scribs 15.09.05, 16:53 Pomijając już jednego z najwybitniejeszych - Farinelli'ego... Bee Gees - nie do pobicia, nie do podrobienia Michael Jackson - tu komentarze zbędne Modern Talking - eeeh! Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
artur666 Re: Najwięksi "kastraci".... 15.09.05, 16:58 Panie: Alfreda Mercury i panna Boy George Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Re: Najwięksi "kastraci".... 15.09.05, 17:37 Koszmarna gwiazda aktualnego sezonu wśród młodzieży wrazliwej, czyli Anthony z Anthony and the Johnsons no i mój faworyt: Martin Jacques z Tiger Lillies Pozdrowienia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: g Re: Najwięksi "kastraci".... IP: 81.15.226.* 15.09.05, 17:45 marek sośnicki Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pani_dj Re: Najwięksi "kastraci".... IP: *.acn.waw.pl 15.09.05, 17:51 czlowieku, bluznisz. antony nie jest dla mlodziezy.. i nie jest koszmarny.. i to nawet nie kwestia gustu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jacenty Re: Najwięksi "kastraci".... IP: *.chello.pl 15.09.05, 20:18 Jeśli nie kwestia gustu to czego, hę? btw, Martyn Jacques, długo długo nic i cała reszta. Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Re: Najwięksi "kastraci".... 15.09.05, 22:34 Gość portalu: pani_dj napisał(a): > czlowieku, bluznisz. antony nie jest dla mlodziezy.. i nie jest koszmarny.. i t > o > nawet nie kwestia gustu. Wybacz jeśli obraziłem Twoje uczucia religijne, ale dla mnie pan A. jest klasycznym przykładem, tego co Cage okreslał jako cheap imitation, a co na polski tłumaczy sie jako tania podpierdolka. Sfalsyfikowane uczucia, sfalsyfikowana ambitnośc muzyczna, sfalsyfikowana 'alternatywnośc' a tak naprawdę to mandarynowość w pełnej postaci, tyle, że nie nastawiona na kasę a jedynie na wywołanie wrażenia. Skutecznie - we mnie wywołuje odrazę. Bynajmniej nie jest to post zaczepno-flamerski a li jedynie opis mojego stosunku do pana Anthonego. Pozdrowienia Odpowiedz Link Zgłoś
sonia34 Re: Najwięksi "kastraci".... 15.09.05, 18:37 Antony to zjawisko,a nie gwiazda sezonu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: scribs Re: Najwięksi "kastraci".... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.09.05, 19:04 a jeszcze Andre 3000 z Outkast i Bobby Vinton Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pani_dj Re: Najwięksi "kastraci".... IP: *.acn.waw.pl 15.09.05, 22:44 i my sie z sonia rozumeimy. nie kwestia gustu - chodzilo mi o to, ze ja np nie lubie pink floyd i led zeppelin, ale doceniam, nie nazywam syfem, bo COS wniesli, cos bardzo waznego, tak jak np nirvana, ktorej juz zupelnie nie trawie. antony jest tak prawdziwy, ze juz bardziej autentycznym i prawdziwym czlowiekiem byc chyba nie mozna. ale ta prawdziwosc trzeba umiec zrozumiec. wiedziec skad to sie wzielo. jesli nie do konca zdajesz sobie sprawe czemu spiewa o tym a nie o czyms innym, to faktycznie mozna tego po prostu nie zrozumiec. i co najwazniejsze - nie wszyscy musza to rozumiec, dlatego ci ktorzy sa w temacie, czuja sie wybrani pozdrawiam cieplo) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jacenty Re: Najwięksi "kastraci".... IP: *.chello.pl 15.09.05, 22:53 "trzeba umiec zrozumiec", "ci którzy sa w temacie, czuja sie wybrani" - mam nadzieję, że Antony ma nie tylko takich bełkotliwych fanów Równie ciepło pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
mechanikk Re: Najwięksi "kastraci".... 15.09.05, 23:50 Z tym Antonim to nie jest taka oczywista sprawa. Tego wokalu nie zawsze da sie zniesc, wiec rozumiem Braineatera, ale jednoczesnie nie zmieniam zdania co do wyjatkowosci "I am a bird now". Cokolwiek mialbym tej plycie teraz powiedziec brzmialoby jak licealny belkot. To jest jednak plyta dziesiatkowa. Ja Antkowi wierze. Nie lubie tylko jego debiutu (s/t), który jest nudny. Odpowiedz Link Zgłoś
john_malkovitch Re: Najwięksi "kastraci".... 15.09.05, 18:00 Moze się ktoś obrazi, ale Geddy Lee Odpowiedz Link Zgłoś
tomash8 Re: Najwięksi "kastraci".... 15.09.05, 18:08 Tak! Ale to mi wcale nie przeszkadza, uwielbiam Rush. Tak samo Burkey Shelley z Budgie. Ale tam to pasuje nawet jeszcze bardziej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ja Re: Najwięksi "kastraci".... IP: *.chello.pl 15.09.05, 20:09 thom yorke matthew bellamy Odpowiedz Link Zgłoś
ejno Jimmy Summerville.... 15.09.05, 20:53 ....czy ktoś go wogóle jeszcze pamięta? Odpowiedz Link Zgłoś
kill_yourself Re: Jimmy Summerville.... 15.09.05, 21:04 no. i jak sie uprze to layne staley. Odpowiedz Link Zgłoś
chelseaa Re: Bee Gees i Rojek 15.09.05, 21:08 Rojek i chłopcy w za ciasnych spodniach , czyli Bee Gees Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: scribs Re: Jimmy Summerville.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.09.05, 21:09 ...noooo, to bardzo już trzeba się uprzeć, ja np. aż tak uparty nie jestem Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: vince Re: Najwięksi "kastraci".... IP: 172.25.251.* / *.134.4-194.clta.globetrotter.net 15.09.05, 21:08 na plycie Nigela Kennedy "Kafka" spiewa facet jak autentyczny castrati. Utwory nazywaja sie "From Adam to Eve" oraz "Transfigured Night" Nazwiska nie pamietam ale Geddy Lee przy nim to baryton Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: scribs Re: Najwięksi "kastraci".... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.09.05, 21:16 a ja pamiętam był taki kawałek Stinga z przed lat, z takim charakterystycznym zaśpiewem, byłem przekonany, że to kobiecy głos, wiadomo ci się okazało.... podobnie zresztą było z Culture Club, myślałem, że to pani z niskim głosem no ale to jest swoiste odejście od tematu. Bo gLosu "prawdziwego" kastrata, nie pomylisz z kobiecym... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wrecekrzepki Re: Najwięksi "kastraci".... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.05, 23:51 Damon Albarn. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bubu Antony and the Johnsons.. IP: *.acn.waw.pl 16.09.05, 19:46 a tak odnośnie Antony'ego and the Johnsons, to wszelka krytyka mile widziana, a ta mniej konstruktywna jak pewnego Pana powyżej, udowadnia pewną ignorancję, a tym bardziej dyletantyzm. Kultura Queer i Gender, którą reprezentuje AATJ prowokuje do odtworzenia pewnej biblijnej sceny "kto pierwszy rzuci kamieniem", prowokuje skrajnych i mniej skrajnych homofobów do opiniotwórczych sądów, bo jeżeli nie mieści się "coś" w ich ubogiej heteroseksualnej, tudzież zoofilskiej estetyce, jest be, jest niewartościowe (bo wartości to są juz przecież ustalone?!! taaak???). Ale przecież Jezus Chrystus też nie był lubiany, opluwany i uważany za kastrata, więc kto by się tu przejmował sądami testoronowego palanta aha, mój typ na kastrata to oczywiście Rick Astley, to tak z sentymentu Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Re: Antony and the Johnsons.. 16.09.05, 20:11 O widzę , że kolega/koleżanka ma ochote polecieć na ostro. No cóż - vox populi !) Jest mi obojetne jaką kulturę reprezentuje pan Anthony - moja opinia dotyczy jedynie mojego odbioru jego produkcji wokalnej, która kompletnie mi sie nie podobają i mam nadzieję, że mam jeszcze do tego prawo. Jeśli mam słuchać querowych wykonawców, to już szybciej sięgne po Marylin Manson, bo w odróżnieniu od pana A. przynajmniej mają pomysł na siebie. Toż samo powiedziec można o całej scenie muzyki homoseksualnej - począwszy od Joan Baez porzez Mercurego czy Tracy Chapman,, skończywszy na Sigur Ros, których równiez nie lubie ale przynajmniej chce im sie grac coś ciekawego . Pan Anthony ma jedynie pomysł jak wzbudzić w słuchaczu żałość i politowanie - i luz, tyle, że nie mam ochoty się tym zachwycać. Jakoś zdecydowanie nie trafi do mnie koleś wyjękujący głodne kawałki o tym jak mu źle i próbującu zrobić z tego sztukę. 2) Kategoria homofobii w muzyce jest jakims chyba ewenementem i powinieneś/naś postarać się o jakiś copyright na to - powinno przynieśc zyski. Zdecydowanie nie chodzi o to kto z kim i jak w alkowie się zabawia, tylko o to co próbuje wyspiewac lub zagrać. Pan Anthony na to również nie ma pomysłu. Prócz epatowania swoją cokolwiek załosną osobowościa przydałby sie jeszce jakis pomysł na dźwieki - ale cóz lider bierze wszystko doskonale zakrywając niedostatki muzyczne. 3) a porównanie z Chrystusem i owszem zabawne, tyle, że cokolwiek bez sensu, bo on przynajmniej ludzi spiewem nie zamęczał. 4) A okreslenie teststeronowy palant to sobie chyba wytatuuje na siusiaku, bo wielce mi sie podoba Pozdrowienia i ukłony Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bubu Re: Antony and the Johnsons.. IP: *.acn.waw.pl 16.09.05, 20:26 dziękuje za ten przydługi (nudny) i obnażający Pana miałką błyskotliwość list. Wymienił Pan kilku wykonawców, którzy nie mają nic wspólnego z tzw. queer, odsyłam do literatury fachowej itp. Bo to, że Ktoś przyznaje się do homoseksualizmu, nie znaczy, że reprezentuje nurt homoseksualny. Bo widzi Pan; wiedza wzbogaca, przeciwstawia się kołtuństwu, walczy z ogólnie pojetą nietolerancją. Trzeba się rozwijać proszę Pana, a pewnego dnia stanie z łóżka mniej lękliwy. AATJ to nie tylko Artysta wykształcony, wychodzący ponad pewien warsztat, nie tylko poeta i uzdolniony wokalista, to także pedał szczery, nie bojący się okazywać słabości itp - w ten sposób prowokuje Osoby, które do tej słabości jak Pan (z siusiakiem - insynuuje pewien kompleks) nie potrafią się świadomie przyznać. Pozdrawiam i proszę uważać na 'markery', są toksyczne. Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Re: Antony and the Johnsons.. 16.09.05, 20:42 Brawo By nie obrażać Cię, mój drogi Interlokutorze, koniecznością przeczytania kolejnego nudnego postu mej produkcji, równiez pozwolę sobię na odesłanie do kącika lektur: do Jeana Geneta i W.H.Audena. Wtedy możemy porozmawiać czym rózni się szczery gej od geja nastawionego na robienie wrażenia. Kłaniam sie uniżenie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pani_dj Re: Antony and the Johnsons.. IP: *.acn.waw.pl 16.09.05, 20:56 ja wam powiem.. a wlasciwie tobie, bubu, ze mimo ze sama siedze doglebnie w calym 'tym srodowisku', to sladow homofobii trudno sie doszukiwac w tym ze ktos powiedzial ze antek ejst nudny - taka ich opinia. ja uwazam ze ejst wspanialy i udalo mu sie pieknie powiedzic to co mi lezalo na watrobie.. i widze ze trzeba czasem rpzejsc dluga droge zeby naprawde byc soba.. ale to, po pierwsze, moja osobista opinia, po drugie, moja osobista, interpretacja . sadze ze dyskusja moze byc ciekawa. jest juz jeden watek o antku, moze go pociagniemy osobno a nie w kastratach? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bubu Re: Antony and the Johnsons.. IP: *.acn.waw.pl 16.09.05, 23:28 Brawo By nie obrażać Cię, mój drogi Interlokutorze, koniecznością przeczytania kolejnego nudnego postu mej produkcji, równiez pozwolę sobię na odesłanie do kącika lektur: do Jeana Geneta i W.H.Audena. Wtedy możemy porozmawiać czym rózni się szczery gej od geja nastawionego na robienie wrażenia. Kłaniam sie uniżenie. Uroczy Kolego nadęty Pawiu, którego chce się puszczać. Ów kącik lektur mam już zaliczony (możemy rozpocząć dyskusję). Uważam, że wszystkich panów na pewno łączy i szczerość, a także robienie ogólnego wrażenia na odbiorcach. Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Re: Antony and the Johnsons.. 17.09.05, 11:33 Z najdzikszą rozkoszą możemy oddać się przyjemnościom wymieniania argumentów, z mojej strony wzmocnioną jeszcze ekstatyczną radością czerpaną z Twoich poetyckich inwektyw dookreślających precyzyjnie moja osobę, tylko sugerowałbym, by prowadzić ową debatę via mail lub też w osobnym wątku na forum Książki (bo dyskutować raczej będziemy o przekazie zawartym w języku, nie w muzyce), gdyż, jak już ktoś całkiem słusznie zauważył, nie jest to watek o wpływie preferencji seksualnych na muzykę lub szerzej na twórczość. Jeśli preferujesz mailową dyskusję to niestety, ze wzgledów czysto technicznych, będziesz musiał rozpocząć. Pozdrawiam uniżenie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: luvski Re: Antony and the Johnsons.. IP: *.icpnet.pl 16.09.05, 21:03 Toż samo powiedziec > można o całej scenie muzyki homoseksualnej - począwszy od Joan Baez porzez > Mercurego czy Tracy Chapman,, skończywszy na Sigur Ros, Proszę cię, nie kompromituj się i nie pisz już więcej o queer i kulturze gejowskiej, bo pojęcia o tym nie masz. Jeżeli twoją domeną jest ignorancja zalewana potokiem bezsensownych skojarzeń, bo wyczuwam, że kompletnie nie wiedziałeś o tym, do jakich tradycji, związanych z campowaniem, odwołuje się AATJ, to lepiej, przez szacunek dla innych, nie pisz więcej tego typu postów. Wiem, że to forum dla gó..arzy i samozwańczych pseudopunków, ale na szczeście nie zawsze musi tak być. Dlatego ty sobie posłuchaj Mansona, a ja sobie posłucham Anthonego w towarzystwie Lou Reeda, który jak zwykle, "wzbudza we mnie żałość i politowanie", tyle, że wyłącznie nad kondycją umysłową, a właściwie jej brakiem, którą bezprzecznie, w tym wypadku, wykazujesz. Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Re: Antony and the Johnsons.. 16.09.05, 21:15 www.glbtq.com/arts/baez_j.html www.glbtq.com/arts/mercury_f.html www.glbtq.com/arts/music_popular.html Odpowiedz Link Zgłoś
peternurek1 Re: Antony and the Johnsons.. 17.09.05, 12:33 braineater napisał: > www.glbtq.com/arts/baez_j.html > www.glbtq.com/arts/mercury_f.html > www.glbtq.com/arts/music_popular.html Patrz jak to szybko się ucina dyskusję Antek wg. mnie jest nudny (jako muzyk)i nie lubie jego twórczości. To tyle. Jest taka piękna sentencja znana na wszyskich forach muzycznych która powinna zablokować jakąkolwiek dyskusję na ten temat. I mam nadzieję że nikt mnie nie zaatakuje z powodu mojego odmiennego od czyjegoś gustu muzycznego. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jacenty Re: Antony and the Johnsons.. IP: *.chello.pl 17.09.05, 23:10 "a tak odnośnie Antony'ego and the Johnsons, to wszelka krytyka mile widziana, a ta mniej konstruktywna jak pewnego Pana powyżej, udowadnia pewną ignorancję, a tym bardziej dyletantyzm. Kultura Queer i Gender, którą reprezentuje AATJ prowokuje do odtworzenia pewnej biblijnej sceny "kto pierwszy rzuci kamieniem", prowokuje skrajnych i mniej skrajnych homofobów do opiniotwórczych sądów, bo jeżeli nie mieści się "coś" w ich ubogiej heteroseksualnej, tudzież zoofilskiej estetyce, jest be, jest niewartościowe (bo wartości to są juz przecież ustalone?!! taaak???). Ale przecież Jezus Chrystus też nie był lubiany, opluwany i uważany za kastrata, więc kto by się tu przejmował sądami testoronowego palanta" Drogie dzieci, wiecie więc już, że każdy człek nie pałający miłością do artysty Antony'ego jest homofobem, któremu testosteron zwykł się co rano wylewać uszami. Takiemu palantowi nie pomoże nawet MIŁOŚĆ do Vince'a Clarke, Marca Almonda, Briana Epsteina czy Caravaggia. Albo Antony albo WIELKIE NIC! Howgh. PS Ukłon dla Pani DJ za tolerancję dla tych, którzy odmienne gusta posiadać raczą. Odpowiedz Link Zgłoś
hermina5 Re: Antony and the Johnsons.. Kto to kurde jest? 18.09.05, 12:56 Kto to jest ten Anthony, o ktorego tu taka awantura..Bo ja nie kojarzę jego epokowego doroblu i twarzy... A zresztą co za poryany wątek . Przeciez prawdziwych kastratów już nie ma. PS. Billy Corgan Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: assfly Re: Najwięksi "kastraci".... IP: *.autocom.pl 16.09.05, 20:30 a jak sie zowie ten kolo z kapeli "darkness" (chyba) co tak zajebiscie wyje? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: scribs wyje... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.05, 20:39 wyje Justin Hawkins Odpowiedz Link Zgłoś
quasthoff ‘Aphrodite’s Child’ 16.09.05, 21:24 Swego czasu największym kastratem był wielce oryginalny pan Demis Roussos. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: scribs Re: ‘Aphrodite’s Child’ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.05, 22:07 wiedziałem, że o kimś zapomniałem pozdr Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lecho Re: Najwięksi "kastraci".... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.05, 22:27 Raczej nie o to chodziło chyba autorowi, gdy zakładał ten wątek. Zaprzestańcie wycieczek w kierunku queers itd. Wspomnijcie raczej wokalistów o niesamowicie wysokiej skali...dajmy sobie spokój w wycieczkami homo i td. Ja dorzucę do tej wesołej ferajny chórek od Earth Wind & Fire....A Anthony, cóż..kiedyś podobnie śpiewał Bryan Ferry....David Bowie. Ludzie, tu chodzi nam o muzę a nie o preferencje seksualne. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: luvski Re: Najwięksi "kastraci".... IP: *.icpnet.pl 16.09.05, 22:56 Ludzie, tu chodzi nam o muzę a nie o > preferencje seksualne. Marc Almond, chyba nie wymieniany dotąd. Jego muzyka ma ścisły związek z jego preferencjami seksualnymi Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Re: Najwięksi "kastraci".... 16.09.05, 22:28 Dorzucę jeszce Sylviana Davida i kolesia którego nigdy imienia/nazwiska nie pamniętam czyli wokal z Tindersticks. P Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dyl Re: Najwięksi "kastraci".... IP: *.76.classcom.pl 16.09.05, 22:34 Ian Curtis Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: scribs Re: Najwięksi "kastraci".... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.05, 22:40 gdyby ktoś nie wiedział... to kolega dyl żartował, taki dowcipniś się znalazł Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Xymox Re: Najwięksi "kastraci".... IP: 217.153.99.* 17.09.05, 16:52 Taaa, moze jeszcze Bruce Springsteen? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: brokulin Re: Najwięksi "kastraci".... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.05, 22:43 Nie można zapominać o KINGU DIAMONDZIE z Mercyful Fate oraz solo \m/ O-o \m/ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bubu Re: Najwięksi "kastraci".... IP: *.acn.waw.pl 16.09.05, 23:45 Polski towar kastracyjny czyli zyjący jeszcze (chyba)... duet Universe www.universe.pl/malenki.mp3 (sicc!!!) Odpowiedz Link Zgłoś
peternurek1 Re: Najwięksi "kastraci".... 17.09.05, 12:35 Chris Martin w m.in. w Fix You. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: scribs Re: Najwięksi "kastraci".... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.09.05, 12:46 Cedric Bixler z Mars Volta Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ja Re: Najwięksi "kastraci".... IP: *.chello.pl 17.09.05, 17:50 oj, tak. zastanawiałam się, czy to nie babka w tej mars volcie śpiewa. Odpowiedz Link Zgłoś
piterek_82 Re: Najwięksi "kastraci".... 17.09.05, 18:13 Nikt chyba nie wymienił chyba jeszcze kolesia z Scissor Sisters, a poza tym: Prince, D'Angelo, Maxwell(na płycie "Now" nagrał cover Kate Bush "A woman's work") czasami śpiewają falsetem, na pograniczu altu, choć nie znam się na tym tak do końca. Nie można tym trzem ostatnim panom odmówić talentu, umiejętności wokalnych. Odpowiedz Link Zgłoś
piterek_82 Re: Najwięksi "kastraci".... 17.09.05, 18:26 W Trójce właśnie brzmi Scissor sisters i ich "Comfortably Numb" , "Q" uznał ich przeróbkę Floydów za jeden z najoryginalniejszych coverów w historii!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
irenka82 Re: Najwięksi "kastraci".... 18.09.05, 11:39 o,a teraz ten james blunt(you're beatiful),miauczy jak kot gdy go za ogon ciagna Odpowiedz Link Zgłoś
szczery80 Nasi krajowi politycy śpiewający hymn narodowy !!! 18.09.05, 15:06 antywybory.blog.onet.pl/ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: morda Re: Najwięksi "kastraci".... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.09.05, 18:56 Justin Hawkins z The Darkness, który nieudolnie naśladuje F. Mercury!!! Odpowiedz Link Zgłoś