Dodaj do ulubionych

Wpadłam w szał bojowy

17.05.12, 22:11
Mieszkam w akademiku.

.
.
.

W zasadzie to powinno wystarczyć, ale nie wiem ile z Was mieszkało w akademiku, więc objaśnię.

Oazą spokoju może nie jestem, ale mam dość wysoki poziom tolerancji na różne dziwne zachowania ludzi, z którymi mieszkam, nie przeszkadza mi jakoś zwyczajny bałagan, nie budzą mnie nocne imprezy, nie dziwią pijani ludzie toczący się po korytarzu.

Ostatnie dwa tygodnie to było jednak jakieś apogeum ludzkiej bezmyślności i głupoty. Otóż:

Najpierw zapchał się kibel. Kibel akurat zrobiony jest dosyć porządnie, nie zatyka się tak łatwo, a jednak komuś się udało! Geniusz zła i zniszczenia uznał, że najłatwiejszą metodą pozbycia się rolek po papierze toaletowym (bo chyba nikt poza mną nie wyrzuca rolki - łatwiej wszak zostawić) będzie wrzucenie ich do muszli. A następne osoby uznały, że najłatwiej jest po prostu spuszczać wodę. Jak przyszłam i to zobaczyłam, to się za głowę złapałam. Co mogłam, wyjęłam (yummy), bo reszta już częściowo spłynęła. Od tego czasu kibel wylewał wodę na łazienkę, dopóki nie poszłam zgłosić tego w zeszycie do hydraulika. Tak, nikt inny na łączniku nie wpadł na tak genialny pomysł.

Jednoczesnie przytkały się obie umywalki, bo geniuszki z pokoju naprzeciwko non stop zmywają w nich naczynia, do czego te umywalki przystosowane nie są. Miałam nadzieję, że ktoś inny pójdzie to zgłosić, bo na mnie portier się już czasem dziwnie patrzy, ale nie. Po co.

Nie mówiąc o tym, że łazienka posprzątana jest porządnie RAZ NA CZTERY TYGODNIE, bo wtedy ja i moja współlokatorka mamy dyżur. Sąsiadka, która ma dyżur przed nami sprząta, ale pobieżnie. Pozostałe dwa pokoje za sprzątanie uznają umycie lustra i ewentualnie umywalek, bo to są jedyne rzeczy, na które kierowniczka zwraca uwagę przy sprawdzaniu czystości. Dodam, że kierowniczka ma najwyraźniej dużą wadę wzroku, bo czasem nie widzi takiego syfu, o który wręcz można się potknąć.

Jedna sąsiadka z naprzeciwka notorycznie nie spłukuje po zrobieniu "dwójeczki". Początkowo przyjęłam taktykę, że gdy idę zaraz po niej do kibla, ostentacyjnie, przy otwartych drzwiach spłukuję wodę długo i treściwie, ale chyba głupia %$%@$^ nie załapała aluzji. I tu pojawia się pytanie - jak powiedzieć komuś "ej, spłukuj po sobie wodę"? Dodam, że nie rozmawiam z nią, bo z pokoju wychodzi chyba tylko na tę kupę właśnie.

Gdyby to był koniec... W zeszłym tygodniu zatkał się ostatecznie zlew w kuchni. Przytykał się od dłuższego czasu, nawet chodziła mi po głowie myśl, żeby potraktować go kretem, ale zorientowałam się zbyt późno. Nie zatkał się sam z siebie, oczywiście. Notorycznie kilka osób, zmywający, odcedzając makaron, płucząc mięso zostawia po sobie resztki jedzenia i upycha je do tego odpływu, zamiast wziąć i wyrzucić. Hydraulik w zeszły piątek po mojej interwencji to odetkał, ale średnio skutecznie, bo dzisiaj znowu jest zapchany. Nie wspomnę o tym, że notorycznie na blacie oraz w zlewie zostają naczynia, zarówno czyste, jak i brudne. Te osoby, które je zostawiają, chyba mają w nosie to, że nie jako jedyni korzystają z kuchni. Nie mówiąc już o tym, że chyga nikt poza mną nie wyciera po sobie kuchenki, jak upaprze ją sosem czy mlekiem, wychodząc z założenia, że sprzątaczka przyjdzie i posprząta. Sprzątaczka nie przychodzi w weekend, więc w niedzielę od samego patrzenia na kuchenkę chce mi się rzygać.

Wisienką na torcie było natomiast moje ostatnie pranie. Otwieram szufladkę, a tam proszek, wymoczony już, w szufladce na płyn do płukania. JAKIM TRZEBA BYĆ DEBILEM, ŻEBY WSYPAĆ TAM PROSZEK I NIE WYGRZEBAĆ GO, ZORIENTOWAWSZY SIĘ, ŻE SIĘ POMYLIŁO? Wyjęcie tego proszku zajęło mi mniej niż minutę, tylko chyba nie ja powinnam to robić, prawda?

I jeszcze raz mój tata zasugeruje mi, że wyprowadzka z akademika to zły pomysł, to go chyba zamorduję.

Doceńcie, że udało mi się w tym wywodzie nie użyć żadnego wulgarnego słowa (chyba), bo jak zobaczyłam, że ten zlew w kuchni jest znowu zapchany, to niejeden szewc czułby się przy mnie speszony.
Obserwuj wątek
    • inez69 Re: Wpadłam w szał bojowy 17.05.12, 22:50
      Mam tak samo... tylko, że w domu z teściami.
      Współczuję bardzo, wiem jak to psuje każdy dzien od samego rana. Ja od roku uczę się robić wszystko na odpie***l, żeby mnie tak nie bolało, że szoruję i dezynfekuję, a za chwilę nie ma po tym śladu. Im mniej sprzątam, tym czuję się lepiej, ale wielu rzeczy gołymi remai nie tykam...
      • heliamphora Re: Wpadłam w szał bojowy 18.05.12, 18:28
        Też kiedyś musiałam się posługiwać taką metodą, ale wykończyło mnie to psychicznie. Sprzątałam i czyściłam, za chwile znowu byl syf. Oraz komentarze: "nie przesadzaj, przecież brudno nie jest" (dla niektórych chyba musiałoby byc czarno, żeby uznali, że jest brudno). No to przestałam czyścić i bardzo uważałam, żeby tego i owego nie dotknąć. To uważanie było chyba gorsze od nieskutecznego sprzątania... Wyniosłam z tego ważną naukę: ludzi, o ile nie są dziećmi, nie da się nauczyć innych standardów higieny niż te, które mają juz wdrukowane. Ani prośbą, ani groźbą, ani argumentami medyczno-sanitarnymi. Jeśli komuś zależy i stale o tym pamięta, to może przez jakis czas sprzątać bardziej, niż ma potrzebę, ale pozostanie tendencja, by wszystko wróciło do stanu "równowagi".

        Przykre tym bardziej, że też miałam i mam takie osoby w rodzinie.

        inez69 napisała:

        > Mam tak samo... tylko, że w domu z teściami.
        > Współczuję bardzo, wiem jak to psuje każdy dzien od samego rana. Ja od roku ucz
        > ę się robić wszystko na odpie***l, żeby mnie tak nie bolało, że szoruję i dezyn
        > fekuję, a za chwilę nie ma po tym śladu. Im mniej sprzątam, tym czuję się lepie
        > j, ale wielu rzeczy gołymi remai nie tykam..
    • koza-1985 Re: Wpadłam w szał bojowy 17.05.12, 23:08
      w akademiku mieszkałam pięć lat :)
      Mój akademik składał się z segmentów/łączników/składów 4 pokojowych (2x3os i 2x 2os) na to przypadała toaleta, prysznic, umywalka z lustrem i zlew kuchenny, kuchnia na korytarzu jedna na piętro (60-63 osoby)
      Jestem pedantyczna, lubię porządek, nie toleruję resztek jedzenia i właściwie resztek czegokolwiek gdziekolwiek.
      Nie widzę innej możliwości jak po prostu męska rozmowa z resztą współmieszkańców i uświadomienie im, że trzeba sprzątać po sobie regularnie, że samo nie zniknie.
      Do niespłukującej koleżanki może trzeba zapukać i przypomnieć że nie spłukała ?
      Zostawiających resztki zawołać z pokoju pokazać paluszkiem i poprosić o zabranie swoich brudów skoro sami ich nie zauważają. na pewno nie sprzątać za innych, to niewychowawcze ;)
      --
      • koza-1985 ,,,,,,, -> brakujące przecinki 17.05.12, 23:10
        ;)
      • miss-alchemist Re: Wpadłam w szał bojowy 18.05.12, 08:59
        U mnie to wygląda tak, że łącznik jest czteropokojowy - 4x2, ale w dwóch dwójkach mieszka po jednej osobie. Wydawałoby się, ze nie ma jak syfu zrobić, a jednak! :P na piętrze są cztery łączniki, czyli kuchnia mniej więcej na 30-35 osób.

        > Nie widzę innej możliwości jak po prostu męska rozmowa z resztą współmiesz
        > kańców i uświadomienie im, że trzeba sprzątać po sobie regularnie, że samo ni
        > e zniknie.
        Obawiam się, że mają problem z rozumieniem języka polskiego, bo rozmawiałam zarówno z chłopakami jak i jedną dziewczyną, którzy nie sprzątają. Na moją sugestię, że sprzątanie to nie tylko wytarcie lustra i warto umyć też podłogę, dowiedziałam się, że "po co, przecież i tak się ubrudzi". Nawet przeszłyśmy już ze współlokatorką do działań sabotażowych - dzień przed sprawdzaniem czystości (kierowniczka o tym informuje) robimy widoczny syf w łazience, typu umywalka ufajdana pastą do zębów czy plamy na lustrze, bo to kierowniczka zauważa. Czasem uda się tak, że posprzątają, bo wiedzą, że to widać, a czasem nie. Najwyraźniej jednak kary kierowniczki nie odnoszą skutku, bo jak nie sprzątali, tak nie sprzątają dalej. Zostało mi jeszcze pójście do kierowniczki, wzięcie jej za rączkę i zapytanie, czy jej zdaniem naprawdę jest posprzątane, ale jakoś tak nie umiem kablować :P

        > Do niespłukującej koleżanki może trzeba zapukać i przypomnieć że nie spłuka
        > ła ?
        No to byłoby najprostsze rozwiązanie, muszę się kiedyś przemóc. Pytanie tylko, czy osoba, która nie spłukuje po sobie wody, przejmie się tym, że jej o tym powiemy. Dodam, że po kilku głośnych, bezosobowych komentarzach wygłoszonych przeze mnie i współlokatorkę w łazience zaczęła naciskać przycisk do spłukiwania, ale przez 2 sekundy to nic nie spłynie.

        > Zostawiających resztki zawołać z pokoju pokazać paluszkiem i poprosić o zabra
        > nie swoich brudów skoro sami ich nie zauważają. na pewno nie sprzątać za innych
        > , to niewychowawcze ;)
        I tu mam problem, bo ja nie wiem kto zostawia te resztki, bo nigdy nikogo nie złapałam na gorącym uczynku. Domyślam się, bo czasem widzę, po czyim gotowaniu zostaje największy bałagan w kuchni. Ale głupio byłoby mi oskarżyć niewinną osobę. Nie sprzątam za innych :P Dlatego ten zlew jest zapchany, bo ja nie wybieram cudzego syfu, po prostu nie dodaję mojego.
    • helenka333 Re: Wpadłam w szał bojowy 17.05.12, 23:24
      Mieszkałam 3 lata w akademiku, rok w czwórce i dwa w trójce. Łazienki były dwie na piętro czyli na ponad 20 pokoi, kuchnia jedna na piętro. My mieliśmy sprzątaczki, porządny syf się robił w czasie weekendu. Kwestie porządkowe problemem były więc jedynie w ramach pokoju. I w temacie takich porządków ciężko mi doradzić bo albo nie miałam takich problemów, albo jestem mniej wrażliwa. I mam tak, że do póki mam czysto w obrębie spania i moich rzeczy i póki nie śmierdzi, to jest ok. Z tym spłukiwaniem to nie ogarniam, ale jako bardzo bezpośrednia osoba od razu bym poszła i powiedziała "halo, chyba coś w toalecie zostawiłaś", albo laska jest nie nauczona (?!), albo robi to specjalnie?
      Ja to się porządnie wkułam jak moja współlokatorka z pokoju, ale już na mieszkaniu a nie w akademiku, zaczęła sobie nowego chłopaka na noc, co dzień sprowadzać, wracali z imprez w środku tygodnia ok 3- 4 w nocy i uprawiali seks na łóżku obok o dosłownie 10cm! Tego już nie zniesłam...
      • miss-alchemist Re: Wpadłam w szał bojowy 18.05.12, 09:02
        > Mieszkałam 3 lata w akademiku, rok w czwórce i dwa w trójce. Łazienki były dwie
        > na piętro czyli na ponad 20 pokoi, kuchnia jedna na piętro. My mieliśmy sprząt
        > aczki, porządny syf się robił w czasie weekendu.

        No właśnie, ja się dałam skusić na te łączniki, a to głupi pomysł jednak był :P W akademikach, gdzie łazienka jest na korytarzu, wcale nie ma większych kolejek, a jest porządek, bo są sprzątane codziennie. Niestety, miejsc na osiedlu akademickim jest niedobór, więc nie ma jak się przenieść, a nikt normalny nie zamieni się na mój akademik.

        > Ja to się porządnie wkułam jak moja współlokatorka z pokoju, ale już na mieszka
        > niu a nie w akademiku, zaczęła sobie nowego chłopaka na noc, co dzień sprowadza
        > ć, wracali z imprez w środku tygodnia ok 3- 4 w nocy i uprawiali seks na łóżku
        > obok o dosłownie 10cm! Tego już nie zniesłam...
        OMG, dobrze, że mam przynajmniej współlokatorkę normalną :P
    • maith Re: Wpadłam w szał bojowy 18.05.12, 02:29
      Horror.
      Też uważam, że jak ktoś już nie spuszcza po sobie w toalecie, to ostentacyjnego robienia tego za niego nie zauważy. Pukaj i powiedz jej dosadnie, że nie będziesz za nią g....n spłukiwać. Ty w ogóle nie powinnaś ich oglądać. I niech będzie uprzejma i pójdzie to spłucze.

      Generalnie niezależnie od okoliczności trzeba pamiętać, że jak zrobisz coś za kogoś jojcząc, to po nim to spłynie. W zasadzie najlepiej jest, jak ludzie sami ponoszą konsekwencje swoich działań i jakoś tak, żeby przypadkiem tak wyszło... Przy zatkanej toalecie, ja bym wpadła do znajomych z innego piętra, wyjaśniła sprawę i uzgodniła korzystanie chwilowo z ich toalety. Nie mając prywatnej sprzątaczki w końcu pewnie coś by z tym zrobili.
      • miss-alchemist Re: Wpadłam w szał bojowy 18.05.12, 09:09
        W wyjątkowych przypadkach korzystam z łazienki w łączniku obok. Problem w tym, że przykład z toaletą pokazuje, że moim sąsiadom nie przeszkadza, jak im woda się na łazienkę wylewa - a wylewała się ponad tydzień, bo miałam nadzieję, że ktoś inny się tym zajmie. Bo jedyne, co trzeba było zrobić, to zejść na dół do portiera i wpisać w zeszyt, że oto się zapchało i odetkać trzeba. Więc nic by z tym nie zrobili, tylko poczekali, aż znowu będzie mój tydzień sprzątania, a ja nie zaryzykuję, że akurat wtedy przyjdzie kierowniczka i stwierdzi, że ja i moja współlokatorka nie posprzątałyśmy (chociaż nikt inny też nie posprzątał) i akurat nam wymierzy karę (tj. odcięcie od internetu na tydzień).

        Branie na przetrzymanie ludzi, którym nie przeszkadza, że jest syf, mija się z celem, bo prędzej mnie szlag trafi na miejscu albo zostanę kozłem ofiarnym kierowniczki, niż oni zorientują się, że coś jest nie tak. Zajęłam się za tym przypominaniem sąsiadce, która ma sprzątanie przed nami, że ma posprzątać (ona sprząta, ale zwykle nie pamięta) i mam szczerą nadzieję, że ona dostrzeże swój interes w tym, żeby pogonić chłopaków do sprzątania, którzy mają dyżur przed nią.

        Pozostaje pytanie, czy interwencja u kierowniczki jest jeszcze ciosem poniżej pasa, czy już koniecznością.
        • inez69 Re: Wpadłam w szał bojowy 18.05.12, 11:54
          Zgadza się, branie na przetrzymanie syfiarzy absolutnie nic nie daje. Oni chyba nie widzą bałaganu, brudu, który u mnei od razu wywołuje obrazy bakterii, chorób bleee.
        • ankh_morkpork Re: Wpadłam w szał bojowy 19.05.12, 22:39
          > Pozostaje pytanie, czy interwencja u kierowniczki jest jeszcze ciosem poniżej p
          > asa, czy już koniecznością.

          Jest koniecznością już od dawna. Na co czekasz? Pójście z prośbą o interwencję do kierowniczki akademika to NIE jest donosicielstwo!

          A dziewczynie, która nie wie, do czego służy spłuczka, narób wstydu przy świadkach, najlepiej przy jej znajomych lub współlokatorkach.
    • smallfemme Re: Wpadłam w szał bojowy 18.05.12, 04:06
      Dlatego ja od marca mieszkam w jedynce :) I powoli zarastam brudem, bo do tej jedynki musiałam się wyprowadzić dalej od wydziału i wpadam tu tylko na jedzenie i spanie (zwłaszcza, że internet próbuje działać tylko o takich dziwacznych porach jak ta).
      Jednak ściskam i łączę się w bólu - właśnie wróciłam od kolegów, u których obrazki, o których opowiadasz, to norma... No, toaletę sprzątają, trzeba im przyznać ;)
    • besame.mucho Re: Wpadłam w szał bojowy 18.05.12, 09:25
      Nic nie poradzę, ale bardzo współczuję. Jako pedant, którego szlag potrafi trafić na widok dwóch okruszków, rozumiem co przeżywasz ;).

      Masz rację, że branie na przetrzymanie nic nie da. Próbuję tego sposobu na wyjazdach z ludźmi i zawsze jest to samo - nie sprzątam i czekam aż samym im zacznie przeszkadzać, że zostawiona resztka robi się zielona i cuchnie. Przez kilka dni chodzę non stop wściekła, że wszędzie syf. Po kilku dniach się poddaję i sprzątam, bo zaczyna tak śmierdzieć, że nie daję rady. To już lepiej posprzątać od razu, skutek ten sam, a człowiek sobie kilku dni nerwów zaoszczędzi.
    • black_halo Re: Wpadłam w szał bojowy 18.05.12, 11:44
      Nie mieszkalam w akademiku bo cale studia moglam mieszkac u rodzicow. Ma to swoje plusy i minusy, np. takie, ze nie zdarzaja sie zapchane kible czy zlewy ale ...

      Mam w pracy kolezanke, ktora tez nagminnie nie spuszczala wody po dwojeczce. Duzo czasu zajelo zanim doszlismy, kto bo na calym pietrze pracuje ledwie 5 kobiet i setka facetow. Niemniej jednak akurat trafilam do toalety kiedys w tym samym czasie co ona, akurat myla rece - kto by pomyslal - a toalecie lezal wielki kloc. Chyba sama nie wiedziala co zrobic bo ktos w koncu odkryl jej tajemnice, chciala wejsc do toalety zanim zrobilam to ja ale jak juz weszlam to rzucilam jej spojrzenie z listy tych w rodzaju "moge zabic". Z godnoscia spuscilam wode i sytuacja sie nie powtorzyla. Terapia szokowa w akademiku to narobienie na wycieraczke.

      Co do korzystania z kuchni - wiekszosc moich kolegow zamiast korzystaj ze zbiorczej kupowala zwykla kucheneczke elektryczna, mikrofale i toster czy frytkownice i do kuchni nawet sie nie zblizala. Student to istota wysoce sprawna intelektualnie i wiekszosc osob gotowalo i jadlo tak by zuzyc minimalna ilosc talerzy i garnkow, wiekszosc po ugotowaniu natychmiast wycieralo sie recznikami papierowymi i garnki mozna bylo myc w umywalce. A robili to kolesie na polubudzie, ktorzy nie naleza do najczystszych stworzen na ziemi.
      • jul-kaa Re: Wpadłam w szał bojowy 19.05.12, 17:27
        black_halo napisała:
        > Niemniej jednak akurat trafilam do toalety kiedys w tym samy
        > m czasie co ona, akurat myla rece - kto by pomyslal - a toalecie lezal wielki k
        > loc.

        Niech mi ktos wytłumaczy, jaki jest mechanizm działania takiej osoby. Ja rozumiem, że może ktoś zapomina (?) albo że nie spuszcza, bo nie ma w zwyczaju. Ale co powodowało tą koleżanką? Skoro po Twoim wejściu do toalety uznała, że musi wodę spuścić, to DLACZEGO nie spuściła jej wczesniej?
        • heliamphora Re: Wpadłam w szał bojowy 19.05.12, 18:39
          To bardzo proste. Uczeń wyrzynający scyzorykiem na ławce, że pani od historii jest głupia, robi to z zamiarem wkurzenia tejże pani. Ale nie podpisze się pod tym, bo nie chce mieć nieprzyjemności. Tak samo z kupą - jesli ktoś ja zostawia po to, żeby ludzi w firmie wkurzyć, to niekoniecznie chce być kojarzony jako "ten od kupy".


          jul-kaa napisała:
          > Niech mi ktos wytłumaczy, jaki jest mechanizm działania takiej osoby. Ja rozumi
          > em, że może ktoś zapomina (?) albo że nie spuszcza, bo nie ma w zwyczaju. Ale c
          > o powodowało tą koleżanką? Skoro po Twoim wejściu do toalety uznała, że musi wo
          > dę spuścić, to DLACZEGO nie spuściła jej wczesniej?
          • jul-kaa Re: Wpadłam w szał bojowy 19.05.12, 18:58
            Czyli motywacją jest chęć wkurzenia współpracowników? I współmieszkańców akademika?
            • heliamphora Re: Wpadłam w szał bojowy 19.05.12, 19:05
              Obstawiam, że właśnie to.

              jul-kaa napisała:

              > Czyli motywacją jest chęć wkurzenia współpracowników? I współmieszkańców akadem
              > ika?
        • szarsz Re: Wpadłam w szał bojowy 19.05.12, 22:47
          > o powodowało tą koleżanką? Skoro po Twoim wejściu do toalety uznała, że musi wo
          > dę spuścić, to DLACZEGO nie spuściła jej wczesniej?

          Stawiam na niechęć do dotykania spłuczki.
    • heliamphora Re: Wpadłam w szał bojowy 18.05.12, 11:50
      Współczuję.

      Jest mi znane zjawisko niespuszczania po sobie wody z przyczyn ekonomicznych - "rachunki za wodę są bardzo wysokie". W akademiku chyba to tak nie działa. Być może czyjś nawyk korzystania z wychodka bez kanalizacji jest tak silny, że bez przypominania o tej wodzie po prostu nie pamięta? Chociaż najbardziej skłaniałabym się ku temu, że jest to zwyczajnie agresywne w stosunku do współlokatorów.

      Może Cię to nie pocieszy, ale moja siostra miała współlokatorkę, która załatwiała swoje potrzeby OBOK muszli klozetowej. Tłumaczyła się zazwyczaj, że to z pośpiechu...
      • inez69 Re: Wpadłam w szał bojowy 18.05.12, 11:59
        Jezusie i Mario... Nie wierzę:( W takim razie, może to z okolic toalety trzeba by przenieśc w okolice łóżka delikwentki?
        Mój niepalący współlokator pozwalal swoim gościom palić na balkonie i wyrzucać niedopąłki na trawnik przed blokiem, po imprezach trawnik robił się szarawy, któregoś dnia znalazł wsyztskie pewty, wyzbierane co do jednego, na naszej wycieraczce:) Nauczył się. Pety wzybierał sąsiad mieszkajacy pod nami na parterze.
        • pierwszalitera Re: Wpadłam w szał bojowy 18.05.12, 13:58
          inez69 napisała:

          > Jezusie i Mario... Nie wierzę:( W takim razie, może to z okolic toalety trzeba
          > by przenieśc w okolice łóżka delikwentki?

          A ja wierzę. Przez bardzo krótki czas mieszkałam w internacie (ale nie w Polsce) dla międzynarodowej młodzieży. Żadne tam niedorozwinięte matołki, każdy posiadał co najmniej maturę zrobioną w kraju ojczystym. I wtedy dowiedziałam się, że istnieją spore kulturowe różnice w korzystaniu z wychodka. Ten czas wyprałam z pamięci. ;-) I jeszcze chciałam dodać, że nie jestem pedantką, moja osobista umywalka może być upaćkana długo pastą do zębów, pod warunkiem, że to ja paćkam, ewentualnie mój luby. Ale obcym paćkaniem się brzydzę i w warunkach korzystania z wieloosobowej łazienki albo kuchni, wolę porządek i czystość zamiast zastanawiania się, czy to moja warstwa bruda jest akurat na górze. ;-)
          Ja zamiast gadania z współlokatorami w akademiku (słowa są ulotne) napisałabym im listy i wywiesiła do tego coś mocno widocznego na ścianie. Listę reguł. Jeżeli konieczne, a jak widać konieczne, także takie oczywistości jak o spuszczaniu za sobą wody.
          • inez69 Re: Wpadłam w szał bojowy 18.05.12, 14:28
            Też pomyślałam o takiej liście, regulaminie? Napisanym w lekkiej formie. Jesli ktoś olewa co sądzą o nim inni i nie przeszkadza mu smród i brud, to pewnie się nie przejmie, ale warto sprobować.
            • pierwszalitera Re: Wpadłam w szał bojowy 18.05.12, 15:08
              inez69 napisała:

              > Też pomyślałam o takiej liście, regulaminie? Napisanym w lekkiej formie. Jesli
              > ktoś olewa co sądzą o nim inni i nie przeszkadza mu smród i brud, to pewnie się
              > nie przejmie, ale warto sprobować.

              Ja biorę pod uwagę dwie możliwości. Pierwsza, to, że niechlujstwo wynika z niewiedzy, braku odpowiedniej socjalizacji ( w domu nikt nam nie pokazał) i wyjątkowo wysokiej tolerancji, wynikającej zwykle z piewszych dwóch powodów. Dzieciom wchowanym w brudzie, brud i smród nie przeszkadza i nie zdają sobie sprawy, że może komuś innemu przeszkadzać. Wtedy taki regulamin na ścianie jest dla nich może nowością, ale pokazuje też, że istnieją normy wspólnego życia, które mogą mieć pewne znaczenie i może zechcą się przynajmniej zaznajomić. Już wielekrotnie przekonałam się w życiu, że oczekiwanie, że wszyscy uznają za normę, to samo co my, jest naiwnością. Druga możliwość polega na tym, że współlokatorom reguły są znane, ale świadomie ignorują. Wtedy wywieszając reguły na widocznym miejscu mamy szansę ma wywołanie u nich pewnego dysonansu. Regulamin będzie im ciągle przypominał jakimi są świniami. Oczywiście nie na każdego będzie to działało, istnieją twardziele psychopaci, bez cienia społecznego sumienia, ale większość ludzi daje się wyrzutami sumienia całkiem nieźle manipulować i kontrolować. ;-)
              • helenka333 Re: Wpadłam w szał bojowy 18.05.12, 18:04
                Nie sądzę by jakieś listy pomogły i to bardziej niż rozmowa w cztery oczy. Głównie dlatego, że komunikat, który nie będzie skierowany do konkretnej osoby i wydany przez konkretną osobę, przez każdego z pozostałych użytkowników zostanie olany. Poza tym jak ktoś może nie zauważać, że nie spłukuje po sobie wody, takiego komunikatu też 'nie zauważy', albo stwierdzi, że to nie do niego. Dlatego myślę, że lepiej jednak porozmawiać, zwrócić uwagę na pewne kwestie, może uzmysłowić pewne sprawy i ustalić grafik sprzątania na zasadzie: w tym tygodniu ania sprząta toaletę, zosia łazienkę, a agnieszka korytarz. A jak nie posprzątają to iść i zapytać dlaczego i kiedy to zrobią.
                • pierwszalitera Re: Wpadłam w szał bojowy 18.05.12, 23:01
                  helenka333 napisała:

                  > Nie sądzę by jakieś listy pomogły i to bardziej niż rozmowa w cztery oczy. Głów
                  > nie dlatego, że komunikat, który nie będzie skierowany do konkretnej osoby i wy
                  > dany przez konkretną osobę, przez każdego z pozostałych użytkowników zostanie o
                  > lany.

                  Nie zgadzam się. Rozmowy w cztery oczy guzik dają, bo gadane treści mają bardzo małą siłę rażenia. Zapytaj pierwszego lepszego rodzica, ile wnosi ciągłe zrzędzenie i przypominanie dzieciom o obowiązkach. Tylko pisane reguły, plany i zasady, wyrażone w bezpośredni sposób i wywieszone w dobrze widocznych miejscach się sprawdzają. Zobacz post ciocizlejrady.
                  • helenka333 Re: Wpadłam w szał bojowy 19.05.12, 09:57
                    Tylko pisane reguły, plany i zasa
                    > dy, wyrażone w bezpośredni sposób i wywieszone w dobrze widocznych miejscach si
                    > ę sprawdzają.

                    Samo wywieszenie kartki z regułami moim zdaniem w żaden sposób nie jest bezpośrednie. Natomiast nie neguję, że nie jest potrzebne, jak pisałam o grafiku sprzątania to miałam na myśli napisanie tego grafiku i wywieszenie go w widocznym miejscu, no to dość logiczne. Ale jeżeli ktoś by mi wywiesił taki grafik czy też jakieś reguły, które nie byłyby ze mną wcześniej omówione i ustalone to bym to olała.
                    • pierwszalitera Re: Wpadłam w szał bojowy 19.05.12, 11:06
                      helenka333 napisała:

                      > Samo wywieszenie kartki z regułami moim zdaniem w żaden sposób nie jest bezpośr
                      > ednie. Natomiast nie neguję, że nie jest potrzebne, jak pisałam o grafiku sprzą
                      > tania to miałam na myśli napisanie tego grafiku i wywieszenie go w widocznym mi
                      > ejscu, no to dość logiczne. Ale jeżeli ktoś by mi wywiesił taki grafik czy też
                      > jakieś reguły, które nie byłyby ze mną wcześniej omówione i ustalone to bym to
                      > olała.

                      Ale ja nie pisałam o grafikach typu "łazienkę sprząta się w piątek pomiędzy 16 a 18", bo zdaje się, że takie regulaminy już tam są i są olewane. Mnie chodzi o proste komunikaty, typu "Spuszczaj po sobie wodę, bo nie jesteś chińskim cesarzem i nie będziemy wróżyć losów narodu z twojego kału". Zanim bowiem dojdziemy do szorowania podłogi szczoteczką do zębów przed codziennym porannym apelem należy chyba zacząć od podstawowych zasad, bo jak ktoś ma wiedzieć, że komuś przeszkadza brud na umywalce, skoro nie wstydzi się zostawiać swoje własne odchody na wierzchu?
                      • helenka333 Re: Wpadłam w szał bojowy 19.05.12, 11:38
                        "Spuszczaj po sobie wodę, bo nie jesteś chińskim cesarzem i nie będziemy wróżyć losów narodu z twojego kału"

                        padłam hehe
                  • kotwtrampkach Re: Wpadłam w szał bojowy 19.05.12, 22:54
                    pierwszalitera napisała:

                    > Nie zgadzam się. Rozmowy w cztery oczy guzik dają, bo gadane treści mają bardzo
                    > małą siłę rażenia. Zapytaj pierwszego lepszego rodzica, ile wnosi ciągłe zrzęd
                    > zenie i przypominanie dzieciom o obowiązkach.

                    Ciągłe zrzędzenie - ok, nic nie daje.
                    Ale rozmowa - udzielenie informacji - tak

                    Mnie tak uczono, ze zanim przejdziemy do opierdalania na apelu porannym, dobrze jest zwrócić uwagę (bo może o tym nie wiedział) w cztery oczy, potem w obecnosci kogoś (grupy, przełożonego etc), potem dopiero upokarzamy w większym gronie.

                    I jeszcze jedno - nie rozumiem dlaczego rozmowa z kierowniczką jest podpierdalaniem. Jeżeli ktoś uniemożliwia mi normalne funkcjonowanie swoim zachowaniem, rozmowa i informacje nie pomagają, to prosze o pomoc. Albo nabawiam się nerwicy, czuję się wykorzystywana, nabawiam się nerwicy (to daje kasę terapeutom w przyszłości, więc przynajmniej obieg pieniądza zapewniony)
                    a taki kontakt z "władzą" (z silniejszym po prostu) może pomóc uświadomić problem brudasowi.
          • miss-alchemist Re: Wpadłam w szał bojowy 19.05.12, 10:45
            > Ja zamiast gadania z współlokatorami w akademiku (słowa są ulotne) napisałabym
            > im listy i wywiesiła do tego coś mocno widocznego na ścianie. Listę reguł. Jeże
            > li konieczne, a jak widać konieczne, także takie oczywistości jak o spuszczaniu
            > za sobą wody.

            W łazience wisi od kilku miesięcy już, razem z grafikiem, instrukcja sprzątania łazienki. Niestety, ponieważ sprzątanie nie jest egzekwowane, to instrukcja jest olewana sikiem prostym.
            W kuchni już zawisła kartka z instruktażem obsługi wspólnej kuchni, z zaznaczonym na czerwono komunikatem, że jak ktoś nie umie się zachować, to niech z kuchni nie korzysta. Wczoraj po południu, ledwo po odetkaniu, już leżał makaron w zlewie =="

            Muszę jeszcze pomyśleć nad instrukcją korzystania z łazienki (wraz z takimi oczywistościami, jak spuszczanie po sobie wody etc) i z pralni. Bo jak potem będę opieprzać poszczególne osoby, to żeby nie było, że nie ostrzegałam.
            • kotwtrampkach Re: Wpadłam w szał bojowy 19.05.12, 22:40
              miss-alchemist napisała:

              > W łazience wisi od kilku miesięcy już, razem z grafikiem, instrukcja sprzątania
              > łazienki. Niestety, ponieważ sprzątanie nie jest egzekwowane, to instrukcja je
              > st olewana sikiem prostym.

              hmm, słyszałam kiedyś że istnieją osoby, które czytają regulaminy, instrukcje obsługi i takie tam... Ale chyba trudno takie spotkać ;-)
              A tak serio - im dłuższy tekst, tym mniejsza szansa, ze ktoś go przeczyta, a co do piero uświadomi sobie i zastosuje się..

              Powieszenie w pobliżu toalety kartki "spuszczaj wodę po" ma szansę zostać dostrzeżone. Chyba szybciej zadziała info "Marysia jest proszona o spuszczenie wody", ale to już chamskie.
              Nie doczytałam jeszcze do końca, ale czy ta osoba wie w ogóle , że to komuś przeszkadza? Ja bym wymusiła jej powrót i doprowadzenie do porządku toalety za pierwszym razem, jak nie zwykłym jęczeniem i obrzydzeniem, to krzykiem i awanturą, ale mnie strasznie takie sytuacje obrzydzają.. Choć pewnie byłabym ciekawa, jak mnożna zapomnieć lub po co zostawia...

              Co do sprzątania całej reszty... Łatwiej ustalić takie reguły, kiedy jest mniej osób, choć to też nie zawsze wystarcza..
        • clarisse Re: Wpadłam w szał bojowy 18.05.12, 14:07
          > Jezusie i Mario... Nie wierzę:(

          No dokładnie to samo pomyślałam.
    • zarin Re: Wpadłam w szał bojowy 18.05.12, 14:10
      Mieszkałam swojego czasu w akademiku, przez rok. W innych miejscach to ja zazwyczaj byłam tą złą jeżeli chodzi o bałaganienie, ale tam syf przerósł moją wyobraźnię. Wszystko tak jak piszesz + tabuny chłopców nieprzyzwyczajonych do robienia czegokolwiek wokół siebie np. umycia się (ergo stale woniejących) + kuriozalne zachowania w stylu zostawianie po sobie zrzuconych ubrań w kabinie prysznicowej (łazienki na korytarzu!) + nachalność seksualna. Dodatkowo np. wkurw, że ja nie mogłam bez opłaty w swojej jedynce przenocować chłopaka, a po akademiku co noc przewijały się tłumy zalanych wrzeszczących ludzi bynajmniej nie będących mieszkańcami. Jedyna korzyść to nauka zasypiania na luzie w dowolnym hałasie.
      • miss-alchemist Re: Wpadłam w szał bojowy 19.05.12, 10:51
        E, nie, u mnie nie jest tak źle :D

        Chłopaki z łącznika to pięknisie, zawsze wymyci i wypachnieni, tylko łazienki nie sprzątają. Nie mam też problemu z nachalnością seksualną, mimo iż to akademik politechniki i chłopców jest zdecydowanie więcej. Łazienki nie są zamykane od środka, a do tej pory tylko raz w ciągu czterech lat zdarzyło się, że ktoś próbował odsunąć zasłonkę - i był to ktoś spoza akademika. Został spacyfikowany w ciągu pięciu sekund przez swojego kolegę, mieszkańca piętra.

        Swoją drogą, poprzednie dwa lata mieszkałam na innym piętrze, w łączniku z samymi facetami (tzn ja z współlokatorką + 6 chłopa). Łazienka była posprzątana ZAWSZE, gdy tylko im się zdarzyło zabrudzić łazienkę w sposób inny niż zwykle, to też od razu posprzątali. Od tego roku dostałam lepszy (tj. większy) pokój, ale w pakiecie niestety gorszych sąsiadów, nie tylko w łączniku, ale chyba też na całym piętrze.
    • ciociazlarada Inspiracja: wyrazisty komunikat 18.05.12, 19:28
      Ostatnio przechodząc przez kampus zobaczyłam taki wyrazisty komunikat przyklejony na drzwiach.

      FOR FUCK'S SAKE KEEP THIS DAMN DOOR CLOSED. YOU ARE COMPROMISING BUILDING'S SECURITY, YOU FUCKNUTS!

      Co przechodzę, to drzwi są zamknięte, więc działa. Może ta drobna inspiracja pomoże Ci w zostawianiu komunikatów dla współlokatorki, która znaczy teren kałem.
    • anka_z_lasu Re: Wpadłam w szał bojowy 18.05.12, 20:43
      Piszesz, ze z akademika nie możesz się wynieść. A możesz dobrać sobie innych współlokatorów do tego segmentu? Albo jednak wynająć mieszkanie, z kilkoma osobami - może będzie trochę drożej ale spokój. Może ta Twoja współlokatorka nadaje się do tego? I przygruchać jeszcze kogoś. Właśnie teraz jest dobry czas na to, kiedy kończy się rok akademicki.
      • miss-alchemist Re: Wpadłam w szał bojowy 19.05.12, 10:58
        > Piszesz, ze z akademika nie możesz się wynieść. A możesz dobrać sobie innych ws
        > półlokatorów do tego segmentu? Albo jednak wynająć mieszkanie, z kilkoma osobam
        > i - może będzie trochę drożej ale spokój. Może ta Twoja współlokatorka nadaje s
        > ię do tego? I przygruchać jeszcze kogoś. Właśnie teraz jest dobry czas na to, k
        > iedy kończy się rok akademicki.
        Sąsiadów z segmentu wyprowadzić przecież nie mogę :P

        Wyprowadzić się mogę, ale to decyzja wymagająca naprawdę głębokiego przemyślenia. Za akademik płacę zaledwie 260 zł ze wszystkim, w ogóle nie ma opcji, żebym znalazła przyzwoite mieszkanie w tej cenie (a mieszkanie np. w 4 osoby w pokoju nie jest wg mnie żadnym rozwiązaniem, z deszczu pod rynnę). Chcę się wyprowadzić od października, mam nawet przyzwoitą ofertę od znajomego - tyle, że jeśli mam się wyprowadzać, to wolałabym od razu z moim chłopakiem, który, póki co, nie ma żadnego stałego dochodu, a w domu nie musi za nic płacić :P No i też ja muszę mieć pewniejsze źródło utrzymania, niż kredyt studencki. NA stypendium w tym semestrze załapałam się ledwo, ledwo (tzn. miałam średnią 5.0, ale dla mojej uczelni to jeszcze mało :P). To łatwo powiedzieć - wyprowadzić się, tylko nie chciałabym się zorientować w pewnym momencie, że miejsca w akademiku już nie mam, a na opłacanie mieszkania mnie nie stać. Do akademika trudno wrócić, bo więcej chętnych niż miejsc.
        • turzyca Re: Wpadłam w szał bojowy 19.05.12, 20:27
          ić :P No i też ja mus
          > zę mieć pewniejsze źródło utrzymania, niż kredyt studencki. NA stypendium w tym
          > semestrze załapałam się ledwo, ledwo (tzn. miałam średnią 5.0, ale dla mojej u
          > czelni to jeszcze mało :P).


          Skladaj papiery na stypendium ministra. Sporo papierologii, bo juz sam formularz to pare stron, do tego chyba musisz miec jakas opinie, ze faktycznie jestes taka super, i nie mozesz miec kampanii wrzesniowej, ale kasa jest przyzwoita, wiec warto sie wysilic i opisac w superlatywach swoje osiagniecia.
          • miss-alchemist Re: Wpadłam w szał bojowy 19.05.12, 20:53
            Myślałam o tym, ale brakuje mi jednego podpunktu, tzn. dodatkowych osiągnięć naukowych. Tzn teoretycznie liczy się praca w kole naukowym, ale koło naukowe, do którego należałam, wyjątkowo cienko przędło, więc wiele w nim nie zdziałałam. Drugie koło, które mnie interesuje, to jest trochę koło-widmo, bo na maile nie odpowiadają, spotkań oficjalnych nie mają, a opiekun koła jest niemalże nieuchwytny. W sumie dziwi mnie to, że przy takim kierunku studiów nie działają prężnie koła naukowe, bo pole do popisu jest duże.

            Ale w tym roku o tym stypendium myślę poważniej, bo próbuję zrealizować nieobwiązkowe, wakacyjne praktyki (również liczą się jako "dodatkowe osiągnięcia"), a koło naukowe zaczęło realizować pewien projekt, w który mogę się włączyć.

            W sumie sama jestem też sobie winna, bo nigdy nie miałam sesji poprawkowej (ani kampanii wrześniowej, ani poprawek zimą), średnia ze studiów pierwszego stopnia brana do dyplomu ok. 4,75 - ale leszcz jestem, bo mało się udzielam. Serca trochę nie mam chyba do moich studiów :P Akurat kwestia stypendium ministra to moje zaniedbanie, nie niesprawiedliwość systemu, ale jeśli chodzi o stypendium naukowe, to trochę wkurzała mnie sama myśl, że ze średnią 5,0 w ogóle istnieje opcja, żeby nie dostać naukowego. Jedyne, co mi uratowało tyłek, to dodatkowy certyfikat.
            • turzyca Re: Wpadłam w szał bojowy 19.05.12, 21:54
              Tzn teoretycznie liczy się praca w kole naukowym, ale koło naukowe, do
              > którego należałam, wyjątkowo cienko przędło, więc wiele w nim nie zdziałałam.
              > Drugie koło, które mnie interesuje, to jest trochę koło-widmo, bo na maile nie
              > odpowiadają, spotkań oficjalnych nie mają, a opiekun koła jest niemalże nieuchw
              > ytny. W sumie dziwi mnie to, że przy takim kierunku studiów nie działają prężni
              > e koła naukowe, bo pole do popisu jest duże.

              Mowilam o pisaniu w superlatywach? Nalezysz? Nalezysz. To pisz "czlonek kola takiego". Albo w ogole skrzyknij pare osob i zaloz kolejne. Haslo "czlonek-zalozyciel" brzmi jeszcze lepiej. :) Dorzuc do tego wygloszenie referatu czy zorganizowanie wyjscia i masz dodatkowe punkty.

              Mnie dobrze zrobilo przeczytanie wniosku kolegi, o napisaniu paru rzeczy w ogole nie pomyslalam, bo wydawalo mi sie to oczywistoscia, a on wpisywal. Certyfikaty jezykowe, prawo jazdy, zajecia dodatkowe, referaty.
              • magdalaena1977 Re: Wpadłam w szał bojowy 20.05.12, 18:08
                turzyca napisała:

                > Mowilam o pisaniu w superlatywach? Nalezysz? Nalezysz. To pisz "czlonek kola ta
                > kiego".

                Nie znam się na stypendiach ministra, ale mam wrażenie jakbym czytała artykuł o tych kobietach co to nie upominają się o podwyżkę. "Miałam średnią 5, ale to był łatwy semestr", "należę do koła naukowego, ale ono słabo działa".
                Do przodu, dziewczyno!
                • miss-alchemist Re: Wpadłam w szał bojowy 20.05.12, 21:37
                  > Nie znam się na stypendiach ministra, ale mam wrażenie jakbym czytała artykuł o
                  > tych kobietach co to nie upominają się o podwyżkę. "Miałam średnią 5, ale to b
                  > ył łatwy semestr", "należę do koła naukowego, ale ono słabo działa".
                  > Do przodu, dziewczyno!

                  Kiedy nadejdzie taki dzień, że uwierzę w swoje możliwości, to będzie jak dzielenie przez zero. Koniec świata i takie tam :P

                  Ale ostatnio miałam swój dzień chwały, bo napisałam implementację algorytmu w matlabie szybciej niż mój TŻ. Co prawda, on nie pisał go, bo mu się nie chciało, ale uznałam, że czas poświęcony na zmotywowanie się również wlicza się do czasu pracy :P
          • kasiamat00 Re: Wpadłam w szał bojowy 19.05.12, 23:17
            Serio? Bo ja zawsze uważałam, że jest ono dla osób bardzo dużo powyżej średniej bardzo dobrego wydziału. W przybliżeniu tych, co mają realne szanse na doktorat na MIT i podobnych. Przynajmniej tak wyglądało z tego, kto ze znajomych to stypendium miał.
            • turzyca Re: Wpadłam w szał bojowy 20.05.12, 00:10
              Serio to nie wiem. Na MIT po moim wydziale szans nie mam, stypendium mialam. :D Ale ja mam teorie, ze jesli sa szanse, a naklad pracy nie jest olbrzymi, to warto skladac, na to wg. informacji ze strony lapie sie jakas 1/3 wnioskow - bardzo duzo. I myslec jak stereotypowy facet "jestem swietna i tu sa moje fantastyczne osiagniecia".

              Poza tym Miss ma srednia 5,0 - nawet jesli na jej wydziale to malo, to jednak ogolnie jest to swietny wynik.
              • miss-alchemist Re: Wpadłam w szał bojowy 20.05.12, 00:23
                > Poza tym Miss ma srednia 5,0 - nawet jesli na jej wydziale to malo, to jednak o
                > golnie jest to swietny wynik.
                5,0 to miałam na ostatnim semestrze, wtedy to nie był jakiś super wynik, bo dość łatwy semestr (myślę, że na te 80 osób z 10 miało taką średnią), ale studia skończyłam z mniej więcej 4,65 z samych ocen, praca i obrona podwyższyły mi to na jakieś 4,75 (czyli ocenę bardzo dobrą na dyplomie). Na moim wydziale nie sądzę, żeby średnia znacząco przekraczała 4,0 - jak to zwykle na wydziałach elektrycznych. Kierunek uchodzi za dość mocny, wydział ogólnie jest dość dobry. Tylko że 5,0 to jest mało, jeśli ktoś chce mieć nagrodę rektora (tak się teraz nazywa stypendium naukowe), a na roku zostaje 45 osób. Stypendium dostało 6, chociaż miało dostać 5. To efekt nowej wspaniałej ustawy o szkolnictwie wyższym, która narzuca uczelniom, jaki procent studentów może dostać stypendium, narzuca także kryteria (stypendium nie jest za samą średnią, ale także za osiągnięcia naukowe lub sportowe), dodatkowo ogranicza ilość kasy na naukowe - podział musi być minimum 75:25 na rzecz socjalnych. Może być więcej na socjalne, co jest dla mnie oczywistą bzdurą. W związku z tym po ostatnim semestrze, żeby w ogóle marzyć o stypendium należało mieć 5,0 + jakieś osiągnięcie dodatkowe. Jeśli kilka osób miało tyle samo punktów w rankingu, to uwzględniano dalsze kryteria (bo nie może dostać więcej osób, niż sobie zaplanowali).

                Tak to się motywuje studentów do nauki na polskich uczelniach :P Tak, wiem, marudzę, ale powiem szczerze, że zmiany w ustawie sprawiły, że poważnie zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy nie iść na drugi stopień na zaoczne i jednocześnie do jakiejś pracy... Teraz żałuję, że tak nie zrobiłam, nawet jeśli kosztowałoby mnie to pół roku przerwy.
                • turzyca Re: Wpadłam w szał bojowy 20.05.12, 00:38
                  Tylko
                  > że 5,0 to jest mało, jeśli ktoś chce mieć nagrodę rektora (tak się teraz nazywa
                  > stypendium naukowe), a na roku zostaje 45 osób. Stypendium dostało 6, chociaż
                  > miało dostać 5.

                  Dlatego szukaj kasy poza uczelnia. Jestes swietna i nie ma powodow, zeby ktos nie mial dofinansowac akurat Twoich studiow.

                  A ministerialne w moich czasach bylo nawet 3,5 raza wyzsze niz uczelniane...


                  > Tak to się motywuje studentów do nauki na polskich uczelniach :P

                  Nie wiem, czy u mnie w ogole sa stypendia naukowe uczelniane. Ale iles tam instytucji jest, trzeba sie tylko podobijac. W Polsce tez sa stypendia nieuczelniane, moze troche mniej, ale poprobowac warto.
              • mszn Re: Wpadłam w szał bojowy 20.05.12, 08:16
                Mogę potwierdzić - stypendium ministra dostają przede wszystkim ci, którzy potrafią się dobrze sprzedać i napisać wniosek. A jeszcze 2 lata temu to było 1300 zł miesięcznie.

                Przy czym akurat średnia ocen jest tylko jednym z warunków, i nie najważniejszym. Oni uwielbiają koła naukowe, jeżdżenie na konferencje, publikowanie (bez sensu taki wymóg poniżej studiów doktoranckich btw), różniste aktywności na wydziale.

                Ponieważ pieniądze były w zasadzie jak pensja (zwłaszcza połączone z dwoma innymi stypendiami), więc i całe studia traktowałam jak pracę, bo się to zwyczajnie opłacało - cały rok kombinowałam, co by tu jeszcze zrobić, żeby wniosek ładniej się prezentował w czerwcu. Jest to do zrobienia, dobrze jest zacząć myśleć o takich sprawach wcześnie, od pierwszego roku właściwie, wtedy naturalnie się to wszystko kumuluje i w drugiej połowie studiów dostaje się takie stypendium praktycznie z automatu.
                • ochanomizu Re: Wpadłam w szał bojowy 20.05.12, 10:42
                  > Mogę potwierdzić - stypendium ministra dostają przede wszystkim ci, którzy potr
                  > afią się dobrze sprzedać i napisać wniosek.
                  I ci, których promotor (czy opiekun naukowy) potrafi taki wniosek świetnie uzasadnić ;)
                  • turzyca Re: Wpadłam w szał bojowy 20.05.12, 12:13
                    > I ci, których promotor (czy opiekun naukowy) potrafi taki wniosek świetnie uzas
                    > adnić ;)

                    Nie musi byc promotor/opiekun naukowy, moze byc dowolny (samodzielny?) pracownik naukowy, ktory uwaza, ze warto nas poprzec.
                  • mszn Re: Wpadłam w szał bojowy 20.05.12, 15:29
                    Wiesz co, póki studiowałam we Wrocławiu, to mogłam sobie pomarzyć o jakimkolwiek opiekunie, który by nie "pisał" opinii naukowych metodą "to pani napisze, a ja się podpiszę". Przy składaniu papierów na studia w Holandii było mi za to tak wstyd (choć przecież to nie ja dawałam ciała), że o opinię prosiłam ludzi z innego miasta.
                    • ochanomizu Re: Wpadłam w szał bojowy 20.05.12, 18:21
                      Ja też z Wro;), z tej samej uczelni (inny wydział) i mój promotor opinii nie pisał metodą "to pani napisze, a ja się podpiszę".
                • turzyca OT publikacje 20.05.12, 12:20
                  publikowanie (bez sen
                  > su taki wymóg poniżej studiów doktoranckich btw),

                  Znowu kwestia przypadku - na moim wydziale nie bylo sensu skladac wniosku na doktoranckie, jesli sie nie ma jakichs publikacji.
                  W zwiazku z czym moj promotor bardzo pilnowal, zebym publikowala. Do tej pory umieszczam niektore z tych publikacji wsrod moich osiagniec, bo naprawde maja bardzo przyzwoity poziom.


                  Aczkolwiek pewnie w zaleznosci od zawodu i planowanej przyszlosci w niektorych wypadkach lepiej miec w CV jakas prace niz stypendia ministerialne. A w innych na odwrot. :)
                  • mszn Re: OT publikacje 20.05.12, 15:32
                    Według mnie WYMÓG publikowania jeszcze w magisterskich czasach to za dużo. Co oczywiście nie znaczy, że nie warto/trzeba wdrażać młodzieży do badań i jeśli ich efekty są dobre, to do publikowania.
                    • turzyca Re: OT publikacje 20.05.12, 18:49
                      Nie, nie ma wymogu, skadze. Tylko za publikacje jest punkt. Nie ma tez wymogu jezdzenia na konferencje. Tylko za to tez jest punkt. A cytujac mojego promotora "no, zdarzalo sie, ze przyjmowano ludzi z 19 punktami, a nawet tylko z 18. Ale jak bedzie 7 osob z 20 punktami, a miejsc tylko 6, to przyjma 7, wiec lepiej nie ryzykowac i miec 20. To pani napisze ten tekst, dobrze?" Ale fakt tez, ze zadbal, zebym miala z czego ten tekst napisac i nadzorowal pisanie.
    • miss-alchemist juwenalia 19.05.12, 23:08
      Właśnie ktoś spoza akademika rzyga w naszym kiblu. God, why? Czy to wszystko musi się dziać na raz?

      Ale tym razem ostrzegłam towarzysza rzygacza, że to ma być posprzątane, zanim tam pójdę.

      I wczoraj ktoś urwał deskę.

      [wybaczcie, że tak marudzę, ale ostatnie dwa tygodnie były dla mnie wyjątkowo ciężkie i muszę gdzieś to wygadać]
      • helenka333 Re: juwenalia 20.05.12, 13:18
        Ale Ty też się trochę na juwenaliach bawisz? Btw jakie miasto?
        • miss-alchemist Re: juwenalia 20.05.12, 13:55
          Bawiłam się w piątek, wczoraj były koncerty hiphopowe, więc nawet nie chciało mi się wychodzić z akademika. Ja ogólnie nie przepadam za takimi imprezami, jak dla mnie za dużo ludzi na metr kwadratowy :P Dlatego na juwenalia zwykle idę tylko na chwilę spotkać się ze znajomymi za akademikami, a kiedy alkoholizacja osiąga apogeum, uciekam w jakieś bezpieczne miejsce.

          Miasto Łódź.
    • moderacja.stoff Uprasza się o... 20.05.12, 12:28
      ... nieużywanie wulgaryzmów.
      Dziękuję.
    • ankh_morkpork Jeszcze jeden pomysł... 20.05.12, 22:55
      ... a zrzutka na panią sprzątaczkę? Ja na jednym roku studiów trafiłam w akademiku do modułu, gdzie na 4 pokoje w 3-ech byli faceci. Nie mieli natchnienia do dyżurów sprzątających, ale byli na tyle fair, że organizowali comiesięczną zrzutkę i opłacali umówioną panią sprzątaczkę, która raz (czy dwa razy - już nie pamiętam) na tydzień przychodziła sprzątnać naszą łazienkę.

      Może któraś z pań sprzątaczek pracujących w Waszym akademiku chciałaby sobie dorobić? Tylko jak syf w łazience będzie za duży, to skasuje Was jak za zboże.

      PS. Na wszelki wypadek nie bierz na siebie obowiązku zbierana kasy, bo jeszcze wyjdzie, że z własnych będziesz płacić i tygodniami potem od współlokatorów odzyskiwać...
      • kasica_k Re: Jeszcze jeden pomysł... 22.05.12, 02:34
        Ja bym w ogóle od tego zaczęła. Tj. od pisma do odpowiedniej instancji, że prosisz o zatrudnienie sprzątaczki na koszt osób, które nie sprzątają, ponieważ nie zamierzasz być za darmo jedyną osobą sprzątającą cały korytarz. Ale ja to aspołeczna jestem...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka