IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 07.09.02, 11:33
Witam!

Jestem ciekawy waszych opinii, Drodzy Forumowicze na temat zespołu Yes.

Zauważyłem, że ludzie ,którzy znają muzykę Yes dzielą się na :oddanych
bezgranicznie fanów, którzy kochają wszystkie dokonania tego zespołu(tak jak
jasmile, lub na ludzi, którzy nienawidzą muzyki granej przez ten zespół (i co
dziwne nie potrafią często tego wytłumaczyć).

Z chęcią przczytałbym kilka postów od negatywnie nastawionych osób do tego
zespołu.Proszę tylko o krótkie uzasadnienie swojej opinii(chciałbym uniknąć
postów typu: nie lubię ich, bo niesmile

Za co ja lubię Yes?
Przede wszystkim za niesamowity wokal Jona Andersona(IMO jeden z kilku
najlepszych na świecie), za niepowtarzalny styl gry na gitarze Steve`a Howe`a
(nie słyszałem nigdy choćby prób podrobienia jego stylu), oczywiście
niesamowity bas Chrisa Squire`a(kto słuchał płyt lub był na koncertach ten
wie jak wiele brakuje innym basistom do jego umiejętności, a poza tym Chris
GRA na basie, a nie towarzyszysmile, szeroko wykorzystywane klawisze przez Ricka
Wakemana (który wrócił po raz piąty do zespołu w tym rokusmile i oczywiście
bębny Alana White`a(na tej pozycji niezrównanie lepszy był Bill Bruford, ale
i tak jest dobrze).
Wszyscy ci muzycy (z których każdy jest dużą indywidualnością i niesamowitym
mistrzem gry na swoim instrumencie) potrafią steorzyć muzykę piękną,
niepowtarzalną, ujmującą, pełną emocji, często zapierającą dech w piersiachsmile
i robią to już ponad 30 lat .

pozdrawiam!
Yesfan
Obserwuj wątek
    • Gość: As Re: Yes IP: *.vline.pl 07.09.02, 12:09
      Gość portalu: Dżozefsmile napisał(a):

      > Witam!
      >
      > Jestem ciekawy waszych opinii, Drodzy Forumowicze na temat zespołu Yes.
      >
      > Zauważyłem, że ludzie ,którzy znają muzykę Yes dzielą się na :oddanych
      > bezgranicznie fanów, którzy kochają wszystkie dokonania tego zespołu(tak jak
      > jasmile, lub na ludzi, którzy nienawidzą muzyki granej przez ten zespół (i co
      > dziwne nie potrafią często tego wytłumaczyć).

      Ja tylko napiszę, że nie zaliczam się ani do jednej, ani do drugiej grupy.
      Lubię bardzo niektóre dokonania tego zespołu, ale też sporo jest takich które
      mi wybitnie nie odpowiadają. Jak znajdę chwilkę czasu to poszukam i wkleję moją
      dłuższą wypowiedź na temat tej grupy jaką parę miesięcy temu napisałem na tym
      forum - są tam też wytknięte "wady" (to może nieodpowiednie słowo) zespołu Yes
      czyli to co Cię interesuje smile

      Pozdrawiam
      • Gość: As Yes IP: *.vline.pl 07.09.02, 12:55
        Zobacz czy ten link działa. Tam powinna być moja opinia o Yes, przy okazji
        konfrontacji tej grupy z Pink Floyd.

        www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=78&w=1655135&a=1655135&v=2
    • Gość: Argus Yes IP: *.suwalki.cvx.ppp.tpnet.pl 07.09.02, 12:20
      Choć znam ich twórczośc i niektóre rzeczy nawet mi się podobają nie jestem do
      końca przekonany bo:
      1) wokal-dla których jest wielką zaletą,a mnie drażni na dłuższą metę-takie,że
      tak brzydko powiem kastrackie zawodzenie.(bez obrazy).Ale nie będę udawał,że
      najbardziej pasuje mi na "Prince Rupert Awakes"-King Crimson
      2) przerost formy nad treścią-za dużo pitolenia dla samego pitolenia a za mało
      pięknych melodii na -co podkreślam- niektórych albumach
      3) co wynika z 2)- tak świetni muzycy mogliby się postarać o większe wyczucie i
      nie przynudzać
      4) zespół ten nie wytrzymuje w konfrontacji z wspomnianymi wcześniej KING
      CRIMSON (jak dla mnie-prawdziwi królowie) czy PINK FLOYD-których to uwielbiam
      niemalże bezgranicznie.
      I choć zasadniczo szanuję ich za umiejętności-uważam,że są słabymi kompozytorami
      (podobnie pewna współczesna grupa uwielbiana przez niektórych,dla mnie kalka
      właśnie Yes- Dream ...wiadomo co).
      pozdrawiam.
      • Gość: Dżozef:) Re: Yes IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 07.09.02, 14:13
        Gość portalu: Argus napisał(a):

        > 1) wokal-dla których jest wielką zaletą,a mnie drażni na dłuższą metę-
        takie,że
        > tak brzydko powiem kastrackie zawodzenie.(bez obrazy)


        Wcalnie się nie obrażamsmilejakbym mógłsmile


        >.Ale nie będę udawał,że
        > najbardziej pasuje mi na "Prince Rupert Awakes"-King Crimson


        To zrozumiałe skoro uwielbiasz KC


        > 2) przerost formy nad treścią-za dużo pitolenia dla samego pitolenia a za
        mało
        > pięknych melodii na -co podkreślam- niektórych albumach


        Czy mógłbyś, Drogi Argusie wymienić jakieś albumy na których znajduje się
        wspomniane przez Ciebie pitolenie.
        Ja na każdej płycie Yes znajduję piękne melodie, czasami proste (wręcz
        popowe), czasami bardzo skomplikowane z wieloma zmianami tempa(np.album
        TFTO,lub Relayer), lub bardzo słodkie(jak na Magnification), ale zawsze ładnesmile

        Wybacz, ale właśnie ja widzę sprawę całkiem na odwrótsmile.Dla mnie to KC na
        ostatnich płytach pitoli, jak to nazwałeś i to KC odszedł od pięknych
        melodii.Wiem napiszesz zapewne, że KC się wciąż rozwija, niewątpliwie, ale nie
        w takim kierunku jaki bym sobie życzył.
        Przykłady pitolenia KC:
        Thrakattak(być może to jakiś nowoczesny jazz)
        ConstruKction of Light(nieznoszę Masteloto walącego w elektryczne bębny, tworzy
        tak zwane kartoflisko i brakuje przestrzenismile
        Zresztą KC skończył się dla mnie wraz z odejściem B.Brufordasad



        > 3) co wynika z 2)- tak świetni muzycy mogliby się postarać o większe wyczucie
        i
        > nie przynudzać


        Też nie wiem o jakie albumy Ci chodzi, wymień proszę na, których albumach Yesi
        przynudzają.


        > 4) zespół ten nie wytrzymuje w konfrontacji z wspomnianymi wcześniej KING
        > CRIMSON (jak dla mnie-prawdziwi królowie) czy PINK FLOYD-których to uwielbiam
        > niemalże bezgranicznie.

        King Crimson też kiedyś był moim ulubionym zespołem, ale to się
        zmieniłosmile.Przyznać muszę ,że pierwsze 7 płyt to arcydzieła, to samo można
        powiedzieć o The Great Deceiver- wspaniałe improwizacje.Muszę przyznać, że
        jedyną (malutką) wadą Yesów jest mała skłonnośc do improwizowania na
        koncertach, ale zawsze jakieś smaczki i zmiany do wersji studyjnych
        wprowadzająsmile
        Pink Floyd, znam całą dyskografię z wyjątkiem More, z czasem robi ona coraz
        mniejsze wrażenie na mnie, ostatnio nie słucham ich w ogóle z wyjątkiem
        pierwszej płyty Piper at The Gates Of Dawn.Za mało w ich muzyce
        kolorów,spontaniczności, za dużo pompatyczności i samouwielbienia(to się odnosi
        do pana Watersa)oraz pretensji do całego świata(także do W.), ale pierwsza
        płyta jest inna dlatego ją tak bardzo lubię (no może jeszce czasami drugasmile


        Dziękuję za opinie Argusie oraz Asie(za zwrócenie uwagi na ciekawy wątek, który
        przegapiłem)

        Pozdrawiam!
        Yesfan
    • vulture Ja tam dziadów lubię. 07.09.02, 14:13
      Muzyka YES towarzyszy mi od dawna i słucham jej z czystej przyjemności. Nie
      jest ona być może tak zajmująca pod względem technicznym jak King Crimson, ale
      nie można odmówić grupie sprawnych muzyków, występujących w licznych składach
      (ostatnio znów wrócił Wakeman).
      Twórzczość YES dzielę sobie na dwa etapy - od początku do 1980 ("Drama") i
      od "cyferek" do teraz. Wiadomo, że bardziej kochany jest ten pierwszy okres, a
      ostatnimi czasy płyty YES to już tylko zwykłe piosenki, nawet jeśli trwają po
      10 minut. Jednak nawet na tych nowszych płytach zdarzają się momenty, dzięki
      którym świat staje się na chwilę mniej straszny ("It Will Be A Good Day"- z
      LP "Ladder" - po tym już można spokojnie ruszać na miasto z karabinem
      maszynowym, bardzo pozytywnie nastraja). A głos Andersona - kwestia
      przyzwyczajenia. Ma on ten głos charakterystyczny i rozpoznawalny; ludzie chyba
      często na podobnej zasadzie nie lubią głosu Kate Bush (za wysoki). A ja nie
      przepadam za wokalem Stinga.
      W każdym razie koncert Yes w grudniu ub.r. obejrzałem z przyjemnością i mam
      nadzieję na wiele następnych.

      Oto moja opinia o YES.
    • Gość: davis Re: Yes IP: *.radom.pilickanet.pl 07.09.02, 14:50
      Wstyd się przyznać ale jeszcze Yes nie słyszałem. Która płyta tego zespołu jest
      uważana za najlepszą, od której mam zacząć poznawać zespół?
      • cze67 Re: Yes 09.09.02, 17:34
        Gos´c´ portalu: davis napisa?(a):

        > Wstyd sie˛ przyznac´ ale jeszcze Yes nie s?ysza?em. Która p?yta tego zespo?u
        jest
        >
        > uwaz˙ana za najlepsza˛, od której mam zacza˛c´ poznawac´ zespó??

        Chyba zgodzy sie ze mna wszyscy wielbiciele zespolu (albo przynajmniej ich
        wiekszosc), ze absolutny kanon to Fragile i Close to The Edge. Ja dodam jeszcze
        swoj ulubiony Yes Album. Tak czy inaczej - poczatek lat 70.
    • dreaded88 Re: Yes 07.09.02, 15:38
      Próbowałem się niegdyś zaprzyjaźnić z Yesem kalsycznym, okolice "Close to the
      Edge" czy "Tales from..." - nie udało się. Na pewno muzyka wyrafinowana,
      zagrana przez świetnych instrumentalistów ale nie budząca u mnie żadnych
      wartych uwagi doznań.
      Z sąsiadów King Crimson charakteryzował się demonizmem i szaleństwem , Pink
      Floyd głębią i emocjami, Jethro Tull sowizdrzalską energią, Yes wydaje mi się
      jakiś płaski. Wyklinani przez niektórych na równi z Yesami za nadętość ELP
      charakteryzowali się chociaż pewnym dystansem wobec siebie no i tam śpiewał
      Lake... Właśnie - wokalu Andersona w dokonaniach macierzystej kompanii nie
      lubię najbardziej.
    • Gość: amis Re: Yes IP: *.bogucicka7.com.pl 07.09.02, 17:09
      W czasach ogólniaka Yes był w mojej pierwszej 3. ulubionych zespołów (bywały
      dni kiedy był No1). Kiedyś płyty "zachodnie" były niewyobrażalnie drogie.
      Nagrywało sie z radia (Kaczkowski), pożyczało, ale Yes-u właśnie płyty starałem
      sie mieć swoje. A potem płynął czas, powstawały nowe grupy, zmieniała się
      muzyka. Yes też się zmieniał, ale - przynajmniej dla mnie - nie były to zmiany
      w dobrym kierunku. Kilka lat temu Yes wystąpił w Spodku. Koncert podobał mi się
      ale nie powalił mnie na kolana. To moje subiekktywne zdanie, ale żaden z
      dinozaurów (oprócz Yes również King Crimson, Pink Floyd, to co zostało z Led
      Zeppelin i inni) nie dochował do dzisiejszych czasów świeżości. Może zresztą to
      niemożliwe. Trudno chyba aby w wieku 50-60 lat nie wypalić się. Włączam czasem
      Opowieści topograficznych oceanów ale nie przechodzi mi już podczas słuchania
      ten dreszczyk co kiedyś. A może to ja się zmieniłem?
      • Gość: Lukasz Re: Yes IP: *.gwdg.de / *.rbw.stud.uni-goettingen.de 07.09.02, 17:43
        Majac jakies 12 lat poznalem album "cyferki" Yesow i bardzo mi ta muzyka
        utkwila w pamieci, choc przez oddanych fanow ponoc nie jest to plyta ceniona.
        Pozniej jakos mnie ich muzyka nie ciagnela. Stosunkowo niedawno poznalem
        Fragile i Close to the Edge i, po pewnym czasie sie przekonalem. Glos
        Andersona uwazam za bardzo oryginalny i nie drazni on mnie w przeciwienstwie
        do np. glosu Collinsa. Za to poczatkowo w ogole nie przekonywala mnie gitara
        Howe'a, wymagalo to czasu.Choc z tego nurtu znacznie bardziej wole Camel czy
        Floydow, to uwazam ze Yes jest wartym zainteresowania zespolem.
    • Gość: Argus Właśnie-Camel! IP: *.suwalki.cvx.ppp.tpnet.pl 07.09.02, 18:06
      Dobrze,że tu został wspomniany Camel- który to właśnie zespół do dziś (patrz i
      słuchaj album "Rajaz") tworzy przepiękne melodie. Yes nie ma takiego wyczucia,
      wrażliwości jak chociażby Andy Latimer i jego gitara.Przykłady przynudzania Yes-
      proszę bardzo- "The Gates of Delirium"-które możnaby skrócić o połowę
      przynajmniej.Podobnie ma się sprawa z całym "Going for the one". A co King
      Crimson-rzeczywiście to co robią teraz,nie musi się podobać starym fanom.Ja
      choć najbardziej cenię ich za albumy od "In the court..." po "Red",lubię także
      TRZY KOLORY, "Thraka" a na "Construkction of light" też się parę dobrych rzeczy
      znajdzie-choć przyznam,że przesłuchanie całej płyty może być męczące.
      I choć YES'owi nie mówię-"NIE", to nie zmienia faktu,że wolę dziesiątki innych
      zespołów z tak zwanych lat 60,70-tych (bo głównie o albumy z tych lat mi
      chodzi).
    • Gość: jacek 2 Re: Yes IP: *.abo.wanadoo.fr 07.09.02, 18:49
      Ich ostatnia plyta Magnification jest wyjatkowo udana! Lubie tez Talk -
      doskonaly! Natomiast ich plyty: Big generator i Open your eyes - sa nie do
      sluchania!!!!
      • vulture Święta racja 08.09.02, 11:19
        Gość portalu: jacek 2 napisał(a):

        > Ich ostatnia plyta Magnification jest wyjatkowo udana! Lubie tez Talk -
        > doskonaly! Natomiast ich plyty: Big generator i Open your eyes - sa nie do
        > sluchania!!!!

        "Magnification" jest super, szokda tylko że nie ma klawiszy... A za "Big
        Generator" i "Open Your Eyes" powinni iść do więzienia - co to miało być??? Już
        Anderson w duecie z Vangelisem był mniej cukierkowy!
        • Gość: Marcel Re: Święta racja IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 08.09.02, 17:12
          vulture napisał:

          > Gość portalu: jacek 2 napisał(a):
          >
          > > Ich ostatnia plyta Magnification jest wyjatkowo udana! Lubie tez Talk -
          > > doskonaly! Natomiast ich plyty: Big generator i Open your eyes - sa nie do
          >
          > > sluchania!!!!
          >
          > "Magnification" jest super, szokda tylko że nie ma klawiszy... A za "Big
          > Generator" i "Open Your Eyes" powinni iść do więzienia - co to miało być???
          Już
          >
          > Anderson w duecie z Vangelisem był mniej cukierkowy!
          Ale kawałek Shoot High Aim Low jest doskonały.
          • vulture Re: Święta racja 08.09.02, 22:17
            Gość portalu: Marcel napisał(a):


            > Ale kawałek Shoot High Aim Low jest doskonały.

            Wypadek przy pracy smile))
    • Gość: Lukas Re: Yes IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 07.09.02, 21:45

      > Zauważyłem, że ludzie ,którzy znają muzykę Yes dzielą się na :oddanych
      > bezgranicznie fanów, którzy kochają wszystkie dokonania tego zespołu(tak jak
      > jasmile, lub na ludzi, którzy nienawidzą muzyki granej przez ten zespół (i co
      > dziwne nie potrafią często tego wytłumaczyć).


      O nie,ja np. lubie Yes ,ale nie bezkrytycznie.Wiadomo - Close to the
      Edge,Relayer,Tales....,GFTO,.Nie znosze Cyferek i innych popowych gowienek,gdyz
      Yes po prostu do takiej formuly nie pasuje.Z muzykow podziwiam glownie
      Wakemana ,choc to troche kontrowersyjna postac.
      • Gość: Dżozef:) Re: Yes IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 08.09.02, 16:19
        To zależy jaką muzykę najbardziej cenisz, Davisie.

        W muzyce Yes można znaleźć wiele różnych stylów na różnych płytach.
        Poczynając od Art-rocka(płyty sczególnie godne uwagi to:Close to the Edge,Tales
        from Topographic Oceans, Relayer, Going For the One(z przepięknym
        utworem:Awaken) i oczywiście Fragile,Magnification) ,przez Rocka zabarwionego
        pierwiastkami ARTsmile(płyty: Tormato,The Yes Album), Art-rocka z małą domieszką
        metalizujących brzmień (Drama), przez bardzo ładnego, zwykłego rocka (Yes,Time
        and a World),przez Rocka z domieszkami popu i metalicznych riffów(90125,Big
        generator), i to jeszcze nie wszystkie płytywink

        Radzę zapoznać się z zespołem, jeśli masz ochotę poznawać ten zespół od płyt
        studyjnych(nie-kompilacyjnych), od płyty Fragile lub Close to the Edge.
        Zdecydowanie najlepszą płytą zespołu jest(IMO) Tales From Topographic Oceans,
        ale żeby w pełni ją zrozumieć i pokochać trzeba odrobiny czasu.
        Dla osoby nie znającej w ogóle dokonań Yes, może to być płyta nie do przejściasmile

        Pozdrawiam!
        Yesfan
    • Gość: Dżozef:) Re: odnośnie BG i OYE IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 08.09.02, 22:04
      Tak, płyty te najczęściej są krytykowane (i nie tylko tesmile w twórczości Yes,
      ale czy słusznie?
      Sądzę, że ludzie krytykują te płyty, ponieważ uważają, że takim zespołom jak
      Yes nie wypada nagrywać prostych płyt.Owszem BG, OYE, Cyferki, czy Union na
      pewno odstają poziomem od innych dokonań tej grupy(z artystycznego punktu
      widzenia).
      Uważam jednak, że płyty te pozwoliły przeżyć zespołowi.Dzięki nim zespół do
      dziś dnia nagrywa(wspaniała Magnification z zeszłego roku) i koncertuje.Gdyby w
      latach 80 Yes nie nagrałby żadnej płyty, być może podzieliłby los innych
      zespołów np:EL&P, które co prawda coś nagrały, lecz był to jedynie pretekst do
      odbycia tras.
      Zresztą jeśli nie porówna się płyt BG, OYE z klasycznymi dokonaniami Yes, to
      płyty te nie są takie straszne.Po prostu inny rodzaj muzyki (bliższy muzyce pop-
      rockowej), ale dalej na wysokim poziomie.
      Bardzo często o tych płytach mówi się, że nic nowego nie wnoszą i zawierają
      bardzo mało progresywności- zgadza się, ale gdyby taką płytę jak BG, nagrał
      zespół np.Queen, to wszyscy by się zachwycali i mówili o zmianie stylu i o tym,
      że Queen zaczęło trochę progresowaćsmile

      Pozdrawiam!
      Yesfan
      • Gość: Argus Jeszcze jedno-Patrick Moraz. IP: *.suwalki.cvx.ppp.tpnet.pl 08.09.02, 23:11
        Skoro już naokoło Yes jesteśmy.Swego czasu dołączył do nich świetny
        klawiszowiec-wirtuoz Patrick Moraz.Warto wspomnieć o jego wcześniej nagranych
        dwóch REWELACYJNYCH dla fanów starego grania zespołach- MAINHORSE -album pod
        tym samym tytułem (1971) i REFUGEE (1974). Te prawie zapomniane albumy to
        prawdziwe arcydzieła starego grania. Moim zdaniem szkoda,że dołączył do
        Yes.Jego wcześniejsze dokonania były o wiele bardziej fascynujące.
        • vulture Re: Jeszcze jedno-Patrick Moraz. 08.09.02, 23:28
          On w Yes się nigdy nie odnalazł, co zresztą sam mówił po odejściu z zespołu. Po
          prostu czuł, że jest z innej bajki niż reszta muzyków. Nic więc dziwnego, że i
          muzycznie nie do końca się tam zrealizował.
        • Gość: Dżozef:) Re: Jeszcze jedno-Patrick Moraz. IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 09.09.02, 00:14
          Zgoda.Zarówno Mainhorse jak i Refugee to świetne zespoły.Każdy z tch zespołów
          nagrał bardzo dobrą płytę.
          Nie zgodzę się jednak ,że jego wcześniejsze dokonania były bardziej fascynujące.
          Posiadam trzy płyty nagrane przez Moraza już po odejściu z Yes i każda jest
          fantastyczna, szczególnie godna uwagi jest Story Of I.
          Nie rozumiem też zarzutu o dołączenie do Yes, Drogi Argusie.Z tą grupą nagrał
          świetny album Relayer.Dodał bardzo dużo dynamiki temu albumowi i wiele pomysłów
          na które nie stać by było Ricka W.(np. świetny wstęp do Sound Chasera i wiele
          bardzo różnych solówek).Zresztą kilkakrotnie próbował wracać do Yes, ale nigdy
          go już nie przyjęli z powrotem, może i szkodasad
          Odnośnie przynudzania Yes.Twoje propozycje skrócenia Gates of Delirium o połowę
          są co najmniej dziwne.Jest to jeden z najlepszych utworów tej grupy.Jeśli
          miałeś na myśli skrócenie części instrumentalnej(może także tu słyszałeś
          przynudzanie Yes), to się nie zgodzę z Tobą całkowicie.Ten instrumentalny
          fragment zwany "bitwą" ma właśnie na celu zilustrowanie bitwy,wojny i wg mnie
          spełnia swoje zadanie w 100%.Zresztą jest on bardzo dynamiczny, zagrany z
          niesamowitą werwąsmile

          Pozdrawiam!
          Yesfan
          • vulture skoro już o przynudzaniu mowa... 09.09.02, 06:11
            Prędzej skróciłbym zawartość "Tales From Topographic Oceans" niż "Gates Of
            Delirium"... A co co solowej twórczości Moraza, nie słyszałem wiele, ale bardzo
            spodobały mi się nagrania z Billem Brufordem. Ale chyba i tak wolę Ricka
            Wakemana, który wprawdzie mógłby ograniczyć się do nagrywania pięciu zamiast
            dwudziestu płyt rocznie, ale skoro mu się chce...
            • Gość: soso o yes mozna godzinami :-) IP: 195.41.66.* 09.09.02, 09:13


              Trafil swoj na swego. Ten temat bardzo mi lezy bo mam, chyba, wszystkie
              oficjalne albumy yes minus koncertowe i greatest hits, ktorych zawsze jakos
              unikalem. Moge nawet chyba powiedziec, ze w jakims sensie jestem fanem yes.

              Pierwsze 2 plyty sa moim zdaniem bardzo ciekawe a kilka utworow wrecz
              znakomitych. Mimo to leza na ogol odlogiem i nie ciesza sie popularnoscia.
              Marna produkcja?
              Potem od yes-album do drama jest cos, co mozna uwazac za pierwszy okres yes i
              jest to wlasnie ten classic yes. Troche dla mnie odpada od schematu tormato i
              jest ono zreszta dosc krytykowane ale wgl mnie ma kilka niezlych momentow
              (chocby don't kill the whales) i gdyby nie troche za cienkie i delikatne
              brzmienie bylby to calkiem ciekawy album.
              Z pierwszego okresu lubie TFTO i jest to chyba szczytowe osiagniecie bo sama
              tylko muzyka jest jakims podsumowaniem cywilizacyjnym - rozne kultury, rozne
              religie, rozne okresy. Wiem, wiem, slowa sa bardzo napompowane ale mysle o
              samej muzyce i ta sie broni znakomicie. Czesc IV, ostatnia, to majstersztyk.

              Od 9015 mamy troche inny yes. Uwielbiam Trevora Rabina i uwazam, ze jest
              wyrozniajacym sie gitrzysta pod kazdym wzgledem. On chyba moze wszystko. Howe
              byl oczywiscie okay (sam fakt, ze gra solowke w Innuendo, Queen, a tam przeciez
              B. May!) ale Rabin przebija go i jest najlepiej wpasowanym w grupe muzykiem po
              drama.
              Big generator szedl mi opornie i w koncu wszedl ale jest to plyta dziwna,
              czasami ma sie wrazenie, ze tepawa a czasmi slucha sie z wielka przyjemnoscia,
              nie wiem dlaczego. Lubie takze (oprocz 90125) talk ale glownie za ostatni
              utwor. Reszta jest jakby troszke 'jak to yes'.

              Nie lubilem nigdy w yesie Wakemana. To jego pchanie sie na afisz i przynudzanie
              w nieskonczonych palcowkch bylo przesada i dlatego uwazam, ze to co robil
              samodzielnie to jest jego prawdziwym obliczem i jego wlasna porazka.

              W podsumowaniu: wiem tylko, ze yes to temat dla ludzi, ktorzy znaja ten zespol
              bo tacy, co sie 'otarli' to czesto pisza zle i niemadrze. Tu trzeba usiac,
              odlozyc gazete i zgasic telewizor. Wtedy cos sie zaczyna dziac smile

              I jeszcze cos, co musz napisac: lubie yes ale slucham bardzo rzadko,
              szczegolnie ostatnio. Wiele innych, nowszych rzeczy jakos powstrzymuje moja
              reke, kiedy siegam po CD, nawet jak to jest TFTO. Dlaczego? Hm... oto jest
              pytanie smile

              pzdrw

              soso
              • Gość: Dżozef:) Re: To teraz Wakeman:) IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 09.09.02, 13:07
                Miło widzieć coraz więcej postów w tym wątku, dobrze, żę jeszcze kilka osób
                pamięta o tym zespolesmile

                Najgorsze w Wakemanie jest to, że chyba nigdy tak naprawdę nie utożsamiał się z
                grupą Yes.Gdzieś przeczytałem, że zawsze był kimś w rodzaju Guest Star.On Yes
                traktuje jako miejsce gdzie może zarobić trochę kasy, która jest mu potrzebna
                na wydawanie solowych, niezliczonych płytsmile.Zawsze gdy wyda kilkanaście
                (kilkadziesiąt) solowych płyt i kończą mu się fudusze na następne, wraca do Yes
                i znów nabija trochę kasy.Dziwie się, że go jeszce przyjmują, mogli raz
                zatrudnić Moraza i byłby spokój.Chociaż "Yes z Wakemanem", jak to dumnie brzmi.
                Co do jego umiejętności, są niezaprzeczalnie bardzo wysokie.Owszem można mieć
                niekiedy wrażenie, że się czasami powtarza, ale i tak większość jego solówek
                powoduje mrowienie na plecachsmile.
                Na pewno Rick należy do pierwszej piątki najlepszych klawiszowców w muzyce
                rockowej.

                Pozdrawiam!
                Yesfan
                • Gość: Lukas Re: To teraz Wakeman:) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.09.02, 15:41
                  Gość portalu: Dżozefsmile napisał(a):

                  > Miło widzieć coraz więcej postów w tym wątku, dobrze, żę jeszcze kilka osób
                  > pamięta o tym zespolesmile
                  >
                  > Najgorsze w Wakemanie jest to, że chyba nigdy tak naprawdę nie utożsamiał
                  się z
                  >
                  > grupą Yes.Gdzieś przeczytałem, że zawsze był kimś w rodzaju Guest Star.On
                  Yes
                  > traktuje jako miejsce gdzie może zarobić trochę kasy, która jest mu
                  potrzebna
                  > na wydawanie solowych, niezliczonych płytsmile.Zawsze gdy wyda kilkanaście
                  > (kilkadziesiąt) solowych płyt i kończą mu się fudusze na następne, wraca do
                  Yes
                  >
                  > i znów nabija trochę kasy.Dziwie się, że go jeszce przyjmują, mogli raz
                  > zatrudnić Moraza i byłby spokój.Chociaż "Yes z Wakemanem", jak to dumnie
                  brzmi.
                  > Co do jego umiejętności, są niezaprzeczalnie bardzo wysokie.Owszem można
                  mieć
                  > niekiedy wrażenie, że się czasami powtarza, ale i tak większość jego solówek
                  > powoduje mrowienie na plecachsmile.
                  > Na pewno Rick należy do pierwszej piątki najlepszych klawiszowców w muzyce
                  > rockowej.
                  >
                  > Pozdrawiam!
                  > Yesfan


                  Wydaje mi sie ,ze Wakeman nie utorzsamil sie do konca z Yes ,poniewaz nie
                  za bardzo dawali mu sie tam wykazac tworczo.Wystarczy popatrzec na autorstwo
                  poszczegolnych utworow - zadko pada nazwisko Ricka.A ze gosc pewnie chcial byc
                  tworca ,to nie dziwne ,ze co chwila robil cos na boku.Problem w tym ,ze ta
                  jego muzyka nie sprzedawala sie dobrze ,stad tez czeste powroty do Yes.
                  Jesli chodzi o solowa tworczosc Wakemana ,to albumy z lat 70. RZADZA!
                  Nawet "Rhapsodies" mi sie podoba ,choc to dosc dziwna plyta (raczej nie
                  rockowa).Swietne jest tez "1984".Pozniej bywalo roznie - wiekszosc plyt z lat
                  80. jest straszna.Ostatnio cos przycichl....miala byc jakas plyta z
                  Emersonem,gdzies czytalem ,ze szykowal sie juz do kolejnej "rockowej" plyty i
                  jakos sie to rozmylo.Mam nadzieje ,ze Yesi cos z nim
                  nagraja ,bo "Magnification"(plyta) bez klawiszy brzmi nudnawo.Gdzie ten
                  Moog......
      • Gość: Marcel Re: odnośnie BG i OYE IP: 213.25.168.* 09.09.02, 14:12
        Bo to polega na tym, że niektórzy "znawcy" snobują się na wielkich
        koneserów "Muzyki przez duże M" i nie zniżą się do jakiegoś popu. Utwór trwa
        mniej niż 4 minuty? Brrr... do dyskoteki.
        Ja osobiście uważam, że 90125 to bardzo dobra płyta. Generator też.
        Myślicie, że to tak łatwo wymyślić takie "Owner of the lonely heart"? Zapewniam
        was, że tak samo trudno jak Close to the Edge czy Gates of Delirium.
    • Gość: Marcel Vangelis IP: 213.25.168.* 09.09.02, 14:35
      Nie wiem czy wiecie ale w 1974 w po odejściu Ricka Wakemana Yes chcieli by grał
      z nimi Vangelis na klawiszach. Zrobili parę prób, ale nic z tego nie wyszło.
      • Gość: soso Re: Vangelis IP: 195.41.66.* 09.09.02, 14:48
        Nie wiedzialem. Ale swoja droga Anderson z Vangelisem nagrali calkiem dobre
        popy.

        pzdrw

        soso
        • cze67 Yes? Yes! 09.09.02, 15:37
          Ciekawe, ostatnimi dniami wlasnie slucham sobie namietnie plyty Yesow, ba
          kupilem nawet ich koncert na video z 1972 roku. Dla mnie zawsze numerem 1
          bedzie The Yes Album - poczatek dojrzalego okresu grupy. Te wspaniale
          wielowatkowe utwory, ten power... Dalej jest Fragile i Close. Do Topografic i
          Relayer nigdy nie moglem sie przekonac, ale sluchalem ich wiele lat temu i
          chetnie bym sobie teraz ich posluchal. Podoba mi sie Going, Tormato i Drama.
          Nie sa to arcydziela, ale przyjemnie sie ich slucha.
          Cyferki i nastepne albumy grupy to dla mnie terra incognita. Wedlug mnie 90125
          to plyta zbyt mechaniczna, wiecej tu produkcji niz duszy. I ona skutecznie
          zniechecila mnie do sluchania dalszych nagran grupy. A propos, powiedzcie mi -
          jaka plyta z przelomu lat 90/00 warta jest posluchania, nawiazuje do lat
          70.-najlepszego okresu grupy?
          W Yes cenie fakt, iz kazdy instrument ma tam swoje miejsce (mowie o trojcy -
          Yes Album, Fragile, Close). Ten wspanialy bas Squiera, te klimaty Kaya i
          Wakemana, ta cudna gitara Howe, glos Andersona, no i perkusja mego ulubienca -
          Billa Bruforda. To wszystko wspaniale wspolbrzmi, utwory mimo roznych nastrojow
          maja logiczna konstrukcje. W sumie Yes lat 70. to jedna z najlepszych grup
          tamtych czasow.
          • Gość: Dżozef:) Re: Yes? Yes! IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 09.09.02, 15:54
            cze67 napisał:

            > A propos, powiedzcie mi -
            > jaka plyta z przelomu lat 90/00 warta jest posluchania, nawiazuje do lat
            > 70.-najlepszego okresu grupy?


            Zdecydowanie Magnification z 2001 roku.Zespól po kilku latach nagrał naprawdę
            wspaniałą płytę, co prawda bez klawiszowca z prawdziwego zdarzenia (parę razy
            klawiszy dotyka Whitesmile, ale za to z całą orkiestrą.Płyta spodoba się każdemu
            kto lubi Yes z lat 70.Odsyłam do strony www.yes.iq.pl do działu Dyskografia.


            > W sumie Yes lat 70. to jedna z najlepszych grup
            > tamtych czasow.


            I nie tylko tamtych, obecnych również, panowie z Yes prezentują wyśmienitą
            formę na koncertach (zeszłoroczne Yessymphonic), w tym roku koncertowali po
            Stanach w przyszsłym może odwiedzą Europę.Obysmile

            Pozdrawiam!
            Yesfan
            • cze67 Re: Yes? Yes! 09.09.02, 15:58
              Keys to cos tam? Wiem ze sa dwie czesci, na jednej wiecej koncertowek na
              drugiej studyjne w najlepszym skladzie. Warto?
              • Gość: Dżozef:) Re: Yes? Yes! IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 09.09.02, 16:57
                cze67 napisał:

                > Keys to cos tam? Wiem ze sa dwie czesci, na jednej wiecej koncertowek na
                > drugiej studyjne w najlepszym skladzie. Warto?

                Keys to Ascension 1 & 2.
                Muszę przyznać, że wraz z albumem ABWH to jedyne płyty Yes, których nie
                posiadam.
                Co prawda zamówilem jakiś miesiąc temu te płyty w Stereo.pl, ale do tej pory mi
                ich nie przysłali (powód jakim się bronią: polski dystrybutor nie posiada w tej
                chwili tych płyt)

                Płyty te to albumy koncertowo-studyjne.Oceniane są bardzo wysoko, ale to
                wszystko co mogę na ich temat napisaćsad

                Jeśli, Drogi Cze67 dostaniesz gdzieś te płyty to proszę napisz, na tym wątku, w
                jakim sklepie.

                Pozdrowienia!
                Yesfan
                • vulture KEYS TO ASCENSION 10.09.02, 16:40
                  Mam tylko "jedynkę". Nagrania koncertowe brzmią tyleż profesjonalnie, co
                  bezbarwnie, natomiast studyjne są bardzo fajne -może tylko za mało wyrazistych
                  partii klawiszowych (głównie buczenie w tle). Ale "dwójki" nie kupiłem.
                  Ostatnio ukazała się pozycja "KEYSTUDIO", pojednynczy CD zawierający studyjne,
                  wówczas premierowe utwory, które wydano wcześniej na obu częściach "Keys To
                  Ascension". Jej, skomplikowane.
            • Gość: As Re: Yes? Yes! IP: *.vline.pl / 172.16.1.* 09.09.02, 16:27
              A ja bym jednak polecił Talk. To muzyka brzmiąca nowocześnie i "mocno", z
              wyborną suitą na końcu. Magnification to jednak jest regres, zarówo brzmieniowy
              jak i pod względem kompozycji. Choć faktycznie parę ciekawych fragmentów nawet
              ja mogę znaleźć który wielkim fanem Yes nie jestem i nie będę, no i doceniam
              rozmach aranżacyjny.
              Zaś Talk to kompromis pomiędzy bardziej przebojowym obliczem Yes a tym bardziej
              ambitnym wcieleniem gruby. Z domieszką ciężkawych gitarowych brzmień i ciężką
              perkusją, co mi akurat odpowiada smile
              Po prostu - muzyka nowoczesna.

              Pozdrawiam
      • Gość: Dżozef:) Re: Nie tylko Vangelis IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 09.09.02, 15:43
        Na samym początku istnienia Yes, kiedy B.Bruford rozważał powrót na
        Uniwersytet, a Yes miało jakiegoś tymczasowego perkusistę, Jon zaoferował
        miesce przy bębnach Philowi Collinsowi, który jak sam się przyznał nigdy nie
        oddzwonił do Jona (na szczęsciesmile.To by był dopiero Yes z Collinsemsmile, ciekawe
        kiedy by przejął pałeczkę wokalisty(pewnie na Dramie) tylko z tą różnicą, że
        Jon już by nie musiał(mógł) wracać.Jak dobrze, że do tego nie doszłosmile

        Vangelisowi podziękowali dlatego, że nie przykładal się do prób.Tak to ujął
        Howe:"Zupełnie nie umiał pracować w zespole, a przy tym wykazywał dziwne
        skłonności.Siadal przy bębnach i walił w nie przez dziesięć minut niczym
        szalony bębniarz z Muppet Show!"

        Pozdrawiam!
        Yesfan
        • Gość: Marcel Re: Nie tylko Vangelis IP: 213.25.168.* 09.09.02, 16:05
          Gość portalu: Dżozefsmile napisał(a):

          > Na samym początku istnienia Yes, kiedy B.Bruford rozważał powrót na
          > Uniwersytet, a Yes miało jakiegoś tymczasowego perkusistę, Jon zaoferował
          > miesce przy bębnach Philowi Collinsowi, który jak sam się przyznał nigdy nie
          > oddzwonił do Jona (na szczęsciesmile.To by był dopiero Yes z Collinsemsmile,
          ciekawe
          > kiedy by przejął pałeczkę wokalisty(pewnie na Dramie) tylko z tą różnicą, że
          > Jon już by nie musiał(mógł) wracać.Jak dobrze, że do tego nie doszłosmile
          >
          > Vangelisowi podziękowali dlatego, że nie przykładal się do prób.Tak to ujął
          > Howe:"Zupełnie nie umiał pracować w zespole, a przy tym wykazywał dziwne
          > skłonności.Siadal przy bębnach i walił w nie przez dziesięć minut niczym
          > szalony bębniarz z Muppet Show!"

          No i wniósł przynajmniej trochę rozrywki do tych sztywniaków!
          Oczywiście żartowałem.
          • Gość: alissa19 Re: YES IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 09.09.02, 20:24
            ja tego zespolu tez nie znam-ale podoba mi sie "owner of a lonely hearts"-
            kurcze czy dobrze napisane?z pamieci jade bo na MTV classic slyszalam -ale nie
            wiem z jakiego to albumu.
            • Gość: Dżozef:) Re: YES IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 09.09.02, 20:48
              Gość portalu: alissa19 napisał(a):

              > ja tego zespolu tez nie znam-ale podoba mi sie "owner of a lonely hearts"-
              > kurcze czy dobrze napisane?z pamieci jade bo na MTV classic slyszalam -ale
              nie
              > wiem z jakiego to albumu.

              Owner of a lonely Heart jest z albumu 90125, który jest utrzymany właśnie w
              klimacie tego utworu.Świetna produkcjasmile

              Na pewno spodoba Ci się ta płyta, Alisso.
              Miło też zobaczyć, że jakakolwiek dziewczyna zwróciła uwagę na ten świetny
              zespół i to jeszcze z Wrocławia (miasta gdzie studiujęsmile

              Pozdrowienia!
              Yesfan


              • Gość: Argus Re: YES IP: *.suwalki.cvx.ppp.tpnet.pl 09.09.02, 22:55
                Chciałem Ci Dżozefie pogratulować "fanatyzmu"(to nie ironia) co do twego
                ulubionego zespołu.Choć jak już tu nie raz pisałem średnio mi wchodzi-to lubię
                ludzi,którzy promuja dobrą muzykę.A nuż panienka z Wrocławia się skusi,posłucha
                jednego albumu,kolejnego i następnie "Atom heart mather","In the court of the
                crimson king"czy "Mirage". W końcu my fani starych brzmień powinniśmy się
                trzymać razem-bo wcale nie tak dużo nas zostało.I dyskusję o YES zamienić w
                promowanie tego rodzaju muzyki do innych osób.Mi się parę osób udało zarazić
                moją muzyką (ostatnio kumpel naokrągło słucha SBB). Czy nasze dyskusje -to
                czasem nie pewna doza snobizmu? A zresztą...
                Pozdrawiam.
                • Gość: Dżozef:) Re: YES IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 10.09.02, 00:54
                  Gość portalu: Argus napisał(a):

                  > Chciałem Ci Dżozefie pogratulować "fanatyzmu"(to nie ironia) co do twego
                  > ulubionego zespołu.


                  Wielkie dzięki Argusie, usłyszeć to od Ciebie to zaszczytsmile


                  >A nuż panienka z Wrocławia się skusi,posłucha
                  > jednego albumu,kolejnego i następnie "Atom heart mather","In the court of the
                  > crimson king"czy "Mirage".


                  To chyba jednak tak proste nie jest.Od "Cyferek" do "In the Court...",czy
                  innych wielkich dzieł Art-rocka droga jest dosyć daleka i nie każdy może ją
                  pokonać.Chociaż ja zakochałem się w takich płytach jak "In the Court...","CTTE"
                  itp., od pierwszego słuchaniasmile i to był przeskok z muzyki pop-rockowej typu U2.
                  Najwidoczniej potrzebowałem czegoś nowego(nowego z końca lat 60 i z 70
                  huehue),czegoś bardziej ambitnego i pobudzającego do myślenia,refleksji z
                  większą dawką emocji.


                  > W końcu my fani starych brzmień powinniśmy się
                  > trzymać razem-bo wcale nie tak dużo nas zostało.


                  Niestety to prawda.
                  Propaguję moją muzykę gdzie tylko mogę, ale do tej pory udało mi się przekonać
                  dwie osoby, które oddały się urokowi Art-Rocka całkowicie.

                  Nie rozumiem całkowicie "wojen" między fanami zespołów, a szczególnie między
                  Yes i PF, dlaczego w ogóle do tego doszło?
                  Ja nie lubię PF( z wyjątkiem dwóch pierwszych płyt), tak jak Ty, Argusie nie
                  przepadasz za Yesami, ale czy oznacza to, że mamy siebie nienawidzieć, obrzucać
                  się różnymi wyzwiskami itp.?Przecież każdy ma prawo do własnego zdania i do
                  wygłaszania swoich opinii, ale niestety dosyć dużo osób na tym forum zapomina
                  o tych podstawowych zasadach i w życiu codziennym niestety też.


                  Pozdrowienia!
                  Yesfan
                  • teddy4 Re: YES 10.09.02, 14:05
                    A ja mam taką kolejność:
                    1.90125 - za genialną produkcję Trevora Horna i jego chwilowe uczynienie Yes
                    zaspołem dla mas. Żeby masy tylko takiej muzyki słuchały...
                    2.TORMATO - najbardziej rockowa płyta z Wakemanem
                    3.RELAYER - nie będę się wymądrzał.Wszyscy wiemy, że Moraz posiadał wówczas
                    wspanialszą wyobraźnię od pana W.
                    4.CLOSE TO THE EDGE - za "And You And I"
                    5.THE YES ALBUM - jak zauważył Cze - początki narodzin stylu. Lepsze
                    od "Fragile".
                    6.DRAMA - Yes bez Andersona? Why not?
                    • Gość: plooshack Re: YES IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.09.02, 14:38
                      Mój ranking Yesowych dokonań jest zupełnie odmienny niż Twój, teddy4, ale
                      bardzo celnie zauważyłeś, że tak naprawdę jedynym albumem, który dotarł do tzw.
                      szerszego odbiorcy, było '90125'.

                      A ja tak 'bez przygotowania' wymieniłbym
                      3 część TFTO
                      Close to the Edge
                      Awaken (z G4T1) O! właśnie, kapitalne przejście z tego cichutkiego
                      dzwoneczkowego fragmentu na kolejną część kompozycji i głos Andersona idący w
                      kompletnej dysharmonii do linii melodycznej. Nie pamiętam tekstu, zaczyna się
                      tam chyba jakoś "My spirit is ......... casting light on you" TO JEST SZTUKA !!!
                      No, to zawsze powoduje, że ciarki mnie przechodzą.

                      A jak pomyślę, że trochę później nagrali 'Owner of the Lonely Heart' to mi
                      jednak trochę żal, że Yes poewoluował w tę stronę ...
                      • Gość: soso Re: YES IP: 195.41.66.* 10.09.02, 15:27
                        Dobry pomysl z ta lista.

                        Ranking ale wgl czestotliwosci sluchania:
                        1. TFTO
                        2. yes I
                        3. yes II (Time and World)
                        4. 90125
                        5. talk
                        6. tormato
                        7. yes album
                        8. big generator
                        9. fragile
                        10. going to the one

                        W 3 pierwszych jest jakas magia.

                        Bardzo rzadko slucham zas Close to the edge, drama, sam nawet nie wiem
                        dlaczego. CTTE chyba mi sie osluchalo sad

                        Z pojedynczych kawalkow: Sound chaser, sweetness, survival, then (odlot!
                        szczegolnie w wersji po remasteringu), 'No Opportunity Necessary, No
                        Experience...' (to jest jeden kawalek z yes II - bardzo dobre brzmieniowo),
                        Wonderous Stories, Changes (za rewelacyjny rytm i gitare), Hearts (gitara i
                        jeszcze raz gitara - 2 obledne solowki Trevora Rabina), Endless Dream.
                        Wiem, jest wiecej ale te co wymienilem sa naprawde nakrecajace smile

                        pzdrw

                        soso
                  • Gość: Dżozef:) Re: YES IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 10.09.02, 17:36
                    Skoro ulubione płyty, to proszę bardzo(tylko pierwszych 5, a właściwie 6smile
                    1.TFTO
                    2.Relayer
                    3.Fragile
                    4.CTTE
                    5.G4T1/The Yes Album

                    Ulubionym moim utworem jest bezapelacyjnie Awaken.


                    Pozdrawiam!
                    Yesfan
                    • Gość: plooshack Re: YES IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.09.02, 19:10
                      Gosć portalu: Dżozefsmile napisał(a):

                      > Skoro ulubione płyty, to proszę bardzo(tylko pierwszych 5, a właściwie 6smile
                      > 1.TFTO
                      > 2.Relayer
                      > 3.Fragile
                      > 4.CTTE
                      > 5.G4T1/The Yes Album
                      >
                      > Ulubionym moim utworem jest bezapelacyjnie Awaken.
                      >
                      >
                      > Pozdrawiam!
                      > Yesfan

                      wiesz, Dżozefsmile, wydaje mi sie, ze trudno w Yesie wymieniac cale plyty. proponuje wiec 5 utworow (bez zastaniowienia, ale chyba bez duzego bledu)


                      Awaken (patrz moj post nieco wyzej - i jesli czujesz podobnie - daj znac)
                      CTTE
                      Gates of Delirium
                      And you and I
                      drugi utwor z G4T1 (wylecial mi tytul z glowy, a jestem dosc daleko od samej plyty, sorry)

                      pozdro
                      plooshack
                      • Gość: Dżozef:) Re: YES IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 10.09.02, 19:33
                        Gość portalu: plooshack napisał(a):

                        > wiesz, Dżozefsmile, wydaje mi sie, ze trudno w Yesie wymieniac cale plyty.
                        propon
                        > uje wiec 5 utworow (bez zastaniowienia, ale chyba bez duzego bledu)
                        >
                        >
                        > Awaken (patrz moj post nieco wyzej - i jesli czujesz podobnie - daj znac)
                        > CTTE
                        > Gates of Delirium
                        > And you and I
                        > drugi utwor z G4T1 (wylecial mi tytul z glowy, a jestem dosc daleko od samej
                        pl
                        > yty, sorry)


                        Ok, Drogi Plooshacku, oto moja piątka:
                        1.Awaken
                        2.Revealing Science of God (I utwór z TFTO)
                        3.To be Over(dużo czasu minęło zanim pokochałem ten utwór)
                        4.Heart of the Sunrise
                        5.i tu nie moge sie zdecydować moze AYAI,Siberian Khatru,Starship Trooper,
                        South side of the Sky smile

                        Drugi utwór z G4T1 to Turn Of the Century, też świetny.
                        O "Awakenie" napiszę więcej za jakiś czas, teraz nie będę miał przez dwa dni
                        (prawdopodobnie) dostępu do sieci, więc Pozdrawiam wszystkichsmile
                        Yesfan
                        • Gość: plooshack Re: YES IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.09.02, 19:51
                          Gość portalu: Dżozefsmile napisał(a):

                          > Gość portalu: plooshack napisał(a):
                          (...) jestem skromny i sam siebie nie bede cytowal smile
                          > Ok, Drogi Plooshacku, oto moja piątka:
                          > 1.Awaken
                          > 2.Revealing Science of God (I utwór z TFTO)
                          z TFTO preferuję 3. czesc
                          > 3.To be Over(dużo czasu minęło zanim pokochałem ten utwór)

                          to ja jeszcze go pocwicze smile

                          > 4.Heart of the Sunrise

                          HA, i tus mnie wasc dopadl, w istocie to jest doooooobre. MOZE ZAMIAST 5 ROBMY 10 ULUBIONYCH YESOW, CO?

                          > 5.i tu nie moge sie zdecydować moze AYAI,Siberian Khatru,Starship Trooper,
                          > South side of the Sky smile

                          zdecyduj sie na to pierwsze smile

                          > Drugi utwór z G4T1 to Turn Of the Century, też świetny.

                          HA, swietny? bardzo swietny! (sprobuj to wytlumaczyc raperom lub hip-hopowcom, hehehehehe wink

                          > O "Awakenie" napiszę więcej za jakiś czas, (...)

                          no, czekam,czekam

                          > Yesfan

                          pozdro
                          plooshack
                          PS szkoda, ze mieszkamy tak daleko, gdyby nie to moznaby jakis browarek zarzucic wink
                      • Gość: Argus Re: YES IP: *.suwalki.cvx.ppp.tpnet.pl 10.09.02, 19:37
                        A ja,jeżeli już mam wymienić ulubione utwory-to będą to dwa utwory z "Fragile"-
                        Roundabout i wspaniały gitarowy popis Mood For a Day.Wiem,że szczególnie ten
                        drugi utwór wiele osób uważa za ciekawostkę-ale to jest jeden z nielicznych
                        utworów Yes,który lubię od początku do końca.A ogólnie z płyt stawiam właśnie
                        (jeżeli już) na "fragile".Pozdrowienia znów.
                        • Gość: plooshack Re: YES IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.09.02, 19:57
                          Gość portalu: Argus napisał(a):

                          > A ja,jeżeli już mam wymienić ulubione utwory-to będą to dwa utwory z "Fragile"-
                          >
                          > Roundabout i wspaniały gitarowy popis Mood For a Day.(...).Pozdrowienia znów.

                          O ile się nie myle byla to krotki utworek Howe'a. Bardzo smaczny. Polecam Ci 'The Steve Howe Album' (mam winyl), baaardzo ladna, choc zroznicowana muza.

                          Argusom czesc i chwala

                          plooshack
              • Gość: alissa19. Re: YES IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.09.02, 20:36
                a!to milego studiowania zycze!a album kupie-jutro sie wybieram.piosenka jest
                bardzo fajna -mam nadzieje ze wszystkie takie fajowe sa-wbrew pozorom 19 czy
                20latka nie musi kochac Nelliego czy Britney[tfu!]smile))))))
                • Gość: plooshack Re: YES IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.09.02, 20:45
                  alissa, nie wiem, kto to jest Nelly (Nelli?) , ale zamiast 90125 wez 'going for the one' z 'awaken' albo' relayera' z 'mood for a day', popros Dzozefa o porade, a zreszta, co ja sie wtracam, to nie 'moje' wontki ( i znowu fonika rulez wink
                  pozdro
                  PS Yes? mucho, mucho dooooooooooobre
                  • Gość: alissa19 Re: YES IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.09.02, 22:44
                    a dobra-zapisalam te wszystkie nazwy.a Nelly to taki czarny frajer ktoremu sie
                    zdaje ze rapuje czy cos-no u wuja sama jest popularny-jego album Nellyville ma
                    3 miejsce w rankingu Billboard .spiewa takie cuś-"hot in here"-do wyrzygania
                    na vivie.no i z wiekopomnym N,sync[tfu tfu]spiewal[haha]tez.
                    a kto chce posluchac na zywca to do Worcester w Massachusetts zapraszam:-
                    )))))))aha-wszystkie informaje pochodza od mojej 11 letniej kuzynki.pozdr.
                    • Gość: Argus Re: YES IP: *.suwalki.cvx.ppp.tpnet.pl 10.09.02, 23:54
                      A ja przez ten wątek(dzięki temu wątkowi) aż po "Fragile" dziś
                      sięgnąłem.Niesłuchanego od gdzieś tak 2 lat. I pozytywne wrażenie. Grają te
                      swoje dźwięki.Rozpoznawalni są od razu-to ważne.Tylko mi się trochę
                      cukierkowato zrobiło-zawsze tak jest po przesłuchaniu tego zespołu u mnie.Idę
                      porozmyślać o gorzkich sprawach przy dźwiękach Karmazynowego Króla.
                      Pozdrawiam.
                      • Gość: soso do alissa19 IP: 195.41.66.* 11.09.02, 07:43
                        Jezeli to ma byc pierwszy yes to jednak polecalbym 90125, zdecydowanie. No
                        chyba, ze masz wiele samozaparcia w sobie bo ta muzyka nie jest latwa
                        w 'pierwszym czytaniu'.

                        pzdrw

                        soso
                        • Gość: alissa19 Re: do alissa19-dzieki za sugestie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.09.02, 11:09
                          no wlasnie ide po poludniu na rekonesans z kolezankami-i jako ze jestem laikiem
                          w temacie YES to zaczne od czegos w stylu tej plytki o jakiej mowisz.dzieki i
                          pozdro.
                          • teddy4 Re: do alissa19-dzieki za sugestie 11.09.02, 11:41
                            Alisso - 90125 i na razie nic więcej. Jeżeli przemówi do Ciebie ostatni numer
                            na płycie to dopiero wtedy sięgnij po starsze rzeczy Yesu. Późniejsze odradzam.
                            • Gość: alissa19 Re: do alissa19-dzieki za sugestie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.09.02, 11:57
                              dzieki-moze dzieki Wam uda mi sie wyciagnac na muzyczna prosta niektore
                              duszyczki[no oczywiscie nie liczac siebie] ktore uparcie sluchaja pink and
                              co.juz nawet lyknely temat bo tez im [tzn.sztuk dwie]sie spodobala ta
                              piosenka .pozdr.
                            • cze67 Re: do alissa19-dzieki za sugestie 11.09.02, 15:48
                              teddy4 napisa?:

                              > Alisso - 90125 i na razie nic wie˛cej. Jez˙eli przemówi do Ciebie ostatni
                              numer
                              > na p?ycie to dopiero wtedy sie˛gnij po starsze rzeczy Yesu. Póz´niejsze
                              odradzam.

                              Faktycznie, Hearts jest, wedlug mnie zaznaczam, jedynym numerem na cyferkach,
                              ktory nawiazuje do starych dobrych czasow Yes. Wczoraj w MTY Classic widzialem
                              Owner..., ale sie ten kawalek zestarzal...
                  • Gość: Lukas Re: YES - sugestie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.09.02, 12:06
                    Robta co chceta,ale ja bym nie zaczynal od "Cyferek".Pamietam moj pierwszy
                    kontakt z Yes - wlasnie "Owner...." i....przerwa na kilka lat smile.Pozatym -
                    jesli chcecie kogos namowic do Yes ,a Yes to zespol prog-rockowy,to nie
                    proponujcie mu plyty popowej!Co z tego ,ze sie spodoba,skoro z prawidzwym Yes
                    ma malo wspolnego? Ja swojej kuzynce (17 lat) dalem od razu "Yessongs" i
                    zalapala.
                    • Gość: plooshack Re: YES - sugestie IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 11.09.02, 12:31
                      zgadzam się z Lukasem w pełni.
                      mam nadzieję, że alissa19 nie poszła jeszcze na zakupy i jeszcze raz się
                      zastanowi, czy na pewno zacząć od 'cyferek' - płyty, która zdecydowanie nie
                      jest tą, po której Yes 'się rozpoznaje'

                      pzdrv.

                      plooshack
                    • Gość: Jacek Re: YES - sugestie IP: 2.3.STABLE* / 10.10.15.* 11.09.02, 14:24
                      Gość portalu: Lukas napisał(a):

                      > Robta co chceta,ale ja bym nie zaczynal od "Cyferek".Pamietam moj pierwszy
                      > kontakt z Yes - wlasnie "Owner...." i....przerwa na kilka lat smile.Pozatym -
                      > jesli chcecie kogos namowic do Yes ,a Yes to zespol prog-rockowy,to nie
                      > proponujcie mu plyty popowej!Co z tego ,ze sie spodoba,skoro z prawidzwym Yes
                      > ma malo wspolnego? Ja swojej kuzynce (17 lat) dalem od razu "Yessongs" i
                      > zalapala.

                      Witam !
                      Złote słowa. Ja również zacząłem od Yessongs w 1974 r. - dziś tak samo edukuję
                      swoją Córkę (zaliczyła również koncert na Torwarze + autograf S. Howe'a). To
                      wyjątkowa płyta IMO najbardziej ekspresyjna, spontaniczna i "prawdziwa".
                      Zdecydowanie polecam - 90125 to nie jest prawdziwy Yes - to komercja.
                      Pozdrawiam i życzę wytrwałości wszystkim, którzy zespołu nie znają, a chcą
                      poznać prawdziwą Muzykę.
                      • Gość: Dżozef:) Re: YES - sugestie IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 11.09.02, 22:13
                        Gość portalu: Jacek napisał(a):
                        >
                        > Witam !
                        > Złote słowa. Ja również zacząłem od Yessongs w 1974 r. - dziś tak samo
                        edukuję
                        > swoją Córkę (zaliczyła również koncert na Torwarze + autograf S. Howe'a). To
                        > wyjątkowa płyta IMO najbardziej ekspresyjna, spontaniczna i "prawdziwa".

                        Tak,zgadzam się z najbardziej spontaniczną i ekspresyjną.Utwory zagrane są na
                        tym koncertowym albumie bardzo dynamicznie, niemal hardrockowo(np. Roundabout,
                        zaraz po wtępie Howe`a, wchodzi sekcja rytmiczna(Squire&White) z tak
                        niesamowitą siłą, że trudno to opisać, jeden z moich ulubionych momentów tego
                        albumu), wspaniale też wypadają popisy solowe muzyków.Właśnie w solowych
                        okienkach najlepiej prezentuje się chyba Squire, który bawi się przez ok. 10
                        min., najgorzej, zaś wypada chyba Bruford w Perpetual Change (coż, miał wtedy
                        dopiero 22 latasmile, który nie używa w swoim perkusyjnym solo prawie blach(jego
                        znaku rozpoznawczego w późniejszym okresiesmile.


                        >- 90125 to nie jest prawdziwy Yes - to komercja.

                        Tak, to jest komercja i bardzo dobry pop-rockowy album, także to yest prawdziwy
                        YES!



                        • Gość: Lukas Re: YES - sugestie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.09.02, 13:15

                          >
                          > >- 90125 to nie jest prawdziwy Yes - to komercja.
                          >
                          > Tak, to jest komercja i bardzo dobry pop-rockowy album, także to yest
                          prawdziwy


                          Tak ,jest to Yes,bo na okladce tak jest napisane.......ale na tym
                          podobienstwa do PRAWDZIWEGO Yes sie koncza....
    • Gość: plooshack Yes IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 11.09.02, 09:58
      www.yesworld.com
      na pierwszy rzut oka bardzo obiecujący site. Info-music-teksty-iinne.

      plooshack
      • Gość: Jacek Re: Yes IP: 2.3.STABLE* / 10.10.15.* 11.09.02, 14:37
        Gość portalu: plooshack napisał(a):

        > <a href="http://www.yesworld.com"target="_blank">www.yesworld.com</a>
        > na pierwszy rzut oka bardzo obiecujący site. Info-music-teksty-iinne.

        Nie musisz szukać aż tak daleko, zobacz tu : yes.iq.pl/
        • Gość: Dżozef:) Re: Do Allisy IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 11.09.02, 22:31
          WItam zainteresowanychsmile

          Jak już zauważyłem, doradzono Ci wiele płyt.
          Dla Ciebie zakup np.Relayera to może być skok na głęboką wodę, ta płyta może
          Cie odepchnąć tak jak i większość płyt Yes z lat 70.Te płyty wymagają
          czasu,skupienia i wielu przesłuchań.Żeby w pełni rozkoszować się muzyką Yes
          potrzeba kilku lat(!!), tak to prawda.Sam słucham ich od kilku lat i przez ten
          czas wydawało mi się, że znam wszystkie utwory bardzo dobrze, lecz dopiero
          kilka miesięcy temu w każdym z utworów znalazłem jak gdyby "drugie dno".Od
          tamtego czasu każdy utwór podoba mi się o wiele bardziej, potrafię się nimi
          rozkoszować i dopiero teraz dostrzegam w nich prawdziwe piekno.

          Co do wyboru przez Ciebie płyty.
          Mam wspaniałe rozwiązaniesmile
          Mianowicie składanka "Highlist-The Very Best Of Yes"
          Sam zacząłem przygodę z Yes własnie od tej płyty.
          Jest to bardzo dobra przekrojówka, zawiera utwory z niemal wszystkich płyt,
          począwszy od pierwszej, a skończywszy na Big Generator.Wtedy sama ocenisz,
          które utwory Ci się podobają i dokonasz dalszych zakupów(każdy utwór jest
          bardzo dobrze opisany ,z którego roku,płyty, w jakim składzie itp.)

          Zapraszam na Priv, może coś więcej poradzęsmile
          hogweed@interia.pl

          Pozdrowienia!
          Yesfan
          • Gość: Lukas Re: Do Allisy IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.09.02, 13:21
            w nich prawdziwe piekno.
            >
            > Co do wyboru przez Ciebie płyty.
            > Mam wspaniałe rozwiązaniesmile
            > Mianowicie składanka "Highlist-The Very Best Of Yes"

            O ,to jest dobry pomysl.Znalezc jakas tania kopie i sprawdzic "czy nadajemy
            sie do Yes".Jesli spodobaja nam sie kawalki z lat 80 .to dajemy sobie spokoj i
            konczymy na "Cyferkach" i "Generatorze".Jesli jednak w trakcie Starship Trooper
            czy Roundabout poczujemy mrowki na plecach,to ....mamy maly wydatek w postaci
            kilku "klasycznych" plyt Yes.
          • Gość: Vroobelek Re: Do Allisy IP: 62.233.165.* 19.09.02, 14:37
            Gość portalu: Dżozefsmile napisał(a):

            > Co do wyboru przez Ciebie płyty.
            > Mam wspaniałe rozwiązaniesmile
            > Mianowicie składanka "Highlist-The Very Best Of Yes"
            > Sam zacząłem przygodę z Yes własnie od tej płyty.

            Hej, Ty też? smile

            Zgadzam się, to świetne wprowadzenie do muzyki Yes.
            Przegląd przez najważniejsze dokonania z lat 69-87,
            no i możliwość posmakowania Yesowej sztuki w różnych
            wariantach.

            Parę lat temu napisałem mini-przewodnik dla tych, którzy się natknęli na Yes i
            nie wiedzą co dalej smile
            Polecam: yes.iq.pl/dziela/przewodnik/

            Jedna uwaga do tamtego tekstu: najnowszą płytą Yes jest oczywiście
            Magnification, rzecz genialna, najlepsza chyba od czasów Going For The One. Yes
            po paru dziwnych ruchach z ostatnich złapał nareszcie wiatr w żagle i
            zapropronował Yesową klasykę na miarę XXI wieku.

            Niestety (dla mnie, bom zacięty tego pana wróg) wrócił znowu Wakeman, choć
            miejmy nadzieję, że niewiele zepsuje. Na razie zespół z Rickiem obficie
            koncertuje (obecne lato i zima w Stanach, później są szansę na Europę).

            Pozdrowienia,
            Vroobelek

            • Gość: Dżozef:) Re: Do Allisy IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 20.09.02, 22:36
              Gość portalu: Vroobelek napisał(a):


              >
              > > Co do wyboru przez Ciebie płyty.
              > > Mam wspaniałe rozwiązaniesmile
              > > Mianowicie składanka "Highlist-The Very Best Of Yes"
              > > Sam zacząłem przygodę z Yes własnie od tej płyty.
              >
              > Hej, Ty też? smile
              >

              Owszemsmile.Słuchałem wtedy z niesamowitą pasją zespołu King Crimson.Na płycie
              Lizard usłyszałem niesamowity głos Jona i tak zainteresowałem się
              Yes.Poszukałem stron w internecie, i znalazłem Twoją stronę Vroobelkusmile, I
              postanowiłem kupić właśnie Highlist.Był to początek 1999 roku, od tamtego czasu
              moja miłość do Yes cały czas się zwiększa.

              Pozdrawiam!
              Yesfan
    • Gość: Dżozef:) Re: Yes IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 11.09.02, 22:41


      >MOZE ZAMIAST 5 ROBMY 10 ULUBIONYCH YESOW, CO?

      Nie ma sprawy Plooshackusmile
      Zacznij pierwszysmile


      >> O "Awakenie" napiszę więcej za jakiś czas, (...)

      >no, czekam,czekam


      Postaram się jutro rano.


      > PS szkoda, ze mieszkamy tak daleko, gdyby nie to moznaby jakis
      > browarek zarzucic wink


      Może jednak kiedyś będziesz we Wrocławiu.Wtedy serdecznie zapraszam na piwko smile
      Tylko daj znać wcześniej na Priv (adres w poprzednim liście)


      • teddy4 Re: Yes 11.09.02, 22:45
        10?OK.
        1.90125
        2.Tormato
        3.Relayer
        4.Close To The Edge
        5.Drama
        6.The Yes Album
        7.Going for The One
        8.Fragile
        9.Tales
        10.Tiem & Word
    • Gość: Dżozef:) Re: AAAAAAAAAAAAAAAwaken IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 12.09.02, 11:40
      Postaram się napisać kilka słów o moim ulubionym utworze Yes, mianowicie o
      Awakenie.Jest to zadanie niesłychnie trudne, gdyż po prostu nie ma takich słów,
      które mogą choć w odrobinie oddać piękno, klimat i rozmach tego utworu wszech
      czasówsmile.
      Pierwsza sprawa, Awaken w moim odczuciu nie jest utworem Art-rockowym, on jest
      utworem symfonicznym(!!!) zagranym przy pomocy instrumentarium rockowego.
      Słuchając zawsze tego utworu, mam wrażenie, że nie gra na nim pięciu muzyków
      tylko co najmniej piętnastusmile.Wpływ na to mają na pewno prawdziwe organy
      kościelne, na których grał Rick( i chwała mu za to), które zostały nagrane w
      Kościele St. Martin w Vevey (Szwajcaria).Dodatkowo to i tak już monumentalne
      brzmienie potęguje prawdziwy Chór, który Yes zaangażował jeden jedyny raz
      właśnie w Awakenie.
      Utwór zaczyna się pięknym fragmentem zagranym na fortepianie przez Ricka, i po
      chwili, już na tle cicho grającego zespołu, możemy usłyszeć jak zwykle
      natchniony i pełen ciepła głos Jona.Pierwsza część charakteryzuje się
      niesamowitymi popisami gitarowymi Howe`a (posłuchajcie tylko co on wyprawia ok.
      3:30 z jaką szybkością on gra, niesamowitesmile, sekcja rytmiczna jest wspomagana
      przez różne tamburyna i dzwoneczki, bardzo ładnie brzmią chórki śpiewane na
      razie przez Chris`a I Steve`a.5:15 zmiana rytmu pojawiają się organy kościelne,
      utwór nabiera coraz większego rozmachusmile.Kulminacja pierwszej części
      to "Aaaaaaaaaaa la la laaaaalalaa ..." śpiewane przez Jona z towarzyszeniem
      właśnie organów, ale tu mała niespodzianka, po chwili temat zostaje porzucony i
      utwór przechodzi w spokojną, klimatyczną część.W części tej Alan gra na
      dzwoneczkach, a Jon na harfie tworząc hipnotyzujący klimat.Rick gra na
      organach, a w tle rozbrzmiewa pierwszy raz chór, jakże to wszystko jest
      piękne.Nie może być lepiej?Zaraz się wszystko wyjaśnismile.Po tej części ,
      następuje powrót do części z wokalem tylko, że chór towarzyszy już nam cały
      czas.Wszystko (czyli muzyka) robi się coraz bardziej potężna, monumentalna,
      cały czas narasta, aż do punktu kulminacyjnego (w moim odczuciu) czyli do ok.
      12:36.Brak mi słów aby opisać to piękno jakim jestem otoczonu gdy słucham tego
      momentu, zawsze doznaję silnego wzruszenia gdy słucham tej części.Organy i chór
      zadają ostateczne uderzenie (ok. 12:54) z niespotykaną(ukrywanąsmile wcześniej
      siłą , do tego dochodzi kilka płaczliwych łknięć Steve`a na jego Steel Guitar
      (lub jak kto woli, na gitarze hawajskiejsmile i następuje uspokojenie (całkowite),
      Anderson powtarza tekst z początku utworu.Emocje powoli opadają na rzecz
      wyciszenia, uspokojenia, zamyślenia, które tylko potęgują chęć ponownego
      przesłuchania Awakena.

      Pozdrawiam!
      Yesfan
      • Gość: soso Re: AAAAAAAAAAAAAAAwaken IP: 195.41.66.* 12.09.02, 13:10
        Masz racje, Jozef, tego nie opisza zadne aaaaaaaaaaa, ram pam pam czy lalaaaaala

        Zgadzam sie, niestety.

        Ale lubie Twoja uczuciowsc smile

        pzdrw

        soso

        PS

        Lepiej niech ludziska posluchaja zamiast czytac o. Cos to nie wychodzi na
        ekranie tak jak w uszach smile
      • Gość: plooshack Re: AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAwaken IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.09.02, 13:20
        Dżozef, a tn fragment, który mną praska o ziemię, zaczynający się od (tu już
        bez błędówsmile

        Master of Images
        Songs cast a light on you
        Hark thru dark ties
        That tunnel us out of sane existence....

        TO PIES?

        pzdrv

        plooooooooooooooooooooooooooshack
        • Gość: Dżozef:) Re: AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAwaken IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 12.09.02, 13:34
          Gość portalu: plooshack napisał(a):

          > Dżozef, a tn fragment, który mną praska o ziemię, zaczynający się od (tu już
          > bez błędówsmile
          >
          > Master of Images
          > Songs cast a light on you
          > Hark thru dark ties
          > That tunnel us out of sane existence....
          >
          > TO PIES?
          >

          W żadnym wypadku, Plooshacku.
          Jest to świetne połączenie między spokojną częścią, a resztą utworu.
          Rzeczywiście nie wpomniałem wcześniej o tym fragmencie, wstydsmile.Jak już
          napisałem jest to niesamowity utwór i po prostu nie ma słabych punktów.

          Pozdrawiam!
          Yesfan

          • Gość: plooshack Re: AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAwaken IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.09.02, 13:39
            Gość portalu: Dżozefsmile napisał(a):
            > (...)Jak już
            > napisałem jest to niesamowity utwór i po prostu nie ma słabych punktów.
            >
            > Pozdrawiam!
            > Yesfan

            Ma słaby punkt - KOŃCZY SIĘ !!! Zupełnie niepotrzebnie.

            Pozdrowienia

            PS. A może to i dobrze, że się kończy. Nie miałbym czasu na KC, ELP, VDGG, czy
            Focus smile)

    • Gość: Dżozef:) Re: Fish Out Of Water IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 12.09.02, 21:18
      Jakie jest, tym razem o tej płycie, wasze zdanie, Drodzy Forumowicze.

      Płyta mało popularna i niedoceniona.
      Najważniejsze, to jest solowa płyta Chris`a Squier`a, gdyby ktoś niewiedział.
      W nagraniu płyty Chrisowi pomogli starzy znajomi, Bill Bruford na bębnach,
      Patrick Moraz na klawiszach, czy też znany m.in. z King Crimson(oraz Camelasmile
      Mel Collins.można powiedzieć, że to prawie YesII.Wykorzystana została także
      pełna orkiestra.
      Jest to IMO, wspaniały Art-Rockowy album, niektórych bardzo denerwuje wysoki
      (chyba na siłę) wokal Chrisa, ja się do niego(wokalusmile przyzwyczaiłem i uważam
      go za całkiem przyzwoity.

      Pozdrowienia!
      Yesfan
      • Gość: Jacek Re: Fish Out Of Water IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.09.02, 21:49
        Znakomity utwór Silently Falling.
        Pozdrawiam
        • Gość: why? Re: Fish Out Of Water IP: *.unisoft.com.pl 13.09.02, 08:29
          powiem szczerze, że solowe płyty członków Yes uważam za słabe, praktycznie bez
          wyjątku (może tylko andersona Olias of Sunhillow i Turbulence Howe'a).Anderson
          albo mdła komercja(Animation czy In the City of Angels albo przegadane
          poszukiwanie boga i ekologii(Toltec czy Deseo).Howe i Squire pompatyzm i granie
          jak w remizie strażackiej( to było chyba archaiczne już w momencie wydania)itd.
          Zeby nie było wątpliwości jestem wielkim fanem YES, ale solowe płyty nie łykam.
          • Gość: Dżozef:) Re: Fish Out Of Water IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 13.09.02, 13:09
            Gość portalu: why? napisał(a):

            > powiem szczerze, że solowe płyty członków Yes uważam za słabe, praktycznie
            >bez
            > wyjątku (może tylko andersona Olias of Sunhillow i Turbulence >Howe'a).

            I tu się muszę przyznać, nie mam żadnej płyty solowej Steve`asad
            Olias Of Sunhillow (Andersona) jest niesamowita, solowa płyta w dosłownym
            znaczeniu.Anderson nagrał ją całkowicie sam, bez pomocy jakiegokolwiek innego
            muzyka.Grałna wszystkich instrumentach, ale o dziwo nawet mu to
            wychodziłosmile.Płyta bardzo długo mi wchodziła, ale jak to się w końcu stało to
            na dobre.

            >Anderson
            > albo mdła komercja(Animation czy In the City of Angels albo przegadane
            > poszukiwanie boga i ekologii(Toltec czy Deseo).

            Akurat tych płyt Andersona nie słyszałem, mam Songs of 7,Earthmotherearth,
            Change We Must .Tak te płyty można powiedzieć są popowe, ale nie są na pewno
            słabe.Słucham ich tylko jako miłego wypełniacza gdy zajmuję się czymś innym.Nie
            potarafię ich słuchać w pełnym skupieniu(takie prawa mają tylko najlepsze
            płytysmile


            >Howe i Squire pompatyzm i granie
            > jak w remizie strażackiej

            Czy możesz mi wytłumaczyć tą "remizę strażacką", nie rozumiem za bardzosmile



            > Zeby nie było wątpliwości jestem wielkim fanem YES, ale solowe płyty nie
            >łykam.


            Bardzo mi miło to słyszeć, Drogi Why?


            Pozdrowienia!
            Yesfan
    • Gość: Dżozef:) Re: utwór Yes, który najmniej lubisz:) IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 14.09.02, 00:07
      Skoro były już ulubione utwory Yes, to teraz czas na najmniej ulubionesmile

      Jedynym utworem Yes, którego naprawdę nie lubię jest "Saving my Heart" z albumu
      Union.Rzadko przesłucham go w całości, zazwyczaj przeskakuję go po pierwszych
      taktachsmile Jest kiepski, i tyle.

      Pozdrawiam!
      Yesfan
      • Gość: Argus Re: utwór Yes, który najmniej lubisz:) IP: *.suwalki.cvx.ppp.tpnet.pl 14.09.02, 00:22
        Dżozef-nie prowokuj bo będę zmuszony całe płyty wymieniać smile
        A na poważnie-nie cierpię "We have heaven" z fragile.Bo tam są nakładki tylu
        głosów Andersona,że mam wrażenie jak tego słucham,że połykam całą garść
        słodkich kolorowych landrynek.Dlatego jeżeli już słucham Fragile-to ten utwór
        pomijam.Te wkółko spiewane "tell the Moon-dog,tell the March Hare"-
        ble,niedobrze mi od tego.Dobrze,że można przeskoczyć i że trwa jedynie półtorej
        minuty.
        Pozdrawiam.
        • Gość: As Re: utwór Yes, który najmniej lubisz:) IP: *.vline.pl / 172.16.1.* 14.09.02, 00:58
          O właśnie, jak parę lat temu próbowałem się przekonać do Fragile to ten utwór
          mnie kompletnie odrzucał. Przedobrzyli panowie z udziwnianiem - nie po raz
          jedyny zresztą.
          • vulture utwór Yes, którego nienawidzę 14.09.02, 10:41
            Oprócz wspomnianej przeze mnie zawartości "Open Your Generator" i "Big
            Eyes" smile)) (no dobra, na odwrót), jest jeden utwór którego po prostu NIENAWIDZĘ
            z powodu jego maksymalnej beznadziejności (napisał go Squire, co sporo
            wyjaśnia). Jest to "Real Love" z "Talk". Długie, męczące g--
        • Gość: Vroobelek Re: utwór Yes, który najmniej lubisz:) IP: 62.233.165.* 19.09.02, 15:29
          Gość portalu: Argus napisał(a):

          > Dżozef-nie prowokuj bo będę zmuszony całe płyty wymieniać smile
          > A na poważnie-nie cierpię "We have heaven" z fragile.Bo tam są nakładki tylu
          > głosów Andersona,że mam wrażenie jak tego słucham,że połykam całą garść
          > słodkich kolorowych landrynek.Dlatego jeżeli już słucham Fragile-to ten utwór
          > pomijam.Te wkółko spiewane "tell the Moon-dog,tell the March Hare"-

          No to Cię zasmucę smile
          Na nowej trasie koncertowej z Wakemanem Yesi grali właśnie "We Have Heaven" (i
          z rzeczy odkurzanych "South Side of The Sky" oraz "Don't Kill The Whale")

          pzdr
          Robert
    • Gość: Piotrek Re: Yes IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.09.02, 14:59
      Ja bardzo lubię Yes i nie rozumiem szczerze mówiąc tych wszystkich, których
      denerwuje głos Andersona. Facet ma taki głos jaki ma, ważne jest raczej jak go
      wykorzystuje. Barwę ma specyficzną, ale właśnie to mi się wydaje u niego
      atutem, i nie tylko chodzi tu o oryginalność i rozpoznawalność, ale i o to, że
      naprawdę umie korzystać z tego głosu, który w Yes jest instrumentem tak samo
      ważnym i szerokim, jeśli chodzi o brzmienie, jak inne instrumenty.

      W ogóle Yes to rzeczywiście - tak jak Genesis - zbiór wielkich indywidualności
      muzycznych, co w latach 70-tych chyba często się zdarzało i dzięki temu muzyka
      była bardziej różnorodna, muzycy kłócili się ostro, ale wychodziło z tego coś
      nowatorskiego. Myślę, że to lepszy model, niz ten, który obecnie jest chyba
      częstszy - że jest jeden lider, który wszystko wymyśla, a reszta tylko gra.
      Choć takie zespoły też mogą być oczywiście genialne - patrz np. Jethro Tull -
      ale on zwykle jednak nie grają muzyki aż tak różnorodnej i kolorowej.

      Tyle że oczywiście zespoły o wielu indywidualnościach zwykle szybciej się
      rozpadają niestety...

      Co do płyt to najbardziej lubię Tales from TO - pierwsza płyta Yesu, jaką
      miałem, i Close to the Edge.

      Tales... zachwyciła mnie już jak na nią spojrzałem - 4 utwory i każdy po ok. 20
      minut. Zawsze miałem słabość do takich długasów (znałem już wtedy np. Genesis i
      Floydów), i ta płyta spełniła w pełni moje nadzieje. Jest naprawdę świetna, te
      utwory chwilami mogą rzeczywiście wydawać się troche niespójne, czasem sam mam
      wrażenie, że np. trzeci utwór składa się z polepionych fragmentów lub w ogóle
      polepionych utworów - np. jego końcówka, przepiękna, to jest po prostu zwykła
      piosenka... Ale mi się taki układ podoba i tyle.

      A Close... to mną wstrząsnęła zupełnie. Teraz już może nie robi takiego
      wrażenia, ale nadal jest w dwójce najważniejszych. Genialna.

      Na marginesie powiem o jednej (choć nie jedynej oczywiście) rzeczy, która jest
      dość charakterystyczna dla Yes - i dość zabawna. Akurat teraz przyszło mi to do
      głowy. Np. w utworze Close to... to widać. Yes często nie śpiewa zwykłej
      melodii, ale raczej jest to coś pomiędzy śpiewem a "krzyczącą" melorecytacją,
      przy czym tekst jest zwykle tak długi, że jest wrażenie, jakby z ledwością się
      Anderson mieścił w czasie, i od razu musiał przejść do następnej linijki bez
      oddechu nawet, ta muzyka jakby pędzi, a on za nią goni... Zawsze wydawało mi
      się to bardzo fajne, widać to np. w początkowym śpiewie w Close... Przynajmniej
      ja tak to odbieram, może wam się to nie rzuciło w uszy, ale moją uwagę to
      zwróciło.

      To tyle na razie o Yes. Pozdrawiam!

      PS. Wczoraj słuchałem sobie Relayer - to też świetna płyta, a chyba mniej się o
      niej tu mówi. Zwłaszcza The gates... Nie znam zbyt dobrze historii zespołu i
      jak kiedyś ją sobie kupiłem, to się zdziwiłem, że na klawiszach gra jakiś
      nieznany mi Moraz. Ale po przesłuchaniu byłem mile zaskoczony. Świetny album.
      • Gość: Piotrek Re: Yes IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.09.02, 17:50
        A, i jeszcze jedno. Byłem na koncercie Yesu na Torwarze (już nie pamiętam czy
        to było rok temu czy 2 lata?) - tym z orkiestrą, której w zasadzie nie było
        słychać prawie, ale to dobrze bo do niczego tam nie była potrzebna. Ten koncert
        był naprawdę FENOMENALNY, GENIALNY, najlepszy, jaki widziałem w życiu. Panowie
        nie tylko że zagrali najlepsze i najdłuższe swoje utwory, ale w ogóle grali z
        takim czadem, że po tak podstarzałych jak by nie było facetach się tego nie
        spodziewałem.

        Pamiętam, że ludzie wychodzący z koncertu mieli podobne wrażenia co ja - jeden
        facet powiedział coś, co mi się b. spodobało, bo ja sam mógłbym to powiedzieć -
        "kurczę, wiedziałem, że będzie świetnie, ale że aż tak...!"

        Podziwiam ich za to, że oprócz pomysłów i umiejętności, mają po prostu ciągle
        wielki zapał do grania. To się w muzyce bardzo liczy.
        • vulture koncert z orkiestrą 14.09.02, 18:24
          Koncert miał miejsce pod koniec zeszłego roku - też na nim byłem i moje
          wrażenia są dokładnie takie same: mimo niesłyszalności orkiestry było super. Co
          więcej, zespół nie wykonał żadnego utworu z lat 80-tych, nawet "Owner Of A
          Lonely Heart". Oczywiście, wolałbym jeszcze w składzie Wakemana (choć przyznam,
          że zastępujący go muzyk robił to dość sprawnie), ale jeszcze nie wszystko
          stracone, bo R.W. znów podróżuje z Yes... Ostatnio się rozwiódł i zwierzył się,
          iż mocno nadszarpnęło to jego budżet, więc powód przystąpienia do Yes jest
          chyba jasny. Kurczę. Czy życzyć mu, żeby się rozwodził jak najczęściej?...
          • Gość: Dżozef:) Re: koncert z orkiestrą IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 15.09.02, 22:23
            vulture napisał:

            >Co
            > więcej, zespół nie wykonał żadnego utworu z lat 80-tych, nawet "Owner Of A
            > Lonely Heart". Oczywiście, wolałbym jeszcze w składzie Wakemana (choć
            przyznam,
            >
            > że zastępujący go muzyk robił to dość sprawnie

            Nam, Polakom się jeszcze udało, dwa tygodnie później Owner of a Lonely Heart
            wszedł na stałe do repertuaru koncertowegosmile
            W sprawie wynajętego na keyboardy Tom`a Brislin`a.Grał bardzo dobrze, myślę, że
            nie ustępował za bardzo Rickowi.
            W związku z tym, że nie było Ricka, zagrali The Gates Of Deliriumsmile
            Rick nie lubi grać utworów nagranych bez jego udziałusmile

            Pozdrawiam!
            Yesfan
      • Gość: Dżozef:) Re: Yes IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 15.09.02, 17:37
        Gość portalu: Piotrek napisał(a):


        Witaj, Piotrku!
        Miło mi, że doceniasz także Yes, i że zawitałeś do Yesowego wątkusmile
        Znów pochwalę Ciebie za list, świetnysmile



        >
        > PS. Wczoraj słuchałem sobie Relayer - to też świetna płyta, a chyba mniej się
        >o
        > niej tu mówi. Zwłaszcza The gates... Nie znam zbyt dobrze historii zespołu i
        > jak kiedyś ją sobie kupiłem, to się zdziwiłem, że na klawiszach gra jakiś
        > nieznany mi Moraz. Ale po przesłuchaniu byłem mile zaskoczony. Świetny album.


        Kilka razy o Relayer już była tu mowa (przynajmniej tak mi się wydaje), był
        nawet temat o Morazie.

        Coż, też nie znałem Moraza, gdy kupiłem tę płytę.Zrobił na mnie bardzo dobre
        wrażenie.Zdynamizował bardzo Yes, wprowadził nową energię do zespołu.
        Czasami się zastanawiam, czy nie jest lepszym klawiszowcem od Ricka i jak by
        potoczyła się kariera Yes gdyby został na dłużej(podobno Moraz miał jakiś wpływ
        na powstanie Awakena, co najmniej on tak utrzymujesmile.
        Sam Realayer jest bardzo dobry, słucham go częściej niż Close To The Edge.Nie
        ma słabych punktów.
        I zawiera jeden z moich ukochanych utworów Yes, To Be Over.Na początku, gdy
        kupiłem tę płytę, przez kilka miesięcy nie mogłem wysłuchać tego utworu do
        końca, wydawał mi się strasznie przesłodzony, ale z czasem polubiłem(nawet
        pokochałemsmile tą piosenkę.
        Sound Chaser, także niesamowity, genialny Morazowski wstęp. Utwór pełen
        dynamiki, kilka karkołomnych sołówek gitarowo, klawiszowych, po prostu cudosmile
        The Gates of Delirium to trzeba usłyszeć.

        Pozdrowienia!
        Yesfan

    • martolka Yes (kobieta tym razem) 14.09.02, 15:56
      Jako, że narzekano tu na brak kobiet, dopiszę się i poprawię nieco frekwencję.
      Brak kobiet uzasadniam faktem, iż wszyscy Panowie tak wyczerpująco i pięknie
      się rozpisują, że właściwie nie ma co dodać smile
      Cóż, ja właśnie zaczynałam poznawanie Yesów od 90125, a jako że ten "pierwszy
      raz" pozostaje najbardziej w pamięci, to i nadal jest to mój ulubiony album.
      Ale za to spowodował ogólne zainteresowanie grupą (nie ma tego złego..), więc
      do ulubionych dorzucę także Tormato, GFTO, Tales i CTTE. BG mnie denerwuje,
      oprócz zauważonego tu już Shoot high..
      Nowych płyt, tzn. tych po produkcji panów A.-B.-W.-H. nie znam, ale już się
      zaciekawiłam czytając powyższe posty i nie omieszkam sprawdzić.
      • Gość: Dżozef:) Re: Yes (kobieta tym razem) IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 15.09.02, 17:19
        martolka napisała:

        > Jako, że narzekano tu na brak kobiet, dopiszę się i poprawię nieco
        >frekwencję.


        Witam Serdecznie, Martolkosmile
        No proszę, pierwsza prawdziwa fanka Yes, a jednak niemożliwe stało się możliwewink


        > Brak kobiet uzasadniam faktem, iż wszyscy Panowie tak wyczerpująco i pięknie
        > się rozpisują, że właściwie nie ma co dodać smile


        Też chciałbym w to wierzyćsmile


        > Cóż, ja właśnie zaczynałam poznawanie Yesów od 90125, a jako że ten "pierwszy
        > raz" pozostaje najbardziej w pamięci, to i nadal jest to mój ulubiony album.


        Coż, ja też bardzo lubię ten album, ale w całkiem innych kategoriach niż np.
        Realayer,Tales FTO, Close TTE itp. Jest to album, który bardzo lubię słuchać
        wykonując jakieś inne czynności(np. pisząc na forum), ale nie mogę go słuchać w
        spokoju na słuchawkach, koncentrując się na każdej nucie(po prostu nie daję
        radysmile


        > Ale za to spowodował ogólne zainteresowanie grupą (nie ma tego złego..), więc
        > do ulubionych dorzucę także Tormato, GFTO, Tales i CTTE. BG mnie denerwuje,
        > oprócz zauważonego tu już Shoot high..


        Ha!
        U mnie Big Generator stoi wyżej od Cyfereksmile


        > Nowych płyt, tzn. tych po produkcji panów A.-B.-W.-H. nie znam, ale już się
        > zaciekawiłam czytając powyższe posty i nie omieszkam sprawdzić.


        To trzeba koniecznie nadrobićsmile Polecam Magnification(już nie po raz pierwszy
        zresztą) wyśmienity album.

        Pozdrawiam!
        Yesfan
        • martolka Re: Yes (kobieta tym razem) 15.09.02, 18:58
          Gość portalu: Dżozefsmile napisał(a):

          > Witam Serdecznie, Martolkosmile
          > No proszę, pierwsza prawdziwa fanka Yes, a jednak niemożliwe stało się
          możliwewink

          Dziekuję za powitanie. Tak to jakoś wyszło, że załapałam się i na Yes, i na
          King Crimson, tudzież ELP i Genesis (w każdej postaci).


          > U mnie Big Generator stoi wyżej od Cyfereksmile
          >

          ja może dlatego wolę Cyferki od BG, że poznawałam je wraz z ukazywaniem się, no
          i, co tu dużo mówić, 90125 było o niebo lepiej przyjęte od BG. Chyba się
          zasugerowałam smile


          Swoją drogą, dlaczego nikt nic nie napisał o ABWH? Nie podoba się? Ja swego
          czasu zasłuchiwałam się nim bardzo. I chyba zaraz włączę, odświerzę i sprawdzę,
          co z nim nie tak... smile


          pozdrawiam nawzajem
          • Gość: Dżozef:) Re: Yes (kobieta tym razem) i ABWH IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 15.09.02, 19:41
            martolka napisała:


            >
            > Swoją drogą, dlaczego nikt nic nie napisał o ABWH? Nie podoba się? Ja swego
            > czasu zasłuchiwałam się nim bardzo. I chyba zaraz włączę, odświerzę i
            sprawdzę,
            >

            Hmm...Pisałem już gdzieś wyżej, że ABWH i Keys to Ascencion1 & 2, to jedyne
            płyty studyjne Yes,jakich nie posiadam .Nie potrafię, więc opisać tych płytwink

            Mam za to koncertówkę ABWH pt.An Evening Of Yes Music Plus.Kompozycje ABWH
            wypadają fantastycznie na tym koncercie(zagrane obok wspaniałych utworów Yessmile.
            Jedyny mankament to brak Chris`a Squire`a, bas na tym koncercie wypada
            strasznie blado(nie wiem czy z winy basisty, czy z winy złego zmiksowania).

            Pozdrowienia!
            Yesfan


            • Gość: Jacek Re: Yes (kobieta tym razem) i ABWH IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.02, 19:59
              Gość portalu: Dżozefsmile napisał(a):

              > Jedyny mankament to brak Chris`a Squire`a, bas na tym koncercie wypada
              > strasznie blado(nie wiem czy z winy basisty, czy z winy złego zmiksowania).

              Witam !
              Szkoda, że na koncercie nie grał Tony Levin tak jak na płycie studyjnej ABWH.
              Pozdrawiam.
    • Gość: Dżozef:) Re: Yessymphonic IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 15.09.02, 17:53
      Witam!

      Byłem na koncercie w zeszłym roku w Spodku.To było niesamowite przeżycie, tak
      dobrego koncert nie widziałem nigdy przedtem i nigdy potem(mam nadzieję, że
      lepszy zobaczę z Wakemanem w przyszłym roku)Yes ma przyjechać na trasędo
      Europy, mam nadzieję, że nie ominą Polskismile
      Na wspomnianym koncercie, nie było słabych punktów, panowie wszystko zagrali z
      taką energią, to jest aż trudne do opisania.
      Steve jak zwykle był maksymalnie skupiony na tym co robi najlepiej, czyli na
      grze na gitarze i może tylko on nie wyglądał na cieszącego się grą(ale on tak
      zawszesmile
      Jon,Chris i Alan byli świetni.Jak Alan wytrzymuje 3 godzinne koncerty waląc
      cały czas w bębny?To jest dla mnie zagadkąsmile(ma przecież 53 lata)
      Chris bawił się świetnie, kilka razy pokusił się o solowe popisy na basie
      (niesamowite uczucie gdy czujesz każde szarpnięcie struny na płucachwink
      Jon, 58 lat a wygląda najmłodziejsmilepełen optymizmu, jak zwykle, ciepła i samych
      pozytywnych uczuć.Zadziwiające, że przez te wszystkie lata nie zmienił mu się
      głos.
      I oczywiście Polska orkiestra.Prezentowała się wyśmienicie(Ci co byli na
      koncercie wiedzą o co chodziwink, ale nie było jej dobrze słychać , to fakt.
      Na szczęście panowie z Yes wydali DVD z tej trasy z Amsterdamu, które "katuję"
      bardzo częstosmileNa tym DVD orkiestrę słychać bardzo dobrze i polecam je każdemu
      fanowi Yes(najlepsze wydawnictwo wizualne w dorobku Yes)

      Pozdrawiam!
      Yesfan
    • Gość: Dżozef:) Re: Drama IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 17.09.02, 16:42

      W związku z ratowaniem wątku o Yessmile musiałem coś zrobić.
      Zatem będzie o Dramie.

      Jest to jedyna płyta bez Andersona, zastąpił go Trevorn Horn, który stara się
      jak może wyciągać swój głos i momentami mu to nawet wychodzismile
      Na klawiszach grał Geoff Downes, kolega Horna z The Buggels(Video Killed The
      Radio Stars).
      Kto jednak myśli, że ci dwaj panowie wprowadzili pierwiastki The Buggles do Yes
      ten się mocno myli.Drama, bowiem jest dosyć ostrą płytą.Na szczególne
      wyróżnienie zasługuje Machine Messiah, najdłuższy na płycie, lekko metalizujący.
      Tempus Fugit, świetny bardzo dynamiczny utwór z genialną partią basu(zapadającą
      głeboko w pamięcismile
      Into The Lens, którego kawałek był wykorzystywany do przedstawienia premiery
      muzycznej, w dawnej Trójce.Niestety za często powtarzane są słowa I`m The
      Camera, które niszczą trochę ten utwór.


      Jakie jest Wasze zdanie na temat tej płyty?
      Czy Yes bez Andersona dałoby sobie radę, czy to mogło działać właśnie tylko
      przez jedną płytę?
      Już do 100 postów tak niedalekosmile
      Potem niech ten wątek odpłynie w niepamięć.

      Pozdrawiam!
      Yesfan
      • cze67 Re: Drama 17.09.02, 16:45
        Mnie najbardziej zaskoczylo, gdy sie kiedys dowiedzialem, ze na tej plycie nie
        spiewa Anderson. Nie moglem uwierzyc, wydawaloby sie ze tak charakterystycznego
        glosu nie da sie nasladowac. A jednak...
        • Gość: soso Re: Drama IP: *.njl.dk 17.09.02, 17:35



          Nie przepadam za drama i tak mam od poczatku - mialem ta plyte w momencie jej
          ukazania sie na rynku. I nie chodzi wcale o glos 'Andersona'. Uwazam, ze obok
          dobrych fragmentow (I am a camera smile), jest troche przepychanek, ktore na
          dluzsza mete nudza. No ale wciaz to jest YES! Mysle takze, ze Horn stracil
          pewna szanse odbicia sie od YES-stylu i moze dlatego cos 'nie sztymuje'. W
          koncu facet robil dobra komercje a taka moze nie zaszkodzila by yesowi - patrz
          90125.

          A kto lubi 2 pierwsze plyty YES? Uwazam, ze sa godne zainteresowania.

          pzdrw

          soso
          • balanescu Re: Drama 17.09.02, 21:36
            nie znam plytki i raczej nie poznam (nie moje klimaty) ale 100tka juz tak
            blisko, że się skusiłem...
            • vulture Zbluźnię, ale... 17.09.02, 23:12
              ...ale "Drama" podoba mi się bardziej od "Tales From Topographic Oceans". TFTO
              są nieco - hmmm- przegadane, natomiast mimo pewnych niedopracowanych momentów
              moim zdaniem "Drama" jest bardziej spójna (wiem że to nie kryterium, ale
              długość płyty też tu odgrywa swoją rolę). I żeby nie było nieporozumień- lubię
              przede wszystkim "Fragile" i "Close To The Edge", ale "Dramy" na straty nie
              spisuję. Bardzo się cieszę że mam tę płytę.
              • Gość: Dżozef:) Re: Zbluźnię, ale... IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 18.09.02, 00:12
                vulture napisał:

                > ...ale "Drama" podoba mi się bardziej od "Tales From Topographic Oceans".

                Hmm...Pierwszy raz spotkałem się z taką opinią, oryginalna, niewątpliwiesmile
                Też cenię tę płytę, ale TFTO to bezapelacyjnie nr 1, w moim prywatnym rankingu.


                > Bardzo się cieszę że mam tę płytę.

                Ja też.W końcu to yednak płyta dużo bardziej przypominająca styl Yes niż
                Cyferki.

                Pozdrawiam!
                Yesfan
                • vulture Re: Zbluźnię, ale... 18.09.02, 06:02
                  Gość portalu: Dżozefsmile napisał(a):

                  > vulture napisał:
                  > > Bardzo się cieszę że mam tę płytę.
                  >
                  > Ja też.W końcu to yednak płyta dużo bardziej przypominająca styl Yes niż
                  > Cyferki.

                  W biografii YES, która wyszła w Polsce, autor wspomina, iż Billowi Brufordowi
                  (który już nie był w zespole) przemknęło w radiu "Owner Of A Lonely Heart" i
                  nawet mu się spodobało, ale uważał ten utwór za dzieło bardziej Trevora Horna
                  niż Yes - coś w tym yest... smile
          • Gość: Dżozef:) Re: Drama IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 18.09.02, 00:04
            Gość portalu: soso napisał(a):

            >
            > A kto lubi 2 pierwsze plyty YES? Uwazam, ze sa godne zainteresowania.
            >

            Ja bardzo lubię te płyty, Panie SOSOsmile
            Szczególnie pierwszą, na której znalazły się bardzo dobre, melodyjne kawałki
            (czasem bardzo proste, ale przeuroczesmile.Na pierwszej płycie nie ma słąbego
            utworu, każdy utwór powinien zasługiwać na krótki opis.Wyróżnię jednak te moje
            ulubione.I see You, bardzo ładna piosenka ze wspaniałymi popisami Bruforda i
            Banksa w środkowej części utworu.Nie, to nie ma sensu wszystkie kawałki są
            cudnesmile

            Druga płyta, czyli Time And A world, jest trochę gorsza od I, oczywiście IMO.
            Wyróżnię Then,utwór tytułowy,Everydays, No Opportunity Necessery...

            Pozdrawiam!
            Yesfan
            • Gość: soso Re: Drama IP: 195.41.66.* 18.09.02, 06:41
              Do Josepha, wlasciwie tylko.

              Fajnie,ze ktos jeszcze zwraca uwage na pierwsze plyty Yes. Wiem, ze z pewnych
              wzgledow obie nieco odstaja - marna produkcja i malo przestrzeni. Ale z drugiej
              strony wlasnie te melodyjne kawalki sa bardzo fajne. Mam sentyment takze
              dlatego, ze moje pierwsze zetkniecie z Yes to bylo uslyszane na obozie na
              jakims kaseciaku z okrotnie podla jakoscia: 'Sweetness' i 'Survival'.
              Zastanawialem sie wtedy, czy to spiewa kobieta czy mezczyzna (!). Ale to skutek
              jakosci.
              Z plyty numer jeden lubie wlasciwie niemal wszystko. Podoba mi sie Harold Land
              i przerobka The Beatles.
              Co do drugiej plyty, nie wiem dlaczego zawsze jest podkreslany utwor 'Time and
              a word' - chyba najslabszy na plycia choc moze najlepiej nagrany. Za to 'Then'
              czy 'Everydays' sa tak ciekawe zarowno od strony dynamiki jak i melodii,
              podobnie 'No opportiunity....'! Bardzo interesujaca plyta i wiele
              niezapomnianych wrazen. No i ta okladka z kobieta ubrana tylko w buty!!!

              pzdrw

              soso
              • Gość: Dżozef:) Re: o okładkach IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 18.09.02, 09:47
                Gość portalu: soso napisał(a):

                >No i ta okladka z kobieta ubrana tylko w buty!!!


                Zdanie to odnosi się do płyty Time And A Word.
                Ja mam tą okładkę, ale w środku książeczki, chyba wszystkie remastery tej płyty
                mają na okładce zdjęcie zespołu.Bardzo ciekawa rzecz, na zdjęciu m.in. znajduje
                się Steve Howe, a brak jest grającego na tej płycie na gitarze Petera Banksa.
                (Howe nie miał nic wspólnego z tą płytą)
                Podobnie jest z płytą pierwszą, wersje CD tej płyty nie mają oryginalnej
                okładki.

                Pozdrawiam!
                Yesfan
                • Gość: soso Re: o okładkach IP: 195.41.66.* 19.09.02, 06:27
                  Naga kobieta na 'Time and a word' to oryginalna okladka. Podobnie, sa 2 okladki
                  dla pierwszego YES. Dlaczego? Cenzura w usa nie przepuszcza takiej 'sztuki' i
                  dla wydania amerykanskiego przygotowano okladki ze zdjeciami sad
                  Koszmar!
                  Inna sprawa, ze bardzo sie te 'brzydkie' wersje rozpowszechnily i walesaja sie
                  po swiecie chyba w wiekszej ilosci niz oryginaly. To takze wyjasnia skad Howe
                  na tej amerykanskiej okladce.

                  pzdrw

                  soso
    • Gość: Tom Re: Yes IP: 213.77.14.* 18.09.02, 09:11
      Gość portalu: Dżozefsmile napisał(a):

      > Witam!
      >
      > Jestem ciekawy waszych opinii, Drodzy Forumowicze na temat zespołu Yes.
      >
      > Zauważyłem, że ludzie ,którzy znają muzykę Yes dzielą się na :oddanych
      > bezgranicznie fanów, którzy kochają wszystkie dokonania tego zespołu(tak jak
      > jasmile, lub na ludzi, którzy nienawidzą muzyki granej przez ten zespół (i co
      > dziwne nie potrafią często tego wytłumaczyć).
      >
      > Z chęcią przczytałbym kilka postów od negatywnie nastawionych osób do tego
      > zespołu.Proszę tylko o krótkie uzasadnienie swojej opinii(chciałbym uniknąć
      > postów typu: nie lubię ich, bo niesmile
      >
      > Za co ja lubię Yes?
      > Przede wszystkim za niesamowity wokal Jona Andersona(IMO jeden z kilku
      > najlepszych na świecie), za niepowtarzalny styl gry na gitarze Steve`a Howe`a
      > (nie słyszałem nigdy choćby prób podrobienia jego stylu), oczywiście
      > niesamowity bas Chrisa Squire`a(kto słuchał płyt lub był na koncertach ten
      > wie jak wiele brakuje innym basistom do jego umiejętności, a poza tym Chris
      > GRA na basie, a nie towarzyszysmile, szeroko wykorzystywane klawisze przez Ricka
      > Wakemana (który wrócił po raz piąty do zespołu w tym rokusmile i oczywiście
      > bębny Alana White`a(na tej pozycji niezrównanie lepszy był Bill Bruford, ale
      > i tak jest dobrze).
      > Wszyscy ci muzycy (z których każdy jest dużą indywidualnością i niesamowitym
      > mistrzem gry na swoim instrumencie) potrafią steorzyć muzykę piękną,
      > niepowtarzalną, ujmującą, pełną emocji, często zapierającą dech w piersiachsmile
      > i robią to już ponad 30 lat .
      >
      > pozdrawiam!
      > Yesfan

      Wszystko się zgadza poza ostatnim zdaniem .... potrafili robić to przez 10lat
      (do 1980 roku)
      • Gość: Vroobelek Re: Yes lat 80, 90 i obecny IP: 62.233.165.* 19.09.02, 15:22
        Witam wszystkich smile
        Dopiero dzisiaj ktoś podesłał na Yesomanię linka do forum, szkoda, bo wątek już
        obumiera.

        Gość portalu: Tom napisał(a):

        > Wszystko się zgadza poza ostatnim zdaniem .... potrafili robić to przez 10lat
        > (do 1980 roku)

        Czy mógłbyś, drogi Tomie, rozwinąć tę szalenie interesującą myśl?

        Rozumiem, można nie lubić Rabinowo-Sherwoodowych pioseneczek w stylu Love Will
        Find A Way, Saving My Heart czy Wonderlove. Ale nawet na tak wykpiwanych
        płytach jak Big Generator znajdziemy perełki. Ktoś wcześniej wspomniał o Shoot
        High Aim Love, ale co powiesz o np. I'm Running, 7-i-półminutowym dziełku, w
        którym dzieje się mnóstwo i bynajmniej nie jest to lukrowany pop. Co powiesz o
        suicie "Endless Dream" - opus magnum ówczesnego Yes (1994)? "Talk" miało być
        ostatnią płytą zespołu, muzycy byli zniechęceni tym, że słuchacze wciąż
        zapatrzeni są w przeszłość.

        Nastąpił jednak cud - powrót Steve'a Howe'a i dwie genialne płyty. Keystudio
        (studyjne części Keys To Ascension) to muzyka będąca bezpośrednią
        kontynuacją "klasyki". "That, that is" mogłoby być piątą częścią Oceanów, a
        powalające (choć nieco efekciarskie) "Mind Drive" to powrót do ekspresji z
        okolic "Dramy", wszystko jednak podane w 'bliskim krawędzi' sosie.

        "Magnification" to pierwsza płyta Yes, której słucham od roku co kilka dni.
        Nadal się nie nudzi! Jest tu kilka kiksów, niedoróbek, słabszych kompozycji,
        ale wszystko furda, skoro są też takie niesamowite rzeczy jak:

        - In The Presence Of - 10 minut pełne dojrzałości, spokoju, zrozumienia,
        nadziei: chyba nastrojem można porównać go do lirycznej części Ritual. W moim
        prywantym rankingu ITPO awansował do pierwszej czwórki (Revealing..., Gates of
        Delirum, Starship Trooper).
        - Spirit of Survival - kogo nie przejdą ciarki w pierwszych sekundach, gdy
        Anderson, głosem, jakiego nigdy u niego nie słyszeliśmy śpiewa "In this world
        the gods have lost their way..."?
        - Can You Imagine - utwór nagrany kiedyś przez Squire'a, White'a z Jimmym
        Pagem, tutaj ma swoją premierę - i Chris śpiewa! Fish Out of Water II?
        - Dreamtime - tu również zanurzamy się w Yes jaki dobrze znaliśmy, lecz
        odkrywamy go na nowo. Skrzypce prowadzące dialog z gitarą. Potęga brzmienia
        orkiestry. "words never spoken have the strongest resounding"...
        I tak dalej.

        Sięgnijcie po "Magnification", bo jest to album, na który wielu z nas chyba
        podświadomie oczekiwało przez wiele lat.

        pozdrowienia,
        Vroobelek

        ps. i zapraszam do serwisu Yesomania: yes.iq.pl/
        • vulture Re: Yes lat 80, 90 i obecny 19.09.02, 17:25
          Gość portalu: Vroobelek napisał(a):

          > Rozumiem, można nie lubić Rabinowo-Sherwoodowych pioseneczek w stylu Love
          Will
          > Find A Way, Saving My Heart czy Wonderlove. Ale nawet na tak wykpiwanych
          > płytach jak Big Generator znajdziemy perełki. Ktoś wcześniej wspomniał o
          Shoot
          > High Aim Love, ale co powiesz o np. I'm Running, 7-i-półminutowym dziełku, w
          > którym dzieje się mnóstwo i bynajmniej nie jest to lukrowany pop.

          Szczerze mówiąc, mnie ten utwór nudzi i nic się dla mnie w nim nie dzieje, a
          szczytem jest beznadziejny refren (podobnie jak wszystkie refreny na tym
          albumie). Fakt, że kawałek jest poprzetykany wstawkami w stylu calypso, w ogóle
          mnie nie rusza. Już wolę (jeśli chodzi o utwory nagrane z Rabinem) "I Am
          Waiting" z "Talk".
          • Gość: soso Re: Yes lat 80, 90 i obecny IP: 195.41.66.* 20.09.02, 07:08
            Ja generalnie lubie Rabina bo jest to gitarzysta-perla i tyle. Sam dzwiek i
            sposob grania wciska w fotel. Jezeli gra Rabin to juz plyta yes ma dla mnie
            wartosc. Reszta to tylko kwestia czy jest to 90% czy 110%. Tak wiec nie bede
            znecal sie nad jakimis szczegolami w talk czy big generator bo i tak jest tam
            zawsze troche super deseru i to mi zawsze smakuje.
            Magnification wbrew dobrym recenzjom mnie nie poraza ale nie jest to z
            pewnoscia plyta z konca kolejki, co to to nie.

            pzdrw

            soso
            • Gość: why? Re: Yes lat 80, 90 i obecny IP: *.unisoft.com.pl 20.09.02, 12:11
              Gość portalu: soso napisał(a):

              > Ja generalnie lubie Rabina bo jest to gitarzysta-perla i tyle. Sam dzwiek i
              > sposob grania wciska w fotel

              pierwsza sensowna wypowiedz o rabinie. dla mnie to po prostu bardzo dobry
              gitażysta i łeb do produkcji i aranżacji. dla mnie 90125 , BG i TALK to perełki
              produkcyjne.nie są to lata 70-te, ale ambitnego popu tez można posłuchać
              • vulture przerost frmy nad treścią 20.09.02, 15:46
                Gość portalu: why? napisał(a):

                dla mnie 90125 , BG i TALK to perełki
                >
                > produkcyjne

                No właśnie - problem zwłaszcza z BG jest taki, że produkcja przerosła same
                kompozycje, które są tylko dodatkiem do realizacji dźwięku...
                • cze67 TALES... 07.10.02, 14:14
                  Odgrzebuje watek, poniewaz kupilem sobie (na kasecie) Tales... I chcialem sie
                  podzielic swymi uwagami o tej plycie. A wiec - denerwuje mnie ona bardzo.
                  Dlaczego? Poniewaz jest cholernie nierowna. Albo inaczej, jest zlozona z
                  nieprzystajacych do siebie czesci. Zadna z czterech kompozycji nie ma logicznej
                  formy, poszczegolne watki nie tworza zamknietej calosci a tylko zlepek roznych,
                  ciekawych i mniej, szkicow. Poszczegolne melodie nie wynikaja jedna z drugiej a
                  jedynie przeskakuja z jednej w druga.
                  Taki np. Ritual (dla mnie najlepszy utwor na plycie)- zaczyna sie wspaniale,
                  jednym z najciekawszych, najbardziej energetycznych tematow Yes, potem
                  przechodzi w tez piekny, malowniczy fragment (Nous Sommes du Soleil), ale
                  pozniej nie ma zadnej kontynuacji tego pierwszego tematu, ktory logicznie
                  konczylby calosc. Tylko jakies niewiadomo co, co pozostawia uczucie niedosytu,
                  niedokonczenia, zmarnowanej szansy.
                  Gdyby z upchnietych w te kompozycje pomyslow muzycy stworzyli zamkniete krotsze
                  utwory nie starajac sie ich wtloczyc w czterech monumentalnych kompozycjach,
                  mogloby wyjsc cos pieknego, cos w stylu Fragile. A tak?
                  Nie mowie ze plyta jest zla od poczatku do konca. Ma piekne momenty, ale
                  powiazane, wedlug mnie, bez pomyslu.
                  A przeciez panowie udowodnili, ze moze byc i dlugo i logicznie i niezwykle -
                  vide Close to the Edge.
                  • Gość: Tom Re: TALES... IP: 213.77.14.* 08.10.02, 07:31
                    cze67 napisał:

                    > Odgrzebuje watek, poniewaz kupilem sobie (na kasecie) Tales... I chcialem sie
                    > podzielic swymi uwagami o tej plycie. A wiec - denerwuje mnie ona bardzo.
                    > Dlaczego? Poniewaz jest cholernie nierowna. Albo inaczej, jest zlozona z
                    > nieprzystajacych do siebie czesci. Zadna z czterech kompozycji nie ma
                    logicznej
                    >
                    > formy, poszczegolne watki nie tworza zamknietej calosci a tylko zlepek
                    roznych,
                    >
                    > ciekawych i mniej, szkicow. Poszczegolne melodie nie wynikaja jedna z drugiej
                    a
                    >
                    > jedynie przeskakuja z jednej w druga.
                    > Taki np. Ritual (dla mnie najlepszy utwor na plycie)- zaczyna sie wspaniale,
                    > jednym z najciekawszych, najbardziej energetycznych tematow Yes, potem
                    > przechodzi w tez piekny, malowniczy fragment (Nous Sommes du Soleil), ale
                    > pozniej nie ma zadnej kontynuacji tego pierwszego tematu, ktory logicznie
                    > konczylby calosc. Tylko jakies niewiadomo co, co pozostawia uczucie
                    niedosytu,
                    > niedokonczenia, zmarnowanej szansy.
                    > Gdyby z upchnietych w te kompozycje pomyslow muzycy stworzyli zamkniete
                    krotsze
                    >
                    > utwory nie starajac sie ich wtloczyc w czterech monumentalnych kompozycjach,
                    > mogloby wyjsc cos pieknego, cos w stylu Fragile. A tak?
                    > Nie mowie ze plyta jest zla od poczatku do konca. Ma piekne momenty, ale
                    > powiazane, wedlug mnie, bez pomyslu.
                    > A przeciez panowie udowodnili, ze moze byc i dlugo i logicznie i niezwykle -
                    > vide Close to the Edge.

                    .... Tylko musieliby wszyscy nad tym pracować, a tak pracowali Anderson i Howe
                    a reszta dograła swoje kwestie do materiału.
                    Nudne to jest bez wętpienia ale w porównaniu z ostatnią płytą (nawet nie
                    pamiętam tytułu mimo że nabrałem się na zakup) super interesujące i twórcze.
                  • Gość: soso alez drogi kolego!!!! IP: 195.41.66.* 08.10.02, 07:33
                    Rytual to akurat znakomity przyklad dogranej calosci. Popatrz na to tak: (nawet
                    biorac tylko muzyke a pomijajac slowa.
                    Poczatek to sielskie zycie (np na wsi). Ludzie sa pelni porannej energii i
                    optymizmu. Potem zasiadaja w swe powozy i jada do kosciolka na niedzielna msze.
                    A tam... No wlasnie, a tam powtarzany jest odwieczny RYTUAL religijny, rznie
                    sie baranie gardla (co slychac!), tocza sie echa wielkich katedr, pokaslywania,
                    sa chwile zawieszenia, suspensow, podbijania atmosfery i wyzej i ciezej z
                    udzwignieciem tego wszystkiego. I nagle znowu swieze powietrze, pszczolki,
                    kwiatki, ludzie jada do domu, koniec mroku katedry, ofiar z koz i baranow,
                    masajskich rytualow, ciemnosci i tajemniczosci. Przezylismy rytual i wrocilismy
                    do swiata przyrody. Bo rytual tworza ludzie. Jest to swego rodzaju katarsis i
                    nie ma mowy o powtorzeniu tematu z poczatku bo juz nie ma tej energii w nas.
                    Rytual wyssal z nas wszystko i przenieslismy sie w stan nirwany, spokoju,
                    spelnienia.

                    Nie wiem co masz na mysli piszac o spojnosci. Faktem jest, ze jest wiele
                    fragmentow o roznych tempach, dynamice, odmiennym ogolnym wydzwieku muzycznym
                    ale takze czemus to sluzy i sa powody, by budowac taka a nie inna konstrukcje.
                    Jezeli sie temu oddac to nie ma zadnych zgrzytow czy niekonsekwencji. Ale moze
                    muzyka nie powinna byc tak kategoryczna w narzucaniu toku myslenia? To juz inna
                    kwestia smile

                    pzdrw

                    soso
                    • cze67 Re: alez drogi kolego!!!! 08.10.02, 09:58
                      O kurcze, nie wiedzialem ze to tak sie czyta. Dla mnie jednak nadal jest to
                      zbitka niepowiazanych ze soba fragmentow muzycznych (choc niewatpliwie niekiedy
                      urzekajacych).
                      PS. Suppers Ready Genesis tez jest takim zbitkiem. A jednak ja czuje tam jakas
                      mysl przewodnia, kontynuacje. Zreszta podobnie jak w Close To The Edge. Dlatego
                      wole te kompozycje od utworow z Tales...
                      • Gość: airborn_ Re: alez drogi kolego!!!! IP: 195.205.139.* 08.10.02, 12:18
                        Heretycy wink.
                        Mogę się zgodzić, że Oceany nie są tak logicznie zarysowane jak CTTE czy
                        Awaken, nie tak awangardowe i śmiałe jak Gates Of Delirium. Co nie zmienia
                        faktu, że jest to moja ukochana płyta Yes - i wiem, że bardzo wielu zagorzałych
                        fanów zespołu tę opinię podziela. A z kolei ci, którzy są fanami rocka
                        progresywnego _w ogóle_, ale Yes samego nie wyróżniają, na ten album kręcą
                        nosem. Dlaczego? Nie wiem. W każdym razie stosunek do Oceanów może być użyty
                        jako papierek lakmusowy poziomu yesomaniactwa wink.
                        Oceany to jest _jedyna_ płyta Yes, której do dzisiaj nie jestem w stanie
                        ogarnąć - mimo, że znam ją na pamięć. Za każdym przesłuchaniem znajduję coś
                        nowego, coś, co mnie uderza i zaskakuje. Dłużyzny? Być może. Ale tej płyty nie
                        powinno się słuchać tak jak innych - to jest płyta do powolnego smakowania. A
                        jak zasmakujemy, to i te 80 minut wyda nam się za krótkie.
                        Oczywiście, nie piszę tego po to, żeby Was przekonać. Ale interesującym
                        zjawiskiem dla mnie jest, że o ile "zwykli" fani art-rocka za największe płyty
                        Yes uważają te z okresu "The Yes Album - CTTE", to fani Yes skłonni są za złoty
                        okres swojego zespołu uważać okres "CTTE - Relayer", ze szczególnym
                        uwzględnieniem Oceanów właśnie.
                        • Gość: soso Re: alez drogi kolego!!!! IP: 195.41.66.* 08.10.02, 13:09
                          Dla mnie takze wbrew rankingowym gwiazdkom i narzekaniom na teksty TFTO jest
                          najbardziej lubiana plyta (x2 oczywiscie).
                          Natomiast okrzyczane CTTE jest momentami nudnawe. Ale moze to efekt zbyt wielu
                          przesluchan smile

                          pzdrw

                          soso
                        • Gość: cze67 Re: alez drogi kolego!!!! IP: *.se.com.pl / 172.16.22.* 08.10.02, 15:39
                          Gos´c´ portalu: airborn_ napisa?(a):
                          Ale interesuja˛cym zjawiskiem dla mnie jest, z˙e o ile "zwykli" fani art-rocka
                          za najwie˛ksze p?yty Yes uwaz˙aja˛ te z okresu "The Yes Album - CTTE", to fani
                          Yes sk?onni sa˛ za z?oty okres swojego zespo?u uwaz˙ac´ okres "CTTE - Relayer",
                          ze szczególnym uwzgle˛dnieniem Oceanów w?as´nie.

                          I tak oto zostalem zwyklym fanem art-rocka. Cieszyc sie czy plakac?
                          A tak zupelnie a propos. Przeciez wiadomo, ze fani danego zespolu to ludzie
                          ktorzy mniej krytycznie (czesto bezkrytycznie) kochaja SWOJ zespol, wybaczajac
                          mu rozne niedoskonalosci i slabsze momenty. Ja jestem fanem Genesis i lubie ich
                          plyte And Then There Were Three (fakt, ze nie do konca, ale jednak), ktora
                          powszechnie jest uznawana za jedna z najslabszych w jej karierze i generalnie
                          poczatek upadku tej formacji. Nie mowie, ze tak jest z Talesami, ale taki jest
                          mechanizm. Tak to dziala...
                          • Gość: airborn_ Re: alez drogi kolego!!!! IP: 195.205.139.* 09.10.02, 12:30

                            > I tak oto zostalem zwyklym fanem art-rocka. Cieszyc sie czy plakac?

                            "Zwykłym" znaczyło w tym kontekście - nie będącym fanem Yes.

                            > A tak zupelnie a propos. Przeciez wiadomo, ze fani danego zespolu to ludzie
                            > ktorzy mniej krytycznie (czesto bezkrytycznie) kochaja SWOJ zespol,
                            >wybaczajac mu rozne niedoskonalosci i slabsze momenty.

                            Ale piszemy teraz o czymś innym. Nie o "wybaczaniu niedoskonałości i słabszych
                            momentów" (których oczywiście Yes mieli sporo), tylko o sytuacji, gdy jakaś
                            płyta nie jest specjalnie ceniona przez niefanów zespołu, natomiast przez fanów
                            jest ubóstwiana i uważana za jedno z największych jej arcydzieł. W przypadku
                            Genesis do Oceanów można porównać nie And Then... (które jest takim
                            Genesisowskim Tormato raczej), ale Lamb Lies Down On Broadway (której z kolei
                            ja - niefan Genesis - nie rozumiem i za którą nie przepadam). Można by takich
                            płyt znaleźć oczywiście więcej w dorobku także innych zespołów.
                            • Gość: All changes!... Re: alez drogi kolego!!!! IP: *.se.com.pl / 172.16.22.* 13.10.02, 12:59
                              .. jak spiewal Gabriel w Suppers Ready. A wiec, prosze panstwa cz67 udowadnia
                              ze nie jest krowa i zmienia poglady. Sluchalem tej plyty codziennie przez te
                              kilka dni i... I... coraz bardziej mi sie podoba! Znajduje w niej to, czego mi
                              brakowalo po pierwszych przesluchaniach - czyli ZAMYSL i KONSEKWENCJe. Melodie
                              ukladaja sie w jakis wzor, w jakos calosc. Jak mowi Kaczkowski - pyszota!
                              Posypuje wiec glowe popiolem i przyznaje racje moim adwersarzom - to znakomita
                              plyta. Nadal jej slucham!
                              • Gość: cze67 All changes!!! IP: *.se.com.pl / 172.16.22.* 13.10.02, 14:22
                                Tak mialo byc, sorry!!!
                                • cze67 Super i Beee 08.11.02, 15:26
                                  Wlasnie poznalem dwie plyty Yesow, ktorych do tej pory nie mialem moznosci
                                  poznac. Mianowicie Relayer, ktorego wprawdzie sluchalem w mlodosci (czyli
                                  jakies 12 lat temu) ale wowczas do mnie nie przemawial, oraz Open Your Eyes.
                                  I stwierdzam, ze pierwsza z tych plyt jest najlepsza w dorobku tego zespolu
                                  (ach ten Moraz i Sound Chaser w szczegolnosci!) natomiast druga jest tej grupy
                                  dzielem najgorszym.
                                  Relayer jest wspaniala wycieczka w rejony dotad przez Yes malo penetrowane,
                                  mianowice w jazz rock (wspomniany Sound...) oraz w nieco chaotyczne, a przez to
                                  przepiekne klimaty prezentowane w Gates of Delirium. Niezwyklej urody utwor.
                                  Przepiekna plyta. Najslabszym ogniwem jest To Be Over, troche bez pomyslu, ale
                                  trzyma poziom.
                                  O Open... nie chce mi sie pisac. Dobrze, ze to tylko kaseta i to kupiona w
                                  wyprzedazy (za 2,99 zl).
                                  • Gość: Jacek Re: Super i Beee IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.11.02, 18:32
                                    cze67 napisał:
                                    > Przepiekna plyta. Najslabszym ogniwem jest To Be Over, troche bez pomyslu,
                                    ale
                                    > trzyma poziom.<

                                    Witam !
                                    Zapewniam Cię, że ten utwór to również muzyczna perła - jeszcze tego nie
                                    odkryłeś.
                                    Pozdrawiam.

                                  • Gość: Dżozef Re: Super i Beee IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 09.11.02, 16:19
                                    cze67 napisał:

                                    > Najslabszym ogniwem jest To Be Over, troche bez pomyslu, ale
                                    > trzyma poziom.


                                    Płyta Relayer nie ma słabych punktów. Tylko wymaga trochę czasu jak większość
                                    płyt Yes.Już chyba tu pisałem, że przez długi czas po zakupieniu tej płyty nie
                                    mogłem wysłuchać To Br Over w całości. Teraz ten utwór znajduje się w pierwszej
                                    piątce moich ulubionych utworów Yes.

                                    Tak mi się wydaje, że Pan Cze67 staje się powoli yesomaniakiemsmile

                                    Pozdrawiam!


    • Gość: plooshack Re: Yes IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.01.03, 13:08
      dobry wątek, a zdechł.
      • cze67 Re: Yes 08.01.03, 13:19
        Dobrze, ze podniosles, bo wlasnie kupilem sobie "Magnification" i coraz
        bardziej odkrywam te swietna plyte. To rzeczywiscie, jak tu juz pisano, powrot
        do starych dobrych brzmien, do dobrych (a nie komercyjnych) melodii. No i duzo
        tu Chrisa Squiera, którego bardzo powazam. A gitara Howea brzmi naprawde
        wspaniale.
        • Gość: soso Re: Yes IP: 195.41.66.* 08.01.03, 14:06

          A ja jakos lubie Yes z okresu Trevora Rabina. I to chyba wlasnie ze wzgledu na
          niego i te kolorki, ktore udawalo mu sie wpisywac w gitare. Zauwazylem, ze
          coraz rzadziej slucham klasycznego okresu a najczesciej zagladam do 90125, Time
          and Word, Yes Album, Jedynki, Tormato, Talk i Big Generator. Reszta przemyka
          pod palcami jak sie przepatruje polki i nawet nie chce sie polozyc na tacke.
          Nie wiem nawet sam dlaczego bo np. Topograficzne Oceany sa chyba jedna z
          najlepszych plyt jakie znam w ogole. Dziwne sa koleje losu dlugich milosci smile
          Przeslawne 'Close to the Edge' nie bylo sluchane juz chyba ze 2,3 lata sad.

          pzdrw

          soso
          • cze67 Re: Yes 08.01.03, 14:11
            Dla mnie ten okres to upadek zespolu. Ale to kwestia gustu. Ale tez zauwazylem
            u siebie, ze szybciej poslucham Tormato czy Relayera, niz Close czy Fragile...
            Pewnie mi sie zbyt osluchaly...
            • Gość: plooshack Re: Yes IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.01.03, 15:24
              ten właściwy YES to od 'yes album' (pierwszej płyty) do 'tormato', no
              może '90125' włącznie. To była TWÓRCZOŚĆ, to co potem to tylko, a może 'aż' -
              sorry jeśli poczujesz się urażony(-a) - dobre rzemiosło, polegające na
              nasłuchiwaniu trendów (obrzydliwe słowo) i doginaniu swoich propozycji do nich.

              plooshack.

              a wątek focusa i vdgg też odświeżę, a co!
              • cze67 Re: Yes 08.01.03, 15:28
                Gos´c´ portalu: plooshack napisa?(a):

                > ten w?as´ciwy YES to od 'yes album' (pierwszej p?yty) do 'tormato', no
                > moz˙e '90125' w?a˛cznie. To by?a TWÓRCZOS´C´, to co potem to tylko, a moz˙e
                'az˙' - sorry jes´li poczujesz sie˛ uraz˙ony(-a) - dobre rzemios?o, polegaja˛ce
                na nas?uchiwaniu trendów (obrzydliwe s?owo) i doginaniu swoich propozycji do
                nich.

                Ja na pewno sie nie obraze, bo podobnie mysle (z tym, ze jednak do "Dramy" ten
                klasyczny Yes istnial). Z tego nasluchiwania trednow, wedlug mnie, wylamuje sie
                wlasnie "Magnification".
                • vulture Re: Yes 09.01.03, 00:05
                  cze67 napisał:

                  Z tego nasluchiwania trednow, wedlug mnie, wylamuje sie
                  >
                  > wlasnie "Magnification".

                  Jak to? Przecież to najprawdziwsza płyta z orkiestrą!!! smile
                  • Gość: soso Re: Yes IP: 195.41.66.* 09.01.03, 07:10


                    Jak yes z orkiestra to tylko 'time and a word'! Uwielbiam ta plyte bo nastroje
                    Metropolis, szalenczego swiata przyszlosci widzianego oczami Verne lub Orsona
                    Welsa. Dreszcze chodza po plecach. Nowa wersja po remasteringu poraza
                    przestrzennoscia i dynamika. Swietny kawal muzyki.
                    Co do klasycznego okresu yes to 'Yes Album' jest na pograniczu (jeszcze traci
                    pierszymi dwoma albumami) a koniec zdecydowanie przed Drama (Going to the
                    One?), ktora dla mnie jest jakims zagubieniem sie zespolu po uproszczeniach
                    dokonanych w tormato. Odnalezli sie ponownie po doborze Trevoera Rabina i 90125
                    jest znakomite - ciekawe tak brzmieniowo jak i co do struktury utworow: zmiany
                    tempa, indywidualne prowadzenie poszczegolnych instrumentow lub sekcji (np.
                    mocny bas i perkusja sadzaca wolne akcenty w kontrascie z rozpedzona gitara -
                    tego nie bylo przedtem).
                    Osia klasycznego yesu jest dla mnie wszystko zblizone do TFTO bo ta plyta jest
                    szczytem gory klasycznego yesu.
                    Zespoly takie jak yes nie bardzo sie komercjalizuja a raczej sprawiedliwsze
                    jest powiedziec, ze ida wlasna droga. Troche mnie zlosci jak ktos pisze o
                    zmianach stylu jako oddawaniu sie komerce. A co powiecie o Davidzie Bowie? Jak
                    tam z Queen? Jaka droge przeszli the Beatles? Czy Abbey Road jest gorsze lub
                    lepsze od I wanna hold your hand? Dobrzy aktorzy graja w rozmaitych filmach i
                    zawsze patrzymy z otwartymi ustami. Kiepscy sa jak John Wayne - zawsze tacy
                    sami.

                    pzdrw

                    soso
                  • cze67 Re: Yes 09.01.03, 10:01
                    vulture napisa?:

                    >
                    > Jak to? Przeciez˙ to najprawdziwsza p?yta z orkiestra˛!!! smile

                    Plyty z orkiestra dzielimy na dobre i slabe. Ta jest piekna!
    • martolka podciągam... 06.06.03, 14:56
      ... bo to taki fajny wątek i szkoda żeby przepadł w odmętach archiwum. Poza tym
      niedługo koncert, więc w temacie.
      • vulture Do Martolki 06.06.03, 14:59
        A idziesz?
      • cze67 Re: podciągam... 06.06.03, 15:00
        Chciałbym, chciałby, jak mi Bóg miły, ale skąd kasa? Skąd kasa, pytam?
        • martolka vulture... 06.06.03, 16:16
          ja tu się pod cze pod-cze-pię i tak samo zapytam

          jak na razie to wiem, że tylko ty idziesz
          • Gość: Joseph Re: vulture... IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 06.06.03, 16:34

            > jak na razie to wiem, że tylko ty idziesz


            Ja też idę a raczej jadę ponad 400km, ale i tak wiem, że będzie się opłacałosmile

            A oto setlista z pierwszego koncertu nowej trasy (z Yesworld.com):


            Firebird Suite
            Siberian Khatru
            Magnification
            In the Presence Of
            We Have Heaven
            South Side of the Sky
            And You and I
            In the Course of the Day, Clap (Steve's solo)
            Show Me (Jon & Rick)
            Six Wives excerpts (Rick's solo)
            Heart of the Sunrise
            Long Distance Runaround
            Fish
            Awaken
            Roundabout
            Starship Trooper


            Świetnie, że jest Awaken. Największym minusem jest brak Revealing Science of
            God, który był grany na zeszłorocznej trasie w Stanach.
            Wg innych źródeł na koncercie był zagrany także Don`t Kill The Whale.

            Pozdrawiam!
            • vulture Joseph 06.06.03, 16:42
              A ja właśnie "Revealing..." nie lubię za bardzo. Poza tym dobrze, jeśli zespół
              zmienia od czasu do czasu zestwa granych kawałków. "Don't Kill The Whale" na
              przykład na poprzednim koncercie w Warszawie nie grali, więc chętnie bym
              posłuchał...
              • Gość: Lukas Re: Joseph IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.06.03, 18:37
                vulture napisał:

                > A ja właśnie "Revealing..." nie lubię za bardzo. Poza tym dobrze, jeśli
                zespół
                > zmienia od czasu do czasu zestwa granych kawałków. "Don't Kill The Whale" na
                > przykład na poprzednim koncercie w Warszawie nie grali, więc chętnie bym
                > posłuchał...

                Mogliby zagrac "Close to the edge".Ograne ,ale jare smileZreszta ,im wiecej
                kawalkow tym lepiej ,a "Close" na ostatnim ubieglorocznym koncercie bylo ,teraz
                wylecialo na rzecz "And You and I" ,ktore jest 8 minut krotsze!
                • vulture hehe 06.06.03, 18:44
                  Ale nie grali "Don't Go"...umc.. umc.. umc... umc... za takie syfy i za rzeczy
                  typu "Lightning Strikes" powinno się ich wysłać na resocjalizację.
                  • Gość: Lukas Re: hehe IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.06.03, 18:50
                    vulture napisał:

                    > Ale nie grali "Don't Go"...umc.. umc.. umc... umc... za takie syfy i za
                    rzeczy
                    > typu "Lightning Strikes" powinno się ich wysłać na resocjalizację.

                    Ale teraz zagraja "Don't kill the whale" ,co jest tez takiej ,hmmm,watpliwej
                    jakosci.Ja tam sie ciesze ,ze nie ma "Ownera" ,na ktorego pewnie niekorzy
                    czekali smile
                    Co nie zmienia faktu ,ze chyba najfajnieszy set byl na trasie z orkiestra -
                    wszystkie wazne suity ,zabraklo tylko "Awaken".
                    • vulture Re: hehe 06.06.03, 19:13
                      Don't Kill The Whale ma swój specyficzny, archaiczny urok, a dwa pozostałe kity
                      nie mają. A Ownera nie chcę. To zabawka Trevora Horna.
                      • Gość: Lukas Re: hehe IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.06.03, 19:48
                        vulture napisał:

                        > Don't Kill The Whale ma swój specyficzny, archaiczny urok

                        Nie moge sie nie zgodzic ,ale tylko dlatego ,ze lubie pana Wakemana i nie
                        przeszkadzaja mi te ,wtedy zapewne nowoczesne ,ale dzis brzmiace
                        archaicznie,dzwieki.Mogl to zagrac na Moogu.....
                        • vulture ...Niezależnie od wszystkiego...... 06.06.03, 20:25
                          ...raz można na żywo posłuchać.
                          • cze67 Keys To Ascension 01.09.03, 11:30
                            Chciałem tylko poinformować, że nabyłem podwójną płytę Keys To Ascension i po
                            przesłuchaniu pierwszej strony (koncertowej) uważam, że jest świetna! Tym samym
                            nie podzielam wyrażonej tu opinii kolegi vulture, że koncertowe wersje utworów
                            tam zamieszczonych są bezbarwne.
                            O przesłuchaniu drugiej płyty poinformuję oddzielnym postem.
                            • vulture Kolega Vulture 01.09.03, 11:39
                              Pragnie poinformować, że podtrzymuje swoją opinię na temat koncertowej i
                              studyjnej zawartości "Keys". Lepiej mi się słucha "Yesshows" (tak, wiem że to
                              było 900 lat wcześniej, między 18 a 19 odejściem Wakemana).

                              Ty se Cze "Yes Remixes" kup, bo to na fali teraz jest, a jaką ma ładną okładkę,
                              prawie jak nowy Meryljon.
                              • cze67 Re: Kolega Vulture 01.09.03, 11:45
                                vulture napisał:

                                > Pragnie poinformować, że podtrzymuje swoją opinię na temat koncertowej i
                                > studyjnej zawartości "Keys". Lepiej mi się słucha "Yesshows" (tak, wiem że to
                                > było 900 lat wcześniej, między 18 a 19 odejściem Wakemana).

                                A tu się z kolegą zgodzę akurat. Yesshows mnie się także lepiej słucha.
                                Baaardzo lubię tę płytę, bardziej jeszcze niż kiedyś katowaną przez mnie
                                niemiłosiernie płytę Yessongs. W dwóch kawałkach udziela się tam przecież
                                nieodżałowany Moraz.

                                > Ty se Cze "Yes Remixes" kup, bo to na fali teraz jest, a jaką ma ładną
                                okładkę, prawie jak nowy Meryljon.

                                Sam se kup, kolego. A jak kupisz to podziel się wrażeniami. Jeżeli takowe będą.
                                • vulture Hehehehe 01.09.03, 11:50
                                  Raczej nie planuję zakupu tanecznych wersji utworów Yes, ale może ściągnę i Ci
                                  napiszę - na razie ściągnąłem 3 remiksy Emerson Lake & Palmer i myślałem, że
                                  będzie niezbędna interwencja soli trzeźwiących.

                                  A "Keys..." lubię posłuchać, to nie tak, żebym uważał ten album za kiepski, ale
                                  mało porywający (no, poza tym że grają "America"), acz czasem posłucham, bo
                                  wykonanie jest jak najbardziej kulturalne, tylko takie bez życia.
                                  • cze67 Tales,,, 01.09.03, 11:55
                                    A tak w ogóle to zasadzam się na kupno Tales... z tymi bonusami co je teraz
                                    dodają. W merlinie only niecałe 6 dych, taniej o kilknaście niż wcześniejszy
                                    remaster. Ot, paradoks.
                                    • vulture sram na ich bonusy 01.09.03, 11:58
                                      Już wyraziłem swoje zdanie na temat wydawania w nieskończoność wznowień tych
                                      samych płyt z kolejnymi atrakcjami. Niech się w dupę pocałują, mogli je dodać,
                                      jak kupowałem poprzednie remastery.
                                      • cze67 Re: sram na ich bonusy 01.09.03, 12:01
                                        vulture napisał:

                                        > Już wyraziłem swoje zdanie na temat wydawania w nieskończoność wznowień tych
                                        > samych płyt z kolejnymi atrakcjami. Niech się w dupę pocałują, mogli je
                                        dodać, jak kupowałem poprzednie remastery.

                                        Mnie też to wkurwia (już o tym pisałem). Ale że akurat Talesa na CD nie
                                        posiadam, i że akurat taniej...
                                        • vulture aha 01.09.03, 12:09
                                          Nie wiem, czy posiadasz wideo lub DVD, ale polecam, wyłącznie dla pośmiania
                                          sie, "Greatest Video Hits" Yes. Polewka na maksa.
                                          • cze67 Re: aha 01.09.03, 12:12
                                            vulture napisał:

                                            > Nie wiem, czy posiadasz wideo lub DVD, ale polecam, wyłącznie dla pośmiania
                                            > sie, "Greatest Video Hits" Yes. Polewka na maksa.

                                            Bo?
                                            • vulture Bo jest parę zabawnych momentów 01.09.03, 12:31
                                              Na przykład w gówienku "Love Will Find A Way" dziadki siedzą w okolicy jakiegoś
                                              hangaru i podrygują, Anderson ma na twarzy namalowane dziwne wzorki indiańskie,
                                              a z tyłyu, w tle, płonie sobie samolot.

                                              Bo stroje i fryzury z lat osiemdziesiątych rządzą.

                                              Bo Anderson, podrygujący w białym skafanderku na scenie, bardzo śmiesznie
                                              wygląda.

                                              Bo teledysk "Don't Kill The Whale" - zespół filmowany w studiu, a w tle
                                              nałożone ujęcia spienionych fal z wypływającym wielorybem - powoduje kolkę (ze
                                              śmiechu).
                                              • cze67 aha 01.09.03, 12:37
                                                aha

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka