Dodaj do ulubionych

szukajace pracy - watek wsparcia?

10.04.11, 14:07
zauwazylam, ze jest nas - szukajacych pracy - calkiem sporo na forum :)

moze zalozymy sobie watek, w ktorym bedziemy sie wspierac, opisywac nasze problemy, nasze watpliwosci, szukac odpowiedzi na rozne dreczace nas pytania?

ja probuje rozne informacje znalezc po roznych forach, ale jakos kiepsko mi idzie ;) nikt sie nie interesuje 40-tka bez pracy i kwalifikacji...

to jak? zapraszam, ja sie na liste wpisuje pierwsza!
pozniej napisze troche o swojej sytuacji. na razie pogubilam sie zupelnie w procesach HR-owych dotyczacych przyjec do pracy... listach motywacyjnych, zyciorysach, rozmowach o prace... nie wiem, czy stawiac na "inteligentna szczerosc", czy na socjo-techniki, ktorych ucza w necie, czy w ksiazkach... nie wiem, jak sie zachowywac, w co sie ubierac, jak sie chwalic i jak ukrywac slabosci i luki...

nie jest mi latwo. mamy dwojke dzieci i wiem, ze bedzie nam bardzo trudno, gdy bede dluzszy czas bez pracy (pomijam fakt, ze bym sie "udusila" bez zajecia jakiegos rozsadnego...). i wiem, ze w moim wieku - im dluzej bede bez pracy, tym trudniej bedzie mi ja znalezc... a spoleczenstwo pelno mlodych, "agresywnych", wygadanych, "nauczonych"...

kto dolaczy do mnie? :)
Obserwuj wątek
    • amoureuse Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 10.04.11, 17:02
      Ja się dołączę :)
      Co prawda jeszcze nie szukam "na serio", ale zaczynam powoli wysyłać CV i inne listy motywacyjne. Na serio zacznę po wakacjach, jednak już teraz lepiej zapisać się do wątku szukających ;)
      • kura17 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 10.04.11, 18:06
        a w jakiej dziedzinie/branzy bedziesz szukac pracy?
        • amoureuse Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 10.04.11, 19:50
          Ha, świetne pytanie! Najchętniej poszukałabym jakiejś spokojnej pracy biurowej, nie jestem żadnym typem fightera, nie mam niesamowitych ambicji zawodowych. Za to mam już na oku kilka fajnych posad, ale nie będę zapeszać :)
    • epistilbit Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 10.04.11, 19:52
      Ja szukam. Chcę pracować w zawodzie. Dałam się nabrać swego czasu, na szumne hasła "zostań inżynierem" itp. A pracy dla inżynierów brak..
      • justinehh Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 10.04.11, 20:24
        To nie tak, to pracy dla humanistów nie ma ...
        :P
        • amoureuse Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 10.04.11, 20:47
          Ja bym powiedziała jeszcze inaczej: praca jest dla wysoko wyspecjalizowanej kadry, np budowlaniec z językiem chińskim (autentyk), najróżniejsi programiści, analitycy i specjaliści z kilku/kilkunastoletnim doświadczeniem. W ogóle doświadczenie to słowo-klucz :(
      • kocio-kocio Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 10.04.11, 20:49
        Ale jakim inżynierem? Elektronikiem? Transportu? Budowy maszyn? Zarządzania?
        • epistilbit Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 10.04.11, 21:06
          Inżynierii środowiska.
          • origami_21 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 11.04.11, 11:08
            A ta inżynieria to po jakiej uczelni?
            Pytam, bo jest zasadnicza różnica między polibudą, a szkołą rolniczą na ten przykład.
            • epistilbit Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 11.04.11, 11:48
              z pierwszej trójki polibud w Polsce. Jakość kształcenia - fatalna, poziom - fatalny. Strach się bać jak się studiuje na tych z niższych miejsc.
              • kizombalover Dobrej reklamy sobie nie robisz 11.04.11, 12:01
                pisząc o własnych studiach, że poziom fatalny. Znaczy to, że niewiele umiesz po swoich studiach?

                A do tego pretensjonalne masz podejście do wykładowców.

                Dobry student dba o swój rozwój, jeśli poziom jest dla niego za niski, dokształca się sam, udziela w kołach naukowych, uczestniczy w badaniach, konferencjach, itp. Możliwości jest mnóstwo.
                • epistilbit Re: Dobrej reklamy sobie nie robisz 11.04.11, 12:17
                  Dużo umiem, bo kończyłam pokrewne technikum. I śmiem zaryzykować stwierdzenie, że nauczyło mnie ono więcej.
                  Mogłabym dużo napisać o alma mater, serio. Nikogo nie traktuje pretensjonalnie, ale wśród wspaniałych wykładowców byli też tacy, którzy usypiali (sami) na zajęciach, albo tacy, co opowiadali o topografii Kujbyszewa w ZSRR. I na kolokwium, żeby zdać trzeba było napisać Kujbyszew w ZSRR, właśnie.
                  Zajęcia z autocada? Ależ proszę bardzo, laptop wykładowcy podpięty do rzutnika i pokazujemy studentom, jak się na tym pracuje. Praca samodzielna? Nie, bo uczelnia nie kupiła wystaraczjącej ilości stanowisk. Dała mi uczelnia w kość. Oj dała. Co roku miałam zamiar rzucić to w cholerę. Z 40 osób została nas 5. I nie chodzi o wykładowców, ale o skostniałość, o nie przystosowanie treści nauczania do warunków obecnych, o brak empatii (przykład- ustalanie terminu praktyk bez konsultacji ze studentami, dziekanat dla studiów niestacjonarnych czynny pon-pt).

                  Wiele rzeczy bym mogła, problem w tym, że ciężko pracowałam próbując zarobić na czesne, wychowywałam dziecko, chorowałam i próbowałam normalnie żyć.

                  PS. Pozdrawiam pana Dr, który zgubił mi na 3 roku indeks :)
                  • kizombalover Re: Dobrej reklamy sobie nie robisz 11.04.11, 17:05
                    Nie wiem, na jakich zasadach ustalane są na Twojej uczelni praktyki, ale u mnie studenci zaoczni podnieśliby wielki raban, że ustala się cokolwiek obowiązkowego w czasie, kiedy oni pracują (a praktyka nie jest związana z ich pracą). To samo z dziekanatem - w ogóle nie do pomyślenia, żeby dziekanat nie był czynny przynajmniej co drugi tydzień w weekend.
                    Dlaczego nie skarżyliście się do władz?
                • yaga7 Re: Dobrej reklamy sobie nie robisz 11.04.11, 12:19
                  Na pewno zgadzam się, że dobry student powinien dbać o swój rozwój, ale uważam też, że uczelnia powinna trochę stymulować w tym kierunku.
                  Bo jeżeli uczelnia nie ma nic do rzeczy, to równie dobrze można się uczyć samemu ;)
                  • satia2004 Re: Dobrej reklamy sobie nie robisz 11.04.11, 17:48
                    yaga7 napisała:
                    > Na pewno zgadzam się, że dobry student powinien dbać o swój rozwój, ale uważam
                    > też, że uczelnia powinna trochę stymulować w tym kierunku.
                    > Bo jeżeli uczelnia nie ma nic do rzeczy, to równie dobrze można się uczyć samem
                    > u ;)

                    Ja się pod tym podpisze. Właśnie z takiego powodu po 3 roku zmieniłam specjalność na studiach. Do leniwych nie należę ale nie po to chodziłam na uczelnię, żeby uczyć się sama :)
                    • teresa104 Nie mam dobrych wieści. 12.04.11, 07:52
                      Finalizowana obecnie reforma szkolnictwa wyższego wręcz zakłada, że student ma uczyć się sam, a wykładowca jest liderem, który motywuje do samokształcenia. Umiejętnośc pracy własnej, świadomość konieczności pracy poza wysiedzeniem na uczelni skromnej liczby godzin, są podstawowymi efektami kształcenia, jakie należy uzyskać.
                      W zależności od przedmiotu ilość pracy własnej studenta to mniej więcej drugie tyle tego czasu, jaki spędza na uczelni, do nawet dwukrotności. I to w przypadku, gdy interesuje nas poziom mierny. Że nie wspomnę o rozmaitych projektach i seminariach, gdzie prowadzący daje jedynie wskazówki i macha pomponami na zachętę.
                      :) Mogliby tam na tych uniwerkach wszczepiać jakieś chipy w głowę, czy jak.
                      • yaga7 Re: Nie mam dobrych wieści. 12.04.11, 08:01
                        No i jeżeli _motywuje_, to wszystko jest cacy. Ale jeżeli nie tylko nie motywuje, a odstrasza, stwierdzając, że przykładowo wykładów mu się nie chce prowadzić i to sobie Państwo doczytają, to już moim zdaniem jest coś nie halo.

                        Jak mi ktoś macha jakąś marchewką na zachętę, to jest fajnie, ale jeżeli ktoś niczym nie macha, bo mu się nie chce, to czemu ma się chcieć studentowi?
                        • anna-pia Re: Nie mam dobrych wieści. 12.04.11, 13:30
                          yaga7 napisała:

                          > Jak mi ktoś macha jakąś marchewką na zachętę, to jest fajnie, ale jeżeli ktoś n
                          > iczym nie macha, bo mu się nie chce, to czemu ma się chcieć studentowi?

                          Dla mnie marchewką był dyplom. Motywacja wykładowców była mi zbędna, w sumie oni nas bardziej demotywowali, bo prowadzenie zajęć z 30 osobami w grupie na I. roku a z 10 na 3. to jest różnica ;p
                          Nie rozumiem, po co wykładowca ma motywować. Student jest dorosły, powinien wiedzieć, po kiego dzioba siedzi na tej sali. Motywacji IMO potrzebują góra gimnazjaliści, bo to jest jeszcze poziom obowiązkowy. Może jeszcze niezdecydowani licealiści. Ale na studiach???
                          • yaga7 Re: Nie mam dobrych wieści. 12.04.11, 13:40
                            No na moich studiach dyplom wcale a wcale nie był marchewką, prawie wszyscy kończyli. Może to też od kierunku zalezy? W takim sensie, że jeżeli jest oblegany i prestiżowy kierunek, to faktycznie dyplom jest marchewką, ale jeżeli kierunek jest taki normalny, to z dyplomu żadna marchewka.

                            Ja w sumie na studiach miałam fuksa, bo nigdy nie miałam do czynienia z nienormalnymi wykładowcami (przerażające historie o wyrzucaniu indeksów, czy "on się na mnie uwziął" u nas nie istniały). Wszyscy byli fajni, zmotywowani, potrafili przekazać wiedzę, zachęcić nas do samodzielnej pracy, no fajnie było ;))) Do tego jeszcze w sumie każdy miał coś w stylu ITS, więc można było sporo osiągnąć i się usamodzielnić. Ech, te czasy ;)))

                            Może te moje studia były jakieś dziwne, ale nie wyobrażam sobie siedzieć na wykładzie prowadzonym przez człowieka bez pasji. A ta właśnie wewnętrzna pasja wykładowcy to przykładowo jest dla mnie to coś, co mnie motywuje do nauki i do chęci poznania czegoś. Ale ja dziwna jestem. Albo to po prostu specyfika studiów. Hmmm.
                            • anna-pia Re: Nie mam dobrych wieści. 12.04.11, 14:55
                              Jak studiowałam, instytut kończyło jakieś 20 - 30% ludzi. Studia były nudne i nazywały się studiami, bo dostawało się dyplom uniwersytecki, ale tryb nauki był typowy dla liceum, a wszystkie zajęcia były obowiązkowe. Student sam się motywował do nauki, bo jak nie, to odchodził sam albo się z nim żegnano :)
                              Wykładów, jak napisałam, było bardzo mało, pamiętam wykłady z historii filozofii, pasjonujące, ale niezwiązane z tematem studiów - i co ciekawe, największe orły z trudem zdawały egzamin, bo ludzie nie byli przyzwyczajeni do logicznego myślenia i wyciągania wniosków. Wykłady, które były na 1. roku, dla mnie ohydnie nudne, powtarzały się na 5. roku :) I były wykłady z przesympatycznym panem profesorem, z których to wykładów nie rozumiałam właściwie nic (jak i podejrzewam 99% roku, bo rzecz dotyczyła fonetyki i fonologii), ale na egzaminie pan psor pytał o temat pracy mgr :) Pan psor, ze swoją pasją do tychże dziedzin, nie był w stanie z nas dużo wykrzesać, bo poruszał się w rzeczywistości, która miała pewnie ze 2 punkty styczne ze studencką wiedzą.
                              Za to kochałam ćwiczenia na 4. i 5. roku.
                              • maith Re: Nie mam dobrych wieści. 30.09.11, 14:14
                                anna-pia napisała:

                                > Student sam się motyw
                                > ował do nauki, bo jak nie, to odchodził sam albo się z nim żegnano :)

                                Hehe, to tak jak u nas. Tylko u nas niewiele było zajęć obowiązkowych. W efekcie przechodzili tylko ci, którzy umieli bardzo szybko wchłonąć kolosalne ilości wiedzy pod koniec roku (przypadkowo cecha niezmiernie przydatna w moim zawodzie ;) i tych kilku kosmitów, uczących się po kawałku przez cały rok.

                                W ogóle u nas system był taki, że w zasadzie uczyliśmy się sami, ale na końcu okazywało się, że ci, którzy przetrwali posiadają zestaw bardzo zbliżonych umiejętności, przypadkiem akurat przydatnych. Mieliśmy np. niezbyt kompetentnych wykładowców logiki. W efekcie już na 1 roku musiałam doprowadzić do unieważnienia testów, bo były w nich błędy, a za niezaliczone zadania odbierali dodatkowe punkty. Chyba nikt nie sugeruje, że to nie jest przydatna umiejętność u prawnika ;)
    • satia2004 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 10.04.11, 20:47
      Ja już po ale powspieram, bo wiem jak bardzo to frustrujące.
    • paulinago Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 10.04.11, 21:04
      Spojrzenie z drugiej strony barykady:
      jan.rychter.com/blog/2011/3/18/pokolenie-bez-pracy.html
      To co wydaje mi się jest przydatne w szukaniu (bo ja już na szczęście też po), to świadomość co można wnieść do konkretnej firmy. Wydaje mi się, że takie stawianie swojej kandydatury w taki sposób - tzn. dlaczego zarobicie, jeżeli mnie zatrudnicie - jest o wiele bardziej przekonujące.
      Powodzenia!
      • helenka333 eeee co to za link? ;) 11.04.11, 10:55
        Zgadzam się, że potencjalnemu pracodawcy, najpierw w CV/LM a później na rozmowie kwalifikacyjnej, trzeba pokazać i udowodnić dlaczego będziemy potrzebnym i cennym pracownikiem, ale sam artykuł raczej mnie wkurzył :P Sama jestem po studiach humanistycznych, a dokładniej po ironizowanej tam kilkakrotnie filozofii (specjalność komunikacja społeczna). Co dały mi te studia? Poznałam wiele fantastycznych osób, nabrałam zupełnie innego spojrzenia na świat, przeczytałam książki, zainteresowałam się rzeczami, o których być może bym nie usłyszała gdybym poszła w inną stronę, ale przydatnych umiejętności zawodowych (patrząc pod kątem rynku pracy) raczej nie zdobyłam. Teraz pewnie wybrałabym coś innego, ale te 7 lat temu dla dziewczyny z małego miasteczka, bez doświadczenia, nawet mglistego pojęcia o życiu, sama wizja studiowania w 'wielkim mieście, na poważanej uczelni' była wtedy przepustką do tego 'lepszego świata'. A poza tym kierunek przedstawiany przez uczelnie wyglądał naprawdę bardzo atrakcyjnie, miałam po nim, w zależności od tego jaką specjalizację bym wybrała, zostać mediatorem, negocjatorem, spec. od reklamy bądź spec. od PR. Jak się później okazało specjalizacja była tylko jedna- nauczycielska :) Rodzice nie bardzo mogli mi doradzić w wyborze 'ścieżki życiowej', im nadal wydaje się, że jak ktoś skończy studia to powinien zarabiać z 10 tys. Ostatnio jak znalazłam pracę moja mama mi powiedziała, żebym im (pracodawcy) zwróciła uwagę na to, że mam studia wyższe skończone to więcej mi zapłaci :)
        • kk345 Re: eeee co to za link? ;) 11.04.11, 18:54
          > sam artykuł raczej mnie wkurzył :P Sama jestem po studia
          > ch humanistycznych, a dokładniej po ironizowanej tam kilkakrotnie filozofii (sp
          > ecjalność komunikacja społeczna). Co dały mi te studia? Poznałam wiele fantasty
          > cznych osób, nabrałam zupełnie innego spojrzenia na świat, przeczytałam książki
          > , zainteresowałam się rzeczami, o których być może bym nie usłyszała gdybym pos
          > zła w inną stronę, ale przydatnych umiejętności zawodowych (patrząc pod kątem r
          > ynku pracy) raczej nie zdobyłam.

          Swoim wpisem potwierdzasz prawdziwość tez artykułu- sama piszesz, że Twoje studia nie daly Ci praktycznych zawodowych umiejętności. Pytanie nadal aktualne- po co w firmie filozof? :)
      • magdalaena1977 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 11.04.11, 17:39
        Ja polecam tekst mauzonki z jej bloga:
        gryziemy.net/2011/3/20/jak-znalezc-prace-czyli-o-pomieszaniu-pojec
        • bathilda Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 11.04.11, 17:57
          Bardzo fajny ten Mauzonkowy artykuł. Myślę, że z wieloma tezami się zgadzam.
        • paulinago Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 11.04.11, 22:30
          Znam, ale wydaje mi się już trochę wtórny w stosunku do tego pierwszego. Reforma edukacji, ze szczególnym uwzględnieniem "nowej matury" i innych jej konsekwencji nie wydaje mi się tu kluczowa.
          Przede wszystkim wydaje mi się, że wybór studiów i edukacja to nie jest refleksyjny wybór, tylko jakaś rutyna będąca kompromisem tego co osiągalne, akceptowalne i skończy się wpisem "wyższe". Gdyby już wcześniej ludzie myśleli raczej w taki sposób: chce robić to i to, przydałaby mi się do tego narzędzie a i b, zdobędę to studiując na kierunku X, to nikt by nie miał dylematów po studiach. A ja mam wrażenie, że ludzie myślą: będę pedagogiem, filozofem, psychologiem... i kompletnie nie wiedzą, co to znaczy. Nie wiedzą w czym są dobrzy, ani jak mogą wykorzystać swój potencjał - to, co wiedzą i kim są.
          Z mojego wydziału (chemia na polibudzie), znam kilka - tzn. nie więcej niż 10 - osób pracujących w zawodzie. Reszta to urzędnicy i przedstawiciele handlowi, ew. inżynierowie jakości lub menedżerowie. Co najzabawniejsze, na PG wydział ekonomiczny, który nazywany jest wydziałem gier i zabaw, dał wielu ludziom (dzięki studiom równoległym) kompetencje potrzebne do zdobycia pracy, których zabrakło na tych "poważnych wydziałach". Nie wiem czemu tak się dzieje, ale do dziś mnie to bawi.
          I strasznie się cieszę, że te zupełnie nietrafione studia rzuciłam, wbrew wszystkim "dobrym radom".
          • amoureuse Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 11.04.11, 23:40
            Pomyślałam: będę tłumaczem. I co z tego, skoro z tłumaczeń nie wyżyję, i tak muszę sobie znaleźć inną pracę, a tłumaczyć sobie mogę po godzinach? (mówię o tłumaczeniach pisemnych, do ustnych się nie nadaję).
            • akj77 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 12.04.11, 01:12
              amoureuse napisała:

              > Pomyślałam: będę tłumaczem. I co z tego, skoro z tłumaczeń nie wyżyję,

              Dlaczego nie?
              Oczywiście - wejście w ten zawód i dojście do poziomu, przy którym można już z tego żyć i odkładać, zajmuje trochę czasu i wymaga pewnych inwestycji. Ale da się.
            • yaga7 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 12.04.11, 08:06
              No ja Cię bardzo przepraszam, ale tłumaczką jestem parę dobrych lat, utrzymuję się spokojnie ze zleceń, odkładam, żyć nie umierać. W życiu nie zarobiłabym na etacie tyle, ile mam z tłumaczeń.

              Do tego mam możliwość pracy z klientami na całym świecie, zero granic, rynek jest wieeeeeelki ;))

              I tak, mówię o tłumaczeniach pisemnych, nie ustnych.
              • bathilda Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 12.04.11, 10:36
                Ja też mam kila przyjaciółek tłumaczek które utrzymują rodzinę wyłącznie z tłumaczeń pisemnych. I żadna nie jest przysięgła.
              • yaga7 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 12.04.11, 10:57
                Aha, dla uściślenia - ja w swoim zawodzie nie zarobiłabym tyle na etacie. Ale to nie oznacza oczywiście, że nie ma osób, które normalnie na etatach zarabiają więcej ode mnie, bo wiadomo, że takie są ;)) I tak, taki etat to może w sumie mogłabym mieć ;)) Ale to już by się wiązało z megapoważnym przekwalifikowaniem się, niestety.
                • kura17 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 12.04.11, 11:04
                  Yaga, a co tlumaczysz i na jakie jezyki?
                  z ciekawosci pytam :)
                  no i moze rowniesz szukam informacji, co "ze soba zrobic", jak juz mi sie kontrakt skonczy... ;)
                  • yaga7 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 12.04.11, 12:33
                    Takie konkrety to już jednak wolałabym zostawić na jakieś prywatne maile :))

                    Ja wiem, że pewnie i tak można do mnie dojść (jak do każdego), ale wolałabym chociaż jakieś pozory zachować ;))
                    • kura17 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 12.04.11, 13:01
                      no jasne :)
                      poprosilabym o pare slow na adres gazetowy, w takim razie :)
                      z gory dziekuje!
            • anna-pia Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 12.04.11, 13:34
              amoureuse napisała:

              > Pomyślałam: będę tłumaczem. I co z tego, skoro z tłumaczeń nie wyżyję, i tak mu
              > szę sobie znaleźć inną pracę, a tłumaczyć sobie mogę po godzinach? (mówię o tłu
              > maczeniach pisemnych, do ustnych się nie nadaję).
              >

              "Tłumaczenie po godzinach" to jest kit, a nie praca, zmęczona etatem nie zrobisz tego dobrze i stracisz klientów. Na początku faktycznie nie jest łatwo, ale spokojnie można z tego wyżyć. Pracuję jako tłumacz od kilkunastu lat :)
              • amoureuse Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 12.04.11, 20:23
                Masa ludzi tak pracuje, mówię o tłum. pisemnych. Z wieloma takimi osobami miałam zajęcia :P Nie mi oceniać ich pracę, nie czuję się autorytetem. Wiem, że na ustnych jest popyt, ale, jak już pisałam, to nie dla mnie.
                • anna-pia Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 12.04.11, 21:12
                  Wiem, że masa ludzi tak pracuje, ale punktu widzenia osoby, dla której tłumaczenie jest głównym zajęciem, generującym 100% przychodu, to są tylko chałturnicy, i w dodatku ciężko na nich liczyć, bo mają małe możliwości przerobu.
            • zarin Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 12.04.11, 14:42
              Mówisz poważnie? Sprawdzałaś to w praktyce? Z moich obserwacji dobrze płatnej pracy ze szwedzkim w dużych miastach jest mnóstwo, chociażby w nauczaniu - ze semestr nauki szkoły językowe biorą tyle co za studia na prywatnej uczelni, nawet studenci za korepetycje biorą 2 razy więcej niż za np. angielski, etc. Jak do tego masz drugi kierunek techniczny to tym bardziej powinno się dać świetnie wykorzystać.
              • amoureuse Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 12.04.11, 20:16
                Mówię poważnie. U nas rynek jest już przesycony, co roku wypuszcza się ok 20 absolwentów i tylko kilku pracuje z językiem. Poza tym na wydziale ekonomicznym działa bardzo prężny fakultet z języka, mają sporo wymian ze szwedzkimi uczelniami, a ponadto wykształcenie ekonomiczne. Nie chcę pracować w szkole, bo się nie nadaję, nie umiem tłumaczyć i występować przed grupą :P
                Drugi kierunek wzięłam z myślą o tłumaczeniach technicznych, ale Szwedzi właściwie wszystko robią w angielskim (miałam praktyki w firmach z nimi współpracującymi, nie mówię tego z kosmosu).
                • anna-pia Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 12.04.11, 21:16
                  Masz uprawnienia przysięgłego? Jeśli nie, możesz je zrobić? Jeśli tak, to to są pieniądze do wzięcia.
                  Jeśli chcesz tłumaczyć, to czy szukałaś kontaktu z doświadczonymi tłumaczami szwedzkiego? Może ktoś potrzebuje podwykonawcy?

                  amoureuse napisała:

                  > Drugi kierunek wzięłam z myślą o tłumaczeniach technicznych, ale Szwedzi właści
                  > wie wszystko robią w angielskim (miałam praktyki w firmach z nimi współpracując
                  > ymi, nie mówię tego z kosmosu).

                  No to co :) Znasz angielski? Szukałaś pracy w firmie pracującej ze Szwedami? Niby oni wszyscy mówią po angielsku, ale czasem od tej angielszczyzny uszy bolą (miałam okazję pracować ze Szwedami i z Norwegami) i znajomość ichniego języka jest zdecydowanie nie do pogardzenia.
                • zarin Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 13.04.11, 01:47
                  Nie wiem, jaką masz sytuację, ale może weź pod uwagę przeprowadzkę do innego miasta? W sumie nawet licząc uczelnie prywatne, ośrodki akademickie ze szwedzkim w Polsce można policzyć na palcach jednej ręki, a w pozostałych miastach jest zapotrzebowanie.

                  To występowanie przed grupą, to nie jest coś do wypracowania po prostu? Ja też jestem głęboko aspołeczna, ale jakoś bardzo tego nie odczuwam w praktyce. Zresztą to nawet nie musi być grupa, można uczyć indywidualnie jedną osobę, to nie jest też gimnazjum, gdzie nauczanie jest niewdzięczne, bo w tym przypadku ludzie płacą za to ciężkie pieniądze i są zmotywowani. Co do tłumaczeń ustnych, jeżeli boisz się braków w płynności wypowiedzi, zacięcia się, czy coś, to posłuchaj przeciętnych tłumaczy na np. międzynarodowych konferencjach :).

                  Dużo osób robi korespondencję handlową, tłumaczy umowy i takie tam, wielu zatrudniają takie firmy jak Capgemini za niezłe pieniądze, wiem, że praca w korporacji to nie jest szczyt marzeń, ale zawsze jest.

                  Plus można uruchomić jakieś własne pomysły, np. na sprowadzenie ze Szwecji jakichś towarów, rozwiązań, etc., których nie ma w Polsce, to jest duże pole do popisu.
                  • kura17 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 13.04.11, 11:11
                    > To występowanie przed grupą, to nie jest coś do wypracowania po prostu? Ja też
                    > jestem głęboko aspołeczna, ale jakoś bardzo tego nie odczuwam w praktyce.

                    ja mam podobnie. jestem raczej aspoleczna, pierwsze wystapienia publiczne (prezentacje jakis wynikow), nawet w malej grupie, przyplacalam nerwowa biegunka, trzesacymi sie rekami i pustka w glowie w czasie dyskusji po ;)

                    na szczescie gdzies w tym czasie zaczelam spotykac sie ze swoim obecnym mezem, ktory, choc nie mial duzo wiekszego doswiadczenia, niz ja, za to mial naturalny talent. i do przygotowywania i do wyglaszania naprawde fajnych, intresujacych, zrozumialych prezentacji. i chetnie sie ze mna dzielil swoimi doswiadczeniami, sporo nad tym pracowalismy i teraz zupelnie bez drzenia wychodze nawet przed setki osob na plenarnym wystapieniu na miedzynarodowej konferencji ;) oczywiscie stoi za tym solidne przygotowanie, cwiczenia itp, ale nerwow ZA DUZYCH nie ma i nie jest to traumatyczne, a przyjemne wydarzenie - UMIEM to robic, robie to dobrze i sprawia mi to przyjemnosc i satysfakcje :)

                    napisalam to po to, zeby pokazac, ze tego sie spokojnie mozna NAUCZYC. latwiej, jak ktos pomoze, ale i samemu - tak mysle - da sie :)
                  • amoureuse odp zbiorcza 13.04.11, 13:13
                    Nie wykluczam przeprowadzki, ale spokojnie, najpierw studia skończę ;)
                    występy przed grupą to najmniejszy problem w nauczaniu, ja się po prostu do tego nie nadaję. Nie umiem tłumaczyć, zaczynam coś wyjaśniać i gubię się w tym, co chciałam powiedzieć. Mówię to wszystko z doświadczenia, ba, studiowałam pedagogikę przez rok! I zrezygnowałam między innymi z powodu mojej nieumiejętności wytłumaczenia czegokolwiek, kiepski byłby ze mnie pedagog.
                    Pracy w korporacji się nie brzydzę i rozpatruję całkiem pozytywnie (mamy nawet na miejscu duży wybór: Reuters, Arla, Sony, Stena Line...).
                    Współpraca między dwoma krajami-jak najbardziej, potrzebowałabym ino wspólnika, a nie mam nikogo fajnego na oku. No i jakieś minimum na rozkręcenie firmy by się przydało.

                    @ Anna_pia: kontaktu z biurem tłumaczeń szukałam 3 lata. Dzwoniłam do wszystkich chyba biur w Trójmieście z błaganiem, żeby wzięli mnie na staż, bezpłatną praktykę, na cokolwiek. Odpowiedzi były takie, że mają za mało tekstów szwedzkich, albo że robią tłumaczenia po godzinach, hobbistycznie (o czym dyskutowałyśmy wyżej, w pełni zgadzam się z Twoją opinią tak na marginesie).
                    O przysięgłym myślę też pozytywnie, tylko najpierw obrona, a potem będę się bawić w karierę :P

                    W ogóle żeby była jasność: ja nie narzekam na brak pracy, nawet na brak ciekawej pracy. Ustosunkowałam się do postu, który zarzucał młodym, że wybierają studia z przypadku. Moje studia absolutnie nie były z przypadku, wiedziałam z czym będą się wiązać. Po czym zderzyłam się z tzw "szarą rzeczywistością", czyli: praca na etat+tłumaczenie po godzinach, tłumaczenie+życie z rodzicami (za małe zarobki), lub w ogóle zrezygnowanie z tłumaczenia na rzecz innej pracy (może i ciekawej, ale niezgodnej z kierunkiem studiów). Nie znam nikogo po skandzie, kto utrzymywałby się tylko i wyłącznie z tłumaczenia pisemnego, a trochę ludzi się tu przewinęło.
                    • amoureuse Re: odp zbiorcza 13.04.11, 13:14
                      Aaaa i jeszcze prośba do Kury :) możesz być tak dobra i zapodać kilka trików na fajną prezentację, wypowiedź przed grupą itp? Będę wdzięczna :)
                      • kura17 Re: odp zbiorcza 13.04.11, 13:52
                        o matko.. jakis ekspert sie ze mnie przypadkowo zrobil ;)

                        napisze kilka rzeczy, ktore mi pierwsze przychodza do glowy, jesli to nie to, o co chodzilo, to napisz - bede sie rozpisywac dalej. na pytania tez chetnie odpowiem ;)

                        aha, niektore rzeczy moga byc oczywistosciami, prosze sie nie gniewac, nie mam zamiaru nikogo patronizowac, czy cus, po prostu pisze ze swojego doswiadczenia, nie majac pojecia, jakie Ty to doswiadczenie masz :)

                        - zakladam ze robisz prezentacje w jakims power poincie, albo open officie? moze to bez sensu, ale JA pamietam prezentacje przygotowywane na foliach recznie :) tzn pisane samemu, heh. takie - oczywiscie - sa juz teraz passe. jesli nie masz PP, szczerze polecam OpenOffice, jest wersja na linuxa i na windowsa, jest to software darmowy, nowe wersje tez sa za darmo, mozna sciagnac z sieci

                        www.openoffice.com/
                        - rob prezentacje w "pozycji lezacej" ;) czyli kartka pozioma (landscape), tak sie duzo latwiej oglada, gdy jest sie widzem

                        - ciemne litery na jasnym tle raczej. unikaj bladych kolorow - bo trudno odczytac, unikaj jaskrawych kolorow, bo za bardzo sciagaja uwage w jedno miejsce i "daja po oczach"

                        - zaplanuj dlugosc prezentacji do czasu, ktory masz. oczywiscie zalezy to od bardzo wielu czynnikow, ale generalna zasada, ktora ja stosuje, jest 1 slajd na 1 minute. niektore zajmuja wiecej czasu, niektore mniej (tytulowy), ale srednio tyle trzeba liczyc. lepiej miec MNIEJ slajdow i krotsza prezentacje, niz za duzo! zawsze mozesz sobie na koncu przygotowac kilka stron tzw "dodatkowych materialow" - jesli spodziewasz sie, ze zostaniesz o to zapytana lub jesli CHCESZ o czyms powiedziec, a nie masz czasu... ja wtedy stosuje taki "trick" - w czasie prezentacji wspominam o danej rzeczy (ale tylko marginalnie, jako "teaser" i od razu dorzucam, ze chetnie rozwine temat PO prezentacji, jesli ktos odpowiednie pytanie zada :) skutkuje w zasadzie bez pudla!)

                        - podstawowe zaplanowanie wystapienia - slajd tytulowy, gdzie dajesz dodatkowe informacje o sobie lub o temacie, gdyby ktos chcial sie skontaktowac na przyklad. potem slajd z "planem prezentacji". rozpis moze byc szczegolowy, ale proponuje nie wdawac sie tutaj w szczegoly, tylko bardzo ogolnie nakreslic plan wystapienia, zeby sie potem nie powtarzac! mnie to od razu zniecheca, jak ktos spedza pare minut od razu na poczatku, tylko OPISUJAC w nieskonczonosc, o czym bedzie mowil, a potem zaczyna o tym samym od nowa ;) potem "mieso", a potem 1-2 slajdy z "podsumowaniem" (waze!) oraz ewentualnie "plany", czy "wnioski". mozna to wszystko polaczyc na 1 stronie, zalezy od tego, co i ile masz do powiedzenia.

                        - struktura prezentacji - dobrze jest miec krotki, prosty, ale DOBRZE wyjasniajacy zagadnienie wstep! mozna nawet na to wiecej czasu poswiecic, zeby widzowie od razu wiedzieli, o czym mowa. gdy ja sie zgubie juz na poczatku, to trudno mi potem uwaznie sluchac, bo nie do konca wiem, o czym mowa ;). wszelkie zdjecia, obrazki, wygresy - najwieksze, jakie sie da! zeby byly dobrze widoczne nawet z glebi sali. opisy w prezentacji - krotkie, zwiezle, raczej HASLA, niz wyjasnienia! prezentacja ma byc ustna, obraz pomaga, podresla, wypountowywuje! MOWIC musisz Ty, nie napisy na slajdzie! im mniej, tym lepiej!

                        - mowisz DO LUDZI, nie do swojej prezentacji! w zadnym przypadku nie czytasz ze swoich slajdow! niedopuszczalne :) trzeba sie na poczatku sporo nacwiczyc, ale to wazne. stoisz twarza do ludzi, odwracasz sie tylko do ekranu, zeby cos pokazac, zaznaczyc (pointerem laserowym na ogol, albo "badylkiem" ;)). musisz nawiazac KONTAKT z widownia. dobrze jest na poczatku wybrac sobie 1-2 osoby z widowni i na nich sie skupic. to znaczy patrzec na te osoby w czasie prezentacji. to daje zludzenie, ze masz kontakt z wszystkimi, nawet jesli to jest tylko jedna osoba. i pozwala tez reagowac na reakcje otoczenia ;) jesli widzisz znudzony, czy zagubiony wyraz twarzy, to znak, ze trzeba cos zrobic, hehe... po dojsciu do wprawy mozna zmieniac osoby, na ktore sie patrzy

                        - dobrze jest gdzies na poczatku wystapienia (1-2 minuta) zapodac jakis "spontaniczny zarcik". oczywiscie jest on DOSKONALE przygotowany i zaplanowany, krotki, nieobrazliwy, majacy rozluznik widownie, ale i pokazac, ze fajna z Ciebie osoba, ze warto Cie wysluchac. jesli jestes wyjatkowo zdenerwowana, to warto chocby z tego zazartowac :) w trakcie wystapienia radze sie od zartow powstrzymac raczej, chyba ze sytuacja az sama sie prosi, albo jestes w bardzo dobrze znanym gronie. tacy totalni zartownisie sie przejadaja... chyba, ze jest sie swiatowej slawy brytyjskim profesorem, wtedy to uchodzi, a nawet sie podoba ;)

                        - starac sie nie wdawac w szczegoly, ktore moga byc i dla nas bliskie, ale nie beda zrozumiale dla innych i przez to beda nudne. naprawde warto "wspolgrac" z odbiorcami i nawet modyfikowac swoje wystapienie pod wplywem reakcji. ja czesto na swoich slajdach mam rozne dlugasne wzory. i czasem objasniam je szczegolowiej, a czasem pomijam stwierdzeniem "tak mozna to zapisac, ale w szczegoly teraz nie bede wchodzic, bo to teraz nieistotne" - w zaleznosci od ilosci czasu, reakcji publicznosci itp.

                        - wedlug mojego doswiadczenia warto odrobine "teatralnie" przemawiac do ludzi - glosno, wyraznie, wydatniej, niz normalnie, z gestykulacja. niezbyt wyrazista, ale jednak z gestykulacja. jak mam do wyboru osobe, ktora troche chodzi po podium, cos wskaze reka, cos zarysuje w powietrzu, podkresli wazne punkty gestem, a osoba, ktora stoi i "recytuje" spokojnym glosem, to... no wybiore ta pierwsza :)

                        na razie przynudzilam strasznie, wiec koncze!
                        jak sobie cos bardzo waznego przypomne, to sie dopisze, a jesli nie - to czekam na Twoj ruch ;) tzn uwagi, pytania, itp.
                        • roza_am Re: odp zbiorcza 13.04.11, 14:19
                          Kurko, bardzo fajnie to wszystko opisałaś. Mogłabyś tego uczyć, serio.
                          Masz dar do bardzo obrazowego opisywania sytuacji, poszczególnych etapów. Niby piszesz o rzeczach znanych i czasami oczywistych, ale nie jest to ani odrobinę nudne, czyta się przyjemnie i od razu dużo zostaje w głowie. No i zwracasz uwagę na szczegóły, które w praktyce będą przydatne, a specjaliści od tego typu porad zwykle je pomijają, bądź nie umieją ich przedstawić tak celnie i obrazowo.
                          Wpisz tę umiejętność do cv-ików koniecznie :)
                        • turzyca Kolory w prezentacji 13.04.11, 14:20
                          Dwa drobiazgi.
                          Starsze wersje PP proponowaly przy wszelkich wykresach takie dosc neonowe kolory. Ktore potwornie mecza wzrok i trudno sie nie pogubic. Do tego jasniejsze z tej palety przy zlym zaciemnieniu sali zlewaly sie z tlem.
                          Po drugie proponowany w standardzie zolty i zielony dla osob nawet tylko lekko uposledzonych w rozpoznawaniu kolorow wygladaly praktycznie identycznie. To samo dotyczy zreszta pewnych tonacji czerwonego, fioletowego i rozowego. Szczegolnie jesli mowimy do meskiego zgromadzenia szanse, ze czesc osob nie rozroznia wszystkich kolorow poprawnie sa spore. ;) Warto o tym pamietac i dobierac kolory mozliwie latwo rozroznialne. No i wykresy liniowe mozna uzbroic w roznoksztaltne znaczniki, to tez pomaga (i w ogole jak juz dodajemy znaczniki, to lepiej roznoksztaltne niz same kwadraciki).

                          A w ogole to jesli mowimy czesciej, to warto sobie zrobic wlasna formatke do prezentacji, ze starannie dobranym motywem przewodnim i odpowiednio dobrana kolorystyka. To pare godzin wysilku, ale potem sie zwraca, przy kolejnych prezentacjach mamy od razu problem estetyki z glowy.


                          A rady Kury w zakresie prezentacji sa SWIETNE. Faktycznie takich przemowien slucha sie z przyjemnoscia.
                          • kura17 Re: Kolory w prezentacji 13.04.11, 14:33
                            > Warto o tym pamietac i dobierac kolory mozliwie latwo rozroznialne.

                            ja uzywam wlasnie OO, nie PP, wiec nie wiem nic o jego kolorach - dobrze, ze to napisalas!

                            > No i wykresy liniowe
                            > mozna uzbroic w roznoksztaltne znaczniki, to tez pomaga (i w ogole jak juz dodajemy
                            > znaczniki, to lepiej roznoksztaltne niz same kwadraciki).

                            zapomnialam o czyms bardzo waznym! zadziwiajace jest, jak wiele jest osob, ktore nie rozrozniaja czerwonego i niebieskiego! dlatego dobrze jest NIE uzywac tych dwoch kolorow RAZEM, gdy chce sie rzeczy rozroznic! moze byc czarny-czerwony, czarny-niebieski, ale nie czerwony-niebieski, bo to sie zleje w szary-szary dla daltonistow. sama sie musze pilnowac, bo ja bardzo lubie i niebieskie i czerwone rozroznienia - osobno sa ok, razem niekoniecznie :)

                            a co do znaczkow - to "my fizycy" mamy wielka wprawe w wymyslaniu najrozniejszych, bo czesto na jednym wykresie przedstawia sie dane z mnostwa eksperymentow, a kazdy musi byc rozroznialny ;) kolka, kwadraty, trojkaty, kilka rodzajow gwiazdek, rozne rodzaje krzyzykow... otwarte (tylko obwodka) i "pokolorowane" :)



                            > A w ogole to jesli mowimy czesciej, to warto sobie zrobic wlasna formatke do pr
                            > ezentacji, ze starannie dobranym motywem przewodnim i odpowiednio dobrana kolorystyka.

                            tak, tak, popieram! zwlaszcza, jesli musi sie zamieszczac takie rzeczy, jak instytut, "cialo finansujace", itp itd. zrobi sie raz i potem tylko uzywa :) w sieci jest mnostwo "templates", mozna sobie sciagnac i wykorzystac te, ktore nam sie najfajniejsze wydaja. albo zrobic samemu od poczatku do konca.
                            • elftherinii Re: Kolory w prezentacji 13.04.11, 14:46
                              Ja jeszcze dodam rzecz dla mnie oczywistą, ale uparcie ignorowaną przez moich wykładowców.

                              Najlepiej się czyta slajdy na jasnym tle - mi na piaskowo beżowym - widzę gdzie jest koniec slajdu i nie szukam po całej ścianie czy gdzieś nie ma jeszcze jakiegoś tekstu. Do tego pisane normalną czcionką a nie czymś w stylu "pogrubiony Comic Sans w kolorze X".

                              Po drugie - informacje lepiej jest pisać po kolei a nie porozrzucane po całym slajdzie (to ten sam od pogrubionej dzikiej czcionki:).

                              Miałam wykładowce, który przez cały semestr chyba ani razu nie użył koloru czarnego w prezentacji! WSZYSTKO było kolorowe - niebieskie, czerwone, zielone, brązowe... No szału można było dostać. Do tego obowiązkowo kolorowy nagłówek i stopka. To był pierwszy raz gdzie byłam szczęśliwa, z poskąpienia kasy na drukarkę drukującą w kolorze:).
                              • kura17 Re: Kolory w prezentacji 13.04.11, 14:57
                                > Najlepiej się czyta slajdy na jasnym tle - mi na piaskowo beżowym - widzę gdzie
                                > jest koniec slajdu i nie szukam po całej ścianie czy gdzieś nie ma jeszcze jakiegoś tekstu.

                                zawsze mozna to zalatwic "ramka" dookola - ja Turzyca napisala, w skomponowanej przez siebie ramowce slajdow. ja tak zawsze robie - wlasnie z powodu wydzielenia wyraznie, gdzie slajd sie konczy :)

                                > Po drugie - informacje lepiej jest pisać po kolei a nie porozrzucane po całym slajdzie (to ten
                                > sam od pogrubionej dzikiej czcionki:).

                                a to niby wiadomo, ale dobrze napisac! popieram :)

                                blad z pierdylionem kolorow tez popelnialam na koncu, ale maz (wtedy jeszcze nie) od razu mnie uswiadomil, ze bydlo robie i szybko sie tej maniery pozbylam :)

                                a tak na marginesie, heh... widze znak czasow i czuje, jaka starta jestem, jak patrze na twoje wypowiedzi... "za moich czasow", to sie na wykladzie... na tablicy pisalo :) slajdy??? zapomnij! tylko jeden profesor mial transparencje (pokazywane na rzutniku), uczyl nas krystalografi i walil te lobrazeczki z roznymi krysztalami na sciane :)
                                ech...
                                • elftherinii Re: Kolory w prezentacji 13.04.11, 15:03
                                  > a tak na marginesie, heh... widze znak czasow i czuje, jaka starta jestem, jak
                                  > patrze na twoje wypowiedzi... "za moich czasow", to sie na wykladzie... na tabl
                                  > icy pisalo :) slajdy??? zapomnij! tylko jeden profesor mial transparencje (poka
                                  > zywane na rzutniku), uczyl nas krystalografi i walil te lobrazeczki z roznymi k
                                  > rysztalami na sciane :)

                                  Kuro droga:)
                                  Wykładowca z matematyki nawet nie dotknął rzutnika za co jestem mu bardzo wdzięczna. Poprzedni wykładowca z fizyki również (wdzięczność sali jak wyżej).
                                  W zasadzie to slajdów używa tylko 3 wykładowców (z czego jedna Pani wykłada nam programowanie i informatykę - więc jest "usprawiedliwiona" no i robi przejrzyste slajdy:)). Ale popełniają dużo podstawowych błędów - no i są w tej złej sytuacji, że jednak ich praca jest oceniana.

                                  Ja nie ukrywam, że dla mnie pisanie na tablicy jest o wiele bardziej przekonujące od zrobionej 2 lata temu prezentacji, przypominanej sobie na bieżąco na wykładzie (tak, tak tacy też się zdarzają). Niestety nie wszystko co nowsze jest lepsze:)
                                  • kura17 Re: Kolory w prezentacji 13.04.11, 15:06
                                    ufff... to moge sie przestac czuc tak antycznie :P
                                    • justinehh Re: Kolory w prezentacji 13.04.11, 22:13
                                      No to wszytko jasne, możesz zacząć działalność pt "profesjonalny kurs przygotowywania prezentacji". Możesz z tym jeździć po firmach, szkołach, uczelniach, wydać książkę, kurs na DVD :)
                                      A po drodze pisać artykuły do jakichś periodyków naukowych ...
                        • amoureuse Re: odp zbiorcza 13.04.11, 17:47
                          Nie, absolutnie nie przynudzasz, bardzo przydatne rady :) część z nich podświadomie nawet stosowałam, ale dobrze sobie z nich zdawać sprawę :) Dzięki wielkie i jak Ci się coś jeszcze przypomni, to na pewno nie przegapię :)
                        • yaal Re: odp zbiorcza 15.04.11, 11:50
                          Ja tylko dodam dwie książki, które warto przeczytać (jedna niestety jeszcze tylko po angielsku):
                          * Garr Reynolds, Zen prezentacji
                          * Nancy Duarte, Slajd:ologia (oryginał: Slide:ology)
                    • anna-pia Re: odp zbiorcza 13.04.11, 15:27
                      amoureuse napisała:

                      > @ Anna_pia: kontaktu z biurem tłumaczeń szukałam 3 lata.

                      Nie chodzi mi o biuro, tylko o tłumaczy z dużym stażem zawodowym.

                      > Nie znam nikogo po skandzie, kto u
                      > trzymywałby się tylko i wyłącznie z tłumaczenia pisemnego, a trochę ludzi się t
                      > u przewinęło.

                      A ja znam co najmniej dwie. Obracamy się w różnych środowiskach.
                      • amoureuse Re: odp zbiorcza 13.04.11, 16:38
                        Jasne, to, że nie znam, nie znaczy, że takich osób nie ma :)
          • magdalaena1977 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 12.04.11, 06:36
            paulinago napisała:

            > Znam, ale wydaje mi się już trochę wtórny w stosunku do tego pierwszego. Reform
            > a edukacji, ze szczególnym uwzględnieniem "nowej matury" i innych jej konsekwen
            > cji nie wydaje mi się tu kluczowa.
            Ale w moim roczniku było lepiej. Tj. większość ludzi miała sprawę studiów bardziej przemyślaną i większość pracuje w zawodzie.
            Fakt, że spora część moich znajomych to prawnicy.
            • moniach_1 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 12.04.11, 10:18
              > Fakt, że spora część moich znajomych to prawnicy.
              I to jest kluczowe. Po prawie jesteś prawnikiem, to jest zawód. Po kulturoznawstwie jesteś kulturoznawcą. To nie jest zawód, to jest, nie wiem, sposób myślenia? To samo z filozofią. A zawód trzeba sobie wykombinować gdzieś na marginesie tego, czego cię uczą na studiach. Np. bawić się w wolontariaty, staże w instytucjach kultury, uczyć się języków, coś w tym klimacie. I potem coś może z tego wyjść dopiero.
              • bathilda Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 12.04.11, 10:35
                moniach_1 napisała:

                > I to jest kluczowe. Po prawie jesteś prawnikiem, to jest zawód. Po kulturoznaws
                > twie jesteś kulturoznawcą. To nie jest zawód, to jest, nie wiem, sposób myśleni
                > a? To samo z filozofią. A zawód trzeba sobie wykombinować gdzieś na marginesie
                > tego, czego cię uczą na studiach. Np. bawić się w wolontariaty, staże w instytu
                > cjach kultury, uczyć się języków, coś w tym klimacie. I potem coś może z tego w
                > yjść dopiero.

                Nie moniach1, prawnik to nie zawód. Zawód to: adwokat, doradca podatkowy, rzecznik patentowy, prokurator, itd. Żeby mieć pracę po studiach prawniczych trzeba, tak jak po każdych innych, w trakcie studiów "bawić się" w wolontariaty, staże, praktyki itp. Zwłaszcza, że np. w Warszawie sam Uniwerek wypuszcza co roku 1500 (słownie tysiąc pięciuset) absolwentów wydziału prawa. Nie wiem ilu jest kulturoznawców, ale obstawiam, że kilka razy mniej. A nie jest prawdą, ze rynek co roku samorzutnie tworzy 1500 ciepłych posadek dla absolwentów prawa. W dodatku w większości przypadków studia magisterskie nie wystarczają do wykonywania zawodów prawniczych , konieczne jest jeszcze przejście kilkuletniej aplikacji i zdanie egzaminów. Aplikacje są często płatne i nie zawsze dają się łatwo połaczyc z pracą zawodową.
                • magdalaena1977 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 12.04.11, 21:47
                  bathilda napisała:

                  > moniach_1 napisała:
                  >
                  > > I to jest kluczowe. Po prawie jesteś prawnikiem, to jest zawód.
                  > > Po kulturoznawstwie jesteś kulturoznawcą. To nie jest zawód,
                  > > to jest, nie wiem, sposób myślenia?
                  >
                  > Nie moniach1, prawnik to nie zawód. Zawód to: adwokat, doradca podatkowy,
                  > rzecznik patentowy, prokurator, itd. Żeby mieć pracę po studiach prawniczych trzeba,
                  > tak jak po każdych innych, w trakcie studiów "bawić się" w wolontariaty, staże
                  > , praktyki itp.
                  Może różnica polega na tym, że prawo jest zbyt mało zabawne i nikt nie studiuje go ot tak - dla bieżącej przyjemności ? Coś jak kurs spawacza ;-)
                  • pierwszalitera Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 12.04.11, 22:29
                    magdalaena1977 napisała: > Może różnica polega na tym, że prawo jest zbyt mało zabawne i nikt nie studiuje
                    > go ot tak - dla bieżącej przyjemności ? Coś jak kurs spawacza ;-)

                    To zależy, co kto rozumie jako bieżącą przyjemność, bo znam ludzi, którzy studiowali prawo nie tylko dla późniejszych korzyści, tylko także dla natychmiastowego prestiżu. Nawet prace studenckie mieli lepiej płatne. I co znaczy, że prawo jest mało zabawne? A co jest zabawnego w takiej na przykład chemii? Prawo to kierunek jak każdy inny, nie masz predyspozycji i nie sprawia ci przyjemności, to raczej nie odniesiesz sukcesu ani na studiach, ani w pracy zawodowej. I przeciwstawiając "solidnemu" prawu przyjemne i jak można zrozumieć z twoich wypowiedzi łatwe kierunki, znowu ustawiasz się wyżej od innych. Pewnie robisz to podświadomie, być może nawet wpływ konserwatywno-homogennego i trochę nadętego środowiska, w którym się poruszasz, dlatego nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy. Nie każdy, kto może pochwalić się inteligencją i dobrą pamięcią, znajduje najwyższy sens życiowy w ukończeniu prawa.
                    • magdalaena1977 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 13.04.11, 00:14
                      pierwszalitera napisała:

                      > magdalaena1977 napisała:
                      > > Może różnica polega na tym, że prawo jest zbyt mało zabawne i nikt nie
                      > > studiuje go ot tak - dla bieżącej przyjemności ? Coś jak kurs spawacza ;-)
                      >
                      > To zależy, co kto rozumie jako bieżącą przyjemność, bo znam ludzi, którzy studi
                      > owali prawo nie tylko dla późniejszych korzyści, tylko także dla natychmiastowe
                      > go prestiżu. Nawet prace studenckie mieli lepiej płatne.

                      Ale to potwierdza moją teorię.
                      Znam pewnie więcej prawników niż Ty i nikt nie traktował studiowania prawa jako spełnienia swoich pasji czy osobistych zainteresowań, ale jako przygotowanie do zawodu. I praktyki studenckie jak najbardziej się liczą.

                      > I co znaczy, że prawo jest mało zabawne? A co jest zabawnego w takiej na
                      > przykład chemii? Prawo to kierunek jak każdy inny, nie masz predyspozycji
                      > i nie sprawia ci przyjemności, to raczej nie odniesiesz sukcesu
                      > ani na studiach, ani w pracy zawodowej.

                      No właśnie dla mnie studiowanie i praca zawodowa to dwie różne rzeczy. I moim zdaniem samo STUDIOWANIE prawa to żaden cymes - naprawdę fajna jest dopiero praktyka.
                      A z wcześniejszych wypowiedzi w tym wątku wynika, że dla niektórych osób studiowanie powiedzmy filozofii czy kulturoznawstwa stanowi przyjemność samą w sobie, ale nie mają szczególnych perspektyw zawodowych związanych z kierunkiem studiów.
                      • turzyca Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 13.04.11, 00:33
                        Jak to jest, ze ja sie z Toba zgadzam i nie zgadzam?
                        Chyba dlatego, ze trzeba uwzglednic co najmniej trzy etapy, a o ile Ty celnie opisujesz czesc zjawisk, o tyle brakuje mi zaznaczenia (i w wypowiedziach Pierwszejlitery zreszta tez), ze sa tez inne rozwiazania niz te, ktore wymieniacie.

                        I tak:
                        1) studia moga byc same w sobie fajne lub nie
                        2) perspektywy po studiach moga byc sprecyzowane lub nie
                        3) realizacja perspektyw moze sie udac lub nie.

                        I tak Ty masz: 1N, 2T, 3T.
                        Ale mozna miec tak jak ja: 1T, 2T, 3? - bo i same studia byly ciekawe i perspektywe tego, co chce robic po studiacht tez mialam jasna, a czy mi sie uda ja przeprowadzic, to ostatecznie bedzie wiadome za jakies 15 lat. Na razie mi wychodzi bardzo dobrze.
                        Ale ja przez pewien czas studiowalam tez ekonomie i mialam: 1N, 2N i w efekcie 3N. Studia mnie meczyly, warunki byly bezsensowne ("no tak, faktycznie to jest tylko jedna z mozliwosci, ale cwiczenia maja Was przygotowac do egzaminu, a na egzaminie bedzie tak, jak ja powiedzialam"), pomyslu na to, co ja po tej ekonomii mam robic nie mialam zadnego. Jaki byl sens wiec ja studiowac? Bo z braku pomyslu na siebie w tej dziedzinie pewnie skonczylabym jako bezrobotna ekonomistka (matka czworki dzieci z niedzialajacym odkurzaczem? ;]).

                        Besame ma, o ile dobrze pamietam, 1T, 2T i w efekcie 3T.


                        Masz racje o tyle, ze bardzo duzo zalezy od punktu drugiego - od wymyslenia sobie zycia zawodowego. A czy nam z tego wyjdzie punkt 3 to juz zalezy od wielu czynnikow. Od punktu drugiego i pierwszego tez, ale nie tylko.
                        • kura17 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 13.04.11, 10:54
                          no ja mam tak, ja Turzyca - 1T, 2T i 3?
                          choc najprawdopodobniej bedzie to 3N, niestety...
                          wciaz walcze, bo bardzo mi zalezy na 3T, ale - z roznych powodow - jest trudno... i na pewno nie ustabilizuje sie przez nastepne 2 lata, nawet jesli cos wywalcze... czyli przed dosc dlugi czas wciaz jeszcze nie bede wiedziec, co mi tam po 3 wyjdzie ;)
                      • pierwszalitera Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 13.04.11, 01:04
                        magdalaena1977 napisała:

                        > No właśnie dla mnie studiowanie i praca zawodowa to dwie różne rzeczy. I moim z
                        > daniem samo STUDIOWANIE prawa to żaden cymes - naprawdę fajna jest dopiero prak
                        > tyka.

                        Dla ciebie może nie, ale ja akurat znałam studentów prawa, którym studia sprawiały przyjemność. Miałam przyjemność interdyscyplinarnych zajęć z kryminologii i większość biorących udział, to byli studenci prawa. Nie wyglądali na znudzonych i wymęczonych nudnym tematem. Wyżywali się chętnie w elokwentnych referatach i werbalnej argumentacji, wielu czuło się przed publicznością w swoim żywiole. Mnie na przykład moje studia psychologii sprawiały też sporą przyjemność, ale zgadnij na jakie wykłady chodziłam z większą radością - na metodykę w piątek o dziewiątej rano, czy psychologię biologiczną we wtorek o 18-tej? ;-) Każde studia mają coś fajnego, pozwalające spełniać pasję i coś, co trzeba zaliczyć, bo wymaga tego regulamin studiów. A perpektywa zawodowa, to jest często coś, czego nie da się przewidzieć w trakcie studiów. Nie wszystko układa się bowiem tak gładko, jak po prawniczych studiach, czy medycynie, gdzie drogi są w pewnym sensie ściśle określone i ustandardyzowane. Gdybym ja chciała pracować jako psychoterapeuta też musiałabym pojść ściśle wyznaczoną dla tego zawodu drogą i wiele dylematów oraz decyzji zostałoby mi zaoszczędzonych. Po niektórych studiach nie ma takich prostych ścieżek, trzeba przebijać się we mgle i wykazać więcej inicjatywy. W pewnym sensie miałaś więc nawet łatwiej, a nie trudniej, jak ci się cały czas wydaje.
                        • magdalaena1977 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 13.04.11, 01:16
                          pierwszalitera napisała:

                          > Nie wszystko układa się bowiem tak gładko, jak po prawniczych studiach,
                          > czy medycynie, gdzie drogi są w pewnym sensie ściśle określone i ustandardyzowane.

                          No właśnie o to mi chodziło. Że absolwentom prawa raczej się nie zdarza usiąść i zapłakać "właśnie zrobiłem dyplom, co ja biedny będę w życiu robił" ;-)
                          Mała ciekawostka - dla mnie studiami rozwijającymi osobiste zainteresowania, które odrzuciłam jako niedające ciekawych perspektyw zawodowych była matematyka. I nie żałuję, bo nadal nie wiem, co fajnego mogłabym robić po takich studiach.

                          > W pewnym sensie miałaś więc nawet łatwiej, a nie trudniej, jak ci się cały czas wydaje.

                          Pewnie, że miałam łatwiej niż osoby aspirujące do zawodów bez określonej ścieżki kariery.
                          • kura17 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 13.04.11, 10:52
                            > Mała ciekawostka - dla mnie studiami rozwijającymi osobiste zainteresowania, kt
                            > óre odrzuciłam jako niedające ciekawych perspektyw zawodowych była
                            > matematyka.
                            > I nie żałuję, bo nadal nie wiem, co fajnego mogłabym robić po takich studiach.

                            heh, moja przyjaciolka ze studiow, po skonczeniu fizyki i "teorii chaosu", studiowala matematyke na sorbonie (uwielbiala zawsze francuski ;)). a teraz pracuje w wiedniu, w jakims wypasionym banku, czy firmie konsultingowej jako specjalista od... szyfrowania :)

                            odkad sie o tym dowiedzialam, zawsze mam ja przed oczami jako mate hari, albo innego szpiega, choc to zupelnie nie ten rodzaj osoby :) i mysle, ze tez nie ten rodzaj pracy w rzeczywistosci, hehe...
                            • magdalaena1977 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 13.04.11, 15:31
                              kura17 napisała:

                              > heh, moja przyjaciolka ze studiow, po skonczeniu fizyki i "teorii chaosu", stud
                              > iowala matematyke na sorbonie (uwielbiala zawsze francuski ;)). a teraz pracuje
                              > w wiedniu, w jakims wypasionym banku, czy firmie konsultingowej jako specjalis
                              > ta od... szyfrowania :)
                              >
                              > odkad sie o tym dowiedzialam, zawsze mam ja przed oczami jako mate hari, albo i
                              > nnego szpiega, choc to zupelnie nie ten rodzaj osoby :) i mysle, ze tez nie ten
                              > rodzaj pracy w rzeczywistosci, hehe...

                              Ale pewnie cały czas siedzi w swoim boksie przed monitorem ... Pewnie ma to swój urok, ale ja chciałam mieć w pracy kontakt z ludźmi (a nie chciałam uczyć).
                              • kura17 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 14.04.11, 10:06
                                > Ale pewnie cały czas siedzi w swoim boksie przed monitorem ... Pewnie ma to swó
                                > j urok, ale ja chciałam mieć w pracy kontakt z ludźmi (a nie chciałam uczyć).

                                no pewnie tak :) ja za to lubie byc zostawiona sama sobie, nie potrzebuje kontaktu z ludzmi. choc studentow lubie, lubie tez "nadzorowac" rozne aktywnosci, heh
                              • anna-pia Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 14.04.11, 10:54
                                magdalaena1977 napisała:

                                > Ale pewnie cały czas siedzi w swoim boksie przed monitorem ... Pewnie ma to swó
                                > j urok, ale ja chciałam mieć w pracy kontakt z ludźmi (a nie chciałam uczyć).

                                Ma swój urok, ma :) Nikt głowy nie zawraca.
                                • kura17 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 14.04.11, 11:31
                                  > Ma swój urok, ma :) Nikt głowy nie zawraca.

                                  Ania, przybij piatke! mam takie samo podejscie :)
                          • kasiamat00 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 14.04.11, 23:45
                            > Mała ciekawostka - dla mnie studiami rozwijającymi osobiste zainteresowania, które
                            > odrzuciłam jako niedające ciekawych perspektyw zawodowych była matematyka.
                            > I nie żałuję, bo nadal nie wiem, co fajnego mogłabym robić po takich studiach.

                            Aktuariusz. Wszelkie rzeczy związane z finansami oraz ubezpieczeniami. Kryptologia i kryptografia. Analiza danych statystycznych.

                            Z tego co pamiętam większość Nobli z ekonomii dostali jak na razie fizycy. Bo oni sobie najlepiej radzą z wymyślaniem modeli matematycznych.
                            • bathilda Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 15.04.11, 10:17
                              kasiamat00 napisała:

                              > > Mała ciekawostka - dla mnie studiami rozwijającymi osobiste zainteresowan
                              > ia, które
                              > > odrzuciłam jako niedające ciekawych perspektyw zawodowych była matematyka
                              > .
                              > > I nie żałuję, bo nadal nie wiem, co fajnego mogłabym robić po takich stud
                              > iach.
                              >
                              > Aktuariusz. Wszelkie rzeczy związane z finansami oraz ubezpieczeniami. Kryptolo
                              > gia i kryptografia. Analiza danych statystycznych.

                              He he, ja też rozważałam FTiMS :P. Mam kolegę, który skończył ekonomię i matematykę. Pracuje w Wielkiej Firmie Doradczej. Co pół roku przychodzi do szefa z pomysłem typu "a teraz przechodzę na 3/5 etatu". Albo "a teraz biorę 3 miesiące wychowawczego i jadę z żoną i synem na wyprawę". Wychodzi z pracy punktualnie. Nie znam nikogo innego kto odważyłby się takie pomysł zwerbalizować a co dopiero realizować w takiej firmie. A on to robi i szef sie zgadza. Bo nikt tak jak on nie jest w stanie rozkminić mega modeli matematycznych na któtych opierają się strategie analizy ryzyka w bankach. Tak więc matematyka potęgą jest i kropka :).
                              • kasiamat00 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 15.04.11, 21:03
                                Ja pamiętam kilka lat młodszego kumpla ze studiów, który w okolicach trzeciego roku studiów załapał się do polskiego oddziału jednego z wielkich międzynarodowych banków do działu ryzyka. Wielka firma płaciła ciężką kasę dwudziestolatkowi, bo jak on to ujął "w zespole oprócz mnie jest dwóch informatyków i dwudziestu ekonomistów - i tylko ja i informatycy rozumiemy algebrę liniową" (którą potem sama próbowałam wbić do głowy studentom ekonomii, szło ciężko). A mówimy o polskim oddziale, w którym nie robiło się nic na serio poważnego, bo wszelkie duże analizy i tak przychodziły co rano z Londynu.

                                Mi przemknęło przez głowę zdawanie egzaminów aktuarialnych, ale trochę za późno, gdzieś w okolicach 4.-5. roku. No i posiadanie "dobrego zawodu" w postaci informatyki powodowało, że motywacja finansowa była słaba.
                          • tatakine Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 15.04.11, 22:32
                            magdalaena1977 napisała:
                            > Mała ciekawostka - dla mnie studiami rozwijającymi osobiste zainteresowania, kt
                            > óre odrzuciłam jako niedające ciekawych perspektyw zawodowych była matematyka.
                            > I nie żałuję, bo nadal nie wiem, co fajnego mogłabym robić po takich studiach.

                            heh, z wlasnych obserwacji moge powiedziec ze matematyka daje ciekawe perspektywy zawodowe w branzy finansowej i IT. Szczegolnie mile widziani sa w firmach tworzacych szeroko pojete oprogramowanie finansowe. Sporo programistow z ktorymi pracuje to wlasnie matematycy lub fizycy. Sama mam zreszta wyksztalcenie ekonomiczno-matematyczne.

                            > Ale pewnie cały czas siedzi w swoim boksie przed monitorem ... Pewnie ma to swó
                            > j urok, ale ja chciałam mieć w pracy kontakt z ludźmi (a nie chciałam uczyć).

                            Co do "kontaktu z ludzmi" w pracy to jest tak ze nad danym projektem pracuje sie czesto w pare osob, wiec oprocz samotnej pracy przed komputerem jest jeszcze cala masa dyskusji, spotkan, omawiania rozwiazan, planowania itd. Poza tym dochodzi jeszcze udzial w np upgradach czy innych projektach bezposrednio u klienta (glownie banki) a wiec wyjazdy na terenie Europy czy tez np RPA.
    • kotwtrampkach Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 12.04.11, 10:45
      artykuły powyższe niby dobrze napisane, ale..
      to za mało, nie ma pomysłu na zmianę sytuacji..
      przekwalifikowanie istnieje - przemyślałam, szukałam, sprawdziłam rynek i okazało się, ze nie tylko ja o tym pomyśłałam - tam gdzie była nisza już jest nadwyżka ;-)

      Studia wyższe i szkoły zawodowe - dla mnie jest niepojęte, że utrzymujemy, kształcimy, przygotowujemy do pracy (MY - bo to przecież z naszych podatków?) przez wieeeele lat i nic z tego nie mamy.. Kiedy piszę program np. na unijny konkurs, musze napisać o spodziewanych efektach i sposobie ewaluacji - ja nigdy nie starałam się o dotacje/finansowanie takiej wielkości, jak uczelnie - dlaczego uczelnie nie muszą się rozliczać ze źle wydanych pieniędzy? Bo wykształcenie bezrobotnych jest właśnie tym - źle wydanym pieniądzem, czyż nie?

      Istnieje coś takiego jak doradztwo - orientacja zawodowa, od tego roku powinno być to obowiązkowym przedmiotem już w gimnazjach. Nie ma. Albo jest prowadzone jako przedmiot nieobowiązkowy, przez osoby, które ledwo pokończyły studia (głównie dlatego, ze ceny spadły 4-5krotnie) i najchętniej przychodziłyby tylko podpisać listę..

      Najbardziej przeraża mnie nieszanowanie pracy i traktowanie pracowników jak "mięsa" (z mojego miasta - może w innych miejscach jest inaczej?)

      rzecz tyczy tzw.budżetówki - młoda osoba, dobrze wykształcona - wie, co może dać "firmie", wie, w czym może wspomóc urząd, wie jak zapracować na swoją pensję, dodatkowo to, co robi jest dla niej pasją - i co? brak mamusi w pobliżu dyrektorów czy innych władz, tatuś nie jest naczelnikiem czy komendantem - szansy nie ma.. pracę dostaje osoba z miernym wykształceniem, ale mająca tzw.plecy. W urzędach na większość stanowisk rozpisywane są konkursy, ale w wymaganiach można umieścić coś, co bardzo zawęzi wybór kandydatów - np. na stanowisko biurowe ukończenie kursu pierwszej pomocy :-)

      młody tatuś - po zawodówce, ale bez zawodu, chcący pracować i potrafiący dać z siebie wiele. "Wychodził" sobie pracę - budowa. Dostawał jako pomocnik 5 zł za godz., praca od wschodu do zmroku - lepsze to niż nic. Właściciel firmy był podwykonawcą podwykonawcy - tzn na budowie było jednocześnie 3-5 pracowników fizycznych i trzech szefów nadzorujących pracę ;-) Zatrudnienie "na czarno", wypłata z 1-2 miesięcznym opóźnieniem w ratach po 100-200 złotych. Każdemu się odechciewa..

      Ja przestałam szukać pracy - taniej (mam dziecko i babcie daleko) i lepiej mogę realizować się w wolontariacie. Uwielbiam pracować, ale na dzień dzisiejszy nie mogę sobie pozwolić na taki komfort, żeby zarabiać :):):)
      Czasem łapię krótkie zlecenia i powoli odkrywam, że mi z tym dobrze. Widzę, co się dzieje w około i jest to mało przyjemne. Pod jednym z artykułów była wypowiedź forumki - ze dostała sygnał, jak pokierować dziećmi.. Ja mam wrażenie, ze powinnam postawić na naukę paru języków i zachęcać do przeprowadzki w miejsce, gdzie praca jest szanowana..
      • kotwtrampkach Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 12.04.11, 10:46
        chyba mi wyszło za dużo i niewiele wsparcia..
        przepraszam.. obiecuję poprawę ;-)
      • elftherinii Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 13.04.11, 00:38
        > Istnieje coś takiego jak doradztwo - orientacja zawodowa, od tego roku powinno
        > być to obowiązkowym przedmiotem już w gimnazjach. Nie ma. Albo jest prowadzone
        > jako przedmiot nieobowiązkowy, przez osoby, które ledwo pokończyły studia (głów
        > nie dlatego, ze ceny spadły 4-5krotnie) i najchętniej przychodziłyby tylko podp
        > isać listę..

        Jak byłam w LO (jeszcze rok temu w zasadzie) próbowaliśmy załatwić takie spotkanie dla naszej klasy. Bo nagle się okazało, że medycyna już nie jest taka fajna, że matury się nie zda tak jak się chciało, że nie wiadomo co możemy robić po biol-chemie. Zajęć załatwić nam się nie udało.
        Chyba z połowa klasy rzuciła studia po semestrze, część się waha czy nie zmienić (w tym ja, bo mimo że lubię swoje studia to aktualnie nie ma dla mnie nawet ofert praktyk - chyba, że w programowaniu ale tu już mam wątpliwości czy rozumiem swój kierunek tak samo jak pracodawca:/).

        Ja mam wrażenie, ze
        > powinnam postawić na naukę paru języków i zachęcać do przeprowadzki w miejsce,
        > gdzie praca jest szanowana..

        Co do drugiej części - zgadzam się w 100%. Co do pierwszej - postaw na angielski! Mój niemiecki na wysokim poziomie wszyscy mają w nosie i chcą angielski. Teraz żałuję, że zamiast uczyć się znienawidzonego angielskiego wybrałam niemiecki, którego uczyło mi się szybko i przyjemnie. Bo nawet do Niemiec nie wyjadę bez zerwania kontaktów z osobami, na których mi bardzo zależy.
        • kotwtrampkach Re: języki? 13.04.11, 12:46
          elftherinii napisała:

          > Co do drugiej części - zgadzam się w 100%. Co do pierwszej - postaw na angielsk
          > i! Mój niemiecki na wysokim poziomie wszyscy mają w nosie i chcą angielski. Ter
          > az żałuję, że zamiast uczyć się znienawidzonego angielskiego wybrałam niemiecki
          > , którego uczyło mi się szybko i przyjemnie. Bo nawet do Niemiec nie wyjadę bez
          > zerwania kontaktów z osobami, na których mi bardzo zależy.

          hmm, a ja niedawno doszłam do wniosku, że świetną rzeczą są rożne wymiany studenckie, studiowanie za granicą a to łatwiej uskuteczniać w krajach nie-anglojęzycznych.. Dużo możliwości jest we Francji, Hiszpani, Austrii, na południu Europy - a w Wielkiej Brytanii czy Irlandii to tak cieniutko..
          No i teraz często słyszę o poszukiwaniu pracownika z innym językiem niż angielski - włoski, węgierski, chiński.. Nie mam aktualnych informacji, ale z wycieczek do Włoch i Hiszpani ok 10 lat temu pamiętam, ze angielski nie był zbyt popularny i rozpowszechniony - za to niemiecki i francuski były popularne.

          Lobbystki, podpowiedzcie - jakiego języka warto się uczyć?
          • elftherinii Re: języki? 13.04.11, 12:53
            Na wymianach studenckich jeszcze nie byłam. Ale byłam w gimnazjum - może porównanie do nauki (pozajęzykowej) kiepskie ale język łapie się o wiele szybciej - nauczyłam się na półmiesięcznej wymianie w Norymberdze więcej niż przez 3 lata w szkole (a miałam od 5 do 9 godzin niemieckiego w tygodniu).

            Wydaje mi się, że inne języki są świetną rzeczą ale oprocz a nie zamiast angielskiego:(
            • kura17 Re: języki? 13.04.11, 13:09
              > Wydaje mi się, że inne języki są świetną rzeczą ale oprocz a nie zam
              > iast
              angielskiego:(

              tez tak mysle.
              moze nie byc zwilych dyskusji itp, ale w zasadzie wszedzie jako-tako sie czlowiek po angielsku dogada (jesli nie z 1 spotkana na ulicy osoba, to z 10 ;)). nawet w chinach probowano ze mna gadac po angielsku :)

              jedynym miejscem, gdzie nie szlo sie dogadac po angielsku (w moim przypadku), byla administracja uniwersytetu hamburskiego... nikt ani slowa, ni w zab... a niemiecka biurokracja jest koszmarna... najfajniej wspominam fakt, ze specjalna osoba, z tytulem zawodowym "doradca pracownikow ZAGRANICZNYCH" mowila... WYLACZNIE po niemiecku :D wielka pomoc z niej byla!
          • scarlet_agta Re: języki? 15.04.11, 19:15
            kotwtrampkach napisała:

            > Lobbystki, podpowiedzcie - jakiego języka warto się uczyć?

            Oprócz angielskiego to chyba każdego, do którego starczy Ci motywacji etc. żeby osiągnąć w nim przyzwoity poziom. Same podstawy zwykle jednak nie wystarczają.
          • anna-pia Re: języki? 15.04.11, 21:37
            kotwtrampkach napisała:

            > Lobbystki, podpowiedzcie - jakiego języka warto się uczyć?

            Angielski plus taki, którego masz ochotę się nauczyć. Nie musisz bynajmniej dążyć do poziomu rodowitego użytkownika, wystarczy swobodnie się porozumiewać na tematy ogólne i w swojej dziedzinie.
          • akj77 Re: języki? 18.04.11, 17:18
            kotwtrampkach napisała:

            > No i teraz często słyszę o poszukiwaniu pracownika z innym językiem niż angiels
            > ki - włoski, węgierski, chiński.. Nie mam aktualnych informacji, ale z wyciecze
            > k do Włoch i Hiszpani ok 10 lat temu pamiętam, ze angielski nie był zbyt popul
            > arny i rozpowszechniony - za to niemiecki i francuski były popularne.
            >
            > Lobbystki, podpowiedzcie - jakiego języka warto się uczyć?

            Angielskiego, w następnej kolejności angielskiego, potem jeszcze trochę angielskiego, a potem to już zależy jaki kierunek człowieka interesuje (hiszpański, rosyjski, niemiecki, francuski, portugalski, bardziej ambitnie jakiś chiński). Jeśli żaden szczególny, to ja stawiałabym na hiszpański, bo mnóstwo ludzi nim mówi i po angielskim będzie łatwiej się go nauczyć.

            Owszem, we Włoszech angielski nie na wiele się przyda, człowiek wychodzi z lotniska i może zapomnieć, że zna ten język. Ale Włochy to - mówię to bez ironii - obecnie zaścianek, niewiele jest tam możliwości. Hiszpański za to we Włoszech da radę i stanowi też dobrą bazę do nauki włoskiego.

            Mam wrażenie, że od tych pracowników, o których piszesz, wymaga się owszem innego języka - ale jako trzeciego, zakłada się, że angielski to jednak każdy trochę zna.
        • turzyca Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 13.04.11, 13:44
          Co do pierwszej - postaw na angielsk
          > i! Mój niemiecki na wysokim poziomie wszyscy mają w nosie i chcą angielski. Ter
          > az żałuję, że zamiast uczyć się znienawidzonego angielskiego wybrałam niemiecki
          > , którego uczyło mi się szybko i przyjemnie.

          Ja bym tak nie uogolniala, to chyba zalezy od pozostalych wyborow. Podejrzewam, ze w przedmiotach matematyczno-przyrodniczych bez angielskiego jest trudniej. W humanistyce bardzo duzo zalezy od tematu. Jest sporo tematow, w ktorych angielski nie jest potrzebny. Ja po angielsku mam jeden tekst, ktory jest wprost powiazany z moim tematem, i pare tekstow ogolnych o historii gospodarczej. Daloby sie bez nich obejsc. Lotewski mi bardziej potrzebny. No i na szczescie nie musze sie uczyc polskiego...
          • kura17 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 13.04.11, 13:58
            w przedmiotach scislych bez angielskiego nie da rady. cala literatura jest po angielsku, wszystkie w zasadzie publikacje, ksiazki sie na angielski wlasnie tlumaczy. i - na ogol - jednak dosc dobry poziom jest potrzebny, zeby rozne rzeczy dobrze wytlumaczyc.

            bylam w poniedzialek na szkoleniu z facetem z rosji, znal slabo angielski - widac bylo wyraznie, jak bardzo podczas kursu odstawal, choc nie wygladal na jakiegos glupszego od nas. tylko angielski znal bardzo slabo. ale nauczy sie, bedzie musial :)

            moj maz mial tylko "szkolna" znajomosc angielskiego na studiach, wyjechal na rok na stypendium do stanow i wrocil... odmieniony jezykowo, hehe... to jest chyba najlepsza droga do nauki :)
            • elftherinii Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 13.04.11, 14:16
              No to mnie nie pocieszyłaś Kuro... :(
              Jeszcze się pożalę - uczelnia wymaga ode mnie kontynuowania języka z matury - czyli niemieckiego. Czyli nie dość, że będę musiała iść na dodatkowy kurs to jeszcze zapłacić za niego całkiem sporo własnej kasy:(
              • kura17 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 13.04.11, 14:42
                > No to mnie nie pocieszyłaś Kuro... :(

                sorry :( ;)
                naprawde, nie wyobrazam sobie studiowania i kontynuowania fizyki bez jezyka angielskiego! PAMIETAM z poczatkow swojej pracy jakies WYJATKOWE publikacje w jezyki niemieckim badz ROSYJSKIM, w dodatku SKANOWANE, a nie w wersji elektronicznej, ale to naprawde byly wyjatki. od lat sie z jezykiem innym, niz angielski, nie spotkalam.
                ba, sama nigdy nie napisalam nic po polsku! naukowego, znaczy sie... i jedyne moje wystapienie po polsku w ciagu ostatnich 15 chyba lat, to byla obrona doktoratu w polskim instytucie. ale praca - i magisterska i doktorska - byly po angielsku, wszystkie materialy byly po angielsku...

                > Jeszcze się pożalę - uczelnia wymaga ode mnie kontynuowania języka z matury - c
                > zyli niemieckiego. Czyli nie dość, że będę musiała iść na dodatkowy kurs to jes
                > zcze zapłacić za niego całkiem sporo własnej kasy:(

                no to rzeczywiscie fatalnie!
                a nie mozesz miec angielskiego na uczelni???
                u nas angielski byl OBOWIAZKOWY - wlasnie ze wzgledu na literature itp, dodatkowo mozna bylo wziac inny jezyk. KAZDY musial zdac angielski, dosc mocno nas cisnieto...

                nie masz szans sie jakos sama nauczyc? moze nie trzeba Ci wiele? bo ja - szczerze mowiac - to najwiecej sie nauczylam z konktakow z ludzmi i z czytania po angielsku. tylko, ze mialam dosc solidne podstawy ze szkoly, to fakt. malo praktyki, ale podstawy byly.
                • elftherinii Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 13.04.11, 14:58
                  No dobra, dobra, pojęłam pouczę się:P. Na razie zapisałam się na jakiś darmowy kurs angielskiego, zobaczymy. Ale kiepsko to widzę- dla mnie to język bez zasad fonetycznych co mnie boli.
                  Bo ja czytać w zasadzie umiem (w sensie rozumienia), pisać też, tylko mówić ni cholery;)

                  Angielski mogłabym wziąć, gdybym miała certyfikat z niemieckiego na poziomie minimum B2. Nie mam możliwości finansowych zdać takiego egzaminu do października, no i jednak też musiałabym nauczyć się pisać takie egzaminy - bo niemieckiego uczyłam się bardzo praktycznie a nie "testowo" ("zapomniałaś słówka? To zamiast myśleć przez 10 minut opisz co chcesz dostać!" - świetne w kontaktach międzyludzkich, kompletnie nieprzydatne na egzaminach). Gdybym mogła wziąć angielski to bym go na pewno wzięła - spróbuję w październiku pogadać z kimś za to odpowiedzialnym - może się zlituje i uda, że nie widział wyników z matury:)

                  PS. żeby nie było: generalnie uczyłam się angielskiego przez dobre 11 lat - i w szkole i w szkołach językowych i na prywatnych kursach. Jestem trochę beznadziejnym przypadkiem jeśli o to chodzi.
                  Ale ze znajomością niemieckiego rozumiałam dużo reklam/krótkich tekstów/podpisów/opisów produktow spożywczych w Szwecji i Danii. Po kilku lekcjach załapałam dużo z francuskiego (potem musiałam przerwać ze względów zdrowotnych nauczycielki), bez większych problemów z ich wymową. Więc nawet nie mogę powiedzieć, że nie mam talentu do języków obcych bo mam wrażenie, że każdy inny oprócz ang przyszedłby mi łatwo;).
                  • kura17 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 13.04.11, 15:05
                    e to panikujesz! :)

                    skoro czytac umiesz, to materialy przeczytasz.
                    a mowic sie nauczysz, jak bedziesz musiala :)
                    powodzenia! kurs zawsze warto zaliczyc, nawet darmowy ;)
                    • anulla1974 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 15.04.11, 11:31
                      Niestety to nie do końca tak. A raczej nie u wszystkich działa. Słowo pisane rozumiem, z mówionym gorzej, a sama nic nie powiem. I kursy itp. nie pomogły.
                      • anna-pia Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 15.04.11, 13:49
                        anulla1974 napisała:

                        > Niestety to nie do końca tak. A raczej nie u wszystkich działa. Słowo pisane ro
                        > zumiem, z mówionym gorzej, a sama nic nie powiem. I kursy itp. nie pomogły.
                        >
                        A masz możliwość ćwiczyć?
                        • anulla1974 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 16.04.11, 22:06
                          Akurat teraz nie, ale miałam. I nic to nie dało - jeśli chodzi o angielski.
                          • anna-pia Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 17.04.11, 02:10
                            anulla1974 napisała:

                            > Akurat teraz nie, ale miałam. I nic to nie dało - jeśli chodzi o angielski.

                            Pozwolę sobie twierdzić, że:
                            a) było tego za mało lub trwało za krótko,
                            b) metoda nie była dopasowana do ciebie.
                            • anulla1974 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 17.04.11, 20:47
                              Za krótko to raczej nie - miesiąc pobytu. Potem były wyjazdy służbowe. Rozumieć rozumiałam ale z mówienia nici.
                              • anna-pia Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 17.04.11, 23:24
                                anulla1974 napisała:

                                > Za krótko to raczej nie - miesiąc pobytu. Potem były wyjazdy służbowe. Rozumie
                                > ć rozumiałam ale z mówienia nici.

                                Najwyraźniej dla ciebie było za krótko, każdy ma inny próg czasowy, po którym zaczyna rozumieć/mówić. BTW, byłaś sama, czy z kimś?
                                • anulla1974 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 18.04.11, 11:06
                                  Miesiąc sama. Wyjazdy służbowe z koleżanką. Wg mnie to zależy od języka - z tymi "mniej obcymi" /z grupy słowiańskiej/ nie mam takich problemów. A angielskiego uczyłam się od dziecka, więc wiek też nie ma tu nic do rzeczy.
                      • kasiamat00 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 16.04.11, 16:05
                        Rozumienie ze słuchu - filmy, a jeszcze lepiej seriale (bo więcej mówią) w wybranym języku z napisami w tymże. Po pewnym czasie zaczynamy wyłączać napisy.

                        Mówienie - konwersacje. Jeden na jeden. Mi dużo dają konwersacje z nativem, ale to jest jednak dość droga opcja (szczególnie, że tego musi być sporo, raz na dwa tygodnie nic nie daje).

                        Aha, jestem beztalenciem językowym, a w końcu zaczynam w miarę płynnie mówić po angielsku.
                        • anna-pia Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 17.04.11, 02:09
                          kasiamat00 napisała:

                          > Aha, jestem beztalenciem językowym, a w końcu zaczynam w miarę płynnie mówić po
                          > angielsku.

                          Takie twierdzenie w twoim wieku jest nieuzasadnione, wątpię, żebyś zdążyła przećwiczyć wszystkie dostępne metody nauczania języków obcych :) Ludzie uczą się w różny sposób, ale jeśli metoda nie pasuje, a ty nie masz szczególnych predyspozycji do uczenia się języków obcych, to żebyś na głowie stawała, nie nauczysz się, albo przynajmniej efekty będą mierne.
                          Gwoli ścisłości: mam papiery potwierdzające, że wiem, co piszę :)
                  • turzyca Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 13.04.11, 15:15
                    > Bo ja czytać w zasadzie umiem (w sensie rozumienia), pisać też, tylko mówić ni
                    > cholery;)

                    To moze powinnas ogladac filmy z napisami po angielsku? Zeby Ci sie kodowal dzwiek slowa z jego wygladem?

                    Jesli Cie to pocieszy, to sa pewne szanse, ze gadanie przyda Ci sie najmniej, troche zalezy od zawodu (i a propos uwzglednij swoje ograniczenie w planach zawodowych).

                    > no i jednak też musiałabym nauczyć się pisać takie egzaminy - bo niemieckiego
                    > uczyłam się bardzo praktycznie a nie "testowo"

                    A sprawdz jak bys wypadla w takim sprawdzianie. Ja zdawalam DSDII i to byl egzamin wlasnie nastawiony na praktyczna umiejetnosc poslugiwania sie jezykiem. A jest na poziomie chyba C1, uprawnia do nauki na uczelniach wyzszych. Na testach, na ktorych trzeba trafic w dokladnie wlasciwe slowko, tez leze i kwicze.
                    • elftherinii Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 13.04.11, 15:24
                      Oglądam:) Albo słucham i rozumiem 3/4 albo zaczynam czytać i się po chwili wyłączam ze słuchania. Ale to głównie dlatego, że lektora nie jestem w stanie ścierpieć.

                      Nie za bardzo wiem, jak to uwzględnić:) Bo oczywiście, że nie będę chciała pracy, gdzie wszystko będzie po ang ale chyba nie znajdę też takiej, która by go zupełnie nie potrzebowała.

                      Ja zdawalam DSDII i to byl egza
                      > min wlasnie nastawiony na praktyczna umiejetnosc poslugiwania sie jezykiem

                      Ja skończyłam gimnazjum z DSD a potem rodzice przeprowadzili nas do Katowic, gdzie DSD nie było i nie miałam jak kontynuować:(.
                      • turzyca Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 13.04.11, 15:59
                        > Nie za bardzo wiem, jak to uwzględnić:) Bo oczywiście, że nie będę chciała prac
                        > y, gdzie wszystko będzie po ang ale chyba nie znajdę też takiej, która by go zu
                        > pełnie nie potrzebowała.

                        No ale moment, o ile ja dobrze rozumiem, to umiesz pisac i czytac, ale nie umiesz mowic, tak? Nie, nie umiesz w ogole, tylko pewien obszar Ci niedomaga. No to mozesz isc w kierunku zawodow, gdzie bedziesz sie komunikowac raczej w pismie. Z tlumaczeniami to sobie latwiej wyobrazic - taki tlumacz moze byc mowiacy np. kabinowy, moze byc mieszany, ktory pracujac dla danej firmy i tlumaczy korespondencje i bierze udzial w negocjacjach, i moze byc tylko piszacy, w skrajnym wypadku kontaktujacy sie z klientami tylko przez maila.
                        Zastanow sie, jaka specjalizacje mozesz wybrac tak, zeby nie musiec mowic po angielsku.

                        Albo zastanow sie jak rozwinac umiejetnosc mowienia po angielsku. Moze opiekowanie sie studentami-sokratesowcami - wiele uczelni ma program typu "mentor" - przy okazji zrobisz dobry uczynek. A moze wlasny wyjazd za granice? A moze konwersacje przez skype'a?
                    • sylwiastka języki dla opornych 13.04.11, 17:49
                      Przez naprawdę długi czas nie lubiłam angielskiego. Jednak zawsze się do "uczyłam", a w zasadzie uczęszczałam na zajęcia. Owocowało to frustracją. Z większą ochotą zaczęłam się uczyć w liceum francuskiego i z tego języka zdawałam maturę. Wiem, znajomość języków obcych jest potrzebna, ale naprawdę nie lubię się ich uczyć.

                      Mój problem polegał na tym, że nie lubiłam sie uczyć i rozmawiać w obcych językach z rówieśnikami-Polakami. Szczególne trudności miałam z angielskim, po prostu wstydziłam się, że umiem mało, na lekcjach blokowałam się. Znałam język biernie (czytanie i pisanie, rozumienie ze słuchu), ale nie chciałam mówić.

                      Pomogły mi zagraniczne kursy. W wakacje jeździłam do Francji i do Irlandii na około 2-3 tygodnie. Uczyłam się w szkole, mieszkałam "z rodziną" miałam znajomych (spoza Polski). Tylko te kursy są fajne takie "dla dorosłych'. Na obozy młodzieżowe nie chciałam, kolektywów i organizowania czasu przez innych nie znoszę. To dość droga impreza, ale naprawdę się opłaca, skok na głęboką wodę, kontakt z językiem na okrągło. Nawet największy "językowy beton" skruszeje. Dodatkowo oduczyłam się porównywania z rówieśnikami. Nie obchodzi mnie ile fajnych słówek i szpanerskich znają zwrotów, czy ich akcent jest poprawniejszy niż rasowego Brytyjczyka. Dla mnie najważniejsza jest komunikacja.

                      Teraz mieszkam w kraju anglojęzycznym, ale w sumie każdy mówi to inaczej. W dużej mierze pozbyłam się kompleksów , co wcale nie oznacza, że znajomość języka i poprawność językowa znacząco się poprawiły.

                      Natomiast francuskiego od razu uczyłam się z nastawieniem na komunikację. Dodatkowo gdy jechałam do Francji na studia, codziennie utwierdzałam sie w przekonaniu, aby nie stresować się wysokimi wymaganiami mieszkańców Paryża co do mojej znajomości ich języka. Mówiłam jak umiałam, a to oni mieli być wdzięczni, że się wysilam i uczę ich języka, bo zawsze mogłam przestać być miła i przejść na angielski. Pomogło.
                      • maith Re: języki dla opornych 30.09.11, 14:30
                        Bo język służy do komunikowania się :) Dlatego nic nie zastąpi... praktyki.
                        Mnie uczęszczanie na kursy kojarzy się z podręcznikiem pływania. Oczywiście można podszkolić styl, ale człowiek latami uczący się tylko w szkole czy na kursach może w kontakcie z obcokrajowcem być w takim samym szoku, jak ktoś, kto wodę zna tylko z podręczników wrzucony do basenu ;)

                        Oczywiście kursy zagraniczne to spory koszt. Ale równie dobrze można z Polski wchodzić na zagraniczne fora tematyczne, grać w gry komputerowe w zagranicznych gildiach, czyli otaczać się tymi obcokrajowcami nie ruszając się z miejsca i prawie nic nie płacąc.
          • akj77 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 13.04.11, 15:24
            > Ja bym tak nie uogolniala, to chyba zalezy od pozostalych wyborow. Podejrzewam,
            > ze w przedmiotach matematyczno-przyrodniczych bez angielskiego jest trudniej.

            W przedmiotach matematyczno-przyrodniczych bez angielskiego się w ogóle nie da.
            Można ewentualnie zrobić magisterkę, ale też nie na każdy temat, np. odpadają wszystkie specjalizacje teoretyczne czy takie, gdzie trzeba cokolwiek czytać. Po polsku nie publikuje się żadnych liczących się prac.
      • asfo Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 14.04.11, 14:14
        Z tym kształceniem się to jest w dużym stopniu ślepa uliczka. Ilość miejsc pracy faktycznie wymagających wysokich kwalifikacji jest ograniczona. W Polsce jest bezrobocie i bardzo dużo osób z teoretycznym wykształceniem. W rezultacie na stanowisku magazyniera trzeba mieć skończoną szkołę średnią, a na niższe stanowisko biurowe wymaga się wyższego.

        Jak przeglądam ogłoszenia ze swojej branży to wszyscy chcą kogoś na miarę Leonarda da Vinci, przy każdym ogłoszeniu jest lista piętnastu rzeczy które trzeba perfekcyjnie umieć.

        Podczas swojej aktywności zawodowej nigdy nie napotkałam żadnego z tych omnibusów, sama dłuższy czas z sukcesem pracowałam mając opanowane nie więcej niż 4 pozycje z typowej listy wymagań - i uchodziłam za dobrego fachowca.

        Sądzę, że te wymagania to w gruncie rzeczy ściema, a pracy nie mogę znaleźć głównie dlatego, że jestem 35-letnią bezdzietną kobietą, a o pracę konkuruję wyłącznie z mężczyznami.
        • kura17 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 14.04.11, 15:01
          a czym sie zajmujesz, jesli mozna spytac? bo mnie zaciekawilas :)

          ja tez czasami jestem zaszokowana wymaganiami w ogloszeniach o prace... pierwsze slowa, ze szukaja kogos swiezo po studiach, a nastepnie zadania kilkuletniego doswiadczenia zawodowego w bardzo specyficznych dziedzinach...

          ja tez konkuruje (tak mysle) w duzej mierze z mezczyznami i, niestety, blizej mi do 40, niz 35 lat... tez sadze, ze to czesc mojego problemu...
          • asfo Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 14.04.11, 17:03
            webdesigner/webmaster

            W ogłoszeniach zwykle wymagają, żeby mieć zakres umiejętności flashowca, webdevelopera, programisty i webdesignera w jednym, posługiwać się perfekcyjnie jedynie słusznym oprogramowaniem firmy Adobe (ciekawe jak to osiągnąć nie kradnąc owego zaporowo drogiego oprogramowania) i jeszcze najlepiej by było, żeby się znać na przygotowaniu do druku i projektowaniu opakowań.

            Nigdy jeszcze nie spotkałam osoby, która potrafiła by to wszystko naraz robić dobrze - obecnie strony internetowe robi się zespołowo, ale ten trend nie znajduje odzwierciedlenia w ogłoszeniach. Jest to nieco dziwne, ale cóż - jest jak jest.
            • kasiamat00 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 14.04.11, 23:55
              Nie, nie, nie, takie ogłoszenia eliminuje się z miejsca, bo autor nie wie co pisze i się nie zna, po co się z kimś takim użerać? Akurat "paru" (lekko licząc kilkudziesięciu) znajomych w różnych kawałkach webmasterki mam, dla mnie to jest akurat branża, w której nikt normalny nie patrzy na wykształcenie. Mało kto ma dyplom, jeszcze mniej ma dyplom kierunkowy. Najlepszy frontendowiec jakiego znam nie ma matury. Chyba nigdy nie miał problemów ze znalezieniem pracy.
              • asfo Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 15.04.11, 09:40
                Ja wiem o tym, że te ogłoszenia są lewe. Tyle że jak się je odfiltruje, to prawie nic nie zostaje.
            • yaal Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 15.04.11, 15:17
              Photoshop zaporowo drogi? Serio?
              Po raz kolejny mam uczucie, że żyję w jakimś alternatywnym świecie...
              • asfo Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 17.04.11, 19:23
                Chyba tak.

                Pakiet oprogramowania Adobe Design Standard na jedno stanowisko to tylko skromne 6 tysięcy. Pakiet ów nie zawiera najważniejszego kawałka, czyli Flasha. Goły Photoshop kosztuje niecałe 3000. Na warunki polskie to sporo. Na warunki kogoś, kto dłuższy czas szuka pracy to jest cena nieosiągalna. Są tańsze wersje, ale trzeba być uczniem żeby z nich legalnie korzystać.

                Biorąc pod uwagę, że, (przynajmniej jeśli chodzi o moje potrzeby), to samo mogę osiągnąć za pomocą Corela kosztującego 1200, to do pracy mi się kupować oprogramowania Adobe nie opłaca. Mam już program i więcej nie potrzebuję. Ewentualne plusy photoshopa nie motywują mnie do zakupu, za tą kasę wolę np. wykupić reklamy.

                Jedyny cel zakupu to byłaby edukacja - ale wcale nie jest powiedziane, że owa edukacja w czymś by pomogła.
    • kasia_grubasia Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 12.04.11, 11:48
      No cóż. Ja od wczoraj też szukam pracy, to możemy się powspierać ;) Wczoraj wysłałam chyba z 10 aplikacji, część z gazety, część z Internetu. Może choć jedna firma oddzwoni...?
    • balbina11 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 13.04.11, 13:26
      To i ja się dołączę. Po nastu latach pracy w księgowości ja mam tego dość, a moja firma ma dość działalności. Od maja jestem żoną przy mężu. Teraz czas na zmiany. Interesują mnie kadry lub staniki ;-)
      • kizombalover Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 14.04.11, 16:24

        A skąd jesteś?
        Szukam wspólniczki do staników - w Szczecinie :)
        • balbina11 Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 14.04.11, 22:55
          Jestem z Warszawy, niestety...
    • asfo Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 14.04.11, 14:04
      Szukanie pracy wykonuję już bardziej mimochodem, może jak wszyscy wyjadą do Niemiec to coś się trafi. Przerzuciłam się na szukanie zleceń, ale też idzie nędznie. Adwordsy mi się niby zwracają, ale to jakby nie do końca wystarcza.

      Zrobiłam sobie stronę internetową z usługą, wykupiłam reklamy, niby ktoś tam nawet dzwoni, ale ruch zdecydowanie za mały.
    • scarlet_agta Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 19.05.11, 00:01
      Ostatnio dręczy mnie jedna kwestia - jak najlepiej strategicznie potraktować pytanie o nasze oczekiwania finansowe na rozmowie kwalifikacyjnej? I mam tu na myśli raczej wstępny etap rekrutacji, a nie moment w którym już możemy się spodziewać, że pracę dostaniemy.
      Oczywistym wydaje mi się, że dobrze byłoby mniej więcej "wstrzelić" się w widełki jakie przewidział dla stanowiska pracodawca i podanie kwoty dużo niższej lub dużo wyższej raczej nie zadziała na naszą korzyść. Ale jak pracodawcy potraktują podanie kwoty, która jest powiedzmy 30% wyższa od górnej granicy widełek. Czy odrzucą takiego kandydata ze względu na wygórowane oczekiwania, mimo że spełnia ich wymagania i pod innym względem się spodobał? Zapewne sporo zależy od konkretnego człowieka, który rekrutuje, ale jak sądzicie / jakie macie doświadczenia?
      Chodzi oczywiście o to, aby w efekcie móc wynegocjować raczej właśnie tę górną granicę widełek, a nie niższą stawkę. ;)
    • edhelwen dostałam wypowiedzenie, a teraz zaczynam studia :( 26.09.11, 13:11
      na czesne mam tylko na 3 miesiące, po poprzednich porażkach z szukaniem pracy mam dołka :( (pracę miałam po znajomości...)
      • edhelwen Re: dostałam wypowiedzenie, a teraz zaczynam stud 27.09.11, 15:35
        czy ktoś mnie pocieszy? :(((
        • anna-pia Re: dostałam wypowiedzenie, a teraz zaczynam stud 27.09.11, 16:47
          pocieszam, pocieszam, na pewno znajdziesz lepszą pracę niż poprzednia, a i to na pewno w ostatniej chwili :)
          • helenka333 Re: dostałam wypowiedzenie, a teraz zaczynam stud 27.09.11, 18:02
            Racja! Z doświadczenia wiem, że zazwyczaj 'nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło' i praca, którą niedługo znajdziesz będzie lepsza od poprzedniej :) Wiem, jak jest ciężko szukać, wysyłać cv, pisać lm, sama to przerabiałam rok temu, a z nastrojów w firmie wygląda, że niedługo będę znów przerabiać :/ W każdym razie trzymam mocno kciuki, nie dawaj się pesymizmowi czasem, myśl pozytywnie i na każdą rozmowę idź z przekonaniem i nastawieniem, że będą Cie chcieli :)
      • agafka88 Re: dostałam wypowiedzenie, a teraz zaczynam stud 27.09.11, 16:58
        Super, że zaczynasz studia! Jaki kierunek? :)

        Edhelwen, a o dotacjach z urzędu pracy na studia słyszałaś? W mojej gminie płacą 700zł miesięcznie stypendium dla bezrobotnych bez kwalifikacji, którzy zaczynają studia, sprawdź u siebie z urzędzie pracy. Zależnie od gminy mają różne kryteria.

        Teraz masz już jakieś doświadczenie zawodowe, więc powinno być łatwiej. Trzymam kciuki!

        • edhelwen Re: dostałam wypowiedzenie, a teraz zaczynam stud 27.09.11, 22:36
          geodezja i kartografia ;)
          Faktycznie nie wiedziałam o tym stypendium, ale teraz sprawdziłam i jest zapis "Stypendium z tytułu podjęcia dalszej nauki przysługuje pod warunkiem nieprzekroczenia wysokości dochodu na osobę w rodzinie w rozumieniu przepisów o pomocy społecznej tj.:
          351 zł miesięcznie przypadające na osobę w rodzinie;
          477 zł miesięcznie przypadające na osobę samotnie gospodarującą. "
          co oznacza, że odpadam :/

          Dzięki dziewczyny :) Moja ostatnia praca była stresująca ze względu na naciski od kierownictwa, teraz szukam w podobnym charakterze, skoro mam już doświadczenie i chciałabym, żeby było bardziej "lajtowo" jeśli chodzi o te wszystkie targety i wskaźniki ;) Teraz jeszcze może popracuję 2-3 dni, może dostanę kasę za niewykorzystany urlop ;) Mam całe szczęście dodatkowy dochód z pracy z rodzicielem, co mi daje tak naprawdę dużo więcej, jeśli postanowiłam wybrać ten sam zawód ;) Byleby te studia opłacić.
          • agafka88 Re: dostałam wypowiedzenie, a teraz zaczynam stud 27.09.11, 22:42
            edhelwen napisała:

            > geodezja i kartografia ;)
            > Faktycznie nie wiedziałam o tym stypendium, ale teraz sprawdziłam i jest zapis
            > "Stypendium z tytułu podjęcia dalszej nauki przysługuje pod warunkiem nieprzekr
            > oczenia wysokości dochodu na osobę w rodzinie w rozumieniu przepisów o pomocy s
            > połecznej tj.:
            > 351 zł miesięcznie przypadające na osobę w rodzinie;
            > 477 zł miesięcznie przypadające na osobę samotnie gospodarującą. "
            > co oznacza, że odpadam :/

            Jeżeli mieszkasz z rodzicami i prowadzisz z nimi wspólne gospodarstwo to tak. No szkoda.
          • zenobia44 Re: dostałam wypowiedzenie, a teraz zaczynam stud 28.09.11, 12:58
            pocieszam, ale nic optymistycznego nie powiem, sama szukam pracy od baaardzo długiego czasu
            • tfu.tfu Re: dostałam wypowiedzenie, a teraz zaczynam stud 29.09.11, 18:06
              jestem po kolejnej rozmowie i tylko pusty śmiech mnie ogarnia :-)
              dochodzę do wniosku, że powinnam być bogata z domu, bo przeciętny polski pracodawca to buc, cham lub/i złodziej :-)
              najczęściej jednak złodziej...
      • edhelwen Re: dostałam wypowiedzenie, a teraz zaczynam stud 11.10.11, 12:29
        na razie miałam tylko 2 telefony, przy czym chcieli do pracy "od zaraz", a ja miałam jeszcze ponad tydzień do przepracowania :(
      • edhelwen czy jeżeli wysyłałam CV miesiąc temu a teraz... 22.10.11, 19:22
        ... znowu jest to samo ogłoszenie, to jest sens wysyłać ponownie? :/ To już druga taka sytuacja dzisiaj, co jeszcze pogarsza mój zły humor :(
        • zenobia44 Re: czy jeżeli wysyłałam CV miesiąc temu a teraz. 24.10.11, 17:18
          A wysłanie dużo cię kosztuje? jeśli nie, możesz wysłać:)
          Ktoś z moich znajomych dostał tak pracę.
    • maith Re: szukajace pracy - watek wsparcia? 30.09.11, 14:24
      kura17 napisała:
      > nikt sie nie interesuje 40-tka bez pracy i kwalifikacji...
      Jakich kwalifikacji? Że niby bez? ;)
      Każdy ma jakieś kwalifikacje. Np. wychowując dwójkę urwisów wyrabiasz w sobie umiejętność natychmiastowego reagowania na nagłe zmiany sytuacji i wymyślania rozwiązań. Są zawody, w których to jest niezwykle przydatne. No i jeszcze musisz być świetnie zorganizowana, bo inaczej byś tego wszystkiego nie ogarnęła. A oprócz tego masz jeszcze jakieś wykształcenie.
      Czyli łączysz wykształcenie z przydatnymi umiejętnościami, wyćwiczonymi w ekstremalnych warunkach :) Umiesz więcej niż myślisz.
    • helenka333 Gdzie szukać pracy? 26.10.11, 14:12
      Gdzie, w sensie, w jakich firmach, instytucjach? Nie mam dużych wymagań, chcę pracy, która da mi poczucie bezpieczeństwa i pozwoli na kupienie własnego lokum, bo nie bardzo widzę siebie jako 40 letnią panią wynajmującą pokój razem ze studentami (a aktualnie tak żyję, no ale mam na razie 26 lat). Wykształcenie mam wyższe humanistyczne, studia z cyklu 'mogę po nich robić wszystko czyli nic', doświadczenie głównie w obsłudze klienta i sprzedaży. Musiałabym zrobić jakieś dodatkowe studia podyplomowe żeby uściślić moje wykształcenie, ale nie mam za co. Aktualnie pracuję, ale zarabiam co raz mniej... ledwo starcza na opłacenie rachunków i wyżywienie się. Siedzę sobie właśnie i przeglądam ogłoszenia, z tego co widzę mnóstwo ofert jest z call center, które mnie nie interesują, potem praca na umowę zleceni albo z oszałamiającym wynagrodzeniem 1500-2000 zł brutto...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka