Witam!
Chciałem się z Wami podzielić moimi odczuciami, towarzyszącymi pierwszemu
zetknięciu z najnowszą propozycją tego szalenie zasłużonego zespołu…
Uwagę przykuwa już panoramiczna okładka tego wydawnictwa – mały chłopiec
pochyla się z zaciekawieniem nad rosnącym muchomorem, nie bacząc na
zbliżające się maszerujące stado słoni…
Siedmiu panów serwuje nam jedenaście utworów trwających w sumie ponad pięć
kwadransów… Znakomita produkcja! Selektywnie brzmiące, wspaniale
uzupełniające się gitary reprezentantów dwóch pokoleń: Warrena Haynesa i
Dereka Trucksa… Chłopcy zastosowali patent polegający na nagraniu partii
gitarowych odpowiednio w lewym i prawym kanale, dzięki czemu można łatwo
rozróżnić, która partia jest czyja… Pewnie wzięli przykład z panów Kinga i
Hannemana… *-) Charakterystyczne dla zespołu dwie perkusje (Butch Trucks &
Jaimoe) wspomagane congosami (Marca Quinonesa), tworzą smakowity rytmiczny
kociołek, porównywalny chyba jedynie z dokonaniami bębniarzy Santany… Gregg
Allman pięknie posyła klawisze i rasowo podśpiewuje… Oteil Burbridge na
basie dostosowuje się poziomem do reszty…
Krótki opis utworów:
1. „Firing Line” - znakomite wprowadzenie w płytkę: świetny drive a’la
ZZtop…
2. “High Cost Of Low Living” – uroczo płynący blues, pikanteryjnie
podrasowany plamami wydobywanymi z organów Hammonda…
3. “Desdemonia “- jazzbluesowa ballada… Perełka…
4. “Woman Across The River” – frapujące połączenie bluesa i funky…
5. “Old Before My Time” – balladka nieodparcie kojarząca mi się z
dokonaniami Boba Dylana… Tylko umiejętności instrumentalne jakby nie te
same… *-)
6. „Who To Believe” – eleganckie, claptonowskie granie w najlepszym wydaniu…
Powiedzmy – okolice Just One Night…
7. Maydell – nad utworem unosi się duch nieśmiertelnego Jimiego...
Charakterystyczna „kaczka”- a podobno nikt nie umie uzyskać podobnego
brzmienia…*-) Mój faworyt…
8. Rockin’ Horse – utwór znany z pierwszej płyty Gov’t Mule, zagrany w
siedmioosobowym składzie, co zdecydowanie dodaje mu kolorytu… Człowiek z
Teraz Rocka, który napisał, że umieszczenie tegoż na płycie Allmanów nie ma
sensu jest prawdopodobnie muzycznym dyletantem…*-)
9. Heart Of Stone – cover ballady Stonesów… Jakoś nie wyobrażam sobie tu
coveru chociażby Here Comes The Sun… Na pociechę dla Beatlefanów dodam, iż
to w mojej opinii najgorszy kawałek na płycie…*-)
10. Instrumental Illness – monumentalny, ponaddziesięciominutowy
instrumentalny popis zespołu… Na myśl przychodzą mi najlepsze (IMHO) czasy
bandu Carlosa Santany tj. wspaniałe improwizacje z okresu poprzedzającego
wydanie jego pierwszej płyty – koncerty z Fillmore 1968 (Fried Neckbones,
Conquistadore Rides Again…

11. Old Friend – piękny blues, na dwie slidegitary, głeboko zakorzeniony
gdzieś w dorzeczu Missisipi… Wspaniały hołd dla swiętej pamięci Alana
Woody’ego…
PO – E – ZJA! Blues-rockowo-jazzowa uczta (w takiej kolejności)… Chciałbym
ich kiedyś zobaczyć na żywca… Dla mnie, jak dotąd – płyta roku 2003…
P.S. Blues przetrzyma każdą muzyczną rewolucję… To dźwięki płynące z dna
serca…