Dodaj do ulubionych

Zupelnie tego nie rozumiem!

    • madzioreck Malagracjo 06.12.08, 23:17
      Piszesz, że masz właściwie nieograniczone fundusze, może odkładaj sobie co nieco
      na tzw. czarną godzinę? Może głupia rada, ale tak mi przyszło do głowy...
      • malagracja Re: Malagracjo 07.12.08, 19:25
        Staram sie tak robic. Ale ukryc mi sie nie da zbyt wielkiej sumy pieniedzy
        (musze pokazywac paragony). A pienaidze, ktore oszczedzalalam od 7 roku zycia,
        sa na kacie do ktorego maja dostep tylko rodzice - jestem uziemiona.
    • mokta Napisać sie nie boisz a zadzwonić tak? 06.12.08, 23:56
      Rusz sie i poszukaj jej numeru. Czego boisz sie bardziej? Teraz rozmowy z nią
      (jak dobrze to rozegrasz to na swoich warunkach) czy w gabinecie z kochającym
      tatusiem? Bo uwierz mi, po takiej rozmowie bedziesz musiała jego i matke
      przepraszać pół roku za to "co im zrobiłas". Znam z własnego przykladu...
      • plica Re: Napisać sie nie boisz a zadzwonić tak? 07.12.08, 12:46
        dziewczyny nóż się w kieszeni otwiera, kiedy czytam, ze malagracja nie jest wcale takim wyjatkiem i co chwila znajduje sie nastepna dziewczyna z podobnymi doswiadczeniami. podobne historie maja tez moje kolezanki, troche starsze pokolenie i te jeszcze starsze. czy naprawde nic sie u nas nie zmienia?
        ostatnio obserwuję kilka akcji spolecznych polegajacych na rozwieszaniu plakatow w blokach, na klatkach. jeden plakat jest o przemocy domowej wzgledem kobiet, drugi o biciu dzieci. i przerazajace dla mnie jest to, ze wiem, ze taki skurczybyk, albo zona takiego gnoja widza ten plakat i nie pomysla ze to o nich, bo przeciez nie sa "patologią", bo maja przeciez kase i wysylaja dziecko na studia.
        naprawde jest tyle do zrobienia :(
        • masza.s Re: Napisać sie nie boisz a zadzwonić tak? 07.12.08, 18:46
          Plico kochana.
          U mnie się zmieni. To jest mój cel. Moje dzieci będą miały fajną matkę i
          postaram się o to, by miały fajnego ojca.
          To jest kwestia przenoszona z pokolenia na pokolenie, rodzice nauczyli dzieci
          przemocy, a wiele środowisk u nas usprawiedliwia bicie i podciąga je pod klapsa,
          kara typu "idź spać bez kolacji" ( prosta droga do zaburzeń odżywiania w
          przyszłości, skoro jedzenie ma być tak traktowane) też nie jest rzadkością.
          Moi rodzice nie są w stanie zauważyć problemu. Dla nich to nie istnieje, a było
          potwornie.
          Ja myślę tak nieśmiało, że to moi rodzice byli i są słabi. Trzeba pamiętać -
          przemoc to słabość.

          Przykre jest to, że moi rodzice nigdy nie będą mieli u mnie autorytetu w wieku
          kwestiach, żyję praktycznie sama, samodzielnie, jest ok, mam mnóstwo wolności,
          ale ludzie nie mogą uwierzyć, że mam jedynie 17 lat. Dużo mi to dało, ale nigdy
          nie powiem, że było warto.

          Co robić? Nie bać się, nie wstydzić. Nie wstydzę się powiedzieć: jestem z
          rodziny dysfunkcyjnej, patologicznej. To nie moja wina i to nie jest powód do
          wstydu.

          Ale wiesz co? Teraz pracuję jako wolontariuszka w Domu Dziecka i tam to
          wychowawcy potrafią się zachowywać... :(
          • malagracja Najgorza rzecz, ktora uslyszalam.. 07.12.08, 19:27
            ..padla z ust pedagog. Powiedzialam jej, że bardzo chce być kochana.
            A ona mi na to, "za wiele oczekujesz".
            • missmurder Re: Najgorza rzecz, ktora uslyszalam.. 07.12.08, 19:36
              Olej to, co mówi. Więcej szkody, niż pożytku. Skup się na maturze, bo od wyników
              trochę zależy. A potem dasz sobie radę, mimo wichury w oczy ;)
              • malagracja Re: Najgorza rzecz, ktora uslyszalam.. 07.12.08, 19:38
                No tak, wiem, ze matura to podstawa..ale czasami czuje cos takiego, ze wszystko
                mam gdzies i na niczym mi juz nie zalezy. Niestety
            • pierwszalitera Re: Najgorza rzecz, ktora uslyszalam.. 07.12.08, 19:38
              malagracja napisała:

              > ..padla z ust pedagog. Powiedzialam jej, że bardzo chce być kochana.
              > A ona mi na to, "za wiele oczekujesz".

              W pewnym sensie miała rację. Może twoje oczekiwania są faktycznie nierealistyczne w tej konketnej sytuacji? Odpisz ludzi, którzy są twoimi rodzicami na straty. Miłości możesz zaznać u zupełnie innych ludzi. Spróbuj, choć to trudne, wyjść z roli pokrzywdzonego dziecka i zadbaj najpierw o swoją godność, jako dorosła, decydująca o sobie osoba. Musisz najpierw pokochać siebie, nie dopuszczać, by ktoś cię krzywdził, a znajdziesz na pewno kogoś, kto cię pokocha.
              • masza.s Re: Najgorza rzecz, ktora uslyszalam.. 07.12.08, 20:08
                Tylko, że miłości rodzicielskiej nic nie zwraca. Da się bez niej żyć, ale nie
                można jej zastąpić.
                • pierwszalitera Re: Najgorza rzecz, ktora uslyszalam.. 07.12.08, 20:30
                  masza.s napisała:

                  > Tylko, że miłości rodzicielskiej nic nie zwraca. Da się bez niej żyć, ale nie
                  > można jej zastąpić.

                  Zbyt wielkie słowa. Nie sentymentalizujmy rodziny. Wiele ludzi jest szczęśliwszych daleko od rodzinnego domu. Czasem zdrowiej jest powiedzeć stop i nie oglądać się za siebie.
                • jud.yta Re: Najgorza rzecz, ktora uslyszalam.. 07.12.08, 21:29
                  masza.s napisała:

                  > Tylko, że miłości rodzicielskiej nic nie zwraca. Da się bez niej
                  żyć, ale nie
                  > można jej zastąpić.

                  Nie da się zyć bez miłości rodzicielskiej, pewnie dlatego rodzice są
                  TACY dla dzieci, bo właśnie tej milości rodzicielskiej dla nich
                  zabrakło :(
              • roza_am Re: Najgorza rzecz, ktora uslyszalam.. 07.12.08, 21:48
                Litero, to nie jest kwestia racji, tylko formy wypowiedzi. Malagracja potrzebowała odpowiedzi emocjonalno-empatycznej, a nie brutalnie realistycznej. Nie chodzi mi o utwierdzanie w złudzeniach czy coś takiego, ale o potwierdzenie, że Gracja ma prawo czuć to co czuje i pragnąć tego, czego pragnie. Nawet jeśli jest to utopijne, przesadne i nierealistyczne. Taka jest przecież natura naszych ludzkich uczuć i potrzeb. Gdyby były racjonalne nie nazywałyby się uczuciami.
                To co tu piszę może się wydawać oczywiste, ale dla osób wychowanych w rodzinach dysfunkcyjnych (DDD, DDA) wcale takie nie jest. Jedną z podstawowych cech takich osób jest trudność w rozpoznawaniu własnych uczuć i pragnień oraz oskarżanie się za posiadanie niektórych z nich.
                Odpowiedź "za wiele oczekujesz" może brzmieć dla takiej osoby jak "nie zasługujesz nawet na odrobinę miłości" czy "jesteś beznadziejna i masz bezsensowne, głupie potrzeby". Sprowadzanie na ziemię jest świetną metodą, ale nie w tej sytuacji.
                • pierwszalitera Re: Najgorza rzecz, ktora uslyszalam.. 07.12.08, 22:24
                  roza_am napisała:

                  > Litero, to nie jest kwestia racji, tylko formy wypowiedzi. Malagracja potrzebow
                  > ała odpowiedzi emocjonalno-empatycznej, a nie brutalnie realistycznej.

                  Nie neguję, że baba postąpiła nieładnie i nieprofesjonalnie, próbuję jednak wytłumaczyć po fakcie, by malagracja nie czuła się właśnie beznadziejna i z głupimi potrzebami. Najwyraźniej rodzice tych potrzeb nie spełniają, nie wiem więc co brutalniejsze, słowa pedagog (albo moje), albo rzeczywistość? Trzeba pamiętać, że miłość rodzicielska nie jest jedyną na świecie. I tak prawdę mówiąc nie znamy wszystkich szczegółów rozmowy, znamy tylko wersję malejgracji. Ja nie zarzucam jej niczego, ale jak sama napisałaś:
                  "Jedną z podstawowych cech takich osób jest trudność w rozpoznawaniu własnych uczuć i pragnień". To wpływa na interpretację rzeczywistości. Do takich problemów należy podchodzić ostrożnie i schładzać emocje, bo będzie jak u pani pedagog.
                  • roza_am Re: Najgorza rzecz, ktora uslyszalam.. 08.12.08, 01:03
                    Właśnie o tę ostrożność mi chodziło i o uwzględnianie, na ile to możliwe,
                    kontekstu całej sytuacji.
            • masza.s Re: Najgorza rzecz, ktora uslyszalam.. 07.12.08, 20:06
              Durne babsko.
              Albo sama jest z toksycznej rodziny i nikt jej nie pomógł. Od takich osób
              najczęściej słyszy się te słowa.
              Nie, bycie kochaną to minimum. Masz prawo tego oczekiwać.
          • tfu.tfu Re: Napisać sie nie boisz a zadzwonić tak? 07.12.08, 19:34
            malagracjo, maszeńka, kuraiko i Wszystkie!
            Dziewczęta Kochane!
            Tak czytam czytam i zęby zaciskam. I dochodze do wniosku, że naprawdę fajne
            dzieciństwo i młodość miało bardzo niewiele osób. Prawie każda z nas miała
            jakieś traumy zafundowane przez rodziców , niektóre, mimo dorosłości wciąż
            cierpią, inne, jak malagracja, tkwią w toksycznym świecie przemocy.
            Jedno, co mogę napisać: walczcie o siebie, codziennie, każdego dnia od nowa. I
            rozmawiajcie z życzliwymi Wam ludźmi, choćby i tu, na forum.
            ściskam Was serdecznie!
          • plica Re: Napisać sie nie boisz a zadzwonić tak? 07.12.08, 20:33
            > U mnie się zmieni. To jest mój cel. Moje dzieci będą miały fajną matkę i
            > postaram się o to, by miały fajnego ojca.
            > To jest kwestia przenoszona z pokolenia na pokolenie, rodzice nauczyli dzieci
            > przemocy, a wiele środowisk u nas usprawiedliwia bicie i podciąga je pod klapsa
            > ,
            > kara typu "idź spać bez kolacji" ( prosta droga do zaburzeń odżywiania w
            > przyszłości, skoro jedzenie ma być tak traktowane) też nie jest rzadkością.
            > Moi rodzice nie są w stanie zauważyć problemu. Dla nich to nie istnieje, a było
            > potwornie.
            > Ja myślę tak nieśmiało, że to moi rodzice byli i są słabi. Trzeba pamiętać -
            > przemoc to słabość.

            a masza, nie masz takich obaw, ze jednak nie do konca dasz rade i ze czyms tam przesiakniesz i przeniesiesz na swoje dzieci?
            to jedna z obaw mojego, dosc doswiadczonego przez rodzica w negatywnym sensie, meza. mam tez kolege, bity i ponizany od małego boi sie miec wlasnych.
            ja mimo wszystko wierze, ze da sie odciac, inaczej postepowac itd. statystyki jednak ciagle mowia mi inaczej. to strasznie smutne.
            • masza.s Re: Napisać sie nie boisz a zadzwonić tak? 07.12.08, 21:12
              Nie. Kiedyś się bałam, ale już nie. Na razie pracuję z cudzymi dziećmi jako
              wolontariusz. Nawet gdybym chciała ( a nie chcę), to ich nie mogę uderzyć,
              podnieść głosu. Dzieci to akurat jedna z rzeczy, których się nie boję. Może to
              przez to, że zawsze w domu były zwierzęta? Że zawsze zajmowałam się szkoleniem
              psów? Nie wiem.

              Widzę siebie w roli matki bez problemu. Gorzej jest co prawda ze związkami, ale
              i tu staram się patrzeć inaczej. Tyle razy o tym myślałam, że przestałam się
              bać. No i ja chyba naprawdę mam paskudnie-wrednie-silny charakter. ;)
              • maith Maszeńko 16.12.08, 12:16
                Maszeńko powinni Cię wystawiać jako wzorzec z Sevres tego jak się nie dać
                dysfunkcyjnej rodzinie. Słuchaj, a może tak napisałabyś książkę? Albo poszła na
                psychologię, potem pisała książki, stworzyła cały system kursów dla osób z
                rodzin patologicznych i stała się sławna? :)
                • pierwszalitera Re: Maszeńko 16.12.08, 15:15
                  maith napisała:

                  > Maszeńko powinni Cię wystawiać jako wzorzec z Sevres tego jak się nie dać
                  > dysfunkcyjnej rodzinie. Słuchaj, a może tak napisałabyś książkę? Albo poszła na
                  > psychologię, potem pisała książki, stworzyła cały system kursów dla osób z
                  > rodzin patologicznych i stała się sławna? :)

                  Oczywiście masza może wybrać studia jakie chce, ale wybieranie psychologii, tylko z powodu własnych negatywnych doświadczeń wydaje mi się nieporozumieniem. Potwierdzałoby to tylko schematy, że na pschologię idą ludzie, którzy sami mają, albo mieli problemy. Osobiste doświadczenie z rodziną dysfunkcyjną, albo innym patologicznym zjawiskiem, nie jest jeszcze kwalifikacją na dobrego specjalistę w tej dziedzinie. Nie trzeba czegoś przejść, by się na tym dobrze znać. A nawet istnieje zagrożenie, że spotykając się z rzekomo podobnymi sytuacjami u potencjalnych pacjentów, przenosimy na nich własne emocje i tracimy objektywną perspektywę. Tego nie należy lekceważyć. Szczególnie bolesne przeżycia z dzieciństwa wgryzają się bardzo mocno w strukturę naszej osobowości, że nie wiadomo kiedy i gdzie się odezwą. Masza jest moim zdaniem bardzo inteligentną dziewczyną, która doskonale przemyślała sobie i pokapowała własną sytuację, ale, i proszę się na mnie nie gniewać, nikogo nie chcę tu krytykować i urazić, u maszy wiele brzmi jeszcze bardzo teoretycznie i trochę jak pobożne życzenie. To co pisze, nie odzwierciedla jej faktycznego wnętrza, tylko jest jej dzielnym planem radzenia sobie z sytuacją. Bardzo ją za to podziwiam, bo lubię ludzi mocnych, którzy chcą uzyskać panowanie nad swoim życiem i myślę, że się jej uda. Najpierw musi być plan i wdraża się go powoli i pragmatycznie w życie. Jednak nie brałabym wszystkich jej "dorosłych" przemyśleń jako pewników, świadczących o pełnej kontroli i jasnym, zrównoważonym podejściu do sprawy. Pod tą intelektualną powierzchnią wiele jeszcze jest niestabilności i niejedna sytuacja mogłaby tą fasadę zburzyć. Doświadczenia maszy nie dopuszczają pokazywania na zewnątrz zbyt wiele słabości i dlatego widzimy ją zwykle tylko z tej mądrej, godnej podziwu strony. Niedoświadczone ucho i oko nie znajdzie w tym nic skonstruowanego. Dla mnie to tylko jedna, ta pokazowa strona medalu. Przepraszam za wyrażenie, które mogło zabrzmieć negatywnie, ale podkreślam, to nie jest krytyka, bo nie wartościuję i uważam też, że to normalny etap psychicznego wyrywania się z takiej rodziny, ale długo jeszcze nie koniec drogi. Zgadzam się też, że autobiograficzna książka utalentowanej pisarki o trudnym dzieciństwie byłaby zapewne hitem i znakomitą samoterapią. :-) A dla wszystkich, którzy czytając mojego posta uniosą się emocją, że pozwalam sobie za wiele, nie stawiam tu diagnoz, tylko opisuję sytuację z mojego punktu widzenia. Nikt nie musi się ze mną zgadzać.
                  • roza_am Re: Maszeńko 16.12.08, 16:58
                    Nie wydaje mi się, żeby Maith proponowała Maszy psychologię jako jedynie słuszną i najlepszą drogę życiową. Przynajmniej ja tak to odebrałam - jako pewną propozycję do rozważenia, a nie kierunek najlepszy z możliwych.

                    A czy warto ten kierunek rozważyć? To zależy jak na to patrzeć. Faktem jest, że wielu uznanych psychologów, psychoterapeutów czy autorów książek psychologicznych poświęciło się określonej wąskiej dziedzinie psychologii ze względu na osobiste lub rodzinne doświadczenia w danym obszarze. Osoby takie mają nie tylko własne doświadczenie, ale i szczególną motywację do pomagania, wspierania czy edukowania określonej grupy osób. Z punktu widzenia odbiorców tychże działań takie zaangażowanie jest jak najbardziej korzystne. Mam wrażenie, że opinia Maith była wyrażona z tego właśnie punktu widzenia - korzyści potencjalnych odbiorców działań Maszy.

                    A czy podjęcie takiej drogi byłoby korzystne dla samej Maszy? Tu faktycznie pojawiają się wątpliwości. Zgadzam się z Literą, że w przypadku wyboru takiej drogi należy dać sobie czas na przepracowanie skutków takich, a nie innych doświadczeń, nabranie dystansu do swojej przeszłości. Generalnie każdy psychoterapeuta powinien przejść własną psychoterapię, a każdej osobie pomagającej innym też to się przydaje. Podobnie jak własna dojrzałość i praktyczna znajomość życia będąca uzupełnieniem wiedzy teoretycznej. Czas, w przypadku osoby z rodziny dysfunkcyjnej, jest ważny także dlatego, że pewne negatywne konsekwencje traumatycznego dzieciństwa mogą się pojawić z opóźnieniem, np. po urodzeniu własnych dzieci.

                    Jest jeszcze jedna kwestia, i chyba to właśnie miała na myśli Pierwszalitera. Masza sprawia wrażenie osoby pełniącej rolę tzw. "bohatera rodzinnego" (artykuł1, artykuł2). [Oczywiście z poprawką na wnioskowanie o takich rzeczach przez internet.] Ktoś taki często bywa nadodpowiedzialny, przedkłada dobro innych nad własne, podejmuje się zadań ponad swój wiek i siły. Jest osobą silną, mądrą i zaradną, chowającą jednak pod maską dzielności swoje własne potrzeby i problemy. Jeśli właściwie odczytujemy z Literą sytuację Maszy, jej działania na rzecz innych mogą być bardzo pożyteczne dla tych innych, a równocześnie szkodliwe dla samej Maszy. Szkodliwość rozumiem jako utrwalanie wyuczonej roli, utrudniające skupienie się na własnych problemach, zaspokajanie własnych potrzeb emocjonalnych i rozwojowych.

                    Generalnie, psychologia, książki - czemu nie (jeśli Masza w ogóle tego by chciała :)), ale jeśli tak, to najlepiej zadbać najpierw o siebie, a dopiero potem o innych.
                    • maith Re: Maszeńko 16.12.08, 20:59
                      Hmm dziecko-bohater... no niewątpliwie Masza jest niesamowicie dojrzała. Dobra,
                      to ograniczmy się do pisania książek i sławy :)
                    • pierwszalitera Re: Maszeńko 16.12.08, 22:39
                      roza_am napisała:

                      > Jest jeszcze jedna kwestia, i chyba to właśnie miała na myśli Pierwszalitera. Masza sprawia wrażenie osoby pełniącej rolę
                      tzw. "bohatera rodzinnego" (artykuł1, artykuł2). [Oczywiście z poprawką na wnioskowanie o takich rzeczach
                      przez internet.] Ktoś taki często bywa nadodpowiedzialny, przedkłada dobro innych nad własne, podejmuje się zadań ponad swój wiek
                      i siły. Jest osobą silną, mądrą i zaradną, chowającą jednak pod maską dzielności swoje własne potrzeby i problemy. Jeśli właściwie
                      odczytujemy z Literą sytuację Maszy, jej działania na rzecz innych mogą być bardzo pożyteczne dla tych innych, a równocześnie
                      szkodliwe dla samej Maszy. Szkodliwość rozumiem jako utrwalanie wyuczonej roli, utrudniające skupienie się na własnych problemach,
                      zaspokajanie własnych potrzeb emocjonalnych i rozwojowych.
                      >

                      Mniej więcej o to mi chodziło. Ale nie tylko. Wiele z tego co masza nam o sobie pisze, wydaje mi się odrobinę nieautentyczne. Sorry, nie znalazłam lepszego słowa. Dla mnie brzmi ona trochę, jak ktoś, kto musi nadrabiać dobrą miną w trudnej sytuacji. Tak jakby czuła się zmuszona starannie ukrywać wszelką słabość pod warstwą przedwczesnej dojrzałości. Masza odgrywa już od dłuższego czasu rolę osoby dorosłej, pełną zrozumienia dla niedojrzałych rodziców i niesprawiedliwego świata, i robi to znakomicie, tylko nie ulegajmy iluzji na podstawie jej pozytywnych postów, podciągających na duchu dobrych i wyważonych rad, że przestała być mocno rozczarowanym dzieckiem. Mnie się wydaje, że masza sama nie chce się do tego przed sobą przyznać. Całkiem zrozumiałe, że starannie ukrywa słabość, ale ludzie mogą w ten sposób mieć szybko wrażenie, że taka silna osoba nie potrzebuje już żadnej pomocy. Ale na wszystko przyjdzie pewnie jeszcze czas, bo do tego trzeba dystansu. Ja w każdym razie życzę jej i malejgracji powodzenia w poradzeniu sobie z sytuacją. :-)
                      A co do psychologów, czy psychoterapeutów, równie wielu nie miało wcześniej żadnych doświadczeń z patologicznymi zjawiskami. Różnicą jest też, czy zajmujemy się czymś, bo zaczęło nas to interesować w trakcie zdobywania naszej specjalizacji, czy decydujemy się na zawód psychologa w związku z negatywnymi przeżyciami w dzieciństwie i chęcią pomocy innym w podobnej sytuacji. Syndrom pomocnika nie jest najlepszą motywacją do wykonywania tego zawodu.
                  • maith Re: Maszeńko 16.12.08, 20:47
                    pierwszalitera napisała:
                    > wybieranie psychologii, tylko z powodu własnych negatywnych
                    > doświadczeń wydaje mi się nieporozumieniem.

                    Ależ wręcz przeciwnie. Miałam tu na myśli jej pozytywne doświadczenia :) Nie bez
                    powodu zaproponowałam to Maszy, a nie Malejgracji.
                    Masza jako nastolatka potrafiła się uporać z poważnymi problemami, a to znaczy,
                    że ma predyspozycje, żeby pomagać innym w radzeniu sobie z poważnymi problemami
                    :) Ona nie udaje, że nigdy jej to wszystko nie spotkało. Wręcz przeciwnie,
                    potrafi już na spokojnie rozdzielić to, co ją spotkało od tego kim jest, z pełną
                    świadomością, na ile te doświadczenia na nią wpłynęły. Godna podziwu dojrzałość
                    jak na tak młodziutki wiek.
                    Jasne, że nie trzeba przeżyć podobnych problemów. Ale to pomaga w zrozumieniu
                    innych. Do tego akurat ofiary przemocy w rodzinie spotykają się ciągle z
                    totalnym niezrozumieniem. Zatem psycholog (czyli osoba posiadająca odpowiednią
                    podbudowę teoretyczną) który może o sobie powiedzieć "Też to przeżyłem i
                    uporałem się z tym" jest w stanie dać im nadzieję, że oni też są w stanie sobie
                    z tym poradzić.
                    • pierwszalitera Re: Maszeńko 16.12.08, 22:55
                      maith napisała:

                      > Masza jako nastolatka potrafiła się uporać z poważnymi problemami, a to znaczy,
                      > że ma predyspozycje, żeby pomagać innym w radzeniu sobie z poważnymi problemami
                      > :) Ona nie udaje, że nigdy jej to wszystko nie spotkało. Wręcz przeciwnie,
                      > potrafi już na spokojnie rozdzielić to, co ją spotkało od tego kim jest, z pełn
                      > ą
                      > świadomością, na ile te doświadczenia na nią wpłynęły. Godna podziwu dojrzałość
                      > jak na tak młodziutki wiek.

                      No widzisz, ja tak nie do końca wierzę w tą pełną świadomość i uporanie sobie z problemami. Ta dojrzałość jest w pewnym sensie wymuszona, na takim crash kursie, na którym uczysz się wprawdzie najważniejszych rzeczy i potrafisz szybko zaimponować wiedzą, ale nie masz czasu, by sobie samemu wszystko dokładnie w głowie poukładać. To nie do końca jest tak pozytywne dla maszy. Dla nikogo zresztą. Dzieci, a nawet nastolatki nie powinny musieć przejmować roli dorosłego.
      • malagracja Nie zadzwonie, 07.12.08, 15:53
        to juz nic nie zmieni, zwlaszcza po przeczytaniu e-maila, w ktorym ona
        wszystkiego sie wyparla i zwala wszystko na moja nieobecnosc na maturze probnej.
    • semele2 WAŻNE 07.12.08, 13:52
      Malagracjo, w jakiej miejscowości mieszkasz?

      Idę dzisiaj na obiad do ciotki, która pracuje - najogólniej mówiąc - w placówce,
      do której trafiają dzieciaki po interwencjach domowych (to się kiedyś nazywało
      pogotowie opiekuńcze, a teraz to szczerze mówiąc nie wiem, chyba się nazwa
      zmieniła). Przepytam ją dokładnie, czy to jest dla Ciebie jakaś furtka. Jeśli
      nie do babci, to może w takie miejsce? Z tego, co kojarzę, ciotka prowadzi grupę
      mniej więcej w Twoim wieku - osoby pełnoletnie albo prawie pełnoletnie, którym
      robi trochę za taką "mamę na dochodzenie" i jej zadaniem jest usamodzielniać ich
      stopniowo. Mieszkamy we Wrocławiu. Spróbuję dzisiaj zdobyć trochę ogólnych
      informacji i wieczorem można by spróbować sprawdzić, czy i na jakich zasadach
      takie coś działa u Ciebie.

      A tak poza tym to powiem brutalnie. Fakt, że komuś się udało skutecznie
      przenieść plemnika w pobliże komórki jajowej nie czyni z tego kogoś skarbnicy
      wiedzy życiowej. Rodzice nie zawsze mają rację. Nam się tylko wydaje, że mają,
      bo jak byliśmy mali, to dzięki takiemu przekonaniu łatwiej było nas powstrzymać
      przed wejściem pod samochód albo włożeniem palców do gniazdka.

      Wiem, jak trudno jest przestać w głębi serca wierzyć w dobrą wolę i absolutną
      wiedzę rodziców. Mam zwyczajny dom, rodziców ani złych, ani fantastycznych, ot w
      normie. I jestem teraz na etapie konfliktów związanych z moim coraz większym
      usamodzielnianiem się (mam 21 lat). Też nic nadzwyczajnego, ot, obu stronom
      trudno jest przywyknąć do nowej sytuacji. I często trudno jest mi postąpić wbrew
      opinii rodziców, mimo że przecież jestem przekonana o tym, że to dobra decyzja.
      Jest taka wewnętrzna mała dziewczynka, która strasznie chce, żeby mamusia ją
      pogłaskała po głowie i dała lizaka. Jeśli ja miałam zawsze stosunkowo sporą
      niezależność i jest to dla mnie problem, wyobrażam sobie, jaki konflikt to musi
      być dla Ciebie. Podziwiam Twoją odwagę. Mogłabym się od Ciebie uczyć.
      • semele2 Re: WAŻNE 07.12.08, 15:40
        Dopytałam i niestety fałszywy alarm :(. Takie placówki przyjmują tylko osoby do
        18 roku życia.
      • malagracja Dziekuje 07.12.08, 15:51
        Szukalam juz miejsc w takich placowkach, ale zeby nawet mnie przyjeli - to bym
        musiala sadzic sie o alimenty. Jestem od nich uzalezniona.
      • kuraiko Re: WAŻNE 07.12.08, 23:43
        "I często trudno jest mi postąpić wbre
        > w
        > opinii rodziców, mimo że przecież jestem przekonana o tym, że to
        dobra decyzja"
        - ooo to właśnie jest najgorsze. w sumie nie musi to być "dobra"
        decyzja, ale własna, podjęta samodzielnie. a potem mam wyrzuty, że
        postępując wbrew ich woli ich "krzywdzę" robiąc im przykrość. to nie
        jest łatwa sytuacja, zwłaszcza że akurat moi rodzice byli w czasach
        mojego dzieciństwa bardzo dobrzy i kochający (to chyba zawsze),
        potem w podstawówce zaczęły się pierwsze sygnały, w liceum jeszcze
        gorzej. do tego dochodzi np fakt, że przez 16 lat mieszkaliśmy w 2
        pokojach, ja z nimi w jednym.
        to głównie konflikt tego, że wiem, że rodzice mnie kochają, ale nie
        rozumieją i nie chcą zaakceptować, a ja postępując po swojemu mam
        uczucie, że ich krzywdzę. nie mogę też się od nich odciąć, bo sama
        ich kocham, mimo że czuję się często przez nich skrzywdzona :/
        co innego gdyby nie było takich uczuć, a sama krzywda...
        • pierwszalitera Re: WAŻNE 08.12.08, 00:39
          kuraiko napisała:

          > to głównie konflikt tego, że wiem, że rodzice mnie kochają, ale nie
          > rozumieją i nie chcą zaakceptować, a ja postępując po swojemu mam
          > uczucie, że ich krzywdzę. nie mogę też się od nich odciąć, bo sama
          > ich kocham, mimo że czuję się często przez nich skrzywdzona :/
          > co innego gdyby nie było takich uczuć, a sama krzywda...

          A na czym ta krzywda ze strony twoich rodziców polega kuraiko? Muszę ci powiedzieć, że doprowadzasz mnie czasem do furii. Ja miałam też problemy z rodzicami, zaczęło się naturalnie w wieku dojrzewania, a do łagodnych charakterków na pewno nie należałam. Były kłótnie, awantury i ucieczki z domu. A jednak nie czułam się krzywdzona, bo wiedziałam, że wszystko co robią, robią na swój sposób dla mojego dobra. Trzeba było nieraz podkulić ogon i nie pytać o akceptację. Jak niewiele po maturze wyprowadzałam się z domu i wyjeżdżałam prawie 1000km dalej, to odczuwałam wielką ulgę i oszołomiona byłam poczuciem wolności. I powiem ci jedno, gdybym zrobiła tak ty, nie dokończyła studiów, które by mi finasowali (mi nie płacili), nie podjęła żadnej pracy (ja zaraz po maturze pracowałam), tylko siedzała w domu i marudziła, że nie kupują mi zdrowego śniadanka, to mama nazwałaby mnie darmozjadem, a tato, człowiek z temperamentem postawił ultimatum czasowe i nawet sam spakowałby mi walizki, gdybym go nie dotrzymała. A ja bym się pewnie wcale nie dziwiła, że tak reagują, tylko spalała każdego dnia ze wstydu, że niby chcę być traktowana jako dorosła osoba, a zachowuję się jak nieodpowiedzialne dziecko. Gdybyś przynajmniej za mąż bogato wyszła, siedziała w salonie, popijała herbatkę i cieszyła oczy męża. Ale widocznie tego też nie potrafisz. ;-) To tylko moja osobista ocena twojego poczucia braku akceptacji.
          • kuraiko Re: WAŻNE 08.12.08, 00:50
            wiesz co, przestań pieprzyć. jeśli jesteś psychologiem, to chyba od
            siedmiu boleści.
            piszę o czymś co się zaczęło w podstawówce, kiedy byłam "grzeczną"
            dziewczynką, wzorową uczennicą, dobrą córeczką mamusi i tatusia. i
            już wtedy nie dostawałam wsparcia od nich kiedy nie byłam pewna
            siebie, słyszałam "nie masz żadnych ambicji", zero pomocy w
            umacnianiu wiary w siebie, różne inne rzeczy.
            a ty tylko się czepiasz obecnej sytuacji. to że ileś lat temu było
            dokładnie tak samo, się nie liczy. ale za to łatwo mi dopieprzyć, że
            nie skończyłam studiów i nie mam pracy i siedzę w domu na utrzymaniu
            rodziców, to że tak samo było np 8 lat temu to już taki mały szczegół
            • agafka88 Re: WAŻNE 08.12.08, 01:02
              kuraiko napisała:

              > wiesz co, przestań pieprzyć. jeśli jesteś psychologiem, to chyba od
              > siedmiu boleści

              prosze o stosowanie się do regulaminu. Osobiste wycieczki, a tym bardziej
              przeklinanie jest na tym forum zabronione. Dziękuję za uwagę.
              • pierwszalitera Re: WAŻNE 08.12.08, 01:04
                Spokojnie. Dla mnie, to wyraźny postęp, że kuraiko dała się sprowokować i nie uciekła do innego wątku. :-)
              • kuraiko Re: WAŻNE 08.12.08, 01:06
                yhm, oczywiście ja się nie stosuję do regulaminu...
                ale do mnie to można pisać złośliwe rzeczy, odmawiać mi prawa do
                uczuć (poczucie krzywdy), czyli de facto poniżać i traktować z góry
                • pierwszalitera Re: WAŻNE 08.12.08, 01:16
                  kuraiko napisała:

                  > yhm, oczywiście ja się nie stosuję do regulaminu...
                  > ale do mnie to można pisać złośliwe rzeczy, odmawiać mi prawa do
                  > uczuć (poczucie krzywdy), czyli de facto poniżać i traktować z góry

                  Ja cię nie poniżam, a ty nie graj sierotki, bo jesteś porządnie wyrachowana i urządzasz sobie miłe, leniwe życie na koszt rodziców. Sama doskonale o tym wiesz. I nie wysuwam wniosków na podstawie tylko "kilku" postów. Zresztą to tylko moje hipotezy, przekonaj mnie, że jest inaczej. Tylko nie zaczynaj znowu o śmieciach i traktowaniu z góry. Mnie na litość i świętą obrazę nie nabierzesz.
                  • kuraiko Re: WAŻNE 08.12.08, 01:18
                    ok, nawet zakładając że tak. to jakim prawem mnie oceniasz?
                    "miłe, leniwe życie" - dobre sobie...
                    • agafka88 Re: WAŻNE 08.12.08, 01:21
                      kuraiko napisała:

                      > ok, nawet zakładając że tak. to jakim prawem mnie oceniasz?

                      Kuraiko, skoro piszesz takie rzeczy na PUBLICZNYM forum, do OBCYCH ludzi, to jak
                      najbardziej jesteś poddawana ocenie, przecież to logiczne.

                      Nie chcesz być przez nas oceniana - mów te rzeczy chłopakowi, lub przyjaciółce.
                      Już o tym dziś misała mauzonka - pisanie osobistych rzeczy na forach otwartych
                      nie jest dla słabych ludzi
                      • kuraiko Re: WAŻNE 08.12.08, 01:34
                        sorry, ale oceniać można osobę, która o to prosi.
                        ja nie piszę co myślę o kimś, nawet jeśli myślę to i tamto. bo się
                        nie wtrącam w nie swoje sprawy, bo nie chcę komuś sprawić przykrości.
                        a też mi się zdarza, że myślę że ktoś jest chciwy, leniwy czy
                        obłudny. tylko kto mi dał prawo tak pisać do tej osoby, skoro jej
                        nie znam, nie wiem jak tak naprawdę wygląda życie tej osoby, jak
                        wygląda całościowo sytuacja.

                        dla mnie poddawanie ocenie obcych ludzi nie jest logiczne. zwłaszcza
                        nie na takim forum. na forum, gdzie każdy chce komuś dokopać i się
                        wyżyć, tego jeszcze bym się mogła spodziewać
                        • pierwszalitera Re: WAŻNE 08.12.08, 01:42
                          kuraiko napisała:

                          > sorry, ale oceniać można osobę, która o to prosi.
                          > ja nie piszę co myślę o kimś, nawet jeśli myślę to i tamto. bo się
                          > nie wtrącam w nie swoje sprawy, bo nie chcę komuś sprawić przykrości.
                          > a też mi się zdarza, że myślę że ktoś jest chciwy, leniwy czy
                          > obłudny. tylko kto mi dał prawo tak pisać do tej osoby, skoro jej
                          > nie znam, nie wiem jak tak naprawdę wygląda życie tej osoby, jak
                          > wygląda całościowo sytuacja.
                          >
                          > dla mnie poddawanie ocenie obcych ludzi nie jest logiczne. zwłaszcza
                          > nie na takim forum. na forum, gdzie każdy chce komuś dokopać i się
                          > wyżyć, tego jeszcze bym się mogła spodziewać

                          Tak jest w idealnym życiu, w realnym bywa brutalnie. ;-) A na logikę argumentować nie masz prawa. Twoje całe zachowanie jest kompletnie nielogiczne. Ty myślisz, że ja ci chcę dokopać? Z jakiego powodu miałabym to robić?
                          • kuraiko Re: WAŻNE 08.12.08, 01:47
                            to po co w ogóle to robisz? chcesz żebym się źle poczuła (źle się
                            czuję od miesięcy), żebym uważała się za śmiecia (uważam się od
                            dłuższego czasu), żebym miała poczucie winy wobec rodziców, których
                            nota bene nie znasz i oczywiście wg ciebie są kryształowi (owszem
                            mam poczucie winy od dawna), żebym przestała pisać na forum (no to
                            wygrałaś :P)?
                            • pierwszalitera Re: WAŻNE 08.12.08, 01:59
                              kuraiko napisała:

                              > to po co w ogóle to robisz? chcesz żebym się źle poczuła (źle się
                              > czuję od miesięcy), żebym uważała się za śmiecia (uważam się od
                              > dłuższego czasu), żebym miała poczucie winy wobec rodziców, których
                              > nota bene nie znasz i oczywiście wg ciebie są kryształowi (owszem
                              > mam poczucie winy od dawna), żebym przestała pisać na forum (no to
                              > wygrałaś :P)?

                              Innej alternatywy nie widzisz? Mnie twoi rodzice nie interesują, to czy są kryształowi, czy nie, nie ma nic do rzeczy. Podziwiam ich w każdym razie za cierpliwość. I ganię, bo coś im chyba w wychowaniu nie wyszło, skoro jest jak jest. Ale gdzie twój instynkt zamozachowawczy kuraiko? Dlaczego porównujesz się ciągle ze śmieciem? Chcesz pogrążyć się w swojej rozpaczy? Co zmieniłoby twoje złe samopoczucie? Co dałoby ci poczucie większej wartości? Nie masz żadnych konstruktywnych pomysłów, oprócz obrony beznadziejnej sytuacji?
                              • kuraiko Re: WAŻNE 08.12.08, 02:08
                                raczej nie mam...
                                a co do "śmiecia". po jednej z ostatnich scysji z mamą powiedziałam
                                jej, że widocznie uważa mnie za śmiecia, etc. co spowodowało, że
                                siadła przy stole zakrywając twarz i nic nie mówiąc, a potem to
                                oczywiście ja się czułam winna, że sprawiłam jej przykrość
                                (pomijając fakt, że to ona pierwsza powiedziała mi przykre rzeczy).
                                no i to właściwie stały scenariusz. ja czuję, że INNI uważają mnie
                                za śmiecia, osobę nic nie wartą. na porządku dziennym są
                                odzywki "jak ty znajdziesz pracę, przecież nic nie umiesz".
                                zobaczyłam w oczach mamy pewnego rodzaju podziw, jak znalazłam pracę
                                jako niania, ale potem pogardliwie o tym mówiła "znowu idziesz na
                                służbę?" itp.
                                jestem za słaba, aby zbudować sobie poczucie własnej wartości
                                wyłącznie na swoim własnym myśleniu. zwłaszcza, że żyję w
                                środowisku, gdzie za wartościowego człowieka uznaje się tylko osobę
                                która skończyła studia, ewentualnie szkołę dającą zawód i pracuje,
                                inne kryteria są nie ważne.
                                • plica Re: WAŻNE 08.12.08, 07:35
                                  > jestem za słaba, aby zbudować sobie poczucie własnej wartości
                                  > wyłącznie na swoim własnym myśleniu.

                                  masz racje nic tu nie zbudujesz. ale na wlasnym dzialaniu owszem. zamiast myslec - do roboty kobito!
                                • pierwszalitera Re: WAŻNE 08.12.08, 11:07
                                  kuraiko napisała:

                                  > raczej nie mam...
                                  > a co do "śmiecia". po jednej z ostatnich scysji z mamą powiedziałam
                                  > jej, że widocznie uważa mnie za śmiecia, etc. co spowodowało, że
                                  > siadła przy stole zakrywając twarz i nic nie mówiąc, a potem to
                                  > oczywiście ja się czułam winna, że sprawiłam jej przykrość

                                  Bo sprawiłaś jej przykrość. Ale ty w swoim poczuciu wielkiej krzywdy nawet nie zauważasz jaką. Normalni ludzie nie myślą w kategoriach śmieci. Ja nawet specjalnie nie wiem, co ty masz z tymi śmieciami na myśli. Ja mieszkam w Niemczech, tu nawet ze śmieci odzyskuje się drogocenne surowce. ;-) Dla mnie istnieją dwie istotne kategorie ludzi, pierwsza mająca kontrolę nad swoim życiem i druga, która z jakiegoś powodu tą kontrolę utraciła. Ty należysz do tej drugiej grupy i nie zależy ci wcale, by tą kontrolę odzyskać. To musi być bardzo przykre dla ludzi z twojego otoczenia.
                    • pierwszalitera Re: WAŻNE 08.12.08, 01:29
                      kuraiko napisała:

                      > ok, nawet zakładając że tak. to jakim prawem mnie oceniasz?
                      > "miłe, leniwe życie" - dobre sobie...

                      Masz dach nad głową, nie musisz pracować, dostaniesz do jedzenia i wysypiasz się do 14-tej. Z chłopakiem też możesz się spotykać. I stukać w komputer też. Na czyj koszt? Jeżeli to nie jest wygodne i miłe, to ja jestem święty Mikołaj. ;-)
                      • kuraiko Re: WAŻNE 08.12.08, 01:31
                        oczywiście samopoczucie i psychikę też mam w normie.
                        tak masz rację, jestem bardzo szczęśliwa prowadząc taki tryb życia,
                        zwłaszcza że rodzice nie skąpią mi grosza i jeszcze głaszczą po
                        główce ;)))
                        • pierwszalitera Re: WAŻNE 08.12.08, 01:38
                          kuraiko napisała:

                          > oczywiście samopoczucie i psychikę też mam w normie.
                          > tak masz rację, jestem bardzo szczęśliwa prowadząc taki tryb życia,
                          > zwłaszcza że rodzice nie skąpią mi grosza i jeszcze głaszczą po
                          > główce ;)))

                          A co mają rodzice do twojego szczęścia i zdrowia psychicznego? Jeszcze więcej pieniędzy i swobody mają ci dawać, być poczuła się naprawdę komfortowo? No nie rozśmieszaj mnie. Widocznie ci z takimi drobnymi ograniczeniami dobrze, bo inaczej już dawno byłabyś gdzie indziej. Dlaczego nie jesteś, skoro ci tak u nich źle?
            • pierwszalitera Re: WAŻNE 08.12.08, 01:02
              kuraiko napisała:

              > wiesz co, przestań pieprzyć. jeśli jesteś psychologiem, to chyba od
              > siedmiu boleści.

              A ty myślałaś, że psycholog to jest od głaskania po głowie i ocierania łez? Pomyłka. Oglądasz za dużo amerykańskich filmów. ;-) Najgorszą rzeczą, którą psycholog może zrobić, to utrwalanie kogoś w słabości.
              • kuraiko Re: WAŻNE 08.12.08, 01:06
                to nie miało się odnosić do "ocierania łez", ale raczej błędnego
                wysnuwania wniosków na podstawie kilku postów.
          • kuraiko Re: WAŻNE 08.12.08, 00:53
            aha i ja oczywiście NIE MAM PRAWA CZUĆ SIĘ SKRZYWDZONA (czasem)
            przez moich rodziców, a inne forumki już tak. pewnie dlatego, że moi
            rodzice mnie nie bili (bo bicie pasem się nie liczy), czy dlatego że
            o zgrozo myślę, że mnie kochają, a mimo to wydaje mi się, że
            postępują wobec mnie nie fair. nie chciałam pisać tutaj dużo o
            sobie, bo to przecież nie należy do tematu, ale może TY uznasz za
            normalne wyzywanie córki od chorych psychicznie dlatego że wychodzi
            o 20 do osiedlowego pubu z osobami, których rodzice znają i mówi że
            wróci przed północą (plus masa podobnych przykładów)
            • pierwszalitera Re: WAŻNE 08.12.08, 01:09
              kuraiko napisała:

              ale może TY uznasz za
              > normalne wyzywanie córki od chorych psychicznie dlatego że wychodzi
              > o 20 do osiedlowego pubu z osobami, których rodzice znają i mówi że
              > wróci przed północą (plus masa podobnych przykładów)

              A może twoim rodzice znają cię jednak lepiej niż myślisz? Może wchodzisz im czymś wybitnie na nerwy i wątpią w twoje psychiczne zdrowie? Szukasz winy u wszystkich, tylko nigdy u siebie samej. Twoja sytuacja nie jest w ogóle porównywalna z sytuacją malejgracji.
              • kuraiko Re: WAŻNE 08.12.08, 01:16
                po pierwsze ten mój post odnosił się do postu semele, do konkretnej
                rzeczy, którą opisywała. nie porównuję się do małejgracji, bo to
                zupełnie inna sytuacja.

                aha, ok, czyli jestem chora psychicznie, bo wychodzę o 20 do pubu
                (jak większość moich znajomych i ogólnie ludzi w moim wieku).
                nie to nie jest wątpienie w moje zdrowie psychiczne, ale urąganie
                mi, bo nie robię czegoś co się mieści w ich ramach. kiedyś
                usłyszałam, że jestem nienormalna, bo wróciłam z Sylwestra o 10 rano
                1 stycznia (zabawa odbywała się u przyjaciółki w domu wieloletnich
                znajomych moich rodziców dwa domy dalej). chodzi ogólnie o
                zachowania, do których nie są przyzwyczajeni (zwłaszcza ojciec, bo
                mama opuściła dom rodzinny w wieku 17 lat i na studiach miała
                mnóstwo swobody i robiła różne rzeczy), a mój starszy brat nie
                przetarł mi szlaków. ok może takie coś jest do przyjęcia jak dziecko
                ma kilkanaście lat, ale do tej pory powinni się przyzwyczaić, prawda?
                ok czyli to moja wina, że się czasem ośmielałam wychodzić na
                miasto/do znajomych po godzinie 19 i wracać przed północą. to
                naprawdę nienormalne i nie powinnam tego czynić. czuję się winna,
                przepraszam
                • pierwszalitera Re: WAŻNE 08.12.08, 01:23
                  kuraiko napisała:

                  chodzi ogólnie o
                  > zachowania, do których nie są przyzwyczajeni (zwłaszcza ojciec, bo
                  > mama opuściła dom rodzinny w wieku 17 lat i na studiach miała
                  > mnóstwo swobody i robiła różne rzeczy), a mój starszy brat nie
                  > przetarł mi szlaków. ok może takie coś jest do przyjęcia jak dziecko
                  > ma kilkanaście lat, ale do tej pory powinni się przyzwyczaić, prawda?
                  > ok czyli to moja wina, że się czasem ośmielałam wychodzić na
                  > miasto/do znajomych po godzinie 19 i wracać przed północą. to
                  > naprawdę nienormalne i nie powinnam tego czynić. czuję się winna,
                  > przepraszam

                  A nie uważasz, że kogoś, kto zachowuje się jak dziecko, jak dziecko należy traktować? Co twój wiek ma do rzeczy? Może rodzice zapomnieli o tym ile masz lat, bo siedziesz w domu jak niedorozwinięte dziecko i nawet do szkoły posłać cię nie można? Może uważają, że nie zasługujesz na przyjemności, towarzystwo i wyjścia wieczorami? Bo za co? Do czego mają się przyzwyczaić? Masz jakieś osiągnięcia jako dorosły człowiek? Pochwal się.
                  • kuraiko Re: WAŻNE 08.12.08, 01:38
                    sorry, ale tak samo się zachowywali jak studiowałam i jeszcze jak
                    byłam w liceum, a już byłam pełnoletnia.

