Dodaj do ulubionych

R A I N B O W

26.12.03, 22:37
Ostatnio na forum kilka razy poruszany był wątek Rainbow (a wcześniej
dawno temu był watek o ulubionej płycie tej grupy), zespołu założonego przez
Ritchiego Blackmore’a po odejściu z Deep Purple w 1975. Rainbow, które
funkcjonowało najpierw jako zespół hardrockowy, nieco zelżało w końcówce lat
osiemdziesiątych, a w 1983 r. rozwiązało się z powodu reaktywacji Deep
Purple. Dwadzieścia lat od powstania zespołu jego nazwa jeszcze raz pojawiła
się na albumie z nową muzyką, ponieważ Blackmore, który po raz drugi opuścił
Deep Purple, reaktywował grupę (o ile można to tak nazwać), a po odbyciu
trasy znów ją rozwiązał.

Działalność Rainbow możemy podzielić na etapy według wokalistów
(Ronnie James Dio, Graham Bonnet, Joe Lynn Turner i Dougie White), chociaż
nie każdego taki podział usatysfakcjonuje (mi się okres bonnetowski zlewa z
turnerowskim nieco). I tu zaczynają się debaty na temat tego, jakie Rainbow
było najlepsze.

Osobiście stwierdzam, iż najbardziej cenię okres Rainbow z Ronnie
Jamesem Dio. To, co dzieje się na płycie „On Stage” to wokalne mistrzostwo
świata. Również drugi album Rainbow „Rising” to dla mnie klasyka rocka w
pełnym wydaniu. Świetne partie instrumentów, powalający głos Dio, pół godziny
naprawdę przyzwoitego hard rocka… ale mimo wszystko uważam, że poza tymi
dwiema pozycjami Rainbow było zespołem średnim. Przyzwoitym, ale nie
zwalającym z nóg. Dodam, że lubię też albumy pozostałe, np. „Difficult To
Cure” czy „Bent Out Of Shape”, bo ich się przyjemnie słucha, ale na innej
zasadzie niż np. „On Stage”.

Pierwszy album był po prostu odskocznią Ryszarda B. od kierunku, w
jakim podążało wówczas Deep Purple. Potem Rainbow osiągnęło szczyt swoich
możliwości, a później już było różnie. Album „Long Live Rock And Roll” nie
zachwyca jako całość (ballada „Rainbow Eyes” to krótki przewodnik jak nie
należy pisać piosenek). Po wyrzuceniu prawie wszystkich muzyków Ryszard B.
zatrudnił nowy skład, który z wokalistą Grahamem Bonnetem nagrał tylko jedną
płytę, „Down To Earth”, dryfującą ku popowi. Przebojowe i, rzecz jasna,
najlepiej wchłonięte przez rynek wcielenie Rainbow to lata osiemdziesiąte,
gdy wokalistą został Joe Lynn Turner. Nagrane z nim trzy płyty nie mają
absolutnie nic wspólnego z np. „Rising”. W podobnym stylu zespół
zaprezentował się na ostatniej, jak dotąd, płycie, „Stranger In Us All” z
1995 roku.

W związku z tym, że temat Rainbow wypływa przy różnych okazjach (nic
dziwnego, skoro muzycy grali w 100000000 zespołów), postanowiłem założyć
osobny wątek i zapytać osoby, które słuchają Rainbow (onanistom internetowym
i kretynom za wpisy z góry dziękuję) o następujące rzeczy:

1. Który ze składów/etapów w działalności Rainbow jest Wam najbliższy?
2. Czy polecilibyście mi inne dokonania mniej znanych muzyków, którzy
przewinęli się przez grupę (znam, oczywiście, nagrania Dio, Turnera, Powella,
ale może coś tam przeoczyłem albo o czymś nie wiem)?
3. Czy sądzicie, że nie lepiej by było, gdyby Ryszard B. przestał
zajmować się produkowaniem płyt z małżonką (albo przynajmniej ograniczył ten
proceder) i zajął się graniem porządnej muzyki, eeeee, tzn. np. reaktywacją
Rainbow w przyzwoitym składzie? Ja uważam, że fajnie by było…

Pozdrawiam wszystkich, którzy jeszcze pamiętają o tym zespole i jego muzykach.
Obserwuj wątek
    • joseph80 Re: Dwója ze znajomości Rainbow... 26.12.03, 23:56
      ...przynajmniej dla mnie. Muszę się przyznać, bez bicia, że nie znam dokonań
      Rainbow. Słyszałem jedynie kilka kawałków w radio. I znam kilka faktów, jesli
      się nie mylę to pogrywał w tym zespole też Airey, obecny klawisz-mistrz w Deep
      Purple. Którego, tak na marginesie, po koncercie bardzo polubiłemsmile Jego
      kilkuminotowe popisy zrobiły na mnie duże wrażenie. Wstęp do Lazy całkiem mnie
      rozwalił.
      Ostatnio nawet w MM zastanawiałem się nad zakupem jakiejś płyty koncertowej
      Rainbow, ale nie wiedziałem, która jest najlepsza i ostatecznie zakupiłem 2
      nowe Remastery Uriah. Ale co się odwlecze...wink

      pzdr
      • vulture Yyyy...no to czas najwyższy nadrobić zaległości! 27.12.03, 00:07
        No tak, poważna sprawa wink Jeśli chodzi o płyty koncertowe Rainbow, nie ma ich
        zbyt wiele, ale naprawdę radzę zacząć od pierwszej chronologicznie, czyli "On
        Stage". Zaledwie jedna płyta, ale wspaniała, po prostu super. Jest dla Rainbow
        prawie tym, czym "Made In Japan" dla Deep Purple czy "Live" dla Uriah Heep.
        Prawie, bo nie zawiera wszystkich wielkich przebojów, ale chodzi tu o
        powalające wręcz wykonanie. Panowie mieli naprawdę dobry dzień i na szczęście
        ktoś to nagrywał...

        ...a pozostałe nagrania live Rainbow to niekoniecznie od razu, najlepiej już po
        poznaniu wszystkich wersji studyjnych. Na wstępie z tychże polecam
        album "Rising", a dla mało wymagających dwupłytowy składak, zatytułowany z
        wyobraźnią "The Best Of Rainbow".

        Tak, Don Airey grał w Rainbow, jako jeden z 35248538573457835 muzyków, którzy
        przewinęli się przez ten zespół.
        • joseph80 Re: skoro jesteśmy przy DP;) 27.12.03, 00:36
          vulture napisał:

          > Jest dla Rainbow
          > prawie tym, czym "Made In Japan" dla Deep Purple


          "Made in Japan" wybitny koncert, który we mnie rozbudził niechęć do płyt
          studyjnych DPsmile To prawda, ilekroć włączam jakieś studyjne płyty Dp z
          okresu 'In Rock' do 'Machine head', czyli właściwie obejmujące ten koncert, to
          mnie od nich odrzuca. Wersje studyjne brzmią jakoś ubogo, brak tej zabawy,
          radości grania, jaka jest wyczuwalna na koncercie. Jeszcze jedna sprawa. Do
          dziś nie mogę sobie darować, że nie kupiłem w promocji 'Live at the Olympia' w
          MMie. Ta płyta kosztowała wtedy 44zl. A dziś koło 90, no normalnie krew mnie
          zalewa. Tym bardziej, że podobno koncert niezły.

          pzdr
          • vulture no tak, tego tematu się nie dało uniknąć 27.12.03, 07:51
            No tak, "Live At The Olympia" to bardzo fajna płyta i niezły repertuar (duża
            ilość nowych piosenek, co było rzadkością).

            Co do koncertów japońskich, to polecam trzypłytowy zestaw "Live In Japan", na
            którym nagrano prawie w całości trzy koncerty z Tokio i Osaki, z których
            później wybierano materiał na "Made In Japan". Bardzo atrakcyjne wydawnictwo +
            książeczka z rónymi ciekawostkami.
    • Gość: Lukas Re: R A I N B O W IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.03, 13:21
      Taki mily watek,a juz zostal stracony w otchlan zapomnienia....moze to stanowic
      odpowiedz na pytanie "Czy Rainbow jest w dziejszych czasach potrzebnym
      zespolem"?

      Osobiscie ,tak jak wiekszosc zapewne,najbardziej lubie poczatki Rainbow.Nie
      dosc ,ze nagrywali swietne utwory,to potem na koncertach umiejetnie je
      rozbudowywali.Pisze w liczbie mnogiej,ale wiadomo przeciez kto rzadzil -
      Ritchie Blackomore.W Rainbow odzsykal sily tworcze i wykonawcze,podczas gdy
      Purple pograzali sie w funkowo-soulowych sosach Glenna Hughesa i Davida
      Coverdale'a.Rainbow tamtego okresu to,dla mnie,kontynuacja Deep
      Purple,aczkolwiek nieco unowoczesniona.Blackmore na pierwszym planie,teksty o
      smokach i krolach,szybsze tempo utworow - czyli zapowiedz wszelakich "metali".
      Lubie tez bardzo plyte z Bonnetem, "Down to earth" - komercjalizacja
      brzmienia,ale naprawde fajne piosenki (juz nie utwory) - All night long,Since
      you been gone ,Lost in hollywood.Nie meczace ,jak niektore kawalki z
      pozniejszych plyt.
      No i ostatnia odslona Rainbow.Tez ,mimo wszysko,warta poznania (ale czy
      Poznania....?).Kontynuacja stylu z lat 80,ale w ciekawszej wersji (wokal
      ciekawszy szczegolnie) i z lepszymi kompozycjami.No i koncerty zdazaly sie
      nieziemskie (bootleg "Extra Long" na przyklad).Zespol mial nawet wystapic w
      naszym pieknym kraju ,ale cos ,jak zwykle,sie spieprzylo i Rainbow
      prawdopodobnie juz nigdy na polskiej ziemii nie uswiadczymy (chociaz,gdyby
      koncert/koncerty doszly wtedy do skutku,to do konca zycia plulbym sobie w
      brode,bo bylem wtedy jeszcze nieswiadom istnienia tak pieknej muzyki).

      Jesli chodzi o solowe twory muzkow Rainbow,to mam "K2" Aireya ,ale jeszcze
      nie przesluchalem.A Blackomore powinien przestac sie wyglupiac z tym
      renesansem,bo i tak na koncerty wabi poublicznosc tylko tym,ze "jak ma dobry
      humor" ,to gra pare klasykow DP/Rainbow.
      • ihopeyouwilllikeme Re: R A I N B O W 28.12.03, 13:32
        Gość portalu: Lukas napisał(a):

        > A Blackomore powinien przestac sie wyglupiac z tym
        > renesansem,bo i tak na koncerty wabi poublicznosc tylko tym,ze "jak ma dobry
        > humor" ,to gra pare klasykow DP/Rainbow.

        A ja lubię ten jego renesans, i wcale nie chiałbym iść na koncert Blackmore's
        Night tylko po to, żeby usłyszeć parę klasyków DP/Rainbow...
        • Gość: Lukas Re: R A I N B O W IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.03, 13:56
          > A ja lubię ten jego renesans, i wcale nie chiałbym iść na koncert Blackmore's
          > Night tylko po to, żeby usłyszeć parę klasyków DP/Rainbow...

          No masz racje,sa jeszcze solowki Blackomre'a w utworach BN - tez warto
          posluchac.
          • ihopeyouwilllikeme Re: R A I N B O W 28.12.03, 14:00
            Gość portalu: Lukas napisał(a):

            > No masz racje,sa jeszcze solowki Blackomre'a w utworach BN - tez warto
            > posluchac.

            Nie o to chodziło, choc rzeczywiście fajne.
            • Gość: Lukas Re: R A I N B O W IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.03, 14:04
              Wiem,wiem,lubisz ten renesansik.Sam w sobie on mi nie przeszkadza,ale jesli mam
              do wyboru Rainbow albo BN ,to bez wahania wybieram to pierwsze.A
              niestety,istnienie Blackomore's Night wyklucza istnienie Rainbow.
              • ihopeyouwilllikeme Re: R A I N B O W 28.12.03, 14:15
                OK, chodziło mi tylko o to żebyś nie pisał, że ludzie chodzą na koncerty BN
                tylko po to, żeby usłyszeć fragmenty klasyków DP/Rainbow. Nie lepiej iść w tym
                celu na koncert DP ?
                • vulture Re: R A I N B O W 28.12.03, 15:25
                  Mi pseudorenesansowa kaszana Blackmore'a nie przeszkadza, ale zawsze mam
                  świadomość, że zamiast pitolić z Candice Night, Ryszard mógłby reaktywować
                  Rainbow i zagrać rockowo. Ponoć były przymiarki do reaktywacji Rainbow z Dio i
                  Powellem, ale śmierć tego ostatniego zniweczyła te plany.
                  • joseph80 On Stage 29.12.03, 13:08
                    Przesłuchałem tę płytę tylko raz (i to w formacie MP3, za którym nie
                    przepadam), ale już mogę stwierdzić, że kupię to na oryginale. Ta płyta jest z
                    pewnością tego warta. Gdyby ktoś mi puścił pierwszy kawałek i powiedzał, że to
                    DP to pewnie bym uwierzyłwink. Rysiek gra śiwetnie, fajne bluesowe zagrywki
                    (chyba w uworze nr 2, i wymiany na linii gitara klawisze). Dio- klasa.

                    pzdr
                    • vulture On Stage rulez 29.12.03, 22:07
                      Ta płyta jest genialna. Po raz pierwszy usłyszałem ją w liceum i umarłem z
                      wrażenia (w sensie pozytywnym, o ile można umrzeć w sensie pozytywnym). Potem
                      usłyszałem te utwory w wersji studyjnej ale jakoś mi opornie wchodziły. Te
                      nagrania to majstersztyk, nie dość, że są przyzwoicie zrealizowane, to jeszcze
                      Ryszard miał dobry dzień. Wersję "Mistreated" z "On Stage" wolę od oryginalnej.
                      • joseph80 On Stage rulez?!? 29.12.03, 23:01
                        Włąsnie przeglądałem Allmusic.com. I muszę stwierdzić, że w ogóle się nie znamy
                        na muzycewink Bo 'On Stage' dostało 2 gwiazdki. Rozumiem, że większość recenzji z
                        AMG można wyrzucić od razu do kosza, ale bez przesady. Czym oni właściwie się
                        kierują w tych ocenach. Podnobnie 'Ceremony' Spooky Tooth, aż 2 gwiazdki. Widać
                        jestem jakimś wywrotowcem, który lubi tylko badziewiewink
                        Allmusic=duża kupa bzdur

                        pzdr
                        • vulture On Stage rulez, AMG sucks :-) 29.12.03, 23:04
                          Ja już coś na temat All Music napisałem; dla nich Gillan w 1993 odszedł z Deep
                          Purple.

                          AMG nie jest jakąś wyrocznią - tam też piszą ludzie, którym się coś bardziej
                          podoba a coś mniej, dlatego olewam ilość przyznawanych tam gwiazdek.
                          • vulture AMG shit 29.12.03, 23:22
                            1. Wg AMG Blackmore opuścił Deep Purple w 1994 roku (w biografii Rainbow).
                            2. W notce o Rainbow jest informacja że była płyta "Stranger In Us All", ale w
                            dyskografii już nie jest wymieniona.
                            3. O dwugwiazdkowym "On Stage" sami napisali: the band embarked upon a
                            successful world tour, culminating in a sold out European jaunt which spawned a
                            best-selling live album entitled On Stage, released in 1977. Czyli jak best
                            selling live album to kiepski.
                            4. Wg AMG płyta "Stranger In Us All" wyszła w 1994 roku (biografia Rainbow)
                            bądź w 1998 roku (biografia Deep Purple).

                            W notce o Deep Purple już poprawili info o odejściu Gillana big_grin
                      • Gość: Lukas A "Live in Europe"? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.03, 11:58
                        Moje pierwsze przesluchanie "On stage" to tez "smierc z wraznia".Nic wtedy
                        jeszcze nie wiedzialem o Rainbow ,ale bylem juz troche obeznany z tworczoscia
                        Deep Purple i gdy zobaczylem na okladce tytul "Mistreated",wiedzialem ,ze musze
                        te plyte miec.
                        Jakis czas pozniej ktos mi te plyte najzwyczajniej w swiecie ukradl (i nadal
                        sie do tego nie przyznaje),w zwiazku z czym chcialem koneicznie nabyc nowa
                        kopie.Ale skusilem sie na "Live in Europe".
                        AMG wszystko ladnie opisuje ,wiec bez szczegolow smile.Na pewno warto ten zestaw
                        miec dla "Stargazera",a szczegolnie dla "kosmicznego" sola Blackmore'a - nigdy
                        wczesniej ani pozniej TAK nie gral.Natomiast nieco gorsza niz na "On Stage"
                        jest wersja Mistreated - nie tak emocjonalny wokal Dio i troche mniej ciekawe
                        imrowizacje Blackmore'a (choc moze sie czepiam,ale te z "On stage" znalem
                        niemal na pamiec i byly dla mnie wyjatkowo piekne).Aha ,jest jeszcze "Do you
                        close your eyes",ale sluzy glownie jako podklad do gitarowej
                        rozpierduchy.Reszta utworow w swietnych wersjach,a brzmienie chyba lepsze
                        niz "On stage".W kazdym razie warto miec oba wydawnictwa na polce (+ kilka
                        bootlegow).
                        • vulture pytanko 30.12.03, 12:08
                          Czy masz na myśli "Live In Germany 1976", wydaną przez Connoisseur Collection w
                          1990 roku, czy jeszcze inną płytę live Rainbow?

                          Jeśli o "Live In Germany" chodzi, ma na pewno kilka zalet: jest długa (w
                          przypadku tego zespołu w tym składzie to zaleta) i zawiera dużo utworów. Jest
                          na niej chociażby wspomniany "Stargazer", świetnie, zresztą zagrany (choć wolę
                          wersję studyjną w tym przypadku). Generalnie, ponad półtorej godziny świetnego
                          grania.

                          Niestety, podczas koncertów w Niemczech niezbyt dobrze śpiewało się Ronniemu
                          Dio, samo brzmienie płyty jest też drewniane. W porównaniu z soczystym
                          kawałkiem muzyki na "On Stage", "Live In Germany 1976" wypada bardzo blado. Ale
                          i tak czasem do tego zestawu wracam.
                          • Gość: Lukas odpowiedz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.03, 12:13
                            >Czy masz na myśli "Live In Germany 1976",

                            Tak,to ta sama plyta (wydana jako "Live in Germany" i "Live in Europe".)Coz,mi
                            sie brzmienie bardziej podoba- moze oba wydania roznia sie nie tylko nazwa??-
                            ,tylko Dio gorzej spiewa."Stargazer" jest w wersji studyjnej
                            bardziej "zwiezly" i dopieszczony brzmieniowo,ale tutaj jest TO solo....
                          • vulture Zajrzałem właśnie na nieocenione AMG ;-) 30.12.03, 12:15

                            Sprawdziłem i mam wrażenie, że to ten sam album, tylko przepakowany w inną
                            okładkę. Dla ułatwienia - "Live In Germany 1976" zawiera nagrania z
                            następujących miejsc i dni:

                            Kolonia, 25 września
                            Dusseldorf, 27 września
                            Mannheim, 28 września
                            Monachium, 29 września
                            • joseph80 Rainbow lepsze od DP?!? 08.01.04, 23:36
                              Takie nachodzą mnie myśli gdy słucham płyty On Stage (choć znam na razie tylko
                              tę płytę z całej dyskografii). Rzeczywiście wstyd nie znać tego zespołu i tego
                              albumu. Koncert I KLASAsmile. Panowie dają czadu. Słucha się tego wyśmienicie.
                              Rewelacyjny początek, Kill The King w roli utworu otwierającego, to strzał w
                              10. Moim ulubionymi kawałkami z tej płyty są chyba 'Catch The Rainbow' i 'Still
                              I`m Sad'. W tym drugim, świetne wstawki na organach Hammonda. Dio - rewelacja,
                              jak on wcześniej mógł być dla mnie obojętnym wokalistą, tego nie wiemsmile.
                              Hmmm... Płyta tylko zachęca do odkrywania nowych kolorów (czyli płytwink Tęczy.

                              pzdr
                              • vulture No tego bym nie powiedział 08.01.04, 23:42
                                "Rising" (też Ci polecam) i "On Stage" to zdecydowanie najmocniejsze punkty w
                                repertuarze Rainbow. Bardzo mocne w skali ogólnej, ALE... no właśnie, ale
                                Rainbow było zespołem odtwórczym, który powstał niejako zamiast Deep Purple,
                                które w czasach duetu Coverdale/Hughes odpływało w kierunku funky/r&b. Rainbow,
                                niestety, nie stworzyło niczego nowego ponad to, co już zrobili DP. A potem
                                Ryszardowi zabrakło na wódkę i nagrywał zwykłe popowe piosenki. Więc Rainbow
                                raczej nie lepsze od DP ale częściowo bardzo chlubna kontynuacja no i wiele
                                ładnych melodii.

                                No i klawisze w Rainbow nigdy nie miały dużego znaczenia... ciekawe czemu.
                                • joseph80 Re: No tego bym nie powiedział 08.01.04, 23:48
                                  vulture napisał:


                                  > No i klawisze w Rainbow nigdy nie miały dużego znaczenia... ciekawe czemu.

                                  He, He.. no właśniesmile

                                  A to, że Rainbow jest lepsze od DP. To tylko przemyślenia chwili podczas
                                  słuchania 'On Stage', zresztą poparte znakami '?!?' wink
                                  Odnośnie klawiszy. Rzeczywiście nie ma zbyt dużo partii klawiszy na tym
                                  koncercie. Ale tło tworzą bardzo ładne.
                                  pzdr


                                  • vulture Rychu vs klawisze 09.01.04, 05:33
                                    joseph80 napisał:

                                    > A to, że Rainbow jest lepsze od DP. To tylko przemyślenia chwili podczas
                                    > słuchania 'On Stage', zresztą poparte znakami '?!?' wink
                                    > Odnośnie klawiszy. Rzeczywiście nie ma zbyt dużo partii klawiszy na tym
                                    > koncercie. Ale tło tworzą bardzo ładne.

                                    No właśnie, tło i tylko tło. Z rzadka Blackmore miał kaprys rozpoczynania
                                    utworów jakimś bardziej intrygującym, klawiszowym wstępem (np. "Tarot Woman"
                                    czy "Can't Let You Go"), a zresztą Rainbow, nie oszukujmy się, nie było efektem
                                    pracy zespołowej, tylko kaprysem jednego człowieka, więc poza Rychem chyba nikt
                                    tam nie miał nic do powiedzenia. Klawiszowcy jednak byli świetni: Tony Carey
                                    (od lat mieszka i tworzy w Niemczech, miał kilkanaście lat temu duży
                                    przebój "Room With A View", całkiem ładna i nieklawiszowa piosenka), David
                                    Rosenthal (jest cenionym muzykiem sesyjnym, ostatnio grał też w zespole Billy
                                    Joela) czy Don Airey (w jakiejś weselnej kapeli teraz gra i śpiewają piosenki o
                                    owocach południowych). Jednak praca klawiszy w Rainbow to głównie tło dla
                                    gitary, niestety.
                                    • Gość: Lukas Re: Rychu vs klawisze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.04, 17:04
                                      Troche przesadzacie,panowie.Owszem ,Rychu rzadzil sie strasznie w Rainbow (bo
                                      to jego band w koncu) i na koncertach,w latach 70. szczegolnie ,wydluzal utwory
                                      niesamowicie ,ale klawiszy bylo tam calkiem sporo.Daj Boze zeby w kazdej kapeli
                                      bylo ich tyle (i na tym poziomie) - wystarczy posluchac Whitesnake,gdzie Lord
                                      nie mial zbyt wiele do roboty, i porownac z Rainbow (okres "Live in the heart
                                      of the city").Oczywiscie caly czas mowie o koncertach ,bo na plytach studyjnych
                                      wiadomo,ze trzeba to bylo jakos wygladzic wszystko (czasy sie zmienily po
                                      prostu - przelom lat 70/80 to juz inne standardy brzmienia i produkcji niz "In
                                      Rock",gdzie Lord przesterowywal Hammondy na maxa).W Rainbow nawet jesli
                                      klawisze byly w tle ,to bylo to tlo bardzo slyszalne.W kazdym razie bylo lepiej
                                      niz w dzisiatkach podobnych zespolow,bo i sola jakies sie zdarzaly - nawet w
                                      latach 80.,czasach "guitar heroes".
                                      • vulture RAINBOW vs WHITESNAKE 09.01.04, 22:19
                                        Whitesnake to denny zespół, nie porównuj go do Rainbow. Rychu aż tak
                                        wieśniackich zapędów jak Coverdale nie miał. Jest może bardziej psychopatyczny,
                                        ale prowadził zespół przyzwoicie, chociaż najlepiej było na początku. Natomiast
                                        Whitesnake to jednocześnie kopalnia hitów i jedna wielka wiocha. Solowy
                                        Coverdale też, zresztą.
                                        • Gość: Lukas Re: RAINBOW vs WHITESNAKE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.04, 10:49
                                          Przez jakis czas (pod koniec lat 70.) Whitesnake byl calkiem dobrym
                                          zespolem,zwiesniaczyl sie pozniej.
                                          • vulture Re: RAINBOW vs WHITESNAKE 10.01.04, 10:53
                                            Gość portalu: Lukas napisał(a):

                                            > Przez jakis czas (pod koniec lat 70.) Whitesnake byl calkiem dobrym
                                            > zespolem,zwiesniaczyl sie pozniej.

                                            Ale był zawsze mniej wyszukany niż Rainbow, no i taki... rolniczy, no smile Ale,
                                            oczywiście, płyt typu "Ready An' Willing" da się słuchać, acz szkoda Lorda do
                                            tego zespołu. Jak oglądam kasetę video z zapisem występu Whitesnake na Monsters
                                            Of Rock, tuż przed reaktywacją Deep Purple, mam wrażenie, że w części utworów
                                            Lord sobie po prostu stoi i nie gra, bo go nie słychać.
                                            • Gość: Lukas Re: RAINBOW vs WHITESNAKE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.04, 22:57
                                              W ogole nie bylo moim celem porownywanie Rainbow do Whitesnake,chcialem zwrocic
                                              tylko uwage ze jednak w Rainbow klawisze byly obecne w ilosci wiekszej niz w
                                              innych zespolach hard-rockowych (choc tu mozna sie spierac czy takowym
                                              Whitesnake byl) w tamtym czasie.A Lord to gral tam tylko dla $$$ i bylo mu
                                              pewnie wygodnie wink
                                              • vulture Re: RAINBOW vs WHITESNAKE 10.01.04, 23:07
                                                Sądzę, że Coverdale'owi było wygodnie, że ma znane nazwiska w zespole, w którym
                                                jest główną gwiazdą. A Paice w Whitesnake też tylko nabijał rytm... zresztą w
                                                obu zespołach był Cozy Powell świętej pamięci, można sobie porównać jego grę tu
                                                i tam.
                                                • Gość: Lukas Re: RAINBOW vs WHITESNAKE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.04, 00:21
                                                  Wlasnie przed chwilka sciagnalem video "Here I Go Again" z Donnington '83 i
                                                  rzeczywiscie Powell i Lord sie niezle obijaja,tzn widac (i slychac) ,ze to show
                                                  jednego faceta...to ciekawe i smutne w sumie ; w tamtym czasie (a wlasciwie
                                                  nawet troche wczesniej) skonczyla sie era instrumentalistow w takich
                                                  zespolach,a zaczela dominacja wszelkiej masci wokalistow.Pewien piekny okres w
                                                  historii rocka sie skonczyl - thank you ,punk rock!
                                                  • vulture Whitesnake - Donnington 11.01.04, 00:36
                                                    Ja mam całą kasetę video z tym koncertem (kupioną jeszcze za pirackich czasów);
                                                    Lord z Powellem nie mają nic do roboty w zasadzie non stop. Podniecają się za
                                                    to swoją grą i to w najbardziej wieśniacki sposób, gitarzyści Moody i Marsden
                                                    (chyba to oni tam są). Żenujące to nieco; nawet w "Mistreated" brakuje tych
                                                    pasaży klawiszowych w środku utworu, które tak pięknie słychać na "Made In
                                                    Europe" chociażby... ech...
    • Gość: Orald Re: R A I N B O W IP: *.zory.msk.pl 10.01.04, 11:13
      Zdecydowanie z R. J. Dio!
      I tak wolę jego dwie płyty z Black Sabbath...
      • vulture eee... 10.01.04, 11:27
        Gość portalu: Orald napisał(a):

        > Zdecydowanie z R. J. Dio!
        > I tak wolę jego dwie płyty z Black Sabbath...


        Od jego płyt z Rainbow czy od płyt Sabbath z Osbournem?
        • Gość: Orald Re: eee... IP: *.zory.msk.pl 10.01.04, 11:55
          Black Sabbath z Osbournem to inna,cudowna historia. Jestem bezkrytyczny wobec
          TEGO Black Sabbath - po prostu uwielbiam.
          Myślę oczywiście o dwóch pierwszych płytach BS z R. J. Dio: Heaven and Hell i
          Mob Rules. Podobają mi się bardziej od jego dokonań w Rainbow (chociaż jest tam
          b.dobry).
          • vulture Dio rulez of course 10.01.04, 12:06
            Ja lubię Dio i tu, i tu, z tym że Rainbow to raczej kontynuacja Deep Purple, a
            Black Sabbath to muzyka nieco bardziej, nazwijmy to, zdecydowana. Z solowych
            płyt Dio też można powybierać sporo fajnych numerów, chociażby z "Holy
            Diver", "Sacred Heart" czy "The Last In Line"... Dio rulez jak najbardziej.
    • Gość: bvcb Re: METALLICA- obejrzyj teledysk "Unnamed Feeling IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 25.01.04, 23:59
      לפחות מחצית ההון או מחצית כוח ההצבעה בו; "תושב" - כהגדרתו כהגדרתו בסעיף 1 לחוק
      מרשם
      vulture
      • jurek7 Re: METALLICA- obejrzyj teledysk "Unnamed Feeling 14.02.04, 22:52
        Parę dni temu ściągnąłem sobie "On Stage". Że też wczesniej tego nie znałem.
        Rewelacja. Od kilku utworów w ogóle nie mogę się uwolnić. Szczególnie "Catch
        the Rainbow".
        • vulture brawa dla tego pana 14.02.04, 23:10
          jurek7 napisał:

          > Parę dni temu ściągnąłem sobie "On Stage". Że też wczesniej tego nie znałem.
          > Rewelacja. Od kilku utworów w ogóle nie mogę się uwolnić. Szczególnie "Catch
          > the Rainbow".

          Gratuluję decyzji. Mnie ta płyta powala, a zwłaszcza głos Dio. To, co zrobił
          z "Mistreated" Deep Purple, to mistrzostwo świata. Czytałem niepochlebne
          wypowiedzi dotyczące "Still I'm Sad", ale mi się ta wersja podoba, a zresztą...
          klasyka jest i już!

          pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka