dodam też, że dotyczyło
      to tylko dwóch pierwszych aktów. Wielka scena nad Nilem była już o niebo lepsza
      wokalnie. Choć Gordei niedorównuje wielkim odtwórczyniom roli Aidy jak na
      przykład Cabballe, Price czy Tebaldi to niezgodziłbym się że nie umie cieniować
      dynamiki, że wszystko śpiewa forte. Trzeci i czwarty akt, a właściwie końcówka
      czwartego (Scena w grobowcu) to byłu najlepsze fragmenty spektaklu. I właśnie w
      w arii "O Patria mia" zwieńczeniem była długa fraza zaśpiewana właśnie
      pianissimo. Tak samo jak w ostatnim duecie gdzie śpiewaczka nie forsując głosu
      nadała wyraz każdej frazie. Aktorstwo oczywiście statyczne, bardzo oszczędne
      ale na przykład w scenie spotkania z Amonasrem gdzie padają słowa "Ojcze
      litości..." mogło nawet wzruszyć. Jeżeli chodzi o tenora "Radamesa" to od razu
      powiem, że większej drętwoty zarówno wokalnej jak też emocjonalnej dawno nie
      słyszałem. Przecież ten śpiewak nie nadaje się do tej roli, pominąwszy już
      reżyserię, ale statyka tej postaci jest zupełnie nie na miejscu. Choćby
      oszczędne gesty, gestykulacje, mimika czy chód, który by wyrażał konkretne
      emocje podyktowane treścią. A tu miałem wrażenie, że wychodzi kukła, staje
      nieruchomo i przez pewien czas wydaje dźwięki też nie współgrające z
      charakterem odtwarzanej postaci. A niższy rejestr był już zupełnie niesłyszalny
      pomijając mało subtelną grę orkiestry z winy oczywiście dyrygenta. Zresztą
      wracając na chwilę do Iriny Gordei też zarzuciłbym niedostateczne opanowanie
      nośnego niskiego rejestru.A tak nawiasem mówiąc, nie wiem czemu ale przez cały
      czas słuchania tej artystki miałam dziwne skojarzenia z naszą Ewą Podleś.
      Następna postać Amonasro - Zalasiński stworzył wiarygodną i aktorsko i głosowo
      postać króla Etiopów. Miał w głosie i ciepło i dramatyzm, liryzm i szorstkość.
      I naprawdę pomimo niewielkiej dość partii był to promyczek prawdziwej sztuki.
      Nie wiem jak wypadła Walewska w roli Amneris, głosy krytyki są podzielone.
      Natomiast Lubańska robiła wszystko aby stworzyć oszczędymi środkami maksimum
      treści wyrazowej. I chyba jej się to udało. Moim zdaniem w niektórych
      momentach, szczególnie wielkiego napięcia dramatycznego nie starczało jej
      nasycenia dźwięku, w powodzi tutti też jej głos wtapiał się w brzmienie
      orkiestry ale ogólny poziom jej kreacji wypadł pozytywnie.Było oczywiście kilka
      wpadek rytmicznych zarówno samej orkiestry jak też solistów(szczególnie tenor).
      Natomiast bardzo pięknie wypadły sceny chóralne, te sceniczne i za sceną.
      Pianissima nasycone, brzmiące, i co najważniejsze precyzyjne frazowanie, śpiew
      na tzw.długo trzymanym oddechu, płynny. Co do baletu to mam mieszane odczucia.
      Niektóre scenki balansowały na granicy kiczu, a poza tym zagęszczenie sceniczne
      nawet na tak dużej przestrzeni było chyba zbyt duże? Można też doczepić się do
      niektórych strojów "baletmistrzek", że tak nieprecyzyjnie się wyrażę, jakieś
      stroje kąpielowe z lat dwudziestych czy coś około tego.Na temat scenografii nie
      będę się obszernie wypowiadał ale mam wrażenie, że niektórzy mogli dostać
      oczopląsu.Od feerii barw. Dodam jeszcze, że całemu spektaklowi brakowało
      odrobiny ognia, temperatury, która nadała by wartkosci akcji.Natomiast sceny
      kameralne mogły się podobać. To tyle. Pozdrawiam. Szkoda, że nie mogłem być
      jednoczeście w Filharmonii. Pieśń to mój ulubiony dział muzyki.A jeszcze po
      takim smacznym opisie.Nie każdy potrafi tak zespolić słowo i frazę muzyczną w
      jedną fantastyczną całość.
    • jdrk Re: Schubert - Robert Holl + David Lutz 27.04.05, 17:52
      Tak, tak - podpisuję sie pod tą recenzją obiema rękami smile Mr Holl śpiewem
      potrafi opowiadać - i to jak!

      Pozdrawiam,
      Jedrek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka