mela1
03.12.11, 17:14
śmiałam się zawsze z partnerki mojego ojca, że co weekend, to ona chora. I mnie dopadło. Mam fatalną odporność, co sezon rozkładam się kilka razy. Teraz było co drugi weekend, teraz drugi z rzędu. Albo potem idę do lekarza, albvo biorę wolny dzień, potem i tak muszę iść do pracy, jest lepiej i weekend znowu. Dużo pracuję, jestem zmęczona, chciałabym spędzić miły weekend, a nie stresować się, że znowu jestem chora i czy dam radę iść do pracy. Mam plany weekendowe, cholera mnie bierze jak na coś miesiąc czekam i potem nic z tego nie ma.
Internista mnie olewa, bo nie umieram. Aspirynka, witaminka C. Nie umieram, ale się fstalnie czuję, rozbita, bolą mnie mięśnie, skóra, oczy, raz katar, raz ból gardła, raz kaszel. Od wczoraj się duszę od rozrywającego kaszlu. Różni mądrzy radzę: echinaceę, rutinoscorbin, tran, lekarz dał mi jakiś Immuno Infec, co ma podnosić odporność. Nic, biorę i co kilka dni się rozkładam. Mleko z czosnkiem imiodem -nic. Żadne herbatki rozgrzewające. Scorbolamid jem ciągle. Do teo jem antybiotyk od dermatologa, więc innego nie dostanę, a tylko to mi pomagało...
Czytałam o chorobach weekendowych w Wysokich Obcasach. Byłam wczoraj u mojego psychiatry, bo biorę leki na depresję (jak zaczęłam, zdecydowanie mniej chorowałam, potem wróciło do stanu poprzedniego). Powiedział, że tak bywa id stresu i nie ma na to rady. XXI wiek i nie ma rady na to? Mam do kwietnia wykorzystać cały urlop na dni wolne, bo nawet nie mam siły chodzić do lekarza i dostawać aspirynkę, wyłazić z domu, umawiać się, dostawać zwolnienie... Mam dość.
W ten weekend jest wystawa kotów, mam bilety do teatru na "Boską" kupione z 1,5 miesiąca temu... Znowu mam przeleżeć przed telewizorem?