Dodaj do ulubionych

Kupno samochodu

15.03.10, 08:49
Planujemy kupno samochodu. To nasze pierwsze cztery kółka, w rodzinie samochody kupowane są raczej nowe, nikt nie ma doświadczenia z używanymi. Ku swojemu zaskoczeniu skonstatowałam, że wśród znajomych również brak znawców. Gdzie więc po pomoc, jak nie na offtopy :)

Mamy do dyspozycji ok. 20tys., chcemy kupić samochód na tyle duży, żeby zmieścić się w nim razem z potomkiem i jego bambetlami (jeśli np. chcielibyśmy wyjechać z nim na 2-3 tygodnie, to potrzebne jest miejsce na wózek, spanie, nasze graty itp.), ale też bez przesady – nie chcemy żeby palił jak smok.

Po pierwsze nie wiemy, gdzie szukać – czy znacie jakieś sensowne komisy? A może jakieś odradzacie? Lepiej kupić w komisie, czy bezpośrednio?

Czy lepiej kupić samochód lepszy, ale starszy i z większym przebiegiem, czy nowszy, gorszy, z mniejszym?

Do jakiego przebiegu jest w ogóle sens kupować?

Chcemy diesla – myślicie, że to sensowne?

Chcemy zostawić jakieś 2-3 tys. na przegląd ew. wymianę części itp. Czy to odpowiednia kwota?

Na co w ogóle zwracać uwagę?

Na razie dopiero się rozglądamy, jak już zaczniemy oglądać konkretne samochody, to będę pytać, na co zwracać uwagę przy kupnie :)

Obserwuj wątek
    • origami_21 Re: Kupno samochodu 15.03.10, 09:10
      Opowiem o moich doświadczeniach z kupnem używanego auta:
      - nie wiem jak teraz, ale trzy lata temu nagminną praktyką w
      komisach było wystawianie faktur na kwoty o 70-80% niższe, niż cena
      auta, płatność zatem tylką gotówką z rączki do rączki,
      - przebieg niewiele znaczy,
      - w komisie sprawdzić na co i na jak długo udzielają gwarancji, w
      moim miesiąc tylko na usterki silnika,
      - ogromna większość aut z komisów jest bita - tu przydałby się
      jednak specjalista, bo o ile mała stłuczka nie powoduje tragedii, o
      tyle duży dzwon ma wpływ na konstrukcję, a co za tym idzie
      bezpieczeństwo,
      - ja mam benzynę, silnik 1,2 16V, 75 KM, autko malutkie, ale zrywne
      jak szatan, pali średnio 5,5l,
      - pjemność silnika (a diesle zwykle mają większość pojemność) wpływa
      na stawkę OC, wiek na AC,
      - najlepiej wziąć ze sobą zaufanego mechanika, albo mieć możliwość
      sprawdzenia auta przed zakupem w niezależnym warsztacie,
      - kupno używanego samochodu to loteria,
      - mimo powyższego można dobrze trafić, czego Wam życzę:)
    • joana.mz Re: Kupno samochodu 15.03.10, 09:18
      Najlepiej kupić bezpośrednio od właściciela, nie od handlarza.

      Ja się obracam w takim trochę "samochodowym towarzystwie" i tutaj z
      zasady kupuje się samochody, które są tanie w naprawie czyli
      volkswageny i ople, części do tych samochodów nie są drogie.

      Najbardziej ekonomiczny samochód jaki mieliśmy to Vw golf kombi 3,
      właśnie go sprzedajemy, ale to staroć jest. Pali 4 litry ropy na
      trasie. Ale ten samochód jest duzy i pakowny. Ja jezdzę w tej chwili
      golf kombi 4 - jest troszkę mniejszy, ale z 1 dzieckiem zpokojnie
      się zapakujecie (my jeździliśmy nim z 2 maluchów).

      Jeśli chodzi o przebieg - to podobno wiekszość samochodów
      sprowadzanych na handel ma nieoryginalne przebiegi.

      Nie wiem czy zaglądałaś tutaj:
      forum.gazeta.pl/forum/f,20,Auto_Moto.html
      ale coś można znaleźć odnośnie danego modelu auta..

      Jesli chodzi o komisy to cała masa jest ich w pierwszej stolicy
      Polski. Ale jak wspomniałam, w pierwszej kolejności szukałabym od
      właściciela bezpośrednio, ewentualnie znalazła kogoś kto by auto
      sprowadził.

      Diesel jest ok. Ja mam auto na gaz i jest na prawdę tanie w
      eksploatacji, ale ja dość duzo jezdzę co niestety zmusza mnie do
      częstego tankowania oraz minusem jest to, że musisz część bagażnika
      (na przykład) poświęcic.



      Jeśli c
    • yaga7 Re: Kupno samochodu 15.03.10, 09:24
      Dołączam :)

      Też mamy zamiar kupić samochod, też będzie to pierwszy, a co najgorsze to ja nim
      będę jeździć, więc muszę przypomnieć sobie, do czego służy kierownica (prawko
      jazdy nieczynne od lat 10 chyba ;)).
      I też planujemy mniej więcej tyle wydać, aczkolwiek nie musi to być samochód
      rodzinny ;)

      Znajomy rodziny siedzi w biznesie samochodowym, więc jest szansa, że coś fajnego
      nam znajdzie i sprzeda, ale tak czy siak, będę się sama rozglądać.
      Mnie i tak najbardziej przeraża wizja tego, że to ja mam być kierowcą, hehe.
      Aczkolwiek dodam, że egzamin zdałam za pierwszym podejściem i jeździlo mi się
      fajnie, ale po prostu boję się debili na drodze :(
    • urkye Re: Kupno samochodu 15.03.10, 10:24
      Akurat ostatnio kupowałam samochód i mam kilka rad;) Niektórych rzeczy
      dowiedziałam się niestety po fakcie, cóż.

      - Lepiej kupować od właściciela, nie przez komis. W komisach ceny są zawyżone i
      często się grzebie przy samochodach - tu i ówdzie się poprawi przebieg, nie
      wspomni o zepsutej klimie itd.
      - Najlepiej oczywiście kupić od 1-szego właściciela, bo wtedy mamy 100% pewność,
      że on wie o wszystkim, co się z samochodem działo. Jeśli po dwóch miesiącach od
      zakupu się okaże, że auto jest mocno powypadkowe, mamy większe szanse na
      odzyskanie pieniędzy.
      - Nie ma sensu wierzyć w przebieg. Przekręcenie licznika jest bardzo łatwe.
      Ogólnie lepiej z góry założyć, że auto pokonuje min. 10-15tys km rocznie i
      mniejsze przebiegi powinny budzić wątpliwości. Przy dieslach nawet 30kkm rocznie
      to mało, więc 10letnie diesle z przebiegiem 120kkm mają na 90% przekręcony
      licznik. Więcej o faktycznym przebiegu mówi chociażby taki fotel: jeśli jest
      powycierany na brzegach, to auto było często użytkowane na krótkich odcinkach
      (wtedy niski przebieg jest bardziej wiarygodny); jeśli siedzenie jest lekko
      zapadnięte i wytarte na środku - to samochód pokonywał przede wszystkim długie
      trasy i niski przebieg w takim wypadku jest baaardzo wątpliwy;)
      - Kupno diesla ma sens tylko wtedy, jeśli planujecie pokonywać dłuuugie trasy.
      Dodatkowo ciężko kupić diesla bez przekręconego licznika;) Aha i miejcie
      świadomość, że ew. naprawy diesla są o wiele droższe niż benzynówki. Lpg również
      nie polecam, owszem, tańsze tankowanie, ale więcej usterek, napraw, silnik
      szybciej się zużywa i często są problemy z jego nierówną pracą.
      - KONIECZNIE jedźcie z upatrzonym samochodem do zaprzyjaźnionego mechanika, żeby
      dokładnie wszystko sprawdził. Laikom łatwo nie zauważyć poważnych (i
      kosztownych) usterek, które zachęciły poprzedniego właściciela do sprzedaży. Na
      stacji diagnostycznej nie informują o stanie poszczególnych podzespołów, tylko
      czy auto by przeszło przegląd techniczny i to wszystko. W ogóle nastawcie się na
      wydanie 200-300zł na sprawdzenie auta. Proście o opinie od fachowców na piśmie.
      Warto również odwiedzić lakiernika, żeby rzucił okiem, czy auto przypadkiem nie
      jest po zderzeniu. Na "bezwypadkowe" w ogłoszeniach nie wierzcie, w Polsce
      niestety sporo sprzedawanych samochodów jest "bezwypadkowa", tylko pokolizyjna:P
      - Nie kupujcie samochodów sprowadzanych zza granicy. W zdecydowanej większości
      przypadków są to samochody powypadkowe, naprawiane w najtańszy możliwy sposób,
      żeby tylko wyglądały. Kupiec ocenia po wyglądzie, kupi, a po roku się zdziwi, że
      auto mu zaczyna pękać w óżnych dziwnych miejscach.
      - Książki serwisowe. Podrobienie ich nie jest żadnym problemem, więc warto
      zwrócić uwagę, czy przypadkiem wszystkie wpisy nie były robione przez tę samą
      osobę? Warto zadzwonić pod kilka nr tel. widniejących w książce i sprawdzić, czy
      auto faktycznie było tam serwisowane i czy przebieg z tych przeglądów się zgadza.
      - Auto musi mieć wszystkie papiery+2pary kluczyków.
      - Sprawdzcie w internecie gdzie w interesującym Was modelu jest kod VIN i
      sprawdźcie, czy tabliczka w oglądanym przez Was aucie nie jest przypadkiem
      wspawana. Koniecznie należy sprawdzić, czy wszystkie nr VIN się sprawdzają
      (autox2+dow. rejestracyjny+karta pojazdu)
      -liczcie się z tym, że wpakujecie jeszcze ok. 2tys w to auto, zanim będzie mozna
      nim jeździć, więc szukajcie auta odpowiednio tańszego. Po zakupie auta
      (pomijając rejestrację, ubezpieczenie itp.) warto zmienić wszystkie płyny
      eksploatacyjne, naprawić ew. usterki (bo prawie nikt nie sprzedaje w pełni
      sprawnego auta;P) i wymienić rozrząd, jeśli nie wiadomo, kiedy był poprzednio
      wymieniany (awaria rozrządu=zniszczenie silnika=gigantyczne koszty). Często też
      trzeba kupić nowe opony i akumulator.
      - sprawdźcie każdy element samochodu, czy działa: lusterka, biegi, okna, klima,
      radio, otwieranie bagażnika, drzwi, nawiewy - takie duperele potrafią być drogie
      w naprawie, a łatwo o tym zapomnieć
      - poproście właściciela samochodu, żeby go nie odpalał przed Waszym przyjściem.
      Silnik musi być zimny, bo często problemy z silnikiem są właśnie wtedy, kiedy
      jest on zimny;) Zobaczcie jak auto odpala, jak jeździ, jak szybko się nagrzewa.
      Czy znosi w trakcie jazdy? Czy kierownica wraca bez problemu kiedy nmaksymalnie
      zakręcacie? Jak auto zachowuje się w trakcie hamowania? Znosi? Coś hałasuje? Jak
      przejeżdzą przez dziury? Słychać stuki? W dużym uproszczeniu jakiekolwiek
      niepokojące hałasy oznaczają wydatki. I czasem aż się robi słabo jak się
      człowiek dowie, ile taka naprawa potrafi kosztować.
      -koniecznie jedźcie na dluższą przejażdżkę - zaczynając od zimnego silnika tak
      długo, aż auto się nagrzeje. Sprawdzajcie pracę silnika na biegu jałowym na
      zimnym i na ciepłym silniku (ew. pływanie obrotów, gaśnięcie objawia się czasem
      od razu, a czasem dopiero po 3min pracy). Odpalcie auto kilka razy na zimnym pod
      rząd, kilka razy na ciepłym, żeby zobaczyć, czy dobrze odpala. W trakcie jazdy
      próbnej zobaczcie jak działa skrzynia biegów, jak auto jeżdzi na wszystkich
      przełożeniach, czy przy większych prędkościach nie pojawiają się dziwne dźwieki?
      -KONIECZNIE sprawdźcie, czy podczas odpalania auta zaświecają się WSZYSTKIE
      kontrolki (w szczególności poduszek powietrznych, jeśli są) oraz czy gasną
      nierównocześnie. Czy podczas przełączenia kluczyka na elektryke świeci się tylko
      kontrolka silnika, oleju i ładowania? Jeśli świeci się również kontrolka
      poduszek, to macie jasny znak, że poduszek najpewniej nie ma i ktoś podłączył tę
      kontrolkę szeregowo do np. kontrolki ładowania. Zwróćcie również uwagę, czy
      obudowy airbagów wyglądają na oryginalne, czy nie są podejrzanie twarde? Nie
      różnią się kolorem od reszty? Czy nie ma śladów klejenia? Najlepiej poszukac w
      internecie jak wyglądają oryginalne poduchy do danego auta i porównać. Niestety
      bardzo łatwo oszukać kupca w kwestii poduszek. Więcej na ten temat w blogu,
      który podałam na samym dole.
      -warto sprawdzić ile kosztują przykładowe naprawy w interesującym Was modelu,
      jakie sa najczęstsze awarie? Z mojego doświadczenia powiem tyle: nie kupujcie
      samochodów z elektrycznym wspomaganiem. Awaryjne to strasznie i pioruńsko drogie
      w naprawie. Niestety:/ Mechanik powiedział, że hydrauliczne jest o niebo lepsze.
      -lepiej nie kupować aut firmowcyh, zazwyczaj się o takie nie dba;)
      -w trakcie podpisywanie umowy sprawdźcie dwa razy, czy wszystkie dane się
      zgadzają (poproście łaściciela o pokazanie dowodu osobistego), nie gódźcie sie
      na to, by ktoś obcy podpisywał się zamiast właściciela, nei podpisuje już
      wcześniej podpisanych umów przez nieobecnego właściciela. Dopilnujcie, żeby na
      umowie było DOKŁADNIE napisane, że właściciel oświadcza, iż auto ma taki i taki
      przebieg (a nie stan licznika!) oraz że jest bezwypadkowe i bezkolizyjne (jeśli
      właściciel tak twierdzi).

      Jeszcze kilka rzeczy z mojego doświadczenia:)
      -w aucie poszczególne podzespoły mają to do siebie, że się często psują grupami.
      I z tego co zauważyłam w moich dotychczasowych samochodach i samochodach
      rodziców, to takie lawiny napraw są co ok. 80kkm, więc uważajcie na
      wielokrotności tej liczby na liczniku:P (przy założeniu oczywiście, że stan
      licznika jest zgodny z prawdą:P)




      Na koniec polecam lekturę tego bloga (lepiej przed kupnem otworzyć oczy, a nie
      po:P):
      -tylik.motogrono.pl/
      W szczególności polecam te artykuły:
      -tylik.motogrono.pl/sprawdz-airbag-cz-i/
      -tylik.motogrono.pl/sprawdz-airbag-cz-ii/
      -tylik.motogrono.pl/bezwypadkowe-auta-2-w-1/
      -tylik.motogrono.pl/mierniki/
      -<a href="
      • urkye Re: Kupno samochodu 15.03.10, 10:34
        Jeszcze jedna ważna kwestia, bo widzę, że mi ucięło poprzedni post;) Poświęćcie
        sporo czasu na dokształcenie sie w dziedzinie motoryzacji i samochodów używanych
        zanim wybierzecie się na pierwsze oglądanie. Chodzi o to, żebyście wiedzieli na
        co zwrócić uwagę, co jest niepokojące itd. Moim zdaniem lektura tego bloga, co
        podałam poprzednio, da wystarczające podstawy:)

        No i życzę powodzenia w szukaniu samochodu! Żeby Wam się jakiś ładny,
        bezkolizyjny i bezawaryjny trafił:D
        • urkye Re: Kupno samochodu 15.03.10, 10:47
          Jeszcze coś;) Zastanowcie się, co tak naprawdę jest Wam potrzebne w
          samochodzie;) Czy potrzebujecie klimatyzację, elektryczne lusterka i szyby,
          alarm w kluczyku? Owszem, są to rzeczy wygodne, ale niestety lubią się psuć:P I
          musicie brać poprawkę na ew. koszty napraw tych rzeczy. W ogóle im mniej
          elektroniki, tym lepiej:P Im nowsze samochody, tym więcej mają w środku
          elektroniki. A to właśnie elektronika jest najbardziej awaryjna.
          Właśnie! Jeszcze jedna ciekawostka (wiem od mechanika;P): nowsze samochody mają
          grupowane poszczególne elementy: np. nie można kupić samej części X, trzeba
          kupić cały moduł, w którego skład wchodzi część X. Zamiast np. 200zł trzeba
          wydać 2000. Taka mała pułapka nowszych samochodów;P Tak samo np. z zawieszeniem:
          w starszych modelach można wymieniać małe elementy, w nowych, wielowahaczowych
          konstrukcjach, trzeba wymieniać całe zespoły, a to jest baaardzo droga impreza.
          Czyli wniosek taki: przed zakupem KONIECZNIE się zorientujcie jak wygląda
          kwestia napraw danego modelu, wystarczy zadzwonić do dobrego mechanika:) Ja,
          głupia, się nie zorientowałam i niestety poczułam te koszty osobiście: popsuł mi
          się mały czujnik we wspomaganiu (można pomyśleć - błahostka), niestety musiałam
          wymienić cały moduł:/
          • normalna_ja Re: Kupno samochodu 15.03.10, 11:57
            Dziewczyny już wszystko dokładnie opisały - najważniejsze to kupić auto
            bezpośrednio od sprzedającego

            ja od siebie polecam stronę www.autocentrum.pl
            może się przyda :)
            no i powodzenia!
            • jul-kaa Re: Kupno samochodu 15.03.10, 13:54
              Dziewczyny, tyle informacji podałyście, ze połowy nie zrozumiałam :) Posadzę
              męża przed komputerem i dam mu ten wątek. Ja nie mam prawa jazdy, nie znam się
              na samochodach zupełnie, ale chyba muszę się zacząć troszkę znać, nie :(?

              Poczytamy zalinkowane strony i blogi, pewnie nam się rozjaśni.
              • zooba Re: Kupno samochodu 15.03.10, 14:05
                Julka, sprzedający samochody zawodowo takich laików czuja na kilometr, moim
                zdaniem albo obryjecie się na blachę w temacie albo będziecie musieli brać ze
                sobą zaprzyjaźnionego fachowca. Potrafią wciskać piramidalne kity - np. że w
                samochodzie nie paliło się papierosów, a ja wyniucham od razu - wyczyszczenie
                Karcherem nie załatwia niczego. Tacy spece potrafią grać na uczuciach, widzą
                komu z małżonków samochód bardziej się podoba i kogo należy zmiękczać i jak.
                Jeszcze jedno - sprzedawca pokaże ci np. drobną wadę po to, żeby odciągnąć twoją
                uwagę od rzeczy istotnych, nie dajcie się złapać. Przydaje się lista elementów
                do sprawdzenia, jak ściąga krok po kroku.
    • magdalaena1977 Re: Kupno samochodu 15.03.10, 10:37
      Moje wrażenia z kupowania używanego pół roku temu (2 - 3 lata segment B):
      - nikt nie sprzedaje bezpośrednio, wszystkie ogłoszenia to firmy, komisy i
      handlarze. "Pierwszy właściciel" oznacza, że handlarz kupił od pierwszego
      właściciela.
      - komis to po prostu jednoosobowa działalność gospodarcza, najczęściej mała,
      czasami na jednym "placu" jest kilka komisów, każdy handlarz sprawia wrażenie
      oszusta, który chce oszukać Ciebie i skarbówkę
      - wszystkie samochody miały chociaż małe stłuczki
      - najlepiej zaczynać szukać w internecie (otomoto) a potem oglądać w naturze
      - polecam przegląd w autoryzowanej stacji danej marki, w stacji którą Ty wybierzesz
      - trwa to strasznie długo i jest bardzo męczące, ja musiałam poświęcić spory
      kawałek urlopu

      - już odkładam i oszczędzam, żeby następny kupić w salonie ;-)
    • anna-pia kilka uwag :) 16.03.10, 12:25
      1. Przebieg może być bardzo mały - faktycznie fotel to lepszy wskaźnik - jak
      sprzedawałam pierwszy samochód po 2 latach użytkowania, miał 10 tys. na
      liczniku, bo:
      - jeżdżę tylko ja,
      - pracuję w domu.
      Tapicerka była jak nowa :) Takich właścicieli samochodów jak ja jest sporo.
      2. Można kupić samochód od poprzedniego właściciela, nieprawda, że ogłoszenia to
      tylko komisy. IMO warto rozejrzeć się po znajomych - a nuż ktoś sprzedaje - i po
      znajomych firmach, może wymieniają flotę, wtedy samochody są zwykle w dobrym
      stanie i raczej tanie.
      3. Sprzedawany samochód _nie_musi_ być po stłuczce - chyba że za takową uzna się
      błotnik stuknięty o słupek na parkingu.
      4. Warto kupić samochód od emeryta - w większości przypadków jest zadbany :)
      5. Nawet jak się obryjecie z teorii, warto zabrać ze sobą znajomego
      samochodziarza na oglądanie auta. Nie musi być mechanik, kierowca z długim
      stażem (jeżdżenia, nie posiadania samochodu - ja bym się nie nadawała ;p)
      zauważy np., że samochód znosi lekko na bok (ewidentna oznaka, że auto
      powypadkowe).
    • besame.mucho Re: Kupno samochodu 16.03.10, 23:36
      Używanego samochodu nigdy nie kupowałam, więc o tym nie mam pojęcia.
      Co do diesla - jeżeli będziecie dużo jeździli (IMO niekoniecznie w
      dłuugie trasy, po prostu samochód będzie często używany) - warto.
      Jeżdżę dwoma samochodami, pojemność silnika taka sama, inne
      parametry bardzo zbliżone - jeżdżenie dieslem wypada sporo taniej.
      Problem z używanym dieslem jest IMO inny - teraz technika poszła do
      przodu, ale jeszcze kilka lat temu często były z dieslami przygody w
      zimie - jeśli samochód dzień czy dwa stał nieużywany na dworze na
      sporym mrozie to często bywały problemy z zapaleniem. Jeżeli
      parkujecie w garażu to nie problem, ale jeżeli na dworze to warto
      wziąć to pod uwagę i przy kupnie zrobić rozeznanie czy ten silnik
      tak ma czy nie.
    • szarsz Re: Kupno samochodu 17.03.10, 18:51
      Ja od siebie jeszcze dorzucę, że żaden samochód nie jest za duży dla
      rodziny z dzieckiem :)
      My kupiliśmy peugeota 406 kombi i z jednym dzieckiem daje radę, przy
      dwójce już byłoby ciężko z miejscem :(

      Urkye Ci napisała wiele bardzo ważdnych rzeczy. My kupowaliśmy
      samochód przez zaprzyjaźnionego mechanika i rzeczywiście pierwszą
      rzeczą jaką zrobiliśmy była wymiana płynów eksploatacyjnych,
      rozrządu, akumulatora i opon. Nawet jeśli sprzedaje najuczciwszy
      człowiek na ziemi, to przecież nie będzie inwestował w nowe opony,
      jeśli zamierza się auta niebawem pozbyć, to logiczne.

      Druga rzecz - warto się przyjrzeć lakierowi. Jeśli auto będzie miało
      wymieniane jakieś części tuż przed sprzedażą, to nie będzie
      równomiernie porysowane. Zawsze, jak auto jeździ, to małe kamyczki
      czy piasek mikroskopowo rysują lakier, to widać. Jeśli na którejś
      części takich rysek brak, to...

      No i polecam fora tematyczne. My na przykład na forum 406.pl
      znaleźliśmy mechanika, szybkiego, niedrogiego, uczciwego i
      pasjonata, teraz tylko on opiekuje się naszym autem.

      Aaaaa, warto obejrzeć z bliska lampy. Czy są firmowe, czy można się
      dopatrzyć jakiejś innej nazwy. Przy naprawie nikt Ci nie będzie
      inwestował w oryginalne lampy, bo są cholerycznie drogie.

      No i naprawdę warto zainwestować w kogoś, kto się zna. Kasa wydana
      na sprawdzenie na pewno nie będzie wyrzucona w błoto.
      • jul-kaa Re: Kupno samochodu 24.03.10, 11:29
        Poczytaliśmy wszystko, co napisałyście i generalnie są to świetne rady. Kurcze,
        jak już nie wiadomo gdzie się zwrócić, to Lobbystki człowieka zawsze zaskoczą
        ogromem swojej wiedzy.
        Na razie zdecydowaliśmy się na jedną rzecz: poprosić o pomoc kogoś, kto się na
        tym zna. I mamy już dwóch takich facetów, którzy czegoś dla nas szukają. Jeden
        to przyjaciel przyjaciela, drugi siostrzeniec wuja, więc zaufani ludzie :)
        Doszliśmy do wniosku, że nawet lepiej zapłacić komuś za znalezienie i polecenie
        konkretnego auta, niż kupić byle co. Nas bowiem można naciąć w każdej chwili.
        Dobra decyzja? Jak myślicie?

        Na początku chcieliśmy diesla, ale koszty utrzymania są znacznie wyższe, a
        przynajmniej tak nas straszono. Teraz chcemy na benzynę i dodać instalację gazową.

        Mąż nie chce francuza, ale na horyzoncie pojawił się peugeot 406 kombi z 2003r.,
        nie dość, że francuz, to jeszcze diesel, ale podobno w świetnym (takim super
        hiper) stanie.

        Dla mnie to wszystko jakaś magia, kompletnie jest mi obojętne, co to będzie za
        wóz - ma być spory, tani w eksploatacji i jeździć. A już marki, kolory,
        wyposażenia - obojętne, tak czy owak będzie o coś za dużo, albo czegoś będzie
        brakowało.
        • urkye Re: Kupno samochodu 24.03.10, 20:10
          Powodzenia w szukaniu:D Bardzo dobry pomysł z poproszeniem znajomych
          zorientowanych w temacie:)
          Uważajcie tylko na wszelkie "okazje" ;) Takie samochody lepiej porządnie
          prześwietlić:P

          Chciałabym tylko jeszcze coś dorzucić: zastanówcie się, czy na pewno chcecie
          zakładać/kupować LPG - czy jeździcie wystarczająco dużo, żeby to w ogóle miało
          sens? Z moich i znjaomych obserwacji wynika, że z gazem ciągle coś się psuje i
          trzeba jeździć do gazowników:P Więc gazu nie mam i mieć nie będę. Dodatkowo
          tracicie wtedy miejsce w bagażniku, bo koło zapasowe gdzieś być musi;) Przy
          stosunkowo małych przebiegach (ok.10-15kkm/rok) benzyna jest imo najlepsza. Na
          gaz można dopiero przełączyć jak się silnik nagrzeje, więc zimą się za dużo na
          gazie i tak nie jeździ:P Jeśli do tego dochodzą małe przebiegi, to w ogóle nie
          ma takie rozwiązanie sensu.
          Jeśli jednak planujecie dużo jeździć, to zorientujcie się, czy do tego silnika,
          jaki planujecie kupić, LPG jest zalecane. Bo zagazowac można wszystko, tylko
          potem się okazuje, że silnik się zaczyna sypać po stanowczo za krótkim czasie ;)
          • jul-kaa Re: Kupno samochodu 24.03.10, 20:13
            A diesel? Też średni pomysł?
            • besame.mucho Re: Kupno samochodu 24.03.10, 20:38
              W Peżotach z tego okresu były jedne z najlepszych produkowanych
              wtedy diesli. Wiem, bo sami w 2001 z tego powodu decydując się na
              diesla kupiliśmy właśnie Peżota :). Jeździło się nim bardzo dobrze i
              prawie nic się w nim nigdy nie psuło (mieliśmy go 5 lat), ale też
              muszę zaznaczyć, że wszystkich bardzo dziwiło, że jest tak
              bezawaryjnie, z czego mogłoby wynikać, że na ogół Peżoty lubią dawać
              się we znaki.
              IMO decyzja, żeby pomogł Wam ktoś, kto się na tym dobrze zna, jest
              najlepsza z możliwych. Przy używanym samochodzie warto zwrócić uwagę
              na kilka rzeczy, a specjalista będzie wiedział na co :).
            • anna-pia diesel... 24.03.10, 21:54
              Diesel ma sens przy przebiegach co najmniej 20 - 30 tys. km/rok, o ile dobrze
              pamiętam.
              Policz, ile kosztuje nowy samochód z silnikiem benzynowym, ile taki sam z
              dieslem. Policz różnicę w cenie paliwa przy zakładanym przebiegu - ja jeżdżę
              baaardzo mało, więc diesel niespecjalnie ma sens.
              Poza tym, ceny ropy i benzyny są coraz bardziej zbliżone.
    • jul-kaa :( 25.04.10, 10:27
      Odświeżam wątek, bo temat się uaktualnił.
      Napaliliśmy się na Peugeota 407, pożyczyliśmy (z planem, by go kupić) i z deczka
      rozbiliśmy. Super. Pegueotowa szkoda mała, ale samochód faceta, w którego
      wjechaliśmy, ma się troszkę gorzej. Nic się nikomu nie stało (bo wyjeżdżaliśmy z
      parkingu z prędkością ok. 15km/h), ale domyślacie się jak się czuję ja, a
      zwłaszcza jak się czuje sprawca, czyli mój ukochany mąż.
      Najgorsze w tym wszystkim jest to, że pierwszy raz jechaliśmy razem (mąż ma
      prawo jazdy już całe 1,5 miesiąca) i ja się teraz PANICZNIE boję z nim wsiąść do
      samochodu (a co dopiero wsadzić do samochodu dziecko). Od początku wiedzieliśmy,
      że będzie musiał pojeździć jeszcze ze 2-3 miesiące zanim wsiądziemy do samochodu
      wszyscy, ale teraz nie wiem, jak to będzie. Jak pokonać ten lęk...?

      Przy okazji doszliśmy do wniosku, że to taka kolumbryna, że się jeździć nie da.
      Porównaliśmy Peugeota 406 z 307 i zdecydowanie ten drugi nam bardziej odpowiada.
      Jakie jeszcze samochody są podobnej wielkości do 307? I czy duży hatch-back jest
      znacznie mniejszy, niż przeciętny kombi? Podpowiedzcie coś proszę :)
      • elftherinii Re: :( 25.04.10, 11:15
        Jeśli chodzi o kupno auta, to my starego Land Rovera kupiliśmy na allegro, sprzedaliśmy go potem też przez allegro. Normalnie się je ogląda, krótki przejazd, umowy i inne takie sprawy.

        Ale za to w tej drugiej kwestii Ci coś powiem:) Mam prawo jazdy od lutego i najgorsze co jest dla młodego kierowcy to osoba obok. Jak umie jeździć i się wtrąca to ma się ochotę takową wywalić teraz_tu_natychmiast. Jak nie umie i siedzi cicho to pół biedy:) Ale i tak jak miałam przygodę to akurat wtedy kiedy pierwszy raz jechałam ze znajomą (wjechałam na wysoki krawężnik, czujnik cofania nie zadziałał;D). Dlatego najlepiej daj mężowi trochę czasu, żeby się obeznał z autem, nie wiem jak duży był ten Peugeot ale dla mnie przejście z Punto na Fabię Combi było dziwne:) Dla mnie nowe auto oznaczało gaśnięcie przy ruszaniu pod górkę, ruszanie z piskiem opon na mokrym itp. Po prostu kwestia przestawienia się.

        Jeśli tylko Twój mąż nie ma zamiaru jeździć z prędkościami zbliżonymi bardziej do 200 niż 100 km/h to nie ma się czego bać. Nikt na początku nie jeździł świetnie. Najgorzej jak ktoś SĄDZI, że umie jeździć.

        PS. Na mojej pierwszej jeździe po dostaniu prawka mama zaczęła mi krzyczeć "hamuj" gdy jeszcze było mnóstwo miejsca przede mną. To na prawdę denerwuje. Następna wspólna jazda była jak miałam przejechane około 1000 km. Głośna muzyka skutecznie zagłuszała mamusię:D
      • sarahdonnel Re: :( 25.04.10, 11:36
        Jul-kaa, wsiadajcie w samochód. Natychmiast, jakikolwiek, najlepiej razem. Na
        razie nie musicie nigdzie jechać, niech nawet stoi na parkingu i od czasu do
        czasu poburczy silnikem. Wszystko z zaciągniętym hamulcem ręcznym, samochód
        nigdzie nie pojedzie (w ramach odreagowywania możesz sama zaciągnąć, to
        najlepiej robi się w wersji wściekło-spanikowanej).

        Mąż jak się zestresował, to niech dzwoni do instruktora, wyjaśni, co się stało,
        i niech zapłaci kilka godzin dodatkowych. Najpierw na samochodzie szkoleniowym,
        a potem na docelowym. I dzień w dzień chodzić na parking, i 'burczeć'. I na
        wszelki wypadek parę razy idź też bez męża, usiądź na miejscu kierowcy czy
        pasażera (jak nie masz prawa jazdy, to niestety nie możesz włączyć stacyjki, ale
        popatrzeć i podotykać jak najbardziej, przy zaciagniętym ręcznym i wyłączonym
        silniku możesz nawet podeptać po pedałach i potrzymać rękę na dźwigni zmiany
        biegów).

        Ja tak 'trzasłam' samochodem (sowieckim czołgiem?) mojego ojca w bramę na
        parkingu z podobnym 'stażem' za kółkiem, jak Twój mąż, z 8 lat temu. Na
        szczęście wcześniej miałam instruktora z Lanosem bez wspomagania, i parę tras z
        jednego końca Warszawy na drugi zrobiłam potem na tym czołgu ojca (mój ojciec
        czołgami po poligonach też jeździł, stąd żart). Niestety, wyjazd z własnego
        parkingu pod domem, w pośpiechu (potrzebowałam czegoś z supermarketu 'na
        wczoraj', następnego dnia wyjeżdżałam) mnie przerósł. Przez ten cholerny wyjazd
        mogłam się wymigać od takiego 'burczenia' (przepis pochodzi od faceta, który był
        przez lata instruktorem w jednostce wojskowej, i dzieciaki z zasadniczej robiły
        u niego w ekspresowym tempie B-C+E-D). W efekcie najpierw właśnie wymyśliłyśmy z
        mamą hasło 'kupimy nowy samochód, i będę jeździć', potem okazało się, że
        większość 'naszych' spraw można sprawniej załatwić komunikacją publiczną, bo
        Warszawa się potwornie zakorkowała, i zawsze były 'pilniejsze inwestycje'.
        Skończyło się na tym, że od 'trzaśnięcia', czyli od bardzo dawna, nie siedziałam
        za kółkiem. Nawet zapomniałam wymienić prawo jazdy na holenderskie.

        Teraz musimy załatwić różne rzeczy w gminie, więc zaczęłam sobie myśleć, że może
        chociaż wymienię przy okazji dokument. Dla mojego partnera prawo jazdy jest
        wielkim marzeniem (przerwał kurs ze względu na wypadek jako pasażer, poważną
        operacje i długą rehabilitację), teraz dojrzał do wyprowadzki na przedmieścia
        (duże mieszkania i niskie koszty), i w związku z tym myśli o samochodzie i
        powtórzeniu kursu. Ja przez tę przerwę będę musiała wykupić sobie parę
        dodatkowych godzin, a potem albo ściągnąć brata z Niemiec, albo wynająć
        instruktora, żeby przejechał ze mną ten kawałek pomiędzy domem poprzedniego
        właściciela/komisem i moim.

        Dlatego zaraz, jak jest taka możliwość, złaźcie do samochodu i siedźcie!
      • besame.mucho Re: :( 25.04.10, 14:25
        Jul-kaa, pomyśl o tym, że pewnym sensie dobrze się stało :). Zobacz,
        świeżo upieczeni kierowcy często myślą, że już wszystko potrafią i
        niepotrzebnie szarżują, co przy dużych prędkościach może być
        niebezpieczne. Nie wiem, czy Twój mąż też by tak szarżował, ale
        zakładając że to możliwe zobacz, że lepiej, że zobaczył, że wcale
        jeszcze nie jest mistrzem kółka teraz, przy prędkości 15/h. Na pewno
        teraz będzie o jeździł bardzo uważnie i nie stwierdzi nagle że zjadł
        już za kierownicą wszystkie rozumy :).
        Także spokojnie, jasne że z dzieckiem możesz się teraz trochę bać od
        razu po tym wydarzeniu, ale daj mężowi szansę, pojeździjcie trochę
        razem. Powiedz mu że się boisz, poproś żeby jechał powoli (ach,
        zdecydowanie lepiej przeprowadzić taką rozmowę wcześniej w domu niż
        denerwować męża kiedy będzie prowadził :) ).

        Naprawdę myślę że będzie ok. U mnie tak było z bratem - na początku
        moim zdaniem za bardzo szarżował, ale nikt nie lubi mądrzenia się z
        fotela obok więc nic nie mówiłam. Potem przytarł samochód
        wyjeżdżając z parkingu (też na szczęście taka mała bzdurka, a nie
        duży wypadek) i chyba go tknęło, że jeszcze nie jest super-
        wyjadaczem i zaczął jeździć spokojniej a teraz prowadzi już naprawdę
        dobrze. Mam nadzieję że i u Was tak to zadziała. Pamiętaj, żeby w
        rozmowie z mężem powiedzieć że się boisz, ale też że to normalne, że
        dopiero zaczyna i że na pewno będzie suuuper kierowcą, bo ważne też
        żeby on się nie zniechęcił :).
        • jul-kaa Re: :( 25.04.10, 18:12
          besame.mucho napisała:

          > Jul-kaa, pomyśl o tym, że pewnym sensie dobrze się stało :). Zobacz,
          > świeżo upieczeni kierowcy często myślą, że już wszystko potrafią i
          > niepotrzebnie szarżują, co przy dużych prędkościach może być
          > niebezpieczne.

          A nie, u nas problemem jest i zawsze będzie raczej zbyt mała pewność siebie, niż
          zbyt duża. Mój mąż jest jedną z ostatnich osób, które myślą, że wszystko
          potrafią i szarżują bez opamiętania.
          Cudem jakimś mąż się nie zniechęcił (a stawiałam, że tak będzie), pojechaliśmy
          (z wujkiem) i w spokojnej okolicy pojeździł trochę, przekonał się, że jednak
          umie jeździć i że dla nas to jednak za duży samochód z za mocnym silnikiem. No
          ale ja w tym czasie spacerowałam z innym czterokołowcem - wózkiem z synem, więc
          mój lęk nadal trwa i ma się dobrze...
          • elftherinii Re: :( 25.04.10, 18:20
            Ja szczerze mówiąc nie do końca rozumiem czemu aż tak się boisz. Z innymi
            osobami za kierownicą też tak masz? Wiesz, jednak mąż zdał egzamin, czyli coś
            tam jednak potrafi. I duże samochody są bezpieczniejsze, jak już wcześniej ktoś
            napisał:) Ja właśnie z tego powodu wolę pomęczyć się z miejscem parkingowym ale
            mieć ten komfort, że jednak jest bezpieczniej.

            I w ogóle zbyt ciężki samochód ze słabym silnikiem (ekm nasza Fabia kombi i
            przemyślane rozwiązania) to też kiepskie rozwiązanie.
            • jul-kaa Re: :( 25.04.10, 18:30
              elftherinii napisała:

              > Ja szczerze mówiąc nie do końca rozumiem czemu aż tak się boisz.

              Ja też nie do końca to rozumiem. Ale stanowczo dziś boję się mniej, niż
              przedwczoraj, więc jutro pewnie będzie lepiej :)


              > I w ogóle zbyt ciężki samochód ze słabym silnikiem (ekm nasza Fabia kombi i
              > przemyślane rozwiązania) to też kiepskie rozwiązanie.

              Zastanawialiśmy się nad Fabią - to zły wybór?
              • elftherinii Re: :( 25.04.10, 18:42
                To może przejdzie?:) Więcej wiary w męża:)

                Wiesz co my mamy już kilkuletnią, nie wiem czy coś się pozmieniało. W każdym razie pod górkę lepiej radził sobie wcześniejszy Lanos. Plastik też zaczął się sypać (ten w drzwiach gdzie są m.in kieszenie na coś. Kwestia wrażeń estetycznych).
                Powiem tak: przez te kilka lat był to samochód w zasadzie bezawaryjny (tj jest, oprócz tego jednego spóźnienia z czujnikiem cofania), ale no czasami ślamazarnie rusza, zwłaszcza pod górkę i zwłaszcza jak prowadzi go młody kierowca (czyt. ja). Jednak ten silnik (1.4) w jest trochę za słaby w stosunku do masy - auto wolniej się rozpędza nawet na płaskim.

                Gdybyście brali Fabię Kombi to dam taką może trochę głupią radę: jako że mąż pewnie uczony był na Punto (?) to i cofał patrząc przez tylną szybę? Jeśli tak to niech ktoś mu wytłumaczy i pokaże jak cofać na lusterkach. Ja na początku zgłupiałam i zaryłam w zaspę pod domem (na szczęście ćwiczyłam na uliczce gdzie są 3 domy i nikt nie widział:))- można stracić orientację.
                • jul-kaa Re: :( 25.04.10, 18:50
                  elftherinii napisała:

                  > Wiesz co my mamy już kilkuletnią, nie wiem czy coś się pozmieniało.

                  Planujemy kupno używanej, więc pewnie takiej, jak Wasza.
                  Mąż mówi, że rzeczywiście silnik słaby. Tyle tylko, że jeśli to jest jedyny
                  mankament, to może nie jest dyskwalifikujący.
                  M. mówi, że uczył się cofać "na lusterkach". Ponoć na egzaminie jednak tną
                  punkty jeśli nie spojrzy się przez szybę :)
                  • elftherinii Re: :( 25.04.10, 18:59
                    Ooo to dobrze:) Ja musiałam cofać przez szybę i potem nie wiedziałam jak robić to na lusterkach. A inaczej nie dawało rady:)

                    Gdybyście się decydowali i mieli górki gdzieś w okolicy to trzeba zainwestować w dobre opony (inne niż te co dają jak się kupuje w salonie), bo inaczej nie da rady. Zanim na to wpadliśmy to przez 2 lata zakładaliśmy w zimie łańcuchy żeby z domu wyjechać. ;/
                    No silnik trzeba przemyśleć, grunt by w ogóle wiedzieć, że jest on słaby.:)

                    Aha - nie istnieje ZA MAŁY bagażnik/auto jeśli posiada się dzieci. Nawet jeśli na początku wydaje się duży, to z biegiem czasu coraz bardziej się kurczy... ;)
                    • madzioreck Re: :( 25.04.10, 19:05
                      elftherinii napisała:

                      > No silnik trzeba przemyśleć, grunt by w ogóle wiedzieć, że jest on słaby.:)

                      Jeśli chodzi o silnik od biednej Fabii kombi, to bez przesady, naprawdę ;)
                      Pojemność 1,4 i 75KM to nie jest słaby silnik, no chyba, że lubi się uczucie
                      wciskania w fotel przy nabieraniu prędkości tudzież ryzykowne wyprzedzanie. Z
                      tego, co pamiętam, ta skodovka hula całkiem nieźle, jak na normalne jeżdżenie
                      całkiem wystarczy (a mąż Juli chyba nie ma zamiaru od razu zacząć szaleć;))
                      • elftherinii Re: :( 25.04.10, 19:10
                        Ten silnik to nie tylko moje zdanie, spotkałam się z taką opinią od
                        kilku-kilkunastu osób:)

                        Najlepiej gdyby była możliwość się nią przejechać przed kupnem.
                  • miss-alchemist Re: :( 25.04.10, 19:18
                    tną punkty :P mój instruktor wciąż powtarza mi, że "w lusterku możesz sobie makijaż poprawić, patrz do tyłu!"
                    • elftherinii Re: :( 25.04.10, 19:22
                      Ej ale takie techniczne pytanie. Potem wsiądziesz do jakiegoś wielkiego cuda, na
                      które masz pozwolenie. I jak wycofasz jeśli przez tylną szybę się nie da? Trochę
                      mało logiczne to nauczanie.

                      Swoją drogą metody uczenia się zmieniają. Mojego tatę uczyli patrzeć w lusterka,
                      moją mamę w szybę...
                      • miss-alchemist Re: :( 25.04.10, 19:26
                        ze względu na to, że w 30 godzin i tak się nie nauczy nikt naprawdę dobrze jeździć, to instruktorzy uczą pod egzamin, a egzaminatorzy egzaminują jak chcą :P egzaminy teraz zdaje się na corsach i yarisach, gdzie przez szybę jest wygodniej i nikt nie przejmuje się tym, że z dużym autem nie będzie tak kolorowo :P

                        ta nauka naprawdę nie jest po to, żeby zostać mistrzem kierownicy, ale żeby zdać egzamin.

                        a jak mawiał instruktor mojego TŻ: "będziesz mógł powiedzieć, że umiesz prowadzić dopiero jak zajeździsz trzy samochody. zajeździsz, nie rozwalisz".
                        • elftherinii Re: :( 25.04.10, 19:29
                          Na czym zdaje się egzamin to zależy od województwa. Chyba cały Śląsk jeździ na
                          Puntach:)

                          No cóż... ja się modle, żeby nikt mi nie kazał parkować tyłem równolegle. Na
                          Puncie miałam to wyuczone na konkretne punkty. Teraz nie byłoby tak kolorowo :D
              • anna-pia Fabia kombi 26.04.10, 10:02
                jul-kaa napisała:

                > elftherinii napisała:

                > > I w ogóle zbyt ciężki samochód ze słabym silnikiem (ekm nasza Fabia kombi
                > i
                > > przemyślane rozwiązania) to też kiepskie rozwiązanie.
                >
                > Zastanawialiśmy się nad Fabią - to zły wybór?

                Miałam Fabię kombi jako pierwszy samochód, silnik 1,6. Mniejszy silnik IMO nie
                ma sensu przy takim samochodzie.
                Samochód dobry, pojemny, zwrotny i lekki, bardzo go sobie chwaliłam (kupiliśmy
                nowy, rocznik 2007). 306 czy 307 to sobie odpuśćcie, przecież to jest małe
                autko. Duży hatchback jest niby niewiele mniejszy od małego kombi, ale - tak jak
                ktoś pisał wyżej - przy nawet jednym dziecku nie ma za dużego samochodu. Na
                wakacjach będziesz wolała odpocząć, a nie prać,m bo wzięłaś mało ubrań, bo
                więcej nie weszło, wózek może do hatchbacka nie wejść (ja do Fabii pakowałam
                siebie, męża, 2 dzieci, Emmaljungę na wielkich kołach /na dłuższy wyjazd nosidło/).
                • jul-kaa Re: Fabia kombi 26.04.10, 11:06
                  > Samochód dobry, pojemny, zwrotny i lekki, bardzo go sobie chwaliłam (kupiliśmy
                  > nowy, rocznik 2007). 306 czy 307 to sobie odpuśćcie, przecież to jest małe
                  > autko.

                  Porównywaliśmy 406 z 307 i wnętrze jest podobne, ale maska 307 znacznie krótsza.
                  • anna-pia Re: Fabia kombi 26.04.10, 14:47
                    jul-kaa napisała:

                    > Porównywaliśmy 406 z 307 i wnętrze jest podobne, ale maska 307 znacznie krótsza.

                    Do parkowania lepiej, ale samochód jest do jazdy, nie do parkowania. Ja bym
                    właśnie dlatego wzięła 406/407/whatever.
      • effka454 Re: :( 25.04.10, 17:16
        Julka, przede wszystkim, tak jak dziewczyny piszą pomalutku i do przodu,
        przełamywać należy te obawy. Na początku może być trudno, ale z biegiem czasu na
        pewno będziecie mieć dużo frajdy ze wspólnych jazd. Twój mąż na pewno boi się
        nie tylko za siebie, ale także za Ciebie i wasze dziecko. To dla niego na pewno
        duży stres, więc dobrze by było gdyby przełamał się i spokojnie pojeździł,
        najpierw sam, a później już razem z wami. Ty, jeśli się bardzo boisz, to może
        usiądź z tyłu (niektórym to pomaga ze względu na mniejszą widoczność niż na
        miejscu pasażera obok kierowcy).

        No i co do wielkości samochodu: jako osoba jeżdżąca od 13 lat, osoba, która
        jeździła maluchem, dużym fiatem, polonezem, polonezem cargo (takie coś jak dawna
        karetka - ruski czołg z promieniem skrętu na pół Europy i z kiepskim
        wspomaganiem, więc po jeździe przez miasto ręce bolały ;D), tico, matizem,
        dodgem, fordem galaxy, a obecnie użytkująca volkswagena T4 (czyli takie coś:
        www.forces-of-nature.co.uk/images/images_forsale/small.jpg ) zawsze i
        wszędzie będę optowała za dużym samochodem. Nie ze względu na wygodę zabrania
        wielu rzeczy (co przy dzieciach ma duże znaczenie), ale przede wszystkim ze
        względu na bezpieczeństwo - duży samochód jest bezpieczniejszy od małego, bo
        jest cięższy, stabilniejszy i ma większe strefy zgniotu. Dwa przykłady: 1) mój
        mąż jechał maluchem, na skrzyżowaniu wjechał w niego z prędkością 20-30 km/h
        facet skodą, efekt: maluch do kasacji, mąż na szczęście zawisł w pasach i miał
        tylko lekkie obtarcia; 2) we mnie na skrzyżowaniu z podobną prędkością wjechał
        facet, tylko że ja jechałam fordem galaxy a on fiestą, efekt: u mnie przytarte
        nadkole z przodu i wgniecione lekko drzwi kierowcy, sprawca w zasadzie nie miał
        przodu, silnik wepchnęło mu prawie pod nogi :P.
        Przy okazji w szoku byłam niezłym, bo to mój pierwszy wypadek w którym
        uczestniczyłam osobiście i do tego jako kierowca (mimo, że nie z mojej winy),
        następnego dnia wyrwałam małżonkowi jego samochód, bo musiałam pilnie pojechać i
        coś załatwić na mieście...

        Tak więc wydaje mi się, że jeśli samochód nie jest uszkodzony w stopniu, który
        stwarza zagrożenie, a jest tylko porysowany, to zabezpieczyć żeby go rdza nie
        zeżarła i jeździć dalej.

        Powodzenia
        • besame.mucho Re: :( 26.04.10, 00:23
          Potwierdzam, duży samochód to dobra sprawa. Można się bać że będą
          problemy z manerwowaniem i się go poobciera częściej niż mniejszy,
          ale za to jeśli chodzi o większe wypadki to człowiek czuje się
          bezpieczniej. I w zasadzie wbrew częstej opinii IMO duży samochód od
          razu po zrobieniu prawka to niezła sprawa. Olbrzymia ilość moich
          koleżanek które po zrobieniu prawa jazdy dalej dosyć jeździły tylko
          małmi samochodami mówi, że bardzo by się bała wsiąść do czegoś
          dużego. W drugą stronę to nie działa - ja w zasadzie od razu po
          zrobieniu prawka wsiadłam do wielkiego forestera i teraz żaden
          mniejszy mi nie straszny. A oswojenie z dużym autem się przydaje, te
          rodzinne wyjazdy na które trzeba poza rodziną zmieścić wózek,
          zabawki, kołderkę, i inne takie. Jasne, że nic na siłę, ale jak
          macie możliwość wzięcia czegoś sporego to moim zdaniem to dobry
          pomysł - a mąż szybko się przyzwyczai, przez chwilę po Punto
          wszystko będzie mu się wydawało wielkie, ale prawko to raptem 30
          godzin w samochodzie, spokojnie można się po tym szybko przestawić
          na inny wymiar.
      • bebe.lapin Re: :( 25.04.10, 18:07
        moj maz w ciagu pierwszych dwoch miesiecy posiadania wozu zaliczyl dwa
        "przetarcia" z innymi uczestnikami ruchu, potem juz mu sie to chyba nie
        zdarzylo; chyba kazdy poczatkujacy kierowca zalicza taka mala wpadke, nie ma sie
        co stresowac..

        o ile Twoj mauz nie jezdzi jak wariat i nerwowo, to nie masz sie co bac; tak jak
        ktoras dziewczyna napisala powyzej, na kierowce, zwlaszcza mlodego, nie wolno
        pohukiwac, nie wolno go pouczac non-stop, a co najwazniejze, nie wolno
        wykrzykiwac z przeazeniem "patrza, tak, kilometr dalej jest pieszy, zwolnij!!" i
        tym podobnych ;)
        prawde mowiac nic bardziej nie stresuje mlodego kierowcy niz zestresowany
        pasazer na siedzeniu obok. :D
        • jul-kaa Re: :( 25.04.10, 18:16
          bebe.lapin napisała:
          > o ile Twoj mauz nie jezdzi jak wariat i nerwowo, to nie masz sie co bac; tak ja
          > k
          > ktoras dziewczyna napisala powyzej, na kierowce, zwlaszcza mlodego, nie wolno
          > pohukiwac, nie wolno go pouczac non-stop, a co najwazniejze, nie wolno
          > wykrzykiwac z przeazeniem "patrza, tak, kilometr dalej jest pieszy, zwolnij!!"
          > i
          > tym podobnych ;)
          > prawde mowiac nic bardziej nie stresuje mlodego kierowcy niz zestresowany
          > pasazer na siedzeniu obok. :D

          Ja nie mam prawa jazdy i nie mądrzę się, ani nie ostrzegam, bo jestem zupełnym
          laikiem drogowym, ale zestresowana będę na pewno :)
          • anna-pia OT - prawko 26.04.10, 10:04
            jul-kaa napisała:

            > Ja nie mam prawa jazdy i nie mądrzę się, ani nie ostrzegam, bo jestem zupełnym
            > laikiem drogowym, ale zestresowana będę na pewno :)

            Wiesz co, IMO matka dzieciom prawko powinna mieć, jeśli nie ma przeciwwskazań
            medycznych. Mąż może do pracy śmigać komunikacją miejską, a ty pojedziesz do
            lekarza, zrobisz zakupy, cokolwiek - łatwiej ci będzie.
            • jul-kaa Re: OT - prawko 26.04.10, 11:00
              anna-pia napisała:
              > Wiesz co, IMO matka dzieciom prawko powinna mieć, jeśli nie ma przeciwwskazań
              > medycznych. Mąż może do pracy śmigać komunikacją miejską, a ty pojedziesz do
              > lekarza, zrobisz zakupy, cokolwiek - łatwiej ci będzie.

              Święta racja. Pewnie jak będzie samochód i będę się wściekać, że on stoi, a ja
              autobusem popycham, to zdecyduję się zrobić.
              • anna-pia Re: OT - prawko 26.04.10, 14:48
                jul-kaa napisała:

                > Święta racja. Pewnie jak będzie samochód i będę się wściekać, że on stoi, a ja
                > autobusem popycham, to zdecyduję się zrobić.

                To cię podręczę :) kup sobie program do prawka (tylko sprawdź, żeby był
                aktualny), i poćwicz teorię.
                • wodadobra Re: OT - prawko 26.04.10, 17:26
                  Tak właśnie.
                  Ja zrobiłam prawo jazdy po urodzeniu dziecka jak byłam w domu - organizowałam
                  młodemu opiekę i jazda! No może Jaś jeszcze jest mikrus ale masz co najmniej
                  kilka miesięcy na to.
                  Po zrobieniu PJ szczepienia, wizyty u lekarza, łażenie po bankach sklepach,
                  bibliotekach i inne takie załatwiałam sama bez zdawania się na wolny czas męża.
                  Druga rzecz - najlepsze na świecie są duże samochody. Ja jeździłam już wieloma
                  autami i poczucie bezpieczeństwa wzrasta wraz z gabarytami samochodu. Teraz mam
                  na odwrót - jak wsiadam do małego to mam napady paniki komunikacyjnej.
                  Myśl. I nie bój się - to tylko samochód!
    • jul-kaa Re: Kupno samochodu 20.05.10, 22:57
      Temat wraca jak bumerang, więc znów zwracam się do Was o pomoc.
      Mamy na oku dwa samochody w bardzo podobnej cenie.
      Skoda Fabia Kombi z 2004 roku i Nissan Almera z 2005.
      Skoda ma przebieg ok. 60 tys (naprawdę), Nissan ok. 170 tys. Skoda - benzyna,
      Nissan - diesel. Skoda - dużo rzeczy do wymiany (nie były wymieniane, ale nie
      jest zajeżdżona), Nissan - "zrobiony", ale w przyszłości ew. droższe części.
      Nissan może mieć za mały bagażnik (jak myślicie?).

      Co byście radziły?
      • anna-pia Re: Kupno samochodu 20.05.10, 23:31
        Skodę.
        Tańsze części, mniejszy przebieg (czyżby to był samochód po mnie? Kupiony przez
        emeryta albo pracującego w domu?). Ceny benzyny i ropy są zbliżone.
        Bagażnik nie może być za duży, bierz większy, przy dzieciach... i tak dalej.
        • jul-kaa Re: Kupno samochodu 21.05.10, 08:10
          No ja też bym chyba wolała Skodę, ale z drugiej strony Nissan to o klasę lepszy
          samochód...
          Jeśli jesteś teściową całkiem dorosłego faceta, to samochód jest po Tobie ;P
          • anna-pia Re: Kupno samochodu 21.05.10, 10:24
            To może on kupił mój w salonie, gdzie go zostawiłam :) Moja córa niezamężna póki
            co :D

            Nie wiem, czy Nissan jest lepszy niż Skoda, na klasie samochodu się nie znam.
            Skodę (fabię moją kombi) bardzo lubiłam za zwrotność, małe spalanie i takie tam.

            Julka, a jaka jest pojemność silników? IMO do jazdy po mieście plus wakacje
            silnik 1.9 nie jest potrzebny, a żre paliwo koszmarnie.
            • jul-kaa Re: Kupno samochodu 21.05.10, 10:27
              > Julka, a jaka jest pojemność silników? IMO do jazdy po mieście plus wakacje
              > silnik 1.9 nie jest potrzebny, a żre paliwo koszmarnie.

              Fabia 1.4, Nissan nie wiem, ale się dowiem.
              • anna-pia Re: Kupno samochodu 21.05.10, 15:28
                jul-kaa napisała:

                > Fabia 1.4, Nissan nie wiem, ale się dowiem.

                Nie, no jeśli Fabia jest ciemnoniebieska, to moja jak nic ;) 1.4 jest OK, ja
                miałam 1.6 i już miała przyzwoitego kopa na trasie jak na rodzinny samochodzik :)
      • besame.mucho Re: Kupno samochodu 21.05.10, 15:08
        Ja też bym brała Skodę. Z Nissanami mam fatalne doświadczenia,
        wszystkie którymi jeździłam (ale zaznaczam że "wszystkie" znaczy w
        tym przypadku tylko trzy, więc może miałam dużego pecha) po
        osiągnięciu pewnego przebiegu kompletnie wariowały. Szczytem
        wszystkiego była Primera, której wskazówka temperatury silnika
        leciała na czerwone pole po pięciu minutach jechania >120km/h,
        zostawała tam do momentu przejechania dwudziestu minut <80km/h, w
        samochodzie COŚ (do dziś nie wiadomo co, my ochrzciliśmy to zdechłym
        szczurem) zaczynało potwornie śmierdzieć w okolicach 100km/h, a w
        samym środku francuskiego pustkowia zaczęło nagle świecić się
        podejrzanie dużo kontrolek i napisów na komputerze, łącznie z tymi
        informującymi, że poduszki powietrzne się popsuły, przez co kolejne
        pół dnia w poszukiwaniu serwisu ja siedziałam na tylnym siedzeniu, a
        chłopak prowadził masymalnie odchylony do tyłu, bo baliśmy się że
        zaraz bez powodu wystrzelą i połamią nam nosy ;). Podróż życia!
        Elektronika to chyba w ogóle słaba strona japońskich samochodów,
        podobne zabawy przerabiałam w Toyotach i w Lexusie, podobno w innych
        japończykach też lubi siadać. Ratuje się wśród nich Subaru, ale
        pewnie tylko dlatego, że po prostu wkłada tej elektroniki do
        samochodów o wiele mniej ;).

        Ze Skodami miałam same dobre doświadczenia, o nich wyrobiłam sobie
        taką opinię, że może nie są to super-lux samochody najwyższej klasy,
        ale są porządne i może właśnie dzięki brakowi super bajerów nie
        wymagają jeżdżenia co chwila do serwisu, żeby naprawić kolejną
        część.

        No i przebieg 60 tys jest jednak prawie trzy razy mniejszy!
        • wodadobra Re: Kupno samochodu 22.05.10, 11:21
          A ja jeszcze dodam, że nie jesteście pewnie typem użytkowników zmieniających
          auta jak rękawiczki, a do tego przy małym doświadczeniu bujanie się po
          mechanikach przy samochodzie ze skomplikowanymi elementami mechanicznymi i
          elektronicznymi może was rozłożyć na łopatki.
          Tym samym radzę wybrać bezpieczną opcję - czyli skodę z małym przebiegiem,
          której naprawą, wymianami eksploatacyjnymi może się zająć każdy w miarę kumaty
          mechanik.
          • anna-pia Re: Kupno samochodu 22.05.10, 21:13
            O, widzisz, o tym zapomniałam, bo mam serwis Skody pod nosem ;) Jak autko jest
            po gwarancji, to serwis skodowy tańszy będzie, a jak się coś tfu tfu na
            wakacjach zrobi, to nie potrzeba wam będzie specjalisty do pogrzebania
            • jul-kaa Re: Kupno samochodu 27.05.10, 23:31
              Buu, sprzątnęli nam Fabię sprzed nosa - przyszedł ktoś z kasą i kupił od ręki :(
      • iw1978 Re: Kupno samochodu 27.05.10, 21:09
        Nissan :) Mój mąż, specjalista od japończyków mówi, że nie jest to najgorsze auto. Aczkolwiek jeśli silnik 1.5 to francuski. Mój twierdzi, że to trochę mało, ale dla Was może to nie być problemem. Mieliśmy długo poprzedni model almery, najpierw miała moja siostra, potem my z mężem, a potem ja. Samochód był cudownie nieawaryjny. Jedyne problemy były z gazem :). Teraz też jeżdże nissanem - tino. i też go uwielbiam. Jeździ na gaz i nie ma z nim większych problemów. Aczkolwiek mój M. twierdzi, że gazu trzeba się pozbyć natychmiast, bo to tylko problemy oznacza. Przez półtora roku nic się nie działo, ale wiem, że po pierwszych problemach spowodowanych gazem będę jeździć na benzynie.
      • jul-kaa Ubezpieczenie samochodu 05.06.10, 18:26
        Uprzejmie donoszę, że kupiliśmy samochód - Nissana, o którym już pisałam.
        Bagażnik mieści wózek (cały - z gondolą), co było najważniejszą kwestią.
        Dziękuję Wam za rady, pomoc i wsparcie i zwracam się z jeszcze jednym pytaniem:
        jak ma się rzecz z ubezpieczeniem? Samochód jest ubezpieczony w PZU do kwietnie
        przyszłego roku. Chcemy dokupić AC, ale nie wiemy, gdzie i czy można samo AC -
        na razie wiem, ze da się w mDirect i jest nawet tanio. Poza tym chyba nam
        rekalkulują to OC - właściciel samochodu miał spore zniżki, my nie mamy.
        Czy opłaca się AC w wariancie z doubezpieczeniem - takie wychodzi najtaniej?
        • jul-kaa jestem wściekła 30.07.10, 21:49
          Bo samochód z super polecenia, sprawdzany, ponoć cud miód i orzeszki, okazał się
          bity, nie działa klima, nikt na razie nie umie jej naprawić, już wsadziliśmy
          trochę kasy, czeka nas jeszcze więcej.
          Nosz do diabła ciężkiego (że się grzej nie wyrażę)...

          I w ten oto sposób na wakacje jedziemy...
          pociągiem.
          (tu słowo niecenzuralne, każdy może sobie wstawić swoje ulubione)
          • beniutka_bo znaczy się... 30.07.10, 21:53
            Pięknie... Kur(czę)... Pięknie?
            Trzym się,nie będziecie się martwić o parking itd.
    • iw1978 Kombi :) 27.05.10, 21:29
      Jak w tytule. Najlepszy samochód dla rodziny z dzieckiem. W każdym innym bagażnik prędzej czy później stanie się za mały. Benzyna albo diesel. Gaz nie w każdym samochodzie się sprawdza. Osobiście mam auto na gaz i nic się nie dzieje, ale w nowszych samochodach to zdaniem mojego męża raczej wyjątek niż norma.
      Salony czasem sprzedają samochody klientów, którzy kupili nowsze. Można w ten sposób trafić samochód od pierwszego właściciela, z jedną ksiązką serwisową. Nie zawsze jest to droższa opcja.
      Zaufany doradca to jedno, ale warto się w zaufanym serwisie umówić jeszcze na przegląd przed kupnem.
      Klmatyzacja to IMO przy dziecku rzecz niezbędna. Nastaw się tylko, że trzeba ją od czasu do czasu wyczyścić. Zagrzybiona śmierdzi i grozi chorobami (angina). Rozsądnie używana czyni każdą podróż łatwiejszą. Jeździliśmy jedno lato bez i była to dla dziecka w foteliku męka.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka