Zazwyczaj nie pienię się publicznie jak artyści któych lubiłam nagrywają
rzeczy, no cóż, gorsze, ale jakoś tak wczoraj obejrzałam niechcący "Send Your
Love" Stinga i zdrętwiałam. Do Stinga mam wielki sentyment, nawet duet z
Craigiem Davidem mu wybaczyłam, bo cienkie to było ale melodyjne, miły hit na
początek lata, niech se będzie - kaprys, pomyślałam.
ale "Send Youe Love" -rety, toż tego sięsłuchać nie da. do tego teledysk
pozbawiony jakiejkolwiek indywidualności (miałam wrażenie, jakbym oglądała
pozlepiane teledyski Madonny, Celine Dion i paru innych... hmmm artystów ).
Sting wygląda jak dziadzio zdizajnowany na młodego adepta szkoły marketingu i
reklamy o niewyrafinowanym guście.
Zgroza.
Zastanawia mnie to o tyle, że Sting do tej pory wydawał się być osobą, która
idzie swoją własną, czasem nudną ścieżką, ale to co robił było rozpoznawalne
i takie "stingowe" . Raz niższych lotów, raz wyższych ,ale trzymało pewien
poziom i naprawdę przyjemnie się tego słuchało. I wiadomo było, że to Sting.
Co mogło nim powodować, że nagrał cos takiego, i do tego ten koszmarny
dizajn? No nie mówcie mi, że kasa, bo nie zgadzam się przyjąć tego do
wiadomości.

((