                    "bo siedziesz w domu jak niedorozwinięte dziecko i nawet do szkoły
                    posłać cię ni
                    > e można"
                    jeśli to nie jest "osobista wycieczka" to co to w takim razie jest?
                    bo jak dla mnie zwykłe chamstwo i złośliwość
                    • pierwszalitera Re: WAŻNE 08.12.08, 01:50
                      kuraiko napisała:

                      > sorry, ale tak samo się zachowywali jak studiowałam i jeszcze jak
                      > byłam w liceum, a już byłam pełnoletnia.
                      >
                      > "bo siedziesz w domu jak niedorozwinięte dziecko i nawet do szkoły
                      > posłać cię ni
                      > > e można"
                      > jeśli to nie jest "osobista wycieczka" to co to w takim razie jest?
                      > bo jak dla mnie zwykłe chamstwo i złośliwość

                      Owszem złośliwa jestem, ale na pewno nie chamska, a ty takimi tekstami obrażasz tylko moją inteligencję. Na pewno sporo "delikatniejszych" osób na coś takiego się nabiera. Ja ubieram tylko konkretną sytuację w konkretne słowa. Nie napisałam, że jesteś niedorozwiniętym dzieckiem, w stu procentach nie jesteś, jesteś nawet dosyć cwana i niegłupia, tylko z własnego wyboru jak niedorozwinięte dziecko się zachowujesz. To jest zasadnicza różnica. Chcę ci nawet trochę wkurzyć, bo agresja zmusza do działania, a tobie działania koniecznie potrzeba.
                      • masza.s Re: WAŻNE 08.12.08, 14:51
                        Nie wiem, Litero, z jakimi ludźmi pracowałaś, ale na 10000%, na 10000000000%
                        inteligencja nie zawsze zmusza do działania. Wydawanie diagnozy na podstawie
                        postów w internecie również wydaje mi się mało profesjonalne.
                        Jest typ osób delikatnych i słabych, które utraciwszy kontrolę nie odczuwają
                        woli walki. Wiem o tym z własnego doświadczenia, bo przerabiam to z mamą. Płacz,
                        krzyk, prowokacja, złośliwość nie pomagają i moim zdaniem nie pomogą także
                        kuraiko. Szczególnie, że przekroczyłaś już pewną granicę i to zaczęło być
                        chamskie, nie złośliwe. Ludzie są różni, różną mają konstrukcję psychiczną. Nie
                        każdy wyjdzie z domu z plecakiem i nie zacznie nowego życia, chociaż powinien.

                        Też nie rozumiem Kuraiko, ale to nie upoważnia mnie do nazywania kogoś cwaną i
                        wyrachowaną. Obawiam się, że sytuacja jest bardziej skomplikowana.
                        • pierwszalitera Re: WAŻNE 08.12.08, 22:02
                          masza.s napisała:

                          > Nie wiem, Litero, z jakimi ludźmi pracowałaś, ale na 10000%, na 10000000000%
                          > inteligencja nie zawsze zmusza do działania. Wydawanie diagnozy na podstawie
                          > postów w internecie również wydaje mi się mało profesjonalne.
                          > Jest typ osób delikatnych i słabych, które utraciwszy kontrolę nie odczuwają
                          > woli walki. Wiem o tym z własnego doświadczenia, bo przerabiam to z mamą. Płacz
                          > ,
                          > krzyk, prowokacja, złośliwość nie pomagają i moim zdaniem nie pomogą także
                          > kuraiko. Szczególnie, że przekroczyłaś już pewną granicę i to zaczęło być
                          > chamskie, nie złośliwe. Ludzie są różni, różną mają konstrukcję psychiczną. Nie
                          > każdy wyjdzie z domu z plecakiem i nie zacznie nowego życia, chociaż powinien

                          Ja nie stawiam tu żadnych diagnoz, nawet nie występuję jako psycholog, tylko osoba prywatna. I mam prawo do osobistej irytacji czytając posty kuraiko. Zresztą nic się jej nie stanie, jak się ją trochę sprowokuje. Zaskoczona jestem też, gdzie wy wszystkie widzicie chamstwo? Lepiej pogrążyć się w litości nad samą sobą, niż wytrzymać kilka ostrzejszych słów z innego punktu widzenia? A ty masza wybacz, ale akurat o tej konkretnej sprawie nie masz pojęcia. Aż tak delikatna kuraiko nie jest.
            • panistrusia Re: WAŻNE 08.12.08, 11:43

              > aha i ja oczywiście NIE MAM PRAWA CZUĆ SIĘ SKRZYWDZONA (czasem)
              > przez moich rodziców, a inne forumki już tak.

              Jeśli chcesz o tym porozmawiać, to załóż swój wątek. Póki co to:
              1.łamiesz netykietę robiąc offtopy w cudzych wątkach (zwłaszcza
              takich jak ten: b. osobistych, z prośbą o konkretne informacje),
              2.nie widzisz tego, że irytację może wzbudzać nie to, że czujesz się
              skrzywdzona, ale to, że informacja o tym pojawia się w niemal każdym
              wątku.
              • agafka88 OT 08.12.08, 12:11
                panistrusia napisała:

                >
                > > aha i ja oczywiście NIE MAM PRAWA CZUĆ SIĘ SKRZYWDZONA (czasem)
                > > przez moich rodziców, a inne forumki już tak.
                >
                > Jeśli chcesz o tym porozmawiać, to załóż swój wątek. Póki co to:
                > 1.łamiesz netykietę robiąc offtopy w cudzych wątkach (zwłaszcza
                > takich jak ten: b. osobistych, z prośbą o konkretne informacje),
                > 2.nie widzisz tego, że irytację może wzbudzać nie to, że czujesz się
                > skrzywdzona, ale to, że informacja o tym pojawia się w niemal każdym
                > wątku.

                Popieram w 100%
                • masza.s Re: OT 08.12.08, 14:53
                  A ja nie. Wiele tutaj offtopów, ja przynajmniej kilka razy opowiedziałam swoją
                  historię i mi nikt nie zwrócił uwagi. To oczywiste, że taki wątek wzbudza emocje
                  w ogóle i pozwala na podanie też przykładów swoich, ze swojego doświadczenia.
                  • kuraiko Re: OT 08.12.08, 16:28
                    dzięki masza. ja za każdym razem tutaj odnosiłam się do jakiejś
                    konkretnej wypowiedzi, a nie pisałam "osobnych" postów bez
                    nawiązania do tematu. kilka dziewczyn też tak pisało, a to już jakaś
                    norma że pierwszalitera akurat do mnie coś napisała napastliwego i
                    zrobił się z tego offtop. no jak widzę są równi i równiejsi.
                    nie wiem co jest dziwnego w napisaniu "rozumiem cię, bo ja mam
                    podobnie, bo u mnie jest tak a tak", bez szczególnego żalenia się,
                    czy próśb o pomoc. jeśli takie jest podejście, to wszystkie
                    wypowiedzi dziewczyn opisujących swoje przypadki można uznać
                    za "żalenie się", bo opisują jakieś sytuacje z przeszłości, obecne,
                    albo swoje negatywne odczucia.
    • missmurder Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 07.12.08, 13:55
      Trzymaj się malagracja!
      Nie chcę tutaj pisać o sobie, wyślę Ci maila. Ale też nie było zawsze różowo.

      Nie wiem, jak do końca wygląda u Ciebie sytuacja, ale może (choć pewnie
      wolałabyś podejmować jakieś kroki dopiero po maturze) jak znów oberwiesz, jedź
      do szpitala na obdukcję i zgłoś sprawę o pobicie. Ja w takiej sytuacji nie
      byłam, ale może to by był kubeł zimnej wody dla Twoich rodziców?! Wściekną się?
      Na pewno, ale miałabyś oficjalny papier, na którego podstawie na pewno łatwiej
      by było o alimenty - jak piszą dziewczyny.

      Nie daj się, jesteś silną dziewczyną!
      • malagracja Dziekuje za e-mail n/t 07.12.08, 18:13
    • malagracja ODPISALA 07.12.08, 15:49
      wszystkiego sie wyparla, a takze powiedziala, ze wezwala mojego ojca z powodu,
      bo nie bylam 1 dzien na maturze probnej.

      A to za przeproszeniem ******* ! Powiedzialam jej, ze nie moglam wyjsc z pokoju
      ze wzgledu na BARDZO napieta sytuacje miedzy rodzicami (klotnia) i dlatego
      zostalam w domu, a rodzicow oklamalam, ze nie mam 2 pierwszych lekcji. Pieknie,
      prawda?
      • mokta Re: ODPISALA 07.12.08, 17:19
        o k***! Przecież ojciec od razu sie domysli o co chodziło. jeszcze takiej
        durnoty nie słyszałam aby pedagog wzywał rodzica bo uczeń nie był na próbnej.
        Niestety ale w takiej sytuacji jesteś na straconej pozycji, ta p****
        zabezpieczyła się doskonale...
        Czy Ty i ojciec macie razem z nią rozmawiać w gabinecie czy tylko on?
        Jesli tylko on to domagaj sie aby w niej uczestniczyć, to bardzo ważne.
        • pierwszalitera Re: ODPISALA 07.12.08, 17:38
          mokta napisała:

          > o k***! Przecież ojciec od razu sie domysli o co chodziło. jeszcze takiej
          > durnoty nie słyszałam aby pedagog wzywał rodzica bo uczeń nie był na próbnej.
          > Niestety ale w takiej sytuacji jesteś na straconej pozycji, ta p****
          > zabezpieczyła się doskonale...

          Spokojnie dziewczyny. Zaognianie sytacji i podkręcanie emocji nic nie daje, a jest nawet kontraproduktywne. Traci się przez to możliwość, rozsądnej oceny sytuacji. To trochę jak w tym kawale, w którym facet chciał pożyczyć od sąsiada młotka. Zanim jednak zapukał do drzwi sąsiada pomyślał, że sąsiad pewno młotka pożyczyć nie będzie chciał, bo ostatnio patrzył na niego krzywo i na pewno go nie lubi, albo co gorsza, miał już zawsze złe mniemanie i będzie chciał zrobić na złość itp., cała masa negatywnych myśli. I jak w końcu idzie do sąsiada i ten otwiera drzwi, to nie daje mu żadnej możliwości odpowiedzi, tylko wykrzykuje nerwowo "A weź, włóż sobie ten twój młotek do dupy". Nie dajmy się więc zwariować przez negatywne myśli, bo nie wiemy jeszcze co się stanie.
          • malagracja Ja wiem, jak moj ojciec reaguje na KAZDE 07.12.08, 18:04
            wezwanie do szkoly. A teraz moze usylyszec "wiele dobrego" i to jeszcze bardziej
            pogorszy sytuacje.
        • malagracja Rozmowa - przebieg + plan 07.12.08, 18:01
          To bedzie tak, że ojciec ma z nią rozmawiac sam na sam. Nie znam ani dokładnej
          godziny, ani tematyki. Zabezpieczyla sie "matura", dziwne, ze wiele osob nie
          bylo na maturze probnej, ale jakos ich nie wzywano!

          Mam taki plan - zaprzeczyc wszystkiemu i powiedziec, ze spoznilam sie 5 min i
          pozniej juz nikogo nie wpuszczali na probna mature (tak rzeczywiscie robili).
          Zaprzecze, ze mam problemy z chlopakiem (on to potwierdzi). I chce powiedziec
          cos w stylu, ze ona na siłe doszukuje sie u mnie problemów, wzywa mnie do
          swojego gabinetu mimo, ze ja nie chce z nia rozmawiac.

          Czy to dobry plan? Jak moge go ulepszyc?
    • malagracja Boje sie . n/t 07.12.08, 19:22
      • bathilda Re: Boje sie . n/t 07.12.08, 19:47
        Malagracjo, na banie się nic nie pomożemy. Ale pamiętaj jutro, ze jest tu wiele
        dziewczyn, które o Tobie ciepło myślą. I że wiele z nich miała podobne lub
        podobnego kalibru problemy a wyszły na prostą i są szczęśliwe. Tobie się na
        pewno też uda. Przytulam i trzymam kciuki za jutrzejszy dzień &.
      • myszaaa163 Re: Boje sie . n/t 07.12.08, 22:08
        Malagracjo,sciska mnie w gardle gdy czytam co piszesz... Szkoda slow na pania
        pedagog po kursie korespondencyjnym. Szkoda na pisanie o rodzicach. Ale gdzies
        posrod tego wszystkiego jestes Ty sama.
        Byc moze powinnas poszukac pomocy dla siebie,im szybciej tym lepiej. Jednak nie
        u szkolnego pedagoga-w moim odczuciu to banda niedoukow,ktorym sie nie
        powiodlo-ale u terapeuty,ktory pomaga pozbierac sie po takim dziecinstwie.
        Mozliwe jest rozstanie sie z tym co wpoili w nas rodzice i odciecie sie od
        przeszlosci,jednak wymaga to ciezkiej pracy i pomocy doswiadczonego terapeuty.
        Wiem to napewno,sama mialam w domu nie wesolo,bedac w Twoim wieku odkrylam,ze
        nie tylko mam chora rodzine,ale sama jestem DDA.
        Chcialabym Ci pomoc,w jakikolwiek sposob. Jezeli chcialabys pogadac to zapraszam
        na gg (9595131). Trzymaj sie cieplo :)
    • wera9954 Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 07.12.08, 22:20
      Czytam to, co Ci sie przytrafiło i strasznie mi smutno :( Masz okropnych
      rodziców :( A ta pani pedagog nie ma ani trochę racji. Zwłaszcza w tym, że
      powiedziała: "za dużo wymagasz". Zdaje mi się, że ta pani pedagog z Twojej
      szkoły jest z charakteru podobna do tej, która była u mnie w podstawówce :( Już
      nigdy do niej nie chodź. Trzymaj się ciepło :)
    • evunaa Małagracja - POWODZENIA dziś. n/t 08.12.08, 07:17

      • siamese67 Re: Małagracja - POWODZENIA dziś. n/t 08.12.08, 08:45
        Trzymam za Ciebie kciuki i mam nadzieję że będzie dobrze. Nie daj się.
        • semele2 Re: Małagracja - POWODZENIA dziś. n/t 08.12.08, 09:27
          Myślę o Tobie ciepło przez cały dzień. Nie daj się!
          • brykanty Re: Małagracja - POWODZENIA dziś. n/t 08.12.08, 09:48
            Ja też trzymam kciuki bardzo mocno. I mnóstwo osób tutaj robi to samo.
            • a_girl Re: Małagracja - POWODZENIA dziś. n/t 08.12.08, 10:02
              Wczoraj późnym wieczorem odkryłam ten wątek. Jestem z Tobą i mocno wierzę, że
              jeszcze będzie dobrze... Mnóstwo kobiet dziś ciepło myśli o Tobie i trzyma za
              Ciebie kciuki - nie wierzę, aby wszechświat chciał działać przeciwko takiej
              rzeszy :)
              • jolka-pol-ka Re: Małagracja - POWODZENIA dziś. n/t 08.12.08, 10:23
                "zestrzelmy myśli w jedno ognisko". Niech nasza i Twoja moc będzie z
                Tobą :)
                • jud.yta Re: JESTEŚMY Z TOBĄ !!!! 08.12.08, 11:00

                  • masza.s Re: JESTEŚMY Z TOBĄ !!!! 08.12.08, 14:53
                    wszystkie :)
                • martvica Re: Małagracja - POWODZENIA dziś. n/t 08.12.08, 15:08
                  Trzymam kciuki od wczoraj, mam nadzieję że wszystko się ułoży.
                  • the_mariska Re: Małagracja - POWODZENIA dziś. n/t 08.12.08, 16:12
                    Ja tak samo, trzymaj się i bądź dzielna ;)
      • nanah Powodzenia:) 08.12.08, 11:30
        Mocno trzymam kciuki i ciepło myślę:) Zobacz, ile w tym wątku (i pewnie nie
        tylko) masz sojuszników!
        Daj znać, jak się sprawa potoczyła.
    • agafka88 Malagracjo, 08.12.08, 15:07
      daj znać jak poszło. Mam nadzieję, że wszystko jest w porządku
      • twoj_aniol_stroz Re: Malagracjo, 08.12.08, 16:06
        Też mam taką nadzieję, ale przyznaję, że się troche martwię.
        • prostokvashino Re: Malagracjo, 08.12.08, 18:34
          Też trzymam kciuki, napisz proszę jak poszło, że przynajmniej nie było gorzej
          niż zazwyczaj.

          Czytałam cały ten wątek od samego powstania. Chciałam napisać, ale nie
          wiedziałam co. Porad prawnych, ani jak wybrnąć z tej konkretnej sytuacji i w
          ogóle z problemu z rodzicami - ci nie jestem w stanie podać, mimo, że naprawdę
          bym chciała.
          Zaczęłam pisać do ciebie, o swoich doświadczeniach i wnioskach, ale wyszło za
          duzo i wysle na maila gazetowego. Mam nadzieję, ze ci to pomoże się nie bać i
          iść do przodu.
          Ściskam mocno.
    • kuraiko Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 08.12.08, 16:21
      mam nadzieję, że wszystko jest dobrze, a przynajmniej lepiej od
      przewidywanego scenariusza
    • monissska Malagracjo - przytulam i... 08.12.08, 16:57
      trzymam kciuki,żeby się wszystko poukładało.
    • malagracja Zyje. 08.12.08, 18:11
      Nie mam sily mowic o rozmowie w domu, o skutkach...Nie mam sily, zaraz pojde spac...

      Wychowawczyni i pedagog powiedzialy WSZYSTKO (!) i dodatkowo wyolbrzymily kilka
      faktow (np. miedzy innymi, że się truje lekami, ze wszyscy w szkole uwazaja mnie
      za psychiczna i boja sie mnie - co jest dla mnie SZOKIEM).

      Jak bede miec wiecej energi zglosze to do kuratorium, rzecznikow...bede jakos
      kombinowac.

      DZIEKUJE ZA WSPARCIE - nigdy Wam tego nie zapomne!!!
      Dziekuje za wsparcie, za rady, za pocieszenie - moglabym wymieniac jeszcze dlugo.
      Jestescie CUDOWNE!!!

      D Z I E K U J E ! ! ! <3 <3 <3

      • jud.yta Re: Zyje. 08.12.08, 18:14
        Dobrze że zyjesz :) Całuski i prztulaczki dla Ciebie
      • turzyca Re: Zyje. 08.12.08, 18:22
        Zgadzam sie, dobrze ze sie odezwalas. Kamien z serca, bo balam sie, ze trzeba
        Cie bedzie po szpitalach szukac.
      • joankb Re: Zyje. 08.12.08, 19:17
        Znalazłam to:
        bazy.ngo.pl/search/info.asp?id=178016&p=daneSzczegolowe
        i to:
        bazy.klon.org.pl/search/info.asp?id=82885&p=daneOgolne
        A może znajdziesz coś sensownego tu:
        www.bialystokonline.pl/katalog.php?gid=07&catid=55&strona=1
        albo tu:
        www.rynekmedyczny.pl/pl/poradnia/psychologia/bialystok,0
        W ZOZ-ach i placówkach niepublicznych pracuje sporo świetnych ludzi :)))
      • myszaaa163 Re: Zyje. 08.12.08, 19:29
        Malagracjo,osoby dojrzalsze przez przejscia w domu czesto sa wsrod rowiesnikow
        postrzegane za nierozumiane bo ich problemy wyrastaja poza ramy rozumowania
        zwyklej nastolatki. A i mozliwe,ze obie Panie wyolbrzymialy.
        Strasznie ciekawa jestem co mialy na celu i pojac nie moge... Moze chcialy
        potrzasnac Twoimi rodzicami?
        Jestesmy z Toba,Malagracjo i trzymamy kciuki za Ciebie :)
      • roza_am Re: Zyje. 08.12.08, 19:44
        > boja sie mnie
        Ludzie zwykle boją się tego czego nie znają i nie rozumieją. Szokujące jest to, że po tylu akcjach społecznych, artykułach itd. nadal jest tak mała wiedza.

        > Jak bede miec wiecej energi zglosze to do kuratorium, rzecznikow...bede jakos > kombinowac.
        Przede wszystkim myśl o sobie. Tzn. uważaj, żeby te interwencje nie zaszkodziły Twojej maturze. Trzeba tu dobrego stratega do konsultacji :)
      • mokta A jednak sprawdziło sie to o czym myslałam :( 08.12.08, 21:02
        Niestety możesz być pewna, że całe grono pedagogiczne wie o kazdym szczególe z
        tej rozmowy. Znam taki typ bab aż za dobrze. Mam nadzieje, ze zachowałaś maila
        od niej. Moze się przydać. Jesli chcesz sie wyżalić napisz - brisea@o2.pl

        • malagracja Re: A jednak sprawdziło sie to o czym myslałam :( 08.12.08, 21:14
          Zauwazylam, ze wszyscy wiedza :( Szkoda, ze znaja tylko jej punkt widzenia...
    • joankb Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 08.12.08, 18:58
      Malagracjo - pisz gdzie możesz.
      Ale skoro zaczęłaś szukać wsparcie - poszukaj go znów, tylko z dala od szkoły :((
      To może być "normalny" psycholog z NFZ, grupa terapeutyczna, grupa organizowana
      przez którąś z kobiecych "mafii". Znajdź - to Ci się na pewno przyda.
      • prostokvashino Ja nie wiem, czy powinna pisać "gdzie może". 08.12.08, 19:40
        Z jednej strony tak powinna, walczyc o normalność.
        Ale z drugiej - ona itak po tej rozmowie ma przerąbane w domu i w szkole. A
        najważniejsze teraz jak najlepiej napisać maturę i uciec stamtąd. Pisaniem do
        róznych instytucji może sobie pogorszyć tylko stosunki w szkole. Niestety szkola
        to nadal jeszcze autorytarne miejsce, gdzie tylko nauczyciel wie najlepiej. A na
        dodatek w polskich realiach tez małe prawdopodobieństwo, ze któraś z tych
        instytucji coś będzie mogła zrobić.
        Malagracjo, zdecydujesz sama, ale pomyśl czy warto na te pozostałe pół roku
        rozpętywać jeszcze większe piekło? Masz najważniejszy okres czasu przed sobą -
        maturę, od niej wiele zależy.
        • jud.yta Re: Ja nie wiem, czy powinna pisać "gdzie może". 08.12.08, 20:29
          Wiesz co? Właśnie dokładnie tak myślę, prawo prawem, a życie życiem,
          i co z tego, że coś powinno być takie albo takie, a w życiu jest
          zupełnie inaczej i każda z nas to wie.
          Ja po swoich przeżyciach nauczyłam się, że muszę uważać komu zaufać,
          a były sprawy, o których wiedziałam TYLKO ja, wtedy miałam pewnośc,
          że nikt mnie później nimi nie skrzywdzi. Też szukałam pomocy, może
          nie tak jak Ty - Malagracjo, nie byłam taka odważna, ale wiedziałam,
          że jak miałam 18 lat, to byłam głupią szczeniarą, która nie zna
          życia, chce być dorosłą i NAPEWNO nie ma racji, dzisiaj mam 33 lata,
          jestem dorosła, myslę tak samo jak kiedyś, i dzisiaj wiem, że ktoś
          by mnie wysłuchał i uwierzył, ale teraz, wtedy nie miałam szans i
          zdawałam sobie z tego sprawę.
          Wybrałam mniejsze zło, czekałam na moment, kiedy będę mogła opuścić
          dom, przygotowałam się do niego, jak najbardziej umiałam, wybrałam
          ten moment, w którym wiedziałam, że sobie jakoś poradzę.
        • semele2 Re: Ja nie wiem, czy powinna pisać "gdzie może". 08.12.08, 20:36
          Ale to nawet nie chodzi o rozpętywanie wszędzie piekła. Bardziej o szukanie
          pomocy, która wesprze w tym najtrudniejszym okresie. Niekoniecznie wyrzuci panią
          pedagog z pracy, ale będzie robiła za miejsce, w które można przyjść i się
          wyżalić. Bo my tu, oczywiście, jesteśmy, ale po pierwsze nie na wszystkim się
          znamy, po drugie człowiek czasem potrzebuje pogadać z kimś w cztery oczy, a nie
          przez monitor.

          Malagracjo, nie poddawaj się. Bardzo się cieszę, że postanowiłaś się z nami
          podzielić problemem. Bo skoro potrafisz się do niego publicznie przyznać i
          szukać pomocy, to jesteś na najlepszej drodze do wyjścia z tego koszmaru w miarę
          obronną ręką. Podziwiam.
    • malagracja Jak bylo - odpowiadam. 08.12.08, 21:10
      Podbudowana Waszymi sugestiami o PTP, kuratorium, Rzeczniku Praw
      Obywatelskich/Ucznia - wydrukowalam sobie wczoraj wszystkie "papiery", ktore
      moglyby mi pomoc. Zakreśliłam dlugopisem te, ktore odnosza sie do mojej
      sytuacji. Wzielam tabletki na sen i spalam.

      Obudzialam sie. Nie moglam nic przelknac, wszystko co wzielam do ust nie chcialo
      mi przejsc przez gardlo. Z bolem brzucha pojechalam do szkoly. Wybila godzina
      8:00. Zaczailam sie pod pokojem pani pedagog. Przedstawilam swoje papiery,
      powiedzialam jej, ze kuratorium, rzecznicy są już poinformowani i jeżeli dziś
      poniose bolesne dla mnie konsekwencje, ktore beda wynikac z jej nieudolnej
      rozmowy z moim rodzicem, nie zawacham sie pojsc na policje w jej sprawie - na
      ten tekst otworzyla usta i ją zamurowalo. Nastepnie powiedzialam jej, ze jako
      osoba pelnoletnia mam prawo do bycia przy rozmowie oraz o decydowaniu o formach
      pomocy dla mnie. Powiedziala mi, ze moge przyjsc o 11:00 kiedy bedzie moj
      ojciec. Powiedzialam jej, ze nie chce byc przy rozmowie, bo moj tato jest juz o
      wszystkim poinformowany i ze przyjdzie sie tu wstawic za mna (naprawde tak
      klamalam!) - po tym wszystkim poszlam na lekcje.

      Przed godzina 11:00, kiedy to mial przyjsc moj ojciec, mialam jeszcze lekcje z
      wychowawczynia. Moj chlopak namowil mnie, abym sprobowala ostatni raz z nia
      porozmawiac. Wiec podeszlam do niej po lekcji i powiedzialam, ze zwyczajnie sie
      boje. Powiedziala, że postara sie byc przy rozmowie ojca z pedagogiem.

      Wybila godzina 11:00. Godzine pozniej, przyszla wychowawczyni na lekcje i
      powiedziala, ze na przerwie mam sie do niej zglosic - byl to dla mnie znak, ze
      jest juz po rozmowie. Zglosilam sie do niej i oznajmila mi, ze ojciec sie
      wszystkiemu zapiera i ze napewno od dzis bedzie lepiej w domu. Pytalam ja, na co
      sie mam nastawic w domu - ale nie otrzymalam konkretnej odpowiedzi poza tym, ze
      "tato poruszy temat".

      Wychodzac ze szkoly, zadzwonil do mnie telefon - Ojcec! - odbieram. Slysze
      pytanie, kiedy bede. Odpowiadam, ze za 45 minut.

      Wchodze do domu. Patrze na ojca.
      - Wiesz, ze spotkala mnie dzis bardzo przykra rzecz, prawda? - zapytal
      - Tak, domyslam sie. Dla mnie tez ta sprawa nie nalezy do najprzyjemniejszych -
      no i sie zaczelo...

      Z "rozmowy" z ojcem dowiedzialam sie, ze klotnie w domu musza byc, bo inaczej
      nie da sie utrzymac porzadku, ze trzeba karac za wykroczenia i ze nie mam prawa
      sie temu dziwic. Powiedzial, ze to jest norma i ze tak jest w kazdej rodzinie i
      ze nie mam prawda wydziwiac i ze powinnam to ZROZUMIEC. Z chlopakiem mam zakaz
      sie spotykac. Ojciec zwalal wine na matke (zawsze tak jest). Powiedzial, ze mam
      sie wziac w garsc i nie robic z siebie ofiary, zeby ludzie nie gadali.
      Powiedzial, zebym porownala do naszej rodziny inne (w sensie, ze inne sa
      GORSZE). Powiedzial, ze nie mam prawa dalej pisac do rzecznikow i kuratorow
      (pani pedagog sie boi!). Powiedzial ze w szkole traktuja mnie jak trendowata, ze
      nauczyciele mowia miedzy sobie ze jestem przyszla samobojczynia (!!!).
      Powiedzial ze mam koniecznie zmienic swoje zachowanie i zachowywac sie jak
      normalna dziewczyna i zaczne sie tak zachowywac kiedy ZAUFAM rodzicom.
      Oczywiscie pedagog powiedziala o mojej nieobecnosci na maturze, o moich
      problemach z chlopakiem, o tym jak sie zachowuje w szkole, wymienila wszystko po
      kolei co jej powiedzialam o sytuacji w domu. Moj ojciec sie wszystkiego
      wypieral, powiedzial, ze to przez mojego chlopaka.

      Nie chce opisywac sposobu mowienia o tych rzeczach, o konkretnych zdaniach -
      jest to dla mnie i wstydliwe i bolace. Ale udalo mu sie wzbudzic we mnie
      poczucie winy (mimo krzyku, doboru slownictwa).

      Musze to wszystko przemyslec (strawic), pozniej moze wdam sie w szczegoly. Na
      razie mam METLIK w glowie.
      • winter76 Re: Jak bylo - odpowiadam. 08.12.08, 21:20
        Nie miej poczucia winy,bo samo stwierdzenie ojca,że kłótnie w domu to norma i muszą być to już wyraźny sygnał,że to ON źle postępuje.
        • malagracja Ale czy ja.. 08.12.08, 21:27
          ..no nie wiem, moze moglam to lepiej rozegrac..no na prawde nie wiem.
          Wstydze sie teraz pojsc do szkoly :(
          • roza_am Re: Ale czy ja.. 08.12.08, 21:45
            Nie ma co gdybać, czy mogło być lepiej. To już nic nie zmieni, a Ty się zadręczysz. Starałaś się najlepiej jak mogłaś w danej sytuacji i tylko to się liczy.

            A co do wstydu - wstydzić powinni się twoi nauczyciele z pedagog na czele. To oni zachowali się niekompetentnie i nieodpowiedzialnie. Pewnych zachowań nawet niewiedza nie usprawiedliwia.

            Spróbuj podejść do szkoły czysto zadaniowo - pozaliczać, pozdawać i zapomnieć.
          • madzioreck Re: Ale czy ja.. 08.12.08, 21:55
            Małagracjo, NIE MASZ CZEGO się wstydzić. Nie Ty. Przytulam mocno.
        • tfu.tfu Re: Jak bylo - odpowiadam. 09.12.08, 11:55
          dokładnie! Dziewczyny Ci z własnego doświadczenia powiedzą, że NORMĄ są ROZMOWY,
          a nie kłótnie, wrzaski i bicie... Ja dzieci nie mam, boję się :) boję się, że
          powielę schemat (nie ja jedna, jak widzę - ale warto zaryzykować chyba? :)).
          Jesteśmy w różnym wieku, Dziewczyny maja dorosłe dzieci i wiedzą, co jest normą!
          Nie daj się!
      • mokta To nie jest Twoja wina TYLKO ICH! 08.12.08, 21:24
        Prosze nie daj sobie wmówić, ze to co sie dzieje jest normalne i, ze to oni maja
        racje!!!!
        To nie jest TWOJA WINA TYLKO I WYŁACZNIE ICH! Zaskarż babe do kuratorium to nie
        moze jej pójść płazem. Zaraz Ci coś naskrobie w mailu, używasz gazetowego czy
        moze jakiś inny?
        • malagracja Re: To nie jest Twoja wina TYLKO ICH! 08.12.08, 21:27
          Gazetowego.

          Dziekuje!
          • pinupgirl_dg Re: To nie jest Twoja wina TYLKO ICH! 08.12.08, 21:55
            Ja Ci mogę tylko tyle napisać - zastanów się, czy jesteś na tyle pewna swego i
            czy masz dość czasu i nerwów żeby słać pisma i użerać się z tą sprawą. Pamiętaj,
            że teraz najważniejsza jest Twoja matura - pedagog już swoją zdała, a tu chodzi
            o Twoją przyszłość. Sama musisz wybrać, co jest dla Ciebie najlepsze.
            • kuraiko zmiana szkoły? ale czy się da i warto? 08.12.08, 23:09
              tak mi przyszło do głowy. bo w innej szkole by przynajmniej nie
              wiedzieli o wszystkim. ale problem, bo zbliża się koniec półrocza i
              pewnie się przygotowujesz do matury (prezentacje maturalne czy coś
              takiego, a to chyba musi być zatwierdzone przez nauczyciela i oddane
              do jakiegoś terminu?). chyba jako pełnoletnia mogłabyś sama zmienić
              szkołę, ale ja nie znam procedur. no i czy to nie jest zbyt śmiały
              krok, tzn czy rodzice by się na Ciebie nie wściekli, że "wydziwiasz"
              i jesteś "nienormalna"
        • brykanty Re: To nie jest Twoja wina TYLKO ICH! 08.12.08, 23:22
          Malagracjo, nie widzę niczego nienormalnego i dziwacznego w Twoim zachowaniu, widziałam Cię na zlocie i poza urodą i wybitną zgrabnością figury nie odbiegałaś w żaden sposób od normy.
          A jeśli chodzi o to, co w rodzinie jest normalne, to polecam dzisiejszy Duży Format w Gazecie Wyborczej - historie o facetach, którzy uważali, że jak żonie nie przyloży, to szacunku nie będzie miał i każdy powód jest dobry, żeby walić gdzie popadnie. Była tam mowa i o znęcaniu się psychicznym.
          Na szczęście czasem niektórzy dojrzewają (albo uda się ich zmusić) do przemyślenia własnej postawy i prób naprawienia szkód, które wyrządzili rodzinie i sobie.
          A Ty skup się przede wszystkim na sobie, przetrwaniu tego wszystkiego, zdaniu matury i dostaniu się na studia. Wszystkie jak tu jesteśmy, trzymamy kciuki za Ciebie i wierzymy, że Ci się uda.
          A kiedyś założysz fajną, dobrą rodzinę, pełną ciepła i miłości.
      • kuraiko Re: Jak bylo - odpowiadam. 08.12.08, 22:21
        "Powiedzial ze mam koniecznie zmienic swoje zachowanie i zachowywac
        sie jak normalna dziewczyna " - o co mu chodziło? :/
        • kuraiko Re: Jak bylo - odpowiadam. 08.12.08, 23:12
          aha chodzi mi o to, czy Twój ojciec to gada tak sobie dla
          zwykłego "dowalenia ci", czy chodzi mu np o Twój płacz w szkole i
          zerwanie z chłopakiem dla jego dobra, czy też ma na myśli jakieś
          inne Twoje zachowania. oczywiście nie musisz odpowiadać na to
          pytanie, bo jest raczej zbyt osobiste i w ogóle nie wiem czemu
          zapytałam ;) tylko ogólnie, czy on uprawia "gołosłowie", czy wymaga
          czegoś konkretnego i np spełnienie tego jest dla Ciebie niemożliwe,
          albo uznaje jakieś naturalne zachowania za nienormalne.
          • malagracja Re: Jak bylo - odpowiadam. 09.12.08, 15:35
            Chodzilo mu o to, ze mam nie gadac, ze mam zle w domu itp i ze oczywiscie mam
            nie plakac. Tak ogolnie..
      • m.mada Re: Jak bylo - odpowiadam. 08.12.08, 23:05
        Z tego co mówiły moje znajome pracujące w szkołach, to do kuratorium pisać nie
        warto :( Jeżeli ona jest pedagogiem, to PTP jej nic nie może zrobić, a jeśli
        psychologiem, to też nie wiele, niestety
      • turzyca Re: Jak bylo - odpowiadam. 09.12.08, 10:34
        > Z "rozmowy" z ojcem dowiedzialam sie, ze klotnie w domu musza byc, bo inaczej
        > nie da sie utrzymac porzadku, ze trzeba karac za wykroczenia i ze nie mam prawa
        > sie temu dziwic.

        A moja Mama powtarza, ze klotni w domu nie powinno byc. Ze trzeba sie starac
        wyjasnic wszystko, co sie dzieje, mozliwie spokojnie, zanim probem narosnie do
        tego stopnia, ze zostaje tylko klotnia. A juz na pewno nie moze byc w domu
        miedzy ludzmi, ktorzy sie kochaja, przeklenstw.
        I ja bym chciala wiedziec, co jest takim wykroczeniem, za ktore trzeba karac, bo
        mi sie nie udalo czegos takiego popelnic w ciagu calego mojego zycia. Owszem
        ponosilam konsekwencje wlasnych czynow, ale to co innego niz kara - jesli teraz
        w doroslym zyciu cos zawale, to poniose konsekwencje, np. zawalajac wazny
        egzamin bede musiala zaplacic za powtorke albo bede musiala powtorzyc rok, ale
        przeciez nikt nie zabroni mi ogladac telewizji, bo zawalilam egzamin.

        > Powiedzial, zebym porownala do naszej rodziny inne (w sensie, ze inne sa
        > GORSZE).
        W jaki sposob gorsze? Bo rodzice gorzej zarabiaja? Czy dlatego ze nie panuje w
        nich pruski dryl?


        Malagracjo, nie daj sie. Do matury zostalo Ci 145 dni, mniej niz pol roku. Mniej
        niz pol roku do wolnosci! Olej ludzi, bierz sie do nauki, bo im lepiej zdasz
        mature, tym wiecej kierunkow stoi przed Toba otworem. Za pol roku bedziemy na
        forum swietowac Twoja wolnosc. :)
        • besame.mucho Re: Jak bylo - odpowiadam. 09.12.08, 10:50
          Dokładnie, Malagracjo nie daj się i spróbuj skupić się na maturze.
          Jest tu bardzo dużo osób, które Cię wspierają, jestem pewna, że w
          jakimkolwiek mieście zdecydujesz się studiować, będziesz w nim mogła
          liczyć na naszą pomoc (czy to w sprawach bardziej rzeczowych - co,
          jak i gdzie w danym mieście, czy w studenckich - gdzie co
          pozałatwiać, czy po prostu kiedy będziesz potrzebowała spotkać się z
          kimś kto zna Twoją sytuację i się wygadać).
          Trzymam za Ciebie kciuki i ściskam mocno.
      • certain_whatsit Re: Jak bylo - odpowiadam. 09.12.08, 13:08
        Malagracjo, czytam ten wątek od dwóch dni i bardzo ci współczuję.

        Powiedzial, ze nie mam prawa dalej pisac do rzecznikow i kuratorow
        > (pani pedagog sie boi!).

        Skoro się boi, to znaczy że twoja szybka akcja podziałała. Ma baba
        coś na sumieniu, to i się boi. Tak jak dziewczyny uważam, że zanim
        napiszesz do kuratorium, przemyśl plusy i minusy (matura!). Ważne
        jednak, że potrząsnęłaś panią psycholog i pokazałaś jej, że nie dasz
        sobą bezwolnie sterować. Że w razie czego potrafisz zadziałać.
        Trzymam kciuki.

        Powiedzial ze w szkole traktuja mnie jak trendowata, z
        > e
        > nauczyciele mowia miedzy sobie ze jestem przyszla samobojczynia
        (!!!).

        Tylko współczuć takich nauczycieli. Niekumata pedagog to jedno, ale
        jeśli inni nauczyciele - słusznie czy nie - widzą u ucznia problemy,
        które mogą go popchnąć do samobójstwa, to jak mogą odwracać się od
        takiej osoby! Boże, przecież młodość to najbardziej burzliwy okres w
        życiu człowieka, a tu okazuje się, że uczniami w tak trudnym wieku
        mogą zajmować się ludzie ogarnięci znieczulicą! Tym bardziej cieszę
        się, że nie zostałam nauczycielką, bo historie takie jak twoja
        pozbawiają mnie wiary w ten zawód.

        Chyba że to twój tata tak przedstawił i podkoloryzował - bo z tego
        co widzę, to człowiek dla którego wszystko co inne jest be, nawet
        jeśli to jego własne dziecko. I powiedział "przyszła samobojczyni"
        żeby ci jeszcze dopiec, traktując to jako obelgę.
      • ava.adore Ustalmy fakty 09.12.08, 15:50
        Fakt pierwszy: w normalnej, kochającej się rodzinie krzyki i wyzwiska NIE SĄ na porządku dziennym.
        Fakt drugi: w normalnej, kochającej się rodzinie NIKT NIKOGO nie wyzywa, nie poniża ani nie bije.
        Fakt trzeci: w normalnej, kochającej się rodzinie NIKT NIKOMU nie mówi, co ma myśleć, czuć i mówić.
        Fakt czwarty: w normalnej, kochającej się rodzinie NIKT OD NIKOGO nie wymaga tak pojętej lojalności.

        Malagracjo, mam wrażenie, że napędziłaś ojcu stracha. On doskonale wie, że żeby mieć nad Tobą kontrolę, musi wzbudzić w Tobie poczucie winy. Stąd te głodne kawałki o pani pedagog - jemu nie chodzi o jej zdrowie psychiczne, tylko o to, żebyś przy okazji nie uwolniła się spod wpływu rodziców. Nie wiem i nie chcę oceniać, czy robi tak, bo sam był tak wychowany, bo ma bardzo niskie poczucie własnej wartości i musi na kimś odreagować czy też jest po prostu wyrachowany. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że jesteś ofiarą przemocy. Nic więcej się nie liczy. Proszę Cię raz jeszcze, poszukaj pomocy psychologa. Sama widzisz, jak bardzo jesteś wkręcona w ich grę. Nie twierdzę, że sama nie dasz rady się z tego uwolnić, ale wierz mi, ten - bez wątpienia bolesny i nieprzyjemny - proces, będzie po prostu łatwiejszy pod przewodnictwem kogoś, kto zawodowo zajmuje się pomaganiem innym.
        Jeśli chodzi o to, co dalej robić z pedagog, sytuacją w szkole i w domu, musisz sama podjąć decyzję, tu nie odważę się dawać Ci żadnych rad. Wierzę jednak, że cokolwiek postanowisz, będzie to z korzyścią dla Ciebie i w końcu w Twoim życiu wszystko się wyprostuje. Nieustająco trzymam za Ciebie kciuki!
    • luliluli Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 09.12.08, 09:26
      od wczoraj śledzę ten wątek i bardzo mi przykro. Z powodu
      całokształtu. Chciałam tylko napisać, że na pewno dasz sobie ze
      wszystkim radę:) I że z całej tej sytuacji wyjdziesz z jeszcze
      twardszym tyłkiem i mądrzejszą głową. Większość z nas też już ma/za
      chwilę będzie mieć własne rodziny - mając za sobą trudne
      doświadczenia, mamy szansę zbudować coś pięknego na mocnych
      fundamentach zbudowanych samodzielnie:) wiedząc, jak można zrobić
      wszystko źle, możemy starać się uniknąc tego w sobie i swoim
      postepowaniu. Coś mi się zdaje, że brzmi to zbyt górnolotnie, ale
      wszystko to prawda:) jest punkt odniesienia - więc można własnym
      życiem kierować zupełnie na odwrót. I zamiast krzywdzić tych,
      których kochamy, możemy dawać im szczęście.
      Kiedyś dasz jakiemuś małemu człowiekowi tyle ciepła, ile sama
      chciałabyś teraz dostać;) trzymaj się mocno i ciepło:)
      • nathd Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 09.12.08, 11:50
        Na pocieszenie mogę powiedzieć tylko jedno - to w końcu minie!!! Jak już
        skończysz liceum, usamodzielnisz się to nikt nie będzie miał prawa tak w
        stosunku do ciebie się zachowywać. Nie jestem w stanie pojąć jak można mieć
        takiego rodzica/ rodziców... Ale wiem co to wyobcowanie w szkole, poczucie, że
        jest się dziwolągiem :(
        Ja mogę tylko przytulić jak i pozostałe koleżanki i życzyć szybkiego
        usamodzielnienia!
        • pitupitu10 Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 09.12.08, 12:58
          Trzymaj się! Ojciec będzie zły, ale przejdzie mu / zapomni. Pedagog za chwilę
          znajdzie sobie inny temat do obgadania. Zostało ci tylko pół roku do matury. Jak
          ktoś cię będzie zaczepiał, to nie chowaj się do kąta, tylko powiedz głośno 'Tak,
          mam taki problem. Chcesz mnie o coś spytać w związku z tym?' Jak zobaczą, że to
          cię nie rusza,
          to nie będą się tak ekscytować. Zresztą wszyscy teraz pewnie trzęsą portkami
          przed maturą i myślą o innych rzeczach niż ty i twoje zmartwienia.

          Mówię, ci za rok będzie ci całkowicie wisiało co teraz ktoś w szkole sobie o
          tobie myśli. Ja nie mam żadnego kontaktu ani z dawnymi znajomymi ani
          nauczycielami. Kiedyś strasznie się przejmowałam tróją na maturze, a teraz mam
          to głęboko, bo i tak to nikogo nie obchodzi.

          Powiem ci jeszcze, że ja sama kiedyś rozryczałam się na całego na lekcji.
          Prawdopodobnie miałam depresję (wtedy tego nie wiedziałam) i w ogóle nie
          panowałam nad emocjami. Ryczałam i ryczałam, i nie mogłam przestać, aż w końcu
          nauczycielka kazała mi wyjść na korytarz. Bałam się, że ludzie będą się ze nie
          naśmiewywać, ale wiesz co? Oprócz paru spojrzeń w tamten dzień nie usłyszałam
          ŻADNEGO komentarza i wszyscy traktowali mnie tak samo. Tak więc uszy do góry :)

          Idź do (prawdziwego) psychologa!
          • malagracja Placz. 09.12.08, 15:47
            Ja miewam (moze co 2 noc) niekontrolowane wybuchy placzu, ale musze je tlumic
            poduszka. Potem wybucham w szkole.
            A teraz bede musiala sie jakos wyrabiac miedzy domem a szkola.
    • malagracja Powiem, wam tak... 09.12.08, 15:44
      Matka sie do mnie nie odzywa (ale juz sie przyzwyczailam). Brat czuje sie
      wspaniale, bo uwaga ojca jest skupiona na mnie. Ojciec udaje, ze nic sie nie stalo.

      Czyli znowu musze zaczac zachowywac sie tak, zeby zalagodzic sprawe: byc mila
      dla mamy, zabierac ja na zakupy i na nich jej przytakiwac nawet gdy nie ma
      racji, schodzic jej z drogi i na wszystko mowic "tak" - mimo wyrzytow sumienia i
      wstretu do samej siebie przez to. Dla ojca musze tez byc mila, wykonywac jego
      wszystkie polecenia, czesto sprzatac w domu i takze przytakiwac na wszystko.
      Podczas klotni stac nieruchomo i nie plakac. Kryc sie z uczuciami w domu i w
      szkole. Wytrzymalam 18 lat to i wytrzymam dluzej. Obym sama sie taka nie stala.

      Tak jak mowicie, to jest tylko pol roku. Zrobie sobie kalendarz i bede odrywac
      kazda kartke po kolei. Kiedy juz uciekne z domu, wyprawie ogromne dziekczynne
      przyjecie - bo jestem tak bardzo dla każdej z Was osoba wdzieczna!

      A co z Pania psycholog? Prawo jest po mojej stronie, ale w praktyce jest już z
      tym gorzej. Nie chce pisać pism, skarg, zazaleń, bo musze podawac tam swoje dane
      (a stad juz blisko do kolejnych problemow). Jak zdam mature, wtedy podejme
      dzialania przeciwko tej kobiecie - bo nie chce, zeby ktokolwiek otrzymal taka
      "pomoc" jak ja.

      Jeszcze raz Wam wszystkim dziekuje!!! <3

      P.S.
      Psychologa szukam. Normalnego, oczywiscie :-)
      • kuraiko Re: Powiem, wam tak... 09.12.08, 16:01
        "czesto sprzatac w domu" - ejj, ale to chyba nie aż tak straszne? ja
        rozumiem, że musi Cię wkurzać fakt, że zapewne to TY musisz
        sprzątać, a Twój brat nie (u mnie było właśnie tak - ja zasuwałam, a
        on siedział przed tv), ale w pewnym momencie dochodzi się do
        wniosku, że w końcu ktoś musi sprzątać...
        • turzyca Re: Powiem, wam tak... 09.12.08, 16:15
          A i tu Cie mam! ;P

          Wiesz, nie mam nic przeciwko temu, zeby moja Mama nie sprzatala w ogole. Bo
          strasznie ciezko pracuje i tak sie zlozylo, ze glownie ona utrzymuje dom. I ma
          tak malo chwil odpoczynku, ze wydaje mi sie, samo przez sie zrozumiale, ze jak
          jestem w domu, to sprzatam. Tudziez odwalam inne obowiazki typu gotowanie czy
          opieka nad psami. Wydaje mi sie samo przez sie tez zrozumiale, ze jesli moja sis
          ma akurat swoja wariacka sesje na polibudzie to staram sie ja odciazyc i robie
          tez to, co ona zazwyczaj robi. Ale jak mi sie wali wszystko na glowe, to
          naturalne jest, ze ktos z rodziny, kto akurat ma lzej, zabierze czesc
          obowiazkow. A jesli akurat wszyscy sa mniej wiecej rowno obciazeni, to powinni
          sie mniej wiecej rowno przykladac do obowiazkow domowych. To jest wspolny dom i
          kazdy powinien sie w miare sil i mozliwosci do niego przykladac. I jesli ktos
          moze sobie siedziec, a druga osoba jest nieproporcjonalnie obciazona, to jest
          nie si.
        • the_mariska kuraiko, ale tu chodzi o zupełnie inną sytuację.. 09.12.08, 16:19
          Sprzątanie samo w sobie nie jest problemem - problemem jest, kiedy cały dzień
          musisz się chować we własnym domu po kątach, żeby przypadkiem nie sprowokować
          niczym rodziców, czytać im w myślach i robić wszystko perfekt, bo kilka kubków w
          zlewie czy niepościelone łóżko może spowodować dziką awanturę, kiedy te kubki
          zaczną latać w twoją stronę a łóżko zostanie wywrócone do góry nogami. Wiem co
          mówię, z autopsji...
          • kuraiko Re: kuraiko, ale tu chodzi o zupełnie inną sytuac 09.12.08, 19:29
            ok, ale to było samo stwierdzenie "muszę dużo sprzątać", a nie opis
            tego typu sytuacji.
            mnie też przez lata wkurzało, że to ja muszę pomagać w domu, a brat
            nie i że sprzątanie jest traktowanie jako przywołanie do porządku.
            np jak miałam problemy, to słyszałam "a wysprzątałaś łazienkę?"
            zamiast pytania co właściwie się dzieje i jakiegoś zainteresowania.
            wiem że to może uprzedzać i przez pewien czas miałam bunt, ze nie
            będę niczego robić (bo skoro brat nie musi to czemu ja mam to
            robić), ale już mi przeszło, bo po prostu trzeba sprzątać, a mama ma
            problemy z kręgosłupem i co jakiś czas coś typu rwa kulszowa albo
            stawy (takie dolegiwości typowe dla wieku)


            więc co innego bunt przeciwko samemu sprzątaniu, a co innego
            sytuacja, że się obrywa w sensie dosłownym za nieumyte naczynia
            • turzyca Re: kuraiko, ale tu chodzi o zupełnie inną sytuac 09.12.08, 19:38
              A brat co? Chory kregoslup czy leniwus pospolitus usprawiedliwius przez rodzicus?
              • kuraiko Re: kuraiko, ale tu chodzi o zupełnie inną sytuac 09.12.08, 23:58
                "leniwus pospolitus usprawiedliwius przez rodzicus" xD właśnie tak
                jeszcze to było tak, że po prostu on nie robił o co go prosili, więc
                po prostu zrezygnowali.
                potem się sytuacja zmieniła, bo on wyjechał na studia, a ja zostałam
                w domu. chociaż jak on przyjeżdża na weekend, to mama mu pierze
                (!!!), a jak ja przyjeżdżałam to prałam sama. w takich sytuacjach go
                traktują jak małe dziecko i to stary chłop, co ma pralkę na
                mieszkaniu (i niby nie umie obsłużyć), oraz dość tanią pralnię
                niedaleko :/
                ale teraz właściwie ja zostałam na stałe w domu, więc nie ma się co
                rzucać o sprzątanie...
                myślę że tu raczej chodzi o wtłaczanie w role - dziewczynka ma
                pomagać w kuchni i sprzątać, jak chłopak zrobi coś takiego, to od
                razy dostanie pochwały, ale wystarczy na ogół jak odkurzy czy
                wyniesie śmieci.
                ale to już nie do tematu, bo dotyczy czego innego niż ogólny temat ;)
          • malagracja The_mariska - masz racje n/t 09.12.08, 20:33
        • malagracja Ale ja nie widze nic zlego w sprzataniu 09.12.08, 20:32
          raczej chodzilo mi o pedantyczne dbanie o dom, zeby wszystko bylo cacy w oczach
          rodzicow.

          Ja sprzatac lubie i nic do tego nie mam.

          Moja wina, zle sie wyrazilam
          • kuraiko Re: Ale ja nie widze nic zlego w sprzataniu 09.12.08, 23:59
            spoko, teraz rozumiem. pedantyzm to przesada :( mogę sobie wyobrazić
            o co chodzi, że wszystko ma być na błysk itd
    • panistrusia Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 09.12.08, 15:57
      Malagracjo - na początku bardzo Ci współczułam, ale teraz mam coraz
      większe wątpliwości co do tego, jak to z Tobą jest.
      Po pierwsze - mam wrażenie, że manipulujesz tutaj naszymi uczuciami
      (pojawiające się coraz to nowe fakty, które zmieniają, przynajmniej
      mój, ogląd sprawy). Wiele osób zaangażowało się emocjonalnie w pomoc
      Tobie i chyba zapomniało, że może istnieć druga strona medalu.
      Po drugie - nie podoba mi się, że okłamałaś panią pedagog. Być może
      ona zachowuje się nieprofesjonalnie - ale Ty użyłaś udzielonych Ci w
      tym wątku porad nie do rozwiązania sytuacji, ale do szantażu.
      Po trzecie - nie daj się zwieść temu, że tutaj tak wiele osób wpisało
      się, że Ci dobrze życzy - owszem, to miłe uczucie, jakże potrzebne,
      gdy ma się wrażenie, że się stoi przed ścianą. Ale tak naprawdę te
      komentarze są często wpisane tylko z automatycznego
      przeświadzczenia/maniery internetowej, że jak ktoś się żali, to
      trzeba go <głask>. Treść maila, jaki wysłałaś do pani pedagog nawet
      dla mojego nieprofesjonalnego oka jest alarmująca. I raczej świadczy
      o Twoim zagubieniu/konieczności pomocy Tobie a nie o Twojej
      stanowczości.

      Jeśli rzeczywiście chcesz rozwiązania sytuacji, a nie tylko wyżalić
      się i uzyskać wirtualne pocieszenie, to szukaj dalej profesjonalnej
      pomocy.
      Wg mnie szukasz tylko środków zastępczych dla usprawiedliwienia
      swojego zachowania - rodzice, pedagog, wszyscy nauczyciele, zamiast
      zastanowić się jaki przede wszystkim masz ze SAMĄ SOBĄ problem.
      • the_mariska Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 09.12.08, 16:26
        panistrusia napisała:
        Treść maila, jaki wysłałaś do pani pedagog nawet
        > dla mojego nieprofesjonalnego oka jest alarmująca. I raczej świadczy
        > o Twoim zagubieniu/konieczności pomocy Tobie a nie o Twojej
        > stanowczości.

        Panistrusiu, ale ty się dziwisz że Małagracja jest zagubiona i potrzebuje
        pomocy? Gdyby nie potrzebowała pomocy, nie zgłosiłaby się w ogóle do tej durnej
        baby. Człowiek zastraszany w domu przez całe życie będzie robił wszystko żeby
        zapobiec kolejnej awanturze, nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie prowokował
        nieobliczalnych rodziców. Trudno prowadzić samemu wojnę z całym światem,
        zwłaszcza kiedy własna rodzina jest nastawiona przeciwko tobie. Dlatego rozumiem
        Małągrację, która na razie chce jakoś to wszystko przeczekać, byle do matury.
        Otwarta wojna z rodziną, z którą się mieszka pod jednym dachem i całą kadrą
        pedagogiczną to nie jest w tym momencie najlepszy pomysł.
        • panistrusia Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 09.12.08, 16:42
          > Panistrusiu, ale ty się dziwisz że Małagracja jest zagubiona i
          potrzebuje
          > pomocy?

          Ani trochę się nie dziwię, tylko po prostu mail taki mógł jeszcze
          bardziej utwierdzić w postanowieniu 'pomocy za wszelką cenę'.

          I starałam się przekazać, że nie wojna z całym światem jest
          rozwiązaniem sytuacji, ale skupienie się na sobie. Bo skończy się
          liceum, zostawi się daleko w tyle panie pedagożki, wychowawczynie, ba
          nawet rodziców i człowiek zostanie sam i nadal mieć jakieś problemy,
          a nie jak się spodziewał, nie mieć problemów w związku z odcięciem od
          patologicznej sytuacji.
          • the_mariska Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 09.12.08, 17:46
            panistrusia napisała:
            > I starałam się przekazać, że nie wojna z całym światem jest
            > rozwiązaniem sytuacji, ale skupienie się na sobie. Bo skończy się
            > liceum, zostawi się daleko w tyle panie pedagożki, wychowawczynie, ba
            > nawet rodziców i człowiek zostanie sam i nadal mieć jakieś problemy,
            > a nie jak się spodziewał, nie mieć problemów w związku z odcięciem od
            > patologicznej sytuacji.

            Święte słowa. I paradoksalnie, obyś nie miała racji, oby w przypadku Małejgracji
            się to nie spełniło. W moim przypadku początki radzenia sobie samej były równie
            nieciekawe co mieszkanie z dysfunkcyjną rodziną. Szkoda gadać, w ogóle nie
            dawałam sobie rady w nowej sytuacji, bywało że nie trzeźwiałam przez tydzień. Do
            tej pory dopadają mnie czasem stany depresyjne ale najgorsze mam dawno za sobą.

            A głaskanie po główce też jest czasem potrzebne - bez moich dwóch przyjaciół
            którym zawsze mogłam wypłakać się w ramię nie wiem co by się stało. Swoją drogą,
            nie mam pojęcia skąd mieli tyle cierpliwości żeby tego wysłuchiwać. Co nie
            zmienia faktu, że najbardziej pomogli mi, kiedy dali mi, za przeproszeniem,
            porządnego kopa w dupsko.

            Jeszcze jedno, od kiedy wyprowadziłam się z domu, moje kontakty z ojcem zmieniły
            się o 180 stopni. Wreszcie zaczął ze mną rozmawiać jak z człowiekiem, słuchać
            tego co chcę mu powiedzieć, wspierać mnie w tym co robię, zrezygnował ze swoich
            planów na moje życie. Ba, doszło do tego że bywam teraz powiernikiem i rozjemcą
            w konfliktach pomiędzy rodzicami, gdyby ktoś mi powiedział o tym 3 lata temu
            zaśmiałabym mu się prosto w twarz. I tylko ten głupi bagaż idiotycznych zachowań
            i kretyńskich reakcji ciągnie się w mojej rodzinie od pokoleń i nie wiem, czy
            będę w stanie go przerwać w stosunku do własnych dzieci. Dlatego boję się mieć
            kiedyś własne dzieci...
            • pierwszalitera Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 09.12.08, 18:17
              the_mariska napisała:

              Co nie
              > zmienia faktu, że najbardziej pomogli mi, kiedy dali mi, za przeproszeniem,
              > porządnego kopa w dupsko.
              >

              Bo to naprawdę najlepiej pomaga, a wszycy na mnie najeżdżają, gdy pozwolę sobie na ostrzejsze słowa. ;-)


              > Jeszcze jedno, od kiedy wyprowadziłam się z domu, moje kontakty z ojcem zmienił
              > y
              > się o 180 stopni. Wreszcie zaczął ze mną rozmawiać jak z człowiekiem, słuchać
              > tego co chcę mu powiedzieć, wspierać mnie w tym co robię, zrezygnował ze swoich
              > planów na moje życie.

              Tak jest najczęściej. Ja też w niewielu sprawach zgadzałam się z moimi rodzicami, a teraz po latach bardzo się kochamy. Trzeba tylko zacząć traktować rodziców jak normalnych ludzi, ze swoimi niedoskonałościami i wadami, i skończyć z szukaniem winnych za przeszłość. I oczywiście robić swoje. ;-)
              • turzyca Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 09.12.08, 18:40
                pierwszalitera napisała:

                > the_mariska napisała:
                >
                > Co nie
                > > zmienia faktu, że najbardziej pomogli mi, kiedy dali mi, za przeproszenie
                > m,
                > > porządnego kopa w dupsko.
                > >
                >
                > Bo to naprawdę najlepiej pomaga, a wszycy na mnie najeżdżają, gdy pozwolę sobie
                > na ostrzejsze słowa. ;-)

                Wycielas z wypowiedzi Mariski jedno strasznie wazne slowo - przyjaciel. Bardzo
                malo jest osob, ktorym pozwalam krytykowac sie do cna i musza byc odpowiednio
                blisko, musza sobie te pozycje wypracowac wczesniejsza wiernoscia przyjazni.
                Trzeba miec pewnosc, ze ta krytyka wyglaszana jest dla naszego dobra. Krytykom i
                krytykantom z zewnatrz - wara.
                • pierwszalitera Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 09.12.08, 20:04
                  turzyca napisała:

                  > Wycielas z wypowiedzi Mariski jedno strasznie wazne slowo - przyjaciel. Bardzo
                  > malo jest osob, ktorym pozwalam krytykowac sie do cna i musza byc odpowiednio
                  > blisko, musza sobie te pozycje wypracowac wczesniejsza wiernoscia przyjazni.
                  > Trzeba miec pewnosc, ze ta krytyka wyglaszana jest dla naszego dobra. Krytykom
                  > i
                  > krytykantom z zewnatrz - wara.

                  Nikt nie zabiera ci do tego prawa. Ja jednak zwierzając się z osobistych spraw w internecie nie zakładam ogólnej przyjaźni i muszę liczyć się, że ktoś będzie miał krytyczne zdanie. W ogóle przeczulenie na krytykę wydaje mi się okropną przesadą. Coż może zrobić mi krytyka osób mi zupełnie nieznanych? Nie chcę, to nie biorę jej sobie do serca, a może akurat wskaże mi interesujący, świeży punkt widzenia, o którym wcześniej nie pomyślałam? Przecież krytyka, nawet ta od sprawdzonych przyjaciół, nie jest od razu dyrektywą do działania. Zupełnie nie rozumiem o co ci chodzi. No chyba, że krytykę traktuje się tylko jako formę kary i napad na integralność osobowości, ale to dla mnie jest już prawie paranoja.
                  • turzyca Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 10.12.08, 00:02
                    Przyjaciel jako osoba nam bliska wie, albo przynajmniej powinien wiedziec, kiedy
                    potrzebna jest nam krytyka, kiedy solidny kop w cztery litery, a kiedy
                    poglaskanie po glowie. Osoba z zewnatrz, nawet wiedziona dobrymi intencjami,
                    umie zaserwowac kopa w cztery litery, ktory skutecznie wepchnie w bagno osobe z
                    niego sie wydrapujaca. I raczej rzadko sie zdarza, ze ta osoba powie cos
                    odkrywczego, jest za malo doinformowana, zeby jej rada byla i swieza i sensowna.
                    A i tak zakladamy dobra wole tej osoby. Nie zakladamy, ze bedzie przez krytyke
                    polepszac sobie samopoczucie. A ludzie krytykujac innych, to wlasnie czesto
                    robia. Trwale powtarzana bezpodstawna krytyka ma wartosc demotywujaca lub tez
                    mowiac kolokwialnie po prostu dobija. Mojemu wspollokatorowi tak wyszlo, ze musi
                    zrobic dlugie praktyki w zupelnie beznadziejnym miejscu, inaczej nie bedzie mogl
                    skonczyc studiow, a zeby bylo fajniej musi wstawac o 5.30, a wraca do domu
                    20.30. Wiekszosc osob, ktora go spotykala, zamiast posluchac i powiedziec
                    "faktycznie szef jest szajbniety, ale dasz rade, fajny czlowiek z Ciebie"
                    leciala tekstem w stylu "nie no facet, ale beznadziejnie wybrales, co Ty wtedy
                    myslales/[trzeba byc palantem, zeby sie tak wkopac], wez Ty sie zwolnij"
                    Dlaczego sie wkopal - to dluga i bardzo trudna historia, trudno zeby kazdemu ja
                    opowiadal, zwolnic nie moze sie w zadnym wypadku. I co on ma w takiej sytuacji
                    zrobic? Przeciez swietnie wie, ze sie wkopal, nie moze tego odkrecic, musi
                    dotrwac do konca, a gledzenie, ze jest glupkiem, w zaden sposob mu nie pomaga.
                    Ta krytyka niezbyt bliskich mu ludzi tylko go dobija, odbiera smak tym niewielu
                    wolnym chwilom, ktore mu zostaly. Przez trzy miesiace nikt nie udzielil mu innej
                    rady, niz zeby sie zwolnil. Skonczylo sie paroma awanturami i ma spokoj od
                    wspanialych rad.

                    Dlatego uwazam, ze w krytkowaniu kogos, kogo malo znamy, czyje sprawy znamy
                    tylko z ograniczonej relacji, trzeba sie mozliwie powstrzymac, bo mozemy narobic
                    tym wiecej szkody niz pozytku. Chyba ze nam wszystko jedno, czy komus dokopiemy
                    czy mu pomozemy...
                    • pierwszalitera Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 10.12.08, 01:13
                      turzyca napisała:

                      > Przyjaciel jako osoba nam bliska wie, albo przynajmniej powinien wiedziec, kied
                      > y
                      > potrzebna jest nam krytyka, kiedy solidny kop w cztery litery, a kiedy
                      > poglaskanie po glowie.

                      Nie musi wiedzieć. Przyjaciele fajna rzecz, ale nie zawsze wiedzą, co dla NAS jest najlepsze. Zauważ, że wiele osób nawet specjalnie udaje się ze zwierzeniami do zupełnie obcej osoby, by ta z pewnego dystansu przyjrzała się sytuacji. Coś takiego bywa bardzo pomocne. A ja osobiście wzbraniałabym się przed obciążaniem odpowiedzialnością za moje życie kogoś z moich przyjaciół.


                      Osoba z zewnatrz, nawet wiedziona dobrymi intencjami,
                      > umie zaserwowac kopa w cztery litery, ktory skutecznie wepchnie w bagno osobe z
                      > niego sie wydrapujaca. I raczej rzadko sie zdarza, ze ta osoba powie cos
                      > odkrywczego, jest za malo doinformowana, zeby jej rada byla i swieza i sensowna
                      > .

                      Mam inne zdanie. Krytyka osób z którymi związani jesteśmy emocjonalnie bywa odbierana gorzej niż od kogoś, kto niewiele dla nas znaczy. A w zdaniu obcych nie chodzi o idealną ocenę sytuacji, tylko o zmianę perspektywy.


                      > A i tak zakladamy dobra wole tej osoby.

                      Dobra wola nie ma z tym nic wspólnego. Krytykę ludzi, którzy nas nie lubią, warto też sprawdzić na rzeczywistości. Czasem jest w tym odrobina prawdy. Ludzi ze zdrową psychiką takie rzeczy nie wytrącają z równowagi.


                      Mojemu wspollokatorowi tak wyszlo, ze mus
                      > i
                      > zrobic dlugie praktyki w zupelnie beznadziejnym miejscu, inaczej nie bedzie mog
                      > l
                      > skonczyc studiow, a zeby bylo fajniej musi wstawac o 5.30, a wraca do domu
                      > 20.30. Wiekszosc osob, ktora go spotykala, zamiast posluchac i powiedziec
                      > "faktycznie szef jest szajbniety, ale dasz rade, fajny czlowiek z Ciebie"

                      Mnie takie "pocieszenia" tylko drażnią. Nieprzyjemne sytuacje staram się znosić albo z wisielczym humorem, albo je kończę. I wolę, gdy ktoś powie mi bezpośrednio jak ocenia sytuację, bez upiększaczy. Polukrowana prawda nie stanie się inną prawdą. I też mnie czasem zaboli, ale często zapobiegło to długiemu oszukiwaniu samej siebie. Ja też podejmuję nienajlepsze decyzje, lubię robić to jednak w pełnej świadomości faktów i konsekwencji.


                      > Dlatego uwazam, ze w krytkowaniu kogos, kogo malo znamy, czyje sprawy znamy
                      > tylko z ograniczonej relacji, trzeba sie mozliwie powstrzymac, bo mozemy narobi
                      > c
                      > tym wiecej szkody niz pozytku. Chyba ze nam wszystko jedno, czy komus dokopiemy
                      > czy mu pomozemy...

                      A ty mnie faktycznie podejrzewasz o przyjemność dokopywania innym. ;-) Mylisz się. Ja bardzo lubię ludzi i pewno się zdziwisz, ale ja też jestem lubiana przez moich znajomych. Właśnie za to, że nie mydlę nikomu oczu i nie udaję fałszywej sympatii. Ja też nie mam potrzeby być przez wszystkich kochana i ceniona, to pewno daje mi jakąś przewagę. :-)
                      • turzyca Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 10.12.08, 02:36
                        > Osoba z zewnatrz, nawet wiedziona dobrymi intencjami,
                        > > umie zaserwowac kopa w cztery litery, ktory skutecznie wepchnie w bagno o
                        > sobe z
                        > > niego sie wydrapujaca. I raczej rzadko sie zdarza, ze ta osoba powie cos
                        > > odkrywczego, jest za malo doinformowana, zeby jej rada byla i swieza i se
                        > nsowna
                        > > .
                        >
                        > Mam inne zdanie. Krytyka osób z którymi związani jesteśmy emocjonalnie bywa odb
                        > ierana gorzej niż od kogoś, kto niewiele dla nas znaczy. A w zdaniu obcych nie
                        > chodzi o idealną ocenę sytuacji, tylko o zmianę perspektywy.


                        Ciekawe, ze nie zgadzasz sie z czyms, czego nie napisalam. Ja napisalam, ze
                        osoba z zewnatrz czesto wybiera najgorszy moment na, mobilizujacego w jej
                        zamierzeniu, kopa. Bo nie ma tego wyczucia, ktore maja osoby blizej nas.

                        > > A i tak zakladamy dobra wole tej osoby.
                        >
                        > Dobra wola nie ma z tym nic wspólnego. Krytykę ludzi, którzy nas nie lubią, war
                        > to też sprawdzić na rzeczywistości. Czasem jest w tym odrobina prawdy. Ludzi ze
                        > zdrową psychiką takie rzeczy nie wytrącają z równowagi.

                        Jesli ogolnie im sie zle dzieje, to owszem cudze krytykanctwo (a w momencie
                        kryzysu ciezko odroznic krytyke od krytykanctwa) moze ich calkiem niezle dotknac.

                        > Mnie takie "pocieszenia" tylko drażnią. Nieprzyjemne sytuacje staram się znosić
                        > albo z wisielczym humorem, albo je kończę.

                        Ciebie. Inni maja inny charakter i moga wolec nawet nie lukrowana prawde, ale
                        jasne strony sytuacji. Jesli facet jest faktycznie fajny, a szef faktycznie
                        rabniety, to czemu nie powiedziec mu akurat tego tyko wybrac cos mniej przyjemnego?

                        I wolę, gdy ktoś powie mi bezpośred
                        > nio jak ocenia sytuację, bez upiększaczy.

                        Jasne. Ale jak mowi Ci to 30 osoba w ciagu tygodnia i 5 danego wieczoru, to taka
                        szczerosc zaczyna byc uciazliwa. Szczegolnie jesli sam(a) doskonale wiesz, jaka
                        jest prawda.


                        > A ty mnie faktycznie podejrzewasz o przyjemność dokopywania innym. ;-)
                        Dzieki za ten emotikon, bo juz podejrzewalam, ze faktycznie cos jest nie tak,
                        jesli nie mozna wyrazic zadnej uwagi krytycznej na jakis temat, jesli
                        przypadkiem jestes w _szerokich_okolicach_ obozu przeciwnego.
                        Ale jesli jeszcze takich ludzi nie spotkalas to uprzejmie ostrzegam - naprawde
                        sa ludzie, ktorzy nigdy nie chwala i uwielbiaja krytykowac. Ktorzy zamiast
                        powiedziec Mackowi, ze maluje swietne obrazy, a Krzyskowi, ze pieknie spiewa,
                        beda truly Mackowi, ze Krzysiek to pieknie spiewa, a w ogole to bedzie mial
                        koncert solowy, gdy Maciek przybiegnie z wiadomoscia, ze bedzie mial wernisaz w
                        uznanej galerii. Krzyskowi dla odmiany beda opowiadaly dlugo i namietnie o
                        talencie Macka, a na wiadomosc o koncercie solowym zareaguja entuzjastyczna
                        opowiescia o wernisazu Macka. Obydwu zas beda wytykac, jesli nie bledy w
                        warsztacie artystycznym, to w kazdej innej dziedzinie zycia. Jak akurat rozmowca
                        nie popelnia bledow to wytka mu bledy rodzicow lub dziadkow, takze te popelnione
                        przed narodzinami delikwenta. I niestety czasem sa to osoby umiejace sprawiac
                        znakomite pierwsze i kolejne wrazenia i dlugo zajmuje polapanie sie, dlaczego po
                        tej milej rozmowie w zyczliwej atmosferze czlowiek stracil cala radosc zycia.
                        • pierwszalitera Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 10.12.08, 10:18
                          turzyca napisała:

                          > Ciekawe, ze nie zgadzasz sie z czyms, czego nie napisalam. Ja napisalam, ze
                          > osoba z zewnatrz czesto wybiera najgorszy moment na, mobilizujacego w jej
                          > zamierzeniu, kopa. Bo nie ma tego wyczucia, ktore maja osoby blizej nas.

                          Acha, czyli nie ogólnie o krytykę z zewnątrz ci chodzi, tylko o moment? A skąd wiesz pisząc "osoba z zewnatrz czesto wybiera najgorszy moment", że tak jest? Jeżeli chodzi o wyczucie czasowe, to założę się, że większych różnic między przyjaciółmi i obcymi nie ma. Każdy moment może być dobry, albo zły, wszystko zależy od interpretacji.


                          > Jesli ogolnie im sie zle dzieje, to owszem cudze krytykanctwo (a w momencie
                          > kryzysu ciezko odroznic krytyke od krytykanctwa) moze ich calkiem niezle dotkna
                          > c.

                          Co, kto i jak przyjmuje w momencie kryzysu zależy od indywidualnych predyspozycji. Używasz uogólnień. Zakładasz, że ludzie z natury są źli, chcą znaleść w nas najgorsze, nie mają nigdy wyczucia i walą z założenia zawsze z grubej rury, nie zwracając uwagi na uczucia innych? Zdarza się i tak, ale z reguły nikt nie chce nas umyślnie urazić. Trzeba brać poprawkę, że wiele z tego co do nas dochodzi, nie dotyczy nas, tylko mówi o nadawcy i o jego spostrzeganiu świata. Wtedy nawet w chwili kryzysu można zachować dystans i nie bierze się bezkrytycznie wszystkiego na siebie. Nie trzeba zawsze wszystkiego oceniać w kategoriach czarne i białe.


                          > Ciebie. Inni maja inny charakter i moga wolec nawet nie lukrowana prawde, ale
                          > jasne strony sytuacji. Jesli facet jest faktycznie fajny, a szef faktycznie
                          > rabniety, to czemu nie powiedziec mu akurat tego tyko wybrac cos mniej przyjemn
                          > ego?

                          O, nagle pojawiają się w twoich wypowiedziach inne fakty. A ja myślałam, że chodziło faktycznie tylko o "głaskanie główki", a nie o jasną sytuację. Bo czy stwierdzenie, że praca jest beznadzieja i facet powinnien się zwolnić, nie jest było dla tych ludzi jasnym określeniem sytuacji?


                          > Ale jesli jeszcze takich ludzi nie spotkalas to uprzejmie ostrzegam - naprawde
                          > sa ludzie, ktorzy nigdy nie chwala i uwielbiaja krytykowac. Ktorzy zamiast
                          > powiedziec Mackowi, ze maluje swietne obrazy, a Krzyskowi, ze pieknie spiewa,
                          > beda truly Mackowi, ze Krzysiek to pieknie spiewa,

                          Owszem, tacy ludzie są, moim zdaniem nie jest to wyraz "nienawiści do ludzi", tylko sprawa wychowania. Wielu rodzicom wydaje się, że pochwały psują charakter i należy tylko korygować negatywne zachowanie. Tak wychowani ludzie nie mają szans i powtarzają w życiu wyuczone schematy. Ale skoro wiemy, że ludzie się tak zachowują, to w czym problem? Jak mówił już stary niemiecki kanclerz Helmut Kohl: psy szczekają, a karawana idzie dalej. ;-) Chyba zgodzisz się, że oczekiwanie zewsząd tylko życzliwości jest strategią skazaną na niepowodzenie ? ;-)
                          • turzyca Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 10.12.08, 16:13
                            A skąd
                            > wiesz pisząc "osoba z zewnatrz czesto wybiera najgorszy moment", że tak jest? J
                            > eżeli chodzi o wyczucie czasowe, to założę się, że większych różnic między przy
                            > jaciółmi i obcymi nie ma. Każdy moment może być dobry, albo zły, wszystko zależ
                            > y od interpretacji.

                            Dla mnie to nie zalezy od interpretacji tylko od skutkow, jesli krytyka w danym
                            momencie zamiast zmobilizowac kogos do dzialania ostatecznie go zdemobilizowala,
                            a czasem wrecz doprowadzila do ogolnego pogorszenia stanu, to raczej nie podlega
                            dyskusji, ze moment byl zle wybrany.
                            Ty mozesz zakladac sie, ze nie ma wiekszych roznic w wyczuciu obcych i
                            przyjaciol, ja mam zazwyczaj obserwuje odmienny stan rzeczy.

                            > Co, kto i jak przyjmuje w momencie kryzysu zależy od indywidualnych predyspozyc
                            > ji.
                            Oczywiscie. Jestes w stanie, widzac osobe pierwszy, drugi raz w zyciu na oczy,
                            ocenic jakie sa jej indywidualne predyspozycje i jestes pewna, ze swoja
                            niewczesna uwaga jej w zaden sposob nie zaszkodzisz.

                            Zakładasz, że ludzie z natury są źli, chcą znaleść w nas
                            > najgorsze, nie mają nigdy wyczucia i walą z założenia zawsze z grubej rury, ni
                            > e zwracając uwagi na uczucia innych? Zdarza się i tak, ale z reguły nikt nie ch
                            > ce nas umyślnie urazić.

                            Znowu przypisujesz mi cos, czego nie napisalam. Nie uwazam, ze wszyscy ludzie sa
                            zli z natury. Ale uwazam, ze sa ludzie, ktorzy nie wyglaszaja krytyki kierujac
                            sie wylacznie dobrymi intencjami, ale zalatwiaja przy okazji swoje inne
                            potrzeby. Uwazanie, ze kazdy zawsze robi cos tylko z czystych pobudek jest
                            raczej naiwnoscia.

                            > O, nagle pojawiają się w twoich wypowiedziach inne fakty. A ja myślałam, że cho
                            > dziło faktycznie tylko o "głaskanie główki", a nie o jasną sytuację. Bo czy stw
                            > ierdzenie, że praca jest beznadzieja i facet powinnien się zwolnić, nie jest by
                            > ło dla tych ludzi jasnym określeniem sytuacji?

                            Nie pojawiaja sie nowe fakty. Praca jest beznadziejna pod kazdym wzgledem, facet
                            nie moze sie zwolnic, przyczyny sa dlugie i skomplikowane, w kazdym razie nie
                            bedzie mogl skonczyc studiow. Wie to sam i od dawna. I dlaczego a priori
                            zalozylas, ze moj wspollokator nie jest fajny? Bo powiedzenie mu, ze jest fajny
                            byloby lukrowaniem prawdy, gdyby nie byl fajny, nie?
                            I caly czas to nie jest odpowiedzia na pytanie, dlaczego ludzie koncentruja sie
                            na jego zlym wyborze i namawiaja do nierealnego zwolnienia, zamiast wybrac inna
                            czesc prawdy i podkreslac jego zalety, ktore pomoga mu wytrzymac ten
                            beznadziejny czas?

                            Ale skoro wiemy, że ludzie się tak
                            > zachowują, to w czym problem?

                            Zorientowanie sie w takiej manipulacji zajmuje zazwyczaj chwile (a jesli
                            manipulator jest inteligentny to naprawde dluzsza chwile), w przypadku osob nam
                            znanych mozemy brac poprawke na to zachowanie, w przypadku osob obcych trudno.
                            Chyba, ze nie bedziemy nikomu ufac...

                            Chyba zgodzisz się, że oczekiwani
                            > e zewsząd tylko życzliwości jest strategią skazaną na niepowodzenie ? ;-)
                            Jak ja pisze, ze nie zawsze ludzie krytykuja z dobra wola, to przypisuejsz mi,
                            ze uwazam, ze wszyscy sa zli z natury.
                            Twoje zdanie tlumaczy, dlaczego uwazam niepozwalanie osobom obcym na krytyke za
                            zupelnie dopuszczalna taktyke, jako ze nie mozemy byc pewni, czym sie dana
                            osoba w danym momencie kieruje.
                            • pierwszalitera Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 10.12.08, 16:44
                              turzyca napisała:

                              > Twoje zdanie tlumaczy, dlaczego uwazam niepozwalanie osobom obcym na krytyke za
                              > zupelnie dopuszczalna taktyke, jako ze nie mozemy byc pewni, czym sie dana
                              > osoba w danym momencie kieruje.

                              A jak takie niepozwalanie ma twoim zdaniem praktycznie wyglądać, jeżeli jest na przykład po fakcie?
                              • pierwszalitera turzyca 10.12.08, 17:28
                                Wiesz, wyjaśnię ci o co mi w moim pytaniu chodzi. Załóżmy, że rozmawiasz sobie z obcymi ci ludźmi na forum. Piszesz coś o sobie, o swoich poglądach i nagle komuś, coś tam się w tym, co napisałaś nie podoba. Dostajesz komentarz, który twoim zdaniem wpada w kategorię krytyka. Akurat nawet, czego twój rozmówca naturalnie nie wie, bo cię nie zna, trafia to w twój szczególnie wrażliwy punkt. I co? