Dodaj do ulubionych

ARETHA FRANKLIN "So Damn Happy" recenzja

05.10.03, 14:29
Królowa soulu w kolejnej odsłonie. Aretha Franklin przekroczyła
sześćdziesiątkę, ale nadal pozostaje czynna na rynku muzycznym. Począwszy od
lat sześćdziesiątych, czaruje swym niezwykłym głosem kolejne pokolenia
słuchaczy. Przeboje takie jak „R.e.s.p.e.c.t.”, „You Make Me Feel Like A
Natural Woman”, „Angel” czy „Think” to klasyka, wielokrotnie przypominana
przez innych wykonawców. Od lat osiemdziesiątych Frankin, niestety, uległa
czarowi nowoczesnych dźwięków, który nijak nie przełożył się na jakość
nagrywanych przez nią piosenek. Owszem, i w latach osiemdziesiątych i
dziewięćdziesiątych artystka lansowała kolejne przeboje, ale nie umywały się
one do jej starszych propozycji. Głos Franklin, jedyny w swoim rodzaju,
najlepiej brzmi w naturalnej oprawie żywych instrumentów, bez klawiszowej
papki i perkusji automatycznej. Ostatnim razem, gdy Franklin wydała płytę z
premierowymi kompozycjami („A Rose Is Still A Rose” z 1998, nagraną przy
udziale m.in. Lauryn Hill), próba przypodobania się hiphopowej publiczności
okazała się klęską. Pięć lat trzeba było czekać na nowy album...

„So Damn Happy” tym razem nie jest już takie natrętnie nowoczesne. W
niektórych fragmentach jest dość staroświeckie, ale niestety raczej w stylu
lat osiemdziesiątych. Tym razem Franklin wspomagana jest m.in. przez Mary J.
Blige (która swego czasu przypomniała „You Make Me Feel...”wink. Efekt,
niestety, jest taki, jak na paru ostatnich albumach: świetny głos, zmarnowany
w kilkunastu beznadziejnych kompozycjach. Ani lansowane „The Only Thing
Missing”, ani nawet będące na bieżąco z ostatnimi trendami „Holding On” nie
są w stanie należycie wyeksponować umiejętności Franklin. To piosenki, które
mógłby zaśpiewać ktokolwiek. A Franklin na nie po prostu szkoda. Muzycznie
album to taka konfekcja, którą mógłby równie dobrze zaśpiewać sobie Michael
Bolton, Luther Vandross czy ktokolwiek inny. Utwory są nudne i już po
czwartym robi się niedobrze.

Skandalem są niektóre piosenki, w których Franklin ewidentnie nie wie, co
robić (np. napisane przez Mary J. Blige „No Matter What” – artystka mówi,
zamiast śpiewać, a refren wykonuje chórek) czy „Ain’t No Way” (wstyd, żeby
szanowana wykonawczyni wyśpiewywała takie głupoty). Bezradność wobec
kiepskich utworów jest aż za bardzo widoczna.

Wszystkie piosenki są balladami. Brak tu utworów dynamicznych, „lokomotyw”,
ciągnących album do przodu. Wśród tej spowolnionej papki wyróżnić można
jeszcze w miarę melodyjny utwór tytułowy. „You Are My Joy” (pojawiające się
dwukrotnie), „Falling Out Of Love” (nieco kiczowate, ale jednak). Ale tylko
pod warunkiem, że jest się zmuszonym do wyróżnienia czegokolwiek. Albo do
wysłuchania całej płyty. Ja przesłuchałem dwukrotnie z ciekawości, ale raczej
nie będę do niej często wracał.
Obserwuj wątek
      • Gość: Vulture osły IP: *.chomiczowka.net.pl 07.10.03, 19:53
        Gość portalu: Huney napisał(a):

        > Troche to nie na miejscu, jesli osoba propagująca wszem i wobec rocka czy
        metal
        >
        > powaznie zabiera się za komentarz kogoś ze sceny muzycznej soulu.

        1. Nie napisałem, że słucham TYLKO rockowo-metalowe rzeczy.
        2. Napiszcie sami recenzję, jak się wam nie podoba.
        3. Chyba nie chcesz porównywać Frankin do Maraji i innych stękaczy? Jeśli tak,
        to już umarłem ze śmiechu.
        • huney Sam jesteś osły 10.10.03, 19:34
          Gość portalu: Vulture napisał(a):

          > Gość portalu: Huney napisał(a):
          >
          > > Troche to nie na miejscu, jesli osoba propagująca wszem i wobec rocka czy
          > metal
          > >
          > > powaznie zabiera się za komentarz kogoś ze sceny muzycznej soulu.
          >
          > 1. Nie napisałem, że słucham TYLKO rockowo-metalowe rzeczy.

          A to wyszło same przez sie. Wiesz, ja tez nigdzie nie napisałam, że nie znam
          utworów np. Deep Purple.


          > 2. Napiszcie sami recenzję, jak się wam nie podoba.
          O Arecie?

          > 3. Chyba nie chcesz porównywać Frankin do Maraji i innych stękaczy? Jeśli
          tak,
          > to już umarłem ze śmiechu.

          Jeżeli tylko do tego ogranicza sie Twoja wyobraźnia to sama powinnam paść
          trupem.
          • Gość: Vulture -------------------------------------------------- IP: *.chomiczowka.net.pl 10.10.03, 19:41
            Wydaje mi się trochę nie na miejscu, że osoba, która sądzi, że słucham tylko
            jednego zespołu, odmawia mi prawa napisania recenzji płyty Arethy Franklin,
            artystki, której dorobek znam dość dobrze i do pewnego momentu nawet go cenię.

            A co do Meraji to był żart, ale jak zwykle zbyt wyszukany.

            Polecam NAJPIERW wysłuchanie recenzowanej płyty, a potem dopierdalanie się do
            mojej recenzji. Rzeczowe.
            • Gość: hun Re: --------------------------------------------- IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 11.10.03, 15:09
              Ale tam nigdzie nie było napisane, że Ci odmawiam. Przeważnie jest tak, że
              emocjonowanie się jednym gatunkiem muzyki upośledza w pewnym stopniu na odbiór
              innego gatunku i nie moge sie oprzeć wrażeniu, że jest tez tak w tym przypadku.
              A nawet i jeśliby by tak nie było- wszyscy wiemy, że co nie ma hologramu sprzed
              1990 roku jest w mniemaniu vultura do d...(oprócz naturalnie Petera Gabriela i
              róznych takich kapel, które się nie odważyły zmienić swojego brzmienia.)

              Faktycznie, żart powtarzający się w kilku wątkach, dla kogoś kto w kółko i na
              okrągło "jeb"ie może wydawać się zbyt wyszukany.

              Do recenzji się nie dop(...), ale podpadł mi ten hurtowy wysyp recenzji spod
              znaku vultura.
              • Gość: Vulture Re: --------------------------------------------- IP: *.chomiczowka.net.pl 11.10.03, 16:44
                Gość portalu: hun napisał(a):

                > Ale tam nigdzie nie było napisane, że Ci odmawiam. Przeważnie jest tak, że
                > emocjonowanie się jednym gatunkiem muzyki upośledza w pewnym stopniu na
                odbiór
                > innego gatunku i nie moge sie oprzeć wrażeniu, że jest tez tak w tym
                przypadku.


                Cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak z politowaniem przytakiwać. To, że
                słucham głównie rocka, nie znaczy, że nie słucham i nie znam się na niczym
                innym.
                >
                > A nawet i jeśliby by tak nie było- wszyscy wiemy, że co nie ma hologramu
                sprzed
                > 1990 roku jest w mniemaniu vultura do d...(oprócz naturalnie Petera Gabriela
                i
                > róznych takich kapel, które się nie odważyły zmienić swojego brzmienia.)

                Przepraszam, a gdzie ja coś takiego napisałem? Chyba ktoś ma tu halucynacje.


                >
                > Faktycznie, żart powtarzający się w kilku wątkach, dla kogoś kto w kółko i na
                > okrągło "jeb"ie może wydawać się zbyt wyszukany.

                W kółko i na okrągło, rzeczywiście, nie ma jak wybiórcza spostrzegawczość.
                >
                > Do recenzji się nie dop(...), ale podpadł mi ten hurtowy wysyp recenzji spod
                > znaku vultura.

                Jak ci się tak nie podoba to
                a. nie czytaj
                b. powieś się

                Tyle ode mnie. Dalszą dyskusję uważam za bezsensowną.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka