kicior99
15.05.06, 11:38
Wczoraj przesluchalem sobie wiekszosc dyskografii Queen i zauwazylem - nigdy
sie wczesniej nad tym nie zastanawialem - ze o wiele bardziej przemawiaja do
mnie kompozycje Maya. Te Fredkowe sa jakies pompatyczne, napuszone...
Oczywiscie kocham "Death on two legs", "Somebody to Love", "Mustapha" i inne
oparte na ciekawym pomysle, ale May bardziej mnie urzeka prostota skojarzen,
niemal asceza. A jakie jest Wasze zdanie?
PS. Zupelnie pomijam kompozycje Deacona.