chyba nie za dobrze sie mieszaja... a co na to Miles Davis?:
>> Przywodca Zwiazku Radzieckiego Jurij Andropow przyslal swoja limuzyne (czy
cos w tym rodzaju) aby zabierala mnie gdziekolwiek mialbym ochote sie udac w
czasie mojego pobytu w Warszawie. Powiedziano mi ze on kocha moja muzyke i
uwaza mnie za najwiekszego muzyka wszystkich czasow. Powiedziano mi tez ze on
chcial przyjsc na moj koncert, ale byl zbyt chory.<<
Czy nigdy nie zastanawialiscie sie nad powyzszym (jednoczesnie zagadkowym i
rozkosznym

) fragmentem z autobiografii Milesa? Dotyczy jego wystepow w
Warszawie w 1983 roku.