Włodzimierz Nahorny alcista, moje odkrycie ostatnich kilku dni. Właściwie bez
przerwy słucham płyty "Heart". Płyta nagrana w '67 w trio z Jackiem
Ostaszewskim na basie i Sergiuszem Perkowskim na bębnach. To, jak ona świeżo
brzmi w moich uszach, jest zadziwiające. Nahorny dotychczas kojarzył mi się
raczej z zupełnie inną muzyką (fortepian, "Jej portret", Szymanowski), a tutaj
normalnie polski Coleman

A utwór "Miesiąc dobroci" brzmi tak, jakby to Zorn
grał Colemana. Czterdzieści lat temu! A utwór trzeci, "Serce Muniaka", z
kawałka, który mógłby być podkładem pod striptiz w "07 zgłoś się", zmienia się
w dramatyczną balladę. Rewelacja. Wybaczcie tę odrobinę egzaltacji, ale dla
mnie ta muzyka jest nowa. Na pewno większośc z Was, starych jazzowych
wyjadaczy, zna i tego Nahornego, dlatego proszę o Wasze wrażenia. To, jak
odebrałem tę muzykę, uświadamia mi, ile jeszcze skarbów kryje się w starych,
polskich płytach jazzowych. Wiedza do wiedzy, pozdrawiam, libl