Dodaj do ulubionych

Druga książka

29.09.05, 11:26
Miło mi poinformować, że wszystkie znaki na niebie i ziemie wskazują na
ukazanie się rychłe drugiej książki mojego autorstwa. Rzecz nazywa
się ”Chwalcie łąki umajone” i ma formę nieco zmodyfikowanego śpiewnika
kościelnego.
Będzie w grudniu, na pewno wcześniej dam znać.
Pozdrawiam ziomkostwo
K.
Obserwuj wątek
    • ralston Re: Druga książka 29.09.05, 11:27
      Znaczy poezje?
      • ralston Re: Druga książka 29.09.05, 11:35
        Nie poezje.

        Wspaniały opis polskiej rzeczywistości widzianej z okna samochodu, autobusu,
        pociągu. Z kadrów widzianego świata, z rozmów ze spotkanymi w drodze ludźmi
        buduje Olszewski polski pejzaż początków dwudziestego pierwszego wieku - i ten
        geograficzny, i ten mentalny. W obiektywie Michała Olszewskiego tracą na
        ważności wszelkie przyjęte podziały Polski na A, B i C, na Polskę centralną i
        prowincjonalną: Olszewski odsłania prowincjonalność jako rdzeń naszego kraju -
        w dobrym i złym tego słowa znaczeniu.
        Ale książka Michała Olszewskiego to także wyprawa w głąb własnego umysłu,
        własnej wyobraźni, do miejsca, gdzie rodzą się i żyją wspomnienia. Olszewski
        uprawia gatunek, który można określić mianem dziennikarstwa literackiego - jego
        reportaże to literatura w stanie czystym, literatura traktująca tyleż o świecie
        zewnętrznym, co o autorze, o stanie jego ducha, o tym, jak świat się odciska w
        jego umyśle. O pogoni za przeszłością i o pragnieniu uchwycenia teraźniejszości.

        www.gandalf.com.pl/b/chwalcie-laki-umajone/
    • ralston Re: Druga książka 29.09.05, 11:38
      Będzie znowu tourne po Polszcze i spotkania z czytelnikami? Dawno już nie byłem
      w "Czułym barbarzyńcy" ;)
      • elkman Re: Druga książka Klimy. 29.09.05, 13:25
        Gratulacje i pozdrowienia.
        Czekamy na ukazanie się książki w księgarni i spotkanie autorskie w nowej
        ełckiej Bibliotece.
        • ralston Re: Druga książka Klimy. 29.09.05, 13:43
          No ja to zdecydowanie życzę triumfalnego objazdu po kraju. I nagrody Nike na
          ten przykład.
          • manio15 Re: Druga książka Klimy. 29.09.05, 15:24
            dołączam się do gratulacji i niecierpliwie czekam na lekturę. Tytuł faktycznie
            może nieco wystraszyć ,że książka koniunkturalna :) Ja lubie pośpiewać , w
            kościele też . I życzę całej półki intrygujacych książek .

            czytelnik manio
            • ralston Re: Druga książka Klimy. 29.09.05, 16:03
              Też pośpiewać lubię, ale że słuch mam drugiego stopnia, to dla dobra muzyki na
              ogół siedzę cicho.
              • mazurek8 Re: Druga książka Klimy. 30.09.05, 11:08
                Wczoraj gadałem z panią od promocji i mówiła, że mogą być trudności z kupieniem
                książki w Ełku. Czarne jest małym wydawnictwem i nie wszędzie dociera,
                sprzedając sporo przez Internet. Ale w listopadzie będę w Ełku, więc coś
                rozkminię z księgarnią na rogu WP i Mickiewicza.
                Sama książka jest inna od poprzedniej. Mam wrażenie, że dojrzalsza, cokolwiek
                by to nie znaczyło. Na pewno znajdziecie w niej sporo wspomnień z Ełku lat 80 -
                tych, bo to ważny wątek. I równie dużo opisów polskiego krajobrazu anno domini
                2003, 2004.
                Wieczorem albo jutro podepnę jeszcze linka do ważnej dla mnie rzeczy, która
                powinna się ukazać w GW. I tyle tych przechwałek.
                Pozdrawiam
                K.
    • luego Re: Druga książka 30.09.05, 12:29
      Gratulacje, Michal!!! :) Tez czekam niecierpliwie..
      Czarne (to Stasiuka, prawda?) wydaje niezle ksiazki.
      • mazurek8 Re: Druga książka 30.09.05, 18:55
        POdpinam linka do tekstu o Ameryce.
        serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,2945061.html
        Może diaspora zamorska się odnajdzie w tych krajobrazach, a może nie.
        POzdrowienia
        K.
        • ralston Re: Druga książka 30.09.05, 22:10
          Ciekaw jestem co każe Amerykańcom tak migrować z krańca kraju na kraniec? Z
          jednej strony podziwiam taką mobilność, z drugiej jednak zastanawiam się jak to
          jest tak być bez wyraźnych korzeni...
          • hycker Re: Druga książka 09.11.05, 12:16
            ja sie nad taka mobilnaoscia zastanawiam. Inny przyklad, troche podobny. Mam
            kolezanke, obecnie mieszka i pracuje na Hawajach, wyszla kilka miesiecy temu za
            maz za chlopaka z Texasu z jakiegos biedniejszego odlamu pewnego klanu
            naftowcow, ale to bez znaczenia. Obecnie planuja przeprowadzke na kontynent.
            Zapytalem gdzie. Denver! Denver, dlaczego Denver? Przeciez to tak dziwnie w
            środku Stanów, taki zaścianek, choć niby całkiem spore miasto. Koleżanka na to:
            skonstruowalismy z mezem pewien algorytm, ktory pozwolil nam wybrac miejsce
            osiedlenia sie, nie bylo zadnych emocjonalnych preferencji. Az trudno uwierzyc w
            taka spontanicznosc, a jednak. Denver pokonalo Los Angeles, Chicago, Nowy Jork i
            in gdyz ... i tu uwaga, a byly to skladowe algorytmu o duzej wadze ... bilety
            lotnicze z Denver do Polski sa duzo tansze niz z innych miast, w odleglosci 30
            min jazdy samochodem jest kilka wysokiej klasy stokow narciarkich :) Boze!,
            najwazniejsze sprawy zostaly uwzglednione, mianowicie aspekt ekonomiczny i
            rekreacyjny :)

            Ciekaw jestem co i jak ja bym wybral, a Wy?

            hyc
        • mrozosia Re: Druga książka 17.10.05, 21:31

          Wlasnie niedawno sie zastanawialam, co z ta ksiazka zapowiadana przez Ciebie
          juz rok temu, a tu widze ,ze wydaje sie i to w swietnym wydawnictwie. Nie moge
          sie doczekac.
        • mrozosia Przeczytane 07.11.05, 19:52
          I przyznaje ,ze troche ciezko sie to czytalo.

          Przed swoja pierwsza wizyta w USA, by dowiedziec czegos wiecej o tym kraju niz
          to co zapodaja w TV i prasie,niz mity znane wszystkim,siegnelam po „Ameryka”
          Baudrillarda. Fakt, autor wszedzie widzi pustynie i czuje pustke, no i patrzy
          oczami Europejczyka.
          Uczucie pustki? o tak czuje sie, szczegolnie gdy ktos przyjezdza do obcego
          kraju. Tylko najdziwniejsze, ze po jakims czasie to uczucie powinno zniknac, bo
          czlowiek sie aklimatyzuje, poznaje ludzi, miejsca, ale ono nie znika. Ta pustka
          tak jakby pokazuje swoja inna "twarz", juz nie jest to wyobcowanie, a bardziej
          uczucie jakies marnosci i bezsensu. Bo przyjezdza sie by lepiej, latwiej zyc,
          zazwyczaj. Widzi sie to bogactwo i pogon za pieniadzem. Powszechne marzenie:
          domek , auto i wakacje. Pracujesz, zakladasz rodzine i starzejesz sie.

          Przez jakis czas pracowalam w serwisie sprzatajacym. Moj pierwszy raz byl
          szokiem, jakos nie moglam zrozumiec ,ze wchodzi sie tak po prostu do cudzego
          domu i oglada jego zycie. Nie moglam patrzec na rzedy fotografi od niemowlaka
          po 90tke, przemykalo mi w sekundzie cale czyjesc zycie ograniczone do tych
          fotografi. I w glowie kolatalo pytanie, jaki jest sens tego wszystkiego? To
          bicie o pieniadz, to rodzenie , dorastanie i umieranie czy tylko to... te moje
          natretne myslenie to byla jaks paranoja…
          (Na szcescie sa takie filmy jak “Sens zycia wg Monty Pytona”, I czlowiek moze
          nabrac dystansu)

          Mam wrazenie ,ze tu ludzie pracuja, ale nie maja czasu by cieszysc sie tym co
          wypracowali, wszelkie znajomosci sa jakies powierzchowne, takie zycie bez
          refleksji, branie bez zastanowienia po co...Ale najgorsze jest to ,ze innym tez
          narzuca sie ten model, ze maja pedzic, zarabiac, kupowac planowac…Inne
          podejscie jest dziwnie widziane, niezrozumiale.
          Ale moze chodzi o to ,ze takie “plaskie” zycie jest latwiejsze, im mniej
          swiadomy tym czlowiek bardziej szczesliwy…



          Time square w Nowym Jorku moimi oczami: wieczor, letnia pora, po chodniku
          wzdluz ulicy Brodway suna setki ludzi, suna w kieunku swiatel, wczodzi sie
          przed soba lune i mysli “ O rany zaraz nastapi cos wielkiego i wspanialego,
          jakies mega bum!!!”. Idzie sie , idzie, mija budynek Timesa i co? WIELKIE NIC!
          Ciemnosc!!
          Swiatla , tlumy, gwar, a pod spodem pusto. Sama forma zadnej tresci. Ludzie
          chodza w kolko.

          Jedyne co tu piekne i to przyznaje, bo jestem swiezo po wycieczce, to natura ,
          roznorodnosc krajobrazow i ta przestrzen. Polecam kazdemu wycieczke autem na
          zachod Stanow, by zobaczyc Park Yellowstone: gory, gejzery i dzika zwierzyna (
          sen pod namiotem z odglosami zwierzat w tle) , Yosemite, Big Sequoia, Grand
          Canion i Zion Park . Z czego mi najbardziej podobalo sie Yellowstone-na
          wyciagniecie dloni jelenie na rykowisku, losie, kojoty i bizony , poza tym
          gejzery, gorace i roznokolorowe zrodla, gory i iglate lasy pachnace; a drugie
          wrazenie to wielkie sekwoje o miekkiej ,milej w dotyku korze, ich rozmiaru
          fotografie nie oddaja, po prostu trzeba to zobaczyc.

          Tak sobie luzno popisalam ,co mi w glowie siedzialo. Przepraszam za chaos i
          dluzyzne.
          Pozdro!! mro
          • ralston Re: Przeczytane 07.11.05, 22:27
            Dawaj Mro dalej. To ciekawe co masz do powiedzenia. I nie przepraszaj za
            dłużyzny, bo to nie polski film ;)
            • hycker Re: Przeczytane 09.11.05, 12:00
              ja tez chetnie poczytam wiecej Twoich opinii o stanach. Dolaczajac do ralstona
              mam nadzieje ze Cie zachecimy :)

              hyc
              • mrozosia Ok to jeszcze Was pomolestuje 09.11.05, 17:56
                O USA
                Piekna przestrzen-owszem piekna, ale zagrodzona. Przez cala droge wzdluz
                Highway’u lub Freeway’u ciagna sie ogrodzenia, i mozna je postawic wszedzie nie
                wazny kat nachylenia powierzchni, ani uksztaltowanie terenu. Zadziwijace, bo
                komu potrzebny ten kawal pustyni czy skaly…a jednak komus.

                Plot- wiadomo grodzi czyjas wlasnosc. Co dziwne w miescie i na przedmiesciach
                tych plotow wokol domow widzi sie malo. Slyszalam ,ze przez niektore suburbiane
                spolecznosci grodzenie sie jest nawet zle widziane, bo skoro chcesz miec plot
                tzn ze masz cos do ukrycia przed sasiadami lub ze wcale nie chcesz miec z nimi
                do czynienia. Natomiast mi nasuwa sie jeszcze inna mysl, ze ten brak plotu
                pokazuje, ze to co niby twoje, dom i dzialeczka, tak dokonca twoje nie jest, bo
                do konca nie mozesz o tym decydowac. I na przyklad musisz prosic urzad
                miasteczka/osiedla, by pozwolil wykonac remont wewnatrz domu lub na zewnatrz,
                musisz za pozwolenie zaplacic i jeszcze wykonac je zgodnie z zaleceniami
                inspektora oraz przepisami danej wioski. Nie ma zadnego “wolnoc Tomku w swoim
                domku”, bo jak sasiad zobaczy samowolke remontowa to z pewnoscia zadzwoni do
                Village Hall i zlozy donos, jawny donos, ze sasiad wymienia okna bez
                twz “Permit’u” czyli pozwolenia. Wolnosc?, jaka wolnosc!?

                Jedyny wyjatek odnosnie polotow jaki znam to San Fransico, wszystko zagrodzone
                wysokimi plotami , male dzialki i tak jakby te ploty pozwalaja ludziom poczuc
                odrobine intymnosci na gesto obsadzonej gorzystej przestrzeni-wyglada to tak
                jakby kazdy chcial mieszkac z widokiem na Zatoke Golden Gate).


                Na kampingu pod Salt Lake City zaproszono nas na sniadanie. Jak sie pozniej
                okazalo byla to rodzinka mormonska. Rodzice w srednim wieku plus 20 letni syn,
                cowboy, zwyciezca wielu rodeo w okolicy, odziany oczywiscie odpowiedznio.
                Ojciec, byly joker na wycigach konnych, po upadku z konia , zlamanym
                kregoslupie, i rehabilitacji, to cud ze chodzi. Matka, emerytowana
                nauczycielka, zdradzila mi ,ze przeszla na wyznanie mormonskie, na wiare meza,
                z jednego tylko powodu, ze po smierci obecna jej rodzina dalej bedzie jedna
                rodzina i beda wszyscy razem zyc w niebie. Pomimo krotkiego spotkania widac
                bylo po tych ludziach jakis taki spokoj i czulo sie ,ze sie kochaja, akceptuja
                i szanuja. Mile to sniadanie i rozmowa, i wrazenie, ze jak sie chce i ktos jest
                otwarty oraz szczery to mozna poprowadzic przyjemna, wartosciowa konwersacje i
                czegos sie o sobie nawzajem dowiedziec. Nie zapomne rady pani domu, zebym na
                meza wybrala dobrego ,szczerewgo, uczciwego mezczyzne..najwazniesze by sie
                kochac i szanowac. Niby banal, ale uslyszany tak w niedzielny poranek od
                zupelnie obcej osoby, szczesliwej, jakos nabral szczegolnej wartosci.

                W pralni w Parku Yellowstone starsza wymuskana pani mnie zaczepia pytaniem ,
                skad jestem. Odpowiedam ,ze z Chicago, ale oryginalnie z Polski. Az klasnela w
                dlonie z radosci, ze slowami “wiedzialam!!”. O szczescie nie pojete!!,
                pomyslalm sobie, ktos sie cieszy na widok polskiej dziweczyny. I zaczely sie,
                tej pani wyznania, ze ona kocha Polske, byla w wielu miastach i tu pada
                wyliczanka od Krakowa przez Torun po Gdansk. Ze polska kuchnia jest przesmaczna
                i ze amerkanskie jedzenie to syf. Ze Polska jest przepieknym krajem a Polacy
                bardzo goscinnym wesolym narodem. I ze jeszcze chcialaby tam wrocic, ale moze
                kiedys , bo teraz juz jej syn wrocil z placowki w Warszawie. W tamtym momencie
                milo sie zdziwilam i do Polski zatesknilam ;-)



                • ralston Re: Ok to jeszcze Was pomolestuje 10.11.05, 10:25
                  NASI LUDZIE W AMERYCE

                  W początkach wieku siedemnastego
                  Po przemierzeniu burzliwych szlaków
                  Dotarła wreszcie z ulgą do brzegów
                  Amerykańskich, grupka Polaków.
                  Kraj ów zadziwił ich niesłychanie
                  Takie to było niezwykłe miejsce -
                  Wszędzie bizony albo Indianie,
                  Aż Miecio krzyknął: - Patrz Jasiu! Western!
                  Jasio uczynił dwa lub trzy kroki,
                  Ukląkł, odmówić chcąc pierwszy pacierz,
                  I rzekł: - O rany! Tu som ziemniaki!
                  Magda! Kociołek! Robimy zacier!
                  Tymczasem Józio, zdjąwszy ubranko
                  Zaczął uganiać się jak szalony
                  Za pewną bardzo ładną Indianką,
                  Bo chciał mieć dziecko biało czerwone.
                  Starsi rodacy, ci z kierownictwa,
                  We trzech usiadłszy w cieniu akacji
                  Stworzyli zaraz cztery stronnictwa,
                  Dwa odchylenia i osiem frakcji
                  Wreszcie magister Dreptak Emilia
                  Pisała, leżąc na brzuszku w trawie
                  Doktorat "Wpływy polskie wśród Indian"
                  /Podtytuł "Pióro orle, czy pawie?"/
                  Tak weszli w kraju owego plener
                  I w społeczeństwo też przy okazji,
                  Wnosząc swój folklor, upór i wenę,
                  Ciut rozrabiactwa, mnóstwo fantazji,
                  Kurpiowskie hafty na zgrzebnych portkach
                  /do dzisiaj dżinsy tak się wyszywa/
                  I nie wie nawet współczesny Morgan
                  Że jego dziad się Morda nazywał.....
                  Dziś, gdy dążymy, po starych tropach
                  I gdy wzajemna nieufność znika,
                  Wspomnijmy czule polskiego chłopa
                  Co pierwszy krzyknął: - Ło! Hameryka!!!!!

                  /A. Waligórski/
                  • mazurek8 Re: Ok to jeszcze Was pomolestuje 14.11.05, 16:20
                    Tak, ja caly czas nie moge wyjsc z zaskoczenia Ameryka. I bardzo chce tam
                    wrocic.
                    Ja nie zauwazylem na pewno, zeby plytkosc, jednowymiarowosc tego zycia czynila
                    ich nieszczesliwymi. Moze za krotko tam bylem. Moze to jest wlasnie zycie
                    prawdziwe, tzn. bez upiekszen, pretensji do czegos wiecej niz ciagla robota i
                    kilkudniowy urlop raz do roku.
                    Jest teraz moda na potepianie Stanow. Ja potepiam city sprawl z ekologicznego
                    punktu widzenia, bo to zwykly, pochlaniajacy mnostwo energii wandalizm. Ale z
                    drugiej strony, co zlego jest w tym, ze czyjes marzenia koncza sie na
                    przedmiesciach, w malym domku budowanym metoda zakladkowa? Kazdy ma wlasne. Ja
                    bym chcial na przyklad objechac Chile.
                    Pozdro wionka.
                    • ralston Re: Ok to jeszcze Was pomolestuje 14.11.05, 16:24
                      Na razie objeżdżam wschodnią granicę Polski. Też bardzo egzotyczna. Na Chile
                      może kiedyś przyjdzie czas...
                    • mrozosia co do ekologii 14.11.05, 21:51
                      zgadzam sie, z ekologia Amerykanom nie po drodze. Przez te duze odleglosci
                      oraz "subarbiany" model zycia trzeba do pracy do miasta dojezdzac. Z malymi
                      wyjatakami ( Nowy Jork , San Fransisco) poruszanie sie komunikacja miejska jest
                      czasochlonne i nie jednokrotnie niemozliwe, bo siec komunikacyjna albo jest
                      slabo rozwinieta albo nie istnieje. Np. w Chicago autobusy powiiny kursowac z
                      czestotliwoscia 5-15 minut w cg dnia, co prawda nie jest, bo jezdza sobie jak
                      chca.
                      Codziennie rano widze jak ludzie jada do pracy, auto i kierowca, bez zadnego
                      pasazera, ciagle trucie zapewnione. Sama tez w tym uczestnicze, niestety.
                      Budowanie domkow, osiedli w laskach, zabieranie naturalnej przestrzeni dzikim
                      zwierzakom. Nikogo nie zdumiewa widok sarenek lazacych po twoim trawniku.
                      Ogromne domy na ogrzanie, ochlodzenie, oswietlenie ktorych potrzeba ogromnej
                      ilosci energii. Marnotrastwo tej energii zdumiewa, i czuc ze Ci ludzie wogole
                      nie zawracaja sobie glow takim tematem jak jakis krysys energetyczny. Chyba ,ze
                      cena paliwa raptownie wzrosnie ( jak mialo to miejsce po przejsciu Katariny),
                      wowczas zaczynaja myslec o oszczedzaniu ale swojej kasy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka