plecha1
03.11.11, 17:10
Ja piszę właściwie tylko po to, żeby podzielić się mało fajnymi refleksjami po dzisiejszej dostawie kafelków.
W tym roku kilka razy zamawialiśmy ze sklepu dostawę ciężkich rzeczy (łóżko sypialniane, płyty regipsowe, kafelki na podłogę i ściany). Za każdym razem w sklepie słyszeliśmy "Nie oferujemy wniesienia, nawet za dopłatą". I tak sobie pomyślałam, że kurczę, jakbym tak się przeprowadziła do obcego miasta, to miałabym solidny problem.
Jeszcze pal licho, gdy dostawca umawia się na konkretną godzinę. Można sobie wynająć jakiegoś pana Tadzia, który ogłaszał się w necie. Ale z łóżkiem miałam sytuację, że i w umowie, i ustnie w sklepie poinformowano mnie, że nie ma opcji wniesienia plus nie ma opcji umówienia się na konkretną godzinę. Dostawca pracuje między 8 a 20, czy jakoś tak i w tym czasie można się spodziewać dostawy. Czy sklepom naprawdę nie zależy na samotnie mieszkających kobietach, osobach chorych czy starszych, mimo że niejednokrotnie dysponują pieniędzmi do wydania? Przecież w tej sytuacji nawet nie ma jak kogoś poprosić o pomoc, bo zerwiesz kuzyna o 6 rano, wytniesz mu dzień z życiorysu a towar przyjedzie o 17... Nie ogarniam tego, bo przecież przy takich zasadach dostaw muszą tracić sporo pieniędzy. Jakbym mieszkała sama, to nie kupiłabym tego łóżka u nich, tylko poszła do konkurencji, która by się ze mną po ludzku umówiła "Będziemy między 14 a 16".