Pierwszy raz usłyszałem o Caroline Lavelle przy okazji "Home of the whale",
które było wydane na któryms singlu Massive Attack jako strona B. Później
okazało sie, że ta pani takze wspólpracowała z Loreeną McKennitt na kilku
płytach. Pomyslałem sobie, że ktokolwiek kto grał z McKennitt raczej nagra
cos ciekawego, dlatego nabyłem tę płytę.
Jednak muzyka Caroline Lavelle ma z Loreeną McKennitt niewiele wspólnego.
Producentem płyty jest William Orbit, jednak to nie jest zarzut. Na płycie
przeiwjają sie elementy muzyki celtyckiej, folk doprawione odrobiną
elektroniki. Troszkę przypomina to twórczość Emer Kenny, bardzo niedocenianej
irlandzkiej wokalistki.
Jesli chodzi o muzykę, ręka Williama Orbita jest zauważalna. Jednak panu
Orbitowi nie udało się zdominować płyty. Głos Caroline Lavelle pełni rolę
najważniejszego instrumentu. Uwielbiam głos tej pani, bardzo zmysłowy,
głęboki. Generalnie ta płyta ma chyba za zadanie uspakajać. Poza śpiewaniem
pani Lavelle takze gra na fortepianie i wiolonczeli, jak na przykład w
pięknym solo na początku "The moorlough shore". Na płycie pojawia sie
więcej "żywych" instrumentów, m.in. gitary czy kobza.
Utwory są raczej spokojne, łagodne. Jednak nie ma sie odczucia, że płyta jest
nudna. Każdy utwór stwarza inny nastrój, od delikatnego "Turning ground" po
radosne "Dream of Picasso". Poza tym świetna jesienna płyta
Jesli komuś odpowiadaja klimaty stowrzone przez Loreenę McKennitt, Emer Kenny
czy Enyę naprawdę powinien posłuchać tej płyty.