Dodaj do ulubionych

bezpłatne świadczenia zdrowotne w NFZ

21.09.09, 19:47
Chyba był taki wątek (ale: 1. mam fatalny, modemowy net i ledwo chodzi, a istotny jest czas), ale trudno. Własnie próbuję ustalić czy i do kiedy przysługują mi bezpłatne świadczenia medyczne.
Więc po kolei:
Mam 28 lat, nie posiadam małżonka, rodziców ani innych osób (siostra z rentą rodzinną), prowadzę jednoosobowe gospodarstwo domowe (rolnego ani działalności gospodarczej takoż).
Teraz- krótko, bo to była krótka umowa- jestem zatrudniona do 30 września na podstawie umowy o pracę. Kończę studia doktoranckie, jestem na ostatnim roku. Od października będę miała na cały rok akademicki w 2 miejscach umowy o dzieło z prawami autorskimi.
I wobec tego zdołałam ustalić, że:
- na pewno do 30 dni po ustaniu bieżącej umowy o pracę mam ubezpieczenie,
- byc może 90 dni od końca roku akademickiego (czyli do końca stycznia)- ale tu już mam wątpliwości ; pytanie, czy przedłużenie terminu oddania pracy by cos dało,
- umowa o dzieło, jak mniemam, nie daje mi niczego (cho, czy któraś z uczelni nie mogłaby mnie ubezpieczyć na tej podstawie?
- bycie siostrą rencistki, z którą nie mieszkam niczego mi chyba nie daje,
- nie spełniam kryterium dochodowego, by wystąpić z wnioskiem o wydanie stosownej decyzji przez prezydenta (burmistrza lub wójta) gminy właściwej ze względu na swój adres zamieszkania - poza tym pytanie- gdzie- tam, gdzie jestem zameldowana na pobyt stały, czy czasowy...
A, wyczytałam, że moge się ubezpieczyc dobrowolnie- ale to są ponad dwie stówy miesięcznie, na co mnie średnio stać.
Z róznych powodów aktualnie nie chcę, czy nie bardzo mogę (to straszliwie skomplikowane jest)zarejestrować się w PUPie ani podjąć normalnej pracy etatowej.
Za wszelkie sugestie i rady bede bardzo wdzięczna.
Obserwuj wątek
    • ederlezi1981 nie 90 dni, tylko 4 m-ce, doczytałam 21.09.09, 19:51
      Prawo do świadczeń opieki zdrowotnej dla osób, które ukończyły szkołę średnią lub wyższą wygasa po upływie 4 miesięcy od zakończenia nauki lub skreślenia z listy uczniów lub studentów .
      Czyli do stycznia włącznie by z tego wynikało.
      • victoria1985 Re: nie 90 dni, tylko 4 m-ce, doczytałam 21.09.09, 20:21
        a tak trochę off top czy twoja uczelnia zgłosiła cię do ubezpieczenia
        zdrowotnego ?
        • victoria1985 Re: nie 90 dni, tylko 4 m-ce, doczytałam 21.09.09, 20:30
          powinna uczelnia w takim wypadku zgłosić ciebie do nfz wtedy szkoła płaci
          składki a ministerstwo później zwraca im poniesione koszty
          USTAWA
          z dnia 27 sierpnia 2004 r.
          o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych
          (tekst jednolity)DZIAŁ I
          PRZEPISY OGÓLNE

          ZASADY PODLEGANIA UBEZPIECZENIU ZDROWOTNEMU


          Rozdział 1


          Obowiązek ubezpieczenia zdrowotnego

          20) studenci i uczestnicy studiów doktoranckich niepodlegający
          obowiązkowi ubezpieczenia zdrowotnego z innego tytułu, z wyłączeniem
          osób, o których mowa w art. 3 ust. 2 pkt 1;

          Art. 86. 1. Składki na ubezpieczenie zdrowotne:
          6) osób, o których mowa w art. 66 ust. 1 pkt 20, opłaca szkoła
          wyższa lub jednostka organizacyjna prowadząca studia doktoranckie, w
          której osoby te odbywają studia;

          Art66 ust 1 pkt 20
          20) studenci i uczestnicy studiów doktoranckich niepodlegający
          obowiązkowi ubezpieczenia zdrowotnego z innego tytułu, z wyłączeniem
          osób, o których mowa w art. 3 ust. 2 pkt 1;
          Art. 75.
          4. Osoby, o których mowa w art. 66 ust. 1 pkt 17, 18 i 20, zgłaszają
          do ubezpieczenia zdrowotnego odpowiednio szkoły, zakłady kształcenia
          nauczycieli, szkoły wyższe, jednostki prowadzące studia doktoranckie,
          placówki pełniące funkcje resocjalizacyjne, wychowawcze lub opiekuńcze
          i domy pomocy społecznej.
          • ederlezi1981 Re: nie 90 dni, tylko 4 m-ce, doczytałam 21.09.09, 20:40
            Racja, tylko, że ja teraz jestem na ostatnim roku, tym, który się kończy właśnie. Wstecznej dziekanki nie da rady wziąć, bo byłoby za duzo kombinowania.
        • ederlezi1981 Re: czy zgosili? 21.09.09, 20:34
          Tak, jako doktorantka po ukończeniu 26 roku zycia
          • quleczka Re: czy zgosili? 21.09.09, 22:35
            jestem w bardzo podobnej sytuacji poza tym, ze ja studiow oficjalnie nie skonczylam ale tak czy inaczej nie studiuje juz

            no i wyszlo mi na to, ze skoro pracodawca nie placi za mnie tej skladki to zostaje mi ja placic samej albo znalezc meza :p

            albo zarejestrowac sie w UP jako bezrobotna ale to moge ja, ty jesli masz umowy o dzielo na jakies w miare sensowne pieniadze to nawet zarejestrowac sie nie mozesz...bo jest kryterium dochodow o ile pamietam by byc uznanego za bezrobotnego

            swoja droga nie rozumiem czemu jak sie ma meza to sie ma ubezpieczenie, a jak sie nie ma to nie...to bez sensu :/
            • anna-pia co do męża 22.09.09, 10:16
              quleczka napisała:

              > swoja droga nie rozumiem czemu jak sie ma meza to sie ma ubezpieczenie, a jak s
              > ie nie ma to nie...to bez sensu :/

              to jest skrót myślowy: jeśli mąż ma umowę o pracę albo działalność gospodarczą,
              to wtedy zakłada się rodzinną książeczkę zdrowia i wszystkie osoby do niej
              wpisane mają ubezpieczenie zdrowotne
              • quleczka Re: co do męża 22.09.09, 10:20
                ok, ja wiem, ze to na tym polega, ze mozna zglosic zone czy dziecko

                tylko dalej nie wiem czemu maz moze zglosic zone do ubezpieczenia (przeciez nie
                placi za to ekstra skladki), a jak nie mam meza to juz nie pracujac nie moge byc
                ubezpieczona

                dlaczego bedac zona nabiera sie prawo do bycia ubezpieczona nie pracujac? :/
                • quleczka Re: co do męża 22.09.09, 10:23
                  sorki ale to jest absurdalne jak dla mnie :/

                  do 26tego roku zycia moze mnie rodzic na tej samej zasadzie zglosic, a potem juz
                  tylko maz :p co jest zupelnie absurdalne bo przeciez on nie placi nic dodatkowo
                  za mnie...to czemu maz moze, a nie moze nagl inny czlonek rodziny tylko dlatego,
                  ze mam 26lat

                  czyli mam opcje albo znalezc meza albo samej placic rocznie ponad 2500zl
                  skladek... "z tytulu braku meza" :p

                  zartuje ale tak to wyglada, ze posiadanie meza zwolniloby mnie z tych skladek ;)
                  • magdalaena1977 Re: co do męża 24.09.09, 00:00
                    quleczka napisała:

                    > sorki ale to jest absurdalne jak dla mnie :/
                    Dla mnie też. Kiedy miałam swój "okres przejściowy" utrzymywali mnie rodzice,
                    mieszkałam z nimi, ale musiałam się ubezpieczać dobrowolnie jako samodzielna
                    istota.
                    A moja koleżanka (w tej samej sytuacji zawodowej), która w dużej część też
                    korzystała z pomocy rodziców, nie musiała, bo miała męża.
                • jul-kaa Re: co do męża 22.09.09, 10:24
                  polityka prorodzinna i te sprawy :)
                  Swoją drogą wg mnie to ma sens.
                  • quleczka Re: co do męża 22.09.09, 10:27
                    ok, ma to sens i ja nie przecze, ze sensowne jest to, ze jak kobieta ma dzieci i
                    je wychowuje i przez to nie pracuje to powinna byc ubezpieczona :)

                    ale wedlug mnie nie "z samego tytulu posiadania meza" :p

                    a co z kobieta, ktora ma te dzieci tylko nie ma meza? no i samotnie je wychowuje
                    - jej tez sie powinno nalezec ubezpieczenie przeciez :)
                    • quleczka Re: co do męża 22.09.09, 10:29
                      jak dla mnie kazda umowa powinna sie wiazac ze skladkami i tyle - zarabiasz,
                      odprowadzany jest podatkek, powinny byc tez skladki (jesli nie masz innej stalej
                      umowy o prace)

                      a nie jak to sie zwie "umowa-zlecenie" to jestes ubezpieczony, a jak sie zwie
                      "umowa o dzielo" to nie jestes....

                      inna bajka to osoby, ktore faktycznie w ogole nie maja zadnych dochodow
                      • szarsz Re: co do męża 23.09.09, 10:21
                        quleczka napisała:
                        > a nie jak to sie zwie "umowa-zlecenie" to jestes ubezpieczony, a
                        > jak sie zwie "umowa o dzielo" to nie jestes....

                        A to zdaje się jest logicznym następstwem definicji obydwu umów?
                        Może ktoś wie?
                        • quleczka Re: co do męża 23.09.09, 14:24
                          ok, ja rozumiem, ze jedna z umow jest w zalozeniu umowa nie dlugotrwala tylko
                          okresowa

                          tylko i tak nie rozumiem czemu od jednej jak sie nie jest gdzies indziej
                          zatrudnionym to skladki ci potracaja, a od innej nie

                          moim zdaniem jesli ktos pracuje w jakikolwiek sposob, placi podatki, ma umowe to
                          powinno go obejmowac ubezpieczenie

                          a tak wyglada na to, ze jak swoja prace "sformuluje" tak by podchodzila pod
                          zlecenie to je mam, a jak pod dzielo to tego nie mam

                          no ale wiadomo, ze nie wszystko jest logiczne niestety :p
                          • magdalaena1977 Re: co do męża 24.09.09, 01:05
                            quleczka napisała:

                            > ok, ja rozumiem, ze jedna z umow jest w zalozeniu umowa nie
                            > dlugotrwala tylko okresowa
                            Nie. W umowie o dzieło chodzi o sporządzenie pewnego dzieła - np. napisanie
                            artykułu. W umowie zlecenia (tak naprawdę quasi zlecenia) chodzi o wykonywanie
                            pewnych czynności jednak bez podporządkowania pracowniczego - np. sprzątanie
                            biura w czasie i w sposób wybrany przez zleceniobiorcę.
                            Jeśli ktoś pracuje w określonych godzinach i wykonuje na bieżąco polecenia
                            pracodawcy, jest zatrudniony na podstawie stosunku pracy - powinien płacić
                            wszystkie składki (ok. 40 % kosztu pracodawcy) i być objęty prtzywilejami
                            pracowniczymi.

                            Zawieranie umów zlecenia (nie mówiąc o umowach o dzieło) , jeśli chodzi o
                            wykonywanie klasycznej pracy np. biurowej jest obejściem prawa. I celem tych
                            działań jest właśnie uniknięcie obowiązkowych ubezpieczeń i zwiększenie kwoty
                            netto jaką dostaje pracownik.
                            A jak nie ma ubezpieczenia - to nie ma też świadczeń.
                            • ederlezi1981 zlecenie a umowa o pracę 24.09.09, 01:16
                              Macie rację, ale z reguły zleceniobiorcy nikt nie daje wyboru- powinnismy Panu Bogu dziekować, ze nam dają te umowy o dzielo. Bo przeciez mogliby nie dać- przynajmniej ja tak to odbieram.
                              Zreszta, kolejny paradoks- od czterech lat prowadzę zajęcia. Nikt nigdy nie wysłała mnie na żadne badania, by sprawdzic, czy mogę. Teraz, na niecale dwa miesiące jestem zatrudniona w ramach projektu na stanowisku naukowym- moja praca polega na realizacji badań terenowych (szukam Respondentów,umawiam się z nimi, przeprowadzam wywiady i następnie je przepisuję)- MUSIAŁAM załatwic badania lekarskie z laryngologiem, bo tak, bo wysiłek głosowy. Absurd normalnie.
                    • jul-kaa Re: co do męża 23.09.09, 10:10
                      quleczka napisała:
                      > ok, ma to sens i ja nie przecze, ze sensowne jest to, ze jak kobieta ma dzieci
                      > i
                      > je wychowuje i przez to nie pracuje to powinna byc ubezpieczona :)
                      >
                      > ale wedlug mnie nie "z samego tytulu posiadania meza" :p
                      >

                      A nie chodzi tu o to, że jeśli jest się rodziną i w tej rodzinie ktoś pracuje
                      (żona, mąż), to reszta rodziny jest ubezpieczona? Dopóki było się dzieckiem
                      (<26r.ż.) swoich rodziców, to oni Cię ubezpieczali, teraz już wg przepisów nie
                      mogą, bo jesteś dorosła.
                      • quleczka Re: co do męża 23.09.09, 14:31
                        > A nie chodzi tu o to, że jeśli jest się rodziną i w tej rodzinie ktoś pracuje
                        > (żona, mąż), to reszta rodziny jest ubezpieczona?

                        tak, o to tu chodzi tylko to MOIM zdaniem nie logiczne :)

                        rozumiem, ze jesli ta zona nie pracuje bo wychowuje dzieci to powinno jej sie
                        ubezpieczenie nalezec, tak samo jak nalezy sie dzieciom bo trudno przeciez by
                        one pracowaly

                        ale nie rozumiem czemu jesli ona pracuje normalnie np. o dzielo tak samo jak ja
                        to ona ma ubezpieczenie, a ja nie.... albo jeszcze lepiej jak to zdrowa dorosla
                        dwojka ludzi bez dzieci, a ona nie pracuje bo takie ma "widzimisie" ;)

                        ma ubezpiecznie tylko dlatego, ze ma meza i tworzy "podstawowa komorke
                        rodzinna", tak? :p

                        i dlatego nawet nic nie robiac moze sie leczyc za darmo?

                        zeby nie bylo ja naprawde rozumiem, ze niektore kobiety chca byc jedynie zonami
                        i matkami i ze zajmowanie sie rodzina tez moze byc ciezka praca... i owszem
                        wtedy powinny byc ubezpieczone

                        ale nie rozumiem czemu przez sam slub nabywa sie prawo do ubezpieczenia :p
                        • jul-kaa Re: co do męża 23.09.09, 15:56
                          quleczka napisała:
                          > tak, o to tu chodzi tylko to MOIM zdaniem nie logiczne :)
                          > rozumiem, ze jesli ta zona nie pracuje bo wychowuje dzieci to powinno jej sie
                          > ubezpieczenie nalezec, tak samo jak nalezy sie dzieciom bo trudno przeciez by
                          > one pracowaly
                          >
                          > ale nie rozumiem czemu jesli ona pracuje normalnie np. o dzielo tak samo jak ja
                          > to ona ma ubezpieczenie, a ja nie.... albo jeszcze lepiej jak to zdrowa dorosla
                          > dwojka ludzi bez dzieci, a ona nie pracuje bo takie ma "widzimisie" ;)
                          >
                          > ma ubezpiecznie tylko dlatego, ze ma meza i tworzy "podstawowa komorke
                          > rodzinna", tak? :p

                          Chyba własnie tak :) Poza tym pamiętaj, że z faktu zawarcia małżeństwa wynikają
                          jeszcze rożne inne obowiązki i przywileje - mąż/żona nie może się tak po prostu
                          wypiąc na to drugie, bez względu na to, czy mają dzieci, czy nie. Poza tym w
                          naszym kraju nadal wielu mężczyzn i wiele kobiet lubi wzorzec "kobieta w domu".
                          Mnie bardziej, niż niepracujące kobiety, nie podobają się związki, w których
                          żona i pracuje zawodowo, i zajmuje się domem SAMA, a mąz ma tylko pracę
                          zawodową. To dopiero jest kanał...

                          Poza tym nie sądzę żeby takie przepisy było PRZECIWKO takim, jak Ty
                          (niezamężnym/nieżonatym powyżej 26r.ż.), tylko raczej są DLA takich, jak ja -
                          pracujących na zlecenie i mających męża/żonę zatrudnionego na etat.

                          Nie oburzałoby Cię, że za SAM FAKT urodzenia dziecka nagle się dostaje
                          ubezpieczenie? A co z parami, które nie chcą/nie mogą mieć dzieci?
                          Dyskryminować? ;))

                          No i jeszcze jedno - jak ma się dzieci, to praca obojga rodziców na pełen etat
                          jest dość trudna - wtedy praca jednego na umowę o dzieło/zlecenie itp. jest
                          wyjściem.

                          > zeby nie bylo ja naprawde rozumiem, ze niektore kobiety chca byc jedynie zonami
                          > i matkami i ze zajmowanie sie rodzina tez moze byc ciezka praca... i owszem
                          > wtedy powinny byc ubezpieczone

                          Możliwe jest to też w drugą stronę - mąż nie pracuje, a żona go ubezpiecza :)
                          • anna-pia Re: co do męża - i UoD/zlecenia 24.09.09, 00:33
                            jul-kaa napisała:

                            > Poza tym nie sądzę żeby takie przepisy było PRZECIWKO takim, jak Ty
                            > (niezamężnym/nieżonatym powyżej 26r.ż.), tylko raczej są DLA takich, jak ja -
                            > pracujących na zlecenie i mających męża/żonę zatrudnionego na etat.

                            Ja pracuję na UoD, mąż ma DG, z DG rodzina ma ubezpieczenie, bo mąż płaci
                            wszystkie ZUS-y.

                            > No i jeszcze jedno - jak ma się dzieci, to praca obojga rodziców na pełen etat
                            > jest dość trudna - wtedy praca jednego na umowę o dzieło/zlecenie itp. jest
                            > wyjściem.

                            Mi nie opłaca się pracować na etat, lepiej jest - dla dzieci - że pracuję w
                            domu, na UoD, w razie choroby dziecka nikt mi nie stęka, że ja znowu na
                            zwolnieniu. A podatki i tak płacę :)

                            Co do UoD/zlecenia: z UoD pobiera się tylko podatek dochodowy, umowy zlecenia
                            jest obciążone ZUS-em, konieczne jest rozróżnianie tych dwóch form :)
                  • plica Re: co do męża 24.09.09, 07:28
                    > polityka prorodzinna i te sprawy :)
                    > Swoją drogą wg mnie to ma sens.

                    no troche to durne, ale w sumie korzystam. maz moj ma podobna sytuacje. (skonczyl studia,tylko umowy, bezrobotny niezarejestrowany) i sama zglosilam go do ubezpieczenia na moja ksiazeczke. nie trzeba sie martwic.
                    • joankb Zjeść ciastko i mieć ciastko... 24.09.09, 08:03
                      Umowa o dzieło jest chyba ostatnią formą świadczenia usług (bo przecież nie
                      pracy), która pozostała nieoskładkowana. I dobrze, w wielu wypadkach to jedyne
                      logiczne rozwiązanie. Kiedy? Mam np. kolegę, na stałe zamieszkałego to tu, to
                      tam w Europie. Na umowę o dzieło pisuje ekspertyzy, z pewnej wąskiej
                      dziedziny,dla kilku polskich firm. W jego wypadku oskładkowanie wynagrodzenia za
                      te usługi nie miałoby sensu. Nie korzysta i nie będzie raczej korzystał ani z
                      polskiej emerytury, ani z polskiego NFZ. W nagłych wypadkach - chroni go polisa
                      z obecnego kraju zamieszkania i pracy.
                      Ma to sens w przypadku mojej koleżanki, związanej od czasu do czasu z jednym z
                      WIELU zleceniodawców, która sama opłaca składki - w takim zakresie w jakim
                      pozwala prawo - w NFZ, w szerszym zakresie w firmach ubezpieczeniowych.
                      Umowa o dzieło NIE JEST natomiast dobrą formą związków ze zleceniodawcą jeśli
                      jest jedna i niewielka...
                      Kwestia wyboru oczywiście...
                      Ale nie można mieć czegoś za co się w żadnej formie nie płaci.
                      Chcesz żeby była oskładkowana? Oskładkuj ją sobie, płacąc dobrowolnie... Z
                      uwzględnieniem tego, jaka minimalna składka jest wymagana. Prawo jest stuknięte,
                      to prawda. Rolnik praktycznie nie płaci, zatrudniony na etat płaci minimum ileś
                      tam (pochodna płacy minimalnej), prowadzący DG ileś tam. Żyjący z umów - ileś tam.
                      Można próbować to zmieniać, ale na razie tak jest.
                      I wykorzystuje to i jedna i druga strona - jedni baaardzo świadomie, inni nie.
                      Jak powtarzam wszystkim dookoła "nie patrz na netto, patrz na brutto i co za to
                      masz" to część nie wie o co chodzi...
                      Masz na umowie o dzieło coś tam netto - i nic po za tym. Za tę samą pracę można
                      zaproponować "na rękę" zamiast 1300 tylko 950 złotych (tak to wygląda dla płacy
                      minimalnej). W obu wypadkach w kosztach jest ok. 1500 PLN.
                      A ubezpieczenie rodzinne? Funkcjomuje wszędzie, nawet w prywatnych firmach. To
                      20-30 złotych, o którym ktoś pisze powyżej to prawdopodobnie DOPŁATA za osobę
                      współubezpieczoną. Dopłata do składki pracowniczej, którą pewnie płaci pracodawca.

                      Zapłatą za grzech jest śmierć, ale taka sama jest nagroda za cnotę.
              • kotwtrampkach Re: co do męża - to juz nieaktualne 27.09.09, 21:33
                Przynajmniej na początku roku jakoś przestało być aktualne, bo byłam
                ubezpieczona z mężem i mnie "wyrzucono" - musiałam w urzędzie pracy się
                doksiążeczkować. jak jest teraz, nie sprawdzałam, bo już mam swojego pracodawcę..
                • anna-pia Re: co do męża - to juz nieaktualne 27.09.09, 21:52
                  kotwtrampkach napisała:

                  > Przynajmniej na początku roku jakoś przestało być aktualne, bo byłam
                  > ubezpieczona z mężem i mnie "wyrzucono" - musiałam w urzędzie pracy się
                  > doksiążeczkować. jak jest teraz, nie sprawdzałam, bo już mam swojego pracodawcę

                  Nie żartuj. Mnie nikt nie wyrzucał... Czy twój mąż ma umowę o pracę, czy DG?

                  > ..
                • jul-kaa co do męża - wg mnie aktualne 27.09.09, 22:09
                  kotwtrampkach napisała:

                  > Przynajmniej na początku roku jakoś przestało być aktualne, bo byłam
                  > ubezpieczona z mężem i mnie "wyrzucono" - musiałam w urzędzie pracy się
                  > doksiążeczkować. jak jest teraz, nie sprawdzałam, bo już mam swojego pracodawcę

                  Ja jestem ubezpieczona razem z mężem, ubezpieczali mnie w tym roku.
                  • yaga7 Re: co do męża - wg mnie aktualne 28.09.09, 08:39
                    Potwierdzam.
                    Ja też jestem tak ubezpieczona - w tym roku w dwóch firmach (bo Luby zmieniał
                    pracę) mnie tak ubezpieczali i nie było żadnego problemu.
          • turzyca Re: czy zgosili? 21.09.09, 23:24
            No to jeszcze wchodzi w gre wbicie sie na jakiekolwiek studia czegokolwiek, byle
            miec legitke i ubezpieczyc sie dobrowolnie jako student. Wtedy wychodzi cos w
            granicach 50 zl, o ile nic sie nie zmienilo. Plus ew. koszt studiow.
            • zarin Re: czy zgosili? 22.09.09, 01:28
              Ubezpieczenie tak jak mówisz, plus opłata rekrutacyjna, indeks i legitymacja - dodatkowo ok. 100 zł.
              • quleczka Re: czy zgosili? 22.09.09, 10:03
                no tak ale czy tu nie ma limitu wiekowego jakiegos?
      • zarin Re: nie 90 dni, tylko 4 m-ce, doczytałam 22.09.09, 01:29
        Rozumiem, że to dotyczy też osób, które przerwały studia w trakcie?
    • kuraiko Re: bezpłatne świadczenia zdrowotne w NFZ 21.09.09, 23:29
      a ubezpieczenie studenta przez np rodzica nie dotyczy tylko osób do 26 r.ż.?

      co do wygasania ubezpieczenia, to ja się dowiedziałam jakiś czas temu, że
      rzekomo wygasa już po 2 miesiącach od skreślenia z listy
    • ederlezi1981 umowa-zlecenie chyba daje... 22.09.09, 01:11
      tak mi podpowiada przyjaciółka. Czyli, nie jest az tak źle- co prawda, ja żyję z dzieł, ale mam miec na jakieś totalne grosze zlecenie
      • quleczka Re: umowa-zlecenie chyba daje... 22.09.09, 10:14
        racja, sprawdzilam i umowa-zlecenie daje

        www.przepisnabiznes.pl/porady-prawne/umowa-zlecenie-skladki.html
        tyle, ze autorka watku niestety pisze o umowie o dzielo :/

        u mnie tez raczej ta opcja wchodzi w gre, a nawet jakbym sobie napisala umowe
        zlecenie to i tak dla mnie zadna roznica bo i tak sama musze sobie wszystkie
        skladki i podatki zaplacic sama od kasy, ktora dostaje...

        • plica Re: umowa-zlecenie chyba daje... 24.09.09, 07:38
          nie wiem czy ktos to juz podawal, ale tu jest fajna tabelka, ktora wyjasnia wszystko:

          msp.money.pl/wiadomosci/podatki/artykul/umowa%3Bzlecenie%3Bi%3Bumowa%3Bo%3Bdzielo%3B-%3Bjakie%3Bskladki,97,0,224097.html
    • magdalaena1977 Re: bezpłatne świadczenia zdrowotne w NFZ 22.09.09, 07:27
      ederlezi1981 napisała:
      > A, wyczytałam, że moge się ubezpieczyc dobrowolnie- ale to są ponad dwie stówy
      > miesięcznie, na co mnie średnio stać.
      Tak na szybko. Kilka lat temu, jak byłam w sytuacji przejściowej, to
      ubezpieczałam się dobrowolnie i pamiętam, że mogłam wtedy na koniec roku
      odliczyć składkę od podatku i dostawałam spory zwrot.
      Nie wiem, czy coś się nie zmieniło.

      > Z róznych powodów aktualnie nie chcę, czy nie bardzo mogę (to straszliwie
      > skomplikowane jest)zarejestrować się w PUPie
      Bo wtedy nie możesz mieć dochodów z dzieła.
      • angella456 Re: bezpłatne świadczenia zdrowotne w NFZ 22.09.09, 09:38
        > ederlezi1981 napisała:
        > > A, wyczytałam, że moge się ubezpieczyc dobrowolnie- ale to są ponad dwie
        > stówy
        > > miesięcznie, na co mnie średnio stać.
        > Tak na szybko. Kilka lat temu, jak byłam w sytuacji przejściowej, to
        > ubezpieczałam się dobrowolnie i pamiętam, że mogłam wtedy na koniec roku
        > odliczyć składkę od podatku i dostawałam spory zwrot.
        > Nie wiem, czy coś się nie zmieniło.

        Nie zmieniło się, dalej można koszty odliczać.
      • quleczka Re: bezpłatne świadczenia zdrowotne w NFZ 22.09.09, 10:06
        dzieki za info :)

        bo mi wychodzi, ze poki co to jest jedyna opcja, bo meza poki co na horyzoncie
        nie ma :p

        a ze studiami tylko po to to vhyba troche kombinowania ze stara matura...nie
        mowiac o tym, ze nawet swiadectwa maturalnego w domu nie mam :p

        a moze jest tu przy okazji jeszcze ktos taki madry kto ma umowe o dzielo lub
        zlecenie z zagranicznym kontrahentem i wie jak wyglada placenie samemu podatkow
        so US ?

        bo podobno powinnam to robic co miesiac i troche mnie to wszystko przeraza - nie
        dosc, ze sama sie ubezpieczac to sama podatki placic :/
      • quleczka Ederlezi... 22.09.09, 23:43
        pogadalam z mama, ktora jest ksiegowa i wyglada na to, ze faktycznie mozna sobie
        dobrowolna skladke odliczyc od podatku

        czyli ten pracodawca placi ci podatki od tych umow o dzielo, a ty sobie potem
        mozesz to odliczyc o ile "kwota składki na ubezpieczenie zdrowotne, o którą
        zmniejsza się podatek, nie może przekroczyć 7,75% podstawy wymiaru tej składki."

        czyli moze byc tak, ze cala skladke tak naprawde dostaniesz z powrotem jako
        zwrot i po poprostu tak jakby pojda na nia pieniadze z podatku

        jutro sie dowiem wiecej i policze dokladniej co i jak :)

        p.s. ja wlasnie kombinuje, zeby gdzies sie fikcyjnie zatrudnic jakas 1/4 lub
        mniej etatu i dawac komus znajomemu pieniadze by placicil mi te skladki... moze
        wyjdzie taniej, a bede miala wszystko poplacone, a nie tylko zdrowotne :)
        • quleczka Re: Ederlezi... 22.09.09, 23:44
          zapomnialam o linku

          www.is.gdansk.pl/index.php?Itemid=138&id=5636&option=com_content&task=view
          tutaj na przyklad jest, ze dobrowolne ubezpieczenie odlicza sie od podatku tak
          samo jak obowiazkowe :)
    • justyna-8 Re: bezpłatne świadczenia zdrowotne w NFZ 22.09.09, 11:46
      A może przedłużenie studiów doktoranckich? U nas przedłużali nawet
      na dwa lata.
    • tfu.tfu Re: bezpłatne świadczenia zdrowotne w NFZ 23.09.09, 09:05
      to mit jest :( będąc ubezpieczonym, pracując i tak muszę za wszystko płacić...
      • quleczka Re: bezpłatne świadczenia zdrowotne w NFZ 23.09.09, 10:00
        nie jest az tak zle, za wiele wizyt placic nie trzeba...trzeba tylko/az poczekac....

        ok, wiadomo, ze niestety jakbys sobie wykupila prywatne ubezpieczenie w jakims
        towarzystwie to za te 200zl miesiecznie mialabys wszystkie wizyty u
        specjalistow, badania rozne i nawet na przyklad operacje przegrody nosowej,
        zatok czy nawet "by passow" bez czekania w kolejkach czy tez stomatologie
        (lista zalezna od opcji ubezpieczenia)

        prawda jest jednak taka, ze zadne ubezpiczenie nie obejmuje na przyklad
        skomplikowanego leczenia powypadkowego, tetniaka, przeszczepow, nowotworow i
        ogolnie skomplikwanych i drogich procedur

        i tu jednak ubezpieczenie z NFZ sie przydaje... :/
        • jul-kaa Re: bezpłatne świadczenia zdrowotne w NFZ 23.09.09, 10:18
          quleczka napisała:

          > ok, wiadomo, ze niestety jakbys sobie wykupila prywatne ubezpieczenie w jakims
          > towarzystwie to za te 200zl miesiecznie mialabys wszystkie wizyty u
          > specjalistow, badania rozne (...)

          Takie ubezpieczenie i to full wypas w iluś placówkach, zagranicą itp. a do tego
          po jakimś czasie dentystę czy ortodontę, to można mieć już i za ok. 100zł.

          >
          > prawda jest jednak taka, ze zadne ubezpiczenie nie obejmuje na przyklad
          > skomplikowanego leczenia powypadkowego, tetniaka, przeszczepow, nowotworow i
          > ogolnie skomplikwanych i drogich procedur
          >
          > i tu jednak ubezpieczenie z NFZ sie przydaje... :/

          Bo takie ubezpieczenie jest raczej dodatkiem do państwowego. jest fajne i super
          wygodne, ale jak Cię np. karetka powiezie do szpitala, bo zasłabniesz, to
          zapłacisz ciężką kasę ze swojej kieszeni. I jest tak, jak piszesz, poważne
          operacje (ale też np. poród) to tez państwowo...
          • quleczka Re: bezpłatne świadczenia zdrowotne w NFZ 23.09.09, 14:22
            akurat transport karetka i pomoc w przypadku zaslabniecia czy zlamania reki to
            wiekszosc obejmuje jesli ma opcje tzw. leczenia szpitalnego :)

            tak samo to co ja sprawdzalam obejmuje prowadzenie ciazy i porod bodajze po roku
            od placenia skladki, ogolnie chodzi o to by nie zaczac jej placic tylko po to

            nie obejmuje za to dlugotrwalych i kosztownych procedur...
            • jul-kaa Re: bezpłatne świadczenia zdrowotne w NFZ 23.09.09, 15:47
              quleczka napisała:
              > tak samo to co ja sprawdzalam obejmuje prowadzenie ciazy i porod bodajze po rok
              > u
              > od placenia skladki, ogolnie chodzi o to by nie zaczac jej placic tylko po to

              Ciekawe, bo to, że prowadzenie ciązy jest w kazdym prawie pakiecie prywatnym, to
              porodu ja nie znalazlam nigdzie. W sumie jak by to miało być? Poród w takim np.
              Damianie, który kosztuje ileś tysięcy (9?) nie oplacałby się ubezpieczycielowi,
              a zaden nie ma chyba podpisanych umów ze szpitalami panstwowymi.
              • quleczka Re: bezpłatne świadczenia zdrowotne w NFZ 23.09.09, 18:19
                jul-kaa mowiac szczerze bardzo sie nie wczytywalam ale jedna z opcji jaka znalazlam obejmowala nawet dosc drogie rzeczy typu bypassy i to byla ktoras z opcji signal iduna

                tu jest tez troche o tym

                www.bankier.pl/wiadomosc/Ubezpieczenie-zdrowotne-dla-kobiet-w-ciazy-1728212.html
                to dla zainteresowanych :)

                no i tu jest o tym, ze jesli chodzi o ciaze i porow to na szczescie w ramach naszej "polityki prordzinnej" kazda ciezarna jest ubezpieczona

                praca.gazetaprawna.pl/artykuly/30062,kobiety_w_ciazy_maja_prawo_do_bezplatnego_leczenia.html
                wiec prywatne ubezpieczenie to mozna miec po to by miec, ze tak powiem "ekstra" opcje :)
                • jul-kaa Re: bezpłatne świadczenia zdrowotne w NFZ 23.09.09, 19:40
                  > jul-kaa mowiac szczerze bardzo sie nie wczytywalam ale jedna z opcji jaka znala
                  > zlam obejmowala nawet dosc drogie rzeczy typu bypassy i to byla ktoras z opcji
                  > signal iduna

                  Ja w swoim ubezpieczeniu też mam dość drogie zbiegi/operacje, ale moim zdaniem o
                  tyle się to różni od ciąży, że statystyczna kobieta ma niewielkie szanse na
                  takie choroby, a na ciążę (a nawet kilka ciąż) dużo większe :))) Dlatego pewnie
                  mój ubezpieczyciel "porodu" mi nie zapewnia.

                  > no i tu jest o tym, ze jesli chodzi o ciaze i porod to na szczescie w ramach na
                  > szej "polityki prordzinnej" kazda ciezarna jest ubezpieczona

                  Hmmm, ale (że poironizuje) dlaczego "na szczęście" ciężarna jest ubezpieczona a
                  niesprawiedliwe jest to, że ubezpieczona jest mężatka mająca zatrudnionego męża,
                  hę? co to za filozofia zajść w ciążę tylko po to, żeby mieć ubezpieczenie, a
                  potem jeszcze becikowe :)))

                  Ale sama informacja ciekawa, przyznam, że nie wiedziałam. Tak czy owak nie
                  chciałabym chodzić do państwowego lekarza w czasie ciąży...
                  • szarsz Re: bezpłatne świadczenia zdrowotne w NFZ 23.09.09, 19:57
                    jul-kaa napisała:
                    > co to za filozofia zajść w ciążę tylko po to, żeby mieć
                    > ubezpieczenie, a potem jeszcze becikowe :)))

                    Znaczy się imho nasze państwo kobietę ma w... głębokim poważaniu,
                    dba o dzieci. To dziecko jest ubezpieczone od poczęcia do
                    pełnoletności :)
                    • jul-kaa Re: bezpłatne świadczenia zdrowotne w NFZ 23.09.09, 20:36
                      szarsz napisała:

                      > Znaczy się imho nasze państwo kobietę ma w... głębokim poważaniu,
                      > dba o dzieci. To dziecko jest ubezpieczone od poczęcia do
                      > pełnoletności :)
                      >

                      A faceta gdzie ma nasze państwo?
                      • quleczka Re: bezpłatne świadczenia zdrowotne w NFZ 23.09.09, 21:03
                        > A faceta gdzie ma nasze państwo?

                        tam gdzie kobiete mniej wiecej :)

                        maz tez ma ubezpieczenie jesli siedzi w domu i nic nie robi, a zona pracuje ;)
                  • quleczka Re: bezpłatne świadczenia zdrowotne w NFZ 23.09.09, 21:01
                    >Dlatego pewnie
                    > mój ubezpieczyciel "porodu" mi nie zapewnia.

                    no ale porod masz "zapewniony" tak czy siak, a na przyklad jak patrze na
                    przykladowo ubezpieczenia signal iduna to wszystkie od II w gore (a jest 6 opcji
                    czyli II to ta jedna z tanszych) maja

                    "komfortowe warunki porodu zapewniające obecność osoby
                    towarzyszącej w trakcie porodu oraz za zgodą lekarza prowadzącego: bezpłatne
                    znieczulenie do porodu wykonywane bez wskazań medycznych - na życzenie
                    Ubezpieczonej"

                    > Hmmm, ale (że poironizuje) dlaczego "na szczęście" ciężarna jest ubezpieczona a
                    > niesprawiedliwe jest to, że ubezpieczona jest mężatka mająca zatrudnionego
                    męża, hę?

                    ogolnie to dla jednych i drugich to jest "na szczescie" dla nich i tyle :p
                    choc nie twierdze, ze to sprawiedliwe ;)

                    to ja juz wole meza znalezc, niz miec dziecko bez meza dla 9 miesiecy
                    ubezpieczenia ;)

                    >Tak czy owak nie
                    > chciałabym chodzić do państwowego lekarza w czasie ciąży...

                    a ja szczerze mowiac akurat najlepszego ginekologa jakiego w zyciu mialam mam
                    teraz wlasnie z NFZ :))

                    p.s. pomijac fakt, ze mi sie on z NFZ nie nelezy chwilowo...ale tu tego nikt nie
                    sprawdza w sumie ;)
                    • jul-kaa Re: bezpłatne świadczenia zdrowotne w NFZ 23.09.09, 21:06
                      quleczka napisała:

                      > no ale porod masz "zapewniony" tak czy siak, a na przyklad jak patrze na
                      > przykladowo ubezpieczenia signal iduna to wszystkie od II w gore (a jest 6 opcj
                      > i
                      > czyli II to ta jedna z tanszych) maja
                      > "komfortowe warunki porodu zapewniające obecność osoby
                      > towarzyszącej w trakcie porodu oraz za zgodą lekarza prowadzącego: bezpłatne
                      > znieczulenie do porodu wykonywane bez wskazań medycznych - na życzenie
                      > Ubezpieczonej"

                      Bardzo jestem ciekawa, gdzie wg się tak rodzi. Bo brzmi jak w państwowym, tylko bez doplat za osobę towarzyszącą (o ile się współrodząca zgodzi... czyli klasyka i o ile w ogóle są dopłaty) i bez opłaty za znieczulenie, które raz jest płatne (400-700zł) a raz nie.
                      Aż sobie chyba poczytam i podzwonie, bo mnie zaintrygowała ta kwestia. Tak czy siak już za późno dla mnie, ale ciekawość zaspokoję :)
        • tfu.tfu Re: bezpłatne świadczenia zdrowotne w NFZ 23.09.09, 19:53
          to sobie wyobraź, że za zwykłą morfologię musiałam zapłacić, bo pani konował nie
          uważała za stosowne dać mi skierowania, dała za to receptę na drugi antybiotyk,
          chyba jej firma farmaceutyczna płaci...
          • quleczka Re: bezpłatne świadczenia zdrowotne w NFZ 23.09.09, 21:02
            sorki ale konowal trafi sie wszedzie czy to w NFZ czy nie (bo wiekszosc z nich
            przyjmuje i prywatnie i panstwowo)... trzeba isc wtedy do innego lekarza i tyle
      • szarsz Re: bezpłatne świadczenia zdrowotne w NFZ 23.09.09, 10:16
        tfu.tfu napisała:
        > to mit jest :( będąc ubezpieczonym, pracując i tak muszę za
        > wszystko płacić...

        Ale już za pobyt w szpitalu i zastosowanie nieraz drogich procedur
        medycznych - nie. Zwolnienie powyżej 33dni, urlop macierzyński - to
        wszystko płaci Ci ZUS.

        Ja przez lata nie korzystałam z państwowej służby zdrowia, ze
        zwolnień, nigdy z zasiłków. I teraz zdarzyło się tak, że od maja br
        przejadłam wszystko, co wpłaciłam do FUS, co wpłacił mój mąż i co
        dołożyło państwo.
        • joankb Re: bezpłatne świadczenia zdrowotne w NFZ 23.09.09, 10:29
          Zgadzam się.
          Wystarczy jedna poważniejsza choroba w rodzinie.
          Jeden z najbardziej szkodliwych mitów jaki krąży, zwłaszcza wśród młodych ludzi,
          to ten o cudownym rozwiązaniu - ubezpieczeniu prywatnym.
          Vide - USA.
        • quleczka Re: bezpłatne świadczenia zdrowotne w NFZ 23.09.09, 14:20
          ok, tak zgoda ale akurat to placi ci z ubezpieczenia chorobowego, a nie zdrowotnego

          niestety jak sie samemu oplaca zdrowotne plarcujac na umowe o dzielo to to i tak
          ci nie przysluguje
          • szarsz Re: bezpłatne świadczenia zdrowotne w NFZ 23.09.09, 15:00
            quleczka napisała:
            > ok, tak zgoda ale akurat to placi ci z ubezpieczenia chorobowego,
            > a nie zdrowotnego

            Jasne. Ale niezależnie od tego, czy wliczymy tylko zdrowotne (pobyty
            w szpitalu + wizyty lekarskie + leki) czy zwolnienia i zasiłki, to
            piekielnie łatwo jest wykorzystać "swoją" pulę.
            Szczególnie, kiedy jest się młodą kobietą, która właśnie rodzi swoje
            dzieci.
    • cielecinka Re: bezpłatne świadczenia zdrowotne w NFZ 23.09.09, 13:19
      chwilowo też jestem bez ubezpieczenia.
      I jedyną opcją jaką znalazłam jest nabycie ziemi rolnej ale MNIEJ niż jeden
      hektar, zgłaszasz się wtedy do KRUSu i oni opłacają składki zdrowotne. Jeżeli
      ziemi więcej niż hektar, to sama płacisz bodajże 293 PLN co miesiąc, ale w tym
      masz ubezpieczenie plus składkę za najniższą emeryturę.
      • quleczka zawsze mozna znalezc meza :p n/t 23.09.09, 14:25
    • ederlezi1981 Re: bezpłatne świadczenia zdrowotne w NFZ 23.09.09, 15:21
      Za odpoewiedzi dziękuję.
      Kombinuję, to w sumie może byc niezła karta przetargowa...
      Swoja droga, to jest dziki kapitalizm a la trzeci świat, a nie Unia :?
      Bo de facto ja na dwóch uczelniach wyrabiam ok. 3 etatów, jak sobie to podliczę. A co z tego mam? Ani ZUSu, ani ubezpieczenia (bo jeśli nawet zlecenie, to z czegoś zupełnie innego), ani nadgodzin.
      Prywatne ubezpieczenie z góry odrzucam- mi chodzi o zabezpieczenie na wszelki wyapdek, wlaśnie typu, nie daj Boże, wypadek, czy coś. Ja od lekarzy trzymam się z daleka, jak nie muszę. Stąd też wizja płacenia prawie trzech stów tez odpada.
      • quleczka Re: bezpłatne świadczenia zdrowotne w NFZ 23.09.09, 18:03
        > bo jeśli nawet zlecenie, to z czegoś zupełnie innego

        ale masz jakies zlecenia rownolegle? bo jesli tak to moze masz jednak te skladki placone :)

        tak czy inaczej ja sie podowiaduje jakos w najblizszych dniach ile to jest dokladnie tr 7,75%, ktore mozna odliczyc i ile tego odliczenia tak naprawde wychodzi

        no i dam znac :)

        "to jest dziki kapitalizm a la trzeci świat, a nie Unia"

        wlasnie... totalnie nie rozumiem czemu od jednych zarobionych pieniedzy skladki sa obowiazkowe, a od innych nie, dlaczego nie sa ogolnie od kazdej umowy...tak, ze kazdy kto pracuje ma je oplacone
        • tfu.tfu najgorzej pracować na umowę o dzieło 23.09.09, 19:59
          wtedy to dopiero jest przedmuchane :/
          • quleczka Re: najgorzej pracować na umowę o dzieło 23.09.09, 21:05
            > wtedy to dopiero jest przedmuchane :/

            no przeciez wlasnie takiej opcji tu mowimy :)

            i w przypadku ederlezi1981 i moim niestety...

            dalej nie rozumiem czemu nasze panstwo tak inaczej traktuje umowy o dzielo od
            umow zlecen, w koncu wykonuje sie na nie taka sama prace
            • tfu.tfu Re: najgorzej pracować na umowę o dzieło 23.09.09, 21:15
              "bo tak" :P
              ja pracowałam jako tłumacz długie lata bez żadnego ubezpieczenia... ergo wiem
              jak jest.
              i nie wiem "dlaczego" bo dla mnie to czarna-zuso-magia
              • anna-pia A wcale nie. 24.09.09, 00:42
                Możesz sobie pracować na UoD i płacić składki do ZUS-u albo zawierać
                umowy-zlecenia. Tłumaczenie to dzieło, a sprzątanie - zlecenie. Koleżanka
                tłumaczka (samotna) płaci składki na ZUS, bo zarabia tylko z UoD, i nic jej się
                z tego powodu nie dzieje. Ma też ubezpieczenie prywatne, ale jak widać, trzeba
                chcieć samemu zadziałać, a nie tylko biadolić, że ubezpieczenie nie jest
                odgórnie narzucone.
                • quleczka Re: A wcale nie. 24.09.09, 01:01
                  > Możesz sobie pracować na UoD i płacić składki do ZUS-u albo zawierać
                  > umowy-zlecenia.

                  tak tyle, ze musze placic ta z gory okreslona kwote ubezpieczenia dobrowolnego,
                  a nie normalna procentowa skladke tak jak z umowy zlecenia

                  > Ma też ubezpieczenie prywatne, ale jak widać, trzeba
                  > chcieć samemu zadziałać, a nie tylko biadolić, że ubezpieczenie nie jest
                  > odgórnie narzucone.

                  wlasnie po to wlaczylam sie do dyskusji w tym topiku by cos zadzialac i
                  dowiedziec sie jak, a nie by biadolic :)

                  to jest dla mnie nowa sytuacja i dosc skomplikowane i zagmatwane to wszystko

                  ofery ubezpieczen prywatnych tez juz dosc dokladnie przejrzalam wczoraj ale maja
                  jedna wade...a nie obejmuja powaznych operacji , a ja mam od dziecka nieco
                  wieksze ryzyko takiej
                  • marciasek NO BEZ PRZESADY 24.09.09, 13:33
                    Przecież pracując na umowę o dzieło dostajecie do ręki przeszło 90% kwoty brutto, a dobrowolne ubezpieczenie wynosi zaledwie ok. 200 zł.

                    Pracując na innych warunkach (np. zlecenie, etat) dostałybyście do reki znacznie mniejszą kwotę. Zmierzam do tego, że przy takiej samej kwocie brutto dochód z UoD pomniejszony o składkę dobrowolną i tak jest wyższy niż dochód z innego stosunku pracy.

                    Ponadto: któż Wam broni założyć DG??? Pełne składki za pierwsze 2 lata DG, zdrowotne + emerytalne, wynoszą ok. 338 zł./mies. Taniocha!
                    • ederlezi1981 Re: NO BEZ PRZESADY 24.09.09, 15:32
                      Wiesz, jal tak analizuję ten wątek i moją sytuację, to naprawdę dochodzę do wniosku, że tak naprawsdę kewestia świadczeń była chyba pretekstem do poużalania się.
                      Bo, powiedzmy sobie szczerze- dla mnie NIUE było szczególnym problemem pracowanie bez składek ZUSowskich, bo zakladałam, że jest to czasowe. Jasne, wkurzające było to, że jako pracownik zarabiałabym więcej, bo wg innych stawek (określone pensum plus nadgodziny- a tak mam płaska stawkę za godzinę, niezależnie od ich ilości), ale traktowałam to jako stan przejściowy- cos za coś. Przy czym, żeby nie było- ja za ubiegły semestr zarobiłam 9800 nettow jednym miejscvcu, ok. 6000 zł w drugim. Plus teraz jakieś dodatkowe grosze z arekrutację i obecną umowę. Najbliższe pieniądze zobaczę w lutym. Przy czym mogą mi odebrac część godzin, bo nie ejstem pracownikiem, a ktoś mmógłby chcieć nadgodziny. I dobra, cztery lata robiłam masę rzeczy za darmo, kosztem samej siebie- gdyby nie to, pewnie dawno bym miała napisany doktorat, obroniałabym go i zznalazłabym pracę- jak nie tu, to gdzie indziej. A tak zostałamz przysłowiowym palcem w dupie. I chyba to boli najbardziej.
                      A wracając do meritum- te 200-300 zł miesięcznie dla mnie to naprawdę dużo. Ale zapomniałam o tym, bo składki były za mnie odprowadzane.
                      • anna-pia Re: NO BEZ PRZESADY 24.09.09, 22:38
                        ederlezi1981 napisała:

                        > Wiesz, jal tak analizuję ten wątek i moją sytuację, to naprawdę dochodzę do wni
                        > osku, że tak naprawsdę kewestia świadczeń była chyba pretekstem do poużalania s
                        > ię.

                        Trzeba było tak od razu, głask, głask :)

                        > A wracając do meritum- te 200-300 zł miesięcznie dla mnie to naprawdę dużo. Ale
                        > zapomniałam o tym, bo składki były za mnie odprowadzane.

                        Nie żartuj - przy takich zarobkach?
                        • ederlezi1981 Re: NO BEZ PRZESADY 25.09.09, 00:33
                          > anna-pia napisała:
                          > Nie żartuj - przy takich zarobkach?
                          Jednorazowych. Od lutego do czerwca włącznie, bez żadnej gwarancji na powtórkę. Ze sprawą spadkową po drodze :/
                        • magdalaena1977 Re: NO BEZ PRZESADY 25.09.09, 07:08
                          anna-pia napisała:

                          > ederlezi1981 napisała:

                          > > A wracając do meritum- te 200-300 zł miesięcznie dla mnie to
                          > > naprawdę dużo. Ale
                          > > zapomniałam o tym, bo składki były za mnie odprowadzane.
                          >
                          > Nie żartuj - przy takich zarobkach?
                          Jakich zarobkach ? autorka podała, że dostaje netto 9600 zł + 6000 zł na
                          SEMESTR. Czyli powiedzmy 2600 zł miesięcznie . Może jestem rozbestwiona, ale dla
                          mnie nie są to zarobki, gdzie 200 zł w te czy we wte nie ma znaczenia. Zwłaszcza
                          jeśli nie korzysta z pomocy rodziców.
                          • anna-pia Re: NO BEZ PRZESADY 25.09.09, 09:46
                            magdalaena1977 napisała:

                            > Jakich zarobkach ? autorka podała, że dostaje netto 9600 zł + 6000 zł na
                            > SEMESTR. Czyli powiedzmy 2600 zł miesięcznie . Może jestem rozbestwiona, ale dl
                            > a
                            > mnie nie są to zarobki, gdzie 200 zł w te czy we wte nie ma znaczenia. Zwłaszcz
                            > a
                            > jeśli nie korzysta z pomocy rodziców.

                            Oj, przepraszam, byłam zmęczona, ja zawsze zarobki liczę miesięcznie i nie
                            zauważyłam, że to na semestr.
                            • ederlezi1981 Re: NO BEZ PRZESADY 25.09.09, 10:12
                              widzicie, gdybym ja dostawała miesięcznie taką kasę, to musiałabym być zdrowo walnięta, żeby wyskakiwać z tego typu problemami.
                              Zresztą, nawet 2600 na rękę miesięcznie lub w regularnych transzach, gdzie średnia miesięczna oscylowałaby wokół tej kwoty, byłabym zadowolona. Jasne, jestem sama, moieszkam na Śląsku, nie w Warszawie i generalnie mam niskie koszty życia.
                              Ale tę kasę- skądinąd zgadzam się, że dużą- nigdy wczesniej naraz nie dostałam takiego przelewu - zarobiłam raz. W momencie, w którym mi wpłynęła, miałam totalne resztki na koncie. Zresztą, pierwsze poczynione wydatki to był notariusz i geodeta (sprawa spadkowa). Teraz mamy koniec września, a ja dalej nie wiem, z iloma grupami mam zajęcia w tym semestrze, co dopiero mysleć o przyszłym. Więć to nie takie proste- przesada byłoby powiedzieć, że żyję z dnia na dzień, ale mam chyba odmienna sytuacje od wiekszości forumek- nie mam rodziców, ani faceta, siostra mieszka w innym mieście, zreszta studiuje- mieszkam w hotelu asystenckim, jak można się domyślić, należącym do uczelni. Więc, gdybym poszła na otwarta wojnę, to n pewnie wylądowałąbym na bruku i nie miałabym domu rodzinnego, gdzie wróciłabym do rodziców i wieczorami narzekała przy piwie znajmym, że co prawda mam obiadki, ale starzy zrzędzą...
                              • joankb Re: NO BEZ PRZESADY 25.09.09, 13:27
                                Ale ja Cię rozumiem...
                                Sama się tak miotałam przez prawie 2 lata. Z nieregularnymi, niewysokimi
                                dochodami, z dzieckiem do kompletu :)). Wybór między jedzonkiem, dachem nad
                                głową, a ubezpieczeniem jest dość karkołomny i różnie bywało. Ryzykowałam kiedy
                                musiałam, przestałam ryzykować kiedy nieco się poprawiło.
                                • marciasek głask głask 25.09.09, 22:48
                                  Ederlezi, bidulko, naprawdę szczerze Ci współczuję. Nie jest fajnie samotnie
                                  walczyć ze wszystkimi problemami :(((

                                  A powiedz, czym Ty się właściwie zajmujesz?
                                  • ederlezi1981 Re: głask głask 25.09.09, 23:07
                                    Dzięki.
                                    Czym ja się zajmuję? Piszę doktorat z socjologii, prowadzę zajęcia na dwóch uczelniach, teraz robie wywiiady na Ksawerze w Będzinie do takiego projektu. A, namiętnie słucham muzyki ;-) No i jestem stanikomaniaczką.
                                    • marciasek Re: głask głask 26.09.09, 15:37
                                      Ale sobie intratny zawód wybrałaś - powiedziała socjolożce politolożka ;-))) (a było coś o kotle i garnku, prawda?)
                                      Nic to, mogło być gorzej: niektórzy na przykład studiują teatrologię :) Btw, za moich czasów (jak to brzmi!) najwięcej chętnych na 1 miejsce było właśnie na takich kierunkach jak teatrologia, religioznawstwo czy filmoznawstwo. A np. Akademia Ekonomiczna miała mniej chętnych niż miejsc i przyjmowała jak leci.
                                      Pewnie Ciebie to nie pocieszy, ale ja z wyuczonego zawodu nie żyję (a mam ich 2); po studiach nauczyłam się robić to i owo - i jakoś to leci. Pewnie nie na resztę życia, ale może doraźnie było by to dla Ciebie jakieś rozwiązanie?
                                      • magdalaena1977 Re: głask głask 26.09.09, 16:43
                                        marciasek napisała:

                                        > Ale sobie intratny zawód wybrałaś - powiedziała socjolożce politolożka ;-))) (a
                                        > było coś o kotle i garnku, prawda?)
                                        > Nic to, mogło być gorzej: niektórzy na przykład studiują teatrologię :)

                                        Tak z ciekawości - jakie były Wasze plany zawodowe, jak wybierałyście studia ?
                                        myślałyście, że znajdziecie świetnie płatną (a przynajmniej przyzwoicie płatną)
                                        pracę w zawodzie ? chciałyście studiować ukochany kierunek nie bacząc na
                                        możliwości znalezienia pracy ?

                                        Pytam z czystej ciekawości, bo ja byłam zafiksowana w drugą stronę i najpierw
                                        zastanawiałam się co chcę w życiu robić, a potem jakie studia mnie do tego
                                        przygotują. I np. matematyka odpadła, bo nie znałam żadnych ciekawych pomysłów
                                        na życie dla matematyczki, a uczenie w szkole mnie nie interesowało.
                                        • jul-kaa Re: głask głask 26.09.09, 17:00
                                          magdalaena1977 napisała:

                                          > Tak z ciekawości - jakie były Wasze plany zawodowe, jak wybierałyście studia ?
                                          > myślałyście, że znajdziecie świetnie płatną (a przynajmniej przyzwoicie płatną)
                                          > pracę w zawodzie ? chciałyście studiować ukochany kierunek nie bacząc na
                                          > możliwości znalezienia pracy ?

                                          Pierwszy kierunek - ukochany, wymarzony kierunek, miałam mniej więcej pomysł na
                                          pracę "po", nawet MOŻE w miarę dobrze płatną. W międzyczasie tak dużo się we
                                          mnie zmieniło, że wszystkie pomysły odpadły.
                                          Drugi kierunek - po nim w zasadzie NIE MA pracy, to znaczy jest, ale w tak
                                          różnych zawodach, ze same studia nie dają wiele. Czyli - marzenia, fascynacja itp.

                                          Ostatecznie - robić to, co robię, mogłabym praktycznie po każdym kierunku
                                          dającym jakąś (konkretną!) wiedzę ogólną - humanistyczno-społeczną :)
                                        • yaga7 Re: głask głask 26.09.09, 17:14
                                          Czasem bywa tak, że jak człowiek zaczyna studia, perspektywy zawodowe są inne
                                          niż wtedy, gdy je kończy.
                                          Przykładowo jak ja zaczynałam studia, praca dla biologów była w laboratoriach, a
                                          jak skończyłam studia, okazało się, że po co komu biolog, skoro mają przyjmować
                                          analityków medycznych, a nie biologów ;)
                                          W związku z czym musiałam zmienić plany zawodowe - ale nie narzekam ;)

                                          W każdym razie chodzi mi o to, że w sumie to nigdy się nie ma pewności, czy
                                          człowiek znajdzie pracę po studiach czy nie.
                                        • ederlezi1981 plany zawodowe kiedyś 26.09.09, 17:28
                                          Właściwie trudno powiedzieć. Idąc na MISH myslałam o kombinacji socjologia-psychologia-kulturozmawstwo lub etnologia. Wyszło, jka wyszło- socjologia i politologia- bo ten sam wydział, bo fajni ludzie byli, tak jakoś. Z etnologii musialam zrezygnować- jkaoś nikt nie palil się placić za moje dojazdy do Cieszyna, codziennie dojeżdżalam do katowic- w linii prostej 20 km, czasowo 1,5-2h, przez prawie całe studia jakoś sobie dorabiałam.
                                          Na I roku myślałam o dziennikarstwie-nie zrobiłam praktyki, bo sie głupio zakochałam i wybrałam specjalność za byłym facetem. Głupia byłam, wiem.
                                          Na IV roku wyjechałam na semestr na UW na wymianę i chyba powoli zaczęłam myslec o studiach doktoranckich- dosytałam się, co prawda na zaoczne, ale dostałam trochę zajęć do prowadzenia (za pieniądze). Wcześniej odbyłam (na politologii) dwie praktyki pedagogiczne z WOSu- później, w jednej z tych szkół dyrektorka propnowala mi pół etatu, ja jednak wybrałam prowadzenie sekretariatu na uczelni (dwa lata, w tym rok na pełen etat). Do dzis nie wiem, czy dobrze.
                                          Jeśli chodzi o moje obecne plany? Napisac doktorat i się zobaczy, co dalej.
                                      • jul-kaa Re: głask głask 26.09.09, 16:55
                                        marciasek napisała:

                                        > Nic to, mogło być gorzej: niektórzy na przykład studiują teatrologię :)

                                        Haha, co powiesz o etnologii :):)
                                        • marciasek he he 28.09.09, 13:01
                                          No, dowaliłaś :)

                                          Ale ja akurat znam sporo etnologów, niektórzy nawet w zawodzie pracują :) W muzeach lub na uczelniach, ew. w redakcjach dziwnych czasopism o profilu ocierającym się o ten kierunek.

                                          Odpowiadając na pytanie czy przy wyborze pierwszego kierunku kierowałam się myślą o przyszłej pracy: ależ skąd :) Wybrałam się do kolegium, bo tak było najłatwiej. Chodziło głównie o to, by wyprowadzić się od rodziców, a wybrane kolegium było w innym mieście. Przy drugim kierunku miałam pomysł na to, co po studiach, ale w trakcie studiów i tak wszystko się zmieniło. Jednak nie zakładałabym, że nie da się wybrać sobie kierunku pod kątem przyszłego zawodu, wręcz przeciwnie: wielu się to udaje i żałuję, że nie byłam wśród nich.
                                          • jul-kaa Re: he he 28.09.09, 14:14
                                            marciasek napisała:

                                            > No, dowaliłaś :)
                                            >
                                            > Ale ja akurat znam sporo etnologów, niektórzy nawet w zawodzie pracują :) W muz
                                            > each lub na uczelniach, ew. w redakcjach dziwnych czasopism o profilu ocierając
                                            > ym się o ten kierunek.

                                            Chodzi o to, że to maksymalnie zamknięty kierunek i środowisko. Mozna pracować
                                            na uczelni - na etnologii, w muzeum etnograficznym, w skansenie, w czasopiśmie.
                                            I tylko te (albo jeszcze ze 2 inne) miejsca są stricte dla ludzi po etno. Inni
                                            szukają zaczepienia w rożnych agencjach, wydawnictwach, NGOsach. Nikt nie
                                            potrafi powiedzieć w jednym zdaniu, co można robić po etnologii - niby wszystko,
                                            ale tak czy owak kiedy mówimy, jakie studia kończyliśmy, ludzie pytają - "to o
                                            owadach, tak?"
                                            • marciasek o owadach, bo się przewrócę :)))) 28.09.09, 21:10
                                              no tak, różnica w nazwie niewielka :)))

                                              A co do zamknięcia, masz oczywiście rację. Ale z tym, że można po etnografii robić "wszystko" bym nie przesadzała - żeby coś robić, trzeba coś umieć, a mowa o umiejętnościach, których ze studiów się zazwyczaj nie wynosi. Trzeba wykazać trochę własnej inwencji, by się czegoś nowego nauczyć i odnaleźć się na rynku pracy w jakimś nowym zawodzie. Bardzo często ludzie na studiach humanistycznych na pytanie o to, co będą później robić, odpowiadają właśnie, że "jejku, przecież można robić wszystko". Dla mnie to sygnał, że nie maja na siebie żadnego pomysłu. Oczywiście wiele zawodów nie wymaga wylegitymowania się jakimiś szczególnymi uprawnieniami, niemniej jednak pracę w tych zawodach trzeba najpierw zdobyć, a w warunkach rosnącej konkurencji kwalifikacje i/lub doświadczenie mogą okazać się niezbędne. Zmierzam do tego, że młody etnolog/archeolog/teatrolog/filmoznawca/kulturoznawca/religioznawca itp. ma zazwyczaj szeroką wiedzę ogólną, ale może ona nie wystarczyć do znalezienia interesującej i/lub dobrze płatnej pracy - i dlatego warto zdobyć jakieś dodatkowe umiejetności na własna ręke.
                                              • jul-kaa Re: o owadach, bo się przewrócę :)))) 28.09.09, 21:36
                                                Nie będę nic pisać, bo to święte słowa są :)
                                                Dla mnie etno to drugi kierunek. Jako pierwszy (i ostatni) - to raczej kiepski
                                                pomysł.
                                              • zarin Re: o owadach, bo się przewrócę :)))) 29.09.09, 20:59
                                                > Bardzo często ludzie na studiach humanistycznych n
                                                > a pytanie o to, co będą później robić, odpowiadają właśnie, że "jejku, przecież
                                                > można robić wszystko". Dla mnie to sygnał, że nie maja na siebie żadnego pomys
                                                > łu.

                                                To jest raczej sygnał, że byli już o to pytani tysiąc razy i mają ochotę zabijać, gdy to słyszą ;). Zwłaszcza że takie pytania się zadaje najczęściej w sposób już sugerujący, że na pewno nie ma po tym pracy. Co ciekawe, im bardziej ktoś nie ma pojęcia o danym kierunku, tym bardziej jest przekonany, że tej pracy nie ma.
                                                • marciasek Re: o owadach, bo się przewrócę :)))) 30.09.09, 01:05
                                                  Zarin: zwracam Ci uwagę, że dyskusja o perspektywach pracy po takiej np. politologii, socjologii czy etnologii wywiązała się między politolożką, socjolożką i etnolożką, zatem sugerowanie, że nie mamy pojęcia o kierunkach, na temat których dyskutujemy dowodzi co najmniej niedokładnego przeczytania naszych postów :)

                                                  Jeżeli jakąś osobę pytano już tysiąc razy o to, co będzie robić po studiach, i ma ona ochotę zabijać, znacznie prościej byłoby odpowiedzieć krótko i konkretnie wyczerpując w ten sposób temat, niż udzielać odpowiedzi typu "wszystko" która zachęca interlokutora do drążenia tematu - jak się owa hipotetyczna osoba po tysiącu takich sytuacji z pewnością przekonała. Nieprawdaż?
                                                  • magdalaena1977 Re: o owadach, bo się przewrócę :)))) 30.09.09, 07:26
                                                    marciasek napisała:

                                                    > niż udzielać odpowiedzi typu "wszystko" która
                                                    > zachęca interlokutora do drążenia tematu
                                                    Zwłaszcza, że taki interlokutor czasami jest po prostu szczerze zainteresowany i
                                                    odpowiedź w stylu "można robić wiele rzeczy, ale ja najbardziej chciałabym
                                                    pracować w skansenie" wystarcza.
                                                  • zarin Re: o owadach, bo się przewrócę :)))) 01.10.09, 01:54
                                                    > Zarin: zwracam Ci uwagę, że dyskusja o perspektywach pracy po takiej np. polito
                                                    > logii, socjologii czy etnologii wywiązała się między politolożką, socjolożką i
                                                    > etnolożką, zatem sugerowanie, że nie mamy pojęcia o kierunkach, na temat któryc
                                                    > h dyskutujemy dowodzi co najmniej niedokładnego przeczytania naszych postów :)

                                                    Ej, ale przecież nie mówię o was :). Po prostu często się słyszy takie pełne wyższości pytania, sugerujące, że wybór kierunku był naiwny i nie ma po tym pracy. Na dodatek milion razy od tej samej osoby.

                                                    To pytanie jest denerwujące, bo raz, że ile można mówić o tym samym, a dwa, że plany na przyszłość to jest jak dla mnie dość osobisty temat i niekoniecznie ma się ochotę o tym opowiadać każdej poznanej osobie. Zwłaszcza że ludzie często oczekują odpowiedzi z gatunku "jak dorosnę, zostanę pilotem", a nie każdy ma takie podejście do życia. Bycie bardziej elastycznym i widzenie siebie w wielu funkcjach, w zależności od tego, jak się ułoży życie, wcale nie oznacza braku pomysłu na siebie. Z kolei niechęć do rozwlekania tematu i uniki są interpretowane tak, że pytany nie ma pojęcia, co z sobą zrobić. To jest błąd.
                                                  • zarin Re: o owadach, bo się przewrócę :)))) 01.10.09, 01:57
                                                    Swoją drogą do listy najbardziej irytujących pytań dorzuciłabym też "powiedz coś po..." :D.
                                                  • marciasek Re: o owadach, bo się przewrócę :)))) 01.10.09, 12:28
                                                    Pełne wyższości pytania? Ej, chyba źle odczytujesz intencje rozmówcy. Albo masz
                                                    do czynienia z wyjątkowo wrednym rozmówcą i należy przestać z nim rozmawiać :) A
                                                    co ty właściwie studiujesz?
                                                  • zarin Re: o owadach, bo się przewrócę :)))) 02.10.09, 02:44
                                                    Naprawdę nikt Ci nigdy nie zadał pytania, co po tym robić, z wyraźnie zawartą sugestią, że głupio wybrałaś i na bank będziesz bezrobotna? Jeśli tak, to zazdroszczę ;).
                                                    To zauważone nie tylko przeze mnie, ale też wielu znajomych studiujących "dziwne" kierunki. Zresztą ostatnio podobne rzeczy słyszą osoby na informatyce czy prawie, tylko tutaj życzliwi sugerują, że rynek jest przesycony i pracy nie będzie :))).
                                          • magdalaena1977 Re: he he 28.09.09, 22:36
                                            marciasek napisała:

                                            > Jednak nie zakładałabym, że nie da się wybrać sobie kierunku pod
                                            > kątem przyszłego zawodu, wręcz przeciwnie: wielu się to udaje i
                                            > żałuję, że nie byłam wśród nich.
                                            Mnie się właśnie udało. Tj. wybrałam zawód, wybrałam studia i plan
                                            zrealizowałam. Ale faktycznie warunki pracy zmieniały się w czasie mojej nauki,
                                            a ludzie trzy lata młodsi ode mnie to w ogóle mają przechlapane.

                                            Ale z drugiej strony prawo to raczej nie jest kierunek, gdzie maturzysta marzy
                                            "ach będę sobie czytał ustawy i komentarze", tylko od razu myśli się o
                                            praktykowaniu w ten czy w inny sposób.
                                      • ederlezi1981 i politolożce też.. 26.09.09, 17:20
                                        politologie też skończyłam w ramach MISH
                          • marciasek Re: NO BEZ PRZESADY 25.09.09, 09:47
                            ocena wysokości dochodu jest rzeczą absolutnie subiektywną, każdy ma inne
                            potrzeby. Omawiana sprawa wydaje mi się nie mieć związku z oceną: jeśli się chce
                            zjeść bułkę, trzeba ją kupić, z ubezpieczeniem jest tak samo.
                          • joankb Re: NO BEZ PRZESADY 25.09.09, 09:50
                            200 złotych w tą czy w tamtą to robi różnicę i przy dużo większych zarobkach...
                            A przy identycznym brutto etatowiec płaci o 50% więcej na samo NFZ.
                            Można się nie ubezpieczać, ale trzeba sobie zdawać sprawę z tego ile to
                            ubezpieczenie kosztuje.
    • wielebnna druga strona medalu 23.09.09, 22:10
      dlaczego pracując i osiągając dochody chcesz być ubezpieczona bez ponoszenia
      kosztów, a na koszt państwa?
      • alxandra Re: druga strona medalu 23.09.09, 22:37
        To samo pomyślałam...Może zostanę zakrzyczana, ale trudno: jest możliwość
        indywidualnego ubezpieczenia się. 200 zł to chyba mały koszt comiesięcznej
        zapłaty za możliwość pobytu w szpitalu z powodu cięższej choroby (czego nikomu
        nie życzę)...
        Też jestem pracownikiem naukowym na uczelni, mam tantiemy z praw autorskich jak
        również prowadzę własną działalność. Z KAŻDEGO z tych dochodów jest odprowadzana
        składka na NFZ. Jak czytam o takim "kombinowaniu" to czasem szlag mnie trafia.

        wielebnna napisała:

        > dlaczego pracując i osiągając dochody chcesz być ubezpieczona bez ponoszenia
        > kosztów, a na koszt państwa?
        >
        • quleczka Re: druga strona medalu 24.09.09, 00:19
          > "Z KAŻDEGO z tych dochodów jest odprowadzana składka na NFZ."

          wlasnie , zle mnie zrozumialyscie ja bym byla bardzo szczesliwa gdyby ta skladka
          po prostu byla obliczana i odprowadzana tak samo jak w przypadku na przyklad
          umowy zlecenia...

          nie rozumiem tylko dlaczego jesli moja prace nazwie sie tak, ze da sie
          "podciagnac" to pod umowe zlecenie to skladki mam normalnie tak jak wszyscy
          procentowo od kwoty (bodajze cos kolo 11% teraz)... a jesli to samo sie nazywa
          "dzielem" to juz musze sie dobrowolnie ubezpieczac i kwota jest zupelnie na
          innej zasadzie liczona

          ja naprawde nie chce kabinowac, chcialabym by wszystkie skladni byly placone
          dokladnie na tej samej zasadzie co u kazdego innego czlowieka zarabiajacego na
          umowie o dzielo czy umowie o prace

          do niedawna (zmienili to chyba z miesiac temu) na przyklad skladki emerytalnej
          czy rentowej w ogole sie nie dalo placic od umow o dzielo :/
          • alxandra Re: druga strona medalu 24.09.09, 00:45

            wiesz mnie chodziło o to, że z moich trzech źródeł dochodu TRZYKROTNIE jest
            odprowadzana ta składka mimo że mhm nie mam 3 razy lepszej opieki. Dlatego jak
            czytam o kombinowaniu to coś mnie trafia

            quleczka napisała:

            > > "Z KAŻDEGO z tych dochodów jest odprowadzana składka na NFZ."
            >
            > wlasnie , zle mnie zrozumialyscie ja bym byla bardzo szczesliwa gdyby ta skladk
            > a
            > po prostu byla obliczana i odprowadzana tak samo jak w przypadku na przyklad
            > umowy zlecenia...
            >
            • quleczka Re: druga strona medalu 24.09.09, 01:07
              > wiesz mnie chodziło o to, że z moich trzech źródeł dochodu TRZYKROTNIE jest
              > odprowadzana ta składka mimo że mhm nie mam 3 razy lepszej opieki.

              no niestety kolejny absurd naszego systemu, to ogolnie to ze skladka na
              ubezpieczenie jest procentowa, w koncu koszty leczenia bogatego czy biednego sa
              takie same

              i to juz nie chodzi o to, ze 3 razy placisz ale jeden zarabia 1000zl i z tego
              placi te 11%, a drugi zarabia 5000% i tez musi zaplacic 11%...

              ja rozumiem, ze podatek jest rozny ale ze koszt leczenia :/

              "Dlatego jak czytam o kombinowaniu to coś mnie trafia"

              no to mam nadzieje, ze zrozumialas, ze ja nie zamierzam kombinowac i meza tez
              nie szukam ;)
        • ederlezi1981 Re: druga strona medalu 24.09.09, 00:56
          alxandra napisała:
          > Może zostanę zakrzyczana, ale trudno: jest możliwość
          > indywidualnego ubezpieczenia się. 200 zł to chyba mały koszt comiesięcznej
          > zapłaty za możliwość pobytu w szpitalu z powodu cięższej choroby (czego nikomu
          > nie życzę)...
          Widzisz, tylko, że dla mnie te ponad dwie stówy (to wychodzi niecałe 300 zł to naprawdę cholernie dużo- jak zapłacę 388 za pokój, 88 zł za bilet kwartalny, 48.80 za internet, powiedzmy 20 zł na doładowanie komórki, to zostaje mi niewiele- tyle, by przezyć, kupować w lumpeksach i czasem poszperać po antykwariatach.
          A co do ubezpieczenia- ja przez ostanie dwa i pół roku nie byłam nai razu u lekarza, nie złożyło się po prostu. Wiem jednak, że może mnie <odpukać> coś przejechać, moga mi wykryc raka i wtedy koszt leczenia może kilkakrotnie przekroczyć moje dotychczasowe zarobki - chodzi mi raczej o minimalne gwarancje, niż chęć naciągnięcia państwa i współobywateli na kasę.

          alxandra napisała:
          > Też jestem pracownikiem naukowym na uczelni, mam tantiemy z praw autorskich jak
          > również prowadzę własną działalność. Z KAŻDEGO z tych dochodów jest odprowadzan
          > a
          > składka na NFZ. Jak czytam o takim "kombinowaniu" to czasem szlag mnie trafia.
          Widzisz, ja NIE jestem pracownikiem naukowym, co więcej, jak słyszę narzekania co niektórych kolegów i koleżanek, to mnie cholera bierze. Przy czym boli mnie to dlatego, że poświęciłam cztery lata, w ubiegłym semestrze WSZYSTKIE weekendy od lutego do czerwca włacznie (z wyłączeniem dni ustawowo wolnych- świąt i weekendu majowego)pracowałam od rana do wieczora, mase czasu spedziłam przy rekrutacji, robieniu masy rzeczy za darmo, przez co np nie zrobiłam jeszcze badań do swojego doktoratu, bo zawsze było coś ważniejszego i teraz czuję się po prostu wykorzystana. Niby mam konkretną obietnicę zatrudnienia na dobrych warunkach, ale za rok. Poza tym jest takie powiedzenie o łasce pańskiej... Ale koniec, po pierwsze,to nie jest watek do żalenia się, a poza tym- diabli wiedzą, kto to czyta.
          Umowa o dzieło ma swoje plusy, zgadzam się- przez pewien czas, równolegle z prowadzeniem zajęć na dzieło z prawami autorskimi byłam pracownicą wydziałowej administracji na tej samej uczelni- wtedy "dowalili" mi ZUSy do wszystkiego i zamiast ponad 90% z kwoty brutto na ręke dostawałam nieco ponad 60. Zabolało. Zreszta, oprócz zajęć robie tez inne rzeczy- kiedyś nawet zaproponowano mi umowę o pracę w sladowym wymiarze, ale wyliczyłam, że wtedy - tj majac umowe o dzieło plus umowe o pracę- netto dostałabym mniej, niz z samej umowy o dzieło na tę sama kwote. Ot, taki polski paradoks.
      • quleczka Re: druga strona medalu 24.09.09, 00:12
        nie, chcialabym by te skladki byly odprowadzane dokladnie na tej samej zasadzie
        jak skladki od umow zlecen albo umow o prace

        czyli procentowo, a nie stala kwota tylko o to mi chodzi...

        > dlaczego pracując i osiągając dochody chcesz być ubezpieczona bez ponoszenia
        > kosztów, a na koszt państwa?

        wlasnie odwrotnie, nie rozumiem czemu ktos pracujac i osiagajac dochody, jest
        ubezpieczony "na koszt panstwa" tylko na podstawie tego, ze ma meza...

        wlasnie to uwazam za nielogiczne, ze w ogole ktos poza dziecmi i
        niepelnosprawnymi, kobietami w ciazy i tak dalej jest ubezpieczony "na koszt
        panstwa"
        • anna-pia nie na koszt państwa! 24.09.09, 00:37
          quleczka napisała:

          > wlasnie odwrotnie, nie rozumiem czemu ktos pracujac i osiagajac dochody, jest
          > ubezpieczony "na koszt panstwa" tylko na podstawie tego, ze ma meza...
          >
          > wlasnie to uwazam za nielogiczne, ze w ogole ktos poza dziecmi i
          > niepelnosprawnymi, kobietami w ciazy i tak dalej jest ubezpieczony "na koszt
          > panstwa"

          Mój mąż co miesiąc płaci ZUS w wysokości kilkuset złotych, bliżej do tysiąca. Z
          tego są ubezpieczeni wszyscy członkowie rodziny, czy uważasz, że to jest "na
          koszt państwa"?
          My za to płacimy! Ja do lekarza państwowo chadzam pi razy oko raz do roku, mąż
          to samo, tylko dzieci częściej. Zdecydowanie taniej wyszłoby mi ubezpieczenie
          zdrowotne prywatnie, tyle że z ZUS zrezygnować nie mogę. Szkoda, bo to my
          płacimy per saldo za ubezpieczenie zdrowotne emerytów, rencistów i studentów.
          • quleczka Re: nie na koszt państwa! 24.09.09, 00:56
            > Mój mąż co miesiąc płaci ZUS w wysokości kilkuset złotych, bliżej do tysiąca. Z
            > tego są ubezpieczeni wszyscy członkowie rodziny, czy uważasz, że to jest "na
            > koszt państwa"?

            w sumie tak bo gdyby byl sam bez rodziny placilby dokladnie tyle samo

            czyli tak naprawde on placi za siebie, a wy macie zapewnione to w ramach jakis
            tam ustalen panstwa wlasnie

            tak samo jak moja mama placi dokladnie ta sama skladke teraz i zanim ja
            skonczylam 26 lat i bylam ubezpieczona razem z nia...
            • anna-pia Re: nie na koszt państwa! 24.09.09, 10:55
              quleczka napisała:

              > w sumie tak bo gdyby byl sam bez rodziny placilby dokladnie tyle samo
              >
              > czyli tak naprawde on placi za siebie, a wy macie zapewnione to w ramach jakis
              > tam ustalen panstwa wlasnie
              >
              > tak samo jak moja mama placi dokladnie ta sama skladke teraz i zanim ja
              > skonczylam 26 lat i bylam ubezpieczona razem z nia...

              No i fajnie - twoja mama płaciła składki za siebie i ciebie, mój mąż za siebie i
              swoją rodzinę, to teraz twoim zdaniem powinien też płacić za ciebie?
              Owszem, mnóstwo singli płaci takie składki, jak mój mąż, i z twoich wpisów
              wynika, że ty, zamiast postarać się o ubezpieczenie w miejscu pracy, chcesz,
              żeby za ciebie płacili inni?
      • quleczka Re: druga strona medalu 24.09.09, 00:30
        > dlaczego pracując i osiągając dochody chcesz być ubezpieczona bez ponoszenia
        > kosztów, a na koszt państwa?

        a swoja droga dlaczego PRACUJAC i osiagajac dochody, ale majac ponizej 26 lat i
        studiujac lub majac meza... osoba jest ubezpieczona na koszt panstwa?

        moim zdaniem to jest wlasnie nielogiczne ogolnie w naszym panstwie i tylko
        dlatego zwrocilam na to uwage :)

        wlasnie dlatego nagle wszedzie widac ogloszenia o pracy dla studentow na umowe
        zlecenie ... bo pracodawcy chca zaoszczedzic :/

        ogolnie dla mnie kazda praca powinna sie rownac placeniu skladek... i tyle :)

        mam nadzieje, ze juz wiecej nie zostane zle zrozumiana :)

        no i kwestia numer dwa

        ostatnie pol roku nie pracowalam i nie osiagalam dochodow - czemu wtedy majac
        meza moglabym sie leczyc "na koszt panstwa" a nie majac nie?

        wiadomo niestety, ze jedyna odpowiedz jest "bo tak"... bo tak ktos to
        przedziwnie jak dla mnie wymyslil :/
        • anna-pia Re: druga strona medalu 24.09.09, 00:39
          quleczka napisała:

          > ostatnie pol roku nie pracowalam i nie osiagalam dochodow - czemu wtedy majac
          > meza moglabym sie leczyc "na koszt panstwa" a nie majac nie?

          Nie na koszt państwa, tylko na koszt męża, widzisz różnicę?
          • literka102 Re: druga strona medalu 24.09.09, 00:42
            Pracujący maż płaci składki;)
            • anna-pia Re: druga strona medalu 24.09.09, 00:42
              literka102 napisała:

              > Pracujący maż płaci składki;)

              Ach, nareszcie ktoś też to widzi :)
              • literka102 Re: druga strona medalu 24.09.09, 00:50
                Ktoś korzysta;)))
              • magdalaena1977 Re: druga strona medalu 24.09.09, 00:56
                literka102 napisała:
                > Pracujący maż płaci składki;)
                Ale pracujący rodzice też płacą.
                Dlaczego utrzymywanie dorosłej zdrowej kobiety przez męża ma być lepsze od
                utrzymywania jej przez tatusia ?
                • literka102 Re: druga strona medalu 24.09.09, 01:03
                  Pracująca zdrowa kobieta(legalnie pracująca)sama siebie ubezpiecza.Po co jej mąż
                  i rodzice?
                  • magdalaena1977 Re: druga strona medalu 24.09.09, 01:15
                    literka102 napisała:

                    > Pracująca zdrowa kobieta (legalnie pracująca) sama siebie ubezpiecza.
                    > Po co jej mąż i rodzice?
                    Ale mówimy o przypadku osoby, która nie pracuje zawodowo. Nie ma małych dzieci i
                    po prostu "prowadzi dom".
                    Dla mnie taki model na dalszą metę jest mało atrakcyjny, ale wiem, że są osoby,
                    którym się to podoba. Jeśli tylko znajdą sobie "sponsora" (bez jakichś
                    negatywnych skojarzeń) czy inne źródła dochodu, to mogą realizować się jako
                    pełnoetatowe kapłanki domowego ogniska.
                    Taki sam mam stosunek do niepracujących zawodowo mężczyzn.

                    I dla mnie nie ma różnicy, kto utrzymuje taką osobę - pracujący zawodowo mąż czy
                    pracujący zawodowo ojciec. Dlatego uważam, że zróżnicowanie takich sytuacji w
                    kwestii ubezpieczenia jest niesprawiedliwe.
                    • literka102 Re: druga strona medalu 24.09.09, 01:17
                      Jeśli pracuje - ma dochody(nie ma znaczenia jakie)Może sobie płacić
                      ubezpieczenie jakie chce - te prywatne(a są - nawet tańsze i lepsze niż
                      państwowe).Nie rozumiem w czym problem.
                    • quleczka Re: druga strona medalu 24.09.09, 01:23
                      > Ale mówimy o przypadku osoby, która nie pracuje zawodowo

                      nie, przynajmniej ja mowilam o innej :)

                      z gory powiedzialam, ze w przypadku kobiet wychowujacych dzieci rozumiem prawo
                      do ubezpieczenia

                      nie rozumiem czemu kobieta ma ubezpieczeni bedac zona nawet wtedy gdy nie ma
                      dzieci i zarabia tak naprawde tyle co normalnie tylko na umowe o dzielo
                      • literka102 Re: druga strona medalu 24.09.09, 01:27
                        Żeby mieć ubezpieczenie - trzeba płacić składki.To chyba logiczne.Dzieci mają
                        takie ubezpieczenie same z siebie;)))
                        • quleczka koniec, dobranoc :) 24.09.09, 01:40
                          > Żeby mieć ubezpieczenie - trzeba płacić składki.To chyba logiczne.

                          tak ale jak widac nie zawsze tak jest bo niektorzy ich nie placa osobiscie, a
                          jednak ubezpieczenie maja

                          > Dzieci mają
                          > takie ubezpieczenie same z siebie;)))

                          no wlasnie "same z siebie" czyli "od panstwa" czy nie same z siebie czyli na
                          koszt placacego rodzica tak jak tu byla mowa o mezu?

                          ja zostane przy tym, ze jednak to ubezpieczenie jest od panstwa bo ono ustalilo,
                          ze ktos moze byc "podpiety" dodatkowo w ramach skladki innej osoby

                          teraz juz prawdziwy EOT z mojej strony ;)

                          dobranoc :)
                          • literka102 Re: koniec, dobranoc :) 24.09.09, 02:08
                            Dzieci mają ubezpieczenie nawet wtedy, kiedy rodzice nie pracują.
                    • jul-kaa Re: druga strona medalu 24.09.09, 10:34
                      magdalaena1977 napisała:

                      > Ale mówimy o przypadku osoby, która nie pracuje zawodowo. Nie ma małych dzieci
                      > i
                      > po prostu "prowadzi dom".
                      > Dla mnie taki model na dalszą metę jest mało atrakcyjny, ale wiem, że są osoby,
                      > którym się to podoba. Jeśli tylko znajdą sobie "sponsora" (bez jakichś
                      > negatywnych skojarzeń) czy inne źródła dochodu, to mogą realizować się jako
                      > pełnoetatowe kapłanki domowego ogniska.
                      > Taki sam mam stosunek do niepracujących zawodowo mężczyzn.

                      A gdyby było inaczej i żona prowadząca dom byłaby nieubezpieczona, a ich wspólny
                      model rodziny wymagałby od niej prowadzenia domu w pełnym wymiarze godzin (moja
                      babcia tak spędziła życie i naprawdę się nie nudziła...), to rozumiem że w razie
                      choroby/wypadku powinna zostać na lodzie?
                      Tak w sumie retorycznie pytam :)

                      >
                      > I dla mnie nie ma różnicy, kto utrzymuje taką osobę - pracujący zawodowo mąż cz
                      > y
                      > pracujący zawodowo ojciec. Dlatego uważam, że zróżnicowanie takich sytuacji w
                      > kwestii ubezpieczenia jest niesprawiedliwe.

                      Chyba jest różnica - zależy komu ona ten dom prowadzi :)
                      • magdalaena1977 Re: druga strona medalu 24.09.09, 12:36
                        jul-kaa napisała:
                        > A gdyby było inaczej i żona prowadząca dom byłaby
                        > nieubezpieczona, a ich wspólny model rodziny wymagałby od niej
                        > prowadzenia domu w pełnym wymiarze godzin, to rozumiem że w razie
                        > choroby/wypadku powinna zostać na lodzie?
                        Nie. Mąż (czy inna osoba, która ją utrzymuje) powinien ją ubezpieczać. I to nie
                        tylko zdrowotnie, ale też społecznie - tj. od ryzyka starości (emerytura) czy
                        trwałej niezdolności do pracy (renta). Żeby nie została na lodzie w razie
                        wdowieństwa czy rozwodu.
                        Widzę sens preferencyjnego potraktowania matek (czy ojców), którzy nie pracują
                        zawodowo i zajmują się małymi dziećmi - tj. sens dofinansowania świadczeń dla
                        nich ze składek / podatków innych ubezpieczonych.
                        Ale jestem przeciwna takiemu dofinansowaniu, jeśli chodzi o ludzi, którzy z
                        wyboru nie pracują zawodowo i są na utrzymaniu innej osoby. Można rozważyć
                        feministyczne postulaty np. przekazywania połowy składek pracującego męża na
                        konto jego "prowadzącej dom" żony.
          • quleczka Re: druga strona medalu 24.09.09, 00:57
            > Nie na koszt państwa, tylko na koszt męża, widzisz różnicę?

            nie, bo kolega twojego meza, ktory nie ma zony, a zarabia dokladnie tyle samo
            zaplaci swoja wlasna skladke tylko za siebie identyczna co twoj maz
            • literka102 Re: druga strona medalu 24.09.09, 01:05
              Bzdura.
              • quleczka Re: druga strona medalu 24.09.09, 01:13
                co jest bzdura?

                czy nie jest prawda, ze ten przykladowy maz placi ta sama skladke bedac sam jak
                i majac zone i 5 dzieci?
                • literka102 Re: druga strona medalu 24.09.09, 01:19
                  Tak.Składka jest "ściągana" w zależności od dochodu, nie od ilości
                  "ludzi"(członków rodziny) na utrzymaniu;)
            • tfu.tfu niech się ożeni 25.09.09, 20:34
              wtedy poczuje się może mniej wykorzystany przez "system"
          • quleczka z mojej strony koniec dyskusji 24.09.09, 01:21
            bo wyjde za chwile na to co uwaza, ze matkom nic sie nie nalezy i w ogole :)

            a ja mowilam tylko o sytuacji w ktorej kobieta jest sprawna ,zdrowa, pracuje
            sobie na umowe o dzielo i nie musi placic przy tej UoD nic placic na
            ubezpieczenie tylko dlatego, ze ma meza

            1)zalozmy, ze sa swiezo po slubie
            2)dwa miesiace wczesniej on placil te same skladki na siebie
            3)ona pracowala na umowe o dzielo tak samo i nie miela ubezpieczenia jesli nie
            zaplacila sobie za nie dodatkowo ponad 200zl

            co sie zmienilo...tylko to, ze malzenstem
            tylko dlatego to niby cos zmienia w kwestii panstwowego leczenia :)

            i gdzie tu niby ten "koszt meza" :)

            ja juz zmykam bo wyjde na niewiadomo kogo... tylko dlatego, ze wlasnie
            postanowilam zrobic porzadek w swoim zyciu i dowiedziec sie jak moge zaczac w
            pelni legalnie pracowac i sie ubezpieczac
            • literka102 Re: z mojej strony koniec dyskusji 24.09.09, 01:35
              To zależy od tego, kto złożył wniosek( w pracy, jakie ma możliwości, co się
              bardziej opłaca) - żona tez może ubezpieczać męża i dzieci
      • magdalaena1977 Re: druga strona medalu 24.09.09, 00:53
        wielebnna napisała:

        > dlaczego pracując i osiągając dochody chcesz być ubezpieczona bez
        > ponoszenia kosztów, a na koszt państwa?
        A ja zapytam inaczej - czemu wiele osób chce pracować na umowę o dzieło (w
        sytuacjach totalnie nie pasujących do dzieła), która ma niższe podatki (wysokie
        kosztu uzyskania przychodu) i brak składek, a potem wybrzydza na brak ubezpieczenia.

        Może zamiast dzieła poproś o zlecenie z opcją ubezpieczeń społecznych. To nie
        umowa o pracę na czas określony - nie stanowi jakiegoś dramatu dla pracodawcy.
        Tylko, że ... płaca netto może być sporo niższa.
        przy wydatku pracodawcy w wysokości 3000 zł
        pracownik dostanie netto - 1820,60 zł (60,69%)
        oskładkowany zleceniobiorca - 1899,54 zł (63,32%)
        wykonujący dzieło - 2730 zł (91,00%)
        • literka102 Re: druga strona medalu 24.09.09, 01:06
          I to jest konkret;)
        • quleczka Re: druga strona medalu 24.09.09, 01:09
          > Może zamiast dzieła poproś o zlecenie z opcją ubezpieczeń społecznych.

          nie moge bo to zagraniczny pracodawca, a tylko od umow o dzielo w ogole w gre
          wchodzi, ze moge sobie sama podatki w polce placic

          to w ogole sie w takiej opcji robi juz w ogole niezle namieszane, wiec nawet o
          tym nie wspominalam wlasnie dla tego
          • literka102 Re: druga strona medalu 24.09.09, 01:20
            Ubezpiecz siebie i dzieci prywatnie - 100 - 200 zł od osoby na rok - a masz co
            chcesz.
            • quleczka Re: druga strona medalu 24.09.09, 01:26
              > Ubezpiecz siebie i dzieci prywatnie - 100 - 200 zł od osoby na rok - a masz co
              > chcesz.

              czy my zyjemy w inych krajach?

              prywatne ubezpieczenia zdrowotne jakie ja sprawdzalam to 100-200zl za miesiac za
              to by miec w ogole mozliwosc jakichkolwiek zabiegow w szpitalu, a to i tak nie
              obejmuje zadnych bardziej skomplikowanych procedur ani dluzszego pobytu

              skad wzielas informacje o 200zl na rok?

              tak to ja bym minuty nie myslala tylko bym byla ubezpieczona
              • literka102 Re: druga strona medalu 24.09.09, 01:28
                Tak płacę.
                • quleczka Re: druga strona medalu 24.09.09, 01:31
                  > Tak płacę.

                  a powiesz co placisz ? co masz za 200zl rocznie?
                  • literka102 Re: druga strona medalu 24.09.09, 01:33
                    Na osobę - pełny pakiet, wszelkie badania, dostęp do każdego specjalisty - na
                    wizytę czekam 2-3 dni.
                    • quleczka Re: druga strona medalu 24.09.09, 01:36
                      a co ze szpitalem? operacja? wypadkiem samochodowym? tu wlasnie lezy problem :/

                      choc swoja droga to i tak niezla opcja - moge wiedziec jaka firma?

                      najtansze jakie ja w ogole znalazlam z dostepem do wszystkich specjalistow to
                      bylo ok. 50-100 miesiacznie o ile dobrze pamietam, a u ciebie wychodzi to jakies
                      10-20zl miesiacznie tak?
                      • literka102 Re: druga strona medalu 24.09.09, 01:39
                        W styczniu miałam operację - bez problemu;)Czekam na poczcie .;)Nie jestem
                        "łapaczem" firmy, tylko zwykłym użytkownikiem.
                      • magdalaena1977 Re: druga strona medalu 24.09.09, 06:49
                        quleczka napisała:

                        > najtansze jakie ja w ogole znalazlam z dostepem do wszystkich
                        > specjalistow to bylo ok. 50-100 miesiacznie o ile dobrze pamietam,
                        Ja płacę 32 zł i mam specjalistów, ale bez badań. Ale to jest oferta PZU
                        wynegocjowana dla wszystkich pracowników mojego pracodawcy i przez to jest taniej.
                  • literka102 Guleczka 24.09.09, 01:36
                    Napisz do mnie na pocztę - wszystko Ci wyjaśnię, podam adres i nazwę firmy w
                    której się ubezpieczam. Tutaj nie mogę - bo to reklama;)))Miłej nocy
                    • quleczka Re: Guleczka 24.09.09, 01:38
                      Guleczka jeszcze nie bylam :D

                      ale ok, napisze jutro... choc moim zdaniem nazwe mozesz spokojnie podac tutaj

                      stanika czy butow nazwe mozna by bylo, a ubezpieczenia nie? ;)

                      dobranoc! :)
                      • literka102 Re: Guleczka 24.09.09, 01:40
                        Przepraszam;)Qleczka;)Medicover.Sama sprawdź.
                        • quleczka Re: Guleczka 24.09.09, 01:50
                          dzieki, popatrzylam :)

                          oferuja faktycznie sporo ale jednak tylko hospitalizację planową oraz
                          powypadkowa, a innych pobytow w szpitalu juz nie

                          www.ubezpieczenie.com.pl/medicover_ubezpieczenia/81,1156.html
                          www.medicover.com/plpl/399,Opieka-w-Szpitalu.htm
                          swoja droga dla zainteresowanych ich ubezpiecznie obejmuje tez porod :)

                          policzylam sobie skladke na ich stronie i z opcja "opieka szpitalna" wychodzi
                          -> "Łączna wysokość składki miesięcznie: 305,00 PLN"

                          najtansza mozliwa opcja - opieka ogolna -> "Łączna wysokość składki
                          miesięcznie: 126,00 PLN"

                          https://www.medicover.com/plpl/78,Oblicz-skladke.htm

                          wiec nie wiem nadal jak ty to robisz ze 100-200 na rok :)
                          • literka102 Re: Guleczka 24.09.09, 02:06
                            Mój mąż pracuje w firmie zagranicznej(chyba o to pytałaś), mamy dwoje dzieci -
                            ubezpieczamy się prywatnie - płacę po 100zł rocznie za dzieci i po 200 zł za
                            siebie i męża - mam w tym szpital, każdego specjalistę i dostęp do badań -
                            szybszy niż "tradycyjnie" - wiem , bo korzystałam.Zadzwoń, zapytaj - nie wiem,
                            czy to ma związek z pracą wykonywaną przez męża, czy z naszą "historią
                            ubezpieczeń" - bo to różnie wygląda, pewnie ciągłość ma znaczenie.Uciekam spać.;)
                          • jul-kaa Re: Guleczka 24.09.09, 10:38
                            quleczka napisała:

                            > www.ubezpieczenie.com.pl/medicover_ubezpieczenia/81,1156.html
                            > www.medicover.com/plpl/399,Opieka-w-Szpitalu.htm
                            > swoja droga dla zainteresowanych ich ubezpiecznie obejmuje tez porod :)
                            >

                            Napisane jest tam tak: "Dodatkowym wariantem jest Opieka Ciąży, w ramach której
                            otrzymuje się następujące świadczenia:
                            • Świadczenia z zakresu Opieki Specjalistycznej Plus lub Opieki Szpitalnej
                            • Nielimitowane konsultacje ginekologiczne związane z prowadzeniem ciąży,
                            • USG płodu, ECHO serca płodu, Kardiotokografia, Badanie tętna płodu,
                            • Konsultacja stomatologiczna raz w roku ubezpieczeniowym – przegląd zębów,
                            • Opieka nad noworodkiem w pierwszym miesiącu życia.

                            Warto zauważyć, że jeżeli kobieta wykupi tylko ubezpieczenie podstawowe, bez
                            dodatkowej opcji Opieka Ciąży, nie przysługują jej żadne świadczenia medyczne
                            związane z ewentualnym prowadzeniem ciąży. Są one wyłączone z odpowiedzialności."

                            Porodu nie znalazłam :)
              • literka102 Re: druga strona medalu 24.09.09, 01:32
                Ludzie w naszym kraju kochają narzekać - nic nie dam, ale chcę mieć wszystko.
                Sprzątaczka(przepraszam:konserwator powierzchni płaskich - bo tak to się teraz
                nazywa)chce zarabiać więcej, niż człowiek, który uczył się kilka lat - nie
                obrażam nikogo, zastanawiam się tylko jak sami siebie postrzegamy?
    • ederlezi1981 KRUS 24.09.09, 01:07
      Przed chwilą napisałam maila do osoby-od-której-wiele-zalezy, cztyać: mojej promotorki, gdzie nadmieniłam, że znalazłam się w takiej własnie sytuacji i troche nie za komfortowo się czuję w związku z tym. No ciekawe, jak zareaguje (ona bardzo lubi mieć "swoich" ludzi do dyspozycji z a w s z e, wiec wizja tego, że ktos chcialby szukac pracy "na zewnątrz", jest dla niej nie do przyjęcia), ale nie ma co uprzedzać faktów.
      Nie zamierzałam kombinować, ale jesli mnie życie zmusi, to zacznę. KRUS? Hmm, z siostra mam wspólnie kawałek ziemi rolnej, konkretnie 715 metrów kwadratowych, musze sprawdzić, czy to się kwalifikuje ;-)
      • marciasek troszkę mało ;-) 24.09.09, 02:20
        Musisz mieć hektar przeliczeniowy albo dyplom szkoły rolniczej. Ewentualnie możesz, jako córka rolników od lat pomagająca w gospodarstwie, przedstawić zaświadczenie z Urzędu Gminy potwierdzające ten stan rzeczy. 7 arów (i to do spółki z siostrą) nie starczy.

        Z hektarem przeliczeniowym jest tak, że w zależności od jakości ziemi areał jest przeliczany na różne sposoby. Czasem starczy hektar, a czasem trzeba kupić półtora żeby się uzbierało. Następnie trzeba zwolnić się z pracy na co najmniej 2 lata i przez ten czas utrzymywać się z obrabiania tej ziemi (oficjalnie). Oczywiście w sytuacji, kiedy się nie ma rolniczych papierów. Dopiero po tych dwóch latach można składać papiery do KRUSu.
        • literka102 Re: troszkę mało ;-) 24.09.09, 02:22
          A miałam iść spać...;)))))))))))
          • anna-pia podsumuję trochę 24.09.09, 11:05
            quleczka napisała:

            > > Nie na koszt państwa, tylko na koszt męża, widzisz różnicę?
            >
            > nie, bo kolega twojego meza, ktory nie ma zony, a zarabia dokladnie tyle samo
            > zaplaci swoja wlasna skladke tylko za siebie identyczna co twoj maz

            Skąd wiesz, ile zarabia mój mąż? I dlaczego czepiasz się mojego i dzieci
            ubezpieczenia, zamiast żalić się nad kolegą? To wyjdź za niego i będziesz miała
            ubezpieczenie w ZUS.

            Zresztą, możesz sama, dobrowolnie, ubezpieczyć się w ZUS i też będziesz miała.

            quleczka napisała:

            > nie moge bo to zagraniczny pracodawca, a tylko od umow o dzielo w ogole w gre
            > wchodzi, ze moge sobie sama podatki w polce placic
            >
            > to w ogole sie w takiej opcji robi juz w ogole niezle namieszane, wiec nawet o
            > tym nie wspominalam wlasnie dla tego

            Znam wiele osób, które tak pracują, i właśnie ubezpieczają się w ZUS i
            ewentualnie prywatnie.

            NO ale skoro szkoda ci 200 zł miesięcznie, tylko narzekasz, że UoD nie jest
            dodatkowo opodatkowane, to szkoda klawiatury.
            Jeśli założę DG i będę płacić VAT, będę odprowadzać dwa podatki z każdej faktury
            (dochodowy i VAT) i jeszcze płacić ZUS. A w miesiącu, w którym nic nie zarobię,
            bo pojadę na wakacje z dziećmi / będę opiekować się chorymi dziećmi / sama będę
            chora, też będę musiała płacić, bo inaczej singielka bezdzietna będzie płakać,
            że krzywda się jej dzieje, bo jest dorosła i sama musi o siebie zadbać.
            • magdalaena1977 Re: podsumuję trochę 24.09.09, 12:40
              anna-pia napisała:
              > A w miesiącu, w którym nic nie zarobię, bo pojadę na wakacje z
              > dziećmi / będę opiekować się chorymi dziećmi / sama będę chora,
              > też będę musiała płacić
              Dlaczego ? jeśli jesteś ubezpieczona chorobowo, dostaniesz takie świadczenie jak
              pracownik.
              • marciasek pod warunkiem, że L4 przekroczy 2 tygodnie 24.09.09, 13:12
                do 2 tygodni niczego nie dostanie
                • magdalaena1977 Re: 24.09.09, 13:59
                  marciasek napisała:

                  > pod warunkiem, że L4 przekroczy 2 tygodnie
                  > do 2 tygodni niczego nie dostanie
                  ????
                  z czego to wynika ? nigdy nie słyszałam o takich przepisach, ale na wszelki
                  wypadek sprawdziłam w lexie i na stronie ZUS. Nic nie ma.
                  www.zus.pl/default.asp?p=4&id=429
                  • marciasek rzeczywiście, nie 2 tylko 4 24.09.09, 14:04
                    do miesiąca płaci pracodawca, przy DG płaci się sobie samemu
                    • magdalaena1977 Re: "Jestem mamą, to moja kariera" Natalia Niemen 24.09.09, 14:37
                      marciasek napisała:
                      > rzeczywiście, nie 2 tylko 4
                      > do miesiąca płaci pracodawca, przy DG płaci się sobie samemu
                      Nadal się nie zgadzam.

                      Art. 12 ust. 1 ustawy z dnia 25 czerwca 1999 r. o świadczeniach pieniężnych z
                      ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa
                      Zasiłek chorobowy nie przysługuje za okresy niezdolności do pracy, w których
                      ubezpieczony na podstawie przepisów o wynagradzaniu zachowuje prawo do
                      wynagrodzenia. Okresy te wlicza się do okresu zasiłkowego.

                      Art. 92. § 1. pkt 1 kodeks pracy
                      Za czas niezdolności pracownika do pracy wskutek choroby lub odosobnienia w
                      związku z chorobą zakaźną - trwającej łącznie do 33 dni w ciągu roku
                      kalendarzowego, a w przypadku pracownika, który ukończył 50 rok życia -
                      trwającej łącznie do 14 dni w ciągu roku kalendarzowego - pracownik zachowuje
                      prawo do 80 % wynagrodzenia, chyba że obowiązujące u danego pracodawcy przepisy
                      prawa pracy przewidują wyższe wynagrodzenie z tego tytułu.

                      czyli, że:
                      - nie liczy się długość konkretnego zwolnienia, tylko ilość dni niezdolności do
                      pracy w danym roku
                      - wyjątek dotyczy tylko osób , które zachowują prawo do wynagrodzenia (czyli w
                      praktyce do pracowników). Przedsiębiorca dostaje zasiłek od pierwszego dnia choroby.

                      BTW- już dawno nie ma L4 - od lat ten formularz nazywa się ZUS ZLA ;-)
                      • marciasek Re: "Jestem mamą, to moja kariera" Natalia Niemen 24.09.09, 15:20
                        O, wygląda na to, że rzeczywiście jestem nie na bieżąco.

                        L4 w istocie mogło zmienić nazwę - ostatnie zwolnienie widziałam na oczy jakieś 7 lat temu :) Jeśli zaś chodzi o zmianę przepisów którą wskazujesz - istotnie coś to zmienia, jednak trzeba najpierw przechorować te 33 dni; w moim przypadku (bardzo rzadko choruję) - niemożliwe. No, oczywiście zawsze można kupić zwolnienie ("załatwić"), ale to nie dla mnie.

                        Ponadto uważam, że im mniej kontaktów z ZUS-em, tym zdrowiej. Wszystko pieknie ładnie wygląda wyłącznie na papierze/monitorze. Przy ostatnim moim zwolnieniu (tym sprzed 7 lat) musiałam odczekać miesiąc, następnie zanieść przedłużone L4 do ZUS-u, gdzie poinformowano mnie, że zasiłek otrzymam z miesięcznym opóźnieniem. W rzeczywistości opóźnienie wyniosło 3 miesiące. Gdybym rzeczywiście zamierzała utrzymywać się z tego zasiłku nie mając żadnych oszczędności, skończyłabym pod mostem. Jakiś czas później koleżanka w podobnej sytuacji musiała przejść chyba ze trzy komisje sprawdzające zanim dostała pieniądze. Potrwało to w sumie ok. pół roku. Ja osobiście wolę nie korzystać z "dobrodziejstw" tej instytucji.

                        I jeszcze proszę o wyjaśnienie co z tym wszystkim łączy macierzyństwo Natalii Niemen, bo nie złapałam :)
                        • magdalaena1977 Re: 24.09.09, 15:56
                          marciasek napisała:

                          > Jeśli zaś chodzi o zmianę przepisów którą wskazujesz - istotnie
                          > coś to zmienia,
                          Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek były takie regulacje jak pisałaś.

                          > jednak trzeba najpierw przechorować te 33 dni; w moim przypadku
                          > (bardzo rzadko choruję) - niemożliwe.
                          Ale przecież Ciebie jako przedsiębiorcy to nie dotyczy. Ty od pierwszego dnia
                          dostawałabyś zasiłek.

                          > Ponadto uważam, że im mniej kontaktów z ZUS-em, tym zdrowiej.
                          Jeśli ktoś nie choruje, to może sobie pozwolić sobie na taką politykę ;-)
                          Ale dla osoby, która ma problemy ze zdrowiem, taktyka unikania zwolnień
                          lekarskich będzie naprawdę szkodliwa, bo chociaż małe zaziębienie można wyleczyć
                          w kilka dni pod kołdrą, to przechodzone może się przekształcić w jakieś paskudne
                          zapalenie oskrzeli czy płuc. Ja sama mam też znacznie gorszą koncentrację, jeśli
                          jestem chora.

                          > I jeszcze proszę o wyjaśnienie co z tym wszystkim łączy macierzyństwo
                          > Natalii Niemen, bo nie złapałam :)
                          Nie mam pojęcia jak to się znalazło w tytule mojego postu ...
                          Miało być samo Re, bo Twój tytuł przeniosłam do treści, ale system chyba wstawił
                          tytuł jakiegoś postu, który pisałam kilka miesięcy temu
                          • marciasek sprostowanie 24.09.09, 16:38
                            Nie chodziło mi o unikanie zwolnień, tylko o unikanie kontaktów z ZUS-em. Raz
                            tylko próbowałam zanieść im swoje zwolnienie jako przedsiębiorca i po kilku
                            godzinach ganiania od Annasza do Kajfasza (czyli od okienka do okienka) wyszłam
                            z informacją, że mogę otrzymać zasiłek wyłącznie za zwolnienie dłuższe niż 2
                            tygodnie (moje było na 10 dni). Nawet zakładając, że zostałam oszukana i jest
                            jakaś możliwość wyegzekwowania zasiłku za te 10 dni, nie jestem już tym
                            zainteresowana. Zmarnowałam w ZUS-ie cały dzień i niczego nie załatwiłam. Przez
                            ten czas mogłam zarobić więcej, niż oni mogliby mi za te 10 dni wypłacić.
                            Rachunek jest prosty.

                            Mój mąż, również prowadzący DG, choruje niestety częściej niż ja, ale również
                            nie korzysta ze zasiłków zusowskich. Powiedzmy, że ma na ZUS ostrą alergię :)
              • anna-pia Re: podsumuję trochę 24.09.09, 22:35
                magdalaena1977 napisała:

                > anna-pia napisała:
                > > A w miesiącu, w którym nic nie zarobię, bo pojadę na wakacje z
                > > dziećmi / będę opiekować się chorymi dziećmi / sama będę chora,
                > > też będę musiała płacić
                > Dlaczego ? jeśli jesteś ubezpieczona chorobowo, dostaniesz takie świadczenie ja
                > k
                > pracownik.

                Nie :)
                Dlaczego, nie pamiętam, bo nie mam DG.
                • wielebnna Re: podsumuję trochę 25.09.09, 08:19
                  anna-pia napisała:
                  >> > > A w miesiącu, w którym nic nie zarobię, bo pojadę na wakacje z > > >
                  dziećmi / będę opiekować się chorymi dziećmi / sama będę chora, > > > też będę
                  musiała płacić
                  > > Dlaczego ? jeśli jesteś ubezpieczona chorobowo, dostaniesz takie świadczenie
                  jak> > pracownik.
                  >
                  > Nie :)
                  > Dlaczego, nie pamiętam, bo nie mam DG.
                  >
                  jeśli przy DG i dobrowolnej składce chorobowej jest się chorym to składkę płaci
                  się tylko za okres zdolności do pracy - np. przy 10 dniach zwolnienia ZUS owi
                  płaci się składkę za 20-21 dni
                  za urlop niestety trzeba zapłacić całość
                  • marciasek urlop przy DG? 25.09.09, 09:43
                    to przy DG można wziąć urlop? Pytam poważnie, niby mam DG, ale nigdy nie wpadłam
                    na to, żeby urlop brać. I co to daje, i jak to się załatwia? Wniosek mam sobie
                    sama złożyć? ;)
                    • anna-pia Re: urlop przy DG? 25.09.09, 09:49
                      O ile pamiętam, to po prostu nie bierzesz zleceń :) Czyli masz same koszty bez
                      przychodów.
                      • marciasek no właśnie, tak to się odbywa 25.09.09, 10:35
                        się jedzie i już.
                        albo się nie jedzie, tylko leży brzuchem do góry.
                        nie słyszałam o jakichś bonusach przysługujących podczas urlopu na DG.
    • joankb To ja tez podsumuję... 24.09.09, 13:19
      Zdroworozsądkowo... Wasze umowy o dzieło są za niskie. Jeśli nie wystarczają na
      konieczne wydatki PLUS ubezpieczenie to albo trzeba je renegocjować, albo płacić
      to ubezpieczenie i żyć za mniej, albo żyć bez ubezpieczenia.
      Wy chciałyście więcej na rękę, zleceniodawca chciał mniejszych kosztów - od tego
      jest umowa o dzieło (jeśli spełnia też inne warunki...). Ale trzeba było wziąć
      pod uwagę, że koszty jakichkolwiek ubezpieczeń (bo zdrowotne to tylko początek)
      ktoś będzie musiał ponieść.
      Ja np. potrzebuję przy wykonywaniu takich umów także ubezpieczenia OC. Forma
      umowy o dzieło bardzo mi odpowiada - ale doliczam do tego wszystkie swoje
      narzuty :)).
      • marciasek właśnie miałam o tym samym... :) 24.09.09, 13:39
        Dziewczyny, jeśli pracujecie i nie stać Was na 200 zł. składki, to znaczy że za mało zarabiacie. Trzeba zatem coś z tym zrobić:
        - renegocjowac stawkę
        - brać więcej zleceń
        - zmienić pracodawcę
        - poszukać nowych klientów
        - poszerzyć ofertę o nowe usługi
        ...itp.
        Jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest powiększenie dochodu, a nie kombinowanie.
    • greylin jesteś po IV czy V roku? 24.09.09, 23:10
      Nie wiem jak to u Was wygląda. Na mojej uczelni doktorant ma prawo do
      ubezpieczenia na V roku. tzn. po IV roku, kiedy powinien już skończyć studia)
      istnieje możliwość przedłużenia studiów o rok (ale bez stypendium).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka