Dodaj do ulubionych

Głipie pytania [LWW]

28.05.11, 21:09
Nachodzą mnie ostatnio głupie pytania. I tak: dlaczego mamy blizny, czemu natura nie wymyśliła lepszego sposobu na gojenie się ran? Na logikę blizny to kiepski pomysł ale może jest inaczej?
Kolejne pytanie: czemu podrapania tak bolą - ugryzienie i skaleczenie mniej a to przecież mniejszy obszar, nie jest głębokie więc o co chodzi?
Obserwuj wątek
    • lolkalolka Re: Głipie pytania [LWW] 28.05.11, 21:18
      Z tymi bliznami, to wydaje mi się, że to jest tak:
      Blizna powstaje w miejscu, gdzie się zniszczyła skóra. No to trzeba ją szybko odbudować, bo inaczej przekichane, nawlatuje do środka syfu. Więc te komórki skóry mówią sobie tak - "dobra chłopaki, lejemy na wygląd, budujemy byle coś było". To tak jak w lesie zastanie cię noc i musisz przekimać, to budujesz szałas z gałęzi, a nie willę. Albo szybko, albo ładnie, nie da się inaczej. To tak na babski rozum, bo nie znam się na medycynie i biologii :D

      A to drugie to nie wiem, bo mnie bardziej bolą skaleczenia, a najbardziej kartką papieru w palec :/
      • wariamiktoria Re: Głipie pytania [LWW] 29.05.11, 12:13
        To rolę szałasu pełni strup ale pod nim mogłaby być już tkanka właściwa dla miejsca.
        Kolejne pytanie: anginę wywołują zimne pokarmy czy bakterie?
        Na logikę bakterie skoro bierze się wtedy antybiotyk. Zimnych pokarmów lepiej wtedy nie spożywać bo są nieprzyjemne dla gardła. Co jednak z twierdzeniami, że ktoś się pochorował bo pił zimne albo jadł lody albo jadł jedzenie prosto z lodówki?
        Rana owszem szarpana przy podrapaniu, to które mnie skłoniło do pytania to ludzkie, kocie boli jeszcze bardziej.
        • pierwszalitera Re: Głipie pytania [LWW] 29.05.11, 12:32
          wariamiktoria napisała:

          > Kolejne pytanie: anginę wywołują zimne pokarmy czy bakterie?

          Bakterie. Podobne symptomy mogą wywołać także wirusy. Przeziębienie to też nie jest przeziębienie, tylko efekt wirusów, albo bakterii. Przeziębienia i anginy można dostać przecież też nie wyściubiając nosa z ciepłego domu, wystarczy, że odwiedzi nas ktoś chory. Mit o szkodliwym wpływie zimna jest więc mitem, ale jest w nim odrobina biologicznej prawdy. Zimno, albo nagłe i gwałtowne zmiany temperatur powodują obniżenie odporności organizmu, więc gdy zmarzniemy, albo zamrozimy sobie w środku upalnego lata gardło lodami, to jesteśmy bardziej podatni na atak wyżej wymienionych intruzów. Z drugiej strony, krótka, kontrolowana stymulacja zmienną temperaturą podkręca pracę układu immunologicznego, czyli hartuje.
          • inez69 Re: Głipie pytania [LWW] 30.05.11, 11:06
            Miałam anginę z 10 razy, za każdym razem po wypiciu odrobiny lodowatego napoju w upalny dzień, kontaktu z nikim chorym nie miałam hmm...?
            • kis-moho Re: Głipie pytania [LWW] 30.05.11, 11:18
              Po pierwsze - nie siedzialas w sterylnym pomieszczeniu, wiec nie wiesz na 100% z kim mialas kontakt. Po drugie - wiele chorob gardla jest wywolywane przez bakterie, ktore sobie na codzien mieszkaja w gardle/nosie/okolicach, ale na codzien tez nie szaleja za bardzo. Wystarczy natomiast, ze zlapiesz infekcje wirusowa, oslabiony uklad immunologiczny itp., a wtedy bakterie robia sobie swieto. Od samej odrobiny zimnej wody w upal anginy sie nie dorobisz, aczkolwiek na pewno mozej jej pomoc.
              Jak mialas angine 10 razy, to chyba sporo - zastrzegam sie, ze nie jestem lekarzem, ale wydaje mi sie, ze mozesz miec jakies predyspozycje w tym kierunku. Jezeli miewasz te anginy nadal, moze warto sie dowiedziec, czy nie da sie czegos z tym zrobic?
            • izas55 Re: Głipie pytania [LWW] 30.05.11, 14:30
              Jesteś najprawdopodobniej nosicielką Streptococcus pyogenes jeżeli to na prawdę była angina.Bo mogłaś mieć tylko objawy bólu gardła, a infekcja mogła być np. wirusowa.
              Angina to zakażenie bakteryjne wywołane paciorkowcami grupy A (Streptococcus pyogenes). Tylko i wyłącznie. Ból gardła potocznie nazywany anginą, wcale nią być nie musi.
              Anginy NIE dostanie się od wypicia zimnego napoju tylko od kontaktu drogą kropelkową (najczęściej).

              Czy masz jakiekolwiek zmiany na skórze? Zmiany na twarzy albo udach i podudziach? Coś co przypomina zajady albo liszajec? Bo to może być żródło zakażeń

              Czy miałaś LABORATORYJNIE potwierdzoną anginę? Nieststy wielu lekarzy w Polsce będnie ją diagnozuje. Czy miałaś kiedykolwiek robiony wymaz z gardła w momencie infekcji? I pomiędzy infekcjami? Jakie antybiotyki ci podawano? Czy miałaś sprawdzane poziomy przeciwciał przeciwko antygenowi A?
              • kis-moho Posiew 30.05.11, 14:48
                Izas, ty sie znasz na takich rzeczach - czy przy powracajacych (co 3-4 miesiace) infekcjach gardla (leczonych antybiotykami) sa wskazania do zrobienia posiewu? Mam wsrod znajomych taka osobe, i zastanawiam sie, czy nie powinna sprawdzic, co jej tam w gardle mieszka. Nie lubie sie wtracac lekarzom w ich prace, a oni nic takiego jak na razie nie zaproponowali - ale wiadomo, ze nie kazdemu lekarzowi jest po drodze z posiewami itp.
                • izas55 Re: Posiew 30.05.11, 15:35
                  Ja bym zrobiła. Ale nie będzie prosto. Trzeba będzie dość mocno potrzeć i może to być dość nieprzyjemne dla osoby której ten wymaz będzie robiony.

                  To że infekcje nawracaja, to przez to, że S. pyogenes wszedł do tkanek i w momencie spadku odporności dochodzi do re-infekcji. Takie rzeczy powinno się wyleczyć bo prowadzą do powikłań reumatycznych i chorób serca. A antybiotyki bardzo słabo działają na "ukryte" w nabłonku bakterie, zwykle najskuteczniejsza penicylina nie działa bo kiepsko penetruje do tkanek. Dobrze się sprawuje klindamycyna, ale poziom opornych szczepów w zależności od rejonu gograficznego to między 10-40%.

                  A nie możesz zrobić sama tego posiewu? Wystarczy ci sterylna wymazówka (powinna być do dostania w aptece) i bogate podłoże, najlepiej Columbia z krwią, może masz gdzieś w zaprzyjaźnionym labie, taki który coś robi na gronkowcach może? Ale może być BHI albo THY, tylko trudno będzie znależć to co trzeba. Bo na krwawej szalce będzie można je odszukać po hemolizie, a inaczej urośnie cala murawka świństw ze śliny ;-). A najlepiej to przy następnej infekcji zrobić wymaz przed wzięciem antybiotyku. W takich przypadkach pyogenes rośnie zwykle murawką.

                  Generalnie przy infekcjach gardła powinno się robić wymaz zawsze i sprawdzać testem lateksowym czy to jest infekcja paciorkowcowa. I jeżeli tak, to dawać penicylinę.
                  • kis-moho Re: Posiew 30.05.11, 15:55
                    Wysiew zrobic moge :o) Z tym, ze nie sa to anginy (w kazdym razie nie byly stwierdzone, przebieg tez zbyt lagodny), tylko nawracajace infekcje gardla (bol gardla, chrypa, kaszel, czasem lekka goraczka). Co je wywoluje, nikt nie wie, przechodzi po antybiotyku i wszyscy sie ciesza. A mnie niepokoja te czeste nawroty. Moze po prostu warto znalezc jakiegos sensownego laryngologa...
                    • izas55 Re: Posiew 30.05.11, 16:28
                      ten laryngolog to chyba najlepsze rozwiązanie
                • slotna Re: Posiew 30.05.11, 15:44
                  Ja mialam anginy non stop, zarlam antybiotyki na tony przez cale dziecinstwo, wiecznie goraczkowalam i efektem jest reumatyzm (na szczescie serce mam w porzadku). Niby usunieto mi migdalki dziesiec lat temu i stopniowo bol stawow slabl, ale np. pare dni temu usilowalam spac na siedzaco, bo mialam atak w stawie barkowym - nie moglam ruszac reka, ba! nie moglam glebiej odetchnac, bo bol promieniowal do plecow i klatki piersiowej. Z anginami nie ma zartow.
                  • black_halo Re: Posiew 25.06.11, 19:30
                    No wlasnie, ja jako dziecko bylam chora doslownie co dwa miesiace, angina i angina, zatrzyki walili np. serie 21 sztuk i pupa - ciagle sie nawaracalo. Pozniej z tego wyroslam a odkad mieszkam sama (i chodze wg. mojej matki rozebrana do golego co polega na tym, ze zima nosze plaszczyk zamiast kozucha i dwoch swetrow) to w ogole nie choruje. Byc moze jakis udzial w tym mial brak cieplej wody na poczatku mieszkania (czekalismy 4 miesiace na naprawe boilera, akurat od listopada do jakos lutego) i w tym okresie mylam sie w zimnej wodzie, momentami lodowatej.
            • slotna Re: Głipie pytania [LWW] 30.05.11, 15:50
              > Miałam anginę z 10 razy, za każdym razem po wypiciu odrobiny lodowatego napoju
              > w upalny dzień, kontaktu z nikim chorym nie miałam hmm...?

              Byc moze kilka razy mialas faktycznie angine po wypiciu zimnego napoju, ale to nie znaczy, ze przez ten napoj byla wywolana (wywoluja ja bakterie).
        • joankara Re: Głipie pytania [LWW] 10.08.11, 21:45
          Anginę wywołują bakterie. Dlatego leczy się ją antybiotykami. A zimne napoje, jedzenie czy lody nie mają tu nic do rzeczy. Na pewno nie szkodzą. Przesłuchiwałam dokładnie na okoliczność laryngologa - bardziej zaszkodzić sobie można gorącą herbatą niż lodami. Bo oparzyć gardło łatwo, a odmrozic praktycznie się nie da (chyba żeby łykać całe kostki lodu w dużej ilości). Paradoksalnie, gorące napoje i jedzenie bardziej szkodzą - białko denaturuje się w 40 stopniach i to powinna być maksymalna temperatura spożywanych posiłków i napitków. Jeśli nawet nie parzy, to w najlepszym razie wysusza śluzówkę.

          A ostatnio przy anginie (prawdziwej anginie ropnej, nie byle przeziębieniu) jedyne co mi przez gardło przechodziło, to były lody i woda z lodówki. Wszystko inne było zbyt bolesne. I przez dwa dni, póki nie puściło, odżywiałam się wyłącznie lodami i lodowatą wodą. Nawet trochę udało się schudnąć na tej diecie (a mówią, że lody tuczą).
    • szarsz Re: Głipie pytania [LWW] 28.05.11, 21:29
      ale masz na myśli podrapania, jak od kota na przykład? Wydaje mi się że jakby zmierzyć długość, to taka szarpana rana będzie miała ją sporo większą niż proste cięcie nożem. Więc więcej zakończeń nerwowych będzie reagować bólem.
      A głębokość chyba nie powinna mieć związku z bólem, w końcu w mięśniach czy gdzie tam, głęboko pod skórą, zakończeń czuciowych nie ma?.
      • elftherinii Re: Głipie pytania [LWW] 28.05.11, 21:43
        Jak to nie? Przecież czujesz skręconą kostkę, skurcze mięśni, bóle stawów... Unerwiona nie jest na pewno tkanka kostna.

        A kwestia bolesności, to nie chodzi tu przypadkiem to to, że ukłucie czy przecięcie ma w miarę prosty brzeg, a drapnięcie jest szarpane? Ale to tylko strzał;)
        • szarsz Re: Głipie pytania [LWW] 28.05.11, 22:19
          masz rację, oczywiście, że większość mięśni odczuwa ból.
        • ananke666 Re: Głipie pytania [LWW] 29.05.11, 01:14
          elftherinii napisała:

          > Jak to nie? Przecież czujesz skręconą kostkę, skurcze mięśni, bóle stawów... Un
          > erwiona nie jest na pewno tkanka kostna.

          To czemu złamana kość tak boli? i stłuczenia kości?
          • elftherinii Re: Głipie pytania [LWW] 29.05.11, 01:57
            Bo unerwiona jest okostna?
    • indigo-rose Re: Głipie pytania [LWW] 28.05.11, 22:25
      Z tego co kojarzę, blizny są zbudowane z tkanki łącznej, a nie np. naskórka, dlatego nie wyglądają i nie zachowują się jak skóra.
    • marciasek Re: Głipie pytania [LWW] 29.05.11, 01:16
      szczerze mówiąc od dawna zastanawiam się po co w ogóle ból - przecież funkcję ostrzegawczą można by było realizować inaczej, na przykład przez zmianę koloru lub swędzenie części ciała en question. A szczytem absurdu wydają mi się bóle miesiączkowe :/
      • mszn Re: Głipie pytania [LWW] 29.05.11, 01:33
        No nie wiem, czy bym od razu szła do lekarza, jakby mi na przykład wątroba zmieniła kolor ;) Wydaje mi się, że w bólu chodzi właśnie o to, żeby był maksymalnie nieprzyjemny (oczywiście modulo urazu), żeby zmusić nas do podjęcia jakiś kroków w celu jego uśmierzenia. Wiem, że swędzenie też może nieźle dokuczyć, ale to chyba jednak inna skala.
        • indigo-rose Re: Głipie pytania [LWW] 29.05.11, 01:44
          Zmiana koloru nie wywoła łuku odruchowego, jeśli się np. wsadzi łapę do ognia.
          • marciasek Re: Głipie pytania [LWW] 29.05.11, 01:55
            Ok. Przyjmuje to tłumaczenie. Ale co z bólami miesiączkowymi, hę?

            Poza tym tak sobie teraz myślę, że swędzenie nie wywołuje odruchu cofania ręki, bo nie jest bólem, który realizuje te funkcję. Gdyby zaś nie było bólu, tylko na przykład czerwona lampka na środku czoła czy jakikolwiek inny objaw sygnalizujący to samo, co obecnie ból (tzn. realizujący tę sama funkcje), to zakładam, że wywoływałby łuk odruchowy - bo taka by była jego funkcja.
            • kotwtrampkach Re: Głipie pytania [LWW] 29.05.11, 23:28
              marciasek napisała:

              > Ok. Przyjmuje to tłumaczenie. Ale co z bólami miesiączkowymi, hę?

              no wiesz, jak kawałek ciała sie odrywa, mięsień się kurczy, żeby to odrywanie umożliwić - no to trochę trudno żeby to nie bolało? no głupio zostało to pomyślane, że przygotowujemy się co miesiąc na ewentualną ciążę - możną było to rozegrać inaczej - jakiś rodzaj przechowywania zapłodnionego jaja, żeby mu przygotowac miejsce? byłyby jaja z ustalaniem ojcostwa :)), ale już chyba za późno na takie zmiany w gatunku naszym ;-);-)

              > Gdyby zaś nie było bólu, tylko
              > na przykład czerwona lampka na środku czoła czy jakikolwiek inny objaw sygnaliz
              > ujący to samo, co obecnie ból (tzn. realizujący tę sama funkcje), to zakładam,
              > że wywoływałby łuk odruchowy - bo taka by była jego funkcja.

              ale gdyby lampka w środku czoła miała dać ten sam efekt co b.ol, pewno byłaby równie nieprzyjemna, niestyty..
              • indigo-rose Re: Głipie pytania [LWW] 30.05.11, 00:13
                Hm. Ja czuję skurcze mięśni dość wyraźnie, mam też napięte mięśnie od pasa do kolan, ale nie nazwałabym tego bólem. Nie jest to coś, co traktowałabym ibupromem. Czyli organizm może tak załatwiać sprawę, żeby nie bolało.
                Nawiasem mówiąc, nie jest to zasługą tabletek, przed tabletkami nie czułam przy okresie zupełnie nic.
                • plecha1 Re: Głipie pytania [LWW] 30.05.11, 10:14
                  To zdecydowanie zależy od indywidualnych predyspozycji, pewnie od budowy macicy. Ja o miesiączce od samego początku przypominam sobie tylko w toalecie. Bolało mnie lekko może raz czy dwa, gdy byłam w stanie ekstremalnie silnego stresu i miałam napięte wszystkie mięśnie ciała.
      • wariamiktoria Re: Głipie pytania [LWW] 29.05.11, 12:15
        Bóle miesiączkowe może mają na celu skłonić nas do unikania poprzez ciążę i karmienie piersią?
        • pierwszalitera Re: Głipie pytania [LWW] 29.05.11, 12:53
          Bóle miesiączkowe są raczej reakcją wtórną. Wiadomo bowiem, że silne obkurczanie się mięśni boli, więc obkurczanie się macicy w celu wyczyszczenia jej z nadprogramowej śluzówki może boleć. Ale nie musi. Tu ból nie pełni żadnej funkcji informującej, bo nie wszystkie kobiety mają bóle podczas miesiączki. Znaczy zwykle nie pełni, bo czasem informuje o patologii, jak zapalenia narządów rodnych, ale zakładam, że rozmawiamy o zdrowych kobietach. Istnieje też teoria, nie wiem na ile potwierdzona, że regularne miesiączkowanie jest luksusem cywilizacji i długiego życia. Nasze wczesne przodkinie miesiączkowały rzadko. Zwykle zachodziły w pierwszą ciążę zaraz po przejściu w okres płodności, miały bardzo długie czasy karmienia chroniące je przed owulacją i tym samym miesiączką, i raczej nie żyły długo, więc regularnego krwawienia tak jak my nie znały. Poza tym płodność była związana mocno ze stanem odżywienia, więc większa strata tkanki tłuszczowej wyłączała też cykl. Niektóre mechanizmy zachowały się w naszej naturze do dzisiaj, ale mimo wszystko warunki do częstego miesiączkowania stały się korzystniejsze. ;-)
          • anna-pia jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 29.05.11, 13:44
            pierwszalitera napisała:

            > Zwykle z
            > achodziły w pierwszą ciążę zaraz po przejściu w okres płodności, miały bardzo d
            > ługie czasy karmienia chroniące je przed owulacją i tym samym miesiączką,

            owulacja może jak najbardziej występować w trakcie karmienia, i nie musi kończyć się miesiączką - od lat lekarze i położne informują kobiety po porodzie, że karmienie piersią NIE chroni przed zajściem w ciążę, gdyż jak wyżej; wiele kobitek zachodziło w ciążę trzy miechy do pół roku po porodzie, karmiąc piersią i nie mając okresu
            poza tym, kiedy kobieta dostanie okres po porodzie jest kwestią indywidualną, niezależną od tego, czy karmi - jedna dostanie 2 miesiące po porodzie, inna 8 :)
            poza tym, na miesiączkowanie po porodzie mają też wpływ przerwy między karmieniami

            BTW, są kobiety, które karmią jeszcze dziecko piersią (w przypadku tzw. długiego karmienia, czyli do ok. roku życia dziecka) będąc już w następnej ciąży
            • pierwszalitera Re: jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 29.05.11, 14:05
              anna-pia napisała:

              > owulacja może jak najbardziej występować w trakcie karmienia, i nie musi kończy
              > ć się miesiączką - od lat lekarze i położne informują kobiety po porodzie, że k
              > armienie piersią NIE chroni przed zajściem w ciążę, gdyż jak wyżej;

              Oczwiście, ale ja nie pisałam o współczesnych kobietach, a o naszych przodkach. I wiadomo też na przykład, że w kulturach prymitywnych karmienie piersią chroni nawet bardzo dobrze przed owulacją. Tam kobiety karmią jednak dzieci piersią o wiele dłużej. Nawet do kilku lat. Co bardziej odpowiada naturalnym warunkom homo sapiens w przeszłości.


              > BTW, są kobiety, które karmią jeszcze dziecko piersią (w przypadku tzw. długieg
              > o karmienia, czyli do ok. roku życia dziecka) będąc już w następnej ciąży

              Akurat to nie ma nic do rzeczy. Produkcję mleka można wywołać u prawie każdej kobiety, która była kiedyś w ciąży.
              • wariamiktoria Re: jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 29.05.11, 14:10
                Także u tej, która nigdy nie była w ciąży - vide matki adopcyjne karmiące piersią.
                • elftherinii Re: jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 29.05.11, 14:14
                  Do posiadania pokarmu wystarczą też zaburzenia hormonalne.
                • pierwszalitera Re: jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 29.05.11, 14:27
                  wariamiktoria napisała:

                  > Także u tej, która nigdy nie była w ciąży - vide matki adopcyjne karmiące piers
                  > ią.

                  Akurat w to nie wierzę, bo o ile wiem, gruczoł mleczny musi przejść pełny cykl rozwojowy i do tego potrzebna jest u zdrowej kobiety chociaż raz sytuacja hormonalna ciąży. Ale możliwe, że jestem niedoinformowana.
                  • wariamiktoria Re: jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 29.05.11, 17:42
                    Dlatego cykl wzbudzania pokarmu musi zacząć się odpowiednio wcześnie. Nie jestem doradczynią laktacyjną więc nie opiszę całego procesu ale u matek adopcyjnych, które nigdy nie były w ciąży jest możliwe wzbudzenie laktacji. Jak kogoś temat szerzej interesuje to forum.gazeta.pl/forum/f,570,Karmienie_piersia.html będzie najbardziej kompetentnym miejscem na gazecie.
              • anna-pia Re: jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 29.05.11, 17:56
                pierwszalitera napisała:

                > Oczwiście, ale ja nie pisałam o współczesnych kobietach, a o naszych przodkach
                > .

                To może sprecyzuj, o jakich naszych przodkach piszesz, bo możliwe, że rozmijamy się w zakresie pojęciowym przypisywanym temu terminowi - może wszak chodzić zarówno o wiek XIX, jak i o czasy ok. 5000 lat pne i wcześniejsze.

                > I wiadomo też na przykład, że w kulturach prymitywnych karmienie piersią chro
                > ni nawet bardzo dobrze przed owulacją.

                Cóż, nie zajmowałam się nigdy kulturami prymitywnymi, ale coś mi tu logicznie nie pasuje. Tak, jakby poziom rozwoju cywilizacyjnego determinował cykl płodności kobiety. Jakieś konkretne źródła możesz podać? Byle nie po niemiecku.

                > Tam kobiety karmią jednak dzieci piersią
                > o wiele dłużej. Nawet do kilku lat. Co bardziej odpowiada naturalnym warunkom
                > homo sapiens w przeszłości.

                Kilku, czyli np. 3, a to jest też praktykowane we współczesnej Polsce, nawet na gazeta.pl jest forum o długim karmieniu piersią ;p
                • elftherinii Re: jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 29.05.11, 18:13
                  > Cóż, nie zajmowałam się nigdy kulturami prymitywnymi, ale coś mi tu logicznie n
                  > ie pasuje. Tak, jakby poziom rozwoju cywilizacyjnego determinował cykl płodnośc
                  > i kobiety. Jakieś konkretne źródła możesz podać? Byle nie po niemiecku.

                  Nie mam pojęcia czy to będzie naukowe ale raczej nie. Ale wydaje mi się, że w czasach obecnych jest dużo więcej osób nie mogących mieć dzieci niż kilkaset/dziesiąt lat temu.

                  Więcej stresu, złe czynniki zewnętrzne (dieta, styl życia, zanieczyszczenia), problemy hormonalne (ostatnio to chyba jakaś plaga), masa przyjmowanych leków i chemii - to na pewno jest związane z rozwojem cywilizacyjnym oraz ma wpływ na płodność.
                  • anna-pia Re: jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 29.05.11, 22:51
                    Po pierwsze, kiedyś umieralność była wyższa, więc kobieta, która teraz leczy bezpłodność, kiedyś umierała po kolejnym poronieniu. Po drugie, faktycznie jesteśmy naszprycowani chemią, która średniowiecznych by zabiła - a my byśmy padli z brudu w ich warunkach życia. Po trzecie, kiedyś rodziny żyły wielopokoleniowo, bliżej siebie, i bezdzietni ciotka/wuj często brali do siebie dzieci z rodziny na wychowanie, często je przysposabiając, więc one potem egzystowały jak ich własne, ergo teraz ciężko nam stwierdzić, jak to tam naprawdę z tą płodnością było. Po czwarte, żonaci mężczyźni często uznawali dzieci pozamałżeńskie, tym chętniej, jeśli nie mieli ich z małżonką. Panie miały mniejsze możliwości ochrony przed niechcianą ciążą powstałą w wyniku związków pozamałżeńskich, więc mąż wychowywał dzieci kochanka żony razem ze swoimi, a jak nie mógł mieć własnych, to zapewne przymykał oko na niedyskrecje żony - praktycznie miał małe możliwości udowodnienia, że dziecko nie jest jego :)
                    Dobranoc :)
                    • elftherinii Re: jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 29.05.11, 23:06
                      Ok, dlatego napisałam, że mi się wydaje;)

                      Ale chyba inaczej rozumiem bezpłodność - jako niemożliwość zajścia w ciąże, a nie jej utrzymania.
                      • szarsz Re: jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 30.05.11, 11:42
                        Bezpłodność to nieodwracalna niemożność zajścia w ciążę - czyli kobieta po wycięciu macicy, jajników... Ale czasem niepłodność interpretuje się dwojako: raz jako niemożność zajścia w ciążę (nadająca się do leczenia), dwa jako niemożność urodzenia dziecka (czyli poronienia też)
                • kis-moho Re: jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 29.05.11, 18:32
                  > Cóż, nie zajmowałam się nigdy kulturami prymitywnymi, ale coś mi tu logicznie n
                  > ie pasuje. Tak, jakby poziom rozwoju cywilizacyjnego determinował cykl płodnośc
                  > i kobiety.
                  Wydaje mi sie, ze prostym wyjasnieniem moze byc dostepna ilosc jedzenia.

                  > Jakieś konkretne źródła możesz podać? Byle nie po niemiecku.
                  Blagam, mozecie sobie odpuscic te przepychanki slowne?
                  • anna-pia Re: jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 29.05.11, 22:37
                    kis-moho napisała:

                    > > Cóż, nie zajmowałam się nigdy kulturami prymitywnymi, ale coś mi tu logic
                    > znie n
                    > > ie pasuje. Tak, jakby poziom rozwoju cywilizacyjnego determinował cykl pł
                    > odnośc
                    > > i kobiety.
                    > Wydaje mi sie, ze prostym wyjasnieniem moze byc dostepna ilosc jedzenia.

                    A widzisz, tego aspektu nie brałam pod uwagę.

                    > > Jakieś konkretne źródła możesz podać? Byle nie po niemiecku.
                    > Blagam, mozecie sobie odpuscic te przepychanki slowne?

                    Nie znam niemieckiego. Szkoda czasu Pierwszejlitery na szukanie źródeł na moją prośbę, jeśli potem tego nie przeczytam, tak samo zresztą jak Julka.
                    Nie przesadzaj :)
                    • pierwszalitera Re: jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 29.05.11, 23:16
                      anna-pia napisała:
                      > kis-moho napisała: > > Wydaje mi sie, ze prostym wyjasnieniem moze byc dostepna ilosc jedzenia.
                      >

                      > A widzisz, tego aspektu nie brałam pod uwagę.

                      To trzeba było przeczytać mój post. Napisałam bowiem wyraźnie: Poza tym płodność była związana mocno ze stanem odżywienia, więc większa strata tkanki tłuszczowej wyłączała też cykl. I nie tylko to, badania na całkiem współczesnych kobietach pokazują, że te, które stosują bardzo długie przerwy pomiędzy posiłkami (zwłaszcza nie jedzą śniadania) mają trudności z zajściem w ciążę. Użyłam też wyrażenia nasze wczesne przodkinie, więc nie miałam na myśli XIX wieku, tylko początki gatunku homo sapiens, czyli coś około 200tys. lat temu. Nie będę też szukała dla ciebie źródeł, jak nie ufasz mojej wiedzy, to sobie poszukaj sama. Informacji o ewolucji człowieka i związanych z nią teoriami jest mnóstwo. Nie jesteśmy tutaj na egzaminie, bym musiała ze wszystkiego się tłumaczyć. Mogę polecić ci za to wykłady mojego profesora:
                      Prof. Dr. Drs. h.c. Onur Güntürkün
                      www.bio.psy.ruhr-uni-bochum.de/members_onur.html
                      • anna-pia Re: jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 30.05.11, 09:47
                        Ale się nadęłaś :D
                        Nie, nie ufam twojej wiedzy, ponieważ nie wiem, czy i co studiowałaś i co wiesz. A że twoje posty są napisane taką sobie polszczyzną, są długie, nieprecyzyjne i nudnawe, to nie wymagaj, żeby się w nie wgryzać.
                        Nie będę uczyć się niemieckiego, żeby czytać publikacje wykładowcy z jakiejś dziury między Essen a Dortmundem.
                        • pierwszalitera Re: jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 30.05.11, 11:47
                          anna-pia napisała:

                          > Ale się nadęłaś :D
                          > Nie, nie ufam twojej wiedzy, ponieważ nie wiem, czy i co studiowałaś i co wiesz
                          > . A że twoje posty są napisane taką sobie polszczyzną, są długie, nieprecyzyjne
                          > i nudnawe, to nie wymagaj, żeby się w nie wgryzać.
                          > Nie będę uczyć się niemieckiego, żeby czytać publikacje wykładowcy z jakiejś dz
                          > iury między Essen a Dortmundem.

                          To nie odpowiadaj na moje posty, jak cię nudzą i masz o nich tak niskie mniemanie. Być złośliwą trzeba niestety też umieć, bo łatwo zsunąć się do werbalnego rynsztoka, a prymitywów nikt nie bierze poważnie.
                          • anna-pia Re: jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 30.05.11, 15:41
                            Nie wątpię, że w tym temacie masz bogate osobiste doświadczenie. Wezmę pod uwagę twoje rady.
                            • kocio-kocio Re: jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 02.06.11, 20:19
                              Studiowałam informatykę (ale nie skończyłam), ale interesowałam się mnóstwem rzeczy (w sumie między innymi dlatego nie skończyłam ;o), ale wiem, że pierwszalitera tym razem ma rację.
                              Zdecydowanie kiedyś kobiety nie miały zbyt wielu okazji do odczucia bóli miesiączkowych.
                              I to nie tylko 200 tysięcy lat temu.
                              Moja prababcia urodziła 10 dzieci między 16 a 36 rokiem życia.
                              Więc przez większość czasu była wtedy w ciąży, połogu lub karmiąca.
                              Skądinąd wiemy, że dziewczęta zaczynają miesiączkować coraz wcześniej (i widać to "w oczach", zmiany są bardzo szybkie, statystycznie dojrzewa się teraz chyba 2 lata szybciej niż za moich czasów), więc można założyć, że skoro mój "pierwszy raz" miał miejsce kiedy miałam 12 lat, 15-16 lat u prababci brzmi prawdopodobnie.
                              Prababcia zmarła co prawda dość późno, ale jej najstarsza córka wspominała, że kiedy urodziło się najmłodsze dziecko (zmarło w niemowlęctwie), była już "stara".
                              Potem dzieci nie było, więc albo jej pradziadek obrzydł, albo już więcej w ciążę nie zaszła.
                              To było mieszczaństwo warszawskie, konkretnie rodzina średniego szczebla urzędnika na kolei.
              • jul-kaa Re: jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 29.05.11, 22:08
                pierwszalitera napisała:
                > Oczwiście, ale ja nie pisałam o współczesnych kobietach, a o naszych przodkach
                > . I wiadomo też na przykład, że w kulturach prymitywnych karmienie piersią chro
                > ni nawet bardzo dobrze przed owulacją. Tam kobiety karmią jednak dzieci piersią
                > o wiele dłużej. Nawet do kilku lat. Co bardziej odpowiada naturalnym warunkom
                > homo sapiens w przeszłości.

                O niepłodności laktacyjnej można mówić jedynie wtedy, gdy karmienie jest bardzo regularne (przerwy nie mogą przekraczać kilku godzin) i jest jedyną metodą żywienia dziecka. Czyli współcześnie to max 4-6 m-cy. Nawet wtedy jednak nie ma pewności, że owulacja nie następuje. Dłuższe karmienie piersią nie ma nic do rzeczy, bo i tak starsze dzieci jedzą różne inne pokarmy.
                Generalnie organizm nastawiony jest najpierw na dziecko (karmione), a dopiero potem na matkę.
                Podejrzewam, że w kulturach nazywanych niepoprawnie politycznie prymitywnymi, w których trudno mówić o dobrobycie, organizm kobiety przeznacza zasoby najpierw na karmienie, a dopiero potem na ew. owulację. Czyli kobieta niedożywiona, przyswajająca zbyt mało składników mineralnych i karmiąca dziecko, rzeczywiście może dłużej nie być płodna niż wypaśnie wykarmiona współczesna Europejka ;)
                To jedyne wytłumaczenie powyższej tezy.
                Tak czy owak nie za bardzo wierzę w to, że karmienie gdziekolwiek "chroni bardzo dobrze przed owulacją".
                Ja również jestem ciekawa źródeł tego, co napisałaś wyżej i również będę wdzięczna za dane inne niż niemieckojęzyczne. Nie ma w tym złośliwości - po prostu zupełnie nie znam nimieckiego.
                • pierwszalitera Re: jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 29.05.11, 23:32
                  jul-kaa napisała:

                  > To jedyne wytłumaczenie powyższej tezy.

                  I to jest prawidłowe wytłumaczenie tej tezy. Zawiera wszystkie decydujące informacje.
                  W żadnym miejscu nie napisałam jednak, że laktacja jest w jakichkolwiek warunkach stuprocentową antykoncepcją, ale sytuacja współczesnej Europejki i podobnych, jest jedyna w swoim rodzaju w historii homo sapiens. Zwykle nasz gatunek musiał walczyć z o wiele trudniejszymi warunkami życia i nie mam tu na myśl 100, albo 500 lat wstecz, bo to jest dla ewolucji splunięcie. Genetycznie jesteśmy ciągle tymi samymi ludźmi, co 100tys lat temu, więc musimy warunki tego czasu wziąć pod uwagę. Sorry, nie podam ci źródła moich informacji, bo doszukanie się go zajęłoby mi zbyt wiele czasu, a nie mam ambicji, by komuś coś udowadniać i nie ma w tym żadnej złośliwości, naprawdę.
                  • jul-kaa Re: jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 29.05.11, 23:42
                    Mnie nadal ciekawi zdanie: "I wiadomo też na przykład, że w kulturach prymitywnych karmienie piersią chroni nawet bardzo dobrze przed owulacją. Tam kobiety karmią jednak dzieci piersią o wiele dłużej. Nawet do kilku lat."

                    Jak ma się ochrona przed owulacją do długiego karmienia piersią? Musiałoby to być wyłączne karmienie piersią przez ten okres, a to raczej niemożliwe. I o jakie dokładnie kultury Ci chodzi? Nie pytam żeby się przychrzanić, ale ponieważ a) sama karmię już jakiś czas; b) jako antropolog nigdy o takiej tezie nie słyszałam.
                    • pierwszalitera Re: jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 30.05.11, 00:54
                      jul-kaa napisała:

                      Nie pytam żeby się przychrzanić, ale ponieważ a)
                      > sama karmię już jakiś czas; b) jako antropolog nigdy o takiej tezie nie słysza
                      > łam.

                      Na jednym z popularnych medycznych portali niemieckich niejaka dr. med. Nora Henk podaje, że laktacja zapewnia minimalną ochronę przed owulacją, ale tylko wtedy, gdy laktacja jest pełna. Pełna znaczy, że matka musi przykład w czasie 24 godzin dziecko przynajmniej 6 razy i czas karmienia musi wynosić 80 minut. Dłuższe przerwy są niedozwolone. Przyjmując, że w niektórych kulturach mleko matki jest często jedynym pokarmem dla niemowlęcia, możemy założyć, że w wielu przypadkach te warunki zostają prze pewien czas spełnione. Sama widziałam też na własne oczy (w telewizji), matki afrykańskie karmiące piersią dzieci wyglądające na 4-5 lat. To zapewnie karmienie symboliczne, ale pokazuje, że są kobiety, które karmią bardzo dużo i często. Być może nawet kilka dzieci na raz, co sumuje się na wymagany czas i częstotliwość. Dla konkretnej kobiety zabezpiecznie przed kolejną ciążą może jest tu faktycznie minimalne, w większym statystycznym wymiarze to minimalne może mieć jednak znaczenie, które ma wpływ na liczbę populacji i stąd pochodzenie tej teorii.
                      Częściowe naturalne zabezpiecznie przed ciążą przez konsekwentne karmienie piersią potwierdza też prezydent Stowarzyszenia Niemieckich Ginekologów Christian Albring (artykuł w Welt-Online). Poza tym niemiecki google podaje artykuły, w których wydłużenie karmienia w krajach trzeciego świata jest jedyną z metod służącą Child-Spacing, czyli wydłużeniu interwałów pomiędzy kolejnymi dziećmi do 2- albo więcej lat. Więc nie jest to aż tak mało prawdopodobne. Nie sądzę jednak, by w twojej sytuacji możnaby było brać coś takiego jako antykoncepcję pod uwagę, to po pierwsze. A po drugie, jako antropolog powinnaś przynajmniej napotkać się gdzieś na taką wzmiankę, bo nie zaprzeczasz nawet, że biologicznie nie jest to wykluczone. Studiowałaś antropologię? O ile mi wiadomo do tematu można podejść w sposób kulturowo-etnologiczny, albo przyrodniczy. W drugim przypadku antropologia obejmuje także biologię, teorię ewolucji, genetykę, zoologię prymatów i podobne. Przypuszczam, że twoją specjalizacją jest jednak ta pierwsza perspektywa. Nie piszę tego, by ci przychrzanić, ale być może nie było to tematem, którym się zajmowałaś. Na niemieckich uniwersytetach istnieje bowiem też różnica w podejściu do psychologii, więc potrafię sobie to wyobrazić. W Berlinie na przykład priorytetem jest psychoanaliza, na mojej uczelni była ona przedmiotem fakultatywnym i rządziły za to nauki przyrodnicze z klatkami szczurów i gołębi do eksperymentów. ;-)
                      • jul-kaa Re: jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 30.05.11, 08:37
                        Wywód długi i widzę, że przewertowałaś internet, ale sumie napisałaś to samo, co ja wcześniej (o małych przerwach i wyłącznym karmieniu piersią). Kilkuletnie dzieci karmione piersią zdarzają się nie tylko w Afryce, choć ocenianie wieku na podstawie programu w telewizji trochę mnie dziwi ;)

                        > Być może nawet kilka dzieci na raz, co sum
                        > uje się na wymagany czas i częstotliwość.

                        Jeśli karmi kilkoro (swoich) dzieci naraz, to o jakiej niepłodności tu mowa...?

                        Jeśli chodzi o antropologię, to kulturowa i fizyczna to dwie zupełnie odmienne dziedziny, nie można tego porównywać z różnicami między psychologią biologiczną a psychoanalizą. Ja oczywiście skończyłam antropologię kulturową, gdzie prędzej można usłyszeć o afrykańskich zwyczajach niż na antropologii fizycznej.
                        • pierwszalitera Re: jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 30.05.11, 11:40
                          jul-kaa napisała:

                          > Jeśli karmi kilkoro (swoich) dzieci naraz, to o jakiej niepłodności tu mowa...?

                          Założmy, że kobieta ma dwójkę, albo trójkę małych dzieci i karmienie piersią chroni ją i oddala w czasie narodziny czwartego dziecka. Uważasz, że to jest dla takiej kobiety bez znaczenia?

                          > Jeśli chodzi o antropologię, to kulturowa i fizyczna to dwie zupełnie odmienne
                          > dziedziny, nie można tego porównywać z różnicami między psychologią biologiczną
                          > a psychoanalizą. Ja oczywiście skończyłam antropologię kulturową, gdzie prędze
                          > j można usłyszeć o afrykańskich zwyczajach niż na antropologii fizycznej.

                          Przykład z psychologią biologiczną i psychoanalizą miał pokazywać tylko różnicę pomiędzy przyrodniczym i humanistycznym podjeściem do pierwszej lepszej dziedziny. Nie porównywałam niczego z antropologią. Ale wiedziałam, co jest twoją specjalnością i tylko tyle chciałam ci zasygnalizować. Jeżeli piszesz antropolożka, to ja wyobrażam sobie zupełnie coś innego i możemy się po prostu nie rozmawiać tym samym językiem.
                          • jul-kaa Re: jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 30.05.11, 14:53
                            pierwszalitera napisała:
                            > Założmy, że kobieta ma dwójkę, albo trójkę małych dzieci i karmienie piersią ch
                            > roni ją i oddala w czasie narodziny czwartego dziecka. Uważasz, że to jest dla
                            > takiej kobiety bez znaczenia?

                            Nie zrozumiałaś. Chodziło mi o to, że jeśli ma dwoje małych dzieci karmionych piersią, to jakoś w trakcie karmienia w ciążę zaszła.
                            • pierwszalitera Re: jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 30.05.11, 21:22
                              jul-kaa napisała:

                              > Nie zrozumiałaś. Chodziło mi o to, że jeśli ma dwoje małych dzieci karmionych p
                              > iersią, to jakoś w trakcie karmienia w ciążę zaszła.

                              Nie jul-kaa, ja cię zrozumiałam, ale przecież napisałam, że karmienie piersią nie jest stuprocentową metodą antykoncepcyjną, więc o co ci chodzi? To w ogóle nie jest metoda antykoncepcyjna w nowoczesnym tego słowa znaczeniu, bo natura w kontroli urodzeń nie ma żadnego interesu. Nasze organizmy chcą się rozmnażać i wszystkie strategie biologiczne dające większe prawdopodobieństwo sukcesu, czyli przekazywania genów, będą się utrzymywać. A tu mamy właśnie do czynienia z taką ewolucyjnie stabilną strategią na sukcesywne rozmnażanie. Na pierwszy rzut oka paradoksalne, bo karmienie piersią wpływa przecież na ograniczenie płodności i obniża liczbę możliwego potomstwa. Ale tylko pozornie, bo takie ograniczenie zapobiega jednocześnie sytuacji, w której kobieta rodzi raz po razie i niestety nie posiada wystarczających zasobów, by swoje liczne potomstwo wyżywić. Liczne, ale niedożywione (zakłócenia rozwoju, słabsza odporność na choroby) potomstwo ma zwykle mniejsze szanse na przekazanie swoich genów dalszym generacjom. Jeżeli w ogóle dożyje do wieku rozrodczego. Czasem opłaca się więc naturze ograniczyć czasowo liczbę dzieci, by zapewnić im optymalne warunki rozwoju. Tu dla organizmu wskazówką jest właśnie zapotrzebowanie na pokarm, czyli częstotliwość i długość karmienia. Aktualne, duże zapotrzebowanie na pokarm pokazuje, że zasoby matki są mocno eksploatowane i kolejne dziecko mogłoby być zagrożeniem ekonomicznym dla reszty. Więc mechanizm, o który się spieramy nie służy świadomej decyzji o macierzyństwie i u kobiety z jednym dzieckiem, czyli przy mniejszym zapotrzebowaniu na pokarm, efekt antykoncepcyjny może nie działać i zwykle też nie działa, albo bardzo słabo. Inaczej przedstawia się sytuacja w warunkach "naturalnych", w których wielodzietność jest regułą, a zasoby otoczenia (dokarmianie nieco starszych już dzieci) są ograniczone. Kobieta zachodzi wtedy 2-3 razy pod rząd w ciążę, ale czwarta oraz następne zostaną przesunięte w czasie, bo włączy się czasowe ograniczenie płodności. I dla tej kobiety stanowi to pewnego rodzaju antykoncepcję, bo sprawa kilku potomków mniej w okresie rozrodczym decyduje nieraz o życiu i śmierci. Te kobiety nie planują nowoczesnej rodziny 2 plus 1, albo 2 plus 2, jak robi się w "cywilizowanym świecie", więc ta biologiczna strategia nie spełnia naszych wymagań o antykoncepcji.
                    • madzioreck Re: jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 30.05.11, 02:00
                      > Jak ma się ochrona przed owulacją do długiego karmienia piersią?

                      Może chodzi o to, że matki nastawione na DKP dłużej karmią tylko i często piersią, później zaczynają podawać inne pokarmy/dopajać itd... ?
                      • jul-kaa Re: jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 30.05.11, 08:39
                        madzioreck napisała:
                        > Może chodzi o to, że matki nastawione na DKP dłużej karmią tylko i często piers
                        > ią, później zaczynają podawać inne pokarmy/dopajać itd... ?

                        A tak jest? Nie odniosłam takiego wrażenia. Najdłużej karmią wyłącznie piersią matki alergików. I mam wrażenie, że wiele matek DKP we wczesnym niemowlęctwie swojego potomstwa wcale na DKP nastawionych nie było :):)
                      • anna-pia Re: jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 30.05.11, 09:50
                        madzioreck napisała:

                        > > Jak ma się ochrona przed owulacją do długiego karmienia piersią?
                        >
                        > Może chodzi o to, że matki nastawione na DKP dłużej karmią tylko i często piers
                        > ią, później zaczynają podawać inne pokarmy/dopajać itd... ?

                        Wprowadzanie nowych pokarmów nie jest powiązane wyłącznie z tym, czy dziecko jest karmione piersią czy butlą, ani z nastawieniem matki. Generalnie zależy od wielu czynników, determinujące jest zdrowie dziecka, jego stan ogólny.
                    • diuszesa Re: jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 30.05.11, 12:15
                      jul-kaa napisała:

                      > Mnie nadal ciekawi zdanie: "I wiadomo też na przykład, że w kulturach prymitywn
                      > ych karmienie piersią chroni nawet bardzo dobrze przed owulacją. Tam kobiety ka
                      > rmią jednak dzieci piersią o wiele dłużej. Nawet do kilku lat."
                      >
                      > Jak ma się ochrona przed owulacją do długiego karmienia piersią? Musiałoby to b
                      > yć wyłączne karmienie piersią przez ten okres, a to raczej niemożliwe. I o jaki
                      > e dokładnie kultury Ci chodzi? Nie pytam żeby się przychrzanić, ale ponieważ a)
                      > sama karmię już jakiś czas; b) jako antropolog nigdy o takiej tezie nie słysza
                      > łam.

                      Polecam artykuł dra T. Siody:
                      www.erodzina.com/index.php?id=33,423,0,0,1,0

                      wklejam interesujący fragment:

                      "Te przekonywujące wyniki warto porównać z wynikami badań systemu karmienia piersią i płodności plemienia Kung, żyjącego w trudnych warunkach pustyni Kalahari. Częstość karmień wynosiła tam 48 w ciągu 12 godzin dnia, a łączny czas karmień wynosił od 100 do 150 minut. Kobiety tego plemienia karmiły przeciętnie 3,5 roku uzyskując przerwę pomiędzy porodami wielkości 4,1 roku i przeciętnie 4,7 żywych urodzeń w ciągu okresu rozrodczego kobiety (przy braku innych niż karmienie piersią metod regulacji płodności)."

                      Piszesz jeszcze, że nie może być mowy o niepłodności, jeśli kobieta karmi kilkoro dzieci na raz. Karmienie nie jest metodą na niepłodność i niedopuszczenie do ciąży; jest metodą jedynie ograniczającą płodność. Kobieta, która karmi piersią długo kilkoro dzieci, z pewnością miałaby tych dzieci dwa razy więcej, gdyby karmiła sztucznie i miesiączkowała regularnie.
                      • anna-pia Re: jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 30.05.11, 15:40
                        Akurat życie na Kalahari jest skrajnie trudne, matka utrzymując karmienie piersią zapewnia starszemu dziecku dostęp do napoju - tamtejsza woda (jeśli w ogóle się trafi) nie zawsze nadaje się do wzięcia do ust (choćby w celu umycia zębów). Trudno więc porównywać to z życiem współczesnych Europejek... Tak czy inaczej, nie ma tam ani słowa o badaniu owulacji i/lub wczesnych poronień w tym plemieniu jako innej metody obrony organizmu przed dodatkowym obciążeniem, więc trudno założyć, że akurat karmienie piersią jest determinującym czynnikiem. Na pewno ma znaczenie, ale w jakim zakresie?
                        • diuszesa Re: jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 30.05.11, 16:22
                          anna-pia napisała:

                          > Akurat życie na Kalahari jest skrajnie trudne, matka utrzymując karmienie piers
                          > ią zapewnia starszemu dziecku dostęp do napoju - tamtejsza woda (jeśli w ogóle
                          > się trafi) nie zawsze nadaje się do wzięcia do ust (choćby w celu umycia zębów)
                          > . Trudno więc porównywać to z życiem współczesnych Europejek...


                          Ja wiem. Nie jest moim zamiarem porównywanie. Wkleiłam artykuł, bo Julka pytała, jak długie karmienie może miec się do owulacji i o jakie kultury chodzi.

                          Tak czy inaczej
                          > , nie ma tam ani słowa o badaniu owulacji i/lub wczesnych poronień w tym plemie
                          > niu jako innej metody obrony organizmu przed dodatkowym obciążeniem, więc trudn
                          > o założyć, że akurat karmienie piersią jest determinującym czynnikiem. Na pewno
                          > ma znaczenie, ale w jakim zakresie?

                          Też się zastanawiam. Idę poszukać jakichś badań, może na DKP zaspokoją moja ciekawość ;-)



                          >
                          • pierwszalitera Re: jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 30.05.11, 21:31
                            diuszesa napisała:

                            > Tak czy inaczej
                            > > , nie ma tam ani słowa o badaniu owulacji i/lub wczesnych poronień w tym
                            > plemie
                            > > niu jako innej metody obrony organizmu przed dodatkowym obciążeniem, więc
                            > trudn
                            > > o założyć, że akurat karmienie piersią jest determinującym czynnikiem. Na
                            > pewno
                            > > ma znaczenie, ale w jakim zakresie?
                            >
                            > Też się zastanawiam. Idę poszukać jakichś badań, może na DKP zaspokoją moja cie
                            > kawość ;-)
                            >

                            Ależ naturalnie, że to działa. I to nie tylko na Kalahari. Ja słyszłam o tym w związku z Melanezją i jej mieszkańcami. Niestety nie potrafię znaleźć źródła, kojarzę tylko region. Warunki życia inne niż na Kalahari. Ten efekt ograniczenia płodności obserwuje się przecież też u Europejek, inaczej ginekolodzy, by o nim nie wspominali. A natura utrzymuje tylko te strategie, które się sprawdzają i czemuś służą.
                  • sobniaczek Re: jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 10.08.11, 22:17
                    Cóz więc moje osiem miesiecy bez owulacji przy karmieniu dziecka od czwartego miesiąca dodatkowymi rzeczami poza mlekeim to fikcja? Doił cyca mniej wiecej od piatego miesiaca jedynie rano do spania i w nocy- słyszalam ze własnie te nocne karmienia determinuja zatrzymanie cyklu, tak czy inaczej karmiac nigdy nie wiesz kiedy zaczynasz owulację, bo miesiaczke masz post factum.

            • kis-moho Re: jedna uwaga OT - karmienie a owulacja 29.05.11, 14:17
              > od lat lekarze i położne informują kobiety po porodzie, że karmienie piersią NIE chroni przed
              > zajściem w ciążę

              Niestety nie zawsze. Znam pare, ktora wlasnie oczekuje drugiej coreczki - prezerwatywy im nie pasowaly, lekarz z kolei odradzila pigulki ze wzgledu na karmienie, i powiedziala, ze i tak nie ma sie czym przejmowac, skoro karmi. Mi brak slow.
          • black_halo Re: Głipie pytania [LWW] 25.06.11, 19:37
            Kiedys czytalam cos podobnego z tym, ze teoria byla taka, ze kobieta miesiaczkowala zazwyczaj jakos raz do roku pod koniec lata kiedy bylo wiecej pozywienia i mogla odbudowac utracona tkanke tluszczowa. Wtedy tez mogla zajsc w ciaze i dziecko rodzilo sie wiosna/latem takze tez mialo wieskze szanse na przezycie bo matka miala wiecej pozywienia a wiec i jej mleko bylo tresciwsze. No w kazdym razie czeste miesiaczki wg. tej teorii sa jedna ze zdobyczy cywiliacji, takze dlatego, ze obecnie czlowiek pakuje w siebie wiecej smieci a wiec i organizm musi sie oczyszczac jakos. Choc srednia w ta teorie wierze bo przeciez krew miesiaczkowa to wysciolka dla zarodka wiec chyba jest zrobiona z "najlepszej krwi". Zupelnie inna teorie przedstawila mi ginekolog w przychodni studenckiej. Wg. niej macica placze krwawymi lzami, ze nie zagniezdzilo sie w niej nowe zycie. Wiec mam nie narzekac bo to przygotowanie do bolow porodowych, ktore beda sto razy gorsze. A moze nawet dzwiescie.
            • slotna Re: Głipie pytania [LWW] 25.06.11, 22:20
              > No w kazdym ra
              > zie czeste miesiaczki wg. tej teorii sa jedna ze zdobyczy cywiliacji, takze dla
              > tego, ze obecnie czlowiek pakuje w siebie wiecej smieci a wiec i organizm musi
              > sie oczyszczac jakos.

              Zawsze mnie fascynuje, kto wymysla tak koszmarne brednie. Slyszalam to juz kilka razy.
              • turzyca Re: Głipie pytania [LWW] 25.06.11, 23:28
                > Zawsze mnie fascynuje, kto wymysla tak koszmarne brednie. Slyszalam to juz kilk
                > a razy.

                Ludzie, ktorzy w zyciu nie slyszeli slowa "sporysz". I nie rozumieja ironii zawartej w tekscie: "belladonna tez jest naturalna."
    • teresa104 Po co macica ciągle się złuszcza? 29.05.11, 12:55
      Dlaczego rosną nam tylko dwa zestawy zębów, a zęby utracone nie odrastają?
      • pierwszalitera Re: Po co macica ciągle się złuszcza? 29.05.11, 13:17
        teresa104 napisała:

        > Dlaczego rosną nam tylko dwa zestawy zębów, a zęby utracone nie odrastają?

        Ha, ha, ha. ;-) Ale na poważnie. Macica się ciągle złuszcza, bo jest w ciągle w pracy. Hormony zmuszają ją do produkcji łóżeczka ze śluzówki dla potencjalnej zapłodnionej komórki jajowej, a gdy ta się nie pojawia, trzeba zrobić miejsce na świeże posłanie. I tak w kółko. Mogłaby produkować tą śluzówkę bez złuszczania, ale ryzyko zwyrodnienia nowotworowego tej tkanki byłoby wtedy zbyt wysokie.

        A zęby dlatego tylko dwa razy, bo natura nie przewidziała, że będziemy żyć tak długo i pracowała tu trochę na styk. Być może kiedyś ewolucja pojdzie dalej i dostaniemy trzecie zęby. Kto wie? Wiadomo na przykład, że przy zębach ciągle coś się dzieje, podobno coraz częstsza konieczność stosowania aparatu korekcyjnego na zęby u dzieci, to właśnie wyniki postępujących zmian ewolucyjnych u najnowszych generacji. Ich szczęki są statystycznie węższe od szczęk dziadków i zęby się nie mieszczą. Istnieje więc duża szansa, że kiedyś tam zęby dopasują się do nowych warunków. Podobnie było bowiem z innymi cechami, na przykład z naszym owłosieniem na ciele.
        • teresa104 Dlaczego się złuszcza, to wiem, ale po co? 29.05.11, 13:26
          Ryzyko zrakowacenia mnie nie przekonuje. Na przykład kości ciągle się przebudowują, wszystkie nasze tkanki się przebudowują, ale żadna tkanka nie funduje nam przemian tak gwałtownych. A nowotwory tworzą się z mutacji komórek, stare obumierają, powstają nowe z mutacją. Teoretycznie zatem im wolniejszy proces odbudowy, im mniej podziałów komórek, tym powstanie nowotworu trudniejsze.
          Śluzówka macicy mogłaby równie dobrze odnawiać się jak reszta organizmu, jednak powstał ten męczliwy system księżycowy i naprawdę nie znam innej metody pogodzenia się z nim, jak wyznawanie jakieś religii uteralnej wychwalającej krwawą boginię.
          • pierwszalitera Re: Dlaczego się złuszcza, to wiem, ale po co? 29.05.11, 13:51
            teresa104 napisała:

            > Śluzówka macicy mogłaby równie dobrze odnawiać się jak reszta organizmu, jednak
            > powstał ten męczliwy system księżycowy i naprawdę nie znam innej metody pogodz
            > enia się z nim, jak wyznawanie jakieś religii uteralnej wychwalającej krwawą bo
            > ginię.

            OK, tam jest na pewno jeszcze coś czego nie wiem, albo nie pamiętam. ;-) Polecam książkę amerykańskiej autorki Natalie Angier "Women. An Intimate Geography". O zaletach i wadach miesiączkowania (i nie tylko) jest tam sporo. Ja osobiście przychylam się do teorii, że biologiczna ewolucja nie jest ukierunkowana, znaczy często efektem przypadku i poszukiwanie wytłumaczenia oraz dopatrywanie się głębszego sensu jest często stratą czasu. Z drugiej strony, krew miała i ciągle ma mocny mityczno - symboliczny charakter, więc nie mam nic przeciwko, że to nasza płeć ma tu więcej do powiedzenia. ;-)
            • elftherinii Re: Dlaczego się złuszcza, to wiem, ale po co? 29.05.11, 13:57
              Ja osobiście
              > przychylam się do teorii, że biologiczna ewolucja nie jest ukierunkowana, znacz
              > y często efektem przypadku i poszukiwanie wytłumaczenia oraz dopatrywanie się g
              > łębszego sensu jest często stratą czasu.

              Jest to chyba ogólnie przyjęta aktualnie teoria. Na pewno to niej uczą w całym cyklu edukacji (w Pl).
              • pierwszalitera Re: Dlaczego się złuszcza, to wiem, ale po co? 29.05.11, 14:10
                elftherinii napisała:

                > Jest to chyba ogólnie przyjęta aktualnie teoria. Na pewno to niej uczą w całym
                > cyklu edukacji (w Pl).

                To miało być nieco ironicznie z mojej strony, bo istnieją ludzie, którzy myślą, że świat skonsturowany jest według jakiegoś nadrzędnego zamiaru. ;-)
                • elftherinii Re: Dlaczego się złuszcza, to wiem, ale po co? 29.05.11, 14:13
                  A przepraszam:) Ja nadrzędny zamiar wyeliminowałam ze swojego światopoglądu wiele lat temu (o ile w ogóle kiedyś był, bo go nie pamiętam) i jakoś w ogóle tego tak nie brałam pod uwagę;)
        • elftherinii Re: Po co macica ciągle się złuszcza? 29.05.11, 13:46
          > Ha, ha, ha. ;-) Ale na poważnie. Macica się ciągle złuszcza, bo jest w ciągle w
          > pracy. Hormony zmuszają ją do produkcji łóżeczka ze śluzówki dla potencjalnej
          > zapłodnionej komórki jajowej, a gdy ta się nie pojawia, trzeba zrobić miejsce n
          > a świeże posłanie. I tak w kółko. Mogłaby produkować tą śluzówkę bez złuszczani
          > a, ale ryzyko zwyrodnienia nowotworowego tej tkanki byłoby wtedy zbyt wysokie

          Z medyczno-biologicznego punktu widzenia oczywiście się zgadzam i racje te uznaję:D.

          Ale z czysto egoistycznego - natura się tu jednak nie popisała. Mogłaby jednak zrobić dłuższy cykl, czy coś. Nie tak dawno czytałam jakąś medyczny lub pseudomedyczny artykuł (ciężko mi teraz sobie przypomnieć), że regularne miesiączkowanie wcale nie jest dla nas takie zdrowe - na pewno było tam o zmniejszaniu żelaza w organizmie i większym ryzyku anemii.

          No i miesięczne wahania hormonów to idiotyzm - tu z bólem muszę przyznać, że u facetów to jakby mądrzej jest zrobione ^^. Albo chociaż, żeby te cykle nie były takie upierdliwe dla "właścicielki".
          • diuszesa Re: Po co macica ciągle się złuszcza? 29.05.11, 23:01
            elftherinii napisała:

            Nie tak dawno czytałam jakąś medyczny lub pseudo
            > medyczny artykuł (ciężko mi teraz sobie przypomnieć), że regularne miesiączkowa
            > nie wcale nie jest dla nas takie zdrowe - na pewno było tam o zmniejszaniu żela
            > za w organizmie i większym ryzyku anemii.

            Też kiedyś gdzieś czytałam coś takiego i tam było wytłumaczone, że owszem, to nie jest zdrowe dla nas, bo w ogóle nie do tego jesteśmy zaprogramowane - skoro naszym celem jest dążenie do zachowania gatunku i wykarmienia potomstwa, to mamy rodzić dużo dzieci i długo karmić je piersią = miesiączkować rzadko.

            >
            > No i miesięczne wahania hormonów to idiotyzm - tu z bólem muszę przyznać, że u
            > facetów to jakby mądrzej jest zrobione ^^. Albo chociaż, żeby te cykle nie były
            > takie upierdliwe dla "właścicielki".

            Na to też jest wytłumaczenie. Gdy jesteśmy płodne, mamy wyższy poziom estrogenu - wtedy jesteśmy milsze, bardziej podobające się sobie (często ładniej wyglądające) i chętniejsze do seksu niż w fazie progesteronowej, kiedy po owulacji nie jesteśmy płodne i mamy PMSa. I znowu - cel: przedłużenie gatunku. W fazie estrogenowej - gdy jesteśmy miłe i chętne, łatwiej uda nam się doprowadzić do kopulacji; w fazie estrogenowej - nasz ogarnięty PMSem organizm nie sprzyja kopulacji, bo po co tracić na nią energię, skoro i tak w tym momencie gatunku się nie przedłuży?
            >
            >
            • elftherinii Re: Po co macica ciągle się złuszcza? 29.05.11, 23:13
              diuszesa napisała:

              > Na to też jest wytłumaczenie. Gdy jesteśmy płodne, mamy wyższy poziom estrogenu
              > - wtedy jesteśmy milsze, bardziej podobające się sobie (często ładniej wygląda
              > jące) i chętniejsze do seksu niż w fazie progesteronowej, kiedy po owulacji nie
              > jesteśmy płodne i mamy PMSa. I znowu - cel: przedłużenie gatunku. W fazie estr
              > ogenowej - gdy jesteśmy miłe i chętne, łatwiej uda nam się doprowadzić do kopul
              > acji; w fazie estrogenowej - nasz ogarnięty PMSem organizm nie sprzyja kopulacj
              > i, bo po co tracić na nią energię, skoro i tak w tym momencie gatunku się nie p
              > rzedłuży?
              > >
              > >
              >
              Jasne, ja na prawdę nie neguję tych racji. Tylko uważam je egoistycznie za bezsensowne bo cho... strasznie utrudniają normalne funkcjonowanie. Na prawdę mogłoby być to rozwiązane jakoś lepiej - ostatecznie chyba łatwiej przyciągnąć partnera będąc miłą i ładną cały czas a nie tylko krótki okres czasu w ciągu cyklu? A ludzkie dzieci są tak nieprzystosowane, że wymagają długotrwałej opieki.
              • pierwszalitera Re: Po co macica ciągle się złuszcza? 29.05.11, 23:46
                elftherinii napisała:

                Na prawdę mogło
                > by być to rozwiązane jakoś lepiej - ostatecznie chyba łatwiej przyciągnąć partn
                > era będąc miłą i ładną cały czas a nie tylko krótki okres czasu w ciągu cyklu?


                No, ale pms nie jest typowy dla każdej kobiety. Zakładając, że jest to nawet patologia, którą można leczyć, to faza pomiędzy owulacją a miesiączką jest tylko fazą niepłodną, a nie jakąś tragedią. Poza tym, niektórym kobietom z chwilą spadku estrogenów po owulacji apetyt na seks nawet się podnosi, bo wyraźniej pokazuje się wtedy działanie testosteronu, więc różnie to z tą chęcią przyciągania bywa. Mamy ukrytą owulację (w odróżnieniu od rui innych ssaków), dlatego możemy uprawiać seks w każdej fazie cyklu. ;-)
                • elftherinii Re: Lekki OT 30.05.11, 00:03
                  Zakładając, że jest to nawet pa
                  > tologia, którą można leczyć, to faza pomiędzy owulacją a miesiączką jest tylko
                  > fazą niepłodną, a nie jakąś tragedią.

                  Tak z ciekawości: można leczyć jakoś inaczej niż tabletkami anty (biorę już 3 i wcale nie robię się mniej bezpieczna dla otoczenia) i środkami uspokajającymi?
                  Ja wiem, że faza niepłodna to nie tragedia:) Ale jednak to jak niektóre kobiety się w ciągu niej czują - to już jest tragedia, która mocno komplikuje życie.
                  • elftherinii Re: Lekki OT 30.05.11, 01:09
                    *mniej niebezpieczna miało być.
                • zmijunia.lbn Re: Po co macica ciągle się złuszcza? 21.06.11, 15:43
                  pierwszalitera napisała:

                  > bywa. Mamy ukrytą owulację (w odróżnieniu od rui innych ssaków), dlatego możemy
                  > uprawiać seks w każdej fazie cyklu. ;-)

                  A inne ssaki nie mogą uprawiać seksu kiedy chcą? To znaczy z reguły tego nie robią kiedy nie mają po co, ale czy jest to fizycznie niemożliwe? Skoro dwóm samcom (z których żaden nie ma cieczki :P) zdarza się uprawiać seks, to chyba samica bez cieczki z samcem tez może?
                  • pierwszalitera Re: Po co macica ciągle się złuszcza? 21.06.11, 22:23
                    zmijunia.lbn napisała:

                    > A inne ssaki nie mogą uprawiać seksu kiedy chcą?

                    To zależy od gatunku. Niektóre używają seksu także w celach społecznych, na przykład szympansy. Ale z reguły jest tak, że jak samica nie jest owulacyjna, to po pierwsze nie budzi zainteresowania samca, a po drugie i to jest nawet ważniejsze, sama nie jest zainteresowana czułościami i samca do siebie nie dopuści. U zwierząt samiczka musi często się "podstawić", inaczej samiec nie ma szans. Spróbuj zgwałcić taką niedźwiedzicę na przykład. ;-) Niektóre zwierzęta, to współżycją do tego w ścisle określonym czasie godowym, poza nim nie interesują się seksem.
                    • zmijunia.lbn Re: Po co macica ciągle się złuszcza? 22.06.11, 22:44
                      No to ja nie rozumiem, czemu nie możemy mieć cieczki jak normalne zwierzęta. Brak okresu, brak problemu z określeniem dni płodnych.. Wad nie dostrzegam. W końcu u ludzi seks jest, tak jak u szympansów, zachowaniem społecznym - potrafią panować nad swoimi potrzebami i sami je kreować.
                      • diuszesa Re: Po co macica ciągle się złuszcza? 27.06.11, 13:15
                        zmijunia.lbn napisała:

                        > No to ja nie rozumiem, czemu nie możemy mieć cieczki jak normalne zwierzęta.

                        Ja myślę, że to nie byłoby takie proste.
                        Załóżmy, że cieczka występowałaby powiedzmy raz na pół roku. To jest dość rzadko - więc organizm musiałby wysyłać takie sygnały, aby tego rzadkiego momentu nie przegapić i nie zmarnować szansy na rozmnożenie. Organizm musiałby "załatwić sobie" (hormonami, feromonami) jakieś wzajemne przyciąganie, żeby nie zmarnować tego momentu. Kobieta musiałaby być wtedy bardziej chętna i przystępna do zbliżeń, a mężczyźni musieliby wyczuwać jakoś jej gotowość do rozmnożenia. W przeciwnym razie, bez udziału hormonów, szanse na prokreację zmniejszyłyby się, i tempo rozmnażania gatunku spadłoby.
                        W takiej sytuacji w ogóle nie można byłoby nic normalnie załatwić i funkcjonować w społeczeństwie - kobiety i mężczyźni, poddani sile własnych hormonów, nie mogliby wykonywać normalnie swojej pracy, i moglibyśmy dalej trwać w warunkach życia epoki kamienia łupanego.


                        >
                        • kaga9 Re: Po co macica ciągle się złuszcza? 27.06.11, 13:45
                          diuszesa napisała:
                          Załóżmy, że cieczka występowałaby powiedzmy raz na pół roku
                          > W takiej sytuacji w ogóle nie można byłoby nic normalnie załatwić i funkcjonowa
                          > ć w społeczeństwie - kobiety i mężczyźni, poddani sile własnych hormonów, nie m
                          > ogliby wykonywać normalnie swojej pracy, i moglibyśmy dalej trwać w warunkach ż
                          > ycia epoki kamienia łupanego.

                          Pewnie masz rację, Diuszeso;) Tylko ze mnie (i chyba nie tylko ze mnie) społeczeństwo nie miałoby pożytku raz na pół roku, a tak nie ma co miesiąc przez dzień lub dwa (należę do tej grupy, która tuli się do termoforu zwinięta w chiński paragraf).
                          • diuszesa Re: Po co macica ciągle się złuszcza? 27.06.11, 14:59
                            kaga9 napisała:

                            >
                            > Pewnie masz rację, Diuszeso;) Tylko ze mnie (i chyba nie tylko ze mnie) społecz
                            > eństwo nie miałoby pożytku raz na pół roku, a tak nie ma co miesiąc przez dzień
                            > lub dwa (należę do tej grupy, która tuli się do termoforu zwinięta w chiński p
                            > aragraf).

                            Ale to nie chodzi o pożytek dla społeczeństwa, tylko dla gatunku :-)
                            Co innego mieć okazję na rozmnożenie 10-12 razy w roku, a co innego - 2 razy.
                            A bycie bez pożytku dla społeczeństwa, to tylko skutek uboczny, uciążliwy tym bardziej, im większe skoki hormonów (a przy cieczce na pewno większe).
                            • brykanty Re: Po co macica ciągle się złuszcza? 27.06.11, 19:59
                              A przypadek, kiedy człowiek jest tylko przez krótki czas bardzo hormonalnie zainteresowany seksem w sposób przypominający cieczkę i całkowicie obojętny poza tym okresem mamy opisany w Lewej ręce ciemności Ursuli Le Guin.
                              Tam wprawdzie następowało przez kilka dni co miesiąc, ale z tego co pamiętam, właściwie wyłączało osobnika z normalnego życia społeczności.
                              en.wikipedia.org/wiki/The_Left_Hand_of_Darkness
    • mankencja z innej beczki 02.06.11, 11:55
      czy jest jakiś powód - inny, niż ułatwienie identyfikacji - dla którego szampony maja przewaznie nakretke u gory, a odzywki u dolu?
      • slotna Re: z innej beczki 02.06.11, 17:33
        > czy jest jakiś powód - inny, niż ułatwienie identyfikacji - dla którego szampon
        > y maja przewaznie nakretke u gory, a odzywki u dolu?

        Hmm. Odzywki sa czesto bardzo geste i jesli nie postawi sie ich nakretka do dolu, bedzie problem z wydlubaniem tak od polowy zawartosci opakowania?
    • madzioreck Pytanie o masaż - kierunek ;P 20.06.11, 23:17
      W każdej instrukcji jakiegoś tam masażu, jest napisane, aby go wykonywać zgodnie w ruchem wskazówek zegara - wie któraś, czemu? :)
      • turzyca Re: Pytanie o masaż - kierunek ;P 20.06.11, 23:39
        Jesli jest to masaz brzucha to chodzi o masowanie zgodnie z kierunkiem przesuwania sie tresci przez przewod pokarmowy. W pozostalych przypadkach nie mam pojecia, ale typowalabym na cos podobnego, typu przeplyw limfy.
        Zgadlam? :)
      • pierwszalitera Re: Pytanie o masaż - kierunek ;P 21.06.11, 12:45
        madzioreck napisała:

        > W każdej instrukcji jakiegoś tam masażu, jest napisane, aby go wykonywać zgodni
        > e w ruchem wskazówek zegara - wie któraś, czemu? :)

        A ja myślałam, że zawsze w kierunku serca. Zgodnie z ruchem wskazówek zegara pierwszy raz słyszę.
        • madzioreck Re: Pytanie o masaż - kierunek ;P 21.06.11, 22:29
          A nie, nie, mnie chodzi o kierunek kółek w przypadku masażu ruchami okrężnymi :) A w kierunku serca to oprócz tego :)
      • ko_kartka Re: Pytanie o masaż - kierunek ;P 21.06.11, 12:55
        > W każdej instrukcji jakiegoś tam masażu, jest napisane, aby go wykonywać zgodni
        > e w ruchem wskazówek zegara - wie któraś, czemu? :)

        Ale zegara wiszącego przede mną czy takiego położonego na brzuchu? Nigdy nie wiem...
        • kizombalover Re: Pytanie o masaż - kierunek ;P 22.06.11, 14:17
          A to nie wychodzi na to samo? Po prostu w prawo, nie?
          chyba, że nie rozumiem "położonego na brzuchu" :)
          • ko_kartka Re: Pytanie o masaż - kierunek ;P 23.06.11, 01:48
            Na brzuchu - miałam na myśli, że jak sobie położę na brzuch, tyłem do siebie, ażeby tarcza była wciąż widoczna. To chodzi wtedy w moje lewo. Poważne rozdarcie mam - czy przy masażu PATRZEĆ SIĘ na zegar, czy IDENTYFIKOWAĆ się z nim, obierając jego front za swój front...?
            • jul-kaa Re: Pytanie o masaż - kierunek ;P 23.06.11, 21:44
              Zegar się liczy jeśli masuje Cię ktoś, czyli jakbyś położyła sobie zegar na brzuchu wskazówkami do góry, a mechanizmem do dołu.
              • ko_kartka Re: Pytanie o masaż - kierunek ;P 23.06.11, 21:54
                Aaaaa. Wszystko jasne. Czyli, generalnie, w moją lewą stronę? Dzięki wielkie :)
      • teresa104 Żeby się nie zwarzyło? 21.06.11, 13:01
        Tak mi tłumaczyła matka przy majonezie i serniku.

        Kiedy się odwracała, zmieniałam kierunek ucierania i się nie warzyło.
      • pierwszalitera Re: Pytanie o masaż - kierunek ;P 21.06.11, 13:09
        A może tu chodzi o to, by nie masować dziko wte i wewte, tylko podzielić sobie obiekt masażu na ćwiartki i przechodzić od 12 do 3, od 3 do 6 i tak dalej, by nie zapomnieć żadnego miejsca?
    • zooba Noże 21.06.11, 13:06
      Dlaczego noże się tępią w myciu zmywarkowym i dlaczego nie można ostrzyć noży z ząbkami?
      • turzyca Re: Noże 28.08.11, 21:06
        zooba napisała:

        > Dlaczego noże się tępią w myciu zmywarkowym i dlaczego nie można ostrzyć noży z
        > ząbkami?

        Mnie sie nie tepia. Podobno noze tepia sie od uderzania o inne metalowe przedmioty, wiec moze to kwestia odpowiedniego wyposazenia zmywarki. Albo moze zbyt agresywnych srodkow do mycia.

        Na drugie pytanie natomiast odpowiedz znam bez zadnego "moze" i "podobno". :) Ostrzenie noza jest w sumie podobne do ostrzenia olowkow, trzeba odpowiednim narzedziem zdjac warstwe materialu, zeby uzyskac spiczasty ksztalt (w przypadku noza patrzac w przekroju, ale mniej wiecej na jedno wychodzi, prawda?) Dobrze to widac na nozach uzywanych od dziesiecioleci i wielokrotnie ostrzonych, ktorych klinga zrobila sie znacznie wezsza. Taki odpowiednik krotkiego olowka. :) Nie da sie, przynajmniej w warunkach domowych, zdjac takiej cienkiej rownomiernej warstwy ze wszystkich gorek i dolkow falowanego ostrza. Przeprowadzone eksperymenty dowodza, ze wychodzi zaostrzenie gorek, ale dolki nadal sa tepe i noz nadal tnie kiepsko. Czysto teoretycznie daloby sie te operacje przeprowadzic, majac waski pilnik dzialajacy w okreslonej plaszczyznie (pod scisle wybranym katem w stosunku do klingi), ktory mozna by prowadzic wzdluz tych wszystkich dolkow i gorek. Ale to skorka za wyprawke.
    • kaga9 Na co umarła... 23.06.11, 21:32
      ...Melania w "Przeminęło z wiatrem"?

      Oglądałam dziś po raz fafnasty. Lekarze ostrzegali Melanię, że nie powinna mieć dzieci. Zaszła w ciążę po raz drugi i umarła. Na moje oko ciąża była jeszcze niewidoczna. Jaki mógł być właściwie powód śmierci?
      • bebe.lapin Re: Na co umarła... 23.06.11, 21:44
        A ona nie zlapala zapalenia pluc albo innej gruzlicy? Ogladalam jakies dwa miesiace temu, ale nie moge skojarzyc..
      • slotna Re: Na co umarła... 23.06.11, 22:37
        Poronila i pewnie jakies zakazenie sie wdalo.
        • kaga9 Re: Na co umarła... 23.06.11, 23:49
          A, możliwe. Bebe, na płuca nie wyglądała, nie kasłała, leżała bardzo osłabiona, więc to zakażenie jest wysoce prawdopodobne.

          I pomyśleć, że grająca ją Olivia de Havilland ma 95 lat:)
          • bebe.lapin Re: Na co umarła... 24.06.11, 00:00
            Wiem, wlasnie obejrzalam odpowiedni fragment, nie widac zadnej przyczyny, zreszta chyba ciaza tez nie byla wspomniana.
            • slotna Re: Na co umarła... 24.06.11, 00:48
              No bo ksiazka grubasna, to trzeba bylo skrocic, inaczej by serial wyszedl :)
              • bebe.lapin Re: Na co umarła... 24.06.11, 00:50
                No tak, ksiazki nie czytalam, nie wiem, czy powinnam sie wstydzic bardzo czy tylko troche?
                • slotna Re: Na co umarła... 24.06.11, 01:05
                  Wcale. Nie ma takiego obowiazku przeciez ;) Niemniej polecam, film jest rewelacyjny, jednak postaci sa baaardzo splycone.
                • jehanette Re: Na co umarła... 07.08.11, 13:57
                  bardzo :)
                  zresztą w filmie jest ciąża Melanii zasugerowana, w rozmowie z Rhettem po tym jak Scarlett spadła ze schodów i poroniła.
                  Och, kocham Przeminęło z Wiatrem!
        • szarsz Re: Na co umarła... 24.06.11, 22:44
          No ale w takim razie skąd lekarze mogli to wiedzieć PRZED ciążą?
          • slotna Re: Na co umarła... 24.06.11, 23:40
            > No ale w takim razie skąd lekarze mogli to wiedzieć PRZED ciążą?

            Mogli wiedziec, ze cos jej sie spsulo i najprawdopodobniej poroni, a jesli tak sie stanie, to nie beda umieli jej pomoc ze wzgledu na slaby poziom techniki medycznej i jej ogolnie watle zdrowie.
    • jehanette Warzywa i owoce 5 razy dziennie? 24.06.11, 16:49
      Jak czytam takie zalecenie, to zawsze się zastanawiam, co to oznacza? co to jest "porcja warzyw"? kilo ziemniaków, kapusty, szpinaku, jabłek, truskawek etc.? skąd mam wiedzieć, jaka porcja jakiego warzywa/owocu jest odpowiednia? czy jak zjem obiad składający się z samych warzyw, poprzedzony warzywną zupą, to jest jedna porcja czy więcej?
      Nie lubię popularnych tekstów o odżywaniu ;)
      • agafka88 Re: Warzywa i owoce 5 razy dziennie? 24.06.11, 17:18
        Proszę, tu masz tabelę, gdzie wszystko jest jasno opisane:
        www.nhs.uk/livewell/5aday/documents/downloads/5aday_portion_guide.pdf
        gdzieś miałam jeszcze wersję rysunkową, ale nie mogę znaleźć na tym komputerze.

        Tu jeszcze kilka ciekawych stron na ten temat:
        www.nhs.uk/livewell/5aday/pages/5adayhome.aspx/
        www.nhs.uk/Livewell/5ADAY/Pages/Whatcounts.aspx
        www.goodtoknow.co.uk/health/174329/Five-a-day-portion-sizes-in-pics
        • jehanette Re: Warzywa i owoce 5 razy dziennie? 24.06.11, 19:58
          nie ma to jak dostać mądrą odpowiedź :))))
      • agafka88 Re: Warzywa i owoce 5 razy dziennie? 24.06.11, 20:11
        Myślę, że problem leży w tym, że cała akcja przyszła do nas z zachodu. W Wielkiej Brytanii ta akcja ma sens, bo wszędzie można znaleźć informacje na ten temat (nawet u lekarza rodzinnego). U nas mam wrażenie, że to 5 porcji warzyw i owoców jest uzywane jako slogan reklamowy.
        • slotna Re: Warzywa i owoce 5 razy dziennie? 24.06.11, 23:39
          > Myślę, że problem leży w tym, że cała akcja przyszła do nas z zachodu. W Wielki
          > ej Brytanii ta akcja ma sens, bo wszędzie można znaleźć informacje na ten temat
          > (nawet u lekarza rodzinnego). U nas mam wrażenie, że to 5 porcji warzyw i owoc
          > ów jest uzywane jako slogan reklamowy.

          Potwierdzam. Tam sie pierwszy raz z tym zetknelam, bodajze 7 lat temu. Wszedzie wisialy informacyjne plakaty, a zakladke, ktora dostalam zapisujac sie do biblioteki mam chyba nawet do dzis. Byly na niej narysowane przykladowe porcje (kilka suszonych moreli, jablko, kawal kalafiora itp).
      • ciociazlarada Re: Warzywa i owoce 5 razy dziennie? 25.06.11, 23:41
        Wydaje mi się, że to jest wymienne tak poza tym, tj. owoce na warzywa:) Jadam owoce mniej więcej 4 razy w roku, nie pijam również soków. Jem za to bardzo dużo warzyw, praktycznie do każdego posiłku. Jestem zdrowa jak koń i dobrze odżywiona:)
    • madzioreck Buraki i siusianie na różowo... 11.07.11, 00:47
      Skąd się bierze siusianie na różowo po burakach? I czy to oznacza jakąś nieprawidłowość? Zawsze myślałam, że to normalne, ale ostatnio już któryś raz czytam, że jeśli tak się dzieje, to "jelita nie spełniają swojej roli"... o co kaman?
      • felisdomestica Re: Buraki i siusianie na różowo... 11.07.11, 01:12
        Hmmm....a co mają jelita do siusiania w ogóle?
        • madzioreck Re: Buraki i siusianie na różowo... 11.07.11, 10:59
          No właśnie nie mam pojęcia :)
        • szarsz Re: Buraki i siusianie na różowo... 11.07.11, 22:24
          Znaczy się mogą mieć to, że jak niedobrze pociachają (jasne, że nie same jelita, ale to co w nich siedzi) te nieszczęsne buraczki, to toto czerwone w całości pójdzie do krwi, z krwi do nerek, z nerek do pęcherza, a z pęcherza...

          Ale ja tej teorii nie bronię, nienienie.
          • szarsz Re: Buraki i siusianie na różowo... 11.07.11, 22:25
            A, enter za szybko.
            Ja też byłam cały czas przekonana, że to normalne :)
      • slotna Re: Buraki i siusianie na różowo... 11.07.11, 22:50
        > Skąd się bierze siusianie na różowo po burakach? I czy to oznacza jakąś niepraw
        > idłowość? Zawsze myślałam, że to normalne, ale ostatnio już któryś raz czytam,
        > że jeśli tak się dzieje, to "jelita nie spełniają swojej roli"... o co kaman?

        Jak zwykle o fantazje altmedowcow, nie przejmuj sie ;) Tu masz to opisane.
    • black_halo co siedzi w srodku pryszcza? 11.07.11, 10:59
      Zawsze mnie to interesowalo. Co to jest to biale. Skads wiem, ze ropa ale skad ona sie tam bierze i dlaczego akurat wlasnie tam a nie gdzie indziej? Dlaczego zazwyczaj na twarzy, czasem na plecach.

      Drugie pytanie jest natury zdrowotnej - dlaczego po igraszkach lozkowych boli mnie w krzyzu i podbrzusze? Czy to znaczy, ze sie starzeje i zaczynaja sie problemy z kregoslupem? Moze warto by zaczac jakies cwiczenia na te czesc ciala, bo narazie tylko plywam 2x w tygodniu po ok. 1.5 godziny.
      • teresa104 W środku jest łój 11.07.11, 11:37
        i płyn składający się między innymi z białych krwinek - skutek miejscowego zapalenia.
        A na twarzy i na plecach, bo tam jest dużo ujść gruczołów łojowych.

        Co do bólu po seksie, to pewno normalne zmęczenie materiału, za bardzo się przykładacie:)
        • black_halo Re: W środku jest łój 11.07.11, 21:54
          łój powiadasz? a co np. siedzi w tych czarnych wagrach? Alez mam zainteresowania. No i dlaczego miejscowe zapalenie powstaje w tym a nie innym miejscu?

          Ale mnie boli nie tylko bezposrednio po ale tez w ciagu dnia - w necie wycztalam, ze to objawy endometriozy.
          • madzioreck Re: W środku jest łój 11.07.11, 22:19
            > łój powiadasz? a co np. siedzi w tych czarnych wagrach?

            Też łój :)

            Alez mam zainteresowani
            > a. No i dlaczego miejscowe zapalenie powstaje w tym a nie innym miejscu?

            Pewnie z tego samego powodu, dla którego w danym dniu dostaje się zapalenie gardła, a nie ucha tudzież odwrotnie ;)

            > Ale mnie boli nie tylko bezposrednio po ale tez w ciagu dnia - w necie wycztala
            > m, ze to objawy endometriozy.

            A w trakcie też? Może tyłozgięcie?
          • ederlezi1981 Re: W środku jest łój 11.07.11, 22:22
            black_halo napisała:
            > łój powiadasz? a co np. siedzi w tych czarnych wagrach?
            Tez łoj, tylko końcówka styka sie z powietrzem i się utlenia. Wycisnij i obejrzyj.
    • teresa104 Gdzie się podziewają te wszystkie igły 07.08.11, 13:41
      i sztućce?
      Czemu jest tak, że komplet igieł jakby rozpływał się w powietrzu? Igieł ubywa, ubywa, w końcu zostają te najgrubsze, którymi nie da się przyszyć guzika koszuli i w końcu trzeba kupić nowy zestaw igieł?
      Gdzie wreszcie podziewają się te wszystkie łyżeczki, widelce, noże? Dlaczego sztućce się dekompletują i nawet przy najgruntowniejszym sprzątaniu nie znajduje się brakujących elementów? Igieł zresztą też się nie znajduje.
      Dodam, że zjawisko to zachodzi bez łasej na srebra służącej, dotyczy zresztą przedmiotów o niskiej wartości.
      • kis-moho Re: Gdzie się podziewają te wszystkie igły 07.08.11, 13:45
        Lyzki w smieciach z opakowaniem po jogurtach. Nie wierzylam, dopoki nie znalazlam jednej juz w smieciach. Podejrzewam, ze mam na sumieniu kilka innych, bo u mnie lyzki gina najczesciej.
        • teresa104 Re: Gdzie się podziewają te wszystkie igły 07.08.11, 14:48
          No właśnie łyżeczek ginie najwięcej, chociaż ja jogurtów nie jadam, nikt w domu nie jada. Czasem jem te serki z grudkami ale widelcem. Łyżeczki są używane głównie do zamieszania gorących napojów.
          • kis-moho Re: Gdzie się podziewają te wszystkie igły 07.08.11, 16:11
            A moze w roznych tajemniczych sloikach? Ja znalazlam kilka w puszce z cukrem, w pojemniku z sypka papryka itp. Lyzeczki tez chetnie zostawiam gdzies w domu, tam gdzie akurat jadlam jogurt/lody itp. Czesto w lazience, ale tam tak latwo nie gina.
            Alternatywne rozwiazanie - twoje lyzki ida tam, dokad ida moje skarpetki. Kupuje zwykle x par w tym samym kroju i kolorze, to rozwiazuje problem ginacych polowek. Ale teraz znowu zostalam z trzema parami na krzyz, i nie wiem, gdzie podziala sie reszta...
            • marikooo Re: Gdzie się podziewają te wszystkie igły 07.08.11, 17:38
              Skarpetki zabiera Skarpetkowy Potwór, to oczywiste.
              Grasują też inne Domowe Antropomorficzne Personifikacje
      • jehanette Re: Gdzie się podziewają te wszystkie igły 07.08.11, 14:00
        Pożyczalscy ;)
      • jul-kaa Re: Gdzie się podziewają te wszystkie igły 07.08.11, 17:01
        Małe nożyki - u mnie lądują ze skórkami od owoców w śmieciach.
        Ale co z resztą - nie mam pojęcia. Robimy taką osmiornicę z pojedynczych skarpet i jest ich w niej już 18! A całkiem niedawno Pan Pralkowy zaglądał w czeluść pralki i żadnych pożartych skarpet nie uświadczył.
        U mnie najczęściej giną nożyczki. Kupiłam sobie kiedyś w akcie desperacji 10 par. Jeśli dodać do niech te >20, które miałam wcześniej, to Pożyczalscy mają ściany wytapetowane nożyczkami...
      • milstar Re: Gdzie się podziewają te wszystkie igły 09.08.11, 01:16
        W krainie zwanej Tutaj, opisanej przez Cecelię Ahern
    • madzioreck koncentrat pomidorowy 30%... czego? 07.08.11, 20:36
      Co to właściwie znaczy, "koncentrat pomidorowy 30%"? 30% czego? No bo chyba nie pomidorów...?
      • kasia_grubasia Re: koncentrat pomidorowy 30%... czego? 07.08.11, 20:40
        Ha - no właśnie! I w takim razie ile procent "tego czegoś" mają świeże pomidory?
        • teresa104 Ja to sobie myślę 07.08.11, 21:10
          że ten procent, to procent zredukowanej masy pomidorowej. Albo ze 100% rozmiażdżonych pomidorów zostaje 30%, albo 30% ubywa (zostaje 70). Są inne procenty koncentratu?
          • teresa104 Niestety 07.08.11, 21:19
            Mam w lodówce koncentrat Pudliszek i na nim stoi, iż zawiera 30% ekstraktu (czyli im wyższy procent, tym więcej pomidora w koncentracie). Obawiam się zatem, że to tajemnica producenta, czym jest ten ekstrakt. Może suche puree pomidorowe?
            • madzioreck Re: Niestety 07.08.11, 21:44
              No dobra, to inaczej - czy ktoś wie, co w takim razie, poza pomidorami, zawiera koncentrat? Bo składu się nigdy nie dopatrzyłam...
            • diuszesa Re: Niestety 11.08.11, 12:45
              Już nie pamiętam, ale tu było coś na temat pomidorów (w drugiej części programu):
              vod.onet.pl/wiem-co-jem,wiem-co-jem-parowki,6095,1,6153,odcinek.html
    • turzyca Re: Głipie pytania [LWW] 28.08.11, 20:52
      Co robia (eleganccy) ludzie ze swoim plaszczem/kurtka/nakryciem po wejsciu do pokoju hotelowego?
      W kolejnym hotelu nie ma kolo drzwi pokoju zadnego wieszaka, haczyka, glupiego gwozdzia nawet. I ja znowu jak ta glupia stoje ze swoim plaszczem w reku i nie wiem, co mam z nim zrobic. Powiesic do szafy? Obok swiezych bluzek? Jakos tak mi fuj, no i poza tym nieporecznie, pierwsze co chce zrobic po przyjsciu do pokoju to zdjac i odwiesic plaszcz, zezuc buty, umyc rece, a dopiero potem wejsc do wlasciwego pokoju. Nie cierpie zdejmowac butow, bedac w odziezy wierzchniej, i nie wyobrazam sobie chodzenia w mokrych, ubloconych butach po pokoju. No ale moze mi brakuje otrzaskania, wiec stad pytanie poczatkowe. ;)
      • pierwszalitera Re: Głipie pytania [LWW] 28.08.11, 21:44
        turzyca napisała:

        > Co robia (eleganccy) ludzie ze swoim plaszczem/kurtka/nakryciem po wejsciu do p
        > okoju hotelowego?
        > W kolejnym hotelu nie ma kolo drzwi pokoju zadnego wieszaka, haczyka, glupiego
        > gwozdzia nawet. I ja znowu jak ta glupia stoje ze swoim plaszczem w reku i nie
        > wiem, co mam z nim zrobic. Powiesic do szafy? Obok swiezych bluzek? Jakos tak m
        > i fuj, no i poza tym nieporecznie, pierwsze co chce zrobic po przyjsciu do poko
        > ju to zdjac i odwiesic plaszcz, zezuc buty, umyc rece, a dopiero potem wejsc do
        > wlasciwego pokoju. Nie cierpie zdejmowac butow, bedac w odziezy wierzchniej, i
        > nie wyobrazam sobie chodzenia w mokrych, ubloconych butach po pokoju. No ale m
        > oze mi brakuje otrzaskania, wiec stad pytanie poczatkowe. ;)


        Płaszcz wiesza się do szafy. Eleganccy ludzie nie mają fuj garderoby wierzchniej, dlatego wieszanie jej koło bluzek nie stanowi problemu. ;-) Podobnie jest z butami. Te jeżeli są zabłocone, to oczyszcza się przy wejściu do hotelu, wiele hotelów ma nawet elektryczne szczotki do butów na korytarzach. No i wiele (większość?) ludzi nie ściąga w ogóle butów wchodząc do pokoju hotelowego. Tylko udając się do łazienki, albo do łóżka. Mnie by nie przyszło chodzić po pokoju hotelowym na boso, albo w skarpetkach, domowych kapci w podróż raczej nie biorę, bo preferuję mały bagaż, a hotelowe pantofle, takie frotowe, to bywają w niektórych hotelach, ale wcale nie tak często. W zasadzie szkoda, bo to fajny wynalazek, jak gdzieś są, to biorę ze sobą, są lekkie, dają się zapakować w najmniejszą torbę i można skorzystać następnym razem na wyjazdach.
        • turzyca Re: Głipie pytania [LWW] 28.08.11, 22:13
          Ja zasadniczo wiem, ze elegancki czlowiek pomyka w wytwornych szpileczkach od drzwi hotelu do taksowki i od taksowki do miejsca docelowego i sa to niewielkie kawalki, zazwyczaj zadaszone, wiec sobie nie zbruka podeszw, ale udalo mi sie trafic na kaluze tuz przed drzwiami hotelu...

          Oraz rozumiem, ze elegancki czlowiek nie siada na lawce w parku, nie jezdzi pociagiem i w ogole nie korzysta z miejsc, z ktorych przed nim mogl skorzystac nieuprany od 5 lat menel. Bo ja po dluzszej podrozy kolejowej, w tym paru dworcach i jednej restauracji dworcowej, czuje sie dosyc fuj, zeby miec obiekcje wobec wlasnego plaszcza.
          • pierwszalitera Re: Głipie pytania [LWW] 28.08.11, 22:31
            turzyca napisała:

            Bo ja po dluzszej podrozy kolejowej, w tym paru dworcach
            > i jednej restauracji dworcowej, czuje sie dosyc fuj, zeby miec obiekcje wobec
            > wlasnego plaszcza.

            Zweryfikuj swoje wyobrażenia o czystym pokoju hotelowym i rzuć płaszcz na pierwszy lepszy fotel, albo krzesło. ;-)
          • teresa104 Lepiej się nie zastanawiać 28.08.11, 22:32
            czego tyka nasz płaszcz, torba, nasze podeszwy. Jeśli nie cierpimy na niedostatki odporności, z reguły nic nam nie powinno być. Nie dajmy się sterroryzować, to rodzi problemy i utrudnia życie o wiele bardziej, niż brud:)
      • teresa104 Płaszcz fuj? 28.08.11, 22:28
        Może płaszczy i kurtek nie czyszczę tak często, jak piorę bluzki, te są jednorazowe, ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że od okrycia wierzchniego na bluzkę może przeskoczyć jakieś fuj. Jakże bym wtedy mogła spokojnie zakładać na czyste ciało czystą bluzkę, a na to fuj płaszcz?

        Gorzej, gdy płaszcz jest mokry. Wtedy powieszenie go w szafie może zawilgocić wiszące tam ubrania i zniweczyć prasowanie.
        Dlatego pod hotel należy podjeżdżać taksówką.
        • turzyca Re: Płaszcz fuj? 28.08.11, 22:54
          Ale wiesz, moj plaszcz ma strone zewnetrzna i wewnetrzna. A pomiedzy bardzo duzo plaszcza wlasciwego, ktory oddziela strone menelowa od strony bluzkowej.

          A smutne doswiadczenie zyciowe mowi, ze przy odpowiednich warunkach atmosferycznych mozna przemoknac do szczetu na zadaszonej trasie od taksowki do drzwi hotelu. I wtedy, jak slusznie zauwazasz, wieszanie takiego plaszcza w szafie tez jest niepozadane. Na szczescie ten jeden jedyny raz, kiedy ta jakze mokra nieprzyjemnosc mnie spotkala, mieszkalam w hotelu, ktory mial wieszak, i to taki porzadny z ramiaczkami, tuz kolo drzwi. Plaszcz sobie spokojnie sechl, a ja poszlam w kurtce, na szczescie przestalo lac.

          Pomysl rzucania garderoba na fotele jest w zasadzie znakomity, gdyby nie fakt, ze ja mam zakodowane walczenie z wlasnym chaosem i wszystko powinno miec swoje, jednoznacznie okreslone, miejsce.
          No a poza tym jesli eleganccy ludzie nie rzucaja garderoba po fotelach, to co sobie o mnie pomysli sprzataczka???
          • izas55 Re: Płaszcz fuj? 29.08.11, 07:17
            turzyca napisała:

            > No a poza tym jesli eleganccy ludzie nie rzucaja garderoba po fotelach, to co s
            > obie o mnie pomysli sprzataczka???

            Sprzątaczka hotelowa widziała w życiu tyle rzeczy, że twój płaszcz przejdzie niezauważony w dowolnym miejscu pokoju.
            • wariamiktoria Re: Płaszcz fuj? 29.08.11, 14:56
              Jako pokojowka potwierdzam, plaszcz to pikus. Dopoki nie zostawisz ponadprzecietnego brudu to spora szansa, ze nie odnotujesz sie w ogole w pamieci. Za to reczniki w brunatnych wydzielinach, posciel, wszystko w pascie do zebow, smieci poza koszem, pochowane po pokoju resztki garedroby (ot takie skarpetki za lozkiem) to cos co wnerwia mowiac delikatnie. Cala reszta normalnego balaganu to wlasnie normalny balagan i dla pokojowki jest to zwyczajna praca, bardziej dziwne jest sprzatac pokoj po kims tak jakby tam nie mieszkal. Wchodzisz i nie wiesz czy ktos spal na tym lozku a jak tak to po ktorej stronie podwojnego itd.
              Od siebie dodam, ze jesli zostawisz napiwek to nieco zrownowazy duzy balagan. Z doswiadczenia jednak widze, ze napiwki zostwiaja czysci ludzie a syfiacy zostawiaja syf i tyle. Jak chcesz byc mila i masz czas to mozesz przed odjazdem zdjac poszwy z poscieli i ulozyc razem ze zuzytmi recznikami, zawsze to pare minut roboty mniej, i jak nie chcesz sprzatania podczas pobytu to wywieszasz karteczke i juz. Wtedy pokojowka nie wchodzi i nie widzi plaszcza na fotelu.
              I zdecydowanie goscie gdy maja fuj odziez wierzchnia to biora wieszak z szafy i wieszaja go na drzwiach tejze albo w lazience. I stanowczo chodz w butach czy kapciach po hotelowym pokoju a nie boso. Bo mimo ze zawsze odkurzany i scierany to jednak przewalaja sie przez niego tlumy. I zdecydownie jesli sa jednorazowe kubeczki i bedziesz uzywac to zgniec je i wyrzuc do kosza, juz rozne historie o oszczednosciach hotelowych slyszalam i ta jest pikusiem.
      • anna-pia Re: Głipie pytania [LWW] 28.08.11, 22:56
        Jeśli nie ma nic do wieszania koło drzwi, biorę wieszak z szafy wieszam na najbliższych drzwiach. Wszelkie fuje tam przelezą, a nie na bluzki i te pe.
        Ewentualnie za wieszak może posłużyć kaloryfer w łazience.
        • kis-moho Re: Głipie pytania [LWW] 28.08.11, 23:01
          > Ewentualnie za wieszak może posłużyć kaloryfer w łazience.

          Tak jak mi zupelnie nie przeszkadzaja jakiekolwiek fuje w szafie, czy na fotelu, tak okolice mojego recznika sa dla mnie swiete :o)
          Ale to wszystko i tak siedzi w glowie, Teresa ma racje, ze nie nalezy sie zastanawiac, co mieszka na naszych butach, plaszczu (i blaszkach pieczarek). Mowiac brutalnie, od (takiego) brudu jeszcze nikt nie umarl.
          • pierwszalitera Re: Głipie pytania [LWW] 29.08.11, 01:31
            kis-moho napisała:


            Mowiac
            > brutalnie, od (takiego) brudu jeszcze nikt nie umarl.

            A ostatnia epidemia w Niemczech, ta z tymi wstrętnymi bakteriami na zakażonych kiełkach, to co? ;-)))
            • izas55 Re: Głipie pytania [LWW] 29.08.11, 07:15
              No już nie mieszajmy do tego biednej E. coli. Tak generalnie gdyby E. coli nie było w ogóle to nie byłoby nam najlepiej pod względem zdrowotnym.
              A zakażone kiełki z płaszczem mają mało wspólnego. Chyba, że ktoś kto go nosi wytarza się w fekaliach a potem będzie go lizał. O co turzycy bynajmniej nie podejrzewam.
          • turzyca OT? Zloty srodek alias pion 29.08.11, 01:44
            kis-moho napisała:

            > Ale to wszystko i tak siedzi w glowie, Teresa ma racje, ze nie nalezy sie zasta
            > nawiac, co mieszka na naszych butach, plaszczu (i blaszkach pieczarek). Mowiac
            > brutalnie, od (takiego) brudu jeszcze nikt nie umarl.

            W sumie nie wiem, czy to nie jest kolejne glupie pytanie. :)
            Obserwowalam z dosc bliska wyksztalcanie sie nerwicy natrectw i wiem, jak latwo, przy sprzyjajacym podlozu, ja rozwinac. I bardzo bym chciala uniknac czegos takiego i u mnie i u rodziny, wiec zasadniczo postawa Teresy jest mi dosc bliska. A miewalam juz dyskusje na temat tego, czy pranie bielizny osobistej dolnej z bluzkami jest akceptowalne czy to porazajacy brak higieny. I czy pranie w 30 i 40 stopniach sie faktycznie dopiera, czy nalezy stosowac wylacznie 40 i 60, bo inaczej jest niehigienicznie.
            Z drugiej strony mialam kiedys takich sasiadow, wizyty u ktorych konczyly sie u mnie natychmiastowa potrzeba sprzatania i pucowania. Ja jestem dosc chaotyczna, ale czysto chaotyczna (czyli mam czysto, ale nieporzadnie [da sie, wymaga to pewnego wysilku, ale sie da]), oni mieli brudny chaos. W sumie nie dzialo sie nic zagrazajacego zdrowiu, ale system, w ktorym kazde dziecko ma swoj zestaw naczyn (plastikowych) i gdy chce zjesc posilek, to wyjmuje je z zawalonego zlewu, zmywa, zjada, po czym wrzuca takie usyfione do zlewu, gdzie czekaja na nastepny posilek, zdecydowanie mnie odrzucal. Takoz to przemieszanie wszystkiego ze wszystkim, jakas sciolka jakiegos zwierzecia rozwloczona po podlodze, placzace sie po tym wszystkim pojedyncze sztuki odziezy (tu skarpetka z bohaterem kreskowki, tam damska ponczoszka), w ogole mycie wszystkiego - takze np. stolu czy blatu szafki - przed uzyciem i zostawianie usyfionego... No nikt od tego nie umarl, dzieci byly w pelni zdrowe, intelektualnie rozwiniete ponadprzecietnie (bo to nie menelnia byla, tylko dom hmmmm... artystyczny) i pewnie zasadniczo lepiej tak niz miec nerwice natrectw i myc sie 5 razy dziennie, ale jakos do tej pory jak sobie tamten dom zwizualizuje, to nie wydaje mi sie, zebym taki wzorzec chciala komukolwiek przekazywac. I mam wrazenie, ze te dzieci moga miec jako dorosli powazne problemy z partnerami, bo brak w nich pewnych odruchow, ktore wiekszosc spoleczenstwa ma.

            I jak tu znalezc i trzymac sie zlotego srodka? W ktorym momencie stwierdzenie "to jest obrzydliwe, bo brudne" jest objawem zdrowego pionu, a w ktorym zaczyna byc objawem fobii? Albo w druga strone: w ktorym momencie brak tego stwierdzenia oznacza, ze nie jestesmy (juz) na dobrej drodze?
            • pierwszalitera Re: OT? Zloty srodek alias pion 29.08.11, 02:02
              turzyca napisała:

              > I jak tu znalezc i trzymac sie zlotego srodka? W ktorym momencie stwierdzenie "
              > to jest obrzydliwe, bo brudne" jest objawem zdrowego pionu, a w ktorym zaczyna
              > byc objawem fobii? Albo w druga strone: w ktorym momencie brak tego stwierdzeni
              > a oznacza, ze nie jestesmy (juz) na dobrej drodze?
              >

              Na każde psychiczne zaburzenie, nie mówię tu o psychiatrycznych chorobach, istnieje proste kryterium - źle jest wtedy, kiedy zaczyna ci ono przeszkadzać i utrudniać życie. To stosuje się zarówno do tolerowania brudu, jak i zamiłowania do porządku. Jeżeli czujesz się ze swoimi przyzwyczajeniami dobrze, nie wymagają one od ciebie wysiłku ponad miarę, nie wyczerpują fizycznie, nie przynoszą ci emocjonalnych strat w życiu prywatnym i nie wpływają negatywnie na życie zawodowe, nie doprowadzają do natręctw i nie odciągają od spraw, które uważasz za ważniejsze, prowadzisz do tego satysfakcjonujące życie społeczne i nie masz wrażenia, że trzeba coś zmienić, to nic zmieniać nie musisz. Nawet gdybyś miała zwyczaj prasowania skarpetek i przekładania talerzyków w kredensie papierowymi serwetkami. ;-)
              • turzyca Re: OT? Zloty srodek alias pion 29.08.11, 02:32
                Jeżeli czujesz się ze swoimi przyzwyczajeniami dobrze, nie wymagają
                > one od ciebie wysiłku ponad miarę, nie wyczerpują fizycznie, nie przynoszą ci e
                > mocjonalnych strat w życiu prywatnym i nie wpływają negatywnie na życie zawodow
                > e, nie doprowadzają do natręctw i nie odciągają od spraw, które uważasz za ważn
                > iejsze, prowadzisz do tego satysfakcjonujące życie społeczne i nie masz wrażeni
                > a, że trzeba coś zmienić, to nic zmieniać nie musisz.

                A jesli ja sie czuje z moim przyzwyczajeniami dobrze, a moje otoczenie czuje sie zle?
                Mam taka porazajaca znajoma, ktora spedza w sumie jakies 6 godzin dziennie na utrzymywaniu domu w stanie wlasciwym. Np. po umyciu rak trzeba kazdorazowo wytrzec do sucha zlew i kran, zeby sie kamien nie osadzal. Maz nie angazuje sie az tak, ale kran karnie wyciera i ogolnie stanowisko zony popiera. Czy jak jej sie dziecko zbuntuje i stwierdzi, ze ma w nosie wycieraniu kranu, to dziecko ma problem i zaburzenia poczucia czystosci czy rodzice?
                I w druga strone gdy dziecko z rodziny z poprzedniego postu zacznie domagac sie sprzatajacej soboty, zmywania naczyn bezposrednio po posilku i innych im obcych zwyczajow, to znowu: dziecko ma problem, czy rodzina?
                O moim ulubionym przykladzie czyli wspolnym zyciu chaotyka z pedantem nie wspominajac. Bo kto ma problem? Jak ocenic czy chaotyk jest zbyt chaotyczny czy moze pedant zbyt pedantyczny?
                • kis-moho Re: OT? Zloty srodek alias pion 29.08.11, 09:50
                  > A jesli ja sie czuje z moim przyzwyczajeniami dobrze, a moje otoczenie czuje si
                  > e zle?

                  To moim zdaniem juz jest problem. Mamy w rodzinie TZ taka pania, ktora lazienke i kuchnie namietnie (co 2-3 dni) myje nierozcienczonym domestosem (ktory jest na Wegrzech zreszta bardzo popularnym srodkiem do mycia wszystkich powierzchni lazienkowo-kuchennych). Ja osobiscie mam z tym problem, i np. moje potencjalne raczkujace dziecko duzo chetniej bym zabrala do wspomnianej przez ciebie chaotycznej rodziny niz do tej wlasnie ciotki. Bo od odrobiny brudu nikt nie umarl, ale resztki silnych srodkow czyszczacych naprawde nie sa zdrowe.
                  Co nie znaczy, ze rozne zdrowe bziki sa zle. Niektorzy szoruja jajka, inni pieczarki, a ja bez czysciutkiego recznika i poscieli czuje sie fatalnie. Wokol mnie moze sie walic i palic, ale recznik musi byc swiezy. Co nie zmienia faktu, ze moge mieszkac pod namiotem przez tydzien i nie czuje sie zle. Kwestia nastawienia.
                  No i sa jeszcze rzeczy, na ktore faktycznie trzeba uwazac, typu mieso. Ale nie jest ich znowu az tak strasznie duzo.
                • pierwszalitera Re: OT? Zloty srodek alias pion 29.08.11, 11:22
                  turzyca napisała:

                  > A jesli ja sie czuje z moim przyzwyczajeniami dobrze, a moje otoczenie czuje si
                  > e zle?

                  To należy do kategorii satysfakcjonujących kontaktów społecznych. Jeżeli stosunki z bliskimi osobami zaczynają się powodu twoich przyzwyczajeń psuć, to sama odczuwasz, że ponosisz jakieś straty. Według mojej definicji równowaga jest naruszona i nie możesz twierdzić, że jest ci z twoimi przyzwyczajeniami naprawdę dobrze. Musisz więc zadecydować z czego warto zrezygnować. I jeżeli wybór padnie na kontakty społeczne, to każda osoba w miarę zdolna do refleksji, widzi, że ma poważny problem. U dzieci mamy sprawę z większą zależnością, ale dzieciństwo to ogólnie trudna faza w życiu i tu trzeba durch, jak mówią Niemcy ;-) A pedant i chaotyk bez gotowości do równych kompromisów nie powinni mieć wspólnego gospodarstwa. ;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka