Niestety musiałem wrócić po I dniu
Krótko będzie:
Tear - czeski rammstein, taki na 4.2%, więc słabowity. Niewiele go widziałem,
bo cośtam.
The Royal Dead - dżizes krajst... Ale fajne pantofle miała. */*****
Catastrophe Ballet - mogliby zagrać dłużej zamiast tych wcześniej. Poprawnie,
rockowo i sympatycznie ***/*****
Miguel & the Living Dead - nnno, to już zupełnie inna bajka. Miguel świewać
wprawdzie nie umie, ale trupki grały OK, a konferansjerka rozbawiała publikę
(gacie i żubrówka

). ***/*****
Diorama - bardzo dobry i baardzo krótki występ złożony ze znanym kawałków.
Obiecali przyjechać do PL jeszcze na dłużej. ****/*****
Pride and Fall - o 20parę minut za długi występ Norwegów. Powinni się
zamienić miejscami z Dioramą i byłoby OK. Ile można słuchać monotonnego, choć
melodyjnego umta-umta?? **/*****
Suicide Commando - tego g... to się nie da słuchać dłużej niż 5 minut, chyba
że jesteś naćpany. Trochę ludzi było, bo nawet klaskali. Najnudniejszy kawał
wieczoru - zjadłem kiełbaskę z grilla, piwko wypiłem, a ci jeszcze grali
pierwszy (?) numer. Frontman rzucał fakami na tle monotonnego elektrowerbla i
tak przez godzinę. */*****
Diary of Dreams - klasa sama w sobie. Nic dodać, nic ująć. *****/*****
I Am X - koncert OK, ale robiąc z nich gwiazdę wieczoru trochę przesadzili.
Kapelusik, projektor i głosik to chyba za mało. ****/*****
Wkurzały przeciągające się po 30 minut przerwy, deszcz uniemożliwiający
siedzenie na glebie, brak zadaszeń.
Wielki plus to publika.