ilhan
12.06.03, 11:20
Czy nie wydaje Wam się czasem denerwujące, że jakiś bliski Wam zespół nagrał
jakiś wielki przebój i potem jest tylko i wyłącznie z nim kojarzony? Że jest
na swój sposób "niewolnikiem" jednego utworu?
Tak jest, kiedy np. myślę sobie o The Verve. 90% słuchaczy kojarzy ich
jedynie z "Bitter Sweet Symphony", piosenki wspaniałej itd., ale
prawdopodobnie nie najlepszego ich utworu - a przynajmniej takiego, że jest
jeszcze z 5 innych równie dobrych.
Albo ci nieszczęśni Oasis. Ileż to razy już wypowiadając tą nazwę, słyszę w
odpowiedzi "Wonderwall". Piosenka stała się już niemal "złotym przebojem" i
czekam tylko aż Radio Pogoda się za nią zabierze (już się zabrała?). Jest to
(znowu) piękny utwór, ale "nabrał" sporo ludzi, którzy sądzą że Oasis to
tylko i wyłącznie takie właśnie granie. A przecież tak nie jest...
Simple Minds... Czy naprawdę "Don't You (Forget About Me)?" to jedyna dobra
ich piosenka? Nie, oczywiście, że nie, mieli kilka lepszych... Ale kto z nie-
sympatyzujących z tym zespołem je zna?
Przychodzą mi na myśl jeszcze Guns'n'Roses. Grupa wydała znakomity
debiutancki album, na którym aż roi się od świetnych rockowych utworów.
Balladziarstwo w rodzaju "Don't Cry" przyszło dopiero później. I niestety
mnóstwo ludzi patrzy na ten zespół przez pryzmat tego kawałka (albo "November
Rain"), a nie tamtych, pierwszych i najbardziej świeżych rzeczy.
Mi osobiście takie zjawisko trochę się nie podoba. Szczerze mówiąc, chyba
wolałbym żeby takiego "Wonderwalla" nie wydano na singlu i żeby nie był
synonimem nazwy "Oasis", albo żeby nie kojarzono Verve tylko z gościem
potrącającym ludzi na ulicy. Z drugiej strony taki wielki przebój pomaga w
popularyzowaniu danego wykonawcy... Sam już nie wiem...