nutellica
09.09.12, 12:55
Postanowiłam wreszcie zarejestrować się na Lobby (czytam od kilku lat) i zaczynam swoją aktywność od tego pełnego desperacji, zupełnie niestanikowego wątku ;D Pod względem doradczym to forum jest dla mnie bardzo udane, tj. pod względem odpowiedzi i pomysłów na rozwiązanie problemów, zawsze znajdzie się dobra dusza i fajna rada. Mam nadzieję, że i mnie ktoś pomoże, bo…
Mam ogromny problem. Śmierdzący, przykry problem.
Od razu zaznaczam, że myję się codziennie, używam antyperspirantu (Lady Speed Stick, sztyft, jakby co, czasami trafi się coś innego), golę pachy (to podobno istotne przy potowych problemach) itd. ;-) Jednak niektóre z moich ubrań zaczynają śmierdzieć po jakimś czasie używania (nie ciągłego oczywiście!). Pocę się w normie, nie zauważyłam wzmożonego pocenia, ale problem z bluzkami zaczyna się od pierwszego „przepocenia”, kiedy zmoczy się materiał pod pachami. Bluzka wytrzymuje max. 3 takie sytuacje, a po jakimś czasie zaczyna śmierdzieć sama z siebie. Wyciągam z szafy wypraną bluzkę, zakładam, a gdy tylko ciuszek poczuje pod pachami (tylko tam śmierdzi) ciepło, zaczyna wydzielać taki kwaskowaty smrodek. Nie jestem w stanie tego wytrzymać i zdejmuję go, ale pranie nie pomaga – sytuacja się powtarza, aż w końcu ubranie ląduje w koszu. Koszu na śmieci, bo do kosza na pranie już się nie nadaje.
Jedna bluzka była ekstremalnym przypadkiem zasmrodzenia – śmierdziała już wyjęta z pralki, śmierdziała po wymoczeniu w occie, płynie do płukania, szorowaniu szczoteczką i wszystkich sposobach, o jakich przeczytałam w internecie. Ponieważ i tak spisałam ją na straty, postanowiłam zrobić eksperyment – wycięłam materiał pod pachami i ponosiłam cały dzień pod swetrem. I co? Nic nie śmierdziało. Wygląda to tak, jakby materiał był przesiąknięty potem i dezodorantem, bakteriami, grzybem?!, cholera-wie-czym, które uaktywniają się po ogrzaniu. Najpierw myślałam, że to ze mną jest coś nie tak i dopisałam smrodliwość jako kolejną rzecz do długiej listy moich usterek, ale...
Opisana sytuacja dotyczy tylko niektórych ciuchów. Część ubrań noszę latami i problem po prostu nie występuje. Cześć, zwłaszcza kupiona niedawno, jest po prostu śmierdziuszkowata, zwłaszcza koszulki, ale nie tylko – sweter z Zary, marynarka, niektóre sukienki (serce mi pęka na tę myśl), białe bluzki koszulowe (plus żółte plamy podpachowe)... Moja mama też ma ten problem i też objawia się tylko w niektórych ciuchach, doszłyśmy do wniosku, że niektóre materiały nie są z nami kompatybilne ;-) Na pewno śmierdzi poliester. Nie cierpię tego materiału i wiem, że jak jest chociaż 1% poliestru w koszulce to prędzej czy później wyrzucę ją z powodu smrodu. Niestety sprawa nie jest taka prosta – bawełna jest ok (koszulki z Decathlonu używane do ćwiczeń, nieśmiertelne), ale nie każda – rzekomo 100% bawełny w prostej bluzce, a zaczęła śmierdzieć po miesiącu (plus żółte plamy pod pachami -.-). Podejrzewam też elastan, ale nie w każdej bluzce jest problemem. Często zdarza się połączenie wiskozy z elastanem i nieufnie do niego podchodzę. Po prostu boję się, że znowu wyrzucę pieniądze w błoto.
Wiem też, że nie wszyscy mają problem – moja przyjaciółka nosi chyba 5 rok tę samą koszulkę ze sztucznymi materiałami, którą ja po pół roku wyrzuciłam. Była aż żółta pod pachami (kolejny pokrewny problem) i cuchnęła :/ U niej jest świeżo i pięknie.
Do napisania postu skłoniła mnie bluzeczka Biubiu, odkupiona jakiś czas temu (Kocio Kocio). Była już używana, nosiłam ją ok. 3 miesięcy, a wczoraj jak gdyby nigdy nic i ona zaczęła śmierdzieć ;-(. Okropnie się wściekłam, bo wiem, że to zwiastuje jej koniec. Jeszcze bardziej się wściekłam, bo na jesień chcę kupić kilka biubluzek i nie chcę, żeby ta inwestycja poszła na marne, dla mnie są one dość drogie. A jeszcze bardziej mi smutno, bo staram się zmienić podejście do budowania garderoby i kupować ubrania uniwersalne, idealne, idealnie w moim stylu, które posłużą mi na długo. I co z tego, że po miesiącach poszukiwań znajdę To Coś, skoro cudowny ciuszek zacznie śmierdzieć?
Podejrzewam, że to wina kilku rzeczy albo kompilacja kilku z nich:
- materiały! (bo skoro część ubrań nie śmierdnie to znaczy, że może materiały są lepsze?)
- pechowy osobnik (czyli ja – może mam jakiś jadowity pot, który wchodzi w reakcję ze sztucznizną? Przykład z przyjaciółką pokazuje, że niektórych ten problem omija, szczęściarze)
- złe środki do prania (kto wie?)
- antyperspirant (do niego dochodzi problem żółtych plam)
Dlatego chciałam Was zapytać, czy któraś również ma taki problem? Lub więcej problemów jak ja? :D Jak sobie z tym radzić? Jest sposób na uszkodzone smrodem ciuchy czy czeka je tylko kosz na śmieci? Co kupować, żeby uniknąć takich przykrych niespodzianek? Czego nie kupować (bo że koszulek z Reserved to już wiem).
Znalazłam kilka wątków na forach, ale właściwie nic nowego się nie dowiedziałam, oprócz tego, że inni też mają ten problem i wyrzucają z jego powodu ciuchy. Nawet mnie to nie pociesza.