Witajcie wszyscy Forumowicze!
Postanowiłem napisać coś o tym wspaniałym perkusiście. Napewno zasługuje on
na oddzielny wątek, nie mogłem go wrzucić do worka, jakim jest temat
rozpoczęty przez Lumbulaka(przy okazji pzdr). Owszem zostało tam wymienionych
dużo perkusistów, lepszych lub gorszych, ale żaden nie ma tak niesamowitego
stylu jak Bill. Jego gra jest rozpoznawalna niemal natychmiast. Szczególnie
brzmienie werbla (sam nie wiem czy jest to zasługą wyłącznie techniki, czy
też Bill trochę przerabiał swoje werble

. Ten gość kombinuje, on nie potrafi
wystukiwać monotonnie jednostajnego rytmu, nie jest jednym z wielkiej rzeszy
przeciętniaków, czy też siłowców. Używa bardzo dużo talerzy, w szczególności
Ride`ów, nie tylko Crashów. Przecież bębny tylko z Crashami to morderstwo
instrumentu zwanego właśnie perkusją

. Bill potrafi improwizować, zresztą
robi to niemal cały czas, czego najlepszym dowodem są płyty koncertowe. A do
napisania paru słów o panu BB zmobilizował mnie przed chwilą wysłuchany
bootleg Genesis z 76 roku z Billem na pozycji perkusisty. Jakość boota
okropna, ale i tak słychać jak wiele do tego zespołu podczas tej trasy wnosił
Bruford. Gra Genesis wznosi się na całkowite wyżyny podczas tego koncertu.
Powinni go za wszelką cenę zatrzymać w zespole, ale wiadomo Phill nie zniósł
by tego gdyby głównym perkusistą na studyjnych płytach był BB.
Jestem przekonany, że Bill na zestawie werbel, centrala, hit-hat, ride i
crash wyczrowałby dużo ciekawsze rzeczy niż niektórzy perkusiści obstawieni
kawalkadą bębnów, przeszkadzajek itp.
Zawsze mnie rozwala jak widzę zestawy na dwie centrale, tysiące tomów, setki
talerzy, itp. a gość gra jakby sypał kartoflami po garach czyli uprawia tzw.
kartoflisko, zero polotu typowa siłownia
3m się Bill i graj jak najdłużej

Pozdrawiam wszystkich zwolenników i przeciwników Billa
Jeśli chodzi o innych perkusistów (z kręgu rocka) których lubię to C.Palmer,
P.Collins(w latach 70), N.Peart, M.Giles, J.Piotrowski(tylko z SBB,nie daj
Boże z Kombi

i innych
Jos