IP: *.lubin.dialog.net.pl 07.08.05, 02:30
"Nikt nie myli się bez przerwy. Nawet zegar, który nie chodzi, dwa razy na
dobę pokazuje prawidłową godzinę". I słowo stało się ciałem. Mam na myśli
wyklętą wśród srodowisk hip-hopowych wytwórnię UMC records, która po
porażającej ilości pomyłek wydawniczych wypchnęła na rynek (o dziwo!)
pierwszy krążek z bardziej wartościową zawartością od poprzednich. Dostajemy
do ręki egzotyczny tercet w składzie: pan duże Pe (wokal), IGS (vide: muzyka)
i dj Spox (wiadomo). Pierwszym członem zespołu jest, uchodzący za ciekawą
osobowość, pan duże Pe. Jego nieagresywna barwa głosu i wyraźna dykcja pomaga
w odbiorze tekstów, które, chociaż nie są rewelacją, potrafią wcisnąć na
jakiś czas przycisk odpowiedzialny za myślenie. Produkcje IGS-a, mimo że
bardzo estetyczne i dokładne, to jednak zabrakło w nich pewnej muzycznej vis
atractiva, bez której głowa się buja, ale dusza pozostaje w stanie
konsternacji. Dj Spox skreczuje na średniej krajowej, więc nic ponadto, co
dali nam już wcześniej inni. Troszkę śmieszy fakt, że na (mimo wszystko)
dobrej płycie charyzmatycznego rapera pojawia się gościnnie Mezo (zwrotka
technicznie prawie na poziomie, a jego kokieteryjna buntowniczość przeciwko
opiniom innych raperów staję się powoli żałosna). Znakomite i warte
odtworzenia trzy grosze dorzucił do albumu Eldo.
Reasumując - lekko futurystyczny, syntetyczny softrap z możliwością
słuchania w obecności kobiet ciężarnych i dzieci od lat 14. Koneserom
zabraknie werwy, która mogłaby najlepiej storedować ciszę w promieniu kilku
przecznic, ale której tu niestety brak. Mimo to warto poświęcić garstkę
złotych, choćby dlatego, że być może to pierwszy i ostatni już renesans
wytwórnii UMC records. Więcej grzechów nie pamiętam.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka