melsted
17.07.05, 08:50
Idę sobie rano wykąpać się w jeziorze..., plaża o długości maksymalnie 70
metrów, jezioro piękne, w pięknej okolicy, daleko od szosy... kwitną grążele...
A tam, po niedzielnym plażowaniu ełczan (o czym świadczyły dzień wcześniej
tablice rej. aut), po prostu wysypisko śmieci.
Średnio co 3 metry nad samą wodą leżały worki, torebki od chipsów, drobne
elementy odzieży, ale także butelki i puszki w miejscach wylegiwania się.
Mam zostawić ręcznik między workiem a czyimiś gaciami (sorki)? ...
No nic, idę na łódkę... schodzę z plaży na leśny półwysep, dróżka wąska,
trudno ominąć śmieci... Wsiadłam, popłynęłam, uff.... pięknie; poza rybami,
roślinami, łabędziami i łódkami nic nie pływało.
Wczoraj w związku z burzą zniknęły rozbite tu namioty, a po nich ... znowu
worki i puszki.
Nie mogę wrócić z plaży na bosaka, bo boję się skaleczyć o szkła wystające z
piachu.
Smutne...
Oni pewnie znowu tu przyjadą rozkoszować się pięknem przyrody, w międzyczasie
wiatr rozwije ich śmieci, część przykryje piasek, część popłynie ku szuwarom...