Dodaj do ulubionych

Bach vs Mozart

06.02.03, 14:19
Uwielbiam Bacha. Mozarta cenie. Zycie Bacha bylo nudne, zona, kilkanascioro
dzieci, praca kantora w podrzednym miescie. Zycie Mozarta (niestety, opieram
sie jedynie na filmie Formana, nie smiejcie sie ze mnie), bylo blizsze temu,
co obecnie okresla sie, w przypadku muzyki rockowej, jako sex, drugs and
rocknroll. Byl synonimem obecnego idola - geniusz z rozrywkowa dusza.
Teoretycznie - to wlasnie jego tworczosc powinna mnie bardziej porywac.
A jednak nie - to Bach, ten nudny wyrobnik, ktory co tydziem musial napisac
nowa kantate, ten gruby gbur otoczony ta gromadka dzieci, to On jest dla mnie
kims wyjatkowym. To Jego muzyki moge sluchac godzinami, bezkrytycznie. To ona
porusza mnie najbardziej. To On jest dla mnie najwiekszym geniuszem
kompozytorskim wszechczasow.
Janie Sebastianie - dzieki Ci!
Wolfgangu Amadeuszu - zawsze bedziesz dla mnie, zaraz po Nim, numerem dwa.
Obserwuj wątek
    • dziewczyna_mickiewicza Re: Bach vs Mozart 06.02.03, 14:38
      ależ oczywiście, że bach wygrywa. zawsze i wszędzie. mnie osobiście w ogóle nie
      interesuje, jakie życie prowadzili oboje, ale dla mnie zawsze numero uno był i
      będzie bach. szczególnie za fugi (odkrywłam je na nowo oglądając spektakl ndt)
      i inwencje trzygłosowe (to chyba były jedyne utwory, do których pozostał mi
      całkowicie szczery sentyment ze szkoły muzycznej, zaraz po sonatach). jest w
      jego twórczości jakaś siła i niezależność, świetnie współgranie poszczególnych
      głosów... i jednocześnie wspaniałe melodie, które wynurzają się to z jednej, to
      z drugiej strony... coś cudownego.
      • soso_soso Re: Bach vs Mozart 06.02.03, 14:48
        Kiedys pasjonowalem sie Bachem i kupowalem wszelkie napotkane plyty, szczegonie
        z muzyka organowa. Byly to jeszcze NRDowskie winyle (w wiekszosci). W ksiazce o
        Bachu odfajkowywalem te utwory, ktore mialem i przekroczylem z czasem 50%!
        Organy maja czasami wielka moc, szczegolnie przekonuje niski bas - wprowadza
        pokoj w drgania niemal bezdzwieczne. Wspaniale uczucie. Tak bylo przez kilka
        lat a potem nagle przestalem sie interesowac Bachem. Moze inaczej, przestalem
        sluchac. Nie mam cierpliwosci. Jestem chyba jednak rockowym typem smile

        pzdrw

        soso

        PS

        Pasakalia - to jest miod!!!
        • Gość: Dzordz Re: Bach vs Mozart IP: *.vibamt.dk 07.02.03, 10:35
          Z reguly ewolucja muzyczna postepuje w odwrotnym kierunku i tym ostatecznym
          etapem jest klasyka.Wyjatek- absolwenci szkol muzycznych,ktorzy jednak po
          latach i tak wracaja do klasyki ,jako ze w tym oceanie muzyki mozna plawic sie
          do woli.
          Co do watku przewodniego- obaj sa the best of.Trudno ich jednak
          porownywac,krazyli na nieco innych orbitach.Faktem jest ze Mozart bardziej
          wspolgra z szampanem i kawiorem, zas Bach- ach!
          Hej,Dzordz.
    • pizmak31 Re: Bach vs Mozart 06.02.03, 14:47
      Fiu, fiu.... Nie znalam Cie od tej strony. Cale zycie sie czlowiek czegos
      uczy...
      • tiresias Re: Bach vs Mozart 06.02.03, 15:29
        Zwłaszcza ostatnio koncerty skrzypcowe i klawesynowe, odjazd mega full
        ale w audiotele i tak by przerżnął
    • Gość: mwg Re: Bach vs Mozart IP: *.chello.pl 06.02.03, 16:34
      Obaj są świetni. A co byście powiedzieli np. na Vivaldiego?
      • cze67 Re: Bach vs Mozart 06.02.03, 16:37
        Gos´c´ portalu: mwg napisa?(a):

        > Obaj sa˛ s´wietni. A co bys´cie powiedzieli np. na Vivaldiego?

        Hm, tez lubie, choc znam malo, wlasciwie tylko 4 pory roku. Troche jednakowoz
        za slodki.
    • Gość: Q Re: Bach vs Mozart IP: BNPDCOM* / *.brucepower.com 06.02.03, 22:04
      Moja droga do muzyki klasycznej prowadzila mnie etapmi. Jednym z pierwszych byl
      wlasnie Bach, ale na calego, organowo. Potem byl Chopin z malymi utworami na
      fortepian solo. Nastepnie pojawil sie Mozart, glownie ze swoimi koncertami
      fortepianowymi i symfoniami.
      Od tego czasu minelo kilkanascie lat. Teraz najwyzej cenie sobie muzyke
      kameralna w kompozycjach ludzi z przelomu 19. i 20. wieku. Rachmaninow jest
      moim numerem 1.
      Adagio!
      • Gość: piautre Re: Bach vs Mozart IP: 1.0.0.* 07.02.03, 15:02
        rachmaninow ? wspaniały III koncert i waraiacje na temat oaganiniego
        beethoven? - genialny, a finał IX nie bez kozery wzięlismy sobie (tj europa) za hymn. no i wszystkie 5 koncertów
        fortepianowych

        ale wracajmy do adremu, jak mawiał mój dyrektor
        mozart- życie b. krótkie i przez to bardzo nasycone kompozycjami. czy nie za bardzo? co by sie stało z koncertami
        fortepianowym, czy nie zyskałyby na jakości, i gdyby jak u choipina powstało ich dwa i pół, albo jak u ludwika 5 na
        całe dłuższe jednak życie? Dopiero requiem oddaje cały geniusz Amadeusza.
        a JSB? przede wszystkim ponadczasowy. zauwazcie ze jego muzyka nie starzeje sie, i brzmi wspaniale w różnych
        formach (vide jarrett)

        pozdrowienia od gienia

        nie krępuj sie, Albercik, usta-usta!
    • Gość: tomjk Re: Bach vs Mozart IP: 217.98.105.* 07.02.03, 07:22
      bach to konkretny gość
      mozart to takie tam dworskie pitu-pitu
      vivaldi trąci kiczem (ale N.Kennedy go trochę urokędrolowił)
      beethoven, jak słusznie zauważył Oldman w Leonie Zawodowcu, miał tylko dobre
      intra, a potem popelina.
    • ydorius Z tego duetu, którego nigdy nie bylo... 07.02.03, 14:27

      Zdecydowanie wybieram Beethovena. I nie dlatego, ze mial dobre intra.
      Mozart byl geniuszem. Muzyka powstawala mu pod palcami, na partyturach, mial
      dar bozy i talent. I jedna rzecz w moich uszach calkowicie i do szczetu Go
      dyskwalifikuje - brak emocji. Nie slysze tam emocji! Czy ten czlowiek nic nie
      czul? Czy stworzywszy wlasna koncepcje muzyki zaszyl sie w niej, by tylko nie
      zaskoczyc, nie zabic jakims dzwiekiem?
      Nie, geniusz to za malo...

      Beethoven byl wsciekly. I te wscieklosc daje sie uslyszec we wszystkim, nawet w
      Sonacie ksiezycowej, nawet w dla Elizy. To muzyka, ktora trafia mi prosto w
      serce i wywraca wszystko dookola. Ponoc zalowal dodanie choru do IX symfonii.
      Moze zalowal, kto wie - ale zrobil to. Mial w dupie konwenanse... Owszem, byl
      bezgranicznym egocentrykiem, zadufanym w sobie czlowiekiem - ale targaly nim
      emocje, ktore przelewal w muzyke.
      Zadna liczba Mozartow nie zastapi jednego wscieklego Beethovena...
      Wystarczy posluchac spokojnej Pastoralnej Beethovena i spokojnej Jowiszowej
      Mozarta...
      Jedna jest prawdziwa, druga pieknie poskladana.

      Tyle.

      m,
      .y.

      P.S. Bach mnie usypia. Jest piekny, nie przecze. Ale dziala na mnie nasennie.
      Co, zasadniczo, nie jest zarzutem, ale tez ciezko mi sie wypowiadac na jego
      temat z rowna swada, co na temat Mozarta i Beethovena. smile)

      ----------------------------------
      What is home without Plumtree's Potted Meat?
      Incomplete.
      • cze67 Kolacja na cztery rece 07.02.03, 14:37
         Zwiazane z Bachem... Ogladalem kiedys wspanialy spektakl Schaffera bodajze -
        "Kolacja na cztery rece" o spotkaniu (ktore sie w rzeczywistosci nie
        odbylo) Bacha i Handla. Tego pierwszego gral (Oskar!!!) Janusz Gajos, tego
        drugiegi(drugi Oskar!) Roman Wilhelmi. Najpiekniekszy spektakl jaki widzialem!
        Bach pokazany jako nieokrzesany prostak, zajadajacy sie tytulowa kolacja i
        patrzacy na niego z gory krolewski kompozytor Handel. Dopiero kiedy Bach
        zaczyna grac,od tak sobie, wlasna kompozycje, ktora napisal "na kolanie" Handel
        zdaje sobie sprawe, ze ma do czynienia z o wiele wiekszym od siebie
        geniuszem...
                    
        • ydorius stad wlasnie, drogi cze... 07.02.03, 14:38

          tytul mojego maila.
          "Kolacja na cztery rece, czyli spotkanie, ktorego nigdy nie bylo" smile)

          "- Dzien dobry, panie Pach
          - Dzien dobry... panie Handel"

          smile)))

          m,
          .y.

          ----------------------------------
          What is home without Plumtree's Potted Meat?
          Incomplete.
          • cze67 Re: stad wlasnie, drogi cze... 07.02.03, 14:42
            ydorius napisa?:
            > tytul mojego maila.
            > "Kolacja na cztery rece, czyli spotkanie, ktorego nigdy nie bylo" smile)
            >
            > "- Dzien dobry, panie Pach
            > - Dzien dobry... panie Handel"

            No wlasnie mi sie tak skojarzylo...
        • otto_1 Re: Kolacja na cztery rece 07.02.03, 16:07
          O ile pamiętam, Bach zagral mu Wariacje Goldbergowskie. Handel wcześniej
          zarzekał się, że nie zna. W trakcie słuchania mina mu rzedła, w butelce był
          coraz mniej, a potem w końcu wygadal się, że nie dośc że zna, to jeszcze sam je
          gra i podziwia.
          • cze67 Re: Kolacja na cztery rece 07.02.03, 16:09
            otto_1 napisa?:

            > O ile pamie˛tam, Bach zagral mu Wariacje Goldbergowskie. Handel wczes´niej
            > zarzeka? sie˛, z˙e nie zna. W trakcie s?uchania mina mu rzed?a, w butelce by?
            > coraz mniej, a potem w kon´cu wygadal sie˛, z˙e nie dos´c z˙e zna, to jeszcze
            sam je gra i podziwia.

            Rzeczywiscie, tak to wygladalo.
      • Gość: piautre Re: Z tego duetu, którego nigdy nie bylo... IP: 1.0.0.* 07.02.03, 15:14
        ydorius napisał:

        >
        > Zdecydowanie wybieram Beethovena. I nie dlatego, ze mial dobre intra.
        > Mozart byl geniuszem. Muzyka powstawala mu pod palcami, na partyturach, mial
        > dar bozy i talent. I jedna rzecz w moich uszach calkowicie i do szczetu Go
        > dyskwalifikuje - brak emocji. Nie slysze tam emocji! Czy ten czlowiek nic nie
        > czul? Czy stworzywszy wlasna koncepcje muzyki zaszyl sie w niej, by tylko nie
        > zaskoczyc, nie zabic jakims dzwiekiem?
        > Nie, geniusz to za malo...
        >
        > Beethoven byl wsciekly. I te wscieklosc daje sie uslyszec we wszystkim, nawet w
        >
        > Sonacie ksiezycowej, nawet w dla Elizy.
        przypominasz sobie jak do polski przyjechał wielki faworyt jana webera- sokołow. wg niego był drugi po richterze, a
        po koncercie zmienił zdanie- pierwszy przed richterem. otóż najbardziej webera wzięło wykonanie fraszki o
        zgubionym groszu betowena (wybaczyci mi polska pisownię?). wszyscy dotąd grali tiutoiu tiutiu, zgubiłem
        grosik, tralala, a sokołow szalał: cholera, zgubiłem ostatni grosz!!!, k..mać to tyle forsy, ..mało nie rozwalił fortepianu.
        sam po tym wykonaniu biłem brawo przez 5 minut. i stąd bierze się genialnośc betowema.

        To muzyka, ktora trafia mi prosto w
        > serce i wywraca wszystko dookola. Ponoc zalowal dodanie choru do IX symfonii.
        > Moze zalowal, kto wie - ale zrobil to. Mial w dupie konwenanse... Owszem, byl
        > bezgranicznym egocentrykiem, zadufanym w sobie czlowiekiem - ale targaly nim
        > emocje, ktore przelewal w muzyke.
        > Zadna liczba Mozartow nie zastapi jednego wscieklego Beethovena...
        > Wystarczy posluchac spokojnej Pastoralnej Beethovena i spokojnej Jowiszowej
        > Mozarta...
        > Jedna jest prawdziwa, druga pieknie poskladana.

        mozarta bardzo trudno zagrac dobrze, a b, łatwo zrobic z niego kicz.

        >
        > Tyle.
        >
        a małej nocnej muzyczki nie mogejuz słuchac!!!
        > m,
        > .y.
        >
        > P.S. Bach mnie usypia. Jest piekny, nie przecze. Ale dziala na mnie nasennie.
        > Co, zasadniczo, nie jest zarzutem, ale tez ciezko mi sie wypowiadac na jego
        > temat z rowna swada, co na temat Mozarta i Beethovena. smile)
        >
        > ----------------------------------
        > What is home without Plumtree's Potted Meat?
        > Incomplete.

        na razie
        pozdrów kazię.
      • otto_1 Re: Z tego duetu, którego nigdy nie bylo... 07.02.03, 16:01
        Mam czasem wrażenie, że wiele osób myśli schematami, które wyczytali w
        szkolnych podręcznikach historii muzyki. Mozart - elegancja - Francja, lekkośc,
        geniusz, co to wszystko mu samo przychodziło, a partytur mawet nie musiał
        poprawiać. Beethoven - romantyk z rozchwianą czupryną i ponurą miną. Bach -
        nudny rzemieślnik, piszący te swoje nieludzko logiczne fugi.

        Otóz taki np. Mozart pracowal bradzo cięzko i rzetelnie, często poprawiał i
        przerabiał swoje utwory. Był po prostu świadomym, poszukującym artystą, a nie
        jakimś cudownym dzieckiem (to też). Poza tym niszczył brudnopisy i może stąd
        wziął się mit o pisaniu niczym z kapelusza. No i ładnie to sie prezentowało w
        filmie. Nie można twierdzić, ze jego muzyce brak emocji. Każda muzyka opiera
        się na emocjach. Co najwyżej możesz twierdzić, że u Ciebie nie wywołuje ona
        żadnych emocji i w porządku. Dla ludzi współczesnych Mozartowi jego muzyka
        pełna była zeskakujących i niekonwenjonalnych rozwiązań. Np. kiedy zaczął IV
        część Symfonii Paryskiej cicho, wbrew konwencji, wywolało to spore poruszenie
        na sali. Trzeba tę muzykę oceniać w kontekscie epoki i stylu. Emocje (nawet
        skrajne) niekoniecznie muszą być wyrażane przez gwałtowność i jazgot.


        Muzyka Bacha pełna była niezwykle silnych emocji. Pisał w zgodzie z tzw. teorią
        afektów. Środki muzyczne, taki, jak charakterystyczne skoki w melodii, akordy
        czy rodzaje rytmu wyrażały bardzo konkretne stany emocjonalne, jak rozpacz,
        gniew czy wahanie. Były odpowiednikiem figur retorycznych w mowie. Dla
        ówczesnych słuchaczy, obeznanych ze stylem, te rzeczy były oczywiste. Dla nas
        już nie są (a że napłodził tyle dzieci, to chyba musiał mieć jaja).

        Beethovena trudno nie podziwiać, ale ja go nie kocham. Do IX mam chyba uraz
        osobisty, słynny temat finału to dla mnie tylko koszmarny Deutsche marsz.
        Myślę, że niespecjalnie przykładał się do melodii. Wiele jego tematów to zwykłe
        rozłożone trójdźwięki. Jako twórca szlagierów raczej by sie dziś nie sprawdził
        (choć jednego się dorobił). Ale co geniusz, to geniusz.
        ydorius napisał:

        >
        > Zdecydowanie wybieram Beethovena. I nie dlatego, ze mial dobre intra.
        > Mozart byl geniuszem. Muzyka powstawala mu pod palcami, na partyturach, mial
        > dar bozy i talent. I jedna rzecz w moich uszach calkowicie i do szczetu Go
        > dyskwalifikuje - brak emocji. Nie slysze tam emocji! Czy ten czlowiek nic nie
        > czul? Czy stworzywszy wlasna koncepcje muzyki zaszyl sie w niej, by tylko nie
        > zaskoczyc, nie zabic jakims dzwiekiem?
        > Nie, geniusz to za malo...
        >
        > Beethoven byl wsciekly. I te wscieklosc daje sie uslyszec we wszystkim, nawet
        w
        >
        > Sonacie ksiezycowej, nawet w dla Elizy. To muzyka, ktora trafia mi prosto w
        > serce i wywraca wszystko dookola. Ponoc zalowal dodanie choru do IX symfonii.
        > Moze zalowal, kto wie - ale zrobil to. Mial w dupie konwenanse... Owszem, byl
        > bezgranicznym egocentrykiem, zadufanym w sobie czlowiekiem - ale targaly nim
        > emocje, ktore przelewal w muzyke.
        > Zadna liczba Mozartow nie zastapi jednego wscieklego Beethovena...
        > Wystarczy posluchac spokojnej Pastoralnej Beethovena i spokojnej Jowiszowej
        > Mozarta...
        > Jedna jest prawdziwa, druga pieknie poskladana.
        >
        > Tyle.
        >
        > m,
        > .y.
        >
        > P.S. Bach mnie usypia. Jest piekny, nie przecze. Ale dziala na mnie nasennie.
        > Co, zasadniczo, nie jest zarzutem, ale tez ciezko mi sie wypowiadac na jego
        > temat z rowna swada, co na temat Mozarta i Beethovena. smile)
        >
        > ----------------------------------
        > What is home without Plumtree's Potted Meat?
        > Incomplete.
        • cze67 Re: Z tego duetu, którego nigdy nie bylo... 07.02.03, 16:06
          otto_1 napisa?:

          > Mam czasem wraz˙enie, z˙e wiele osób mys´li schematami, które wyczytali w
          > szkolnych podre˛cznikach historii muzyki. Mozart - elegancja - Francja,
          lekkos´c, geniusz, co to wszystko mu samo przychodzi?o, a partytur mawet nie
          musia? poprawiac´. Beethoven - romantyk z rozchwiana˛ czupryna˛ i ponura˛
          mina˛. Bach -nudny rzemies´lnik, pisza˛cy te swoje nieludzko logiczne fugi.

          Masz sporo racji. Ja nie znam sie na muzyce klasycznej (powaznej) i dlatego
          moge poslugiwac sie jedynie obiegowymi informacjami na temat kompozytorow.
    • marxx Re: Bach vs Mozart a gdzie Hendel... 07.02.03, 21:18
      Heja! Tak naprawde nie chce mi sie czytac pozostalych postow, dlatego od razu
      odp. na pierwszy.
      Masz racje z Bachem tak naprade to On spowodowal, ze muzyka poszlo do
      przodu, to On jest genialnym kompozytorem. Za to Mozart jest genialnym
      Jacksonem swoim czasow, z ta roznica , ze tez jak Bacha mozna go nonstop
      sluchac!
      a gdzie Hendel lub Haydn???
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka