Gość: Piotr_M
IP: *.stacje.agora.pl
18.12.02, 11:53
Od kilku dni mam okazje sluchac plyty jednego z finalistow "Idola" - Tomka
Makowieckiego. Po wczesniejszych "dokonaniach" Ali Janosz bylem pelen obaw,
czy nie dostane kolejnego bezbarwnego, plastikowego pseudoidola, ktory mial
zrobic rewolucje na polskiej scenie muzycznej, a zrobil g***no - nawet nie
wielkie. I nie wiem, czy mylili sie jurorzy wyglaszajacy bezkrytyczne opinie
o przyszlosci Ali (co swiadczyloby o ich niekompetencji), czy tez Ala ma
taki, a nie inny gust (co swiadczyloby ... ale o gustach sie nie dyskutuje).
A moze Ela, Jacek, Robert i Kuba mieli racje, a ciala dala wytwornia
fonograficzna tlamszac "janoszowe" gusta?
Tak czy owak - nie oczekiwalem, ze idol wyciagniety wprost z telewizora
powali mnie na kolana. Liczylem jedynie na dobry start do kariery. No i w
drugim podejsciu mam co chcialem - Makowiecki nagral plyte, ktorej slucham z
coraz wieksza przyjemnoscia.
Zgodnie z zapowiedziami - duzo na niej gitar, czesto przesterowanych. A
jeszcze wiecej ladnych melodii. Slychac inspiracje czerpane wprost od
Myslovitz, Gawlinskiego, Oasis. Teksty na roznym poziomie, ale to nie razi.
Jak na debiut bardzo ladnie to wszystko brzmi. Na pierwszy singiel poszedl
chyba najlagodniejszy i najbardziej komercyjny utwor. Sadze (chcialbym tego),
ze z tej plyty trafi na listy przebojow jeszcze co najmniej kilka kawalkow.
Reasumujac - wysluchalem i jestem ZA. Kupujcie ludzie, naprawde warto!