To był świetny koncert, jeden z najlepszych, na jakich byłam – także obok
piątkowego koncertu Gabriela w Poznaniu; cudowne dwa dni, dwa przepiękne
zjawiska, które miałam okazję zaobserwować, na głowę bijące zaćmienie
słońca

)))).
Jedyna rzecz, do której się mogę przyczepić to niezbyt komunikatywna
publiczność niemiecka (byli grzeczni i ładnie się bawili, ale bez szaleństw).
Do Areny zaczęto wpuszczać około 18:30. To wielka sala i trudno mi powiedzieć
ile osób przyszło, na pewno powyżej tysiąca, może ze dwa, może nawet więcej.
Byłam prawie pod samą sceną więc trudno mi było dojrzeć koniec tłumu w
ciemnościach

))).
Dopiero o 20:30 zaczął się poprzedzający Cave’a krótki występ Chrisa Bailey –
sympatyczny rock, całkiem dobry, ale w ogóle nie znany mi wcześniej (jak i
większości osobom na sali, wnosząc z obserwacji).
Po następnej 25-minutowej przerwie, o 21:25 wreszcie pojawili się The Bed
Seeds, bez Blixy, ale z Jamesem Johnstone z Gullon Drunk w zastępstwie. Cave
na czarno w marynarce, którą nota bene zdjął dopiero przed pierwszym bisem, a
było gorąco strasznie.
Zaczęli od Wonderful Life – dobra wersja, tylko ciut niedostrojona, za dużo
basów gdzieś tam. Potem było już tylko lepiej i lepiej. Kilka perełek:
Christina The Astonishing – świetna, Watching Alice – cudowna, From Her To
Eternity – zupełnie szalona, fantastyczne Deanna, The Mercy Seat, West
Country Girl i Henry Lee w bardzo rockowych, mocnych interpretacjach. Bardzo
dobrze, bez porównania lepiej niż na płycie, wypadła Bring It On z Baileyem w
duecie – panowie bawili się przednio, a my z nimi. Wspaniałe Hallelujah,
które Cave poświęcił nieobecnemu Blixie, a zinterpretowane w poruszający
sposób, takież Red Right Hand i Do You Love Me part 1. Przy tej ostatniej
piosence Warrenowi Ellisowi pękła struna i grał cały drugi bis z dyndającym
drucikiem.
Ostatecznie z Nocturamy wykonali 5 utworów na 18, co było wystarczającą
ilością jak dla mnie, choć zdziwił mnie dosyć brak Dead Man In My Bed. Jednak
po Alice byłam już całkowicie usatysfakcjonowana i cokolwiek by się nie
pojawiło było w porządku. Gdyby jeszcze zagrali Loom Of The Land chyba bym
umarła ze szczęścia.
Nick z reguły na nogach, tańczył, chodził, dużo ekspresji, życia, każdą
piosenkę przeżywał i widać było chęć zakomunikowania publiczności tego
wszystkiego, o czym śpiewał. Czasami siadał do fortepianu (Wonderful Life,
Sad Waters, Rock Of Gibraltar), a poza tym palił papierosy – od Bring It On
praktycznie jeden za drugim, i popijał wino.
Na koniec zespół odegrał mocno skróconą wersję Babe, I'm On Fire (około 12
zwrotek) i tym wesołym akcentem koncert zakończył się około 23:30.
Cała lista:
1. Wonderful Life
2. Red Right Hand
3. West Country Girl
4. Hallelujah
5. Sad Waters
6. Deanna
7. Bring It On
8. Christina The Astonishing
9. Watching Alice
10. The Mercy Seat
11. Nobody's Baby Now
12. From Her To Eternity
13. Henry Lee
I Bis:
14. He Wants You
15. The Ship Song
16. Do You Love Me part 1
II Bis:
17. Rock Of Gibraltar
18. Babe, I'm On Fire.