Dodaj do ulubionych

Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM)

21.06.11, 19:17
W watku o karmieniu piersia kilka razy padlo to stwierdzenie. Chcialabym sie dowiedziec, co to wlasciwie znaczy. Zaznaczam od razu, ze od niedawna naleze do frakcji karmiacych.
Zmienilam sie wraz z narodzeniem dziecka.
Mniej spie, jestem zmeczona wiec czasem zapadam na "pomrocznosc jasna". Dziecko, choc malutkie, potrzebuje wiele uwagi, wiec nie czytam niczego powazniejszego, bo rzadko moge sie na dluzej na czyms skupic, poza tym wyzej wspomniana pomrocznosc jasna. Karmie piersia (takze w miejscach publicznych, bo z wrzeszczacym niemowleciem nie bede spacerowac), wiec moj mozg jest zalewany oksytocyna. Tenze hormon, procz regulacji wplywu mleka i skurczow macicy (nie tylko podczas porodu, takze podczas orgazmu), jest odpowiedzialny za insynkt macierzynski (a takze monogamie, ale to obok tematu). W kazdym razie oksytocyna powoduje, ze moje mysli kreca sie w 99% wokol dziecka, o Kancie nie mysle, nie sledze wydarzen politycznych... No i oczywiscie uwazam, ze moja dziewczynka jest najcudowniejsza na swiecie i zrobilabym dla niej wszystko.
Czy to PZM? Czy PZM sie lecze? Czy i kiedy PZM znika? Czy sa na to szczepionki? ;)
Obserwuj wątek
    • jul-kaa Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 21.06.11, 19:37
      Moja przyjaciółka, mama pięciomiesięcznego chłopca, miała wczoraj bardzo nieprzyjemną scysję z bliską osobą. Wyszła z domu popłakać, dzwoniąc dom mnie była zrozpaczona, załamana, nieszczęśliwa. Doradziłam jej, żeby wróciła jednak do domu i nakarmiła synka. Bała się, że jej złe emocje nie wpłyną dobrze na dziecko, ale udało mi się ją przekonać (z trudem). Po pół godzinie zadzwoniła do mnie spokojna, wuluzowana mówiąc z radością "to działa!". Karmienie ma więc wg mnie zbawienny wpływ na matkę. Wycisza, uspokaja nerwy, zalewa oksytocyną.

      A wracając do pytania z tematu wątku: Pieluszkowe zapalenie mózgu wg niektórych agresywnych bezdzietnych to jakakolwiek zmiana w podejściu do dzieci, rodziny, macierzyństwa, która dokonuje się u osób mających potomstwo.

      Wg mnie z kolei PZM to długotrwałe skupienie się wyłącznie na dziecku, zamknięcie się przed światem, roszczeniowa postawa związana z pragnieniem, by świat kochał naszego bąbla tak samo, jak my. Człowiek z PZM przestaje mówić normalnym językiem, umie tylko ciućkać i zdlabniać. Jego dziecko może wrzeszczeć, latać po restauracji, kopać zwierzęta i wylewać wino na dekolt obcym kobietom.
      Dla mnie PZM to jak dziecięcy egocentryzm - niezbędny element rozwoju. Każda mama na początku, w noworodkowym okresie swojego dziecka, powinna "cierpieć" na PZM, powinno się go wtedy w niej wzmacniać. PZM to jak silne zakochanie, z którego moze się narodzić zdrowa, mądra miłość. Zdrowe i naturalne jest, jeśli PZM w jakimś momencie ustępuje. Jeśli nie, należy je leczyć.
      • tfu.tfu Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 22.06.11, 16:16
        jul-koo, no ale jak się z kobiety bezdzietnej staje dzietną, to wszystko się zmienia o 180 stopni ;) tu nie ma dyskusji ;)
        fizjologia ;)
    • ciociazlarada Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 21.06.11, 19:50
      Podobnie jak Julce kojarzy mi się to z ciumcianiem i pseudowychowywaniem małego potwora. Dodałabym jeszcze od siebie zaawansowane dyskusje o fasolkach i rymy częstochowskiej kierowane do tychże w czasie ciąży na publicznych forach.

      Nie lubię dzieci, swoich jeszcze nie mam, ale jestem już duża i rozumiem, że życie po urodzeniu dziecka zmienia się diametralnie i priorytety się również zmieniają. Opieki nad dzieckiem i dbałości o nie PZM według mnie nazwać się nie da. Jakby nie było, oksytocyna czy nie, jesteśmy do niej prawnie zobowiązani w momencie stania się rodzicami, więc ciężko to określać jako coś patologicznego.
      • jul-kaa Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 21.06.11, 20:08
        Oj tak, fasolkowanie, piękne wiersze i róziowe filmiki na YT ze zdjęciami brzucha, a potem malucha. I jeszcze dodałabym różne śmieszne formy, typu mówienie w liczbie mnogiej (zrobiliśmy kupkę, zjedliśmy amciu amciu itp.). Przed urodzeniem dziecka zżymałam się też na trzecią osobę (mama da ci w pysk), ale teraz sama jej używam i nie umiem przestać, choć się staralam ;)
        • ciociazlarada Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 21.06.11, 20:15
          mówienie w
          > liczbie mnogiej (zrobiliśmy kupkę, zjedliśmy amciu amciu itp.).

          Julko, kusisz... Mam robotę, a już widzę że ogarnia mnie niezdrowa fascynacja i zaraz polecę szukać, zwłaszcza tego zjedliśmy amciu amciu:)
        • moniach_1 Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 21.06.11, 21:14
          Jeszcze suwaczki, może to nie jakiś zaawansowany objaw ;) ale mogą być mocno irytujące (nie wiem, komu pojechałam osobiście, bo je blokuję adblockiem). Btw tak się zastanawiam, jaki może być wpływ różnych for tematycznych na występowanie PZM. Czy myślicie, że to naturalne, czy duże skupienie dużej ilości kobiet we wspólnej wirtualnej przestrzeni może to powodować? Presja grupy?

          (btw ja chyba mam pewne objawy w stosunku do mojego kota "co kotek je? mięsko kotek je?", ale hamuję się przy ludziach ;))
          • jul-kaa Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 21.06.11, 21:24
            Na forach dzieciowych suwaczek się przydaje, bo od razu wiadomo, ile dziecko ma. Na Matkujących mamy wątek suwaczkowy, wrzuciłyśmy suwaki i nie musimy pstrzyć nimi każdego posta. Mnie najbardziej bawi taki komplet suwaków: jesteśmy razem już od..., jesteśmy małżeństwem już..., nasz słodki bąbelek ma już... Całość oczywiście zajmuje pół ekranu.

            > Btw ta
            > k się zastanawiam, jaki może być wpływ różnych for tematycznych na występowanie
            > PZM.

            Oj duży! Jak na takim forum rówieśniczym jedna panna da marchewkę trzymiesięcznemu dziecku, to zaraz inne mądre się znajdą. Jak będą dwie homeopatki, to zaraz kolejne dołączą. Jak jedna zbada dziecko na robale, to zaraz piętnaście też zobaczy objawy robali u swojego potomka. Jak jedna nie szczepi dziecko MMRem, to zaraz kolejne zaczną się bać autyzmu. itd. itp.
          • ko_kartka Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 22.06.11, 01:54
            > Jeszcze suwaczki, może to nie jakiś zaawansowany objaw ;) ale mogą być mocno ir
            > ytujące (nie wiem, komu pojechałam osobiście, bo je blokuję adblockiem)

            Jak?! Też mam adblocka, ale suwaczki ukazują mi się w pełnej krasie, a bynajmniej nie jestem bywalczynią forów dzieciowych.
            • moniach_1 Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 22.06.11, 02:31
              Jakoś normalnie, prawym i zablokuj obrazek. Nie pamiętam problemów :)
              • ko_kartka Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 23.06.11, 01:30
                Ale każdy obrazek z osobna, tak? Myślałam, że hurtowo da się załatwić wszystkie suwaczki.
                • kasiamat00 Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 23.06.11, 17:05
                  Da się załatwić naraz wszystkie z jednego serwera, zwykle w tym celu przy wpisywaniu reguły do zablokowania trzeba zamienić wszystko po pierwszym slashu (/) na jedną gwiazdkę.

                  Moje reguły blokujące suwaczki (nie wiem czy to wszystkie, te na oko wyglądały na tę zarazę):

                  www.zapytajpolozna.pl/cache/*
                  dzidziusiowo.pl/php/*
                  www.suwaczki.com/tickers/*
                  www.suwaczek.pl/cache/*
                  tickers.tickerfactory.com/*
                  www.dziecionline.pl/grafika/animowane/*
                  suwaczki.waszslub.pl/*
                  *.lilypie.com/*
                  tickers.baby-gaga.com/*
                  www.mamacafe.pl/suwak/*
                  s2.pierwszezabki.pl/*
                  *.suwaczek.com/*
                  straznik.dieta.pl/zobacz/*
                  alterna-tickers.com/*
                  tickers.nuvis.org/*
                  www.ticker.7910.org/*
                  preg.fertilityfriend.com/*
                  www.zapytajpolozna.pl/components/com_widgets/*
                  slubowisko.pl/suwaczek/*
                  myticker.eu/ticker/tickers/*
                  • ko_kartka Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 23.06.11, 22:30
                    Dzięki!
        • milstar Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 21.06.11, 21:39
          jul-kaa napisała:

          Przed urodzenie
          > m dziecka zżymałam się też na trzecią osobę (mama da ci w pysk), ale teraz sama
          > jej używam i nie umiem przestać, choć się staralam ;)

          To akurat ma swoje uzasadnienie: dziecku trudno załapać o co chodzi z zaimkami osobowymi i dlaczego "ja", "on" stosuje się do różnych osób. Moja siostra w wieku kilku lat potrafiła powiedzieć "daj jej" w odniesieniu do siebie. Bratanica z kolei była szczerze zdziwiona, że może istnieć więcej niż jedna Ola. Forma "mama da Jasiowi obiad" w tym przypadku sprawdza się lepiej niż "dam Ci obiad"
          • jul-kaa Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 21.06.11, 21:42
            milstar napisała:
            > To akurat ma swoje uzasadnienie: dziecku trudno załapać o co chodzi z zaimkami
            > osobowymi i dlaczego "ja", "on" stosuje się do różnych osób.

            To akurat żadne uzasadnienie, bo dziecko wtedy i tak ma potem problem z "ja" i mówi o sobie "Jaś". Jaś poszedł zamiast ja poszedłem. Tak samo z mamą - dziecku trudno zakapować, że inne dzieci też mają mamy.
          • besame.mucho Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 21.06.11, 22:14
            Syn mojego kumpla (kiedy miał 3 lata - syn nie kumpel) mówił o sobie "ty". W sumie jak to rozważyłam, to dzieciak logicznie myślał. No bo weźmy np. wyimaginowaną rozmowę:
            - tato kto jest większy?
            - ja
            - tato, a kto jest młodszy
            - ty

            to nie dziwne, że małemu się koduje, że "ja" to jest tata, a "ty" to jest on sam ;)
            • pierwszalitera Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 21.06.11, 22:29
              besame.mucho napisała:

              No bo weźmy np. wyimaginow
              > aną rozmowę:
              > - tato kto jest większy?
              > - ja
              > - tato, a kto jest młodszy
              > - ty
              >
              > to nie dziwne, że małemu się koduje, że "ja" to jest tata, a "ty" to jest on sa
              > m ;)

              Nie, nie i jeszcze raz nie. ;-) Jeżeli dziecko jest na takim poziomie rozwoju, że chwyta pojęcia większy i młodszy, to chwyta też tą zaimkową sprawę z ja i ty. Założę się o paczkę Pampersów. ;-)
              • besame.mucho Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 21.06.11, 22:35
                Litero, bardzo możliwe, ja się zupełnie nie znam na dzieciach, rozmowa jest wymyślona w tej chwili przeze mnie żeby mniej więcej podać o co chodzi z "ja" i "ty" w takim dialogu, w rzeczywistości mały mógł to sobie zakodować po gadkach z o wiele prostszymi określeniami niż te :). Pamiętam tylko jakiś mniej więcej miesiąc kiedy mały za każdym razem mówiąc o sobie mówił "ty".
              • szarsz Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 21.06.11, 22:36
                pierwszalitera napisała:
                > Nie, nie i jeszcze raz nie. ;-) Jeżeli dziecko jest na takim poziomie rozwoju,
                > że chwyta pojęcia większy i młodszy, to chwyta też tą zaimkową sprawę z ja i ty
                > . Założę się o paczkę Pampersów. ;-)

                Mogłabyś przegrać :) Z zaimkami (ale też i rozróżnianie "mojej mamy" od "mamy krzysia") dzieci zaczynają sobie radzić przeciętnie koło trzecich urodzin. Mały/duży, początki liczenia (do trzech) potrafią dwulatki, takie właśnie, które zaczynają składać zdania.
                • pierwszalitera Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 21.06.11, 22:49
                  szarsz napisała:

                  > Mogłabyś przegrać :) Z zaimkami (ale też i rozróżnianie "mojej mamy" od "mamy k
                  > rzysia") dzieci zaczynają sobie radzić przeciętnie koło trzecich urodzin. Mały/
                  > duży, początki liczenia (do trzech) potrafią dwulatki, takie właśnie, które zac
                  > zynają składać zdania.

                  Mnie się wydaje, z obserwacji mniej lub bardziej obcych dzieci, że istnieje spora różnica pomiędzy rozumieniem, a poprawnym używaniem. Dlatego dziecko odróżnia bardzo wcześnie ja od ty, oraz nazwaną przez osobę dorosłą mamę Krzysia od swojej własnej, ale może mieć długo problemy z prawidłowym nazwaniem osoby (moja mama), gdy musi radzić sobie werbalnie samo. To tak jak u nas z językiem obcym, zanim zaczniemy poprawnie mówić, całą masę już rozumiemy.
                  • szarsz Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 21.06.11, 23:04
                    No to się widać nie zrozumiałyśmy. Ja pisałam o poprawnym użyciu "ja", "ty", "my", itd. Podobnie często zdarzało się wśród trzylatków i ich rodziców, że dzieci mówiły do wszystkich kobiet "mamo", odpowiednio do mężczyzn "tato" - bo obserwowały, że tak właśnie nazywani są dorośli przez ich własne dzieci.
            • mankencja Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 22.06.11, 10:41
              tez tak mowilam, jak mialam jakies 2-3lata. raz zupelnie zdezorientowalam ciocie stojac kolo lodowki i uparcie powtarzajac "chcesz sera!" i dziwiąc się, że odpowiada "nie, dziękuję", zamiast mi tego sera dać.
      • yaga7 Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 21.06.11, 20:10
        Pod tym się podpiszę.

        I moim zdaniem PZM to nie jest normalna opieka nad dzieckiem, dla mnie PZM to coś negatywnego i nie uważam, że każda matka powinna na to "cierpieć". No ale to właśnie kwestia definicji PZM.

        Moja znajoma przed laty zachorowała na PZM i tak jej już zostało. Nie jest już moją znajomą ;) Przed dziećmi interesowała się róznymi rzeczami, miałyśmy wspólne tematy, rozmawiałyśmy sporo. Po dzieciach okazało się, że potrafi rozmawiać tylko o dzieciach, że moje bezdzieciowe tematy i zainteresowania nie są ważne, a co więcej, moje bezdzieciowe życie jest gorsze niż jej.
        O właśnie, myślę, że elementem PZM jest uważanie, że bezdzietni prowadzą gorsze życie, na pewno nie są szczęśliwi i w ogóle każda kobieta koniecznie dziecko mieć musi. I tym samym takie osoby kompletnie nie zastanawiają się nad tym, co może czuć kobieta, która dzieci po prostu mieć nie może.
        • jul-kaa Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 21.06.11, 20:15
          Ja też mam znajome, które nawet nie tyle wyłącznie mówią o dziecku, co głównie mówią do dziecka. Spotykasz się z taką, a ona albo peroruje o sobie i swoim macierzyństwie, albo przemawia do potomka. Ja generalnie jestem paplucha i gaduła, a znam takie jednostki, przy których nie da się odezwać, bo jak one przestają mówić i ja próbuję coś wtrącić, to mogę jedynie obejrzeć jej tył głowy i słuchać jak upomina swoje dziecko, opowiada mu coś itp. Rozluźniam a takimi kontakty aż zanikną :)
        • satia2004 Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 21.06.11, 20:36
          yaga7 napisała:
          > Moja znajoma przed laty zachorowała na PZM i tak jej już zostało. Nie jest już
          > moją znajomą ;) Przed dziećmi interesowała się róznymi rzeczami, miałyśmy wspól
          > ne tematy, rozmawiałyśmy sporo. Po dzieciach okazało się, że potrafi rozmawiać
          > tylko o dzieciach, że moje bezdzieciowe tematy i zainteresowania nie są ważne,
          > a co więcej, moje bezdzieciowe życie jest gorsze niż jej.
          > O właśnie, myślę, że elementem PZM jest uważanie, że bezdzietni prowadzą gorsze
          > życie, na pewno nie są szczęśliwi i w ogóle każda kobieta koniecznie dziecko m
          > ieć musi. I tym samym takie osoby kompletnie nie zastanawiają się nad tym, co m
          > oże czuć kobieta, która dzieci po prostu mieć nie może.

          Super napisane!
    • satia2004 Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 21.06.11, 21:23
      Moim zdaniem PZM to 'zmiana w podejściu do dzieci, rodziny, macierzyństwa, która dokonuje się u osób mających potomstwo' polegająca na zawężeniu postrzegania świata do perspektywy własnego dziecka. Dla osoby dotkniętej PZM (płci dowolnej) dziecko jest absolutnie największym cudem i wszystko poza nim przestaje się liczyć. Tematy rozmów dotyczą tylko dzieci, spraw dzieci, opieki nad dziećmi, pieluszek, kaszek itp. Wzbogacane są opowieściami o innych rodzicach i ich dzieciach.

      Częstymi objawami PZM jest wrzucanie niezliczonej ilości zdjęć i filmików (dzieci rzecz jasna) opatrzonych infantylnymi komentarzami na portale społecznościowe. Bombardowanie mms-ami, robienie prezentów z podobiznami dzieci. Mówienie w formie 'my' (ja i dziecko) lub przez dziecko. Należy zauważyć, że prawie zawsze wypowiedzi na temat dziecka obejmują całą masę szczegółów, których rozmówca wcale nie chce znać (ile dziecko spało dziś, ile wczoraj, ile zjadło, ile razy się wypróżniało etc.).

      PZM często towarzyszy przekonanie o własnej wyższości z uwagi na posiadanie potomstwa i poczucie bezsensu a nawet politowanie w stosunku do bezdzietnych. Przekonanie w stylu 'co tam oni wiedzą' albo 'jak będą mieli dzieci to dopiero dowiedzą się co to jest życie' etc. Dochodzi do tego poczucie należnych specjalnych praw i traktowania z uwagi na powołania na świat 'przyszłego podatnika, który będzie pracował na Twoją emeryturę' ;P

      PZM dotyka zdecydowanej większości (o ile nie wszystkich) rodziców jednak w różnym stopniu. czasem jest prawie niezauważalne, czasem ekstremalnie męczące.
    • bathilda Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 21.06.11, 21:25
      Zielona, PZM polega na tym, że przestajesz być człowiekiem a zostajesz mamusią. Nawet nie mamą, tylko mamusią. Zdrabniasz, szczebioczesz, zamęczasz otoczenie wiadomościami o Twoim dziecku, nie interesuje Cię nic poza nim i ogólnie to uważasz, że bycie matką jest sensem i celem Twojego życia. Ja to nazywam "matka totalna".

      IMO przyroda zorganizowała to tak, że przez kilka tygodni, czasem miesięcy, każda (lub prawie każda) z nas ma PZM. To kwestia przetrwania gatunku - noworodek wymaga 100% uwagi matki i jej niekończącego się poświęcenia. Ale w normalnych warunkach to mija.
      • genepi Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 21.06.11, 22:39
        Dla mnie objawem PZM jest zanik imienia kobiety a zastąpienie tego szablonem "mama
        + imię potomka".
        - Cześć, jestem Genowefa, miło cię poznać.
        - Cześć, jestem mama Julci a to mama Kacpusia.
      • zawsze_zielona Mamusia albo mamuska 22.06.11, 11:07
        bathilda napisała:

        > Zielona, PZM polega na tym, że przestajesz być człowiekiem a zostajesz mamusią.
        > Nawet nie mamą, tylko mamusią. Zdrabniasz, szczebioczesz, zamęczasz otoczenie
        > wiadomościami o Twoim dziecku, nie interesuje Cię nic poza nim i ogólnie to uwa
        > żasz, że bycie matką jest sensem i celem Twojego życia. Ja to nazywam "matka to
        > talna".

        Hmm, w takim razie jestem tylko matka poltotalna;), bo tylko ostatnia czesc Twojej wypowiedzi mnie dotyczy (ta o celu zycia;). Mamusia moge byc ale za nic w swiecie nie chce byc mamuska. Dzien po porodzie dostalam od przyjaciolki sms z zyczeniami, gdzie ona nazwala mnie mamuska. I jakos dziwnie sie poczulam. Nie wiem czemu, ale mamuska jakos zle mi sie kojarzy.
        >
        > IMO przyroda zorganizowała to tak, że przez kilka tygodni, czasem miesięcy, każ
        > da (lub prawie każda) z nas ma PZM. To kwestia przetrwania gatunku - noworodek
        > wymaga 100% uwagi matki i jej niekończącego się poświęcenia. Ale w normalnych w
        > arunkach to mija.
        • ciociazlarada Re: Mamusia albo mamuska 22.06.11, 16:54
          IMO opisywanego zespołu nie masz. Trudno nie poświęcać 99% uwagi malutkiemu dziecku, to przecież normalne.
          Tutaj są, według mnie dwa książkowe przykłady: wierszem i prozą
          • zawsze_zielona Re: Mamusia albo mamuska 22.06.11, 17:57
            ciociazlarada napisała:

            > IMO opisywanego zespołu nie masz. Trudno nie poświęcać 99% uwagi malutkiemu dzi
            > ecku, to przecież normalne.

            Uff:) Choc epatuje biustem na lewo i prawo;)

            > Tutaj są, według mnie dwa książkowe przykłady: wierszem [url=http://
            > www.ratunku-co-robic.ownlog.com/pawelek-alkoholik,2157843,link.html]i prozą[/ur
            > l]

            Przy wierszu padlam, ale komentarze chyba jeszcze lepsze. Ten drugi watek dobrze pamietam (chyba na forum CiP). Zreszta czytam to forum od casu do czasu w ramach rozrywki.
            • nikusz Re: Mamusia albo mamuska 22.06.11, 21:57
              poezja zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie, będzie mi się po nocach śniła, a interpretacja 'co autor chciał' w komentarzach oraz rymy kotuli to już mistrzostwo
      • kotwtrampkach Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 22.06.11, 21:44
        bathilda napisała:

        > IMO przyroda zorganizowała to tak, że przez kilka tygodni, czasem miesięcy, każ
        > da (lub prawie każda) z nas ma PZM. To kwestia przetrwania gatunku - noworodek
        > wymaga 100% uwagi matki i jej niekończącego się poświęcenia. Ale w normalnych w
        > arunkach to mija.

        ja się nie zgodzę. Mozna 99%czasu zajmowac się dzieckiem, spać czujnie, zza ściany słyszeć jego oddech - ale nie mieć PZM. Tylko mieć dziecko.

        A można pracować na cały etat, popołudnia spędzać u kosmetyczki a z PZMem się obnosić i tak - kiedy spotka inną matkę, kiedy się usłyszy coś o dzieciach, kiedy zobaczy się inne dziecko, kiedy ktoś nieopatrznie zapyta o dziecko, mieć rozkoszną tapetę na pulpicie i nie móc odezwać się inaczej do potomka jak serią zdrobnień i łamańców zdaniowych (bo przecież rozmawiam z idiotą, bo to jeszcze dziecko..)
        • tfu.tfu Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 24.06.11, 11:07
          jest też odmiana "jak ja się dla dzieci poświęcam..."
          i te dzieci własne wbija w poczucie winy, że tak się właśnie dla nich poświęca, że już nie ma własnego nic, tylko na tych dzieciach wisi, błech :/
          w sumie oba przypadki toksyczne, ciekawi mnie, który bardziej :/
          • kotwtrampkach Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 25.06.11, 00:24
            tfu.tfu napisała:

            > w sumie oba przypadki toksyczne, ciekawi mnie, który bardziej :/

            To mi przypomina dyskusję o tym, czy gorzej jest stracić oko czy rękę..
            :)
    • besame.mucho Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 21.06.11, 22:33
      Dla mnie jest jedna kluczowa różnica między po prostu dużą miłością do dziecka, a PZM (czy tam jakkolwiek to nazwiemy). Osoba, która cierpi na PZM nie tylko uważa swoje dziecko za ósmy cud świata, ale przede wszystkim uważa, że _wszyscy_ powinni je mieć za cud i uwielbiać.

      Z tego oczywiście wynikają inne rzeczy: przestawienie swoich tematów rozmów wyłącznie na "kupkę i zupkę", bombardowanie swoich znajomych milionami zdjęć potomka, czy tego chcą, czy nie, a przede wszystkim wymaganie od całego otoczenia, żeby tolerowało absolutnie wszystkie wybryki dziecka, bo tak. No i wyjątkowo agresywne zachowanie wobec osób, które ośmielą się zwrócić uwagę, że wolałyby w tej chwili np. w spokoju zjeść obiad, a nie dostawać kopy w krzesło.

      Konkretne przykłady zachowania osoby z PZM to np:
      - dziecko biega po całej restauracji, wrzeszczy, przeszkadza obcym ludziom, a rodzic siedzi i się cieszy, że dziecko takie słodkie i kontaktowe (pomijam specjalne "dzieciowe" knajpy, tam pewnie panują trochę inne zasady, a przede wszystkim ludzie idą przygotowani na to, że będzie dużo dzieciarni)
      - dziecko wydziera się wniebogłosy na ślubie czy pogrzebie, tak że ledwo księdza można usłyszeć, a rodzic ignoruje albo uważa, że to cudowne i nie interesuje go, że na przykład młoda para ledwo może usłyszeć "tak" od partnera, bo wrzaskun zagłusza
      - np. ten wątek na forum:
      forum.gazeta.pl/forum/w,46,125397164,,Moj_syn_powiedzial_ze_pani_jest_idiotka_uwaga_.html?v=2
      (był niedawno na głównej stronie gazety, czytałam go z ustami otwartymi ze zdumienia - polecam przeczytać dalszą cześć, a przynajmniej posty autorki, im więcej tej historii poznajemy tym jest mocniejsza - zwłaszcza uwaga, że dziewczynka jest wydelikacona, bo się przejęła że synek "klepnął ją w oko" oraz że synek "już tak ma" że nie potrafi przez dziesięć minut ustać spokojnie i nie dotykać rękami wszystkiego wokół - zaznaczam że to siedmiolatek, a nie np. dwu)

      Niewiele znam osób, którym nagle włączyła się taka cecha charakteru kiedy urodziły dziecko. Raczej mam wrażenie, że jeśli ktoś zawsze miał skłonności do egoistycznego terroryzmu to i po urodzeniu dziecka będzie się to objawiało, tylko na nowych polach. Ale nie wiem, nie mam wielu dzieciatych znajomych, więc może rzeczywiście są przypadki, kiedy uaktywnia się to dopiero przy posiadaniu bobasa.

      Nie jestem przekonana do nazwy PZM, bo dla mnie mechanizm tego zachowania jest taki sam jak u innych ludzi terroryzujących otoczenie. Np. u niektórych właścicieli psów (mam nadzieję, że żadna mama się takim porównaniem nie poczuje urażona!) - tzn. jak się spaceruje po parku to nadzwyczaj często można zostać ufajdanym błockiem i śliną przez skaczącego na nas psa (najfajniejsze kiedy parkiem skracamy sobie np. drogę do teatru i jesteśmy w naszej najładniejszej sukience i najdroższych rajstopach - jeszcze bez oczka ;) ), a od właściciela usłyszeć tylko "och, jak pimpuś panią polubił!". A jak się takiemu zwróci uwagę, że pies walnął kupę na środku chodnika, więc może by ją właściciel uprzątnął, to się słyszy najróżniejsze rzeczy na swój temat. Mechanizm dla mnie podobny jak przy PZM, tylko przedmiot miłości inny :).

      • madzioreck Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 21.06.11, 22:56
        > Niewiele znam osób, którym nagle włączyła się taka cecha charakteru kiedy urodz
        > iły dziecko. Raczej mam wrażenie, że jeśli ktoś zawsze miał skłonności do egois
        > tycznego terroryzmu to i po urodzeniu dziecka będzie się to objawiało, tylko na
        > nowych polach. Ale nie wiem, nie mam wielu dzieciatych znajomych, więc może rz
        > eczywiście są przypadki, kiedy uaktywnia się to dopiero przy posiadaniu bobasa.

        Też prawda. Jak się zastanowić, to dawna koleżanka, z którą kontakty stały się nie do wytrzymania, w sumie zawsze prezentowała postawę "po mojemu albo wcale" i tak właśnie to nazywała wprost. Tyle, że przed urodzeniem dziecka nasze kontakty to były pogawędki o tzw. dupie Maryni i nie tylko, kawka, spacer. Po urodzeniu dziecka rozmowy ze mną stały się "głupotami, na które ona nie ma czasu", no, chyba, że trzeba było pożyczyć kasę, to ostatecznie chodzący majestat mógł się do mnie pofatygować :] Dotąd, spotkana przypadkowo na ulicy jestem zasypywana tysiącem szczegółów z historii choroby dziecka, choć przypadkowe spotkanie zdarza się raz na jakieś 3 lata...

        Z kolei u osób, które nie wykazywały wcześniej skłonności do "po mojemu albo wcale", właściwie niewiele się zmieniło - telefon, wpadnijcie, biorą dziecko, wózek, psa, wsiadają do autobusu i jadą, tudzież my jedziemy, i nie ma żadnego problemu z niczym właściwie, usypiamy dziecko i siedzimy, gadamy, tudzież zabawiamy na zmianę, jak nie chce spać, i też siedzimy i gadamy :) Zdjęć MMSem dostałam dotąd sztuk 2, wszystkie pozostałe, które mam, przesłano mi mailem na moją prośbę. Całkowity brak PZM :)
        • ko_kartka Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 22.06.11, 00:06
          > > Niewiele znam osób, którym nagle włączyła się taka cecha charakteru kiedy
          > urodz
          > > iły dziecko. Raczej mam wrażenie, że jeśli ktoś zawsze miał skłonności do
          > egois
          > > tycznego terroryzmu to i po urodzeniu dziecka będzie się to objawiało, ty
          > lko na
          > > nowych polach. Ale nie wiem, nie mam wielu dzieciatych znajomych, więc mo
          > że rz
          > > eczywiście są przypadki, kiedy uaktywnia się to dopiero przy posiadaniu b
          > obasa.
          >
          > Też prawda.

          I święto prowda.

          Ja zauważam to u mojej siostry. Zero PZM przy pierwszym dziecku (moim chrześniaku), lekkie PZM przy drugim, 10 lat młodszym, ale zrzucam to na karb wyczekiwania drugiego i kłopotów pomiędzy. Zdrowa relacja - moje dziecko, kocham je bezwarunkowo, ale jednocześnie zauważam jego zachowanie i nie usprawiedliwiam, kiedy nie trzeba. Dziecko w wózku nie oznacza niemożności pogadania o dupie Maryni, a jednocześnie dziecko mogę podrzucić w razie godziny W. Piękne.
      • jul-kaa Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 21.06.11, 22:57
        Jaki czadowy wątek! Czytałam tylko wypowiedzi autorki, wklejam dwie najfajniejsze:
        "Ja tez go ostanio złapałam na tym ,ze burknął coś na mnie pod nosem ,ale akurat miał powódr ,bo się uniosłam głosem ,a wiem ,ze tego nie znosi i to go wyprowadza z równowagi."

        "chyba syn zapamięta to i wyciagnie nauczke..by nie mówić co mysli o osobach silniejszych stanowiskiem"
      • kotwtrampkach Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 22.06.11, 21:32
        besame.mucho napisała:

        > Osoba, która cierpi na PZM nie tylko u
        > waża swoje dziecko za ósmy cud świata, ale przede wszystkim uważa, że _wszyscy_
        > powinni je mieć za cud i uwielbiać.

        o, tego właśnie szukałam! pod tym się podpisuję.

        i tak, czasem sie z tego wychodzi i przechodzi do normalnej miłości (ja jakiś miesiąc po skończeniu karmienia poczułam, ze coś mi się odblokowało ;-) jakby jakiś paraliż mózgu ustąpił) a czasem to już zawsze jest chore (mój kochany synuś, tak sie pochorował po wczorajszym piciu, że ja dziś musze szeptem rozmawiać przez telefon, kefirek mu zaniosłam i okład na głowę, ale tak się biedny źle czuje...)

        Bo znam osoby które nie ciumciają, a mają pełne oznaki PZM. Znam matki, któe rozmawiają na różne tematy, ale o dziecku i do dziecka tylko zdrobnienia, spieszczenia i infantylne teksty, kupki, zupki i hałhałki.
        Mam koleżankę, z którą rozmawiamy dużo i interesująco przez gadu, ale jak się spotkamy, to jej mały syn jest ciągle w pracy (jest modelkiem - wszędzie musi stanąć, zapozować - bo mamusia się zmienia w fotografa i obiektyw zastępuje jej okulary na dłuuuuugo) i wszystko się wokół małego kręci (dziecko chce pić, chce iść w prawo, chce dostać gołąbka).. brrrr

        a swoją drogą, co myślicie o rodzicowych paparazzi? Mnie dobija - dziś rozdanie świadectw w pierwszej klasie - na miejscu nauczycielki nie wytrzymałabym bez ciemnych okularów..
        • besame.mucho Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 22.06.11, 22:29
          > a swoją drogą, co myślicie o rodzicowych paparazzi? Mnie dobija - dziś rozdanie
          > świadectw w pierwszej klasie - na miejscu nauczycielki nie wytrzymałabym bez c
          > iemnych okularów..

          Mam mieszane uczucia. Tzn. inaczej, mam kilka uczuć ;)
          - sama czynność robienia zdjęć mi nie przeszkadza, ale jakbym była nauczycielką i rodzice zamiast np. oglądać przedstawienie, które przygotowałam z dziećmi, pstrykaliby mi i dzieciakom po oczach fleszami, to pewnie bym na to inaczej patrzyła
          - nie cierpię ludzi którzy poza robieniem dzieciom milionów zdjęć zmuszają znajomych żeby te zdjęcia oglądali (podobnie nie cierpię ludzi, którzy z tygodnia wakacji przywożą dwa giga zdjęć "to ja i palma" i zmuszają do oglądania - fotografio analogowa i 36-klatkowe filmy, wróćcie!)
          - ale: może dla dziecka to będzie kiedyś fajna pamiątka te zdjęcia?
          - drugie ale: w sumie ja mam z dzieciństwa niewiele zdjęć (mój ojciec przez jakiś czas zawodowo robił zdjęcia, a wiadomo, że szewc bez butów chodzi, więc ja zdjęć z dzieciństwa mam malutko, jako bobas to tylko jedno, później z niektórych okresów dzieciństwa nie mam wcale) - no ale z drugiej strony dzięki temu, że tych zdjęć jest tak mało, są dla mnie bardzo cenną pamiątką i lubię do nich wracać, nie sądzę, żeby były dla mnie tak samo fajne gdybym miała ich sto z każdego miesiąca życia
          • kotwtrampkach Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 23.06.11, 15:12
            besame.mucho napisała:

            > fotogr
            > afio analogowa i 36-klatkowe filmy, wróćcie!)

            haha, najśmieszniejsze, że z tych 36 klatek (krótsze tez były, prawda?) to były do wyrzucenia (bo złe ujęcie, ktoś wlazł, głupia mina i zamknięte oczy ) może dwa - a teraz z tej setki przynjmniej połowa jest do piachu..
            • yaga7 Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 23.06.11, 15:16
              A to już zależy, jak kto robi foty. Ja mam nadal analogowe zwyczaje, fot zwykle nie robię na potęgę, pstrykając non stop, więc całkiem sporo jest normalnych i nadających się do użytku.

              Z kolei moja mama, która teoretycznie powinna być bardziej do analoga przyzwyczajona, cyfrówką pstryka na potęgę.
            • tfu.tfu Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 24.06.11, 11:02
              bo mając tylko 24 lub 36 klatek się człowiek modlił nad kompozycją i ustawiał parametry ;)
              analog to analog, ja nadal uważam, że nic nie przebije prawdziwej kliszy ;)
              i nadal się modlę nad każdym zdjęciem, bo mam wdrukowane, że tak trzeba ;)
              • besame.mucho Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 24.06.11, 11:14
                > i nadal się modlę nad każdym zdjęciem, bo mam wdrukowane, że tak trzeba ;)

                Ja też tak mam. I nadal z miesięcznych wakacji przywożę 20 zdjęć, nie 1000. Z czego 19 nadaje się do pokazania światu. Ale i tak nie pokazuję, bo mam małą traumę przez koleżankę, która z tygodniowych wakacji przywozi 2000 i wpada pokazać focie ;). A lubię dziewczynę i widzę, że jej to sprawia przyjemność, więc głupio mi powiedzieć, że po czwartej foci "a to Kasia pod palmą, a to ja i Kasia pod palmą, a to ja pod palmą, a to palma" mam ochotę krzyknąć dosyć.
                • yaga7 Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 24.06.11, 11:19
                  Ja potrafię przywieźć tysiąc czy dwa, ale potrafię przywieźć też 20. Wszystko zależy od tego, co robię i _dlaczego_ to robię.
                  Natomiast nikogo poza mamą i teściami nie katuję oglądaniem setek zdjęć. A ich też nie katuję, oni sami chcą oglądać DUŻO. No to mają dużo ;)))
                • tfu.tfu Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 24.06.11, 12:24
                  oj, taaaak :D jak ja nie cierpię sesji oglądania "zdjęć z... (wakacji, ślubu, chrztu, porodówki itp.)" brrrrrrr...
                  • azymut17 Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 24.06.11, 13:34
                    tfu.tfu napisała:

                    > oj, taaaak :D jak ja nie cierpię sesji oglądania "zdjęć z... (wakacji, ślubu, c
                    > hrztu, porodówki itp.)" brrrrrrr...
                    >
                    Jest nas sporo, więcej niż się wydaje :-) Terry Pratchett w "Eryku" przedstawił taką sesję oglądania zdjęć z wakacji jako jedną z najgorszych tortur w piekle po reformie znęcania się nad potępionymi. Nawet część diabłów uznała, że to już przesada :-D
                    • tfu.tfu Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 24.06.11, 15:35
                      hehe, muszę kiedyś całego Pratchetta na raz, do tej pory ino wybiórczo (choć i tak "Dobry omen" jest na wysokiej pozycji w top-100 moich lektur wszechczasów :D)
                  • beauty-gosiek Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 24.06.11, 14:23
                    tfu.tfu napisała:

                    > oj, taaaak :D jak ja nie cierpię sesji oglądania "zdjęć z... (wakacji, ślubu, c
                    > hrztu, porodówki itp.)" brrrrrrr...
                    >
                    ja na odwrót, uwielbiam je oglądać, jak również pstrykać komuś innemu, za to ja na widok aparatu dostaję mimowolnego skurczu mimiki twarzy i jak mnie ktoś bierze na celownik to już wiem że wyjdę jak głupek
                    • tfu.tfu Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 24.06.11, 15:37
                      nie cierpię jak mi robią zdjęcia i sama też nie przepadam za pstrykaniem ludzi, rdza jest ciekawsza, ale ja mam tak od zawsze ;)
                • kocio-kocio Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 24.06.11, 13:22
                  Ja przywożę pewnie z 1000. Z czego połowa to próby uwiecznienia czegoś więcej niż stopa, albo kawałek głowy mojego dziecka w wodzie ;o)
                  I za to sobie chwalę możliwości "kliszy" w cyfrówce.
                  Wybieramy z tego ze 20 dla babciów/dziadków.
                  I jakoś nie widzę potrzeby katowania swoimi zdjęciami obcych. Chyba że na specjalne życzenie.
                  Albo po pijaku ;o)
          • ko_kartka Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 23.06.11, 22:40
            > - drugie ale: w sumie ja mam z dzieciństwa niewiele zdjęć (mój ojciec przez jak
            > iś czas zawodowo robił zdjęcia, a wiadomo, że szewc bez butów chodzi, więc ja z
            > djęć z dzieciństwa mam malutko, jako bobas to tylko jedno, później z niektórych
            > okresów dzieciństwa nie mam wcale)

            Mój tatuś był zapalonym fotografem-amatorem, mam sporo zdjęć ze swojego dzieciństwa, ale, uwaga, sporo z nich na PRZEZROCZACH... No nie chce mi się wywoływać teraz ich na normalne fotografie, bo to zaje...e syzyfowe zajęcię, więc w gruncie rzeczy, zdjęć nadal mam mało. I takoż je cenię. A jeszcze bardziej cenię bakcyla fotograficznego we mnie zaszczepionego, chociaż sama pstrykam teraz kompaktem cyfrowym.
    • madzioreck Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 21.06.11, 22:38
      Coby nie powtarzać, zgadzam się z definicją Julki.

      Dołożyłabym tylko jeszcze do tego zmianę postawy w stosunku do bezdzietnych znajomych/koleżanek na lekko... ja wiem...? wywyższającą się...? pogardliwą...? protekcjonalną...? Wiecie, o co mi chodzi? Te wszystkie gadki:
      -Urodzisz, to zrozumiesz (pełen wyższości uśmieszek)
      -Nie zamierzam nikogo rodzić...
      -Nie wiesz, co mówisz, plawda, ciuluniu moja, cio teś ta ciotka wygaduje, glu glu, no nie wie, co mówi...

      Tudzież postawa cierpiętniczo-wyrzucająca: nowe spodnie? Wiesz, jestem matką, mam dziecko, ja teraz nie mam czasu na głupoty.
      I inne w ten deseń, sugerujące, że dopóki nie zostanę matką, to wszystkie moje sprawy, od spodni po choroby i inne problemy, są kowno warte, tylko matki znają życie.

      Z takimi osobami ucinam kontakt bezlitośnie, bo już nic dobrego z tego nie wyjdzie.
      • ko_kartka Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 22.06.11, 00:08
        A co ma oznaczać: "Nie zamierzam nikogo rodzić..."? w tym kontekście? Zaspana jestem cy cuś?
        • madzioreck Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 22.06.11, 00:11
          W sensie, nie zamierzam rodzić, mieć, wychowywać dzieci, i życia nie poznam ;P
          • ko_kartka Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 22.06.11, 01:10
            Aha. Rozumiem. Często spotykana przeze mnie postawa.
            • madzioreck Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 22.06.11, 01:16
              Teraz chyba ja zmulona ;) Jaka postawa?
              • ko_kartka Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 22.06.11, 01:31
                Zrozumiałam to jako "Nie zamierzasz rodzić, dzieci mieć - życia nie poznasz". Źle?
                • madzioreck Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 22.06.11, 01:44
                  A nie, dobrze :) Nie wiedziałam, czy chodzi o postawę mówiącej mamusi, czy taką, jak moja :)
                  • ko_kartka Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 22.06.11, 01:51
                    Mamusi :)
      • kura17 Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 22.06.11, 09:02
        > I inne w ten deseń, sugerujące, że dopóki nie zostanę matką, to wszystkie moje
        > sprawy, od spodni po choroby i inne problemy, są kowno warte, tylko matki
        > znają życie.

        generalnie zgadzam sie ze wszystkim, co napisalas :)

        mam jednen maly dodatek...

        "tylko matki znają życie" ...

        tylko matki znaja zycie Z DZIECMI.

        to jest jedyna rzecz, ktora CZASEM odroznia bezdzietne od dzietnych - sa sytuacje (zwiazane z dziecmi), ktore bezdzietnym jest trudno zrozumiec, bo TYCH KONKRETNYCH dzieci nigdy nie mialy ;) czasem trudno cos wytlumaczyc, bo po prostu przezycie czegos (w tym wypadku dzietnosci) jest w zasadzie konieczne do prawdziwego zrozumienia tematu... ja osobiscie niektore zachowania mojej mamy zrozumialam dopiero, gdy sama mialam dzieci. i to nawet nie od razu, ale gdy mnie sie przytrafila podobna sytuacja, ktorej za chiny nie moglam wczesniej zrozumiec ;)

        dotyczy to wyjatkowych sytuacji, ale czasem czasem postawa "trudno Ci zrozumiec, bo nie jestes w takiej sytuacji" moze nie byc powodowana PZM, tylko ta konkretna sytuacja. z dziecmi niektore sprawy SA inne i czasem ta innosc (w kokretnej sytuacji) moze byc na tyle duza, ze trudno ja zrozumiec bez empirycznego doswiadczenia. co nie znaczy, ze sie nie mozna dogadac, oczywiscie, na ogol z fajnymi ludzmi dogadujemy sie bez problemu, prawda? :)
        • yaga7 Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 22.06.11, 09:10
          To chyba nie do końca o to chodzi ;)

          To znaczy zgadzam się, że bezdzietna matki nie zrozumie w pewnych sytuacjach, ale problem z PZM polega na tym, że matka uważa, że ona, matka, wie lepiej i że jej, matki problemy są zawsze ważniejsze, bo to ona ma dzieci, a bezdzietna ich nie ma. I dopóki tych dzieci mieć nie będzie, to nie zna ŻYCIA, tym samym jest gorsza.

          Jako bezdzietna nie mam problemu z tym, że nie rozumiem zachowań matek, bo trudno, żebym rozumiała, skoro dzieci nie mam, ale mam problem z tym, że one czasem nie rozumieją, że są ludzie, którzy chcą żyć inaczej i inne rzeczy są dla nich ważne i inne rzeczy sprawiają, że są szczęśliwi.

          Natomiast fajni ludzie pozostają fajnymi ludźmi, niezależnie od tego, czy mają dzieci, czy nie, wiadomo :)
          • kura17 Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 22.06.11, 09:34
            Yaga, ja sie z Toba w pelni zgadzam :)

            oczywiscie, ze do znajomosci ZYCIA bycie/nie bycie matko duzo nie ma.
            chodzilo mi wlasnie o jedna konkretna sytuacje - "zycie z dziecmi" :)

            to byla taka uwaga na marginesie, skojarzyla mi sie z wypowiedzia Madziorcka i tyle :) zwlaszcza, ze osobiscie doznalam olsnienia typu "kurcze, teraz ROZUMIEM o co mojej mamie chodzilo w jakiejs konkretnej sytuacji" - bo przezylam to sama.

            zaloze sie, ze jest mnostwo takich doswiadczen, do ktorych zrozumienia trzeba sie w danej sytuacji znalezsc (zeby daleko nie szukac - chocby powazna choroba, zagrozenie smiercia itp). na ogol czlowiek sobie dobrze radzi bez tych doswiadczen, bo w koncu jest fajnym, myslacym czlowiekiem ;), ale czasem jest bardzo trudno, albo po prostu sie nie da (ja, na przyklad, za chiny nie potrafie sobie wyobrazic nacietego krocza i faktu, ze nie mozna siedziec, choc matka jestem, ale rodzilam 2 razy przez cesarke i to doswiadczenie zostalo mi oszczedzone ;))
            • beauty-gosiek Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 22.06.11, 09:55
              kura17 napisała:

              > Yaga, ja sie z Toba w pelni zgadzam :)
              >
              > oczywiscie, ze do znajomosci ZYCIA bycie/nie bycie matko duzo nie ma.
              > chodzilo mi wlasnie o jedna konkretna sytuacje - "zycie z dziecmi" :)

              (ja, na przyklad, za chiny nie potrafie sobie w
              > yobrazic nacietego krocza i faktu, ze nie mozna siedziec, choc matka jestem, al
              > e rodzilam 2 razy przez cesarke i to doswiadczenie zostalo mi oszczedzone ;))


              Ja też się z wami zgadzam :)
              A co do ostatnich twoich słów kuro17, ja za chiny nie potrafię sobie wyobrazić co to znaczy mieć cesarkę (wydaje mi się ona straszna), jakoś pomimo trójki dzieci zostało mi to oszczędzone, ale ból naciętego krocza znam aż za dobrze ;)
              • jul-kaa Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 22.06.11, 10:00
                Ja mam tylko jedno dziecko, ale w ogóle sobie nie wyobrażam nikogo z nożycami przy moim kroczu lub brzuchu. Brrrrr!
                • kura17 Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 22.06.11, 11:22
                  no wlasnie, hehe...

                  ja akurat dochodzenie do siebie po cesarkach wspominam "bardzo milo" - to znaczy nie mialam zadnych komplikacji, szybko robilam w zasadzie wszystko normalnie, 2 tygodnie po 2 cesarce nioslam spory kawalek starszaka (2.5 roku) na baranach (musialam, niestety) i nic mi nie bylo.

                  a przed nie mialam czasu w ogole myslec, bo obie byly nagle, ze wzgledu na zagrozenie zycia dziecka (a raz i matki...). wyszlo jak wyszlo, przynajmjiej jakies doswiadczenie zdobylam, heh
                • anna-pia Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 22.06.11, 15:42
                  jul-kaa napisała:

                  > Ja mam tylko jedno dziecko, ale w ogóle sobie nie wyobrażam nikogo z nożycami p
                  > rzy moim kroczu lub brzuchu. Brrrrr!

                  Brzuch się tnie skalpelem, moja droga, nie nożycami. I to akurat nie boli :)
        • madzioreck Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 22.06.11, 19:14
          Kuro, o znajomości życia z dziećmi to ja nawet nie dyskutuję :) Choć bywa, że wyobraźnia bezdzietnych nie jest aż tak ograniczona, jak się dzietnym wydaje i pewne rzeczy kumam, choć dzieci nie mam ;)

          Bardziej chodziło mi o takie podejście, że skoro nie mam dzieci, to nie wiem, co to jakiekolwiek trudności, kłopoty, problemy, bo zapewne ich nie mam. A jeśli mam, to są warte co najwyżej machnięcia ręką, bo ona, matka, na pewno ma zawsze gorzej, a ja mam życie usłane różami i grzeszę, jeśli śmiem zamarudzić ;) Chodzi o sytuacje zupełnie z dziećmi niezwiązane :)
          • kura17 Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 22.06.11, 20:29
            > Kuro, o znajomości życia z dziećmi to ja nawet nie dyskutuję :) Choć byw
            > a, że wyobraźnia bezdzietnych nie jest aż tak ograniczona, jak się dzietnym wyd
            > aje i pewne rzeczy kumam, choć dzieci nie mam ;)

            to tez wiem :) w koncu dzieci w przestrzeni spolecznej jest calkiem sporo, jak rowniez w rodzinach. w dodatku czesto mam wrazenie, ze wiele bezdzietnych osob, zwiazanych zawodowo z dziecmi (na przyklad wychowawczynie w przedszkolach) maja DUZO wieksza wiedze, jak sie zyjce z dziecmi, niz niektorzy rodzice, hehe :)

            co do reszty - masz racje, zrozumialam dobrze Wasze wypowiedzi. chcialam tylko wtracic cos na marginesie, ot, taki offtopic :D
    • teresa104 Poza wszystkim, co tu napisałyście 22.06.11, 11:41
      uważam, że rzeczone PZM jest też kolejnym deprecjonującym kobietę określeniem, którym szermują mizogini i pełne goryczy i jadu inne kobiety.
      Jest obrzydliwe i mnie mierzi.

      Nigdy bym go nie użyła w stosunku do kogokolwiek, nawet gdybym uważała, że mu odwaliło na punkcie progenitury.
      • besame.mucho Re: Poza wszystkim, co tu napisałyście 22.06.11, 11:43
        Cieszę się, że nie tylko mi się określenie nie podoba :)
        • kura17 Re: Poza wszystkim, co tu napisałyście 22.06.11, 12:09
          dla mnie tez jest straszne, brrr...

          oczywiscie po raz pierwszy uslyszalam je w necie... w "normalnym" zyciu ani razu ;) w jakimkolwiek kontekscie
      • satia2004 Re: Poza wszystkim, co tu napisałyście 22.06.11, 12:33
        teresa104 napisała:
        > uważam, że rzeczone PZM jest też kolejnym deprecjonującym kobietę określeniem,

        A ja uważam, że jest to określenie zachowania a nie osoby i jako takie jest dla mnie całkowicie neutralne. Samo zjawisko natomiast - przerażające ;)
        • teresa104 Żaden eufemizm nie jest pojęciem neutralnym. 22.06.11, 13:19
          Eufemizm ma znosić trywialność, obraźliwość wypowiedzi, ma maskować zjawisko z jakiegoś powodu według użytkownika eufemizmu nieestetyczne, drastyczne, leżące w sferze tabu.

          Tu w dodatku mamy pozór terminu medycznego, który ma brzmieć rzeczowo i chłodno. Terminy medyczne opisują wszak choroby, z chorobą się nie dyskutuje, jest przecież faktem.
          Mamy więc tu określenie wyrażające pogardę i wyższość wobec kogoś, kto na ów syndrom cierpi.

          Jeśli jakieś zjawisko jest przerażające, to to, że człowiek, zamiast się od kogoś odpieprzyć, zaniechać opinii o rzeczy, o której nie ma pojęcia, obraża w taki niby wyrafinowany sposób i oddala się rad ze swego konceptu.
          • satia2004 Re: Żaden eufemizm nie jest pojęciem neutralnym. 22.06.11, 13:32
            teresa104 napisała:
            > Mamy więc tu określenie wyrażające pogardę i wyższość wobec kogoś, kto na ów sy
            > ndrom cierpi.

            Tereso - ja zwyczajnie odróżniam określenia stosowane do osób i do zachowań/czynów. Krytyczna ocena czyjegoś zachowania nie wyraża dla mnie pogardy dla osoby.

            A samo określenie i użycie pseudomedycznej nomenklatury jest dla mnie raczej żartobliwe :)

            > Jeśli jakieś zjawisko jest przerażające, to to, że człowiek, zamiast się od kog
            > oś odpieprzyć, zaniechać opinii o rzeczy, o której nie ma pojęcia, obraża w tak
            > i niby wyrafinowany sposób i oddala się rad ze swego konceptu.

            Eeeee.... że co? Jeżeli czyjeś zachowanie mnie przeraża to mam się 'odpieprzyć' i 'zaniechać opinii'?
            • teresa104 Re: Żaden eufemizm nie jest pojęciem neutralnym. 22.06.11, 13:46
              To fikcja, że adresat odróżnia opinię o sobie od opinii o swoich czynach.

              Dla Ciebie to określenie jest żartobliwe, jesteś bowiem aktywną użytkowniczką tego terminu, możesz nawet napisać, że Twoim zdaniem jest ono noblilitujące.
              • satia2004 Re: Żaden eufemizm nie jest pojęciem neutralnym. 22.06.11, 14:04
                teresa104 napisała:
                > To fikcja, że adresat odróżnia opinię o sobie od opinii o swoich czynach.

                Pozwól, że zacytuję hitowe hasło ostatnich dni - 'to problem adrestata nie mój' :D :D :D

                > Dla Ciebie to określenie jest żartobliwe, jesteś bowiem aktywną użytkowniczką t
                > ego terminu, możesz nawet napisać, że Twoim zdaniem jest ono noblilitujące.

                A tak poważnie - odróżniam określenia osoby od czynów bo mam dystans do siebie. Mnie też się czasem dostaje jak mi odbija. No cóż - odbija jak każdemu :D
          • yaga7 Re: Żaden eufemizm nie jest pojęciem neutralnym. 22.06.11, 13:39
            Osoby, które cierpią na PZM wg mojej defincji, uznałabym za chore.
            Ale moja definicja PZM, z tego, co widzę tutaj, jest dość zawężona i obejmuje naprawdę skrajne przypadki.
            • teresa104 Eufemizm ma jeszcze jedną cechę 22.06.11, 13:52
              płynność znaczenia, niedokreśloność, łatwość używania w nowych kontekstach. I ten wątek nic tu nie zmieni, wprowadzi najwyżej jakąś definicję o ograniczonym zastosowaniu. Opisuje niby przypadki skrajne, zaraz zostanie przyłożone do rodziców, którzy cieszą się do łez z uśmiechów noworodka, albo do ojców, którzy w sklepie zamiast zwyczajowo kupić kaszankę, piwo i "Nie", kupią twaróg, pieluchy i poradnik laktacyjny.
              • yaga7 Re: Eufemizm ma jeszcze jedną cechę 22.06.11, 14:00
                Czy wobec tego uważasz, że wszelkie eufemizmy powinny zostać zakazane? To chyba nie o to chodzi?
                • teresa104 Jak to zakazane? 22.06.11, 14:23
                  Ja tylko wykładam, że nie są neutralne. Można się za nimi chować, po to są, ale zawsze określają jakąś sytuację "wrażliwą". I ta ich płynność, rozmycie znaczeniowe, zmienność denotacji, jest kolejnym orężem użytkownika - zawsze może się wykręcić, że jemu to chodziło o przykłady skrajne /nieskrajne /uśrednione, a w ogóle to żartował, "sienażartachnieznasz".
                  • ciociazlarada Re: Jak to zakazane? 22.06.11, 14:29
                    "Odbicie na punkcie dziecka" jest dla mnie wiekszym eufemizmem niz PZM. PZM jest, moim zdaniem, tworem internetowym - powstal tam, gdzie stykamy sie i "poznajemy" obcych ludzi tylko przez pryzmat slodkich nickow, suwaczkow, ciumciania i prenatalnej poezji nie widzac, ani nie znajac calej reszty takiej osoby. Zjawisko internetowe opisuje moim zdaniem dobrze, w realnym swiecie okreslilabym osoby opisane w tym watku jak te, ktorym odbilo.
                    Osobiscie nikogo takiego nie znam.
                    • teresa104 Jak "większym eufemizmem" 22.06.11, 14:33
                      skoro w ogóle nie jest eufemizmem? :)
                      • ciociazlarada Re: Jak "większym eufemizmem" 22.06.11, 16:11
                        Fakt, ujęłam to nieprecyzyjnie:) Miałam na myśli, że jeżeli uznam "odbiło Ci na punkcie dziecka" za synomim PZM to oba dla mnie są łagodniejszymi określeniami zjawiska, które bez ogródek można nazwać: "hodujesz sobie rozwydrzonego potwora" - co zostało opisane w tym wątku wyżej. "Odbicie" uważam za mniej obraźliwe niż PZM.
                        • yaga7 Re: Jak "większym eufemizmem" 22.06.11, 16:15
                          Dla mnie w ogóle "odbicie" jest mało obraźliwe i jest to słowo, które mam w normalnym słowniku i stosuję regularnie ;) A określenia PZM w normalnym życiu nie stosuję i w sumie poza jedną znajomą, o której było wyżej, nie miałabym do kogo zastosować.

                          Znowu - kwestia definicji.
                          • ciociazlarada Re: Jak "większym eufemizmem" 22.06.11, 16:43
                            Pełna zgoda. Opierałam się na tym, co napisała Teresa104 w swoim poście, że PZM jest deprecjonujące i że nie użyłaby go nawet, gdyby komuś "odwaliło na punkcie progenitury". Owszem jest deprecjonujące. Ale samo zjawisko jest negatywne i z tym niewinnym "odbijaniem na punkcie" mu nie do końca po drodze. Przeczytałam kawałki wątku, który podlinkowała Besame. Włos się jeży, mam nadzieję, że nie spotkam syna tej pani w jakiejś ciemnej uliczce jak dorośnie, bo mogę nie przeżyć "klepnięcia w oko".

                            To, że rodzicom odbija na punkcie dzieci jest dla mnie normalne. Napisałam to zresztą w tym wątku jeszcze wczoraj.



                            yaga7 napisała:

                            > Dla mnie w ogóle "odbicie" jest mało obraźliwe i jest to słowo, które mam w nor
                            > malnym słowniku i stosuję regularnie ;) A określenia PZM w normalnym życiu nie
                            > stosuję i w sumie poza jedną znajomą, o której było wyżej, nie miałabym do kogo
                            > zastosować.
                            >
                            > Znowu - kwestia definicji.
                            >


                  • zmijunia.lbn Re: Jak to zakazane? 22.06.11, 20:21
                    Wolałabym usłyszeć eufemistyczne "to chyba zaawansowane stadium pzm ;)" niż "dżizas, ale zgłupiałaś od kiedy zaszłaś w ciążę"

                    (bo dla mnie pzm - chociaż chyba pierwszy raz słyszę to określenie - to po prostu ludzka głupota przejawiająca się w tematach okołodzieciowych)
      • zawsze_zielona Re: Poza wszystkim, co tu napisałyście 22.06.11, 12:40
        teresa104 napisała:

        > uważam, że rzeczone PZM jest też kolejnym deprecjonującym kobietę określeniem,
        > którym szermują mizogini i pełne goryczy i jadu inne kobiety.
        > Jest obrzydliwe i mnie mierzi.
        >
        > Nigdy bym go nie użyła w stosunku do kogokolwiek, nawet gdybym uważała, że mu o
        > dwaliło na punkcie progenitury.

        Zgadzam sie z Teresa, ze PZM jest bardzo deprecjonujace. Prawde powiedziawszy wolalabym, by ktos o mnie powiedzial, ze (cyt. Terese) odwaliło mi na punkcie progenitury niz ze mam PZM. No bo prawda jest taka, ze mlodym rodzicom ostro odwala, szczegolnie na poczatku;)

        A tak przy okazji ( no musze bo inaczej sie udusze), moja corka pierwszy raz usmiechnela sie do mnie wczoraj. No poplakalam sie ze szczescia:D Tak, mi tez odwala, ale jak na razie przyjaciele sie ode mnie nie odwracaja, wiec jestem w granicach normy.
        • bathilda Re: Poza wszystkim, co tu napisałyście 22.06.11, 12:45
          zawsze_zielona napisała:

          > A tak przy okazji ( no musze bo inaczej sie udusze), moja corka pierwszy raz us
          > miechnela sie do mnie wczoraj. No poplakalam sie ze szczescia:D Tak, mi tez odw
          > ala, ale jak na razie przyjaciele sie ode mnie nie odwracaja, wiec jestem w gra
          > nicach normy.

          A ja Cię w pełni rozumiem i niech mnie świat zje, mam to w nosie. Pierwszy uśmiech niemowlaka to czysta ekstaza.
          • kotwtrampkach to popadanie w skrajności 22.06.11, 22:36
            bathilda napisała:
            > zawsze_zielona napisała:
            >
            > > Tak, mi tez odwala(...)
            > A ja Cię w pełni rozumiem i niech mnie świat zje, mam to w nosie. (...)

            ej, no - ale uśmiech niemowlaka, pierwszy krok, pierwsze mama (itd ograniczając się do niemowlęctwa) jest - ale też powinno być, patrząc na to obiektywnie - bardzo przyjemne dla matki...
            czemu dzielenie się swoją radością miałoby być objawem choroby?

            To tak jakby zawołanie: dostałam piątkę z biologii, obroniłam doktorat, mam dopasowany stanik, wygrałam licytację, jestem na szczycie babiej góry traktować jako niepotrzebne wywnętrzanie się!
            Jeżeli bliskiej bezdzietnej koleżance opowiadam, ze coś mnie ucieszyło w związku z zachowaniem mojego dziecka/psa/faceta/pracodawcy/etc - to czy to świadczy o moim egoiźmie, zdziecinnieniu i nienadawaniu się na koleżankę?

            To po co mi koleżanki?
            :-)


            • zmijunia.lbn Re: to popadanie w skrajności 23.06.11, 00:56
              kotwtrampkach napisała:

              > bathilda napisała:
              > > zawsze_zielona napisała:
              > >
              > > > Tak, mi tez odwala(...)
              > > A ja Cię w pełni rozumiem i niech mnie świat zje, mam to w nosie. (...)
              >
              > ej, no - ale uśmiech niemowlaka, pierwszy krok, pierwsze mama (itd ograniczając
              > się do niemowlęctwa) jest - ale też powinno być, patrząc na to obiektywnie - b
              > ardzo przyjemne dla matki...
              > czemu dzielenie się swoją radością miałoby być objawem choroby?

              Dokładnie, to nie ta skala. :)
              O koleżankę od pierwszego uśmiechu (przepraszam, nie pamiętam kto to pisał) zaczniemy się martwić jak napisze na ten temat poemat i wstawi na tematyczne forum (tudzież roześle wszystkim znajomym), a na jakąkolwiek krytykę się śmiertelnie oburzy. ;)
              • kotwtrampkach Re: to popadanie w skrajności 23.06.11, 18:02
                zmijunia.lbn - ale poematy na temat dzieci mogą być całkiem niezłe (wierszy może nie kojarzę tak od razu, ale obrazki wyspiańskiego z buźkami dzieci są doceniane ogólnie, pani geddes robi świetne fotomontaże z niemowlakami) . "Byle jakie poematy" na forum tematycznym tez jestem w stanie zaakceptować (tak mówią - kiedy wejdziesz między wrony...)

                może zostańmy przy tym, ze źle będzie, jak:
                > roześle wszystkim znajomym), a na jakąkolwiek krytykę się śmiertelnie
                > oburzy. ;)

                :):):)
            • felisdomestica Re: to popadanie w skrajności 23.06.11, 01:03
              kotwtrampkach napisała:
              Jeżeli bliskiej bezdzietnej koleżance opowiadam, ze coś mnie ucieszyło w związk
              > u z zachowaniem mojego dziecka/psa/faceta/pracodawcy/etc - to czy to świadczy o
              > moim egoiźmie, zdziecinnieniu i nienadawaniu się na koleżankę?
              >
              > To po co mi koleżanki?
              > :-)

              czasem po to, żeby ich wysłuchać :-).
            • ko_kartka Re: to popadanie w skrajności 23.06.11, 01:29
              kotwtrampkach napisała:

              > Jeżeli bliskiej bezdzietnej koleżance opowiadam, ze coś mnie ucieszyło w związk
              > u z zachowaniem mojego dziecka/psa/faceta/pracodawcy/etc - to czy to świadczy o
              > moim egoiźmie, zdziecinnieniu i nienadawaniu się na koleżankę?
              >
              > To po co mi koleżanki?
              > :-)

              Na tym polega koleżeństwo. Ja na klatę przyjmuję zwierzenia o postępach progenitury koleżanek i kłopotach z progeniturą związanych, nawet współczuję i usiłuję dawać porady, jeśli się ode mnie tego oczekuje, a jak trza, to się zachwycam i chwalę, oglądając rysunki i fikołki oraz liczenie do pięciu. Jednakowoż oczekuję od tejże koleżanki wysłuchania, pocieszenia, porady i zachwytu nad swoimi, niedzieciowymi sprawami - bo komunikacja w jedną stronę mnie nie interesuje. Przy okazji zastanawiam się, jak to jest, że moje koleżanki samotne matki jakoś potrafią zachować kontakt z rzeczywistością pozadzieciową (i absolutnie nie neguję tu tego, iż dla każdej matki jej własne dziecko powinno stanowić cud największy - choćby i dziesiąte było w kolejce), a "szczęśliwe mężatki" nierzadko nie potrafią?
        • beniutka_bo Re: Poza wszystkim, co tu napisałyście 22.06.11, 12:48
          mnie szlag trafia, jak z każdego tematu taka mamusia potrafi zejść na "zupki-kupki", np.
          - ale masz fajną bluzkę
          - a ostatnio mojemu mniumniosiowi kupiłam taką fajną bluzeczke (blablabla)bo on tak szybko rośnie

          Ok,wiem,ze potrafi lekko odbić, staram się zrozumieć, ale litości, mojej ciotce takie mniumnianie nie przeszło do tej pory, a jej synowie mają po dwa metry wzrostu, dwudziestkę z hakiem na karku każdy i kobieta miała problem poważny, jak niemal roczny kot Filip okazał się Filipiną, i to ciężarną, bo biedna nie wiedziała, "jak chłopcom o tym powiedzieć, no bo przecież, jak to sie stało?!" Pech,ze to moja chrzestna :]
          • chrumpsowa Re: Poza wszystkim, co tu napisałyście 22.06.11, 15:31
            Fajny watek :) Wg. mnie z PZM jest tak, jak mowicie: to etap niezbedny, ale z reguly tymczasowy (cale szczescie). Jesli sie przedluza to jest to patologia. W kazdym razie z ciekawoscia czytalam opinie o zdrabnianiu i o mowieniu do dziecka "mama da Krzysiowi obiadek" itd. Chyba tu dziala intuicja. Troche sie powymadrzam "madrosciami"wyczytanymi w roznych kasiazkach, ale wiedze przekaze w duuzym skrocie. Otoz wg. specjalistow/psychologow niemowle do ok. 8 miesiaca zycia nie postrzega siebie jako odrebnej jednostki, ale jako czesc matki. Dlatego zdarza sie, ze taki 5-6-cio miesieczniak usmiecha sie do kazdego, kazdy moze go wziac na rece i dziecko nie reaguje rykiem. Od jakiegos 8-go miesiaca zaczyna rozumiec, ze matka to odrebna istota i boi sie rozlaki z nia. Niemowlak, nawet taki, ktory "do kazdego szedl na rece" ok. tego przyslowiowego 8-go mz, gdy widzi obca twarz, boi sie, ze zostanie rozdzielony z matka i reaguje placzem. Specjalisci m.in Jirina Prekop twierdza, ze ten etap jest kluczowy w ksztaltowaniu sie osobowosci dziecka. Jednakze taki maluch nie widzi/nie czuje/ i nie mowi (gdy juz umie) w 1 os. ;) Czyli mowi o sobie jako o kims obcym np. Ania chce pic. Dopiero okres buntu poprzedza prawidlowe postrzeganie siebie jako jednostki zupelnie odrebnej i niezaleznej. Etap wyksztaltowania sie odrebnej osobowosci nastepuje zazwyczaj ok. 3 lat i poprzedzony jest tzw. buntem dwulatka. U nas bunt ten trwal w duzym nasileniu od ok. 1,5 do 2.5 roku. Lomatko co moje dziecko nie wyprawialo!!!! Uciekalo mi na ulicy, kladlo sie plackiem, nie mowiac o wrzaskach i tym podobnych. Dzieki Bogu mieszkam za granica i nikt mi uwagi nie zwracal, ze dziecko niegrzeczne ;P. Teraz moja pociecha wydaje sie byc juz o wiele, wiele bardziej cywilizowana. Jesli ktos jest zainteresowany polecam ksiazke Jiriny Prekop pt. "Maly tyran" czy ksiazki "Mali tyrani. Ksztaltowanie dojrzalosci psychicznej i emocjonalnej u dzieci i mlodziezy" autorstwa Michael'a Winterhoff'a.
            • beauty-gosiek Re: Poza wszystkim, co tu napisałyście 22.06.11, 16:56
              chrumpsowa napisała:

              > Otoz wg. specjalistow/psychologow niemowle do ok. 8 miesiaca zycia n
              > ie postrzega siebie jako odrebnej jednostki, ale jako czesc matki. Dlatego zdar
              > za sie, ze taki 5-6-cio miesieczniak usmiecha sie do kazdego, kazdy moze go wzi
              > ac na rece i dziecko nie reaguje rykiem. Od jakiegos 8-go miesiaca zaczyna rozu
              > miec, ze matka to odrebna istota i boi sie rozlaki z nia. Niemowlak, nawet taki
              > , ktory "do kazdego szedl na rece" ok. tego przyslowiowego 8-go mz, gdy widzi o
              > bca twarz, boi sie, ze zostanie rozdzielony z matka i reaguje placzem. >

              Co dziwne, u moich dzieci nic takiego nie nastąpiło, tzn. pierwsze nie bało się nikogo obcego, do każdego szło na ręce itp. niezależnie od wieku (czyli od urodzenia do przypuśćmy dwóch lat), drugie - całkiem odwrotnie - płakało lub chowało się za mnie i nie dało się oderwać jak tylko ktoś do nas przychodził lub zaczepiał na ulicy (do tej pory czuje się trochę niepewnie w nieznanym towarzystwie), trzecie identycznie jak pierwsze.
        • jul-kaa Re: Poza wszystkim, co tu napisałyście 22.06.11, 13:34
          zawsze_zielona napisała:
          > A tak przy okazji ( no musze bo inaczej sie udusze), moja corka pierwszy raz us
          > miechnela sie do mnie wczoraj.

          E tam. Mój syn ostatnio podchodzi próbując dać mi buziaka. To jest dopiero coś :)
        • szarsz Re: Poza wszystkim, co tu napisałyście 22.06.11, 13:42
          zawsze_zielona napisała:
          > A tak przy okazji ( no musze bo inaczej sie udusze), moja corka pierwszy raz us
          > miechnela sie do mnie wczoraj. No poplakalam sie ze szczescia:D

          Rzecz absolutnie cudowna :) No bo jakże inaczej dałoby się znieść te pobudki o piątej trzydzieści, jakby w zamian nie czekały bezzębne uśmiechy?
        • madzioreck Re: Poza wszystkim, co tu napisałyście 23.06.11, 11:05
          > A tak przy okazji ( no musze bo inaczej sie udusze), moja corka pierwszy raz us
          > miechnela sie do mnie wczoraj. No poplakalam sie ze szczescia:D Tak, mi tez odw
          > ala,

          Oooo, bardzo przepraszam, kiedy mój siostrzeniec się do mnie pierwszy raz uśmiechnął, to też omal się nie popłakałam ;P
      • beauty-gosiek Re: Poza wszystkim, co tu napisałyście 22.06.11, 14:08
        racja, obrzydliwe określenie.
        Wolałabym żeby ktoś nazwał mnie sto razy matką której odwala na punkcie dzieci niż jeden raz matką mającą pieluszkowe zapalenie mózgu
      • nomina Re: Poza wszystkim, co tu napisałyście 22.06.11, 15:01
        Ja pierwotnie czytałam to określenie na Forum Humorum jako odpieluszkowe zapalenie mózgu, czyli encephalopathia pampersis, i bardzo mnie to rozśmieszyło. Cóż, każda przesada skutkuje wyśmianiem, więc PZM ma taką formę, moim zdaniem.
        • satia2004 Re: Poza wszystkim, co tu napisałyście 22.06.11, 22:22
          nomina napisał(a):
          > Ja pierwotnie czytałam to określenie na Forum Humorum jako odpieluszkowe zapale
          > nie mózgu, czyli encephalopathia pampersis, i bardzo mnie to rozśmieszyło. Cóż,
          > każda przesada skutkuje wyśmianiem, więc PZM ma taką formę, moim zdaniem.

          Wydaje mi się, że określenie PZM można po prostu uznać za karykaturę.
      • kotwtrampkach PZM jest też kolejnym deprecjonującym kobietę okre 23.06.11, 18:19
        Ech, tereso, ja sie zatchnęłam tym skrótem (pierwszy raz widziałam tę nazwę tutaj)- jakie świetne określenie, nazywa wszystko czego nie znosze w zachowaniu niektóych ludzi - a ty mi zrobiłaś rysę na mojej euforii
        :-)
        ale po zastanowieniu - okreslenie mi sie dalej podoba. MOże dlatego, ze ja widzę granicę w uogólnianiu. Dla mnie to opis czegoś złego - a nie nabój do obrzucania się pomiędzy zorganizowanymi w bojówki "matkami" a "bezdzietnymi".
        dla mnie - PZM jako symbol choroby świadczy o chorobliwym zachowaniu. I świetnie opisuje to chorobliwe zachowanie - tzn.nie zdrowe, nienaturalne, nie wynikające z uczuć do drugiego człowieka, ale zachowania karykaturalne i przesadzone.

        Znam mnóstwo osób, którym odwaliło na punkcie kogoś lub czegoś, ale ich zachowanie nie jest chore, niepokojące, męczące.. Np.odwaliło mi na punkcie staników i kupuję staniki moim rozmiarze, czytam opinie o nich, rozmawiam (z osobami, które ten temat interesuje), poświęcam im trochę czasu (zwłaszcza kiedy chcę kupić kolejny i chcę sie dowiedzieć o nowościach i właściwościach, promocjach etc) Ale nie jest to chorobliwe - tzn nie opowiadam każdemu o tym, ze mam dobry stanik, nie noszę stanika na bluzce, nie sprowadzam każdej rozmowy do staników, nie śnię o stanikach (za często, hehe). Poza tym, że cieszy mnie możliwość założenia ładnego, dobrze dopasowanego biustonosza - mam też swoje życie i zajęcia ;-)
    • sylwiastka Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 22.06.11, 20:07
      Wg mnie to niezwykle pogardliwe określenie, które nie opisuje zjawiska, a wykpiwa pewne zjawisko. Często stosowane przez bezdzietnych. Moim zdaniem niepotrzebnie dzieli ono kobiety, na te, które nie mają dzieci i mają mózg, oraz na kobiety które maja dzieci i zdegenerowany mózg (pewnie w wyniku macierzyństwa).
      A problem, który nieudolnie obrazowany jest przez to pojęcie, nie powinien być bagatelizowany i wyśmiewany. W moim odczuciu dotyczy PZM odnosi się do matek, które przestały postrzegać siebie jako odrębną istotę, nie postrzegają macierzyństwa jako jednej z ról i zlewają się z własnym dzieckiem.
      • satia2004 Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 22.06.11, 20:36
        sylwiastka napisała:
        > Moim zdaniem niepotrzebnie dzieli ono kobiety,
        > na te, które nie mają dzieci i mają mózg, oraz na kobie ty które
        > maja dzieci i zdegenerowany mózg (pewnie w wyniku macierzyństwa).

        Dzieli i owszem ale rodziców (bo nie tylko kobiet dotyczy) na tych, którzy po narodzinach potomka mózg zachowali i tych, którzy zlali się z dzieckiem w jedność.
        • sylwiastka Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 22.06.11, 21:12
          O zlaniu się w jedność z dzieckiem zwróciłam uwagę w swojej wypowiedzi. I uważam, że jest to bardzo niepokojące zjawisko. Jednak termin ten jedynie "wyśmiewa" je.

          I nie uważam, że tacy rodzice, jak to sugerujesz, nie mają mózgu. Mają go jak najbardziej, jednak postępują jednak w sposób, który mnie wprawia w zdumienie.
    • kis-moho Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 22.06.11, 21:40
      A to nie jest tak, ze ten syndrom wystepuje u kobiet, ktore nie maja w zyciu nic innego, co by budzilo w nich pozytywne emocje? Znam tylko jeden taki przypadek, zreszta chyba nie jakis drastyczny - i ta dziewczyna faktycznie ma w swoim zyciu tylko dom i dziecko (z wlasnego wyboru). Ja sie w sumie nie dziwie, ze o niczym innym nie jest w stanie mowic...
      • madzioreck Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 22.06.11, 23:38
        > A to nie jest tak, ze ten syndrom wystepuje u kobiet, ktore nie maja w zyciu ni
        > c innego, co by budzilo w nich pozytywne emocje?

        Czasem pewnie tak, ale nie jest to raczej regułą... nikomu w głowie nie siedzę i nie wiem, co kogo naprawdę cieszy, ale raczej mam na myśli takie przypadki, że osoby, które lubiły różne rzeczy, nie wiem, czytanie, ludzi, filmy, teatr, z którymi można było o tym godzinami, nagle na propozycję pójścia do kina czy podsuniecie fajnego tytułu albo pogardliwie prychają, albo napotykasz... nie wiem, jak to określić... dziwną reakcję i powrót do tiutiania nad dzieckiem. I o ile nie zdziwiłoby mnie to w przypadku malutkiego dziecka, o tyle dziwi przy 5-latku czy 8-latku.
        W sumie niewesołe.
        • kis-moho Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 22.06.11, 23:55
          > mam na myśli takie przypadki, ż
          > e osoby, które lubiły różne rzeczy, nie wiem, czytanie, ludzi, filmy, teatr, z
          > którymi można było o tym godzinami, nagle na propozycję pójścia do kina czy pod
          > suniecie fajnego tytułu albo pogardliwie prychają, albo napotykasz... nie wiem,
          > jak to określić... dziwną reakcję i powrót do tiutiania nad dzieckiem. I o ile
          > nie zdziwiłoby mnie to w przypadku malutkiego dziecka, o tyle dziwi przy 5-lat
          > ku czy 8-latku.
          > W sumie niewesołe.

          Moze to jest pierwsza rzecz, w ktorej czuja, ze sie spelniaja i sa 100% doceniane, i dlatego sie tak koncentruja tylko na dziecku? Niektorzy maja ten sam objaw z praca, dla mnie to sa podobne "zupki i kupki"...
          • ko_kartka Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 23.06.11, 01:42
            kis-moho napisała:

            >
            > Moze to jest pierwsza rzecz, w ktorej czuja, ze sie spelniaja i sa 100% docenia
            > ne, i dlatego sie tak koncentruja tylko na dziecku? Niektorzy maja ten sam obja
            > w z praca, dla mnie to sa podobne "zupki i kupki"...

            Jak dla mnie - świetne porównanie. Obie grupy uważam za ludzi ograniczonych. Nie mieć ŻADNYCH zainteresowań zewnętrznych? Chociażby rąbania drew na opał? Jakież to jest potwornie nudne - jedni gadają wyłącznie o robocie, inni wyłącznie o dzieciach... A zwłaszcza kocham "mieszane" imprezy w parach, gdzie pary starodawnym, arystokratycznym zwyczajem rozdzielają się w homogeniczne podgrupy i faceci nadają o pracy, a kobity o zupkach. Nie wypada mi zrobić nic innego, niż upić się z nudów.
            • zetka_2 Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 02.07.11, 21:40
              świetny wątek:)
              a ja przez PZM przestałam "bywać" u znajomych a raczej nie jestem zapraszana, Jesteśmy z mężem jedyną bezdzietną parą w kręgu naszych "znajomych", wszyscy mają już po min. 2 dzieci i chwała im za to :) ale wszystkie organizowane przez nich imprezy z jakiejkolwiek okazji to kinderbale z masą dzieciaków. Nie mam nic do dzieci samych w sobie, lubię fajnych małych ludzi, dogaduję się z takimi krasnalami:) ale stężenie na 1m2 "mamusiek" gadających tylko o zupkach i dupkach oraz rozwrzeszczanych dzieciaków przerasta mnie. Poza tym wkurza mnie, że jestem traktowana jak dziwoląg bo nie mam dzieci ( i nie dlatego że ich nie chcę), wkurza mnie też oczywiście poruszana już wcześniej kwestia, że bezdzietna osoba nie wie nic o życiu,...masakra. Wytrzymałam kilka lat takiej męczarni (kinderbale) i zaczęłam się wykręcać od takich imprez. Skutek jest taki, że przestano nas zapraszać gdziekolwiek bo przecież jesteśmy dziwakami.
              Co do samego PZM, ja uważam ten stan jako fizjologiczny i jak najbardziej naturalny dla każdej matki ale do czasu, rozumiem że noworodek i maleńkie dziecko zmienia życie ale przecież nie może być tak by dziecko stawało się jedynym jego sensem.
              A już rekord świata pobiła "koleżanka" która jak dowiedziała się o powodach naszej bezdzietności przestała się odzywać, później dowiedziałam od osób trzecich, że stwierdziła że takie osoby jak ja i mój mąż mogą rzucić urok na jej dzieci. Ręce i guma z majtek opada;), średniowiecze w XXI wieku.
    • jul-kaa Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 23.06.11, 15:37
      Właśnie sprzątnęłam ze stołu słoik po obiadku, który zjadła u mnie córka koleżanki. Patrzę na obwolutę, a tam "Ziemniaczki z wołowinką". Poraża mnie takie zdrabnianie, czuję się nim upupiana.
      • anitai Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 23.06.11, 16:24
        Oj bo masz złe podejście do tego, powinnaś najpierw uprzątnąć ze stoliczka słoiczek po obiadeczku, wtedy od razu te ziemniaczki bardziej by pasowały.
        A tak serio to też mnie irytuje zdrabnianie wszystkiego związanego z dzieckiem - ubranka, kurteczka, czapeczka, spodenki (pozdrawiam allegro :>), jogurciki, obiadki, zupki. Chociaż właściwie po jakimś czasie przestałam to aż tak widzieć. AdBlock w mózgu filtruje mi taki napis na słoiczku i przekazuje wyłącznie informację w rodzaju "zawiera ziemniaki i wołowinę".
        (Ale wiecie, to jest ciekawe. Dlaczego słoiczki z owocami nazywają się "gruszki", "morele", "banan" i... "jabłuszka"? Czemu tylko jabłka zostały zdrobnione?)
        • szarsz Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 23.06.11, 16:47
          No ale jeszcze w przypadku ciuchów to jest jakoś zrozumiałe. Przecież mała kurtka = kurteczka.
          Ale już ziemniaczki z wołowinką oznaczają dla mnie ziemniaki wielkości ziarnka bobu z mięsem krowy wielkości chomika ;)
          • ciociazlarada ROTFL! Dziewczyny, zapraszam do Holandii 23.06.11, 17:34
            Tutaj zdrabnia się wszystko, po prostu wszystko, wszędzie i oficjalnie. I w miejscach dla prostego rodaka niespotykanych.
            Idziesz do sklepu: kupujesz kilotje, czyli kilo kartofli w worku z takimż napisem, po naszemu kilko lub kileczko, jak wolicie. Nie trzeba precyzować, że to o kartofelki;) chodzi, autochtoni wiedzą, że kilotje to kilotje, a nie żadne kilo aardappeltjes (czyli kilo ziemniaczków).

            Wsiadasz do autobusu: kupujesz kaartje, czyli bilecik. W przypadku regionu Arnhem-Nijmegen, KAN-kaartje, a jakże. Same popatrzcie na to cudo:)

            Idziesz na pociąg: kupujesz retourtje, babka w kasie mogłaby się zawiesić, jeżeli poprosisz o bilet bez "cie" (tak to się wymawia) na końcu.

            W restauracji/pubie: w menu jest glaasje wijn, a oprócz tego oczywiście biertje. Są to napoje alkoholowe, wino i piwo - z założenia dla obywateli 16+, a nie podopiecznych żłobka.

            Kilka tygodni temu wszystko przebił pan na targu staroci. Poszłam wybierać płyty winylowe i pytam grzecznie przemiłego sprzedawcę "po wiela to?" Na co pan z szerokim uśmiechem: twee eurotjes! Czyli po naszemu dwa eurka:)

            Mam tzw. czerwone blachy przed oczyma jak to widzę i cieszę się, że pomieszkuję tu jedynie od czasu do czasu:) A, byłabym zapomniała - obowiązują tu, tak jak w Polsce formy pan i pani w stosunku do obcych ludzi. Ile razy zostałam nazwana mevrouwtje (dokładnego polskiego odpowiednika nie ma, bo to nie jest po prostu panienka) to już nie liczę. Zakładam, że to przez młody i niewinny wygląd:P
            • jul-kaa Re: ROTFL! Dziewczyny, zapraszam do Holandii 23.06.11, 17:43
              Na Ukrainie też jest dużo więcej zdrobnień, zupełnie mnie one nie rażą, są naturalnym elementem języka.
            • sarahdonnel Re: ROTFL! Dziewczyny, zapraszam do Holandii 23.06.11, 20:58
              ciociazlarada napisała:

              > Tutaj zdrabnia się wszystko, po prostu wszystko, wszędzie i oficjalnie. I w mie
              > jscach dla prostego rodaka niespotykanych.
              > Idziesz do sklepu: kupujesz kilotje, czyli kilo kartofli w worku z takimż napis
              > em, po naszemu kilko lub kileczko, jak wolicie. Nie trzeba precyzować, że to o
              > kartofelki;) chodzi, autochtoni wiedzą, że kilotje to kilotje, a nie żadne kilo
              > aardappeltjes (czyli kilo ziemniaczków).
              To z Alberta te 'felusie'. Ja sie buntuje, kupuję na rynku duże ziemniaki, takie na... 'patatje', czyli nana... fryteczki. Gazowamy napoj chmielowo-jeczmienny nazywa sie u nas 'pilsje', czyli piweczko jassne.

              >
              > Wsiadasz do autobusu: kupujesz kaartje, czyli bilecik. W przypadku regionu Arnh
              > em-Nijmegen, KAN-kaartje, a jakże. Same popatrzcie na to c
              > udo:)

              >
              > Idziesz na pociąg: kupujesz retourtje, babka w kasie mogłaby się zawiesić, jeże
              > li poprosisz o bilet bez "cie" (tak to się wymawia) na końcu.
              We stolycy nawet kas juz.nie ma. Na dworcu stoja machines, nieduże, ale nie widziałam nikogo, kto kupowałby bilet w automaatje.
              >
              > W restauracji/pubie: w menu jest glaasje wijn, a oprócz tego oczywiście biertje
              > . Są to napoje alkoholowe, wino i piwo - z założenia dla obywateli 16+, a nie p
              > odopiecznych żłobka.
              >
              > Kilka tygodni temu wszystko przebił pan na targu staroci. Poszłam wybierać płyt
              > y winylowe i pytam grzecznie przemiłego sprzedawcę "po wiela to?" Na co pan z s
              > zerokim uśmiechem: twee eurotjes! Czyli po naszemu dwa eurka:)
              >
              > Mam tzw. czerwone blachy przed oczyma jak to widzę i cieszę się, że pomieszkuję
              > tu jedynie od czasu do czasu:) A, byłabym zapomniała - obowiązują tu, tak jak
              > w Polsce formy pan i pani w stosunku do obcych ludzi. Ile razy zostałam nazwana
              > mevrouwtje (dokładnego polskiego odpowiednika nie ma, bo to nie jest po prostu
              > panienka) to już nie liczę. Zakładam, że to przez młody i niewinny wygląd:P
              Za mevrouwtje w Amsterdamie mialabym prawo dać w pysk, bo tu to bardzo sarkastyczne. Juz wole, jak mnie urzednicy tykaja-takie blednie zinterpretowane 'you', norma w Randstad.
              Ale w Nijmegen to wg mnie ludzie sa dziwni. Nawet daja gosciom jesc, a nie o kawie i jednym ciasteczku trzymaja.
          • kotwtrampkach zdrobnienia 23.06.11, 18:27
            szarsz napisała:

            > No ale jeszcze w przypadku ciuchów to jest jakoś zrozumiałe. Przecież mała kurt
            > ka = kurteczka.

            tak, ale jaka musi być mała bluzka żeby stać się bluzunią (bluzka niuniowata?) lub bluzeńką albo co jest w sukience, któa zmnienia się w sukienunię. Właściwie, ja tez już nieczęsto na to zwracam uwagę, ale wyszukiwarka szwankuje i nie podaje wszystkich wyników :|

            (a dobiły mnie ostatnio pończochy z SZEWKIEM :-) )
            • ko_kartka Re: zdrobnienia 23.06.11, 22:49
              > tak, ale jaka musi być mała bluzka żeby stać się bluzunią (bluzka niuniowata?)
              > lub bluzeńką albo co jest w sukience, któa zmnienia się w sukienunię.

              Dla mnie - rozmiar ziroł, podobno przeznaczony dla dorosłej kobiety. To oznacza sukienunia.
      • indigo-rose zdrobnienia ;) 23.06.11, 22:49
        Ktoś kiedyś rzucił dość celną uwagą (nie wiem, czy to nawet nie było na Lobby), że zdrabnianie wszystkiego w stosunku do dzieci często jest nielogiczne.
        "Podaj rączkę, idziemy do autka" - ręka dziecka jest mała, więc "rączka" na miejscu, ale auto... z perspektywy dziecka jest jeszcze większe niż z naszej ;)
        "Paweł niedługo skończy dwa latka" - szczerze mówiąc, wolałabym "Pawełek niedługo skończy dwa lata" - bo to Paweł jest mały, a rok to rok, dla Pawełka pewnie masa czasu.

        Zdrobnianie poza czułościami i wyrażaniem rozmiaru, typu "pieniążki", doprowadza mnie do szewskiej pasji.
        • ko_kartka Re: zdrobnienia ;) 23.06.11, 22:52
          E tam, a dla mnie to przesada. "Pieniążki", w zdaniu wykonywanym ku mnie przez panią w sklepie "A drobniejsze pieniążki pani ma?" to żadna obraza, ino wyraz sympatii. Bazyliszek mode on uruchamiam dopiero powyżej trzech zdrobnień w zdaniu niezłożonym wielokrotnie. Ale mnie też nie razi zwrot "kochanieńka" ze strony pani starszej, pod warunkiem, iż nie jest świadkiem Jehowy.
          • indigo-rose Re: zdrobnienia ;) 23.06.11, 22:59
            To podchodzi i pod kategorię czułości i rozmiaru ;) Chodziło mi bardziej o "pieniążki" w wykonaniu pani z tv, zwłaszcza kiedy rzeczonymi "pieniążkami" jest 10 000 zł do wygrania w konkursie.
            • ko_kartka Re: zdrobnienia ;) 23.06.11, 23:03
              A, no tak. Odszczekuję, "pieniążki" w tym przykładzie to faktycznie niesmaczna przesada.
          • jul-kaa Re: zdrobnienia ;) 23.06.11, 23:02
            Pieniążki za fakturkę, wysyłka książeczek. Mnie strzela, trafia i zabija :)
            • beniutka_bo Re: zdrobnienia ;) 23.06.11, 23:04
              i "majtusie" w rozmiarze 46 (bez obrazy oczywiście, zawsze mi się kojarzyło, że jeśli ktoś nosi rzeczone "majtusie" to ma max 3-4 lata)
              • indigo-rose Re: zdrobnienia ;) 24.06.11, 00:02
                Tak, "staniczek" z opisów aukcji na allegro to też mi się kojarzy z jakimś nastolatkowym, od biedy może jakieś 65A by się załapało.
                • moniach_1 Re: zdrobnienia ;) 24.06.11, 17:56
                  Dla dorosłej kobiety noszącej 65A takie dziecinne zdrobnienia są pewnie jeszcze bardziej irytujące
                  • indigo-rose Re: zdrobnienia ;) 24.06.11, 19:05
                    Pewnie tak, za to w 75G są bardziej absurdalne i już tylko śmieszą. Zresztą wszystkie zdrobnienia w kontekście sprzedawcy zachwalającego towar, reklam itd. są dla mnie żenujące.
                    Chyba że to jakaś kumpela chwali "ale masz śliczny staniczek", no ale to co innego.
              • zmijunia.lbn Re: zdrobnienia ;) 25.06.11, 00:14
                Byłam kiedyś z mamą w sklepie z bielizną, takim niedużym, gdzieś po drodze dokądś. Lat mogłam mieć wczesne kilkanaście, a może i kilka dopiero. Mama wchodzi, wita się, pyta o męskie piżamy..
                Lawineczka zdrobnieniusi wydobywająca się z buziuchnieńki sprzedawczyniusi w wieczku odrobinieńkę poważniutkim wprawiła córeczkunię milusieńkiej klienteczki w niemałe osłupionko.
                (Po polsku: pani ekspedientka była w stanie tak zdrobniale mówić o męskich piżamach w rozmiarach ok. L, że osłupiałam i dłuższą chwilę gapiłam się na nią z otwartymi ustami, próbując otrzeźwieć. Przez kilka lat miałam traumę i unikałam bieliźniaków jak ognia. Wizja mojego taty w śliczniutkiej piżameczce w błękiciku sprawiała mi cierpienie.)

                Tak swoją drogą - chyba mój "kilogram pomidorków" można zaliczyć do kategorii "czułości" jeśli pomidory kocham miłością najszczerszą? ;)
                • indigo-rose Re: zdrobnienia ;) 25.06.11, 01:04
                  Oj no, nie jestem zdrobnieniową nazistką! Też zdrabniam rzeczy na które mam ogromną ochotę, jeśli sobie sama upiekę chlebek to mawiam o nim z afektem, ciasteczka też rzadko bywają ciastkami ;) Irytuje mnie raczej zdrabnianie jako natręctwo językowe, takie odruchowe i bez sensu. Jest w tej samej kategorii, co przecinki, nie tylko wulgarne: "Idę sobie ulicą, co nie, i nagle widzę taką laskę, nie, ona mi się wydaje do kogoś, co nie, podobna... podchodzę bliżej, nie, i patrzę a to ta Kaśka, no nie, co była na imprezie u tego Krzyśka, co nie, co auta sprzedaje."
                  • kocio-kocio Re: zdrobnienia ;) 25.06.11, 01:11
                    Ja uwielbiam maile około allegrowe.
                    Kupuję 10 kg trucizny na ślimaki (tak wiem, jestem niehumanitarna, ale one bardziej) i dostaję maila: "Pieniążki dotarły. Paczuszka wysłana." Fuck.
    • gazeta_mi_placi Re: Pieluszkowe zapalenie mozgu (PZM) 25.06.11, 22:18
      To co oni dodają do tych pieluszek??
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka