Dodaj do ulubionych

Pierwsze suchi - jak i ile?

13.02.10, 08:53
Dziewczęta moje drogie, proszę mnie nie wyśmiać za moje pytania naiwne, ale
wybieram się na pierwsze sushi, a zielona jestem jak szczypiorek na wiosnę ;)
Na sushi jakoś nigdy nie byłam, bo mnie zwyczajnie w tym kierunku nie ciągnie,
za to TZ od dłuuuugiego czasu powtarza, że chętnie by się wybrał skosztować
(bo też nie był). No więc w ramach walentynkowego prezentu, co by go nie
uszczęśliwiać kolejnymi skarpetkami ;) chciałam go zabrać aleeee...

No włąśnie. Cała ta oprawa wokół mnie zaczyna przerażać :D Szukałam opinii o
sushi w Krakowie, żeby się za pierwszym razem nie naciąć, i przy okazji
trafiałam na coraz bardziej onieśmielające wzmianki o jakichś ręczniczkach, co
to podobno nietaktem jest ich nie podać na początku (to jakim to nietaktem
będzie, jak nie będę wiedziała do czego ich użyć :D i z braku koncepcji zetrę
nimi stół na ten przykład :D), o jakiejś paście imbirowej do ssania pomiędzy
zagrychami (ke?), o tym że to bardzo nieladnie, jak ryż upada na talerzyk
podczas jedzenia. Hmmm... I po tym wsyzstkim powiem Wam, że najchętniej to bym
wzięła sushi na wynos i zjadła we własnej chałupie, żeby mi nikt na łapy nie
patrzył oceniająco ;) ale to raczej nie przejdzie. A zatem, zgodnie z zasadą
"Jak trwoga, to na lobby, o la boga" walę tu do Was bez żenady z pytaniami:

a) jak zamówić sushi, żeby nie wzbudzić ataku śmiechu u obsługi? Czy te dziwne
nazwy są już zapisane w wersji dla amatorów i wymiawia się je tak jak
napisane? :) A jeśli nie, czy mógłby mi tu ktoś fonetycznie to przedstawić? :)
Jeść będziemy tu (na stronie jest menu naszpikowane tymi dziwnymi wyrazami):
www.edosushi.pl/
bo słyszałam, że to polecane miejsce w Krakowie, a wolę się nie naciąć za
pierwszym razem :) (o ile oczywiscie nie okaże się, że to jakieś oblegane
miejsce sushikultu i że trzeba stoliki zamawiać z miesięcznym wyprzedzeniem, o
co dziś jeszcze dopytam telefonicznie :))

b) ile właściwie się tych kąsków zamawia na osobę? Nie będziemy tam pewno szli
na obiad, ale nie chciałabym też, żeby chłop głodny wypełzł :)
Na stronie wygląda to tak, jakby dwa takie kawalątka wystarczyły, żeby się
najeść, ale wyczytałam, że takie jedno coś to na jeden kęs, więc pewno to znów
magia photoshopa :D
Z drugiej strony w jakimś sushi savoir-vivrze w pigułce (w 3 zdaniach :D)
doczytałam, że jak się kęs w buzi na raz nie mieści, to mam trzymać w łapie, a
nie odkładać na talerzyk. Więc w sumie to nie jestem przekonana jak z
wielkoscią tego czegoś, bo albo ja mam inną definicję kęsa niż reszta
ludzkości, albo wyjątkowo wielką paszczę, ale nie wiem jakiej wielkości taki
coś musiałby być, żeby mi się naraz do ust nie zmieśćił :D (hmm... coś mi się
wydaje, że powinnam popracować nad kulturą spożywnia posiłków :D)
W każdym razie pytanie moje pozostaje: ile zamówić tej surowizny na dwie osoby? ;)

c)jak to jeść do diaska? Bo co są te ręcznikczki nieszczęsne i na jakie
jeszcze pułapki ciekawe się można natknąć?
O choćby - czy idąc muszę na siebie wdziać coś odświętnego? Czy nie każą mi na
przykład butów znienacka ściągnąć? Bo jak tak, to ja muszę wiedzieć wczesniej,
żeby po kościele nie ściągnąć niedzielnych skarpetek, tych bez dziur na dużych
placach... ;)

Będę wdzięczna za wszelkie wskazówki, bo póki co temat nie daje mi spać po
nocach, co widać, bo piszę tu do Was bladym świtem ;)
Obserwuj wątek
    • marisella No tak, suchi... 13.02.10, 08:54
      Jak powszechnie wiadomo, to taka wersja sushi dla tych, co im się paluszki
      plączą na klawiaturze :)
      (wczesne wstawanie mi nie służy :D)
      • jul-kaa Re: No tak, suchi... 13.02.10, 09:09
        Mariselko, ogromnie Ci dziękuję za porcję śmiechu z rana :) Wielkość Twojej
        paszczy wyobraziłam sobie aż nadto realistycznie, hehehehhe

        Odpowiem tyle, ile wiem, bo w restoranie suChiowym nigdy nie byłam, ale sama
        robię wariacje na temat sushi, rodzina jeździła wielokrotnie do Japonii i takie
        tam.
        Po primo nie histeryzuj, jeśli nie umiesz czegoś przeczytać - przecież prawie
        nikt nie umie i dla obsługi to norma. Po drugie primo - napisać Ci jakiś
        słowniczek tych potraw? To znaczy co jest co? Na fotkach jest, ale możesz mieć
        wątpliwość.
        Po trzecie - moim zdaniem rzeczywiście większość zmieści Ci się do paszczy (mnie
        się mieści, hehehe)
        Po czwarte je się mniej więcej na zmianę - jak masz różne rodzaje sushi, to żeby
        oczyścić kubki smakowe, powinnaś dziabnąć trochę imbiru (moim zdaniem
        marynowanego, a nie żadnej pasty). Pasta to jest wasabi - chrzan taki zielony -
        pyyyszny! Ostry, ale naprawdę bombowy, ja uwielbiam, choć polskiego chrzanu
        całym sercem nie znoszę. Jest jeszcze sos, w którym wypada maczać kęsy.
        Co jeszcze... no ręczniki - ręce wycierasz nimi sobie. Fajna rzecz.

        A pałeczkami umiecie jeść? Jeśli nie, to jest fajna metoda z gumką recepturką.
        Znasz?

        Chyba nic nie pokręciłam, ale jeśli tak, to mnie pewnie ktoś naprostuje.
        Jakby co - pytaj :)

        I jeszcze na koniec - to ma być fajna zabawa a nie udawanie Japończyka, nie?
        Więc nie przejmuj się tak! Chyba, że zepniesz mocno włosy z tyłu, to oczka się
        skośne zrobią i wtedy trzeba już podejść do sprawy profesjonalnie ;P
        I na drugi koniec - sushi z powodzeniem można robić w domu i jest ono (uważaj!)
        TANIE! Jak Wam się spodoba w restauracji, to mogę pomóc się nauczyć je
        przygotowywać.
        • monika3411 jul-kaa 13.02.10, 13:21
          A mogłabyś w osobnym wątku taki łopatologiczny kurs? :-)
          • jul-kaa Re: jul-kaa 13.02.10, 13:35
            monika3411 napisała:

            > A mogłabyś w osobnym wątku taki łopatologiczny kurs? :-)

            Jak się zgłosi ktoś do pomocy i uzupełniania moich luk w suszowej edukacji, to
            chętnie.
            Ale kurs ma być ze zdjęciami...?
        • marisella Re: No tak, suchi... 13.02.10, 13:39
          Dzięki za uwagi. Ja Wam powiem, że to nie jest tak, że ja się spinam przed
          wyjściem do każdego kejefsi i tydzień je celebruję :D i do sushi nastawiłam się
          podobnie, że wejdziemy, narobimy wiochy i wyjdziemy, ale zabrałam się za
          przeglądanie opinii i naczytałam się tylu egzotycznych rzeczy, że zaczęłam
          zmieniać nastawienie (parę dni temu szok przeżywałam, jak się dowiedziałam, że
          sushi się je na zimno <rotfl> a co dopiero takie jakieś wymyślne fanaberie :))
          Z niespaniem po nocach to oczywiście żart, bo zaczęłam się tym interesować dziś
          rano, więc za bardzo nocy po drodze nie było :)

          W każdym razie powiem Wam, że lekko się spiełam jak zaczęłam czytać o tych
          ręczniczkach, miseczkach z wodą, odkładaniu pałeczek pod zewnątrzy kołnierz
          talerza (w imię ojca i syna, czy ja mam jakieś talerze dla hołoty, bez
          kołnierzy? ;)) i tak dalej, a to wszystko pisane tak, jakby wszyscy wiedzieli o
          co chodzi i nie trzeba było nadmieniać, o co tak własciwie chodzi. Poczułam się,
          jakbym normalnie drugi raz na Lobby wchodziła jako świeżynka :D

          Do tego w opiniach co i rusz się pojawiał temat niemiłej obsługi to tu, to tam,
          więc zaczęłam się zastanawiać, czy nie lepiej się wszystkiego jednak na zaś
          dowiedzieć, bo to w końcu japońskie żarło, a jak narobię wiochy i wypuszczą na
          mnie samuraja z zaplecza? Dziękuję, to ja wolę nie ryzykować ;)))))

          W całym tym zalewie nowości tylko herbata mnie ratuje - zieloną bardzo lubie i
          od kilku lat piję na co dzień, choć po lamersku mnie najbardziej odpowiada
          pierwsze parzenie, no może drugie ewentualnie :) Także jakby co będę się czaić
          za filiżanką. Całe szczęście że mówicie, że podczas jedzenia sushi nie trzeba
          wiedzieć, ile razy się te czajniczki obkręca przed nalaniem i tak dalej :D Bo to
          dla mnie magia :)
          A wino śliwkowe lubię - ktoś mnie kiedyś poczęstował zupełnie bez związku z
          jedzeniem i od tamtej pory jest moim ulubionym :)

          Co do czytania - przekonałyście mnie - będziemy pokazywać obrazki :D :D :D

          Pałeczki trzymać umiem, nauczyłam się gdy z TŻ mieliśmy mniejszy staż i na
          etapie mrugania do siebie oczkami on się najpierw sam nauczył w chińskiej
          knajpce pod domem, a potem mnie instruował. Próbował mnie uczyć metodą na gumkę
          recepturkę, ale mnie to wkurzało, bo mi całe żarcie wystrzelało wtedy w dziwnych
          kierunkach, więc się szybko nauczyłam po ludzku. Także wszystkie możliwe faux
          pas w rodzaku wkładania pałeczek w ryż na sztorc są możliwe :D Podać sobie
          żarcie pałeczkami też umiemy (jak już wspomniałam, te wczesne etapy związkowe
          mają wielką moc :D) więc zapamiętuję, że mam tego nie robić, bo mnie wezmą za
          buraka niemytego ;)

          Sushi na wynos chętnie bym wzięła, bo nikt by mi nie ziorał w otchłań paszczy, a
          i niani dla dobermanki nie musiałabym załatwiać, ale prblem w tym, że w Krakowie
          te nieliczne knajpki, które dają na wynos, są ponoć niesmaczne :/ No więc niech
          już będzie z całą tą dziką oprawą na miejscu :)

          Ceny faktycznie mogą być zaporowe jeśli idzie o stołowanie sie tego typu na co
          dzień (w każdym razie dla mnie), ale ten raz na ruski rok można się szarpnąć w
          ramach prezentu :) Niech mu będzie. Ale jak mi za to jakiegoś pachnącego badyla
          nie przyniesie, to żeby mu normalnie ryba maślana w gardle... no! :)

          Dzięki za wskazówki co do ilości - może na początek faktycznie lepiej wziąć
          mniej niż więcej, bo ja surowego mięsa nie jadłam chyba nigdy (w każdym razie
          nie świadomie :)), więc jeśli mogą być po tym jakieś reakcje niepożądane, to
          lepiej się wdrażać stopniowo :)

          No i dziękuję, że wprowadziłyście trochę normalności i przekonałyście mnie, że
          nie muszę się do sushibaru w kimonie udawać i jakiegoś tomiska o dobrych
          zwyczajach przeczytać. A skoro butów ściagać nie będę (choć są ponoć w Krakowie
          jakieś knajpki, gdzie są osobne pokoje, w których się je bez butów i na macie
          :)) to już pół sukcesu :D

          azymut17 napisała:
          > A tak przy okazji - znasz w Warszawie miejsce, gdzie dobrą rybę można kupić? I
          > inne składniki? Bo Carrefourowi itp. nie ufam...

          To ja Ci powiem, że wyczytałam, że w Carrefourze świeże ryby przywożą w czwartki
          ponoć :) Nie wiem na ile to aktualna informacja, ale zawsze można chyba dopytać
          kogoś w dziale rybnym, kiedy mają dostawy :) (tak jak w przypadku oscypków mam
          metodę "na alergika", żeby mi prawdziwe spod lady wyciągali, tak na ryby stosuję
          metodę "na wrażliwe dziecko" :)) Jakiś właściciel Tensushi z Warszawy chyba
          polecał też Makro, bo tam ponoć jakaś zaufana firma dowozi.

          the_mariska napisała:

          > azymut17 napisała:
          > > Tak w ogóle to przeczytanie wątku narobiło mi smaka - miałam na Walentynk
          > i piec
          > > pizze, ale chyba zadzwonię po sushi :-)
          >
          > Przekonałaś mnie ;-) Gdzie najlepiej zadzwonić? A może mają jakąś stronę
          > internetową, żeby zobaczyć sobie ofertę i cennik? :)

          :D
          Czyli rozumiem, że jutro lobbowo robimy zmasowaną akcję na sushi bary? Tak jak
          kiedyś na paruchy? :D :D :D

          Aha, Mariska, gdzieś mi przed oczami dziś śmignęło, że w Warszawie dwa punkty z
          dostawą 24/dobę ma wspomniane Tensushi (była mowa o Kabatach i jakiejś jeszcze
          dzielnicy :)) i że ponoć nawet jest tam smacznie :)
          • jul-kaa Re: No tak, suchi... 15.02.10, 13:18
            Marisello, no i jak było?
            • martvica Re: No tak, suchi... 16.02.10, 15:40
              Właśnie, bo juz się obawiam że ryba była trująca albo nieświeża...
    • jul-kaa Re: Pierwsze suchi - jak i ile? 13.02.10, 09:17
      A, jeszcze dwie rzeczy - czyta się tak, jak się widzi ;) Maki to "maki", sashimi
      to "saszimi", kampyo to "kampjo". Proste, nie? Jeszcze jest akcent - ale tu już
      nie umiem pomóc.

      Jeśli chodzi o "sycącość", to sushi jest dość pożywne - łatwo się można zapchać,
      ale już po 10 minutach zjadłoby się drugie tyle. Więc w sumie może lepiej
      zamawiać po trochu, hmmm...

      Właśnie sobie zdałam sprawę, że bagatelizuję problem - w Japonii kultura
      jedzenia to coś ogromnie ważnego i znaczącego. Odkładanie pałeczek, picie
      herbaty i inne niezmiernie ważne czynności (tu nie ma ironii). Założę się, że
      moje podejście może kogoś rozdrażnić. Nie chciałam jednak wyjść na lekceważaczkę
      - jeśli kogoś uraziłam, to naprawdę przepraszam! Nie miałam takiego zamiaru.
      • palacsinta Re: Pierwsze suchi - jak i ile? 13.02.10, 12:21
        jul-kaa napisała:

        > Właśnie sobie zdałam sprawę, że bagatelizuję problem - w Japonii kultura
        > jedzenia to coś ogromnie ważnego i znaczącego. Odkładanie pałeczek, picie
        > herbaty i inne niezmiernie ważne czynności (tu nie ma ironii).

        Ale to podczas ceremonii herbacianej, a nie w sushi barze, tam herbata to tylko herbata.
        A jedząc sushi laik raczej nie może nic złego zrobić z pałeczkami, bo ani nie ma tam miski ryżu, w które mógłby je wetknąć na sztorc, ani nie posługuje się nimi na tyle sprawnie, żeby przekazać komuś jedzenie z pałeczek do pałeczek. Poza tym może się wydarzyć tylko jakiś głupi wypadek, jak upuszczenie jedzenia, ale przecież wszystko jest dla ludzi.
      • iczanka Re: Pierwsze suchi - jak i ile? 13.02.10, 22:32
        > A, jeszcze dwie rzeczy - czyta się tak, jak się widzi ;) Maki to "maki", sashimi
        > to "saszimi",
        A nie sasimi? Nas uczono że shi w transkrypcji Hepburna czyta się jak nasze
        "si". Czyli nie suszi, a susi, i nie geisza a geisia. Ale mówią tak chyba tylko
        ci którzy się uczyli japońskiego;). Reszta czyta jak widzi i też jest dobrze.
        • azymut17 OT wymowa 13.02.10, 23:03
          iczanka napisała:

          > > to "saszimi",
          > A nie sasimi? Nas uczono że shi w transkrypcji Hepburna czyta się jak nasze
          > "si". Czyli nie suszi, a susi, i nie geisza a geisia. Ale mówią tak chyba tylko
          > ci którzy się uczyli japońskiego;). Reszta czyta jak widzi i też jest dobrze.

          Wiesz, może być tak jak z Don Kiszotem - istnieje Don Quijote (wym. kichote) nic
          tam nie szeleści :-)
          Puszczę sobie na youtubie jakieś piosenki z transkrypcją, aby sprawdzić, ale
          pewnie masz rację.
          • iczanka Re: OT wymowa 15.02.10, 13:20
            O dobre, biednego rycerza źle wymawiałam :D. Ale faktycznie takich przeinaczeń
            jest sporo nigdy nie zapomnę "arubo" naszej japońskiej sensei które się okazało
            być polskim.."albo". Co się zaś tyczy shi chyba nieźle słychać tu
            www.japonka.pl/moodle/mod/resource/view.php?id=4
      • moniach_1 Re: Pierwsze suchi - jak i ile? 14.02.10, 15:24
        > A, jeszcze dwie rzeczy - czyta się tak, jak się widzi ;) Maki to "maki", sashim
        > i
        > to "saszimi", kampyo to "kampjo". Proste, nie? Jeszcze jest akcent - ale tu już
        > nie umiem pomóc.

        nie "saszimi", tylko "sasimi" (wymawia się takie ś jak w "siarka". Pisze się
        "sh" bo to transkrypcja jap -> ang, a w angielskim najbliższe ś jest "sh".
        Natomiast polska miękka wymowa jest bliższa tej japońskiej). W japońskim ogólnie
        wymawia się miękko. Maki i kampyo - masz rację. "W" wymawia się jako "ł" (czyli
        Kurosawa czyta się "kurosała"). Ze strony sklepu masz np.:
        oshi zushi czytasz "osi dzusi" (czytaj tak jak po polsku, miękko, jak pieszczące
        się dziecko). "z" czytasz jako "dz".
        Konkretnie akcentu to w japońskim nie kojarzę, ale mają iloczas, czyli długie i
        krótkie samogłoski. Wkurzające przy nauce :)

        Jeśli masz jeszcze jakieś pytania co do wymowy, pytaj śmiało :)

        Aha, ja ideę ręczniczków do rąk rozumiem tak, że sushi można też jeść łapami,
        niekoniecznie pałeczkami. A do tego trzeba mieć czyste ręce.

        Sos sojowy jest mocno słony (dla mnie przypomina trochę nasze maggi, chociaż
        pewnie to jest bardzo krzywdzące dla sosu sojowego porównanie :)). Jak nie
        lubisz słonych rzeczy, można go nie używać.

        Ten marynowany imbir jest ŚWIETNY. Mogłabym go samego wcinać :) Jest ostry, ma
        bardzo specyficzny smak. Służy do oczyszczania kubków smakowych. Czyki jesz
        sushi z łososiem, imbir, sushi z tuńczykiem (żeby ci się smaki różnych ryb nie
        pomieszały. Od razu zaznaczam, że ja jem imbir dla jego smaku, a właściwości
        oczyszczające traktuję jako coś dla wybitnych smakoszy, ja tego nie czuję).
        • moniach_1 Re: Pierwsze suchi - jak i ile? 14.02.10, 15:31
          O, jeszcze wasabi czyta się "łasabi"
    • chattetoutenoire Re: Pierwsze suchi - jak i ile? 13.02.10, 09:38
      O żeby, to ja parę razy na sushi byłam, ale jako takiego savoir-vivre'u nie znam:P.
      Zaczynałam jak Ty: z chłopakiem weszliśmy do knajpki z ulicy po prostu, zupełnie zieloni. A potem wszystkiego dosłownie dopytywaliśmy i wzbudziliśmy taką sympatię obsługi, że dostaliśmy sake gratis:P.
      No to z mojej po takim szkoleniu wiedzy:
      Nazwy czytać jak się widzi, to w końcu transkrypcja z japońskiego.
      Zamówić 4-6 sztuk na osobę będzie chyba ok, jeśli nie nadto jak na pierwszy raz. W końcu tam jest sycący ryż w środku. Poza tym nie każdy wytrzyma większą ilość surowej ryby...;-). Mnie się udaje ledwo wepchnąć do buzi wszelkie "-maki" (takie okrągłe zawijasy) a "nigiri" zawsze na 2-3 razy muszę gryźć, bo to jest podłużne i większe. Dodam, że tych parę sztuk i tak kosztuje dla mnie straszne pieniądze jak na taką ilość jedzenia...;P
      A ręczniczki są wilgotne i ciepłe - do otarcia rąk zamiast mycia. Dostajesz zawsze w zestawie sos sojowy, w którym możesz maczać sushi przed włożeniem do ust. Pałeczki też dostaniesz, jednorazowe. Troszkę płatków imbiru marynowanego, który ponoć ma oczyszczać buzię z innych smaków (coś takiego mi tłumaczyli...), jak dla mnie to smak przypomina dawne czasy fluoryzacji w podstawówce, ale niektórzy się zajadają. I jeszcze jest zielona pasta wasabi czyli japoński chrzan. Mega-ostry, uczono mnie by nalać sobie na spodeczek troszkę sosu sojowego do maczania i w nim rozpuścić odrobinę wasabi. Ja tego nie używam, bo piecze w język, że hohoho.
      Polecam jeszcze zamówić herbatę. Naturalnym jest, że zalewa się wrzątkiem czajniczek 2-3 razy, czyli starcza na dość długo. Podobno z trzeciego parzenia sencha jest najlepsza.
      Oczywiście pisząc to narażam się na obśmianie przez bardziej obeznane z tematem forumki:). Jakoś szczególnie się jednak nigdy nie stresowałam wychodzeniem do restauracji i mam nadzieję, że mnie teraz nikt nie wyprowadzi z błędu, że "wiochę robię"...
      Tak czy inaczej polecam powypytywać o wszystko obsługę najlepiej "kucharza" (nie pamiętam jak się taki sprawca sushi nazywa niestety) bo on musiał przejść szkolenie, a kelnerzy niekoniecznie. No chyba, że będzie kucharz niepolskojęzyczny.
    • nathd Re: Pierwsze suchi - jak i ile? 13.02.10, 10:01
      Uwielbiam sushi i jak mam okazję (czyt. koleżanka pracuje i mam zniżkę) to latam
      do sushilandu :)
      1) zamówić? - normalnie, tak jak dziewczyny pisały - czytasz tak jak piszesz,
      jak nie umiesz pokaż obrazek, że "toto chcesz"
      2) ja sushi pochłaniam w maniakalnych ilościach, ale zwykle na dwie osoby biorę:
      porcję Maki z rybą i porcję Maki z awokado (czyli 2x8 tych małych kuleczek),
      proponuję też jeśli jest zestaw z serkiem Philadelfia (pychota!), aby facet się
      najdał weź kurczka Kampungi :) Do picia albo sok aloesowy albo wino umeshi
      (zakochasz się w tym winie śliwkowym!!!).
      3) jeść pałeczkami:) poproś kelnerkę, jeśli nie umiesz sie nimi posługiwać o
      pałeczki dla początkujących z gumką recepturką
      Żadnych pułapek nie ma to tylko zwykła restauracja, ubierasz się normalnie (no
      chyba, że chcesz wpaść w dresie...), zachowujesz normalnie :)
      Życzę smacznego i dobrej zabawy!
      A we Wrocku polecam DAREA!!!
      • schaetzchen Re: Pierwsze suchi - jak i ile? 13.02.10, 10:47
        O, sushi moja miłość :)
        1. Często w japońskich restauracjach są zdjęcia - więc widzisz co zamawiasz; poza tym zwykle oprócz nazwy japońskiej (ale pisanej normalnym alfabetem ;)) jest nazwa polska i często angielska.

        2. Co do ilości.... hmmmm, ja jestem sushiżercą potwornym i potrafię za jednym posiedzeniem wciągnąć cały "piórnik" i zupę miso (którą bardzo polecam). W takim piórniku zwykle jest 6 maków, 6 nigiri i jakaś sałatka, np. kim-chi. Często te restauracje są mieszane japońsko-koreańskie, stąd obecność koreańskiej sałatki :) Nie wiem na ile to jest kanoniczne ;)

        3. mój znajomy Japończyk jada sushi palcami, nie bawi się w żadne pałeczki. Mówi że to powszechne w Japonii. Ja wolę pałeczki, bo jednak ręce potem rybą nie śmierdzą :)

        4. Jak złożysz zamówienie, to oprócz zamówionych kawałków sushi dostaniesz miseczkę na sos sojowy, kupkę wasabi i kupkę marynowanego imbiru (różowego lub kremowego). Sosu nalewasz do miseczki (w dobrym tonie jest nalać tyle, żeby cały się zjadło, nie powinno nic zostać. Ale mało kto sie tym przejmuje) i potem maczasz w tym sosie kawałki sushi - powinno się maczać rybę a nie ryż, żeby tego sosu za dużo nie wsiąkło. W Polsce ludzie nagminnie nakładają do tego sosu wasabi i robią taką papkę - "moi" Japończycy mówią, że to nie po japońsku, ale jakieś straszne faux pas to nie jest :)
        Imbir pogryzasz pomiędzy poszczególnymi kawałkami sushi.

        5. polecam zamówienie zielonej herbaty - nie wiem czy lubisz, jeśli nie bardzo to może żeby się przekonać weź genmaichę - herbatę z prażonym ryżem, jest bardzo delikatna. Polecam też umeshu (dobre z kostką lodu, jest słodkie) lub sake - najlepiej na ciepło. Chyba że będzie jakaś naprawdę dobra, typu White Dragon (ale jest dość droga).

        6. Ja najbardziej lubię proste sushi, z surową rybą lub wegetariańskie - z ogórkiem i sezamem, lub dynią - nie przemawiają do mnie te wynalazki z paluszkami krabowymi czy serkiem philadelphia (czy o zgrozo z majonezem) - ale to kwestia gustu.

        7. obejrzyj całą kartę, bo zazwyczaj oprócz sushi są inne bardzo dobre jedzenia :) Może na przyszły raz się przyda :)

        8. I niczym się nie stresuj - każdy przez ten pierwszy raz przechodził :) Kelnerzy są od tego żeby odpowiedzieć na Twoje wszystkie pytania, nawet jeśli wydają Ci się banalne. A Wy macie się dobrze bawić! Udanych walentynek!
        • eponak Re: Pierwsze suchi - jak i ile? 14.02.10, 22:26
          schaetzchen napisała:

          > W Polsce ludzie nagminnie nakładają do tego sosu wasabi
          > i robią taką papkę - "moi" Japończycy mówią, że to nie po japońsku, ale jakieś
          > straszne faux pas to nie jest :)

          Ciekawe ;) Szukałam kiedyś informacji o tym, jak się sushi celebruje - też
          miałam stracha przed pierwszym spróbowaniem, że coś zrobię nie tak :P - i wtedy
          doczytałam, że Japończycy mieszają wasabi z sosem sojowym i że trzeba tak robić,
          bo to japońskie :) Jeśli jest tak jak mówią Twoi znajomi Japończycy, to ciekawe
          skąd się wzięła opinia, że właśnie tak trzeba. O tym zwyczaju czytałam w
          przynajmniej kilku miejscach, na wizażu jest też wątek o sushi, gdzie się na to
          natknęłam.

          >
          > 5. polecam zamówienie zielonej herbaty - nie wiem czy lubisz, jeśli nie bardzo
          > to może żeby się przekonać weź genmaichę - herbatę z prażonym ryżem, jest bard
          > zo delikatna.

          Aaa... :) Natknęłam się na to cudo jakiś czas temu, kiedy weszliśmy z chłopem do
          pierwszego lepszego baru orientalnego, w którym serwowano i dania kuchni
          chińskiej i ze cztery rodzaje sushi. Do picia zamówiłam wtedy tą herbatę i się
          zakochałam :) Ciekawe czy można ją gdzieś zamówić w hurtowych ilościach :D
          Dzięki za przypomnienie :)
        • eponak [OT] Genmaicha-ceny 14.02.10, 22:38
          Przejrzałam oferty i jeśli któraś z Was orientuje się w świecie herbat bardziej
          niż ja to może mi podpowie: dlaczego wszędzie kg tej hebraty kosztuje koło
          120-140 zł, a u jednego z allegrowych sprzedawców jest za 35 zł? Nie wiem czy to
          nie jest za tanio, trochę to podejrzane. Ale nie wygląda to, jak firma-krzak.
          Chyba zaryzykuję, bo i tak herbatę pijam pasjami, wolę też tą tańszą cenę, ale -
          trochę to podejrzane :| Wszędzie ceny tak wysokie, a tu nagle - niespodzianka..
          • pierwszalitera Re: [OT] Genmaicha-ceny 15.02.10, 00:17
            eponak napisała:

            > Przejrzałam oferty i jeśli któraś z Was orientuje się w świecie herbat bardziej
            > niż ja to może mi podpowie: dlaczego wszędzie kg tej hebraty kosztuje koło
            > 120-140 zł, a u jednego z allegrowych sprzedawców jest za 35 zł? Nie wiem czy t
            > o
            > nie jest za tanio, trochę to podejrzane.


            Bardzo podejrzane. Japońska herbata jest w ogóle sporo droższa od chińskiej, a i tam ceny są bardzo rozrzucone, zależne od jakości. W niemieckim sklepie sprzedającym sprawdzoną jakość i średnie oraz lepsze gatunki Genmaicha kosztuje około 45 euro za kg, to jest około 180zł. Więc ta pierwsza cena jest raczej realistyczniejsza. Sencha Extra Fine w ekologicznej jakości to kosztuje nawet 98 euro (392zł), a Gyokuro najwyższej jakości nawet 194 euro (776zł). Ale takiej herbaty, to nie kupuje się od razu po kilogramach i nie pija litrami. Odradzam herbatę chińską, bo jest bardzo często zanieczyszcona pestycydami. Za to ceny są znacznie niższe. Bardzo dobrą jakość mają herbaty z Tajwanu, ceny takie w średnim segmencie. Można poznać je po starym oznaczeniu Formosa. Mają w smaku zwykle niuansik herbaty Oolong, czyli smakują nawet ludziom, którzy nie są wielkimi wielbicielami typowej zielonej herbaty. Bardzo tania herbata może być mocno przeterminowana, coś takiego smakuje jak słoma i szkoda pieniędzy.
            • eponak Re: [OT] Genmaicha-ceny 15.02.10, 00:52
              Zapytałam sprzedawcę o niską cenę - odpowiedział, że kupuje w dużych workach
              prosto od importera, a następnie rozważa to na mniejsze porcje. Termin
              przydatności to ponad rok, jeśli wierzyć opisowi, ale w sumie jeśli pakuje sam w
              kilogramowe worki, to może własnoręcznie nakleić długą datę. Jest to Bancha -
              nie mam pojęcia czy dobra czy zła mieszanka (zakładam tą drugą opcję :)).
              Znalazłam też drugą ofertę z identyczną ceną. Sprzedawca zaoferował wysłanie
              próbki, chyba z tego skorzystam, bo jeśli jest jeden importer na Polskę (a
              zakładam, że to produkt niszowy, kupowany głównie do suszarni czy innych
              orientalnych jadalni), to może wartość smakowa droższej będzie identyczna jak
              tej tańszej herbaty? Zakładam też, że w suszarni nie piłam herbaty za 140 zł/kg,
              bo kosztowałaby nie 6, a 20 zł :) A smakowała fantastycznie, a jestem pasjonatką
              zielonych herbat, przy czym przyznaję że nie znam się na mieszankach, a jedynie
              żeruję na marketingu szeptanym - jeśli coś mi zasmakuje w gościnie, to pytam co
              to i kupuję dokładnie to samo ;)
              • pierwszalitera Re: [OT] Genmaicha-ceny 15.02.10, 02:16
                eponak napisała:

                Zakładam też, że w suszarni nie piłam herbaty za 140 zł/kg
                > ,
                > bo kosztowałaby nie 6, a 20 zł :) A smakowała fantastycznie, a jestem pasjonatk
                > ą
                > zielonych herbat, przy czym przyznaję że nie znam się na mieszankach, a jedynie
                > żeruję na marketingu szeptanym - jeśli coś mi zasmakuje w gościnie, to pytam co
                > to i kupuję dokładnie to samo ;)

                To nie całkiem są mieszanki, tylko wersje i odmiany, czasem nawet inne gatunki. Herbaty zielone różnią się bowiem między sobą wyglądem liścia, kolorem napoju i oczywiście smakiem. A także zawartością części rośliny, które dodaje się do suszu, bo na przykład japońska Kukicha zawiera oprócz liści jeszcze łodyżki, to daje jej specyficzny smak. Nie mówię tu o herbatach aromatyzowanych, na przykład jaśminem, albo jak Genmaicha, która jest mieszanką Senchy z prażonym ryżem, ale o gatunkach takich jak przy herbatach czarnych. Tu też mamy oprócz wielu mieszanek czyste gatunki takie jak Darjeeling, Ceylon, albo Assam. A te mogą być jeszcze first flush, second flash, pochodzić z różnych planatcji itp. Zielona Bancha to popularna wersja typowo japońskiej Senchy, dająca zwykle napoje niższej-średniej jakości. To raczej nie niszowy produkt, tylko herbata codziennego użytku. Typowo zielona herbata po prostu. Jasna i lekko cierpkawa. Jedna z tańszych, kilogram kosztuje w Niemczech około 140zł (średnia jakość). Być może taka zwykła, odpowiednik naszej Popularnej, jest sporo tańsza. Nie wiem. Co do cen w herbaciarniach i orientalnych restauracjach, to naturalnie ich ceny hurtowe różnią się od detalicznych, ale możesz się też z tą niską ceną mylić, bo kilogram herbaty to jest dosyć sporo, zauważ, że sklepowe torebki z sypką herbatą takie jak u Liptona zawierają zwykle 100gr. Jeżeli sprzedawca przysyła próbki, to możesz spróbować, w końcu to ty chcesz ją pić i jak będzie ci smakować, to czemu nie? Ja jestem jednak zdania, że jakość ma niestety swoją cenę i barwne opowieści sprzedawców raczej mnie nie przekonują. Jeżeli herbata jest naprawdę smakowo dobra i sprzedawca mógłby osiągnąć z nią wyższą cenę, to na pewno, by to zrobił. Nie wierzę w taką filantropię. ;-)
    • azymut17 Wyluzuj :-))) to fast food 13.02.10, 11:20
      Najważniejsze rzeczy już napisane, ja tylko dodam, że od osoby bywającej w
      Japonii słyszałam, że sushi to fast food i typowe japońskie ceremonie (oni
      wszystko pięknie celebrują) nie są konieczne. Tam kupuje się toto nawet w
      automacie (jak u nas puszki z colą) i jada rękami. Więc wyobraź sobie, że
      idziesz do Macdonalda, tylko zamiast buły jest ryż a zamiast mięska surowa ryba
      (możesz też zamówić smażoną do środka, łatwiejsze dla osób nietolerujących
      surowizny typu tatar).

      Z moich doświadczeń wynika, że obsługa sushi-barów (podkreślam słowo "bar") jest
      bardzo chętna do pomocy tym, co przychodzą pierwszy raz. Nie ma szans na to, że
      ktoś Cię wyśmieje, raczej nauczą, jak trzymać pałeczki. A jak nadal masz
      wątpliwości, to zamów sushi do domu lub weź na wynos (dlaczego piszesz, że to
      nie przejdzie?) - ja ostatnio tylko tak je jadam, bo wygodniej i nie trzeba
      załatwiać opieki dla córy. Dzięki temu jem na luzie i jak przeczytałam
      przytoczone zasady savoir-vivre'u to doszłam do wniosku, że jem jak cham :-) bo
      ryż mi się zawsze rozpada (maczam nieortodoksyjnie i ryż i rybę, ale schodzi
      przy tym dużo sosu). Brakuje mi tylko tych ręczników, bo do sushi "na telefon"
      dorzucają tylko wasabi, sos sojowy i imbir (uwielbiam go chrupać :-)), a pachną
      pięknie. To taki zamiennik mycia rąk przed jedzeniem, a ja mam na tym punkcie manię.

      Tak w ogóle to przeczytanie wątku narobiło mi smaka - miałam na Walentynki piec
      pizze, ale chyba zadzwonię po sushi :-)
      • jul-kaa Re: Wyluzuj :-))) to fast food 13.02.10, 11:54
        azymut17 napisała:

        > Tak w ogóle to przeczytanie wątku narobiło mi smaka - miałam na Walentynki piec
        > pizze, ale chyba zadzwonię po sushi :-)

        Nie dzwoń, zrób sama :)
        • azymut17 Re: Wyluzuj :-))) to fast food 13.02.10, 12:06
          jul-kaa napisała:
          > Nie dzwoń, zrób sama :)

          He he, prezent dla lubego to właśnie książeczka o robieniu sushi, więc to pewnie ostatnie zamówienie (bo drogo wychodzi niestety). Następnym razem będą dzieła własne :-)

          A tak przy okazji - znasz w Warszawie miejsce, gdzie dobrą rybę można kupić? I inne składniki? Bo Carrefourowi itp. nie ufam...
          • jul-kaa Re: Wyluzuj :-))) to fast food 13.02.10, 12:17
            > A tak przy okazji - znasz w Warszawie miejsce, gdzie dobrą rybę można kupić? I
            > inne składniki? Bo Carrefourowi itp. nie ufam...

            W sumie znam tylko Kuchnie Świata, bo moje sushi to najczęściej podróba - ryba wędzona, a dla mnie w ogóle wege (zaskakująco pyszne!).
            Resztę składników kupujemy właśnie w Kuchniach, ale jeśli ktoś znajdzie tańsze miejsce, to z radością się przerzucę.
            Dla mnie absolutnym hitem jest Inarizushi - sakiewki ze smażonego tofu w słodkim sosie. Uwielbiam.
            Kurcze, chyba zrobię mężowi walentynkowe sushi, namówiłyście mnie:)))
        • slotna Re: Wyluzuj :-))) to fast food 13.02.10, 12:35
          No wlasnie, nie wiem jak w Polsce, ale w Irlandii skladniki do sushi to jest maksymalna taniocha, ryz, wasabi, sos sojowy, imbir, ocet, wodorosty - nic nie kosztuje wiecej niz 2 euro, a wystarcza na ladnych kilka kolacji (dla 3 doroslych osob). A jakie to ladniutkie - ja "jem wzrokiem", wiec to dla mnie wazne. Kurde, narobilyscie mi apetytu :)
          • pierwszalitera Re: Wyluzuj :-))) to fast food 13.02.10, 13:10
            slotna napisała:

            > No wlasnie, nie wiem jak w Polsce, ale w Irlandii skladniki do sushi to jest ma
            > ksymalna taniocha, ryz, wasabi, sos sojowy, imbir, ocet, wodorosty - nic nie ko
            > sztuje wiecej niz 2 euro, a wystarcza na ladnych kilka kolacji (dla 3 doroslych
            > osob).

            No tak, pomocniki może i są tanie, ale spróbuj znaleźć dobrą i co najważniejsze, odpowiednio świeżą rybę, którą można jeść na surowo. Tylko w zaufanych sklepach i wtedy nie jest tanio. Ktoś tam wyżej napisał, że ręce od jedzenia sushi pachną rybę, no, to dla mnie już oznaka, że ryba nie taka jak powinna, bo ta ryba do sushi to w ogóle rybą nie powinna smakować, a pachnąć to never. Inaczej może być trochę niepodziankowo, ryba należy do najszybciej psujących się rzeczy i nawet jak jeszcze nie cuchnie może spowodować problemy jelitowo- żołądkowe. Dlatego radziłabym unikać (zbyt) tanich barów. Sushi to moim zdaniem i tak nie nadaje się na normalny posiłek, ja jestem zwykle bardzo szybko potem głodna i gdyby nie supa Miso, to już w ogóle czułabym się jakbym nic nie zjadła. Chodzę tylko z przyjaciółką, która jest wielką fanką sushi i mnie wyciąga, ale mnie ta moda w ogóle nie podchodzi. To już wolę porcję skandynawskiego matjasa. Radzę uważać na te liściaste wodorosty Nori. Zwykle zawiajane w maki. Smakują trochę dziwniasto i mnie zwykle bardzo długo leżą w żołądku, czuję się wtedy, jakbym napiła się morskiej wody. Staram się więc wybierać rzeczy bez tego dodatku. Rozbijam tu może ogólny entuzjazm, ale jakoś nie mogę się sushi zachwycić. Dziwne, bo większość składników z osobna lubię i stosuję, ale japońska kuchnia jest dla mnie osobiście mdła. Nie pomoże sos sojowy i wasabi, których Japończycy i tak nie używają w takich ilościach jak Europejczycy.
            • slotna Re: Wyluzuj :-))) to fast food 13.02.10, 13:32
              Szczerze? W nosie mam rybe ;) Mieszkam co prawda nad oceanem, i ryb ci u mnie dostatek, ale i tak jakos nie mam do nich zaufania (poza wlasnorecznie zlowionymi ;)). Wystarcza warzywa, tofu i wedzony losos. Nori uwielbiam, ale ja nawet takie wodorosty do zageszczania zup kupuje w chinskim sklepie i zjadam na sucho, po prostu lubie. No i ja sie nie moge nadziwic, ze glupia kulka z ryzu z kawalkiem ogorka w srodku moze miec tak zupelnie niepodobny do niczego, fantastyczny smak. A i zapycha mnie na dluuugo, zdecydowanie.
              • pierwszalitera Re: Wyluzuj :-))) to fast food 13.02.10, 13:57
                slotna napisała:

                > Szczerze? W nosie mam rybe ;) Mieszkam co prawda nad oceanem, i ryb ci u mnie d
                > ostatek, ale i tak jakos nie mam do nich zaufania (poza wlasnorecznie zlowionym
                > i ;)). Wystarcza warzywa, tofu i wedzony losos.


                No ale jak idzie się na sushi, to chce się też spróbować może ryby. Łosoś to też ryba. A wędzony łosoś, to chyba nie jest tradycjonalnie japońskie?

                Nori uwielbiam, ale ja nawet ta
                > kie wodorosty do zageszczania zup kupuje w chinskim sklepie i zjadam na sucho,
                > po prostu lubie.

                Chińskie wodorosty do zagęszczania zup, to coś innego. Mnie akurat te Nori nie podchodzą.


                No i ja sie nie moge nadziwic, ze glupia kulka z ryzu z kawalk
                > iem ogorka w srodku moze miec tak zupelnie niepodobny do niczego, fantastyczny
                > smak. A i zapycha mnie na dluuugo, zdecydowanie.

                Może mam inne wyobrażnie o zapychaniu? ;-) Ja jadam zwykle duże porcje, raczej tylko dwa razy dziennie i długo to u mnie jest jak jedzenie starcza na 10 godzin i nie muszę w międzyczasie o nim myśleć. Wracając z sushi baru po dwóch- trzech godzinach robię sobie kanapkę. A najgorsze, że nie mam przy tym jedzeniu jakiś smakowowych sensacji. Lubię egzotykę, często próbuję nowych rzeczy i smaków, ale przy sushi to mam wrażenie, że ludzie lubią bardziej tą otoczkę i legendę, że to takie dobre i ekskluzywne. To ja już wolę arabski Falafel, indyjski Dal, albo surowego, bajcownego łososia z sosem musztardowo- miodowym jak je się go w Skandynawii. Zjem nawet meksykańskiego kurczaka z sosem czekoladowym, ale niesolony ryż i surowa ryba z kandyzowanym imbirem, to jest smakowa nuda. ;-)
                • jul-kaa Re: Wyluzuj :-))) to fast food 13.02.10, 14:29
                  pierwszalitera napisała:
                  > A najgorsze, że nie mam przy tym jedzeniu jak
                  > iś smakowowych sensacji. Lubię egzotykę, często próbuję nowych rzeczy i smaków,
                  > ale przy sushi to mam wrażenie, że ludzie lubią bardziej tą otoczkę i legendę,
                  > że to takie dobre i ekskluzywne. To ja już wolę arabski Falafel, indyjski Dal,
                  > albo surowego, bajcownego łososia z sosem musztardowo- miodowym jak je się go
                  > w Skandynawii. Zjem nawet meksykańskiego kurczaka z sosem czekoladowym, ale nie
                  > solony ryż i surowa ryba z kandyzowanym imbirem, to jest smakowa nuda. ;-)

                  Mam ochotę zasugerować, że nigdy nie jadłaś dobrego sushi, ale to raczej
                  nieprawda. Pewnie po prostu to nie Twoje smaki. Dla mnie sushi (wege sushi,
                  czyli teoretycznie absolutna nuda) to poezja smaku. A eksperymenty kulinarne i
                  egzotyczną kuchnię lubię bardzo.
                  Zaprosiliśmy kiedyś znajomych na sushi właśnie - napalili się strasznie,
                  zasiedli do stołu i po pierwszych kilku kęsach podziękowali. W sumie się
                  ucieszyliśmy - więcej zostało dla nas :)

                  Jest trochę racji w tym, ze obecnie ludzi strasznie musi kręcić ta otoczka wokół
                  sushi - pewnie nawet nie wiesz, ile sushibarów powstało w Polsce (a może głównie
                  w Warszawie?) ostatnimi laty. Dosłownie prawie na każdym rogu jest bar (i
                  większości astronomiczne ceny - jeśli weźmie się pod uwagę cenę składników).
                  Pewnie się za chwilkę ludziom przejedzą (choć kebaby przejadły się tylko trochę
                  i nadal kebabiarni jest całe mnóstwo).

                  Ja miałam okazję kilka razy gościć w Ambasadzie Japonii na urodzinach cesarza
                  (nie, cesarz nie był obecny, hehe) - niezwykłe jedzenie, choć tłok i specyficzna
                  atmosfera naftaliny trochę psuły efekt :)
                  • pierwszalitera Re: Wyluzuj :-))) to fast food 13.02.10, 15:07
                    jul-kaa napisała:

                    > Mam ochotę zasugerować, że nigdy nie jadłaś dobrego sushi, ale to raczej
                    > nieprawda. Pewnie po prostu to nie Twoje smaki. Dla mnie sushi (wege sushi,
                    > czyli teoretycznie absolutna nuda) to poezja smaku. A eksperymenty kulinarne i
                    > egzotyczną kuchnię lubię bardzo.

                    To z tym dobrym sushi, to nigdy nie wiadomo, ale wydaje mi się, że potrafię ocenić smak i jakość proponowanych mi produktów. Wiem jak smakują poszczególne składniki, wiem kiedy są dobre. Ten specjalny okrągły ryż do sushi ma swój urok, ale u mnie przegrywa z dobrym, aromatycznym basmati o zapachu orzechów. Surowa ryba smakuje na absolutnie nic, ogórek i awokado to też żadna orgia na języku. I w ogóle oryginalna kuchnia japońska znana jest z programowego minimalizmu smakowego, nieco ubogiego dla europejskiego podniebienia. Brakuje jej fantazji chińskiej, wyrafinowania tajlandzkiej i ostrości indyjskiej. Naturalnie można coś takiego lubić, ale podobno są ludzie potrzebujący nieco więcej stymulacji smakowych i ja chyba do nich należę, bo kocham przyprawy, rozpoznaję je w potrawach i cieszę się, gdy odkryję w czymś nową, interesującą kompozycję. Dlatego najbardziej cenię sobią kuchnię orientalną z zaskakującymi nieraz połączeniami. Ja nawet do głupiej kawy dodaję często odrobinę kardamonu, bo bez smakuje nudno. ;-)
                    • jul-kaa Re: Wyluzuj :-))) to fast food 13.02.10, 15:10
                      Oh, a nie jest tak, że jesteś już zbyt wyrafinowana? Prostota jest genialna w
                      swej... prostocie :)
                • palacsinta Re: Wyluzuj :-))) to fast food 13.02.10, 15:07
                  pierwszalitera napisała:

                  >Zjem nawet meksykańskiego kurczaka z sosem czekoladowym, ale nie
                  > solony ryż i surowa ryba z kandyzowanym imbirem, to jest smakowa nuda. ;-)

                  W zalewie octowej do ryżu na sushi jest sól, imbir nie jest kandyzowany, sushi
                  niekoniecznie musi być z surową rybą.
                  A jak ktoś nie lubi sushi, to nie lubi, ale wypowiadanie się o całej kuchni
                  japońskiej na podstawie samych tylko restauracji z sushi jest pomysłem mocno
                  chybionym.
                  • pierwszalitera Re: Wyluzuj :-))) to fast food 13.02.10, 20:03
                    palacsinta napisała:

                    > W zalewie octowej do ryżu na sushi jest sól, imbir nie jest kandyzowany, sushi
                    > niekoniecznie musi być z surową rybą.
                    > A jak ktoś nie lubi sushi, to nie lubi, ale wypowiadanie się o całej kuchni
                    > japońskiej na podstawie samych tylko restauracji z sushi jest pomysłem mocno
                    > chybionym.

                    Ale to chyba normalne, że komuś jakaś kuchnia mniej podchodzi? Akurat japońska nie ma nic specjalnego dla mnie do zaoferowania. Widziałam jak je się też to sławne mięso wołowe Kobe i jakoś mnie nie zachęca. A że kuchnia jest uboga smakowo, w europejskim tego słowa znaczeniu, to niezaprzeczalny fakt. Japończycy używają przypraw bardzo oszczędnie. Zapytaj kogoś, kto w Japonii bywał. Przyzwczajeni jesteśmy do wyraźniejszych smaków i wielu może wydawać się to nudne. A imbir nie jest faktycznie kandyzowany tylko słodko- kwaśno marynowany, wielka mi pomyłka.
                    • palacsinta Re: Wyluzuj :-))) to fast food 14.02.10, 00:12
                      pierwszalitera napisała:

                      > Ale to chyba normalne, że komuś jakaś kuchnia mniej podchodzi?

                      Przecież sama to napisałam:) Ale sushi to tylko element o wiele bogatszej tradycji kulinarnej, trudno na jego podstawie ferować wyroki dotyczące całej kuchni japońskiej.

                      > Widziałam jak je się też to sł
                      > awne mięso wołowe Kobe i jakoś mnie nie zachęca.

                      To znaczy jak, bo można je przyrządzać na więcej niż jeden sposób?

                      > A że kuchnia jest uboga smakow
                      > o, w europejskim tego słowa znaczeniu, to niezaprzeczalny fakt.

                      Czy ja wiem, raczej dyskusyjny, bo ja jako Europejka ubogą smakowo bym jej nie nazwała.

                      >Japończycy używ
                      > ają przypraw bardzo oszczędnie. Zapytaj kogoś, kto w Japonii bywał.

                      Mieszkałam w Japonii przez rok, ale jak spotkam kogoś, kto tam bywał, to nie omieszkam zapytać.

                      > A imbir
                      > nie jest faktycznie kandyzowany tylko słodko- kwaśno marynowany, wielka mi pom
                      > yłka.

                      Zgadzam się, niewielka, przyczepiłam się dla sportu.
                      • pierwszalitera Re: Wyluzuj :-))) to fast food 14.02.10, 01:19
                        palacsinta napisała:

                        > Przecież sama to napisałam:) Ale sushi to tylko element o wiele bogatszej trady
                        > cji kulinarnej, trudno na jego podstawie ferować wyroki dotyczące całej kuchni
                        > japońskiej.

                        Pisząc kuchnia japońska nie miałam na myśli tylko sushi.



                        > To znaczy jak, bo można je przyrządzać na więcej niż jeden sposób?

                        W sposób tradycjonalny, czyli na cieniutkie płatki pocięte i przyrządzane jak fondue chinoise, to nazywa się bodajże shabu-shabu.


                        > Czy ja wiem, raczej dyskusyjny, bo ja jako Europejka ubogą smakowo bym jej nie
                        > nazwała.

                        Jeżeli zaliczałaś się do europejskiej kultury schabowego i pomidorowej z koncentratu, to się nie dziwię.


                        > Mieszkałam w Japonii przez rok, ale jak spotkam kogoś, kto tam bywał, to nie om
                        > ieszkam zapytać.

                        Nie muszę objeżdać świata, by wiedzieć, jak coś smakuje. Nigdy nie byłam w Ameryce Łacińskiej, a potrafię zrobię perfekcyjną guacamolę. Rozumiem, że możesz czuć się nadepnięta na ogon, bo mnie też po roku życia w obcym kraju wydawało się, że moje zdanie o nim jest wiążące.
                        • palacsinta Re: Wyluzuj :-))) to fast food 14.02.10, 02:21
                          pierwszalitera napisała:

                          > W sposób tradycjonalny, czyli na cieniutkie płatki pocięte i przyrządzane jak f
                          > ondue chinoise, to nazywa się bodajże shabu-shabu.

                          W przypadku mięsa innego niż rybie trudno w Japonii mówić o tradycyjnych sposobach przyrządzania, ponieważ je się je tam dopiero od połowy dziewiętnastego wieku. Poza shabu-shabu mięso z Kobe można jeść również w formie bardzo krwistych steków albo carpaccio maczanego w sosie sojowym lub kwaśnym sosie ponzu. Dla mnie w obu wersjach smakuje świetnie, oczywiście jest to kwestia gustu.

                          >
                          >
                          > > Czy ja wiem, raczej dyskusyjny, bo ja jako Europejka ubogą smakowo bym je
                          > j nie
                          > > nazwała.
                          >
                          > Jeżeli zaliczałaś się do europejskiej kultury schabowego i pomidorowej z konce
                          > ntratu, to się nie dziwię.
                          >

                          To, co napisałaś, jest złośliwe i bezpodstawne.

                          >
                          > > Mieszkałam w Japonii przez rok, ale jak spotkam kogoś, kto tam bywał, to
                          > nie om
                          > > ieszkam zapytać.
                          >
                          > Nie muszę objeżdać świata, by wiedzieć, jak coś smakuje. Nigdy nie byłam w Amer
                          > yce Łacińskiej, a potrafię zrobię perfekcyjną guacamolę.

                          Gratulacje.

                          > Rozumiem, że możesz cz
                          > uć się nadepnięta na ogon, bo mnie też po roku życia w obcym kraju wydawało się
                          > , że moje zdanie o nim jest wiążące.

                          Nie uważam go za wiążące, ale poznałam przez ten czas kuchnię japońską na tyle dobrze, żeby być go pewna.
                          • pierwszalitera Re: Wyluzuj :-))) to fast food 14.02.10, 14:32
                            palacsinta napisała:

                            > To, co napisałaś, jest złośliwe i bezpodstawne.


                            Owszem. Ale tylko dlatego, że sama posłużyłaś się aroganckim argumentem "osoby wtajemniczonej". Zasugerowałaś, że na podstawie sushi w japońskiej restauracji nie mogę wyrobić sobie zdania na temat tej kuchni. Oczywiście brałaś mnie za ignorantkę, która próbując raz surowej ryby w glonach zniesmacza się na zawsze do wielkiej i starej kultury kulinarnej. Ja osobiście nie podzielam twojego zachwytu nad Japonią i jej kulinarnymi wyrobami. A że mięso Kobe smakuje świetnie jako stek, to jestem pewna, ale to zasługa mięsa, a nie jakiegoś specjalnego kulinarnego sposobu przyrządzania. Sama jadam steki chętnie rare, albo medium rare i wiem, że jakoś mięsa jest wtedy najważniejsza. Pisałam już, że kuchnia japońska jest minimalistyczna, nie bardzo rozumiem o co się spieramy, kiedy fakty o tym świadczą.
                            • palacsinta Re: Wyluzuj :-))) to fast food 15.02.10, 11:50
                              pierwszalitera napisała:

                              > palacsinta napisała:
                              >
                              > > To, co napisałaś, jest złośliwe i bezpodstawne.
                              >
                              >
                              > Owszem. Ale tylko dlatego, że sama posłużyłaś się aroganckim argumentem "osoby wtajemniczonej".

                              Przesadzasz. Po prostu napisałam, że mogę polegać na własnej wiedzy. Przyznam, że trochę rozbawiło mnie założenie przez ciebie z góry, że wyssałam moje argumenty z palca i powinnam zapytać kogoś, kto wie lepiej.

                              > Zasugerowałaś, że na podstawie sushi w japońskiej restauracji
                              > nie mogę wyrobić sobie zdania na temat tej kuchni.

                              Na podstawie nawet najlepszego sushi nie można sobie wyrabiać zdania o kuchni japońskiej po prostu dlatego, że jest nie wszystko w niej smakuje tak, jak ono. Tak samo, jak nie makaronem z sosem pomidorowym stoi kuchnia włoska. Znam osoby, które sushi nie znoszą, lubią za to inne potrawy japońskie.

                              > Oczywiście brałaś mnie za ignorantkę, która próbując raz surowej ryby w glonach zniesmacza się na zawsze do wielkiej i starej kultury kulinarnej.

                              Jeśli tak to interpretowałaś moje wypowiedzi, to przepraszam. Nie uważam cię za ignorantkę, co najwyżej, że rzuciłaś ostre stwierdzenie niepoparte faktami. A kultura kulinarna Japonii nie jest wcale taka stara, dużo potraw, które Japończycy traktują jak swoje i są z nich dumni, jest stosunkowo nowe i/albo przejęte od cudzoziemców i przerobione na japońską modłę. To, czym żywili się ich przodkowie, nierzadko mogłoby im wyjść bokiem. Zresztą nie są pod tym względem odosobnieni.

                              > A że mięso Kobe smakuje świetnie jako stek, to jestem pewna, ale to zasługa mięsa...

                              ...którego produkcję wymyślili Japończycy - mięsa, które jest dobre samo w sobie i niewiele z nim trzeba potem robić. Uważam, że nieprzypadkowo wpadł na to naród, który kładzie bardzo duży nacisk na dobrą jakość składników, a dopiero później na tuningowanie ich przy pomocy przypraw.

                              > Pisałam już, że kuchnia japońska jest minimalistyczna, nie bardzo rozumiem o co się spieramy, kiedy fakty o tym świadczą.

                              Napisałaś, że jest uboga smakowo i walnęłaś mnie na odlew wirtualną łopatą, kiedy pozwoliłam sobie się z tobą nie zgodzić. Z minimalizmem mogę się zgodzić, chociaż to też po części taka eksportowa legenda.
                              • pierwszalitera Re: Wyluzuj :-))) to fast food 15.02.10, 12:16
                                palacsinta napisała:

                                > Napisałaś, że jest uboga smakowo i walnęłaś mnie na odlew wirtualną łopatą, kie
                                > dy pozwoliłam sobie się z tobą nie zgodzić. Z minimalizmem mogę się zgodzić, ch
                                > ociaż to też po części taka eksportowa legenda.

                                Ponieważ nie mam zamiaru się sprzeczać, która z nas jest lepszą ekspertką, napiszę tylko, że każda opinia wydawana jest na zasadzie relacji. I moim zdaniem kuchnia japońska jest bardzo uboga smakowo, dlatego, że porównuję ją z innymi, które są według mojej oceny ciekawsze oraz bardziej podchodzące mojemu podniebieniu. Nie jestem pewnie w tej opinii odosobniona, bo jaka by ta kuchnia japońska nie była, to szaleństwem smakowym nie jest. Być może problem polega na tym, że zrozumiałaś wyrażenie nudna jako mniej warta, gorsza, a to nie było moim zamiarem. W pewnych sytuacjach i dziedzinach cenię sobie nawet nudę i minimalizm, a przeładownie mnie drażni. Jeżeli chodzi jednak o jedzenie, to preferuję urozmaicenie, fantazję, smakowe niespodzianki, ciekawie zestawione przyprawy, szukam w nim bowiem odrobinę stymulacji, a nawet sensacji, w tym celu nie będę jednak popełniać Seppuku przez konsumpcję ryby Fugu. ;-)
                                • kasica_k Re: Wyluzuj :-))) to fast food 17.02.10, 15:27
                                  pierwszalitera napisała:
                                  > Być może problem polega na tym, że
                                  > zrozumiałaś wyrażenie nudna jako mniej warta, gorsza, a to nie było moim zamiar
                                  > em. W pewnych sytuacjach i dziedzinach cenię sobie nawet nudę i minimalizm

                                  Bo "nudna" oznacza gorsza. To jest określenie pejoratywne, nikt chyba nie lubi
                                  się nudzić. Co innego "minimalistyczna".

                                  De gustibus, dla mnie kuchnia japońska jest fantastyczna i bogata, choć zupełnie
                                  inna niż np. indyjska czy tajska, które zachwycają mnie w zupełnie inny sposób.
                                  I nie bardzo rozumiem, jaki sens ma dyskutowanie o gustach... chyba że się komuś
                                  bardzo nudzi :)
                                  • pierwszalitera Re: Wyluzuj :-))) to fast food 17.02.10, 17:51
                                    kasica_k napisała:

                                    > Bo "nudna" oznacza gorsza. To jest określenie pejoratywne, nikt chyba nie lubi
                                    > się nudzić.

                                    Temat dyskusyjny. Ja ciągle słyszę tylko, jak zaganiani są ludzie w kraju i stale nie mają na nic czasu. Czasem można odnieść wrażenie, że niektórzy tęsknią odrobinę za nudą. ;-)
                                    • turzyca Re: Wyluzuj :-))) to fast food 17.02.10, 18:04
                                      > > Bo "nudna" oznacza gorsza. To jest określenie pejoratywne, nikt chyba nie
                                      > lubi
                                      > > się nudzić.
                                      >
                                      > Temat dyskusyjny.

                                      nuda
                                      1. «uczucie przygnębienia, zniechęcenia, spowodowane bezczynnością, monotonią życia»
                                      2. «cecha rzeczy wywołującej taki przykry stan»



                                      Ja ciągle słyszę tylko, jak zaganiani są ludzie w kraju i sta
                                      > le nie mają na nic czasu. Czasem można odnieść wrażenie, że niektórzy tęsknią o
                                      > drobinę za nudą. ;-)

                                      Mysle, ze oni zdecydowanie chetniej chcieliby zakosztowac tego. ;P
                                    • lawendowata Re: Wyluzuj :-))) to fast food 17.02.10, 21:08
                                      Wy się tu kłócicie i nawet nie zauważyłyście, że Mari chyba zjadła i padła :D
                                      • jul-kaa Re: Wyluzuj :-))) to fast food 17.02.10, 21:40
                                        lawendowata napisała:

                                        > Wy się tu kłócicie i nawet nie zauważyłyście, że Mari chyba zjadła i padła :D

                                        Myślisz, że nakarmili ją fugu..? ;))))
                        • kasica_k Re: Wyluzuj :-))) to fast food 17.02.10, 15:34
                          pierwszalitera napisała:

                          > Jeżeli zaliczałaś się do europejskiej kultury schabowego i pomidorowej z konce
                          > ntratu, to się nie dziwię.

                          Oj, taki smaczny temat i tak niesmaczny "argument".
                          • pierwszalitera Re: Wyluzuj :-))) to fast food 17.02.10, 17:48
                            kasica_k napisała:

                            > pierwszalitera napisała:
                            >
                            > > Jeżeli zaliczałaś się do europejskiej kultury schabowego i pomidorowej z
                            > konce
                            > > ntratu, to się nie dziwię.
                            >
                            > Oj, taki smaczny temat i tak niesmaczny "argument".

                            To nawet gazeta pisała w zeszłym roku, czy jakoś tak, że pomiodorowa i schabowy należą do ulubionych potraw Polaków, więc nie ma się o co urażać. Nie grzeszymy kulinarnym wyrafinowaniem, a kilka nowych trendów nie zmienia jeszcze narodowego gustu.
                • slotna Re: Wyluzuj :-))) to fast food 13.02.10, 19:40
                  > No ale jak idzie się na sushi, to chce się też spróbować może ryby. Łosoś to te
                  > ż ryba. A wędzony łosoś, to chyba nie jest tradycjonalnie japońskie?

                  Nie mowilam o "pojsciu na sushi", tylko o produkcji domowej. Wiem, ze losos to ryba, mysle, ze bylo dla ciebie jasne o co chodzi ;) Nie mam pojecia czy jest tradycyjnie japonskie (heh, dobra, na pewno nie), z cala pewnoscia jest smaczne.

                  > Chińskie wodorosty do zagęszczania zup, to coś innego. Mnie akurat te Nori nie
                  > podchodzą.

                  Ok, inna konsystencja, ale podobny "morski" posmak, myslalam, ze tego nie lubisz po prostu - napisalam, ze ja owszem, wszelkie takie smaki..

                  > Może mam inne wyobrażnie o zapychaniu? ;-) Ja jadam zwykle duże porcje, raczej
                  > tylko dwa razy dziennie i długo to u mnie jest jak jedzenie starcza na 10 godzi
                  > n i nie muszę w międzyczasie o nim myśleć.

                  Byc moze, a nawet na pewno :) Jadlam malutko, od sierpnia jestem na "twojej" diecie i jem o wiele wiecej zwlaszcza na sniadanie. Na obiad i kolacje normalnie jem bialko + warzywa, jesli obiad zdarzy sie mieszany, czesto nawet nie mam checi na kolacje. Tym bardziej wiec kulki z ryzu na kolacje potrafia skutecznie mnie zapchac, uwierz ;)
                • kasica_k Re: Wyluzuj :-))) to fast food 17.02.10, 15:29
                  pierwszalitera napisała:
                  >
                  > No ale jak idzie się na sushi, to chce się też spróbować może ryby.

                  Uwielbiam sushi, nigdy w życiu nie jadłam sushi z rybą :)
                  • pierwszalitera Re: Wyluzuj :-))) to fast food 17.02.10, 17:44
                    kasica_k napisała:

                    > pierwszalitera napisała:
                    > >
                    > > No ale jak idzie się na sushi, to chce się też spróbować może ryby.
                    >
                    > Uwielbiam sushi, nigdy w życiu nie jadłam sushi z rybą :)

                    Dlatego napisałam "może", bo większości sushi kojarzy się jednak z rybą. A czytając ten wątek i dowiadując się, co ludzie podciągają pod sushi, przestaję się zupełnie przejmować definicją japońskiej kuchni.
                    • kasica_k Re: Wyluzuj :-))) to fast food 18.02.10, 00:19
                      Nie "ludzie" tylko Japończycy ;) Sushi nie musi z definicji zawierać ryby, jego
                      "esencją" jest ryż zakrapiany octem. To reszcie świata sushi kojarzy się głównie
                      z surową rybą, nie Japończykom.
                      • pierwszalitera Re: Wyluzuj :-))) to fast food 18.02.10, 00:49
                        kasica_k napisała:

                        > Nie "ludzie" tylko Japończycy ;) Sushi nie musi z definicji zawierać ryby, jego
                        > "esencją" jest ryż zakrapiany octem. To reszcie świata sushi kojarzy się główni
                        > e
                        > z surową rybą, nie Japończykom.


                        Zapewne Japończykom sushi kojarzy się bardziej z rybą niż myślisz, bo kwaśny ryż do sushi pochodził wcześniej z procesu fermentacji, która miała miejsce podczas konserwacji ryby. Surowa ryba była w ten sposób przechowywana przez długi czas. Dopiero później wprowadzano zakwaszanie octem ryżowym. Współczesna forma sushi powstała w 18 wieku w mieście portowym Edo (Tokio) i stała się dlatego tak popularna, bo świeża, droga ryba morska stała się tańszym i dostępnym dla wielu produktem. Ryba była bowiem zawsze głównym składnikiem sushi. Sushi w formie, jak my ją znamy, jest często wytworem zachodniej cywilizacji, głównie wybrzeża Pacyfiku w USA, jak na przykład znane California Rolls i wiele innych wersji Maki.
            • schaetzchen Re: Wyluzuj :-))) to fast food 13.02.10, 15:28
              To ja pisałam o rękach pachnących rybą. Tak, pachną pachną, nawet po
              najświeższej rybie :) Nawet po takiej, którą oprawiałam dopiero co złowioną
              przez mojego wujka. Chyba że mam coś nie tak z nosem - ale to dla mnie
              ewidentnie rybi zapach (nie jest nieprzyjemny, ale niech tak pachnie ryba a nie
              moje ręce).
              • pierwszalitera Re: Wyluzuj :-))) to fast food 13.02.10, 15:59
                schaetzchen napisała:

                > To ja pisałam o rękach pachnących rybą. Tak, pachną pachną, nawet po
                > najświeższej rybie :) Nawet po takiej, którą oprawiałam dopiero co złowioną
                > przez mojego wujka. Chyba że mam coś nie tak z nosem - ale to dla mnie
                > ewidentnie rybi zapach (nie jest nieprzyjemny, ale niech tak pachnie ryba a nie
                > moje ręce).

                Wydaje mi się, że ryba słodkowodna pachnie inaczej niż ryba morska. A nawet morskie mają przeróżne zapachy. Bardzo śmierdzi na przykład nawet najświeższa płaszczuga prosto z kutra, tuńczyk jest prawie niewyczuwalany. Łosoś też nie ma specjalnego rybiego zapachu, surowego łososia sama marynuję po szwedzku w domu. Ja rozpoznam nawet po zapachu, czy krewetki są z Morza Północnego, z zimnego Atlantyku, czy z azjatyckich, subtropikalnych hodowli, więc aż tak źle z moim węchem nie jest. ;-) Natomiast mam wielkie wątpliwości, czy ryba w każdym barze proponującym sushi jest naprawdę świeża. Ryba na sushi jest bardzo droga, najlepsza jakość nie trafia nawet na rynki europejskie. Do nas przychodzi tuńczyk pośledniejszego gatunku, bo lepszy sprzedaje się z większym zyskiem w Japonii (widziałam reportaż), a to co dochodzi, przechodzi długi transport. Nawet eleganckie, drogie hotele mają czasem problem, by zadowolić azjatyckich klientów. Pomimo tego, ryba w sushi, którą jadłam w japońskiej restauracji była zadziwiająco świeża i nie pachniała na rybę. Obwąchiwałam za pierwszym razem, bo byłam bardzo sceptycznie nastawiona. Oprócz tuńczyka i łososia (łatwo rozpoznać) jadłam jeszcze taką żółtawo jasną rybę, po budowie włókien z jakiegoś dużego egzemplarza, tylko o nazwę nie pytałam. Ta była chyba najlepsza.
                • kotwtrampkach Re: Wyluzuj :-))) to fast food 13.02.10, 18:30
                  ja widziałam gdzieś przepis na sushi z paluszków krabowych - więc taki prawdziwy
                  fastfood ;-) za to tani bardzo, chociaż nie dla smakoszy:)
                  • jul-kaa Re: Wyluzuj :-))) to fast food 13.02.10, 18:37
                    Zakupiłam ogórka, awokado, paprykę, wędzonego łososia, nori, serek, inarizushi,
                    jakieś marynowane paski dyni (? nie znam, pan w sklepie mnie namówił) i ryż.
                    Resztę czyli wasabi, ocet, imbir, sos sojowy, sezam, paluszki krabowe mam. Jutro
                    dzień sushi, już się ślinię!
                • azymut17 Re: Wyluzuj :-))) to fast food 13.02.10, 19:27
                  pierwszalitera napisała:
                  > Oprócz tuńczyka i łososia (łatwo rozpoznać) jadłam jeszcze
                  > taką żółtawo jasną rybę, po budowie włókien z jakiegoś dużego egzemplarza, tyl
                  > ko o nazwę nie pytałam. Ta była chyba najlepsza.

                  Wygląda mi to na rybę maślaną, ale pewności nie mam.
              • zarin Re: Wyluzuj :-))) to fast food 14.02.10, 04:20
                Jak dla mnie nawet żywa ryba pachnie rybą. Swoją drogą całe życie nie rozumiem, o co ludziom chodzi z tym zapachem, dla mnie jest całkiem przyjemny, morski, nie kojarzy mi się z niczym zepsutym.
      • the_mariska Re: Wyluzuj :-))) to fast food 13.02.10, 12:11
        azymut17 napisała:
        > Tak w ogóle to przeczytanie wątku narobiło mi smaka - miałam na Walentynki piec
        > pizze, ale chyba zadzwonię po sushi :-)

        Przekonałaś mnie ;-) Gdzie najlepiej zadzwonić? A może mają jakąś stronę
        internetową, żeby zobaczyć sobie ofertę i cennik? :)
        • schaetzchen Re: Wyluzuj :-))) to fast food 13.02.10, 12:44
          To ja się jeszcze wtrącę - w Warszawie z knajp polecam sushi teatr - na tyłach Opery (od strony Metropolitan); lubię też knajpkę w Landzie (obok metra Służew) - tam zwykle biorę na wynos bo mam blisko do domu :) Lubię też knajpkę w Wilanowie i ostatnie odkrycie - Nowy Świat - nie pamiętam numeru, niedaleko ronda de Gaulle'a, po zachodniej stronie ulicy - mają fajne zestawy, w sensie z dużą dowolnością wyboru składników.
          To są knajpki na lunch, nie jest w nich straaaasznie drogo. natomiast jak się chce bardziej elegancko (i niestety dośc kosztownie) to polecam Inabę (Nowogrodzka) lub Tokio (Dobra).
          Brać internetowa chwali Izumi ale nie byłam.

          A składniki typu ryż, mata, nori, imbir są do kupienia w zwykłym leclercu, po ryby polecam wybrać się na Wiktorską (tuż przy Puławskiej niewielki sklep z szyldem "Ryby, art. eko" - drogo, ale naprawdę świeże, pyszne i w dużym wyborze ryby i owoce morza.
          • moniach_1 Re: Wyluzuj :-))) to fast food 14.02.10, 15:41
            Inaba ma fajną salę do karaoke :)

            Ja polecam Sushi-ya na Grzybowskiej w porze lunchowej. Zestawy nie są bardzo
            drogie, a można sporo zjeść.
        • azymut17 Re: Wyluzuj :-))) to fast food 13.02.10, 19:21
          the_mariska napisała:
          > Przekonałaś mnie ;-) Gdzie najlepiej zadzwonić? A może mają jakąś stronę
          > internetową, żeby zobaczyć sobie ofertę i cennik? :)

          Suszarnie na telefon znam tylko z mojej okolicy, na lewym brzegu Wisły znam stacjonarną Sakanę , ale tam jest drogo. Myślę, że można też spróbować w jakimś centrum handlowym, np. w Złotych Tarasach polecano mi Akashię (ale nazwa - restauracja - też wskazuje pewien poziom cenowy). Najlepiej rozejrzeć się za ulotkami, takie bary dowożące z reguły zostawiają je w okolicy.
          przykładowe menu ze zdjęciami
    • ciociazlarada Re: Pierwsze suchi - jak i ile? 13.02.10, 12:45
      Sushi to fastfood, więc eleganckie ceregiele można sobie odpuścić.
      Polecam robienie samemu w domu w większych grupach: "rolowanie" maki i toczenie
      kawałeczków ryżu pomaga rozruszać każdą niewielką nasiadówę. Nie wiem jak w
      Polsce, ale za granicą można kupić gotowe sushi w markecie, albo w
      fastfoodopodobnych budkach. Jednak własne jest 100 razy lepsze:)

      Doskonały przepis na gotowanie ryżu do sushi jest na videojug:
      www.videojug.com/film/how-to-make-sushi-rice Z niego korzystałam, kiedy
      pierwszy raz robiłam własne. Są tam też inne filmy na temat sushi, które mogą Ci
      się przydać.
      Co do ryb: w naszym obszarze "rybnym" nadaje się najlepiej łosoś i tuńczyk.
      Ważne, żeby łosoś był hodowlany, czyli z Norwegii. Dzikie łososie mogą być
      nosicielami tęgoryjca, który potrafi doprowadzić do ciężkiej i czasem
      śmiertelnej awitaminozy B12.
      Łosoś i tuńczyk z marketu jak najbardziej się nadaje: polecam jednak, wbrew
      intuicji, brać te MROŻONE - łowione przemysłowo ryby są na kutrach przetwarzane,
      a potem od razu zamrażane. Więc jeżeli kupujemy w markecie niezamrożoną rybę
      morską, to nigdy nie jest ona świeża, tylko zawsze rozmrożona!
      • eponak Re: Pierwsze suchi - jak i ile? 14.02.10, 22:15
        Nieprzypadkowo zresztą świeże ryby przed użyciem w sushi trzeba przemrozić
        bodajże 56 godzin (nie pamiętam czy nie trochę mniej). Nie ma tak, że od razu
        świeżo złowioną rybę wrzuca się do sushi ;) Do tej zasady stosują się też, o ile
        mi wiadomo, sushi-bary.

        A robienie samemu jest świetne :) Podstawą jest dobrze zrobiony ryż, a składniki
        to już jak ktoś woli :) Próbowałam kiedyś z paseczkami surowej marchewki i nawet
        mi smakowało. Ja robię sushi po polsku - po prostu wkładam do niego to, co mi
        smakuje i na co mam ochotę, smaruję cienko wasabi i zajadam się. I tak przecież
        nie podrobię oryginalnego smaku, ze względu na surową rybę, więc się nie wysilam
        na pseudojapońskość :)

        Moim faworytem jest coś co przypomina gunkan zushi - kiedyś zrobiłam za dużo
        ryżu w stosunku do składników. Został mi też pyszny wędzony łosoś, więc
        pokroiłam go w cienkie plasterki i posmarowałam z jednej strony wasabi i
        obwinęłam kulki ryżu tymi plasterkami :)
        Bardzo lubię też urumaki obklejone prażonym sezamem. Ech, aż chyba zrobię w
        tygodniu sushi.. Dzisiaj w sumie też miałam ochotę na sushi, ale że towarzyszył
        mi leń, to zamiast cokolwiek robić zostałam w łózku i zamówiłam pizzę ;)
    • monika3411 Re: Pierwsze suchi - jak i ile? 13.02.10, 13:17
      My suszi albo bierzemy na wynos, albo zamawiamy do domu.
      I o ile córa ma świetnie radzi sobie pałeczkami, o tyle ja jakoś nie
      potrafię się nauczyć ;-/
      Dlatego jem palcyma :-) Mąż też.
      Co do nazw...
      Zawsze mówimy normalnie, że te nazwy to wyższa szkoła jazdy i nic
      nam nie mówią, prosimy o polecenie czegoś fajnego. Obsługa też
      ludzie :-)
      Jeszcze się nie nacięliśmy :-)
      A Twoje stresy... no jakbym o sobie czytała (dlatego nigdy na
      miejscu nie jemy ;-) ).
      Smacznego :-)
      Smaka mi zrobiłaś, chyba dzisiaj zamówimy :-)
    • marisella Re: Pierwsze suchi - jak i ile? 13.02.10, 13:54
      W złym miejscu drzewka mi się wpisała odpowiedź, więc przeklejam jeszcze raz :)

      ___________________________________________

      Dzięki za uwagi. Ja Wam powiem, że to nie jest tak, że ja się spinam przed
      wyjściem do każdego kejefsi i tydzień je celebruję :D i do sushi nastawiłam się
      podobnie, że wejdziemy, narobimy wiochy i wyjdziemy, ale zabrałam się za
      przeglądanie opinii i naczytałam się tylu egzotycznych rzeczy, że zaczęłam
      zmieniać nastawienie (parę dni temu szok przeżywałam, jak się dowiedziałam, że
      sushi się je na zimno <rotfl> a co dopiero takie jakieś wymyślne fanaberie :))
      Z niespaniem po nocach to oczywiście żart, bo zaczęłam się tym interesować dziś
      rano, więc za bardzo nocy po drodze nie było :)

      W każdym razie powiem Wam, że lekko się spiełam jak zaczęłam czytać o tych
      ręczniczkach, miseczkach z wodą, odkładaniu pałeczek pod zewnątrzy kołnierz
      talerza (w imię ojca i syna, czy ja mam jakieś talerze dla hołoty, bez
      kołnierzy? ;)) i tak dalej, a to wszystko pisane tak, jakby wszyscy wiedzieli o
      co chodzi i nie trzeba było nadmieniać, o co tak własciwie chodzi. Poczułam się,
      jakbym normalnie drugi raz na Lobby wchodziła jako świeżynka :D

      Do tego w opiniach co i rusz się pojawiał temat niemiłej obsługi to tu, to tam,
      więc zaczęłam się zastanawiać, czy nie lepiej się wszystkiego jednak na zaś
      dowiedzieć, bo to w końcu japońskie żarło, a jak narobię wiochy i wypuszczą na
      mnie samuraja z zaplecza? Dziękuję, to ja wolę nie ryzykować ;)))))

      W całym tym zalewie nowości tylko herbata mnie ratuje - zieloną bardzo lubie i
      od kilku lat piję na co dzień, choć po lamersku mnie najbardziej odpowiada
      pierwsze parzenie, no może drugie ewentualnie :) Także jakby co będę się czaić
      za filiżanką. Całe szczęście że mówicie, że podczas jedzenia sushi nie trzeba
      wiedzieć, ile razy się te czajniczki obkręca przed nalaniem i tak dalej :D Bo to
      dla mnie magia :)
      A wino śliwkowe lubię - ktoś mnie kiedyś poczęstował zupełnie bez związku z
      jedzeniem i od tamtej pory jest moim ulubionym :)

      Co do czytania - przekonałyście mnie - będziemy pokazywać obrazki :D :D :D

      Pałeczki trzymać umiem, nauczyłam się gdy z TŻ mieliśmy mniejszy staż i na
      etapie mrugania do siebie oczkami on się najpierw sam nauczył w chińskiej
      knajpce pod domem, a potem mnie instruował. Próbował mnie uczyć metodą na gumkę
      recepturkę, ale mnie to wkurzało, bo mi całe żarcie wystrzelało wtedy w dziwnych
      kierunkach, więc się szybko nauczyłam po ludzku. Także wszystkie możliwe faux
      pas w rodzaku wkładania pałeczek w ryż na sztorc są możliwe :D Podać sobie
      żarcie pałeczkami też umiemy (jak już wspomniałam, te wczesne etapy związkowe
      mają wielką moc :D) więc zapamiętuję, że mam tego nie robić, bo mnie wezmą za
      buraka niemytego ;)

      Sushi na wynos chętnie bym wzięła, bo nikt by mi nie ziorał w otchłań paszczy, a
      i niani dla dobermanki nie musiałabym załatwiać, ale prblem w tym, że w Krakowie
      te nieliczne knajpki, które dają na wynos, są ponoć niesmaczne :/ No więc niech
      już będzie z całą tą dziką oprawą na miejscu :)

      Ceny faktycznie mogą być zaporowe jeśli idzie o stołowanie sie tego typu na co
      dzień (w każdym razie dla mnie), ale ten raz na ruski rok można się szarpnąć w
      ramach prezentu :) Niech mu będzie. Ale jak mi za to jakiegoś pachnącego badyla
      nie przyniesie, to żeby mu normalnie ryba maślana w gardle... no! :)

      Dzięki za wskazówki co do ilości - może na początek faktycznie lepiej wziąć
      mniej niż więcej, bo ja surowego mięsa nie jadłam chyba nigdy (w każdym razie
      nie świadomie :)), więc jeśli mogą być po tym jakieś reakcje niepożądane, to
      lepiej się wdrażać stopniowo :)

      No i dziękuję, że wprowadziłyście trochę normalności i przekonałyście mnie, że
      nie muszę się do sushibaru w kimonie udawać i jakiegoś tomiska o dobrych
      zwyczajach przeczytać. A skoro butów ściagać nie będę (choć są ponoć w Krakowie
      jakieś knajpki, gdzie są osobne pokoje, w których się je bez butów i na macie
      :)) to już pół sukcesu :D

      azymut17 napisała:
      > A tak przy okazji - znasz w Warszawie miejsce, gdzie dobrą rybę można kupić? I
      > inne składniki? Bo Carrefourowi itp. nie ufam...

      To ja Ci powiem, że wyczytałam, że w Carrefourze świeże ryby przywożą w czwartki
      ponoć :) Nie wiem na ile to aktualna informacja, ale zawsze można chyba dopytać
      kogoś w dziale rybnym, kiedy mają dostawy :) (tak jak w przypadku oscypków mam
      metodę "na alergika", żeby mi prawdziwe spod lady wyciągali, tak na ryby stosuję
      metodę "na wrażliwe dziecko" :)) Jakiś właściciel Tensushi z Warszawy chyba
      polecał też Makro, bo tam ponoć jakaś zaufana firma dowozi.

      the_mariska napisała:

      > azymut17 napisała:
      > > Tak w ogóle to przeczytanie wątku narobiło mi smaka - miałam na Walentynk
      > i piec
      > > pizze, ale chyba zadzwonię po sushi :-)
      >
      > Przekonałaś mnie ;-) Gdzie najlepiej zadzwonić? A może mają jakąś stronę
      > internetową, żeby zobaczyć sobie ofertę i cennik? :)

      :D
      Czyli rozumiem, że jutro lobbowo robimy zmasowaną akcję na sushi bary? Tak jak
      kiedyś na paruchy? :D :D :D

      Aha, Mariska, gdzieś mi przed oczami dziś śmignęło, że w Warszawie dwa punkty z
      dostawą 24/dobę ma wspomniane Tensushi (była mowa o Kabatach i jakiejś jeszcze
      dzielnicy :)) i że ponoć nawet jest tam smacznie :)
      • azymut17 @Marisella 13.02.10, 19:48
        Jakoś nie mogę się przekonać do mięsa i ryb z Carrefoura, bo przez lata kupowałam w Bomi, a tam jakość była dużo wyższa - kupowaliśmy nawet to samo w obydwu miejscach do porównań. Co najciekawsze piersi z kurczaka lepsze są nawet z Biedronki niż z C. :-)
        Lepiej spróbuję z Makro, dzięki za namiar :-)
    • panistrusia Re: Pierwsze suchi - jak i ile? 13.02.10, 18:48
      Ja własnie jestem po celebracji 'chińskiego kociołka', ale i w temacie
      sushi mam coś do dodania:
      ktokolwiek ma możliwość, to w Berlinie jest parę takich sushi 'self-
      service'. Wszystko profesjonalnie, ale bez przesady i nadęcia.
      Zwłaszcza jeśli chodzi o ceny (9e za zestaw dla 2 osób, w cenie herbata
      dolewana do woli)!
    • slotna Re: Pierwsze suchi - jak i ile? 14.02.10, 02:02
      Hihihi, moj ojczym chyba czyta stoff, bo kupil dzisiaj dwie paczki nori i tubke wasabi, ryz jeszcze jest, imbir takoz, bedzie jutro wyzerka ;)
    • zarin Re: Pierwsze suchi - jak i ile? 14.02.10, 04:16
      Uwielbiam sushi, to jest dla mnie jedno z genialniejszych połączeń smakowych, zazwyczaj co prawda robię w domu, ale zdarzyło mi się próbować w knajpach i kompletnie się takimi rzeczami nie przejmuję. Nie używam pałeczek, jem palcami i nikt nigdy na to nie zwracał uwagi. Jak robię sama, to jest profanacja totalna - bez ryby, ze zwykłego brązowego ryżu (próbowałam takiego specjalnego do sushi, fakt, klei się bardzo - w tym do rąk w czasie robienia - ale tylko dlatego imho nie warto przepłacać), bez zalewy octowo-cukrowej, bo nie znoszę octu, podobnie z imbirem. W ogóle u mnie nie działa zasada neutralizowania smaku imbirem, nie lubię go i zamiast wyzerowania odczuwam po prostu mdlący smak imbiru, wolę zwyczajnie przepijać wodą czy herbatą. Mój chłopak uznaje nawet ekstremalną wersję profanacji - z kaszą zamiast ryżu, ale dla mnie to już o krok za daleko :).

      Swoją drogą pamiętam, że przy pierwszym spotkaniu sushi nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia (może ze względu na beznadziejny humor i zerowy apetyt), dopiero przy drugim podejściu rzuciło mnie na kolana.

      Myślę, że nie ma się co przejmować rytuałami, dopóki nie będziecie się obrzucać przy stole ryżem raczej nikt na to nie zwróci uwagi ;).
      • chattetoutenoire Re: Pierwsze suchi - jak i ile? 14.02.10, 20:35
        Ufff już myślałam, że to ja jedyna jakaś nie lubię tego imbiru marynowanego. Ba, w ogóle nie lubię imbiru. Ale po przeczytaniu tych kilkudziesięciu postów o przepysznym imbirze zaczęłam się nad sobą zastanawiać...;-)
        A napisz coś więcej o profanacji sushi z kaszą, proszę. Bardzo mnie to zaciekawiło]:>.
        • zarin Re: Pierwsze suchi - jak i ile? 16.02.10, 17:15
          Ja jestem pełna podziwu, jak czytam, że imbir się je na mdłości, przy chorobie lokomocyjnej, ciąży, i tak dalej. Mnie od samego imbiru mdli ;).
          Co do kaszy, to on po prostu czasami daje do sushi zamiast ryżu. Tak jak pisałam, dla mnie to jednak za duży hardkor ;).
          • chattetoutenoire a jeśli chodzi o imbir... 17.02.10, 23:31
            No na mdłości jak najbardziej imbir - aby wywołać, naturalnie:P.
            Ale co do oczyszczania kubków smakowych, cóż, po takim "specjale" surowa ryba to jest smakołyk, naprawdę mam wtedy wielką ochotę wsadzić do paszczy coś by zabić ten posmak. Chociaż mój Luby to jakoś imbirek wcina i mu smakuje.
            Mnie zawsze zadziwiało, że imbir dodawać ma energii i jeszcze na przemianę materii wpływać dobrze. W sumie żałuję, że mi nie smakuje, bo ponoć zdrowiej wypić herbatkę z imbirem niż kawkę.
            • balbina11 Re: a jeśli chodzi o imbir... 17.02.10, 23:39
              Mam taki sam stosunek do imbiru marynowanego dodawanego do sushi. Spróbowałam,
              wiem, że nie lubię, M uwielbia. Ja zajadam się wasabi, On nie lubi. Natomiast
              imbir jako przyprawę, imbirowe ciasteczka, czekoladę z imbirem - uwielbiam.
    • panistrusia Re: Pierwsze suchi - jak i ile? 15.02.10, 00:49
      www.youtube.com/
      :)
    • balbina11 Re: Pierwsze suchi - jak i ile? 15.02.10, 23:48
      No i co żeście narobiły? ;-) W niedzielę na kolację miały być steki z polędwicy
      wołowej, a przez Was zamówiliśmy sushi. Było pyszne. Znowu trzeba w domu zrobić,
      ale najpierw pizza z prawdziwą mozzarellą i całkiem swojski bigos...
    • sbarazzina Re: Pierwsze suchi - jak i ile? 17.02.10, 21:54
      W Wiedniu bardzo popularne jest running sushi. Zazwyczaj jest to też all you can
      eat. Czyli płaci się raz i je się do woli. Potrawy na małych talerzykach krążą
      po całym lokalu na ruchomej taśmie :) Pamiętam, jakie na mnie zrobiło to
      wrażenie za pierwszym razem. Myślałam, że oczopląsu dostanę ;)
      W zależności od lokalu i dnia tygodnia (w weekend drożej) taka przyjemność
      kosztuje 10-15 euro.
      No i sushi bary są wszędzie, to naprawdę jest fast food. Tani fast food :)
    • chattetoutenoire OT Tamago...? 17.02.10, 23:39
      Skoro jest wątek sushi i pojawiają się głosy o domowym przyrządzaniu, to czy ktoś umie osobiście zrobić ten omlecik? On jest jakiś taki dziwny, pozwijany, ale zasmakował mi baaaardzo. W sumie mnie też ten wątek narobił smaka i jak bym umiała taki omlet zrobić to bym sobie sushi ucztę w domu urządziła, ale sushi bez tamago to dla mnie nie byłaby pełnia radości... Oczywiście poczytałam o tym, że trzeba mieć najlepiej specjalną patelnię do niego i jakieś dodatki o których w życiu nie słyszałam, ale... może jest jakiś prostszy domowy polski sposób?
      • jul-kaa Re: OT Tamago...? 18.02.10, 00:10
        Hm, ja robię, ale kolega mi ostatnio powiedział, że jest troszkę zbyt jajeczny -
        no ale nam smakuje, może i Tobie zasmakuje :)
        A robię go tak:
        Jajka mieszam z wywarem z glonów wakame (ale "normalni" mogą dać jakiś bulion
        rybny, ostrygowy czy coś), sosem sojowym, solą i cukrem. Tego musi być sporo
        (ostatnio dałam 4 jajka, pół szklanki wywaru, reszta na oko). Patelnię mam
        okrągłą i sobie radzę :) Wylewam niezbyt grubą warstwę, czekam aż się zetnie
        (ale nie za bardzo), zwijam w rulon, układam go na środku patelni (a raczej
        trochę z boku - na kwadratowej by było pod ścianką, ale na okrągłej się tak nie
        da), z obu stron wlewam kolejną porcję jaj, czekam aż się zetnie, zawijam razem
        z tym rulonem, co już jest i tak aż mi się jaja skończą :)

        I już. Ciekawe, gdzie robię nieortodoksyjnie :)
        • kasica_k Re: OT Tamago...? 18.02.10, 00:21
          Uch, nie umiem robić tamago, ale znowu narobiłyście mi smaka, że hej :)
          • moniach_1 Re: OT Tamago...? 18.02.10, 21:22
            To ja tylko zarzucę ciekawostką, że tamago to po japońsku po prostu jajko :)
    • madzi1 Sushi - warszawa 19.02.10, 09:08
      Na robiłyście mi smaka na sushi. Jutro się wybieram :)
      Mogę polecić sprawdzone w Warszawie jakby ktoś chciał.
      • marta_monika Re: Sushi - warszawa 05.10.10, 12:04
        Ja chce! Polecaj sprawdzone miejsca w Warszawie. Moze byc na priv marta_monika@gazeta.pl
        • madzi1 Re: Sushi - warszawa 05.10.10, 12:11
          Sprawdzone i dobre do którego zawsze wracam to jest SoAn Sushi na Koszykowej. Wrzuć w googla to ci wyskoczy ich strona internetowa. Czasem warto zarezerwować stolik bo bywa sporo ludzi, ale różnie z tym bywa. Jadłam tam już naprawdę dużo razy i żadnych sensacji nie było.
    • aleksandralm Uwielbiamy sushi 04.10.10, 23:26
      Razem z mezem uwielbiamy sushi. Robi sie ono tutaj coraz popularniejsze - odkrylismy niedaleko nas bar z bufetem w porze lunchu - za 15 Euro jesz co chcesz i ile chcesz. Wiec raczej zawsze zjadamy tam wiecej niz naprawde nalezy, ale staramy sie nie przezerac. Bufet jest naprawde dobry - sa rozne rodzaje makow. w ramach tegp chyba takie nieortodoksyjne bo z truskawkami serkiem i rybka, nigiri, sashimi. Oprocz tego troche smazonych rzeczy - krewetki, rybka, kurczak. Jakies salatki itd
      Ile razy tam jestesmy bufet jest pelny...
      • madzi1 Re: Uwielbiamy sushi 05.10.10, 12:14
        Ja dopiero co wróciłam z Barcelony i tam polecono nam bar/restaurację japońską. W porze obiadowej cena 9 euro i jesz ile chcesz, w cenie napój i deser :) Raj! Oprócz sushi różne inne potrawy kuchni japońskiej z nutą katalonii....
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka