Dodaj do ulubionych

jedzenie w pracy

26.04.10, 19:41
Mam wrażenie, że podobny wątek już był, ale nie mogę go znaleźć.

Odkąd zaczęłam pracować codziennie po 8 godzin mam problem z jedzeniem w
pracy, a raczej z tym, co do niej brać, by zjeść w ciągu dnia. Wiadomo, mogę
iść i kupić, ale wydawać w tak bezsensowny sposób pieniądze? Nie podoba mi się
to, szkoda kasy :)
Kanapki mi się nie widzą. Wolałabym jakieś sałatki.. Na pewno coś zdrowego.
Muszę zacząć bardziej o siebie dbać...
Jak Wy, rozwiązujecie ten problem? Co jecie w ciągu dnia? Macie jakieś
sprawdzone przepisy na jedzenie do pracy? Coś, co nie musi stać w lodówce i
wytrzyma kilka godzin?
W pracy nie mam mikrofali, więc musi być to coś do zjedzenia 'na zimno'.
Obserwuj wątek
    • elftherinii Re: jedzenie w pracy 26.04.10, 19:48
      Ja robię do szkoły (przerwy średnio około 10 minut na zjedzenie, więc w pracy tez powinno dać radę) sałatkę z makaronu, fasolki czerwonej, sosu chilli, orzeszków ziemnych, fety, sałaty lodowej i opcjonalnie cebuli. Wytrzymuje spokojnie, a jak wiadomo nie mam ani mikrofali ani lodówki;) Przy okazji syci na długo, o wiele lepiej niż drożdżówka. W razie czego mogę podać cały przepis:)

      Dobrze sprawowały się też: ugotowane brokuły z jakimś sosem (lepiej nie czosnkowym:D), tarta marchewka z jabłkiem (choć to już mało sycące), sałatka grecka ale bez ogórka:), wszelkie sałatki owocowe.
      Z nie-sałatek to ja bardzo sobie chwalę serki wiejskie. Znajoma miesza je w domu z owocami, czasami też przynosi galaretkę na mleku albo jogurcie z owocami - pyszne i też zapycha na długo.
      • elftherinii Re: przepis:) 26.04.10, 20:08
        Skladniki na 4 porcje:
        300 g krotkiego makaronu (np. Tortiglioni)
        1 puszka czerwonej fasoli (425 ml)
        1 duza cebula
        4-5 lyzek octu balsamico
        4-5 lyzek oliwy
        1/4 l slodkiego sosu chili
        5 lyzek solonych orzeszkow ziemnych 
        1/2 glowki salaty lodowej
        100 g sera feta
        pieprz cayenne
        sol

        Makaron ugotowac wg przepisu na opakowaniu, osaczyc, ostudzic. Fasolke osaczyc na sitku. Cebule obrac, pokroic w kostke.
        Balsamico wymieszac z oliwa, pokrojona cebula i sola. Dodac sos chili i ok. 5 lyzek wody, wymieszac. Makaron wymieszac z fasolka, polac przygotowanym sosem. Wstawic na 1 godz. do lodowki.
        Orzeszki ziemne grubo posiekac. Salate umyc, porwac na kawalki. Salate i orzeszki wymieszac z makaronem z fasolka. Posypac pokruszonym serem feta. Oproszyc sola i pieprzem cayenne.

        Ja robię wszystko "na oko".
    • scarlet_agta Re: jedzenie w pracy 26.04.10, 19:51
      normalna_ja napisała:

      > Mam wrażenie, że podobny wątek już był, ale nie mogę go znaleźć.

      Możesz mieć na myśli ten wątek:
      forum.gazeta.pl/forum/w,86228,106607018,106607018,Biurowa_zelazna_racja_na_czarna_godzine.html

      Sama jakimś oryginalnymi przepisami nie poratuję, bo jeśli robię
      sałatkę do pracy to raczej prostą, na przykład na bazie groszku,
      fasoli, kukurydzy, sera lub jajek. Ale temat ciekawy i mam nadzieję,
      że się czegoś nowego dowiem.
      • normalna_ja Re: jedzenie w pracy 26.04.10, 20:01
        O tak, ten wątek :). Już dodaję do ulubionych.
        Dziękuję!

        Dziewczyny, jeśli możecie, piszcie od razu dokładne przepisy, co i ile trzeba
        dodać, czym doprawić ;). Mi się przyda na pewno, myślę, że innym też :).
        • kocio-kocio Re: jedzenie w pracy 26.04.10, 20:16
          To ja jako człowiek wrażliwy na zapachy zasugeruję: skreśl wszystko
          z cebulą, czosnkiem i innymi smrodami bezwzględnie od razu.
          Jeśli będziesz jeść przy biurku, w pokoju, w którym jeszcze ktoś
          inny pracuje lub przynajmniej bywa, odpadają też inne intensywnie
          pachnące składniki typu jajka na twardo, ryba jakakolwiek.
          To tak z uprzejmości dla współpracowników i odwiedzających
          (klientów).
          Żebyś kiedyś tuż po śniadanku nie usłyszała pogardliwego: ależ tu u
          was ciągnie smrodem z tego kebeba.
          Mi się raz zdażyło. Po sałatce z rukoli, pieczonego kurczaka i
          koziego sera + majonez i zioła.
          • elftherinii Re: jedzenie w pracy 26.04.10, 20:23
            Kocio: a co konkretnie niby w twojej sałatce śmierdziało? Serio pytam, bo jedyne
            co mi przychodzi do głowy to ser, ale te kozie co ja jem, nie powalają zapachem
            na kolana.
            Wydaje mi się, że nie ma co demonizować cebuli - kilka małych kawałków na całą
            sałatkę chyba nie zabije zapachem otoczenia, a smak polepszy?
          • sarahdonnel Cebulę sparzyć: redukuje upojne wonie. 26.04.10, 21:41
            Do sałatek 'imprezowych' (i do śledzi) cebulę parzę, nie tylko nie zostawia
            takiego smrodku, ale też nie ma potem nieprzyjemnego 'wracającego' posmaku w buzi.

            Posiekaną cebulę zalewam wrzątkiem i zostawiam na parę minut. Smród zostaje w
            wodze, a woda leci 'do szczurków'.

            Czosnek - do 'wyjściowych' sosów tylko granulowany, też redukuje zapachy. Mozżna
            jeszcze wkroić do sałatki natkę pietruszki, popić inkryminowana potrawę kawą
            (najlepiej naturalną) z dużą ilością mleka, a w końcu - trzymać w torebce
            szczoteczkę i pastę do zębów.

            Chyba najlepiej na szybko sprawdza się (poza jedzeniem 'mdławic'... ja niestety
            uwielbiam czosnek, cebulę i ostrą paprykę) metoda zapijania kefirkiem, potem
            szybkiego umycia zębów i zrobienia sobie kubka kawy z mlekiem. Zapach naturalnej
            zaparzonej kawy jest tak silny, że zabija 'upojne wonie' w powietrzu. I jest to
            'naturalny' zapach biurowy.

            Ja w pracy miałam bliski kontakt z ludźmi, i często musiałam fizycznie
            posługiwać się ustami (np. konkretnie pokazać, jak musi ustawić się język wobec
            zębów, żeby udało się poprawić wymowę). Jadałam na mieście, więc pozostawały mi
            zestawy szczoteczka do zębów i kubek z kawą.
            • felisdomestica Re: Cebulę sparzyć: redukuje upojne wonie. 27.04.10, 10:48
              Niestety substancje zapachowe z cebuli i czosnku wydalają się z organizmu wraz z wydychanym powietrzem i mycie zębów nie pomoże :-).
              • jul-kaa Re: Cebulę sparzyć: redukuje upojne wonie. 27.04.10, 10:55
                felisdomestica napisała:

                > Niestety substancje zapachowe z cebuli i czosnku wydalają się z organizmu wraz
                > z wydychanym powietrzem i mycie zębów nie pomoże :-).

                A przez skórę nie?
                Ja również apeluję o nieśmierdzące jedzenia w pracy.
                • felisdomestica Re: Cebulę sparzyć: redukuje upojne wonie. 27.04.10, 11:11
                  Oczywiście przez skórę też.

                  W pracy wypada zrezygnować z czosnku i cebuli właśnie ze względu na specyfikę tych produktów - zawierają sporo związków siarki, które metabolizują się w organizmie do substancji o nieprzyjemnych zapachach. Co innego świeży czosnek (pycha!) a co innego zapach metabolitów.
                  Już nie mówię o tym, że świeża cebula działa wzdymająco, co może nam potem bardzo utrudnić życie w pracy :-).
                • sarahdonnel Top 'smrodliwców' 27.04.10, 12:33
                  Smrody w detalach są bardzo subiektywne, poniżej parę 'strasznych historii'.

                  W czasie praktyk w szkołach średnich zdarzało mi się robić papierkową robotę w
                  czasie okienka, a tu ktoś, np. pan od PO, sobie znienacka (ok. 11 rano, w maju,
                  ciepło było) wyciągał kanapeczkę z kiełbaską krakowską czy innym wynalazkiem.
                  Rozwinięta kanapeczka leżała aż delikwent sobie zrobił 'hierbatkie', niby w
                  innym kącie pokoju nauczycielskiego (a ja zajmowałam 'stanowisko' przy samym
                  otwartym oknie), a do mnie dochodziły te masarskie wonie i szlag mnie trafiał.
                  Ja nie brałam sobie kanapeczek z moim ulubionym "spleśniałym" niebieskim serem,
                  bo jakbym wzięła i potrzymała parę godzin w pokoju nauczycielskim, to po
                  rozpakowaniu pan pułkownik mógłby li tylko wydać komendę 'Maski włóż!'.
                  Jeszcze gorzej, jak mi uczeń na lekcji chyłkiem podżerał bekonowe chrupki,
                  chociaż wtedy miałam władzę delikwenta wywalić z klasy albo czasowo skonfiskować
                  śmierdziele. Ale rozpraszał mnie taki zapaszek niezmiernie.

                  Jajka na twardo, mocno ugotowane i zimne, w ogóle są na mojej 'czarnej liście',
                  nawet sałatek z jajkiem nie tykam, bo wyczuwam zapach i dość charakterystyczny
                  smak żółtka oraz 'galaretowatość' kawałków białka. W 'sezonie jajecznym' radzę
                  sobie toną majonezu i jakimś piekielnym śmierdzielem typu pieprz ;).
                  Do tej pory mam złe wspomnienie z podstawówki, moja koleżanka z ławki, skądinąd
                  bardzo sympatyczna, dostawała drugie śniadanie jak dla hutnika: kanapki, owoce,
                  (to jeszcze nic), zimny budyń czekoladowy w słoiku (jak można zjeść zimny
                  budyń?), homoserki i czasami właśnie odskorupkowane jajka na twardo. Ten zapach
                  jajek przenikał wszystko: zeszyty, książki, strój na wf, resztę jedzenia.

                  Szlag mnie trafia od zapachu... dojrzałych (takich już ciut czerniejących)
                  bananów! Wszystkie rybki wędzone, szczególnie jak jest cieplej... przejdą tylko
                  w towarzystwie cebulki, ew. majonezu.

                  Świeży czosnek zdecydowanie nie jest przyprawą 'do lunchu', bo pozbycie się tego
                  zapachu z organizmu jest po prostu niemożliwe przez najbliższe 12 do 24 godzin.
                  Sparzona cebula w odpowiedniej kombinacji bywa mniej 'zjadliwa', co nie znaczy,
                  że trzeba od razu fundować sobie sałatkę z cebuli białej z cebulą czerwoną i
                  dużą ilością fasoli na dokładkę, żeby wytruć całą okolicę swoimi 'wyziewami';).
                  Ale jakby ktoś się koniecznie uparł...
                  Nieparzonej cebuli nie wrzucam też do sałatek robionych na różne imprezy - z
                  tego samego powodu.
                  Sparzona straci trochę ze swojej 'kłującej' ostrości w smaku a, ale w organizmie
                  zachowa się bardziej jak taka przetworzona termicznie.

                  Mycie zębów pomaga tylko w kombinacji ze spożyciem jakiegoś neutralizatora, samo
                  z siebie nie zabije 'wyziewów'.

                  Z rzeczy ładnie pachnących dla otoczenia i zdatnych do zabrania w miejsca
                  publiczne: mandarynki.
                  Jak ktoś lubi pikantnawe dodatki do sałatek, to wyczuwalne w potrawie, ale mniej
                  'aktywne' na zewnątrz są drobno pokrojone ostre papryczki. Z chrzanów - tylko
                  ćwikła, najlepiej taka z dodatkiem octu albo soku z cytryny, odrobina zwykłego
                  chrzanu potrafi nieładnie zaskoczyć.
                  • jul-kaa Re: Top 'smrodliwców' 27.04.10, 12:48
                    sarahdonnel napisała:
                    > W czasie praktyk w szkołach średnich zdarzało mi się robić papierkową robotę w
                    > czasie okienka, a tu ktoś, np. pan od PO, sobie znienacka (ok. 11 rano, w maju,
                    > ciepło było) wyciągał kanapeczkę z kiełbaską krakowską czy innym
                    wynalazkiem.

                    E tam, nic nie przebije napchanego autobusu na trasie Lwów-Warszawa wypełnionego
                    pasażerami zażerającymi się kiełbasą nafaszerowaną czosneczkiem ;) Okien
                    oczywiście otworzyć nie wolno, bo nas "przeduje".
                  • nomina Re: Top 'smrodliwców' 27.04.10, 23:40
                    Oj, z mandarynką różnie bywa. Co wrażliwszych też potrafi powalić na kolana :).

                    Inna rzecz, że to trochę jak z papierosami - użytkownik lub osoba stosująca to
                    samo z reguły nie zdają sobie sprawy, jak intensywne wonie wydziela wiele (może
                    większość?) pokarmów. Nb. zapach mandarynki tłumi smród papierosów, mięta zaś
                    zazwyczaj te wonie nasila (stąd "krycie" się przed rodzicami z paleniem czy
                    piciem poprzez gumę miętową albo odświeżacz trochę mija się z celem).

                    Poza tym - słyszałam głosy wegetarian, że osoba mięsożerna im śmierdzi. Mnie się
                    wydaje, że nie tyle chodzi o mięso, co o zaburzoną równowagę kwasowo-zasadową
                    organizmu (intensywni miłośnicy mięsa chyba nie spożywają równej ilości
                    alkalizujących warzyw i owoców, a znowuż i jedzenie wege jest w części
                    zakwaszające, tyle że wegetarianin ma teoretycznie większe szanse na zachowanie
                    tej równowagi).
                    • po.prrostu Re: Top 'smrodliwców' 28.04.10, 02:22
                      > Oj, z mandarynką różnie bywa. Co wrażliwszych też potrafi powalić na kolana :).
                      mnie powala. oprócz wyżej wymienionych czosnków i kiełbas, powalają mnie chyba wszystkie cytrusy. ale idąc tym tropem można dojść do wniosku, że każdego coś będzie drażnić i najlepiej w ogóle zrezygnować z jedzenia ;) no ew. "pieczywo chrupkie" i woda, bo to prawie nie pachnie.
                    • jul-kaa Re: Top 'smrodliwców' 28.04.10, 09:02
                      nomina napisał(a):
                      > Poza tym - słyszałam głosy wegetarian, że osoba mięsożerna im śmierdzi. Mnie si
                      > ę
                      > wydaje, że nie tyle chodzi o mięso, co o zaburzoną równowagę kwasowo-zasadową
                      > organizmu (intensywni miłośnicy mięsa chyba nie spożywają równej ilości
                      > alkalizujących warzyw i owoców, a znowuż i jedzenie wege jest w części
                      > zakwaszające, tyle że wegetarianin ma teoretycznie większe szanse na zachowanie
                      > tej równowagi).

                      Nie trzeba być intensywnym miłośnikiem mięsa, żeby nim śmierdzieć. Jak już
                      gdzieś pisałam, mój mąż jest umiarkowanie mięsożerny (jada mięso 2-3 razy w
                      tygodniu), a ja wyczuwam że zjadł z kilku metrów :)
          • magdalaena1977 Re: jedzenie w pracy 26.04.10, 21:43
            kocio-kocio napisała:

            > To ja jako człowiek wrażliwy na zapachy zasugeruję: skreśl wszystko
            > z cebulą, czosnkiem i innymi smrodami bezwzględnie od razu.
            I jeszcze - nie wyrzucaj pudełka do kosza w pokoju, zwłaszcza do kosza, który
            stoi koło kaloryfera.

            Zapach cebuli w sałatce koleżanki jakoś zniosę (nie cierpię surowej cebuli), ale
            taka fermentująca w koszu błeee ...
            U nas pudełka po daniach obiadowych na wynosi wyrzuca się do kosza w łazience.
    • aadrianka Re: jedzenie w pracy 26.04.10, 22:04
      Do pracy zabieram sałatkę (na bazie kuskusu, oliwek i sera
      bałkańskiego, do tego dorzucam to, co aktualnie mam w lodówce,
      przeważnie kukurydzę, pomidory świeże lub suszone, mieszankę sałaty,
      paprykę itp) i najczęściej coś do podgrzania w mikrofali. Jedzenie
      przechowujemy w lodówce (nie ma problemów z podkradaniem, na
      szczęście), oprócz niedużej kuchni mamy też coś w rodzaju jadalni,
      więc nie muszę jeść przy biurku.
      Sałatki niemajonezowe powinny zdać egzamin i bez lodówki.
      • turzyca A to jest cudne rozwiazanie! 26.07.10, 18:15
        Aadrianka skutecznie mnie zarazila swoimi salatkami. Wprawdzie moje nie wychodza
        tak dobre jak jej, ale wychodzac od stalej podstawy kuskus-oliwki-feta-ciutka
        octu trudno je spaprac. Moj ulubiony, blyskawiczny wariant obejmuje jeszcze
        swiezy zielony groszek (moze byc z mrozonki, tylko rozmrozony). Do fajnych
        dodatkow zaliczam tez suszone pomidory, sezam (to tez Aadriankowy patent, sama
        bym na to nie wpadla) i oczywiscie moje ukochane pieczarki.

        Aha, ja je jem na zimno (mikrofalowki na uniwerku brak), a szczegolnie dobre sa
        w podrozy. Salatke mozna zabrac do bagazu podrecznego (testowalam na roznych
        lotniskach) i litr salatki z lyzka w komplecie to pozytyw rozswietlajacy mroczne
        wspomnienie ze strasznej przesiadki w Paryzu. ;)
    • kotwtrampkach Re: jedzenie w pracy 26.04.10, 22:12
      jestem na białkowej diecie, stąd też dosyć specyficzne zestawy sobie zabieram ;-)
      czasem idę na 4 godziny - wtedy jogurt, jabłko, mleko i kawa są aż nadto (jak
      pracuję po obiedzie, wystarcza trochę mleka do kawy) itp.

      jak mam dyżur 12 godzin - muszę sobie wziąć jedzenia na 3 posiłki, żeby nie
      rzucić się na lodówkę nocą. Wtedy biorę coś do picia (duzo), mięso upieczone w
      folii pokrojone w kawałki +warzywa pomidor, papryka, ogórek konserwowy tez w
      małe kawałki, takie "na raz". jak mam siedzieć sobie sama - biorę puszkę
      tuńczyka, jajka na twardo, rybę wędzoną, świecę zapachową :) jak z kimś - twaróg
      (czasem na słodko, czasem czysty, czasem z żelatyną lub owocami), jogurt, kefir,
      maślankę, warzywa ugotowane (kalafior, brokuł, fasolka, pomidor etc) +sos.
      Wszystko popakowane w plastikowe pudełka. Jajka - nigdy bez skorupek!! (śmierdzą
      obrane okropnie :))
    • m.arta.m Re: jedzenie w pracy 28.04.10, 16:46
      może tu fotoforum.gazeta.pl/72,2,777,94099090,94099090.html znajdziesz
      inspirację :)
    • mala_czarna83 Re: jedzenie w pracy 26.07.10, 12:55
      Ja często biorę do pracy wafle ryżowe. Jem je z serkiem wiejskim i pomidorem,
      albo pokrojonymi warzywami, sałatką. Mi to wystarcza, ale zaraz po pracy muszę
      zjeść coś ciepłego większego. Ostatnio znalazłam takie fajne wafle z amarantem,
      z good fooda, super pasują do twarożku.
      • jul-kaa Re: jedzenie w pracy 26.07.10, 13:10
        coż za niezwykły przypadek, że na dwóch forach jednocześnie odświeżono stare
        watki i dopisano coś o goodfoodowych waflach :)
        • magdalaena1977 Re: jedzenie w pracy 26.07.10, 16:15
          jul-kaa napisała:

          > coż za niezwykły przypadek, że na dwóch forach jednocześnie odświeżono stare
          > watki i dopisano coś o goodfoodowych waflach :)
          A co najlepsze... to są naprawdę dobre wafle. Ostatnio wypuścili dla biedronki
          limitowaną serię małych wafelków (takich na raz do buzi) w smakach kokosowym i
          kukurydzianym. Szkoda, że już nie są dostępne.
          I jest to porządna firma, bo jako jedna z nielicznych wyrobiła certyfikat
          przekreślonego kłosa dla części swoich wyrobów.
          • jul-kaa Re: jedzenie w pracy 26.07.10, 17:20
            A ja ich akurat nie lubię, są miękkie, dziwnie skrzypią. Za certyfikat jednak
            wielki szacun :)
    • amilos Re: jedzenie w pracy 26.07.10, 19:09
      ja często korzystam z tej strony
      ciekawesniadanie.blogspot.com/search/label/na%20wynos
      podczas przygotowywania śniadań, mój mąż na samych kanapkach by nie pociągnął,
      tez robię sałatki z pekińskiej, pomidora, ogórka i łyżki jogurtu z przyprawami.
    • joankara Jabulanka wg Holgera Stromberga 05.09.10, 21:38
      Przeczytałam w wywiadzie - ponieważ autor jest szefem kuchni niemieckiej reprezentacji w piłce
      nożnej, nazwałam tę potrawę jabulanką. Właściwie to jest idea potrawy, bo wersji może być
      mnóstwo. Oto jak się to robi: Przygotować sobie plastikowy pojemnik. Wieczorem na paru kroplach
      oleju rzepakowego (oliwa z oiwek też może być, albo takie oleum w aerozolu - jeszcze lepiej)
      usmażyć saute dużo warzyw z dodatkiem paru pasków mięsa. Przyprawić obwicie ziołami, pieprzem i
      solą, najlepiej morską (albo szarą kamienną nieczyszczoną). Ochłodzić do temp. pokojowej -
      zostawić na noc na przykrytej patelni. Rano przełożyć do pojemnika, dodać pokrojone w kawałki
      jabłko, banana, albo podgotowaną cykorię. Albo inny owoc. Próbowałam z brzoskwiniami i też było
      dobre. Tak przygotowany pojemnik zabieramy do pracy. Nie zapomnieć widelca albo łyżki.
    • pitupitu10 A co ze sprzętem? 06.09.10, 10:12
      W co pakujecie drugie śniadanie / lunch?

      Czy ktoś może używał zawiniątek do kanapek tego typu:
      www.tinyurl.pl/?enCgOqtX
      www.tinyurl.pl/?EbZ8hJsJ
      Do tej pory używałam plastikowych woreczków, ale chciałabym być bardziej eko. Nie wiem tylko, czy takie zawiniątko pomieści kromkę zwykłego polskiego chleba (który nie jest kwadratowy).

      A co myślicie o noszeniu ciepłego posiłku w termosie?
      • lonely.stoner Re: A co ze sprzętem? 07.09.10, 22:31
        ja zabieram na sniadanie jakis swiezy owoc, jablko, banan, winogorona albo awokado (moje ulubione), i zjadam w pracy - awokado musze przekroic i wyjesc lyzka, i troche posolic.
        Albo duzy kubek jogurtu naturlanego albo jakiegokolwiek innego.
        Lubie tez piewczywo wiec muffiny (takie pieczone duze babeczki), albo jakas bulka z ziarnami, albo croissant.
        Na lunch biore sobie jakas salatke - np. gotowany makaron, kawlaki piersi z kurczaka, papryka, kukurydza zmieszane z oliva.
        Albo dzis mialam- nalesniki z nutella, pynka!!
        Czasem tez biore caly ser brie( nie smierdzacy heh)- i po prostu kroje go i zjadam, do tego moze byc jakies pieczywo ale mi ser sam wystarcza. Moze byc kazdy inny ser pokrojony w slupki w plastikowym pojemniku albo w calosci- tylko pokroic i zjesc.
        do przegryzania orzeszki, pistacje, czasem czekolada, unikam czipsow i chrupek.

        co do smordow- to w czasie przerwy na lunch nawet w biurze powinno byc jakies miejsce gdzie mozna isc i sobie zjesc w psokoju a nie wszsytko przy biurku bo to tez moze innych rozpraszac- nawet jesli ma mily zapach, chociaz wiem ze nie w kazdym mijescu pracodawca dba o to zeby pracownicy mieli jakis punkt z goraca woda, albo czajnik zeby sobie zrobic herbate, stoliki, tv itd, zeby sie zrelaksowac po prostu.

        W ogole to mam w pracy kantyne ale niezbyt zdorwe jedzenie tam jest wiec wole brac cos swojego, czasem sie skusze na zupe albo pieczonego ziemniaka z jakims nadzieniem.
      • normalna_ja Re: A co ze sprzętem? 08.09.10, 14:50
        ja pakuję w pojemnik, taki w stylu Tupperware.

        i robię sobie do pracy salatkę: kuskus, tuńczyk, pomidory, ogórki, czosnek musi być, może być granulowany, i do tego pieprz i oliwa z oliwek. pyszne jest i sycące :)

        dawno nie jadłam....
    • kasia_grubasia Re: jedzenie w pracy 08.09.10, 09:51
      Czy tylko ja jem w pracy ordynarne kanapki ;)
      Dwie porządne kanapki z razowego chleba lub grahamek z sałatą, ogórkiem, pomidorkiem, papryką, rzodkiewką, serem żółtym, suchą kiełbasą, salami lub łososiem (tuńczyk jednak za bardzo pachnie) starczają mi na cały dzień w pracy. Jak mam tylko jedną kanapkę to jeszcze idę na zupkę do stołówki. Czasem zamiast tego kupuję pomidor i mozarellę i robię sobie w pracy caprese - szybkie i pyszne.
      • agnesp76 Re: jedzenie w pracy 08.09.10, 11:14
        kasia_grubasia napisała:

        > Czy tylko ja jem w pracy ordynarne kanapki ;)
        Nie tylko, ja też :)
        Jak mam obiad gotowy to biorę do podgrzania (na mikrofalę się kiedyś złożyliśmy), ale jak teraz wróciłam po macierzyńskim, to się jakoś nie mogę w domu zorganizować kulinarnie i jadę na kanapkach i jabłkach
    • origami_21 Re: jedzenie w pracy 08.09.10, 13:29
      Ja wchłaniam zwykle mały kubek jogurtu naturalnego z musli. Musli kupuję w takich malych, jednorazowych saszetkach. Całość (jogurt + płatki) idealnie mieści się w kubku do kawy. Od wielkiego dzwonu, jak się całemu zespołowi zachce to zamawiamy sobie sushi. Wtedy problemu nie ma - wszyscy wonieją jednakowo:)
    • teresa104 Nie jem w pracy. 24.03.11, 13:17
      Nie chce mi się niczego przygotowywać, nie mam czasu, nie myślę o tym. Głód odczuwam ale lekceważę bo i tak nic z tym nie zrobię. Czasem wypijam herbatę. Żuję dużo gumy.
      Nie chodzę do bufetu, nie lubię bufetowego smrodu na ubraniu. Do tego tam jest zawsze kolejka i moje próby żywienia się tam każdorazowo kończyły się spędzeniem 10 minut w kolejce i w końcu rezygnacją z posiłku.
      • kasacjak Re: Nie jem w pracy. 15.06.11, 08:32
        jesteś na BARDZO dobrej drodze do otyłości, nie wspominając już o skutkach zdrowotnych takiego postępowania
        • teresa104 Ubolewam, ale tak właśnie jest. 15.06.11, 11:38
          Niestety, nie mam w pracy przerw i jedzenie czegokolwiek jest na tyle kłopotliwe, że niemożliwe.
          Na razie nie jestem ani gruba, ani chora. I choć pewnie chudsza mogłabym być (co prawda nigdy nie byłam, więc nie wiem, jak wygląda ten ideał, który mogłabym osiągnąć, gdybym jadła w pracy), to zdrowsza na pewno nie.
    • kasacjak Re: jedzenie w pracy 15.06.11, 08:30
      no właśnie jedzenie w pracy...., a powiedzcie jak wasi pracodawcy podchodzą do tego, że jecie w pracy? Czy jest tylko jedna przerwa np. 15 minut i więcej lepiej żeby nie widzieli że jecie? czy też można podjadać więcej? Zrozumiałe, że nie przy interesantach i kosztem pracy.
      • magdalaena1977 Re: jedzenie w pracy 15.06.11, 12:18
        Ja zwykle jem przy biurku w trakcie pracy.
      • aadrianka Re: jedzenie w pracy 15.06.11, 14:53
        U mnie jest godzinna przerwa na lunch. Na szczescie od przyszlego miesiaca skracaja ja do pol godziny.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka