ydorius
03.06.03, 11:43
Słowo z tytułu dotyczyć będzie tego, czy poniższy tekst mieści się w
kategoriach "pisania o muzyce" i powinien się pojawić na macierzystym forum,
czy też zostanie tu, gdzie po dwóch dniach zniknie w odmętach niepamięci.
Głosujcie więc, a ja piszę:
Od zarania dziejów ludzkości, gdy tylko wynaleźliśmy (jako gatunek) sztukę,
społeczności dzieliły się na dwie podgrupy (obecnie dołączyła do nich
trzecia, o czym za chwilę). Pierwszą grupę stanowią ci, którzy sztukę tworzą.
Artyści. Malujący po grotach, wybijający rytm na bębnach, wydłubujący w
piaskowcu, rysujący szkice, malujący obrazy, piszący powieści, tworzący
poematy, komponujący utwory fortepianowe, inscenizujący przedstawienia,
grający na gitarach elektrycznych, wyjący do mikrofonów. Druga grupa raczej
nie zmienia swoich środków wyrazu, tylko nieodmiennie stoi z otwartymi
paszczami i kontempluje. To odbiorcy sztuki.
Trzecią grupę wynaleźliśmy dopiero niedawno - to krytycy. Sami wpisujący się
w schemat działania kulturowego (czyli tworzący), jednocześnie opisujący już
powstałe dzieła (więc odbiorczy);. Krytyk stanowi ogniwo pośrednie między
artystą a odbiorcą. Nie będę się nim zajmował (znaczy krytykiem).
Ustaliwszy pryncypia możemy przejść dalej. Otóż - artyści robią różne rzeczy,
bo różnie próbują wyrazić to, co chcą wyrazić (stąd przekrojowa mnogość
przykładów powyżej). Odbiorca może na to reagować. Pozytywnie lub negatywnie.
Jako artysta mam prawo zafarbować sobie włosy na czerwono, strzelić tatuaż na
żołędzi, wypalić jedno oko kwasem pruskim czy doczepić sobie skrzydełka i
śpiewać zawieszony głową w dół nad kotłem pełnym lalek barbie. Mogę. Wolno
mi. Tak czuję - tak chcę.
Jako odbiorca mogę stać z rozdziawioną paszczą, mogę rozpowszechniać dzieła
ulubionego artysty, mogę go podziwiać, wielbić, wieszać sobie plakaty. Mogę
także odwracać się ze wstrętem, kiwać przecząco głową, czy - w końcu - wyjąć
danego artystę spod kategorii "sztuka" w swoim prywatnym przekonaniu.
Nie zmienia to jednak faktu, ze wszystko mieści się w granicy OSOBISTYCH
wolności. Nie zabronię - jako artysta - nikomu rzucania w mój wizerunek
lotkami. Nie zabronię - jako odbiorca - nikomu jego ekspresji.
Zmierzam zaś do tego, że może już dość znęcania się nad Kelly Osbourne,
Britnej Spirs, Bonnie Tyler, całą wierchuszką polskiej kiczowatej sceny. Oni
są i coś robią. Ja patrzę na to i widzę, że jest kiepskie. Więc nie patrzę
dłużej. Szczerze mówiąc kolejny wątek dotyczący ZNIENAWIDZONEGO artysty,
który puścił bąka, sprawia, że zastanawiam się głęboko nad poziomem
masochistycznego turpizmu, każącego szukać takich rzeczy w necie.
Dziękuję za uwagę.
m,
.y.
----------------------------------
What is home without Plumtree's Potted Meat?
Incomplete.