IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.06.06, 19:51
znam ten zespol wlasciwie tylko z jednej pisoenki, ale bardzo chcialbym
poznac jego tworczosc. ktora plyte byscie polecili?tylko nie zadna komercyjna
(podobno w latach 80 takowe nagrywali)od jakiej plyty zacząć.w ogle jakie sa
wasze opinie o tym zespole?
Obserwuj wątek
    • Gość: siepacz_komunista Re: Yes IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.06.06, 19:54
      zalezy ile masz lat; jesli wiecej niz 16, daruj sobie Yes i posluchaj czegos dla doroslych, a nie
      wiecznych Piotrusiow.
      • Gość: tomek Re: Yes IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.06.06, 20:03
        mam 18 lat wysoki sądzie.zapewne w przypadku Yes, wiek nie gra roli. to nie
        zespół Nirvana, ani zespół Mettalica ktore ludzi rajcuja w wieku szkoły
        podstawowej.
    • marcinlet Re: Yes 27.06.06, 19:56
      Ja ich właśnie najbardziej cenię za kawałki Owner Of A Lonely Heart, Hold On i
      Shoot High Aim Low, czyli z płyt "komercyjnych". ; )
      Zaś esencją klasycznego Yes jest płyta "Close To The Edge".
      • exman Re: Yes 27.06.06, 20:12
        Poszukaj sobie wątku z tamtego roku właśnie o Yes, na kanwie płyty "90125", warto.
        • exman Re: Yes 27.06.06, 20:13
          Cholera, a może chodziło o "Drama" ? Nie ważne, poszukaj...
          • billy.the.kid Re: Yes 27.06.06, 21:36
            classic.
        • marcinlet Re: Yes 28.06.06, 09:21
          exman napisał:

          > Poszukaj sobie wątku z tamtego roku właśnie o Yes, na kanwie płyty "90125",
          war
          > to.
          Czytałem go kiedyś, ciekawy.
    • Gość: As Re: Yes IP: *.vline.pl / *.65.rev.vline.pl 27.06.06, 22:44
      Polecam płyty "90125" i "Talk".
      • rosanna Re: Yes 28.06.06, 09:18
        Moje ulubione:
        "Fragile"
        "Close To The Edge"
        "Relayer"
        "Tales From..."
        + "Drama" troszke lzejsza
    • 3promile Re: Yes 28.06.06, 11:16
      "Big Generator"
      • Gość: Pokrak Re: Yes IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.06.06, 11:38
        Wszystkie stare płyty są wyśmienite.
        Warto przy okazji wspomnieć, że wielbicielem grupy jest Pan Premier Kazio
        Marcinkiewicz (ksywa "Kazimierz Sprawiedliwy"). Wyraził to w ten sposób:
        Yes, yes, yes !!!
      • finlandia07 Re: Yes 28.06.06, 20:34
        ja ci radze(jako troche starszy sluchacz)"posmakowac" we wszystkich
        plytach,znajdziesz tam zawsze jakas perelke.
        Ponadto polecilbym.Genesis,Supertramp,Dire Straits,
        A jak sie juz rozsmakujesz,sam zaczniesz szukac bez pytania. Warto
    • dziedzicznacytadelafinansjery No to jedziemy:) Będzie długo! 28.06.06, 21:28
      Witam i pozdrawiam.
      Przyznam, że dla mnie pierwszą płytą było 90125, płyta wprawdzie świetna, ale
      inna niż to, za co Yes kochamy. No ale szybko nadrobiłem "braki".

      Więc jeżeli nie boisz się utworów, które trwają dłużej niż 5 minut (w
      dzisiejszych czasach to zgroza), to myślę, że możesz zacząć od "The Yes Album.".
      Ale o tym za chwilę. Jezeli się boisz - zacznij od (podaję tylko studyjne):

      - "Yes" - pierwsza płyta, pierwszy skład, brzmienia dosyć surowe, ale
      jednocześnie dosyć "rockowe" jak na ich późniejsze dokonania. Zwraca uwagę
      zwłaszcza precyzyjna, "jublilerska" wręcz praca Billa Bruforda na bębnach. Ale,
      jak napisałem, brzmienia surowe, trochę nawet psychodelii można się doszukać.

      Potem możesz posłuchać "Time and a Word". Druga płyta w tym samym składzie, ale
      z dodanymi brzmieniami orkiestry. Autentycznej, a nie spod palców Wakemana.
      Brzmienie w zasadzie podobne, ale wyczuwa się większą dojrzałość. Te dwie płyty
      składają się na pierwszy okres ich twórczości. Zwłaszcza polecam interpretację
      kawałka Ritchie'go Havensa - "No Opportunity Necessary, No Experience Needed".
      Jeżeli porównasz z oryginałem, to już będziesz wiedział prawie wszystko o
      początkach Yes". Płyty składają się z typowych piosemek, a nie, jak później, z
      rozbudowanych kompozycji w formie suity.

      I trzecia płyta, od której w zasadzie możesz zacząć - zmienił się zkład (doszedł
      legendarny Steve Howe-gitarzysta). Tutaj już zaczyna się "klasyczny" Yes -
      zwłaszcza w kawałkach "I've Seen All Good People" i "Starship Trooper". Płyta
      zawiera dość długie, ale jednocześnie bardzo energetyczne utwory. Bardzo słychać
      S.Howe'a i... bardzo dobrze smile Pierwsza płyta, która została wymyslona i
      napisana jako całość, a nie zestaw osobnych utworów.

      Płyta czwarta - "Fragile". Tu zaczyna się cała "śmietanka" - najlepszy skład w
      historii, w najlepszej formie. Orkiestrę z "Time and a Word" zastąpił R.Wakeman,
      a to tak, jak trzy orkiestrysmile. I tutaj zwróć uwagę na sztandarowe dzieła:
      "Roundabout", "Heart of the Sunrise" i "Long Distance Runaround". Poza tym na
      płyciue zamieszczone są króciutkie "wizytówki" muzyczne kazdego z członków
      zespołu. Też warto poznać. Na tej płycie słychać jakie kolory może mieć muzyka,
      dzięki pracy R.Wakemana i jego instrumentów klawiszowych. Płyta bardzo bogata
      brzmieniowo, róznorodna, a przy tym utwory nie są na tyle długie, żeby znużyć
      kogoś, kto do Yes nie nawykł.

      Piąta płyta - to jest absolutnie genialne i skończone dzieło "Close to the
      Egde". Możesz od razu od niej zacząć, ale lepiej, jeśli przedtem, wybróbujesz
      przynjamniej "Fragile". Na początek 18 minut utworu tytułowego. Ale ani jedna
      sekunda jego słuchania nie jest zmarnowana (podobnie jak i reszty). dynamika,
      zmiany tempa, ściana dźwięku - a jednocześnie lekkość melodyjność - nawet sekcja
      rytmiczna wydaje się nie podawać rytm, a grać swoją melodię. Potem jest
      spokojniejsze i bardziej "poukładane" And You and I" - tutaj w pełnym blasku
      gitary S.Howe'a - i na koniec najkrótsze (coś koło 8 minutsmile "Siberian Khatru" -
      kompozycja logiczna, oparta w zasadzie na dwóch powtarzających się motywach,
      ale Przecież Bolero Ravela na jednym się opiera i nikt nie mówi, że jest nudne smile

      Potem jest płyta "Tales From the Topographic Oceans" - dwupłytowy album, oparty
      m.in. na przemysleniach dalokowschodnich. Odszedł Bruford, przyszedł Alan White
      (perkusista dobry, solidny, ale nie aż taki wirtuoz jak Bruford). Ten album
      możesz sobie spokojnie darować jako początkujący. Nie jest to płyta zła, ale
      jednak jest dosyć ciężka i "przegadana". Po niej odszedł Wakeman i na klawisze
      wszedł ktoś inny - powstała w tym składzie płyta "Relayer". Ale bez Close to The
      Edge" nie zaczynaj od niej. A jak będziesz słuchał po raz pierwszy - to
      posłuchaj "The Gates of Delirium" - ale uważnie i do końca, bo będzie
      niespodziankasmile I to fragent, który stanowi jeden z mocniejszych punktów całej
      twórczości.

      Potem jest przerwa w działalności, potem dogadują się z Wakemanem - i powstaje
      Going For The obe - płyta bardziej surowa, już słychać mocniejsze uderzenie, już
      więcej jest rytmu, mniej melodii, juz środki wyrazu są oszczędniejsze. Ale jest
      to nadal Yes. Jesli lubisz gitarę Howe'a - to masz utwór "Turn of the Century".
      Jesli lubisz monumentalne organy (tym razem prawdziwe, z kościoła w Vevey w
      Szwajcarii), to masz "Parallels", a jeśli podobało Ci się Fragile czy Relayer -
      to masz "Awaken" - jedyny naprawdę długi utwór na płycie.

      Potem jest "Tormato" - dla mnie taki młodszy i mniej udany braciszek "Going for
      the One" - mniej melodyjny, bardziej bym powiedział nawet.. punkowy. Po tej
      płycie następuje trzęsienie ziemi, odchodzi Wakeman i... Anderson, czyli głos
      zespołu - i powstaje płyta Drama. Bardzo ciekawa. Jezeli lubisz brzmienia lat
      80-tych, coś takiego bardziej surowego, takiego gdzie wazny jest producent,
      brzmienie, elektronika, ujarzmiona spontaniczność - ale z gitarowym "pazurem",
      zalatującym wręcz... metalem - to możesz posłuchać .Ale płyta nie jest
      reprezentatywna dla Yes.
      Potem zespół padł, odrodził się w prawie innym składzie (został się ino basista
      i perkusista z dawnego składu, a na same nagrania udało się jednak dołaczyć
      Andersona) - to masz płytę, która wprowadza Yes w lata 80-te: "90125". Dla
      jednych symbol nowoczesności i podążania z duchem czasu, dla innych - zdrada
      dawnych ideałów. Płyta dynamiczna, róznorodna, bogata brzmieniowo - z
      megahiciorem "Owner of a Lonely Heart" - (tam tadam tadaam - tadam - tam tadam
      tadaam - tadam). Płyta nie nudzi, jest świeża, i brzmi mocno.

      Potem jest płyta Big Generator - której możesz posłuchać, ale nie musisz, a na
      pewno od niej nie zaczynaj. A potem następuje seria dokonań, o których zespół, a
      na pewno jego fani chcieliby zapomnieć. Był to okres, kiedy się kłocili,
      rozchodzili, tworzyli konkurencyjne projekty - bardzo ciekawy
      Anderson-Bruford-Wakeman-Howe - też siegnij po to, ale jaki już polubisz całą
      resztę) Zresztą nie jest to trudne po przesłuchaniu tych płyt. I jakoś tak w
      roku 1997 dopiero nagrali coś ciekawego (- ale to dla zdeklarowanych fanów -
      płyta "Open Your Eyes"). I jeszcze z jedną czy dwie płyty, które nie są złe,
      ale, prawdę powiedziawszy, to już nie jest nic obliczone na zdobycie nowych
      fanów, a na ukontentowanie starych (i doskonały pretekst do kolejnej trasy
      koncertowej, na których są nieustająco w rewelacyjnej formie-co też można
      usłyszeć na płytach i na dvd).

      Tyle, mam nadzieję że przebrnąłeś. Jezeli ja bym miał coś polecać - to chyba
      "jazdę" od początku - po kolei, z przeskokami przez płyty "nieobowiazkowe". Nie
      będzie też błędem zacząc od "90125" i wrócić do lat 60-tych.

      Miłego słuchania i daj czasem znać jak Ci idzie smile

      Pozdrawiam!
      • Gość: As a "Endless Dream" ???? IP: *.vline.pl / *.65.rev.vline.pl 28.06.06, 21:51
        Dziwi mnie brak omówienia w tym wywodzie płyty "Talk" i najlepszej (moim
        zdaniem) suity Yes - "Endless Dream".
        • Gość: caroll Jeszcze: IP: *.toya.net.pl 29.06.06, 02:51
          Dodam jeden z ulubionych utworów mojej młodości -"Soon".
          Romantyczne wspomnienie.
          • dziedzicznacytadelafinansjery Re: Jeszcze: 29.06.06, 17:11
            Ależ ja o tym napisałem, napisałem smile
        • dziedzicznacytadelafinansjery Re: a "Endless Dream" ???? 29.06.06, 17:10
          No nie przesadzajmy. Ona nie jest zła, bo takie zespoły jak Yes nie nagrywają
          złej muzyki, ale po co słuchać niezłego, jak mozna wybitnego, chociażby "Awaken"
          z "Going For the One". O całej reszczie z lat 70-tych nie mówiąc.
          • Gość: As Re: a "Endless Dream" ???? IP: *.vline.pl / *.65.rev.vline.pl 29.06.06, 19:30
            No cóż ... Ja uważam tę suitę za genialną i wybitną - ale może dlatego że nie
            jestem zagorzałym fanem Yes i płyty z lat '70 tej grupy mnie nie
            ruszają....Pozdrawiam
            • dziedzicznacytadelafinansjery Re: a "Endless Dream" ???? 29.06.06, 21:33
              No więc w tym sęksmile A Yes oceniać tylko przez pryzmat lat 80-tych, to tak, jakby
              za szczytowe dokonanie Genesis uznać utwór "Jesus He Knows Me" a Pink Floyd-
              "What Do You Want From Me". Przecież nie są to utwory złe, ale wiemy doskonale,
              że te zespoły szczyt osiągnęły kiedy indziej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka