irenaearl
03.01.11, 11:11
1. Co robić z ludźmi, którzy nie sprzątają po swoich psach?
W mojej całkiem miłej i czystej dzielnicy elegancki pan wyprowadził psa, pies zrobił swoje, po czym obaj zaczęli się oddalać. Zapytałam pana, czy sprzątnie po swoim psie. Pan bardzo się oburzył i zapytał, czy widziałam, żeby ktoś sprzątał, a w ogóle to nie moja sprawa i mam dać mu spokój. Nie zamierzałam mu dać spokoju, bo całkiem niedawno dokładnie w tym miejscu wdepnęłam w psią kupę leżącą na środku chodnika.
Cóż, od słowa do słowa, w końcu nawrzeszczałam na obywatela. On się tym ani trochę nie przejął i poszedł w swoją stronę, a ja zostałam ze swoją wściekłością i uczuciem, jakby ktoś właśnie narobił mi na dywan. Niby mogłabym zadzwonić po straż miejską, ale w tym czasie facet dawno zdążyłby odejść, a przecież go nie przytrzymam. Życzę draniowi, żeby jego pies walnął śmierdzącego kupsztala na środku salonu przy długo oczekiwanych gościach.
2. Co robić z ludźmi, którzy palą papierosy w miejscach, w których jest to bardzo dokuczliwe, a w dodatku zakazane?
Kierowcy autobusów i tramwajów nagminnie palą w trakcie prowadzenia. Najwięksi hardkorowcy potrafią jednocześnie rozmawiać przez komórkę. Rozumiecie, w jednej ręce papieros, w drugiej telefon, a trzecią trzymają kierownicę. Kierowcę także obowiązuje zakaz palenia w autobusie, poza tym dym śmierdzi w całym autobusie.
Nie mam ochoty przez całą jazdę wąchać smrodu i wdychać dymu, więc pukam w szybę i proszę, aby kierowca nie palił. Jakieś dwa razy zdarzyło się, że kierowca odłożył papierosa, uprzednio rzuciwszy złośliwą uwagę ("jak dobrze, że pani to zauważyła"). Zazwyczaj jednak odpowiadają coś w stylu: "a przeszkadza to pani?", "nie przestanę i co mi pani zrobi"? W takim przypadku nic nie działa. Ani awantura, ani zgłaszanie na numer ZTMu. Jeszcze nie zdarzyło się, aby inny pasażer mnie wsparł lub sam poprosił kierowcę o zgaszenie papierosa.
Nieco lepiej jest w przypadku palenia pod wiatą przystankową. Kiedy proszę człowieka, żeby nie palił pod wiatą, zazwyczaj nic nie mówi i odchodzi, czasem jednak zdarzają się osoby, które nawet przeproszą. Bywam tez świadkiem, że inni pasażerowie także proszą palących o odejście spod wiaty. Jedna mała prośba - palący, odchodźcie palić na zawietrzną, żeby wiatr nie zwiewał całego dymi na przystanek. Za to będę bardzo wdzięczna.
Najprzykrzejszy przypadek zdarzył się w szpitalu. Na oddziale chorób zakaźnych, gdzie odwiedzałam chorą siostrę, pani pielęgniarka paliła sobie w najlepsze w pokoju personelu przy otwartych drzwiach. W szpitalu leżeli także ludzie pod tlenem, z trudnościami z oddychaniem. Zupełnie mnie zatkało. Poprosiłam panią, aby zgasiła papierosa. Pani zawstydziła się, przeprosiła i zgasiła papierosa. Wrrróć, jak mawiał mój nauczyciel PO, to nie ta bajka. Pani nie dość, że nie przeprosiła i nie zgasiła papierosa, to jeszcze zaczęła się awanturować, że nie zgasi, dalej będzie palić i gdzie ona ma niby palić. Ludzie, halo, to jest szpital! Gdzie jak gdzie, ale zakaz palenia w szpitalu powinien być najsurowiej przestrzegany, zwłaszcza przez pracowników medycznych.
Wychodzę na awanturującego się babsztyla, ale czasem normalnie nie mogę i coś mnie trafia. Zazwyczaj prośba nic nie daje. Mogłabym to wszystko olać, bo szkoda nerwów, ale jeżeli nic nie zrobię, czuje bezsilność i złość. Czuję się, jakby ktoś miał prawo narobić mi na podłogę w moim własnym domu, a ja nie mam prawa ani możliwości nic z tym zrobić. Niby to są drobne sprawy, ale potrafią nieźle wkurzyć, bo zdarzają się często. Macie jakieś sposoby na takich agentów?