marisella
13.02.10, 08:53
Dziewczęta moje drogie, proszę mnie nie wyśmiać za moje pytania naiwne, ale
wybieram się na pierwsze sushi, a zielona jestem jak szczypiorek na wiosnę ;)
Na sushi jakoś nigdy nie byłam, bo mnie zwyczajnie w tym kierunku nie ciągnie,
za to TZ od dłuuuugiego czasu powtarza, że chętnie by się wybrał skosztować
(bo też nie był). No więc w ramach walentynkowego prezentu, co by go nie
uszczęśliwiać kolejnymi skarpetkami ;) chciałam go zabrać aleeee...
No włąśnie. Cała ta oprawa wokół mnie zaczyna przerażać :D Szukałam opinii o
sushi w Krakowie, żeby się za pierwszym razem nie naciąć, i przy okazji
trafiałam na coraz bardziej onieśmielające wzmianki o jakichś ręczniczkach, co
to podobno nietaktem jest ich nie podać na początku (to jakim to nietaktem
będzie, jak nie będę wiedziała do czego ich użyć :D i z braku koncepcji zetrę
nimi stół na ten przykład :D), o jakiejś paście imbirowej do ssania pomiędzy
zagrychami (ke?), o tym że to bardzo nieladnie, jak ryż upada na talerzyk
podczas jedzenia. Hmmm... I po tym wsyzstkim powiem Wam, że najchętniej to bym
wzięła sushi na wynos i zjadła we własnej chałupie, żeby mi nikt na łapy nie
patrzył oceniająco ;) ale to raczej nie przejdzie. A zatem, zgodnie z zasadą
"Jak trwoga, to na lobby, o la boga" walę tu do Was bez żenady z pytaniami:
a) jak zamówić sushi, żeby nie wzbudzić ataku śmiechu u obsługi? Czy te dziwne
nazwy są już zapisane w wersji dla amatorów i wymiawia się je tak jak
napisane? :) A jeśli nie, czy mógłby mi tu ktoś fonetycznie to przedstawić? :)
Jeść będziemy tu (na stronie jest menu naszpikowane tymi dziwnymi wyrazami):
www.edosushi.pl/
bo słyszałam, że to polecane miejsce w Krakowie, a wolę się nie naciąć za
pierwszym razem :) (o ile oczywiscie nie okaże się, że to jakieś oblegane
miejsce sushikultu i że trzeba stoliki zamawiać z miesięcznym wyprzedzeniem, o
co dziś jeszcze dopytam telefonicznie :))
b) ile właściwie się tych kąsków zamawia na osobę? Nie będziemy tam pewno szli
na obiad, ale nie chciałabym też, żeby chłop głodny wypełzł :)
Na stronie wygląda to tak, jakby dwa takie kawalątka wystarczyły, żeby się
najeść, ale wyczytałam, że takie jedno coś to na jeden kęs, więc pewno to znów
magia photoshopa :D
Z drugiej strony w jakimś sushi savoir-vivrze w pigułce (w 3 zdaniach :D)
doczytałam, że jak się kęs w buzi na raz nie mieści, to mam trzymać w łapie, a
nie odkładać na talerzyk. Więc w sumie to nie jestem przekonana jak z
wielkoscią tego czegoś, bo albo ja mam inną definicję kęsa niż reszta
ludzkości, albo wyjątkowo wielką paszczę, ale nie wiem jakiej wielkości taki
coś musiałby być, żeby mi się naraz do ust nie zmieśćił :D (hmm... coś mi się
wydaje, że powinnam popracować nad kulturą spożywnia posiłków :D)
W każdym razie pytanie moje pozostaje: ile zamówić tej surowizny na dwie osoby? ;)
c)jak to jeść do diaska? Bo co są te ręcznikczki nieszczęsne i na jakie
jeszcze pułapki ciekawe się można natknąć?
O choćby - czy idąc muszę na siebie wdziać coś odświętnego? Czy nie każą mi na
przykład butów znienacka ściągnąć? Bo jak tak, to ja muszę wiedzieć wczesniej,
żeby po kościele nie ściągnąć niedzielnych skarpetek, tych bez dziur na dużych
placach... ;)
Będę wdzięczna za wszelkie wskazówki, bo póki co temat nie daje mi spać po
nocach, co widać, bo piszę tu do Was bladym świtem ;)