aaneta
21.11.05, 12:51
Bo o śpiewaczkach trochę już było, najwyższa pora zająć się obgadywaniem panów.
Na początek Placido Domingo, z którym mam problem, bo niby on wielkim
śpiewakiem jest, właściwie nic nie można mu zarzucić pod względem technicznym
- nie wiem, jak ostatnio, ale jeszcze niedawno był w świetnej formie, pomimo
wieku, na dodatek jest pięknym mężczyzną, wspaniałym menedżerem i dyrygentem,
a jednak... czegoś mi w jego śpiewaniu brakuje. Mam wrażenie, że wszystko
śpiewa tak samo - perfekcyjnie, ale bez emocji. Kiedy się go widzi, jest
całkiem nieźle, niewielu jest operowych wykonawców, których mogę oglądać bez
zastrzeżeń, a Domingo nie dość, że przystojny, to jeszcze nie jest
"drewniany", ale w jego głosie nie słyszę żadnych emocji, płynących z głębi
serca, a jeżeli są, to tylko wypracowane, wynikające z przemyśleń, a nie z
empatii. I to jest straszne! Ostatnio przesłuchałam dwukrotnie płytę z jego
nagraniami z różnych oper, głównie Verdiego, i miałam dość, byłam zmęczona! A
może jego głos jest za ciężki jak na lirycznego Verdiego, czyli to, co lubię
najbardziej?