Gość: cc IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 27.12.03, 22:41 Może to już było, ale czasami lubię sobie rzucić w uszy czymś takim. Skutki są różne, przeważnie kwadratowe, a rzadko podłużne. Zapraszam o opiniotwórczości )) Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: cc Love Like Blood - Chronology of a Love Affair IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 27.12.03, 22:42 No. 1 - Recenzja zakurzonej płyty. Po kilku przesłuchaniach, kolejność dowolna. She’s in Parties Próba naśladowania głosu Petera Murphy’ego nieudana i niepotrzebna – wokal czasami typowo dla LLB rozmemłany, jak mawia Steffen Moeller. Sam utwór stracił swój klimat. */5 Decades Dość oryginalne opracowanie muzyczne (choć niepotrzebny wstęp a la Floodland) i strawna interpretacja Eysela, ale te popowe chórki przesądziły o tylko 3 gwiazdkach. ***/5 Wasteland Ostrzejsze gitary w miejsce charakterystycznych riffów Husseya są do przyjęcia, choć rytm trochę zbyt dyskotekowy. Wersja bliska oryginałowi, wokalnie poprawna. ***/5 A Strange Day Coś z klimatu the Cure tu wyraźnie pobrzmiewa. Ciekawa aranżacja, dobrze że nie przysłonięta zbyt gęstymi gitarami. ****/5 Rain Mniej dynamiczny i porywający od oryginału. Mogłoby się też obejść bez chórków. Wokal Eysela nie jest w stanie osiągnąć poziomu Atsbury’ego. **/5 April Skies Dobry wybór – tu wokalista czuje się lepiej. Gitary brzmią jak trzeba. Można za to zastanowić się po co nagrywać kopię takiego utworu jeśli nie wnosi ona nic nowego. ***/5 Love Like Blood Ten kawałek musieli zagrać w swoim stylu. I niestety zaśpiewać. Chórki tym razem pasują, a cofnięcie partii wokalnych za gitarowe jest tyleż zrozumiałe co i daje dobry efekt. ***/5 Copycat Współczesny klasyk rodaków zagrany i zaśpiewany całkiem nieźle. Trudno się jednak powstrzymać od ironicznego spostrzeżenia, że w końcu Tilo Wolff też śpiewa, bo każdy może. W sumie oryginał trochę bardziej dynamiczny, lecz nie musi się czerwienić ze wstydu. ***/5 Whatever That Hurts Niepotrzebne. Chociaż zagrane i zaśpiewane podobnie. **/5 Love Under Will Muzycznie można się pomylić kto to gra. Wokalnie tym razem bardzo dobrze. Interpretacja bez inwencji, ale może tym razem to i dobrze. ****/5 Injustice Świeższe, ale czy lepsze wykonanie? **/5 Lucretia My Reflection Na koniec utwór, którego bałem się słuchać. I niespodzianka – obok A Strange Day najlepszy cover na tej płycie. Żadnej ślepej kopii, żadnego rozmemłania i dobrze, że bez basu. Chórki pasują. *****/5 Pozostałych nie znam tak dobrze, żeby się wypowiadać, ale nie zachwyciły mnie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: cc samokrytyka IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 28.12.03, 13:15 przeczytałem dzisiaj i co ja widzę? bez basu na Lukrecji?? Sam nie wiem co autor miał na myśli )) Odpowiedz Link Zgłoś