Dodaj do ulubionych

LWW: odchudzanie w okolicach 40

25.04.12, 09:29
Straciłam na chwilę czujność i ostatnia dekada szczęśliwie przeleciała jak z bicza strzelił. Nagle obudziłam się ze świadomością dobiegania czterdziestki i 10 kg nadwagą. Znienacka.
Reklama telewizyjna obudziła we mnie niepokój że odchudzanie czterdziestolatki to nie to samo co odchudzanie młodszej osoby.

No i właśnie - na czym polega różnica? Na co zwrócić uwagę? Więcej białek? Białek i tak pilnuję bo jestem wegetarianką? Więcej ruchu? Inna dieta?
Obserwuj wątek
    • yaga7 Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 25.04.12, 09:51
      A próbowałaś Pape?

      A więcej ruchu to pewnie nie zaszkodzi ;)
    • magdalaena1977 Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 25.04.12, 09:54
      Może przedstawię pesymistyczny punkt widzenia, ale ja na Twoim miejscu bym się nie odchudzała.
      Wejście w stan ujemnego bilansu kalorycznego jest trudne dla większości osób i z każdym rokiem robi się coraz trudniejsze. Nie mówiąc już o utrzymaniu tej nowej niższej wagi.
      A odchudzanie się po to, żeby potem znowu przytyć nie jest zdrowe.

      Na pewno warto zdrowiej / mniej jeść i więcej się ruszać, ale IMHO w Twojej sytuacji sensownym celem powinno być utrzymanie tej wagi (skoro to tylko nadwaga) jak najdłużej.
      • felisdomestica Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 25.04.12, 10:05
        A ja wręcz przeciwnie, właśnie teraz bym się odchudziła, bo to ostatni dzwonek, żeby odchudzić się bez widocznych zmian skóry. Odchudzać się mądrze, tzn. zmienić żywieniowe przyzwyczajenia.
        Mam więcej niż 40 lat i odchudzić się w tym wieku da. Chodzę teraz z kijkami 3 razy w tygodniu po 10 km i efekty widać.
        • anna-pia Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 25.04.12, 11:00
          Popieram Felis, zdecydowanie można w tym wieku się odchudzać, mi też dobrze idzie :) Schudnąć można też ładnie i po 50., ale to już wymaga więcej czasu i wysiłku.
        • zooba Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 25.04.12, 13:17
          Ja też myślę, że łatwiej przeciwdziałać tyciu kiedy ma się tylko trochę do zrzucenia, a nie 10-15 kg. Patrze na moja mamę, która przez lata miała prawidłową wagę a w okolicach 40-stki zaczęła tyć i tak już tyje lata całe będąc na różnych drastycznych dietach. Dlatego prewencyjnie po skończeniu 40 lat zwiększyłam aktywność fizyczną i przeszłam na dietę Pape (ale w wersji free style).
      • pierwszalitera Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 25.04.12, 11:27
        namagdalaena1977 napisała:

        > Może przedstawię pesymistyczny punkt widzenia, ale ja na Twoim miejscu bym się
        > nie odchudzała.
        > Wejście w stan ujemnego bilansu kalorycznego jest trudne dla większości osób i
        > z każdym rokiem robi się coraz trudniejsze. Nie mówiąc już o utrzymaniu tej now
        > ej niższej wagi.
        > A odchudzanie się po to, żeby potem znowu przytyć nie jest zdrowe.

        Ujemne bilanse kaloryczne prowadzące do zmian metabolizmu są niekorzystne w każdym wieku i w każdym wieku prowadzą do efektu jo-jo. Jeżeli ktoś chce schudnąć na stałe musi zdawać sobie sprawę z pewnych zależności i przestać wierzyć, że zwykłe ograniczenie kalorii tu pomoże. Ponieważ organizm po takich eskapadach staje się coraz bardziej oszczędniejszy, zdarza się niejednokrotnie, że odżywiając się poniżej naszego faktycznego zapotrzebowania na kalorie ciągle jeszcze uzyskujemy pozytywny bilans i dzięki insulinowej blokadzie w dalszym ciągu tyjemy. Tu nie ma często z czego już ucinać. Z jednej rzeczy po długoletnim doświadczeniu z dietami trzeba na pewno zrezygnować - z błyskawicznych efektów. Cele należy układać długoterminowo i nacisk położyć na wyregulowanie metabolizmu z realistycznymi oczekiwaniami co do wagi. Nie mam jednak powodów do pesymizmu, nawet w starszym wieku można schudnąć.
    • pierwszalitera Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 25.04.12, 11:14
      Odchudzanie po 40-stce (chociaż ta liczba jest umowna, bo u niektórych może być to 30, a u innych 50) może być trudniejsze z kilku powodów:
      - sumują się błędy żywieniowe wpływające na metabolizm i dlatego na przykład pogłębia skłonność do insulinooporności.
      - organizm niczego nie zapomina, a każda popełniona niskokaloryczna dieta i głodówka w przeszłości trenuje metabolizm do oszczędniejszej pracy za kaloriami, więc nagle "sprawdzone" u nas diety przestają działać.
      - zdecydowanie mniej się ruszamy i zaczynamy powoli tracić masę mięśniową
      - u kobiet metabolizm po ciąży staje się często oszczędniejszy i nie ma powrotu do młodzieńczej sylwetki
      - organizm u kobiety zwiększa z wiekiem samoczynnie nieco masę tłuszczową (podnosi się nasz set point), a zbliżająca się menopauza zmienia gospodarkę hormonalną sprzyjając temu procesowi.

      No i nie chcę cię martwić, ale wegetarianizm nie gwarantuje zdrowia i nie chroni przed otyłością. Jeżeli uznajemy wegetarianizm za pewnego rodzaju naturalną filozofię i odżywiamy się prosto i zdrowo (i nie za często), to należymy na pewno do grupy mniejszego ryzyka i zwykle jesteśmy jako wegetarianie szczupli. Jeżeli jednak rezygnację z mięsa i ryby przypłacamy brakiem sytości i rekompensujemy to cały dzień wysoko przetworzonymi węglowodanami w połączeniu z produktami mlecznymi, to uprawiamy tzw. wegetarianizm budyniowy i ten prowadzi bardzo często do nadwagi. Badania na niemieckich nastolatkach pokazały, że te które odżywiają się wegetariańsko mają znacząco podwyższoną wagę ciała w stosunku do tych z konwencjonanym stylem żywienia. To była niespodzianka, bo oczekiwano odwrotnej zależności.
      • genepi Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 25.04.12, 11:22
        Byłam na "diecie" raz w życiu, w 2002 roku, na diecie kopenhaskiej. Czy to się liczy?
        • pierwszalitera Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 25.04.12, 11:28
          genepi napisał:

          > Byłam na "diecie" raz w życiu, w 2002 roku, na diecie kopenhaskiej. Czy to się
          > liczy?

          Trudno powiedzieć. A jaki był wynik?
          • genepi Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 25.04.12, 11:30
            Od razu -7 kg, potem w ciągu pół roku 4 kg wróciły. Czyli straciłam 3 kg
      • pinupgirl_dg Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 25.04.12, 11:42
        > No i nie chcę cię martwić, ale wegetarianizm nie gwarantuje zdrowia i nie chro
        > ni przed otyłością. Jeżeli uznajemy wegetarianizm za pewnego rodzaju naturaln
        > ą filozofię i odżywiamy się prosto i zdrowo (i nie za często), to należymy na
        > pewno do grupy mniejszego ryzyka i zwykle jesteśmy jako wegetarianie szczupli.
        > Jeżeli jednak rezygnację z mięsa i ryby przypłacamy brakiem sytości i rekompens
        > ujemy to cały dzień wysoko przetworzonymi węglowodanami w połączeniu z produkta
        > mi mlecznymi, to uprawiamy tzw. wegetarianizm budyniowy i ten prowadzi bardzo c
        > zęsto do nadwagi. Badania na niemieckich nastolatkach pokazały, że te które odż
        > ywiają się wegetariańsko mają znacząco podwyższoną wagę ciała w stosunku do tyc
        > h z konwencjonanym stylem żywienia. To była niespodzianka, bo oczekiwano odwrot
        > nej zależności.

        No niestety, też nie wiem, skąd ten mit o szczupłych wegetarianach (generalnie).

        A co do tematu - czytałam, że po 40 jeszcze ważniejszy jest ruch, żeby chronić i tak traconą z wiekiem tkankę mięśniową. Nie chodzi o żaden wyczyn, ale trochę prostych ćwiczeń siłowych, przyspieszają efekty i kształtują sylwetkę. Ruch też może stanowić profilaktykę osteoporozy, problemów ze stawami itd itd.
        • princesswhitewolf Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 27.04.12, 10:37
          Ruch te
          > ż może stanowić profilaktykę osteoporozy, problemów ze stawami itd itd.

          Osteroporoza to problem z wapnem. Im wiecej ruchu tym wieksza szansa na narazenie zlamanie.

          Umiarkowany ruch typu plywalnia spacery ok, ale silownia , sporty wyczynowe nie maja dobrego wplywu na stawy bynajmniej. Wystarczy poczytac raporty medycyny sportowej o starzeniu sie sportowcow. Potworne problemy ze stawami + tyja niesamowicie jak skoncza kariere i tylko troche sportu uprawiaja.

          Swego czasu zalatwilam sobie na pol roku kregoslup dzieki aktywnemu ciwiczeniu 3 razy w tygodniu Iyengar jogi i pilates. Obecnie wole spacery i rowerek i nie wydziwiam nadmiernie bo tylko sie to zle konczylo...
        • kotwtrampkach Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 28.04.12, 12:53
          pinupgirl_dg napisała:

          > No niestety, też nie wiem, skąd ten mit o szczupłych wegetarianach (generalnie)
          >

          ja wiem - dalej mam go w głowie. Wegetarianin to miał być człowiek, który MYŚLI o tym, co je. Czyli miał być ŚWIADOMY swojej diety. Miał to być człowiek, kt. nie pochłania czegokolwiek jak osoba która nie interesuje się swoim jedzeniem. Samo układanie jadłospisu kompletującego białko jest obciążające, do tego nakłady finansowe - a zdrowe jedzenie więcej kosztuje itd :)
          Nie wiem, czy to mit,czy stereotyp, czy może jest w tym coś z założeń wegetarianizmu - ale nie tylko ja tak myślę :-)
      • kis-moho Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 25.04.12, 11:57
        Badania na niemieckich nastolatkach pokazały, że te które odż
        > ywiają się wegetariańsko mają znacząco podwyższoną wagę ciała w stosunku do tyc
        > h z konwencjonanym stylem żywienia. To była niespodzianka, bo oczekiwano odwrot
        > nej zależności.

        Znajoma wegetarianka, u której wegetarianizm=muesli rano + makaron z sosem na obiad i kolację + dużo czekolady ma problemy z poziomem cukru, wysoki cholesterol (nie ma nawet trzydziestki) i bardzo zniszczoną skórę i paznokcie. Wegetarianizm to wcale nie jest taki prosty sposób odżywiania.
        • kasica_k Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 25.04.12, 16:38
          Wegetarianizm to nie jest czarna magia, ale wymaga na pewno więcej niż wyrzucenie mięsa, a zostawienie całej reszty bez zmian. Poradź znajomej przede wszystkim wprowadzenie lepszych źródeł białka roślinnego, jak rośliny strączkowe, zwłaszcza soja, zwiększenie ilości warzyw, plus jajka i sery (jeśli jada). Na makaronie i czekoladzie zdrowa nie będzie.
          • kis-moho Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 26.04.12, 09:26
            Poradź znajomej przede wszystki
            > m wprowadzenie lepszych źródeł białka roślinnego, jak rośliny strączkowe, zwłas
            > zcza soja, zwiększenie ilości warzyw, plus jajka i sery (jeśli jada). Na makaro
            > nie i czekoladzie zdrowa nie będzie.

            Niestety mówię jej to i ja, i lekarze. Ale niewiele z tego wynika :o(
            • pinupgirl_dg Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 26.04.12, 10:09
              > Poradź znajomej przede wszystki
              > > m wprowadzenie lepszych źródeł białka roślinnego, jak rośliny strączkowe,
              > zwłas
              > > zcza soja, zwiększenie ilości warzyw, plus jajka i sery (jeśli jada). Na
              > makaro
              > > nie i czekoladzie zdrowa nie będzie.
              >
              > Niestety mówię jej to i ja, i lekarze. Ale niewiele z tego wynika :o(

              Niestety, dieta wielu nie-wegetarian też wygląda tragicznie, parówka w hot dogu jeszcze nie świadczy o zdrowym odżywianiu. Ale fakt faktem, skomponowanie diety wegetariańskiej jest trudniejsze.
              • pierwszalitera Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 26.04.12, 12:56
                pinupgirl_dg napisała:

                > Niestety, dieta wielu nie-wegetarian też wygląda tragicznie, parówka w hot dogu
                > jeszcze nie świadczy o zdrowym odżywianiu. Ale fakt faktem, skomponowanie die
                > ty wegetariańskiej jest trudniejsze.

                Ale w tej parówce zawsze jest trochę pełnowartościowego białka. Nasi przodkowie też nie odżywiali się filetami z kurczaka z sałatą z oliwą, tylko wysysali kości ze szpiku i jedli tłuste zwierzęce wnętrzności, zagryzając w fazach mniejszego szczęścia korzonkami i kwaśnymi owocami. ;-)
                • kis-moho Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 26.04.12, 13:04
                  > Ale w tej parówce zawsze jest trochę pełnowartościowego białka.

                  Niestety, to jest właśnie problem, o którym niektórzy wegetarianie (szczególnie chyba ci ideologiczni, jak moja znajoma) zapominają.

                  Nasi przodkowie
                  > też nie odżywiali się filetami z kurczaka z sałatą z oliwą, tylko wysysali koś
                  > ci ze szpiku i jedli tłuste zwierzęce wnętrzności, zagryzając w fazach mniejsze
                  > go szczęścia korzonkami i kwaśnymi owocami. ;-)

                  Pozostaje się cieszyć, że cywilizacja poszła do przodu... Chociaż dobrym szpikiem bym nie pogardziła - ale wnętrzności i kwaśne owoce chyba chętnie zostawiliśmy za sobą :o)
                  • genepi Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 26.04.12, 15:21
                    Takie kwaśne owoce jak na przykład: porzeczki, żurawina, agrest, wiśnie? Kto zostawił ten zostawił...
                  • kasica_k Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 26.04.12, 15:45
                    kis-moho napisała:

                    > > Ale w tej parówce zawsze jest trochę pełnowartościowego białka.
                    >
                    > Niestety, to jest właśnie problem, o którym niektórzy wegetarianie (szczególnie
                    > chyba ci ideologiczni, jak moja znajoma) zapominają.

                    To właśnie "ci ideologiczni" zapominać nie powinni. Dla mnie wyłączenie mięsa z kuchni jest kwestią wyboru etycznego, a nie jakiegoś przekonania, że człowiek jest z natury roślinożerny. Bo nie jest. Żyję więc z pełną świadomością gwałcenia swej wszystkożernej natury. Coś za coś :) Więc wcinaj soję wegetarianinie, bo bez tego długo nie pociągniesz i nie napomagasz się zwierzątkom. ;)
                    • kis-moho Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 26.04.12, 16:03
                      > To właśnie "ci ideologiczni" zapominać nie powinni. Dla mnie wyłączenie mięsa z
                      > kuchni jest kwestią wyboru etycznego, a nie jakiegoś przekonania, że człowiek
                      > jest z natury roślinożerny. Bo nie jest.

                      No nie jest - ale wegetarianie nieideologiczni nie jedzą mięsa, bo chcą w ten sposób dbać o dietę. Można dyskutować o sensie czy jego braku, ale oni na pewno nie zapomną o ważnej porcji białka. A ideologiczni mogą się tym po prostu nie zainteresować.
                      • kasica_k Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 26.04.12, 16:18
                        kis-moho napisała:
                        >
                        > No nie jest - ale wegetarianie nieideologiczni nie jedzą mięsa, bo chcą w ten s
                        > posób dbać o dietę.

                        A to są jeszcze tacy? Dieta bezmięsna może i kiedyś uchodziła za zdrowszą, ale chyba już o tym zapomniano, trąbi się za to od lat o wspaniałych właściwościach ryb, itp. I raczej zwykle polecało się ograniczanie mięsa, zwłaszcza czerwonego i tłustego, a nie całkowitą z niego rezygnację. Owszem, czytałam wielokrotnie, jak to wegetarianie potrafią się zdrowiej odżywiać od większości populacji - ale właśnie dlatego, że myślą o tym, co jedzą i zwracają uwagę na to, żeby dostarczać sobie potrzebnych składników, a nie tylko zaspokajać głód i upodobania smakowe, ale zwracanie uwagi na dietę to jest niejako "skutek uboczny" bycia wegetarianinem, nie cel.
                        • kis-moho Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 26.04.12, 16:21
                          > A to są jeszcze tacy? Dieta bezmięsna może i kiedyś uchodziła za zdrowszą, ale
                          > chyba już o tym zapomniano, trąbi się za to od lat o wspaniałych właściwościach
                          > ryb, itp. I raczej zwykle polecało się ograniczanie mięsa, zwłaszcza czerwoneg
                          > o i tłustego, a nie całkowitą z niego rezygnację.

                          Ja takiego wegetarianina znam, aczkolwiek nie wiem, czy to teraz jest mniej czy bardziej popularne niż kiedyś.
                          • kasica_k Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 26.04.12, 16:29
                            A czym uzasadnia swój wybór? Jakimiś teoriami dietetyczno-metabolicznymi czy przekonaniami w rodzaju, że Matka Natura chciała, byśmy jedli korzonki i to dla nas najzdrowsze? Z ciekawości pytam :) Bo rzeczywiście teorie o roślinożerności człowieka były kiedyś modne. Może też po prostu nie lubić mięsa. Ja nigdy nie byłam wielką fanką. A zawszeć to łatwiej zrezygnować z tego, za czym się nie przepada i poszukać do tego jakiejś fajnej ideologii ;)) Niektórzy też mają różne alergie i nadwrażliwości i z tego powodu z niektórych pokarmów rezygnują.
                            • kis-moho Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 26.04.12, 16:39
                              > A czym uzasadnia swój wybór?

                              Do końca nie wiem, bo staram się nie wnikać za głęboko w takie dyskusje jeżeli mnie ktoś nie pyta o zdanie, ale padło trochę o toksynach (i tym nieszczęsnym oczyszczaniu jelit), antybiotykach itp. Nie byłam szczerze mówiąc zainteresowana głębszą dyskusją.
                            • yaga7 Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 26.04.12, 16:57
                              Są jeszcze osoby takie jak ja, które mięsa po prostu nie lubią.

                              Kiedyś byłam wegetarianką ideologiczną, ale stwierdziłam, że nie będę hipokrytką, protestując pod rzeźnią w butach ze skóry ;)) Ale mięsa jeść nie zaczęłam, bo go nie lubię i już. Od paru lat jem natomiast ryby, ale też nie wszystkie, jem te, które lubię. No ale teraz już nie mówię, że jestem wegetarianka ;)

                              Natomiast fakt faktem, że przez lata miałam problem z białkiem i przez lata jadłam go za mało.
                              W sumie podejrzewam, że i teraz jem go za mało - jak sobie popatrzę na Pape, to nie jem tyle codziennie, bo tyle po prostu nie wcisnę.
                              • pinupgirl_dg Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 26.04.12, 17:09
                                > Kiedyś byłam wegetarianką ideologiczną, ale stwierdziłam, że nie będę hipokrytk
                                > ą, protestując pod rzeźnią w butach ze skóry ;)

                                Ja też unikam skóry, ale to jest wciąż produkt uboczny uboju, a nie cel, tak samo, jak mydła na tłuszczu zwierzęcym, nawet osławiona żelatyna w jogurcie itd itd. Denerwuje mnie trochę, jak jeden wege drugiemu mówi, że nie jest dość wege, bo nosi skórzany pasek, to w końcu nie religia (chyba).
                                • yaga7 Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 26.04.12, 17:58
                                  Pewnie masz rację :)

                                  Ja za swoich ideologicznych czasów plątałam się raczej wśród poważnych i ideologicznie nastawionych wegetarian i mi to jakoś zgrzytało. Ale miałam wtedy naście lat i można było na mnie łatwo wpłynąć ;)
                                  • pinupgirl_dg Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 26.04.12, 18:16
                                    > Ja za swoich ideologicznych czasów plątałam się raczej wśród poważnych i ideolo
                                    > gicznie nastawionych wegetarian i mi to jakoś zgrzytało. Ale miałam wtedy naści
                                    > e lat i można było na mnie łatwo wpłynąć ;)

                                    Rozumiem, ja też okres neofickiego zapału przeżyłam :). Ale im bardziej się człowiek wciąga, tym gorzej to wygląda, zdaje sobie sprawę, że ma na sumieniu i te biedne robaki potraktowane środkami ochrony roślin, i zające, które nie uciekły przed maszynami rolniczymi i tego dzika, który został odstrzelony, bo miał ochotę na moje przyszłe płatki śniadaniowe. Kulki, które kupuję moim zwierzakom, też nie wyrosły na drzewach. Psa jeszcze podobno da się przekabacić na wegetarianizm, ale kota już raczej nie.
                                    Więc generalnie wyluzowałam i raczej nie odmówię komuś prawa nazywania się wegetarianinem dlatego, że nie ma dość siły charakteru, żeby się kisić w plastikowych butach ;).
                                    Wydaje mi się, że ważniejsze jest to, żebyśmy się zastanowili, zanim wbijemy widelec w kiełbasę, jaki los miało to zwierze, w jakich warunkach żyło i jak umarło, żebyśmy umieli szukać różnych rozwiązań, otwarli się na inną kuchnię, niż schabowy z ziemniakami. Wydaje mi się, że to bardziej poprawi los zwierząt, niż wyrzucanie skórzanych ubrań.
                            • princesswhitewolf Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 27.04.12, 10:47
                              kasica_k napisała:

                              > A czym uzasadnia swój wybór? Jakimiś teoriami dietetyczno-metabolicznymi czy pr
                              > zekonaniami w rodzaju, że Matka Natura chciała, byśmy jedli korzonki i to dla n
                              > as najzdrowsze? Z ciekawości pytam :) Bo rzeczywiście teorie o roślinożerności
                              > człowieka były kiedyś modne. Może też po prostu nie lubić mięsa. Ja nigdy nie b
                              > yłam wielką fanką. A zawszeć to łatwiej zrezygnować z tego, za czym się nie prz
                              > epada i poszukać do tego jakiejś fajnej ideologii ;)) Niektórzy też mają różne
                              > alergie i nadwrażliwości i z tego powodu z niektórych pokarmów rezygnują.


                              Moge ci odpowiedziec ze swojej perspektywy ( jem nabial i jajka, nie mialam w ustach miesa ani ryb od 19 lat). Jako dziecko zawsze czulam jakis opor i wydawalo mi sie, ze jem ( przepraszam tutaj za zwroty ale pisze tak tylko dla zrozumienia mojego wyboru) trupy zwierzat. Wiec cale moje dziecinstwo byly to walki mojej mamy z wciskaniem mi miesa. Mieso zawsze mi smierdzialo.Odkad pamietam jak przechodzilam kolo miejsca gdzie robia kurczaka z rozna to mam i mialam odruch wymiotny. Kolo rybnego to biegiem przechodze.

                              Naprawde nie pisze tego aby kogokolwiek zranic czy kwestionowac cudze wybory tylko wyjasnic jak to wyglada niekiedy.
                              Majac 21 lat poczulam tak wielki wstret, ze rzucilam mieso i nigdy do niego nie wrocilam.

                              Nie nawracam na wegetarianizm nikogo bo uwazam, ze nie powinno byc to wynikiem jakiegos wielkiego poswiecenia i slinotoku na widok tego nieszczesnego ptoka z rozna. Wegetarianizm powinien nastepowac spontanicznie, a jak nie to nie. Kazdy jest inny.
                              • pinupgirl_dg Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 28.04.12, 11:33
                                > Jako dziecko zawsze czulam jakis opor i wydawal
                                > o mi sie, ze jem ( przepraszam tutaj za zwroty ale pisze tak tylko dla zrozumie
                                > nia mojego wyboru) trupy zwierzat. Wiec cale moje dziecinstwo byly to walki moj
                                > ej mamy z wciskaniem mi miesa.

                                Oj, ja też pamiętam to wciskanie, okropność :|. Kiedyś z takim ostatnim kęsem przeszłam pół miasta, zanim udało mi się go gdzieś przy nieuwadze mamy i babci wypluć, no nie mogłam już przełknąć za żadne skarby. Z wiekiem trochę mi przeszło, chociaż nigdy nie jadłam mięsa dużo, ani specjalnie chętnie. Wyjątek robiłam dla parówek, te akurat uwielbiam. Mięso mnie nie obrzydza, ale rzadko mnie nachodzi ochota. Tęsknię za to za rybami.
                                • yaga7 Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 28.04.12, 12:07
                                  W mojej rodzinie krążą historie o mnie - jak byłam mała, dostawałam zupy z przecieranym mięsem. Każde "normalne" dziecko wypluwało warzywa, a ja wyżerałam warzywa i zupę, w policzkach chomikowałam mięso, a potem elegancko wypluwałam z zadowoleniem na oczach wszystkich :))
                                  I pewnie dlatego jak w wieku nastu lat stwierdziłam, że od dziś nie jem mięsa, mama nie robiła problemów, bo wiedziała, że po prostu nigdy go nie lubiłam.
                    • pinupgirl_dg Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 26.04.12, 17:00
                      > Więc wcinaj soję wegetarianinie, bo bez tego długo nie pociągniesz i nie
                      > napomagasz się zwierzątkom. ;)

                      Oj, ja na soi też niedaleko zaciągnę :). Oszczędzę szczegółów, ale soję jem może raz w tygodniu, z reguły z najwyższym obrzydzeniem (chyba, że to jakieś parówki, pasztety itd, gdzie zawartość soi nie jest zbyt duża). Więc mi zostają jajka i nabiał, bez tego byłoby ciężko.
                • pinupgirl_dg Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 26.04.12, 16:53
                  > Ale w tej parówce zawsze jest trochę pełnowartościowego białka. Nasi przodkowie
                  > też nie odżywiali się filetami z kurczaka z sałatą z oliwą, tylko wysysali koś
                  > ci ze szpiku i jedli tłuste zwierzęce wnętrzności, zagryzając w fazach mniejsze
                  > go szczęścia korzonkami i kwaśnymi owocami. ;-)

                  Nie chce podejmować tematu zawartości mięsa w mięsie, ale podejrzewam, że sporo fast foodów mogłabym sama jeść bez wyrzutów sumienia ;).
                  Zanim przestałam jeść mięso odżywiałam się głównie zupkami chińskimi i bułkami, taki hot dog to był rarytas (do dziś mam sentyment). I bigos z frytkami. Jakimś tam białkiem nikt się nie przejmował, dopiero później mnie natchnęło na fali mody na 10 przykazań żywieniowych, zaczęłam komponować posiłki, przestałam podpalać i imprezować, wróciłam do sportu... i posypały mi się wyniki, o ironio ;), ale to inna bajka.
      • princesswhitewolf Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 27.04.12, 10:40
        No i nie chcę cię martwić, ale wegetarianizm nie gwarantuje zdrowia i nie chro
        > ni przed otyłością.

        Zgadza sie, wegetarianizm nie chroni przed otyloscia ( jestem wegetarianka od 19 lat i walcze z kilkoma kg nadwagi). Nie gwarantuje zdrowia ALE chroni przed pewnymi chorobami np ukladu krazenia, miazdzyca w zwiazku z nizszym cholesterolem.
        • pierwszalitera Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 27.04.12, 15:19
          princesswhitewolf napisała:

          Nie gwarantuje zdrowia ALE chroni przed p
          > ewnymi chorobami np ukladu krazenia, miazdzyca w zwiazku z nizszym cholesterole
          > m.

          Nie masz racji. Niższy cholesterol nie chroni przed miażdżycą, a wysoki jej nie powoduje. Nie ma bowiem pomiędzy wsokim cholesterolem a miażdżycą żadnych naukowo potwierdzonych zależności. Także spożywanie dużej ilości tłuszczów zwierzęcych nie powoduje wzrostu cholesterolu, bo jego produkcję reguluje organizm sam.
          • kis-moho Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 27.04.12, 20:13
            Także spożywanie dużej ilości tłuszczów zwierzęc
            > ych nie powoduje wzrostu cholesterolu, bo jego produkcję reguluje organizm sam.
            >

            Jak się jest młodym i zdrowym to jak najbardziej prawda, ale z wiekiem pojawiają się (nie u wszystkich oczywiście) zaburzenia w tej regulacji, wtedy trzeba już uważać na to, co się je. I więcej się ruszać, ale to już inna bajka.
            • pierwszalitera Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 27.04.12, 21:57
              kis-moho napisała:

              > Jak się jest młodym i zdrowym to jak najbardziej prawda, ale z wiekiem pojawiaj
              > ą się (nie u wszystkich oczywiście) zaburzenia w tej regulacji, wtedy trzeba ju
              > ż uważać na to, co się je. I więcej się ruszać, ale to już inna bajka.

              Tak, ale to nie zależy od jedzenia produktów zwierzęcych, co tutaj sugerowano, a poza tym cholesterol w okolicach 250, a nawet do 300 nie jest w ogóle patalogią i nie przekłada się na stan zdrowia. Najniższy poziom cholesterolu mają zresztą chorzy na raka, więc wcale nie jest tak, że im niżej tym lepiej.
              • kis-moho Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 27.04.12, 22:19
                Ty wiesz, że tu się mocno nie zgadzamy. Moim zdaniem Twoje poglądy mogą być niebezpieczne dla Twoich pacjentów.

                Najniższy poziom cholesterolu mają zre
                > sztą chorzy na raka, więc wcale nie jest tak, że im niżej tym lepiej.

                Nie im mniej tym lepiej, tylko musi być w normie, inaczej jest źle. To tak jakbyś napisała, że za wysokie TSH to nie jest problem, bo bardzo niskie mają osoby z nadczynnością tarczycy.
                Poza tym, polecam np. ten dokument:
                eurheartj.oxfordjournals.org/content/28/19/2375.full.pdf
                Wybrane fragmenty:
                "There are strong, consistent, and graded relationships between saturated fat intake, blood cholesterol levels, and the mass occurrence of CVD."
                "The relationship between a raised plasma cholesterol and atherosclerotic vascular disease fulfils all of the criteria for causality. The evidence that reducing plasma cholesterol reduces risk is equally unequivocal. The higher the risk, the greater the benefit. A 10% reduction in plasma total cholesterol is followed by a 25% reduction in incidence of coronary artery disease after 5 years, and a reduction of LDL cholesterol of 1 mmol/L (40 mg/dL) is accompanied by a 20% reduction in CHD events.
                I o normach (300 to jest dużo za dużo):
                "Likewise, the EU Council on Employment, Social Policy, Health, and Consumer Affairs in June 2004 and an EU Heart Health Conference that resulted in the Luxembourg Declaration of 29 June 2005 defined the characteristics that are necessary to achieve cardiovascular health:
                † Avoidance of tobacco
                † Adequate physical activity (at least 30 min per day)
                † Healthy food choices
                † Avoiding overweight
                † BP below 140/90 mmHg
                † Total cholesterol below 5 mmol/L (200 mg/dL)"
                • pierwszalitera Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 27.04.12, 23:14
                  kis-moho napisała:

                  > Ty wiesz, że tu się mocno nie zgadzamy. Moim zdaniem Twoje poglądy mogą być nie
                  > bezpieczne dla Twoich pacjentów.

                  Załóżmy, że ja mam większą teoretyczną wiedzę i praktyczne doświadczenie na temat tego, co jest zdrowe. Możesz przytaczać mi cholesterolowe normy jakie chcesz, ale to są normy dyskusyjne, niepoparte żadnymi naukowymi dowodami. Więcej, leki zbijające cholesterol mogą być szkodliwe dla zdrowia. Przy profilaktyce miażdżycy ważne są zupełnie inne czynniki, takie jak uwzględnienie genetycznych predyspozycji, podwyższone ciśnienie, nadwaga i palenie papierosów. I bardzo rzadko znajdziesz osobę po 35-40 roku życia z cholesterolem do 200. Średnio oscyluje on wtedy wokół 200-250, do 60-tki cholesterol może podejść nawet do 300, a potem sam zaczyna spadać. Zupełnie bez leków. Osoby z takimi wartościami cieszą się zresztą największą witalnością. Nie ma też żadnych dowodów na to, że zmianą odżywiania można te wartości znacząco obniżyć, spożywasz mniej cholestreolu, organizm zacznie go po prostu więcej produkować. Cholesterol jest niezbędny do życia. Owszem, redukcja otyłości poprawia zwykle stosunek LDL/HDL, ale dojrzałe osoby rzadko kiedy osiągną wartości poniżej 200 bez wspomagających leków, a to jest patologizowanie większości ludzi. Tzw. arteriosklerotyczny plaque, przyczyna zapchania arterii zawiera tylko maksymalnie 1% cholesterolu, więc to nie on jest odpowiedzialny za miażdżycę. Zapytaj chirurga kardiologa. Ja też moim pacjentom nie szkodzę, bo oni u mnie tylko tracą na wadze, każdy z nich ma swojego własnego lekarza i może łykać, co ten mu przepisze. A w medycynie bierze się, a przynajmniej brać powinno, pod uwagę człowieka całościowo, a nie tylko zgodność z normą, bo wtedy zamiast lekarzy wystarczałyby automaty z lekarstwami na regulację poszczególnych wartości.
                  • princesswhitewolf Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 28.04.12, 01:04
                    pierwszalitero.
                    Wegetarianie po 40tce maja nizszy poziom cholesterolu LDL w krwi niz ich rowiesnicy jedzacy mieso.
                  • princesswhitewolf Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 28.04.12, 01:07
                    >Przy profilaktyce miażdżycy ważne są zupełnie inne czynniki, takie jak uwzględnienie >genetycznych predyspozycji, podwyższone ciśnienie, nadwaga i palenie papierosów.

                    Czyli mowisz :dobry lekarz to ten co mowi, nie pal Pan, tu sa leki na nadcisnieniem, schudnij Pan CHOCBY DIETA KWASNIEWSKIEGO ( wysokotluszczowa):)))))?

                    No prosze Pania pierwszalitere o litosc namiloscboskajesusmaryjo!
                  • kis-moho Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 28.04.12, 15:01
                    > Załóżmy, że ja mam większą teoretyczną wiedzę i praktyczne doświadczenie na tem
                    > at tego, co jest zdrowe. Możesz przytaczać mi cholesterolowe normy jakie chcesz
                    > , ale to są normy dyskusyjne, niepoparte żadnymi naukowymi dowodami.

                    Zalinkowałam cały pdf naukowych dowodów. I nie uwierzę, że masz większe doświadczenie, niż ta cała lista specjalistów podpisanych pod tym pdfem, sorry.
          • princesswhitewolf Re: Pani filozofuje.... 28.04.12, 00:58
            W necie zatem klamia i lekarze tez klamia. Obok siedzacy to juz klamca i w dodatku specjalista w tej dziedzinie. Konowala zatem mam w rodzinie:)))))


            chocby tutaj

            mediweb.pl/diseases/wyswietl_vad.php?id=615
            Aby zmniejszyć ryzyko tych groźnych dla życia chorób, za które w dużej mierze odpowiedzialny jest wysoki poziom cholesterolu, należy dbać o jego prawidłowe wartości.

            Zahamowanie rozwoju miażdżycy jest tym łatwiejsze, im mniej jest ona zaawansowana. W wyniku działań profilaktycznych oraz leczniczych zahamowaniu ulegają procesy zapalne toczące się w obrębie blaszki miażdżycowej oraz zmniejsza się ilość cholesterolu i blaszka przerasta tkanką łączną dzięki czemu następuje jej stabilizacji przez co staje się ona mniej podatna na pęknięcia.

            Miażdżyca jest procesem dynamicznym wykazującym skłonność do cofania się. Dieta bardzo niskotłuszczowa (około 10% ogółu energii) i bardzo niskocholesterolowa (poniżej 5 mg dziennie), zaprzestanie palenia papierosów, umiarkowany wysiłek fizyczny oraz kontrolowanie stresu psychicznego może przyczynić się do cofania się zmian miażdżycowych już po roku.
            • pierwszalitera Re: Pani filozofuje.... 28.04.12, 14:01
              princesswhitewolf napisała:

              > W necie zatem klamia i lekarze tez klamia. Obok siedzacy to juz klamca i w doda
              > tku specjalista w tej dziedzinie. Konowala zatem mam w rodzinie:)))))

              O matko jedyna, a mało to lekarze błędów popełniają, by normy były idealne? Zbiajają na przykład cukier u cukrzyków zaleceneniami z początku 20-tego wieku, chociaż już dawno wiadomo, że nie idealny poziom cukru powinien być celem terapii. I dokładnie jest tak z cholesterolem. Napisałaś: W wyniku działań profilaktycznych oraz leczniczych zahamowaniu ulegają prosesy zapalne toczące się w obrębie blaszki miażdżycowej oraz zmniejsza się ilość cholesterolu i blaszka przerasta tkanką łączną dzięki czemu następuje jej stabilizacji przez co staje się ona mniej podatna na pęknięcia. I możliwe, że w jakimś tam podręcznku akademickim znajdziesz taki tekst. Ale to jest nieprawda, bo w tej "błaszcze miażdżycowej" ilość cholesterolu nie przekracza 1 procenta, więc to nie cholesterol zapycha arterie. Cholesterol nie jest też złem, tylko koniecznością do życia, bo każda komórka posiada na niego receptory. Już napisałam, nie ma też żadnych badań udawadniających u ludzi połączenie pomiędzy tylko wysokim poziomem cholesterolu a ryzykiem zagrożenia na miażdżycę. Nie ma i już. Jak znajdziesz, to proszę podaj mi. Dieta niskotłuszczowa nie obniża też poziomu cholesterolu na stałe, bo spożywane tłuszcze mają sią nijak do poziomu cholesterolu u ludzi. Radykalne ograniczenie tłuszczu może mieć za to poważane konsekwencje zdrowotne. W tłuszczu rozpuszcza się bowiem wiele witamin i jest on niezbędny do gospodarki hormonalnej. Od tłuszczu się też nie tyje. Biednego Atkinsa też oczerniano, dopóki nie przeprowadzono kontrolowanego badania pokazującego, że nasycone tłuszcze w jego diecie nie powodują żadnych negatywnych zmian, a nawet poziom cholesterolu przez redukcję wagi obniżają. Przagapiłaś też rehabilitację jajek i masła w ostatnich latach? W jednym masz jednak rację, zaprzestanie palenia, wysiłek fizyczny i kontrolowanie stresu przyczynia się do obniżenia zmian miażdżycowych, a raczej do ich zastopowania, bo zmiany miażdżycowe u ludzi są normalne i należą do naszej natury. Zaczynają się już w niemowlęctwie. Samo obniżenie poziomu cholesterolu medykamentami jednak nie działa. I nie musisz się ze mnie nabijać. Większość kardiologów nie zna nawet swojego poziomu cholesterolu, bo nie uważa go za szczególnie ważny. Ale normy istnieją, a jakże, tylko jakoś nikt nie zapytał, czy są sensowne i jak się mają do rzeczywistości. I nikomu nie mówię, że ma ignorować swój podwyższony poziom cholesterolu, ale zamiast wpadać w panikę lepiej najpierw ocenić wspólnie z lekarzem prawdziwe czynniki ryzyka, bo niepotrzebny dodatkowy stres przez strach przed cholesterolem szkodzi o wiele więcej. I jeszcze raz przypominam, dojrzali ludzie mają przeciętnie cholesterol w okolicach 250. Z tego trzeba zdawać sobie sprawę zanim zaczniemy myśleć, że jesteśmy bardzo chorzy.
              • kis-moho Re: Pani filozofuje.... 28.04.12, 15:03
                Już napisałam, nie ma też żadnych ba
                > dań udawadniających u ludzi połączenie pomiędzy tylko wysokim poziomem choleste
                > rolu a ryzykiem zagrożenia na miażdżycę. Nie ma i już. Jak znajdziesz, to prosz
                > ę podaj mi.

                Przecież linkowałam, parę postów temu. Przypomnę:
                "There are strong, consistent, and graded relationships between saturated fat intake, blood cholesterol levels, and the mass occurrence of CVD."
                "The relationship between a raised plasma cholesterol and atherosclerotic vascular disease fulfils all of the criteria for causality. The evidence that reducing plasma cholesterol reduces risk is equally unequivocal. The higher the risk, the greater the benefit. A 10% reduction in plasma total cholesterol is followed by a 25% reduction in incidence of coronary artery disease after 5 years, and a reduction of LDL cholesterol of 1 mmol/L (40 mg/dL) is accompanied by a 20% reduction in CHD events.
                Odnośniki do badań masz w tekście.
                • pierwszalitera Re: Pani filozofuje.... 28.04.12, 15:26
                  kis-moho napisała:

                  > Odnośniki do badań masz w tekście.

                  Akurat w twoim tekście nie ma żadnych odnośników, podaj oryginalne badanie. I wtedy można sprawdzić, czy uwzględniono korelacje z innymi czynikami zagrożenia, takie jak nadwaga, wysokie ciśnienie i genetyczne predyspozycje i kto to badanie zapłacił. Jak to się mówi, nie ufaj żadnej statystyce, której sam nie sfałszowałeś. ;-) Pytanie też, o jakie wartości cholesterolu w tej redukcji tu w ogóle chodziło, bo w tym tekście nie ma mowy o wartościach poniżej 200.
                  • kis-moho Re: Pani filozofuje.... 28.04.12, 15:41
                    > Akurat w twoim tekście nie ma żadnych odnośników, podaj oryginalne badanie. I w
                    > tedy można sprawdzić, czy uwzględniono korelacje z innymi czynikami zagrożenia,
                    > takie jak nadwaga, wysokie ciśnienie i genetyczne predyspozycje i kto to badan
                    > ie zapłacił. Jak to się mówi, nie ufaj żadnej statystyce, której sam nie sfałsz
                    > owałeś. ;-) Pytanie też, o jakie wartości cholesterolu w tej redukcji tu w ogó
                    > le chodziło, bo w tym tekście nie ma mowy o wartościach poniżej 200.

                    Nie w tym, który wkleiłam, tylko w tym, który linkowałam. Odnośniki są, korelacje też są opisane. Dla mnie nie ma wielkiego znaczenia szczerze mówiąc, czy Cię przekonam, dla mnie jest raczej ważne, że osoby, które interesują się tematem będą mogły sobie poczytać wersję inną niż Twoja - która jest moim zdaniem niebezpieczna. Znam przypadki ludzi, ktorzy jeżdżą na wózku właśnie przez ignorowanie wysokiego cholesterolu, temat wydaje mi się na tyle ważny, zeby nie pozostawić go bez komentarza.
                    • pierwszalitera Re: Pani filozofuje.... 28.04.12, 16:48
                      kis-moho napisała:

                      > Nie w tym, który wkleiłam, tylko w tym, który linkowałam. Odnośniki są, korelac
                      > je też są opisane. Dla mnie nie ma wielkiego znaczenia szczerze mówiąc, czy Cię
                      > przekonam, dla mnie jest raczej ważne, że osoby, które interesują się tematem
                      > będą mogły sobie poczytać wersję inną niż Twoja - która jest moim zdaniem niebe
                      > zpieczna. Znam przypadki ludzi, ktorzy jeżdżą na wózku właśnie przez ignorowani
                      > e wysokiego cholesterolu, temat wydaje mi się na tyle ważny, zeby nie pozostawi
                      > ć go bez komentarza.

                      Ja nikogo nie chcę przekonywać, ale nie podawaj jako argumnetów anegdotycznych dowodów, bo nie widzę tu żadnego związku z tematem. Teoria o zależości pomiędzy wysokim cholesterolem a chorobami krążenia jest dysukusyjna także w kręgach medycznych. Na to są dowody. Największe dotyczasowe badanie zależności pomiędzy odżywianiem, cholesterolem a ryzykiem miażdżycy przeprowadzono w roku 2006. Zbadano tam 50 tys. kobiet w wieku lat 50-79 na przestrzeni 8 lat. Wyniki pokazały, że niskotłuszczowa dieta w połączeniu z podwyższoną ilością owoców i warzyw pozwoliła na minimalną redukcję LDL (średnio 2,7 mg/dl) i nie miała żadnego wpływu na redukcję ryzyka chorób serca, wylewów i nowotworów.
                      Low-Fat Dietary Pattern and Risk of Cardiovascular Disease. JAMA Vol. 295 No. 6 Feb. 2006 p655-666
                      Ponadto, wysoki poziom LDL jest związany z podwyższonym ryzykiem zachorowania na miażdżycę tylko u mężczyzn poniżej 45 roku życia. Nota bene, ulubiona przez naukowców grupa laboratoryjna, z której uogólnia się chętnie na całość ludzkości. Nie zawsze się to sprawdza, bowiem wysoki poziom LDL u kobiet i ludzie starszych nie koreluje ze śmiertelnością.
                      Why Eve Is Not Adam: Prospective Follow-Up in 149,650 Women and Men of Cholesterol and Other Risk Factors Related to Cardiovascular and All-Cause Mortality, Hanno Ulmer, Cecily Kelleher, Günter Diem, Hans Concin. Journal of Women's Health. January 2004, 13(1): 41-53

                      Wyniki wszystkich sekcji zwłok zmarłych w wyniku zaawansowanej miażdżycy (z roku 1998) nie potwierdzają połączenie pomiędzy cholesterolem a arteriosklerozą.
                      Niemieckie opracowanie: Cholesterin ist für die Atherosklerose ohne Bedeutung. Die Ergebnisse von Autopsien stützen die Lipidhypothese nicht. Gebbers JO. Ars Medici. 1998;88:564-9

                      Poziom LDL ma związek z mentalnymi funkcjami u człowieka. Obniżenie poziomu LDL przyczynia się do spadku sprawności pamięci i koncentracji. Cholesterol ma bowiem znaczenie przy sprawnej pracy synpas.
                      Cognitive impairment associated with atorvastatin and simvastatin. Pharmacotherapy. 2003 Dec;23(12):1663-7

                      Acha, ciekawostka, kobietom w ciąży podnosi się poziom cholesterolu, zapewne dlatego, że ciąża jest chorobą. ;-) Obniżenie poziomu cholesterolu powoduje u nich deformacje i zaburzenia w rozwoju mózgu płodu.
                      Central nervous system and limb anomalies in case reports of first-trimester statin exposure. N Engl J Med. 2004 Apr 8;350(15):1579-82.
                      Niski poziom cholesterolu (poniżej 160) u ciężarnych kobiet przyczynia się także do poronień i bardzo niskiej wagi płodu. Mleko matki zawiera za to sporo cholesterolu i im więcej go tam, tym wyższe IQ dzieci w przyszłości.
                      Los Angeles Times, 1. Oktober 2007: White moms with low cholesterol deliver preemies more.

                      To badanie które przytoczyłaś to pewnie Long-Term Intervention with Pravastatin in Ischaemic Disease-Study i faktycznie pokazuje mały związek pomiędzy redukcją cholesterolu i spadkiem zachorowań na miażdżycę. Problemem jest tylko, że w tej szczęśliwej grupie wzrosła śmiertelność z powodu raka i samobójstw (wzrost zachorowania na depresję).

                      Więc ludziom (szczególnie kobietom) z nieco podwyższonym cholesterolem (w okolicach 250 mg/dl), ale z normalnym ciśnieniem, niepalącym, bez nadwagi, uprawiającym regularnie sporty i bez genetycznej predyspozycji nie radziłabym bezkrytyczne łykanie lekarstw na obniżenie cholesterolu. Ale na szczęście każdy dorosły może postępować jak chce.
                      • kis-moho Re: Pani filozofuje.... 28.04.12, 17:07
                        > Więc ludziom (szczególnie kobietom) z nieco podwyższonym cholesterolem (w okoli
                        > cach 250 mg/dl), ale z normalnym ciśnieniem, niepalącym, bez nadwagi, uprawiają
                        > cym regularnie sporty i bez genetycznej predyspozycji nie radziłabym bezkrytyc
                        > zne łykanie lekarstw na obniżenie cholesterolu. Ale na szczęście każdy dorosły
                        > może postępować jak chce.

                        A, poczekaj. Kto tu mówi o bezkrytycznym lykaniu lekarstw - my mówimy o tym, że podwyższonym cholesterolem trzeba się zająć. Patrząc na dietę, patrząc na inne potencjalne choroby (jak np wspomniane Hashimoto). Ewentualnie też biorąc leki.

                        > To badanie które przytoczyłaś to pewnie Long-Term Intervention with Pravastatin
                        > in Ischaemic Disease-Study i faktycznie pokazuje mały związek pomiędzy redukcj
                        > ą cholesterolu i spadkiem zachorowań na miażdżycę. Problemem jest tylko, że w t
                        > ej szczęśliwej grupie wzrosła śmiertelność z powodu raka i samobójstw (wzrost z
                        > achorowania na depresję).

                        Nie, w linkowanym przeze mnie dokumencie cytują:
                        Baigent C, Keech A, Kearney PM, Blackwell L, Buck G, Pollicino C, Kirby A, Sourjina T, Peto R, Collins R, Simes R; Cholesterol Treatment Trialists’ (CTT) Collaborators. Efficacy and safety of cholesterollowering treatment: prospective meta-analysis of data from 90,056 participants in 14 randomised trials of statins. Lancet 2005;366:1267–1278.

                        Cytat pochodzi z dokumentu "European guidelines on cardiovascular disease prevention in clinical practice: executive summary" opublikowanego przez europejskie towarzystwo kardiologiczne.
                        Myślę, że nie ma sensu przerzucać się tutaj dalej cytatami, jak ktoś będzie zainteresowany cholesterolem i nie będzie ufał swojemu lekarzowi, zajrzy do tych linkowanych przez Ciebie, do tych linkowanych przeze mnie i wyrobi sobie swoją opinię.
                        • pierwszalitera Re: Pani filozofuje.... 28.04.12, 21:18
                          kis-moho napisała:

                          > A, poczekaj. Kto tu mówi o bezkrytycznym lykaniu lekarstw - my mówimy o tym, że
                          > podwyższonym cholesterolem trzeba się zająć. Patrząc na dietę, patrząc na inne
                          > potencjalne choroby (jak np wspomniane Hashimoto). Ewentualnie też biorąc leki
                          > .

                          Poczekaj, ale kto tu mówi, że wysoki cholesterol mamy kompletnie ignorować? Ja tylko twierdzę, że stosowane normy są zbyt wyśrubowane i przy ich przekroczeniu uwzględniać należy ważniejsze czynniki ryzyka, zanim sięgnie się po nieobojętną dla zdrowia pigułkę. Trzeba zdawać sobie też sprawę z mowżliwość diety, bo tu dowody są jasne - dieta nie obniża cholesterolu. Czasem wydaje mi się, że dla wielu ludzi współczesna medycyna stała się czymś w rodzaju zastępstwa religii, a normy nowymi przykazaniami. Zapomina się przy tym, że te normy nie są boskimi aksjomatami, tylko wynikają z pewnych ludzkich złożeń. I niejedna norma i teza w medycynie została obalona. Wspaniałą medyczą pomyłką było na przykład żelazo w szpinaku. Obalono już też mit o cudownej na przeziębienia witaminie C i niskokalorycznych dietach, jako recepcie na nadwagę. Ja nie odrzucam medycny i nie mówię, że chorych nie należy leczyć, ale trochę krytycznego podejścia się po prostu przydaje, bo nie wszystkie zależności są do końca udowodnione i przy cholesterolu tak akurat jest.
              • izas55 Re: Pani filozofuje.... 28.04.12, 16:12
                > ...chociaż już dawno wiadomo, że nie idealny poziom cukru powinien być celem terapii...

                pierwszalitero, rzesze cukrzyków cierpiące na choroby nerek prowadzące do ich całkowitego wyłączenia, oczu- prowadzące do ślepoty, po amputacjach, albo po ciężkich infekcjach bakteryjnych są ci szalenie wdzięczne za wyjaśnienie, że to wcale nie wysoki poziom cukru spowodował ich cierpienia. Brawo! Ja nie wiem dlaczego ci jeszcze Nobla z medycyny nie przyznano za te odkrycia.
                • pierwszalitera Re: Pani filozofuje.... 28.04.12, 17:05
                  izas55 napisała:

                  > > ...chociaż już dawno wiadomo, że nie idealny poziom cukru powinien być ce
                  > lem terapii...
                  >
                  > pierwszalitero, rzesze cukrzyków cierpiące na choroby nerek prowadzące do ich c
                  > ałkowitego wyłączenia, oczu- prowadzące do ślepoty, po amputacjach, albo po cię
                  > żkich infekcjach bakteryjnych są ci szalenie wdzięczne za wyjaśnienie, że to wc
                  > ale nie wysoki poziom cukru spowodował ich cierpienia. Brawo! Ja nie wiem dlacz
                  > ego ci jeszcze Nobla z medycyny nie przyznano za te odkrycia.

                  Ślicznie przekręcasz moje słowa. Ale faktycznie możesz nie mieć obeznania w temacie. Jak wiadomo długoterminowy poziom glukozy przedstawia się jako HbA1c. U zdowych ludzi ta wartość jest gdzieś w okolicach 5%, co niektórzy diabetolodzy biorą sobie jako punkt honoru także u cukrzyków. Wartości poniżej 8% wystarczą jednak całkowicie do zapobiegania długoterminowych szkód z powodu wysokiej glukozy. Krótkotrwale wyższy jej poziom nie gra aż tak wielkiej roli, natomiast hektolitry insuliny wstrzykiwanej do utrzymania niskiej normy mają katastrofalny wpływ na zdrowie pacjenta. W realnym życiu wygląda to często też tak, że pacjenci noszą w kieszeni stale kostki cukru, by zapobiegać gwałtowym spadkom glukozy w wyniku przedawkowania insuliny. Nobla to mógłby dostać ktoś, kto potrafi cukrzycę wyleczyć, czyli zlikwidować insulinooporność, na razie to co robi medycna w tym przypadku, to bezradne manipulowanie na symptomach.
                  • izas55 Re: Pani filozofuje.... 28.04.12, 18:27
                    Kryteria wyrównania cukrzycy - wg Brytyjskiego Towarzystwa Diabetologicznego 1997
                    Wartości prawidłowe
                    HbA1 (%) 4-8,5
                    HbA1c (%) 3-6,5
                    Wartości akceptowane w trakcie leczenia cukrzycy
                    HbA1 (%) 8,5-9,5
                    HbA1c (%) 6,5-7,5
                    Wysokie ryzyko wystąpienia powikłań
                    HbA1 (%) >9,5
                    HbA1c (%) >7,5
                  • izas55 Re: Pani filozofuje.... 28.04.12, 19:01
                    Cukrzyca to nie jest jedna choroba którą da się wyleczyć dietą. Masz doświadczenie tylko z jedą jej formą kiedy organizm naturalnie produkuje insulinę, ale komórki organizmu są na nia niewrażliwe. Zwykle wiąże się to z całym zespołem zmian metabolicznych i wtedy podstawą leczenia jest dieta, nie wątpię, że dieta stworzona przez twojego szefa dobrze sobie z tą formą radzi i uwrażliwia komórki na własną insulinę chorego.
                    Istnieje cały szereg stanów pośrednich, kiedy organizm produkuje coraz mniejsze ilości insuliny mimo niewrażliwości komórek. Wtedy obok diety podaje się zarówno leki uwrażliwiające, zwykle z różnych grup, bo nie wszystkie działają na wszystkich, leki zwiększające produkcję własnej insuliny, która może zostać użyta przez organizm, w późnijszych stadiach również insulinę. Bez zwiększenia produkcji insuliny lub jej podania nie ma możliwości obniżenia poziomu cukru we krwi, nawet przy uwrażliwieniu komórek dietą lub lekami.
                    I w końcu - cukrzyca, choroba autoimmunologiczna polegająca na zniszczeniu komórek trzustki, braku produkcji insuliny i pełnej wrażliwości komórek na insulinę.

                    Cukrzycy noszą zwykle ze sobą coś słodkiego ze względu na to, że ludzki metabolizm nie jest systemem zerojedynkowym. Nie zawsze podanie np.5 jednostek insuliny przy określonym poziomie cukru da taki sam efekt. Będzie zależało to np. od tego czy dana osoba będzie oglądać telewizję czy kopać ogródek. Ta oglądająca telewizję będzie miała się świetnie, ta kopiąca ogródek będzie bardzo szybko miała niedocukrzenie.

                    Nie wiem czym są te hektolirty insuliny, albo uogólnienia na temat lekarzy przyjmujących poziom glikozylowanej hemoglobiny (HbA1c) jako 5%. Z iloma takimi przypadkami miałaś do czynienia? W jakim kraju? Jaki to odsetek lekarzy diabetologów na świecie?
                    Nie mówię, że przypadki o jakich piszesz nie mają miejsca. Uogólnienia jakie z nich wyciągasz są bardzo szkodliwe. Wybacz, ale rzucanie ot tak sobie ogólnie na publicznym forum, że nie trzeba się przejmować poziomem cukru jest po prostu nieodpowiedzialne. Insulina nie ma katastrofalnego wpływu na zdrowie pacjenta, ona tym ludziom ratuje życie, i to się liczy przede wszystkim.
                    • pierwszalitera Re: Pani filozofuje.... 28.04.12, 21:42
                      izas55 napisała:

                      > Cukrzyca to nie jest jedna choroba którą da się wyleczyć dietą. Masz doświadcze
                      > nie tylko z jedą jej formą kiedy organizm naturalnie produkuje insulinę, ale ko
                      > mórki organizmu są na nia niewrażliwe. Zwykle wiąże się to z całym zespołem zmi
                      > an metabolicznych i wtedy podstawą leczenia jest dieta, nie wątpię, że dieta st
                      > worzona przez twojego szefa dobrze sobie z tą formą radzi i uwrażliwia komórki
                      > na własną insulinę chorego.

                      A kto tu mówi, że dieta mojego szefa jest wspaniałem wyjściem na wszystko? Poza tym mam doświadczenie zarówno z cukrzycą typu 2 jak i 1, bo mamy pcjentów w obu grupach, ale to ta typu 2 jest o wiele częstsza, więc o tej piszę. Nikogo z cukrzycą typu 1 nie namawiam do zrezygnowania z isuliny. Nie bardzo więc też skąd wzięłaś tezę, że zalecam nie przejmowanie się podwyższonym poziomem cukru? Pewnie koniecznie chciałaś zobaczyć w mojej wypowiedzi coś negatywnego. Nie pisałam też, że w przypadku wysokich wartości glukozy nie należy cukrzyków poddawać isnulinowej terapii, pisałam tylko o surowych normach, które pozwalają wprawdzie lekarzowi mieć kontrolę nad glukozą pacjenta, dla pacjenta jednak oznaczają pogłębienie insulinooporności i ciągłe tycie. Cukrzyca w naszych warunkach jest też chorobą dosyć wcześnie wykrywalną, badanie poziomu cukru należy do standardu i rzadko kiedy potrzebna jest od razu insulina, bo cukrzyca nie oznacza braku własnej insuliny, związana jest nawet bardzo długo z ekstremalną hyperinsulinemią więc chyba żartujesz mówiąc, że insulina ratuje tym ludziom życie. A u starszych pacjentów celem terapii nie musi być w ogóle nawet wymagany HbA1c, a tylko polepszony komfot życiowy, bo ta grupa ludzi nie ma nawet szans na wykształcenie długoterminowych szkód przez wysokie wartości glukozy. Na pewno wiesz też, że przy cukrzycy zaleca się często pacjentom z otyłością zrzucenie wagi. To bardzo fajny postultat, tylko wielu lekarzy nie zdaje sobie sprawy, że przy dużych dawkach insuliny schudnięcie nie jest w ogóle możliwe.
                  • majenkir Re: Pani filozofuje.... 28.04.12, 22:20
                    pierwszalitera napisała:
                    > W realnym życiu wygląda to często też tak, że pacjenci noszą w kieszeni stale kostki cukru, by zapobiegać gwałtowym spadkom glukozy w wyniku przedawkowania insuliny


                    Przeciez to oczywiste - kazdy cukrzyk na insulinie musi byc zawsze przygotowany na hipo...
        • pinupgirl_dg Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 27.04.12, 22:27
          > Nie gwarantuje zdrowia ALE chroni przed pewnymi chorobami np ukladu krazenia, miazdzyca
          > w zwiazku z nizszym cholesterolem.

          Też niekoniecznie, na widok wyników mojej mamy (ortodoksyjnej wegetarianki) lekarze kazali jej natychmiast odstawić tłuste mięso. Pewnie to jakiś wyjątek, ale tak też może być.
          • kis-moho Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 27.04.12, 22:33
            > Też niekoniecznie, na widok wyników mojej mamy (ortodoksyjnej wegetarianki) lek
            > arze kazali jej natychmiast odstawić tłuste mięso. Pewnie to jakiś wyjątek, ale
            > tak też może być.

            Ten sam problem ma moja znajoma wegetarianka, ta, która nie je prawie białka, za to kupę węglowodanów. Lekarz jej tłumaczył, jak idzie synteza cholesterolu i jaki wpływ mają na to cukry - ale już tu dokładnie nie przytoczę. W każdym razie jest na to sensowne wyjaśnienie.
            Tak czy inaczej wychodzi na to, że nie ma to jak dobrze zbilansowana dieta, za dużo mięsa źle, same węglowodany też, samo białko też chyba nie wychodzi specjalnie na zdrowie.
            • pierwszalitera Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 27.04.12, 23:29
              kis-moho napisała:

              > Tak czy inaczej wychodzi na to, że nie ma to jak dobrze zbilansowana dieta, za
              > dużo mięsa źle, same węglowodany też, samo białko też chyba nie wychodzi specja
              > lnie na zdrowie.

              To zależy. Tradycyjna dieta Inuitów bogata w zwierzące białko i tłuszcz, oraz uboga w węglowodany chroniła ten lud przed chorobami cywilizacyjnymi. Podobnie jest z Masajami w Afryce, którzy żywią się głównie tłustym mlekiem, mięsem i krwią zwierzęcą. Właśnie dlatego, że jesteśmy przystosowani do różnych stylów odżywiania i możemy jeść praktycznie wszystko oprócz celulozy, organizm nie zostawia produkcję cholesterolu przypadkowi, tylko reguluje ją sam. Na szczęście mit o szkodliwym cholesterolu w jajkach należy już do przeszłości.
          • pierwszalitera Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 27.04.12, 23:19
            pinupgirl_dg napisała:

            > Też niekoniecznie, na widok wyników mojej mamy (ortodoksyjnej wegetarianki) lek
            > arze kazali jej natychmiast odstawić tłuste mięso. Pewnie to jakiś wyjątek, ale
            > tak też może być.

            To wcale nie jest wyjątek, tylko wybitnie dobry przykład wykazujący zupełną niekompetencję niektórych lekarzy zapominających uzupełniać swoją wiedzę.
            • pinupgirl_dg Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 28.04.12, 11:17
              > To wcale nie jest wyjątek, tylko wybitnie dobry przykład wykazujący zupełną nie
              > kompetencję niektórych lekarzy zapominających uzupełniać swoją wiedzę.

              Trudno mi ocenić. W każdym razie gdy się dowiedzieli, że ona nie je mięsa wcale, to wysłali na inne badania i ostatecznie zdiagnozowano Hashimoto. Podobno może się to objawiać też podwyższonym cholesterolem, ale nie wiem, jak to teraz wygląda, bo jeszcze nie badała cholesterolu odkąd jest na lekach.
              • kis-moho Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 28.04.12, 15:00
                > Trudno mi ocenić. W każdym razie gdy się dowiedzieli, że ona nie je mięsa wcale
                > , to wysłali na inne badania i ostatecznie zdiagnozowano Hashimoto.

                Przy Hashi są często problemy z cholesterolem, dobrze, że jej to zdiagnozowano w takim razie. To sporo wyjaśnia, że przy (albo mimo) diecie wege miała wysokie wartości.
          • princesswhitewolf Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 28.04.12, 01:10
            Pinupgirl,
            Bo zalezy jaka diete w wydaniu wegetarianskim mama stosowala. Znam wegetarian jacy na sniadanie codziennie paczek, ciastko, serniczek..... To tez tluszcze w duzych ilosciach.
            • pinupgirl_dg Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 28.04.12, 11:24
              > Pinupgirl,
              > Bo zalezy jaka diete w wydaniu wegetarianskim mama stosowala. Znam wegetarian j
              > acy na sniadanie codziennie paczek, ciastko, serniczek..... To tez tluszcze w d
              > uzych ilosciach.

              Ja jestem skłonna uwierzyć w zależności cholesterol-dieta, chociaż na pewno nie zawsze. Moja mama nie je specjalnie tłusto, jej mama bardzo unikała tłustego, nie jadła żółtek itd, a cholesterol też szybował.
              Poza tym my tu rozmawiamy o wegetarianach. W przypadku wysokiego cholesterolu zaleca się rezygnacje z tłustego mięsa, a nie z mięsa w ogóle, mama dostała taką ulotkę, gdzie zalecano np. zamianę tłustych wędlin na chudego kurczaka itd. Więc być może wegetarianie w ogólności mają lepsze wyniki w tej kwestii, ale to zależy od zbilansowania diety i ogólnego stanu organizmu, a nie tylko od odstawienia mięsa.
    • yaal Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 25.04.12, 17:31
      Czysto prewencyjnie, wybierz się przy okazji sprawdzić, jak się miewa twoja tarczyca i nie daj się spławić, jeśli wyniki wyjdą "minimalnie poza zakresem".
    • teresa104 Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 25.04.12, 20:25
      U mnie działa wzmożenie aktywności fizycznej, ale nie jest to jakaś akcja typu "kupuję karnet na siłownię i od poniedziałku zaczynam", tylko konsekwentna rezygnacja z windy (i tak po schodach jestem szybciej), w ogóle ograniczenie korzystania z pojazdów na rzecz własnych nóg, weekend możliwie w plenerze. Drugi czynnik to zwrócenie uwagi na to, żeby trzymać się pór jedzenia i poza trzema posiłkami do syta niczego pomiędzy nie wypasać, żadnych owoców, ciast, plastrów pasztetu, napojów, prócz kawy i wody.

      Nie jestem w stanie narzucić sobie żadnego reżimu treningowego (głównie ze względu na zajęcia, wstręt do reżimów też gra niebagatelną rolę), a tym bardziej ograniczeń spożywczych. Nie lubię słodyczy i owoców, jeden problem mam zatem z głowy. Lubię za to latami nosić te same ubrania i to mi się jakoś udaje, choć przekonałam się, że w tych samych jeansach można chodzić w różnej wadze, więc to nic nie oznacza.

      Napatrzyłam się na odchudzające się koleżanki, chodzące z burczącym brzuchem, a przy okazji wrzucające po 3 pączki ze słodzoną kawą, niegardzące wszędobylską gabinetową czekoladą, bombonierkami, likierami, a zarzucające mi obżarstwo, bo zjadam kompletny obiad z zupą. Z nimi kojarzy mi się czterdziestka na diecie.

      Nie mam figury modelki, zaakceptowałam to, co mam i staram się to zachować. Jeśli wziąć pod uwagę masę występków, jakie popełniam, sabotując owe starania, to zupełnie nie mam na co narzekać. Dlatego proponowałabym najpierw przemyślenie, do jakiego ideału dążysz, a potem politykę codziennej, mądrej a lekkiej i nieupierdliwej kontroli działań, którą należy utrzymać na zawsze. Na 10 kilogramów, jeśli w ogóle to faktycznie 10, a nie 5, powinno wystarczyć.
    • aankaa Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 25.04.12, 22:25
      nie wiem jak inne Panie, ale ja w okresach ubytku wagi zauważyłam, że pojawia mi się "szczurzy ryjek". I co z tego, że wbijam się w kieckę rozmiar mniejszą jak facjata pokazuje kilka lat więcej :(
      pogodziłam się z rozmiarem 40+ na rzecz gładszej buzi
      • teresa104 Szczurzy ryjek 26.04.12, 05:22
        https://img31.imageshack.us/img31/9184/szczur.jpg

        Ja ze szczurzym wyglądałabym korzystniej, mam twarz wielką, jak się trochę skurczy, to lepiej, lepiej;)
    • genepi Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 27.04.12, 10:50
      Dziękuję za to co napisałyście. Dało mi to pożywkę do myślenia.

      Ponieważ nie jestem weteranką diet (bo tylko jedną mam za sobą) a sprawy zaskoczyły mnie, postanowiłam nie bazować na mizernym doświadczeniu tylko wziąć się do tematu zadaniowo i analitycznie.
      Zrobiłam sobie nawet analizę SWOT co ma pomóc ogarnąć temat. Gotuję sama, więc dbam o białkowość pokarmów. Najważniejszym plusem jest to że nie pracuję w biurze, więc życie bombonierkowo-likierowe mnie omija. A słodycze są tym czemu jest mi się trudno oprzeć. W domu łatwo nie mieć zapasów. Postanowiłam też, że będę jeść tylko czekolady kradzione, bo mają 0 kalorii. Wpisałam w zadaniach: nauczyć się kraść.

      Byłam w poradni odchudzania, gdzie zrobiono mi analizę składu ciała, moje BMI to 22,9, mam 29,6% tkanki tłuszczowej, 66,8% tkanki mięśniowej i dużo za mało wody. Zabawne ale mój wiek metaboliczny jest o 3 lata niższy niż metrykowy.

      Któraś z was zwróciła uwagę na badania - w kwietniu robiłam, jestem w środkowych partiach normy we wszystkich parametrach, uznaję więc że to nie problemy zdrowotne są przyczyną przybytków a siedzenie i jedzenie.

      Po długim łikendzie jestem umówiona z dietetykiem. Przez ten czas planuję notować to co faktycznie zjadam i notować podejmowany wysiłek fizyczny. Bo chociaż wydaje mi się że sporo się ruszam - to chyba nie jestem do końca ze sobą szczera.
      • genepi Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 27.04.12, 11:07
        I jeszcze jedno, zrozumiałam że 10 kg jest nierealne, ale realne jest osiągnięcie wagi o 6 kg niższej a przede wszystkim usportowienie sylwetki - co, jak pisałyście, przyniesie zdrowotne profity również w przyszłości.
      • sbarazzina Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 27.04.12, 11:53
        genepi napisał:


        > Byłam w poradni odchudzania, gdzie zrobiono mi analizę składu ciała, moje BMI t
        > o 22,9, mam 29,6% tkanki tłuszczowej, 66,8% tkanki mięśniowej i dużo za mało wo
        > dy. Zabawne ale mój wiek metaboliczny jest o 3 lata niższy niż metrykowy.

        Ale gdzie ta nadwaga??? Nadwaga oznacza BMI 25-30. BMI do 25 oznacza wage prawidlowa.
        • genepi Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 27.04.12, 12:41
          Nadwaga nie w sensie medycznym a znaczeniu sylwetki i samopoczucia. Nagromadziło się parę kilogramów więcej niż przez ostatnie lata - widzę że jest dużo do zrobienia. Ale mam też nadzieję że dużo mogę i chce zrobić.
          • pierwszalitera Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 27.04.12, 15:27
            genepi napisał:

            > Nadwaga nie w sensie medycznym a znaczeniu sylwetki i samopoczucia. Nagromadził
            > o się parę kilogramów więcej niż przez ostatnie lata - widzę że jest dużo do
            > zrobienia. Ale mam też nadzieję że dużo mogę i chce zrobić.

            To uważaj, by nie przesadzić, bo to najprostsza droga do zaburzeń łaknienia. Indywidualnego set pointu zresztą nie przeskoczysz, jeżeli twój organizm zadecydował, że jako dojrzała kobieta masz mięć więcej tłuszczu niż jeszcze kilka lat temu, to staraniami zbicia wagi możesz zachęcić go do walki o gromadzenie tłuszczu i w efekcie natrenujesz sobie kiedyś prawdziwą nadwagę. Zdrowa waga nie ma nic wpólnego z ideałmi szczupłości lansowanymi przez media. Pisz też przynajmniej o kosmetycznych korekturach i kaprysie wbicia się w rozmiar 36-38, a nie o nadwadze, bo włazisz jeszcze na nerwy osobom z prawdziwymi problemami wagowymi. ;-)
            • genepi Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 27.04.12, 15:31
              Myślisz że w tym wieku i ze stabilną psychiką grozi mi anoreksja albo bulimia?
              • pierwszalitera Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 27.04.12, 16:04
                genepi napisał:

                > Myślisz że w tym wieku i ze stabilną psychiką grozi mi anoreksja albo bulimia?

                Zdziwiłabyś się. W ostatnich latach zauważa się znaczący wzrost zaburzeń łaknienia takich jak anoreksja i bulemia u kobiet w okolicach menopauzy. Mówi się nawet o tzw. drugim wierzchołku. Tłumaczy się to modą na wieczną młodość i związanym z tym kryzysem przekwitania. Kobiety próbują usilnie wrócić do wagi z wcześniejszych lat, bo obiecują sobie po tym młodszy wygląd i ten lepszy fizyczny feeling z tamtych lat. A i stabilna psychika przestaje być często w tych hormonalnie zmieniających się czasach stabilna.
              • kasica_k Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 27.04.12, 17:38
                Sorry genepi, jeżeli z takim BMI zamierzasz brać się do odchudzania, to moim zdaniem to już swiadczy o problemach z postrzeganiem swojego ciała. A z wiekiem każdy trochę przybiera na wadze. Ćwiczyć i zdrowo jeść zawsze warto, ale odchudzać się niekoniecznie.
              • madzioreck Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 27.04.12, 21:58
                A skąd pomysł, że zaburzenia odżywiania to tylko anoreksja i bulimia?
              • black_halo Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 01.05.12, 12:55
                Mnie sie zdaje, ze to grozi kazdemu. Ja sobie takie cos zafundowalam w mlodym wieku przy wydatnym udziale rodziny a wczesniej ani nie bylam gruba (tylko taka normalna, 58-60 kilo przy 169 cm wzrostu) i tez mialam wtedy stabilna psychike. A po takiej kopenhaskiej bylam prez kilka tygodni doslownie ciagle glodna. Na poczatku jadlam owoce bo wydawalo mi sie, ze to zdrowe ... np. 3 kilo jablek i gruszek dziennie. A potem jadlam juz wszystko. Potem zobaczylam, ze z 53 kilo na ktore zeszlam przy diecie nagle utylam na 65 i nie mieszcze sie w nic. 10 lat pozniej dobilam do setki. Dzisiaj mysle, ze lepiej bylo sie nie odchudzac, ja tez doskonale wiedzialam ze wszystko jest ze mna w porzadku w kwestii wagowej, po prostu jako posiadaczka duzych cycek nie miescilam sie w rozmiar 36 ani 38 tylko 40. Spodnie spokojnie 38 jednak bo posiadalam figure idealnej klepsydry.
          • magdalaena1977 Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 27.04.12, 19:58
            genepi napisał:

            > Nadwaga nie w sensie medycznym

            No to wszystkie nasze rady dotyczyły prawdziwej nadwagi.

            > a znaczeniu sylwetki i samopoczucia.

            W tej sytuacji ja bym się zastanowiła nad tym drugim. Bo jeśli Twoja waga jest w środku normy mimo 40, a Ty czujesz się za gruba ...
      • yaga7 Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 27.04.12, 16:25
        Yyy, i Ty się chcesz odchudzać? :)

        Ile ja bym dała za takie BMI - ostatnio takie miałam w liceum ;)
      • clarisse Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 02.05.12, 10:34
        > Byłam w poradni odchudzania, gdzie zrobiono mi analizę składu ciała, moje BMI t
        > o 22,9

        ... nie powiem, co pomyślałam, bo Cię lubię :)

        Ale weszłaś mi na nerwy, serio. (Jak Pierwszalitera gdzieś tu sugerowała).

        Może dodam dla wyjaśnienia, że mam nadwagę, nie otyłość, nigdy się nie odchudzałam oprócz jednej próby, ale odkąd pamiętam byłam pulchniutka i odkąd pamiętam, wszystkie szczupaczki wokół mnie się odchudzały.

        Kiedyś tylko mnie to irytowało - nie samo odchudzanie, jak ktoś chce, to niech się odchudza - ale fakt że te osoby roniły głośno łzy nad tym jakie to są tłuste, ile to one mają fałdek i w ogóle dramat. Bo wychodziło że przy nich ja - wtedy około 24 bmi - byłam jakimś tłustym ohydnym mutantem ;)

        Aż kiedyś okazało się, że w mojej rodzinie jest anorektyczka. Całkiem niewinnie się to zaczęło... dwie siostry, jedna niewysoka z krągłościami, ale bez nadwagi, tyle że nie pasująca do standardu modelki - zaczęła się odchudzać bo jej się wydawało, że jest gruba. Z nią zaczęła się odchudzać druga, znacznie wyższa i szczuplejsza - dla towarzystwa. W obcym mieście na stancji, nikt nie zauważył co się dzieje, dopóki tej starszej nie zabrało pogotowie i nie zaczął się dramat. Nie chcę opowiadać, jak to wygląda dla rodziny. Nie chcę tłumaczyć, że to jest potencjalnie śmiertelna choroba. Oczywiście wiem, ona się nie bierze z samego odchudzania. Bierze z głębokich problemów, które człowiek ma i o których otoczenie zazwyczaj nie wie. Ale ta przypadkowa dieta (sądząc po wyglądzie delikwentka miała zawsze BMI w dole normy) "dla towarzystwa" wywołała wilka z lasu.

        I chociaż dla wielu osób to może wyglądać na usprawiedliwianie siebie (i pewnie trochę jest), uważam, że diety są niebezpieczne. I mówienie o dietach przez osoby, które diet nie potrzebują, jest niebezpieczne - dla innych. Bo za chwilę wejdzie tu inna dziewczyna, z poważnymi problemami, przeczyta, że 22,9 koniecznie musi się odchudzić, i jeśli sama ma 23, to wpadnie w rozpacz i przestanie jeść.

        P.S. Ja sama jestem po prostu zbyt mało systematyczna i za leniwa na dietę. Kiedy próbuję ŚWIADOMIE nie jeść tego, co lubię (np. słodyczy) - kończy się tym, że myślę o nich bez przerwy, jem więcej i tyję zamiast chudnąć. A jeśli męczę się nie jedząc ich, to potem rzucam się na nie jak wariatka - i tyję. Z kolei moja awersja do gotowania wiąże się z tym, że nie wchodzi w grę ani codzienne gotowanie wg jakichś wytycznych, ani liczenie kalorii, ani żadne takie fidrygałki. Owszem, udało mi się schudnąć potężnie dwa razy - nie celowo. Raz, kiedy rzucił mnie Ex, przeżyłam dramat, płakałam po nocach, budziłam się o 5 rano ze ściśniętym żołądkiem i dalej rozpaczałam. Schudłam wyraźnie :P Ale jak tylko nieszczęśliwość mi minęła, zaczęłam wracać do swojej wagi :D Drugi przypadek, jak szukałam na co jest uczulone moje karmione wtedy wyłącznie piersią dziecko - eliminacja kolejnych rzeczy doprowadziła mnie wtedy do "ryżyk, kurczak, marcheweczka" i tak chyba przez miesiąc. Oj. Nie zauważyłam, kiedy schudłam, a schudłam znacznie. Ale jak tylko okazało się, że dzieciu nagle nic w moim mleku nie szkodzi, rzuciłam się jak wilk na wytęsknione słodycze... i błyskawicznie przybrałam na wadze. Teraz ważę więcej niż przedtem.

        Tak czy siak, w moim przypadku może się sprawdzić chyba tylko to, żeby zamiast słodyczy po zakamarkach lodówki chowały się owoce i warzywa, bo ostatecznie podgryzanie rzodkiewek czy zapychanie się czereśniami TEŻ jest fajne ;) Muszę ten plan wprowadzić w życie :)
        • ansil Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 02.05.12, 12:48
          tez chcialam sie dodac z moja "dieta", ale zobaczylam Twoje BMI i mi przeszlo. Przez ostatni rok schudlam 21kg. Ale ja mialam z czego chudnac.. I mimo, ze nie byl to lisc salaty pokropiony oliwa waga szla w dol.. Jak mowilam do znajomych ze wciagam lasagne, dania z zapieczonym serem czy "dietetyczne tiramisu", to mi sie w twarz smiali- teraz juz sie nie smieja jak smigam w moim rozmiarze 38 przy 176 cm wzrostu ;)
          • yaga7 Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 02.05.12, 13:05
            A jaką masz dietę? :)

            W sumie mogłabym się zmotywować, żeby zejść z BMI do normy, ale mi się nie chce.....
            • ansil Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 02.05.12, 13:12
              eee, zlagodzona wersje montignaca.. mam to w sumie opisane na blogu ( z moim hedonistycznym gotowaniem) montignacowo.blogspot.com/2012/04/jubileuszowo.html
              • yaga7 Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 02.05.12, 13:52
                Dzięki za link do bloga, na pewno sobie poczytam :)

                O Montignacu coś kiedyś czytałam, ale doszłam do wniosku, że to jednak nie dla mnie, bo za bardzo lubię pewnie niedozwolone rzeczy, żeby na zawsze z nich zrezygnować.
      • fanaberia.fanaberia Re: LWW: odchudzanie w okolicach 40 02.05.12, 14:37
        > Byłam w poradni odchudzania, gdzie zrobiono mi analizę składu ciała, moje BMI to
        > 22,9, mam 29,6% tkanki tłuszczowej, 66,8% tkanki mięśniowej i dużo za mało wody.

        Badanie wykazało ponad wszelką wątpliwość, że pacjentka nie posiada kości ;)

        A bardziej serio - wyłamię się z ogólnej tendencji gromienia za chęć "odchudzania", bo kwestia nomenklatury (odchudzanie, "dieta", dbanie o sylwetkę czy co tam jeszcze) wydaje mi się drugorzędna. Fakt jest taki, że skoro z niczego przybyło 10 kg, to raczej nie są to mięśnie. I czynności przeciwdziałające takiemu przybywaniu są wskazane. Moim zdaniem bardzo dobrze, że podejmujesz je teraz, zanim problem się, ekhm, rozrośnie ;) Lepsza świadomość tego, co Ci służy, a co powoduje tycie, a także większa ilość systematycznego ruchu mogą tylko wyjść na zdrowie. Tak sądzę.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka