vulture
26.12.03, 22:37
Ostatnio na forum kilka razy poruszany był wątek Rainbow (a wcześniej
dawno temu był watek o ulubionej płycie tej grupy), zespołu założonego przez
Ritchiego Blackmore’a po odejściu z Deep Purple w 1975. Rainbow, które
funkcjonowało najpierw jako zespół hardrockowy, nieco zelżało w końcówce lat
osiemdziesiątych, a w 1983 r. rozwiązało się z powodu reaktywacji Deep
Purple. Dwadzieścia lat od powstania zespołu jego nazwa jeszcze raz pojawiła
się na albumie z nową muzyką, ponieważ Blackmore, który po raz drugi opuścił
Deep Purple, reaktywował grupę (o ile można to tak nazwać), a po odbyciu
trasy znów ją rozwiązał.
Działalność Rainbow możemy podzielić na etapy według wokalistów
(Ronnie James Dio, Graham Bonnet, Joe Lynn Turner i Dougie White), chociaż
nie każdego taki podział usatysfakcjonuje (mi się okres bonnetowski zlewa z
turnerowskim nieco). I tu zaczynają się debaty na temat tego, jakie Rainbow
było najlepsze.
Osobiście stwierdzam, iż najbardziej cenię okres Rainbow z Ronnie
Jamesem Dio. To, co dzieje się na płycie „On Stage” to wokalne mistrzostwo
świata. Również drugi album Rainbow „Rising” to dla mnie klasyka rocka w
pełnym wydaniu. Świetne partie instrumentów, powalający głos Dio, pół godziny
naprawdę przyzwoitego hard rocka… ale mimo wszystko uważam, że poza tymi
dwiema pozycjami Rainbow było zespołem średnim. Przyzwoitym, ale nie
zwalającym z nóg. Dodam, że lubię też albumy pozostałe, np. „Difficult To
Cure” czy „Bent Out Of Shape”, bo ich się przyjemnie słucha, ale na innej
zasadzie niż np. „On Stage”.
Pierwszy album był po prostu odskocznią Ryszarda B. od kierunku, w
jakim podążało wówczas Deep Purple. Potem Rainbow osiągnęło szczyt swoich
możliwości, a później już było różnie. Album „Long Live Rock And Roll” nie
zachwyca jako całość (ballada „Rainbow Eyes” to krótki przewodnik jak nie
należy pisać piosenek). Po wyrzuceniu prawie wszystkich muzyków Ryszard B.
zatrudnił nowy skład, który z wokalistą Grahamem Bonnetem nagrał tylko jedną
płytę, „Down To Earth”, dryfującą ku popowi. Przebojowe i, rzecz jasna,
najlepiej wchłonięte przez rynek wcielenie Rainbow to lata osiemdziesiąte,
gdy wokalistą został Joe Lynn Turner. Nagrane z nim trzy płyty nie mają
absolutnie nic wspólnego z np. „Rising”. W podobnym stylu zespół
zaprezentował się na ostatniej, jak dotąd, płycie, „Stranger In Us All” z
1995 roku.
W związku z tym, że temat Rainbow wypływa przy różnych okazjach (nic
dziwnego, skoro muzycy grali w 100000000 zespołów), postanowiłem założyć
osobny wątek i zapytać osoby, które słuchają Rainbow (onanistom internetowym
i kretynom za wpisy z góry dziękuję) o następujące rzeczy:
1. Który ze składów/etapów w działalności Rainbow jest Wam najbliższy?
2. Czy polecilibyście mi inne dokonania mniej znanych muzyków, którzy
przewinęli się przez grupę (znam, oczywiście, nagrania Dio, Turnera, Powella,
ale może coś tam przeoczyłem albo o czymś nie wiem)?
3. Czy sądzicie, że nie lepiej by było, gdyby Ryszard B. przestał
zajmować się produkowaniem płyt z małżonką (albo przynajmniej ograniczył ten
proceder) i zajął się graniem porządnej muzyki, eeeee, tzn. np. reaktywacją
Rainbow w przyzwoitym składzie? Ja uważam, że fajnie by było…
Pozdrawiam wszystkich, którzy jeszcze pamiętają o tym zespole i jego muzykach.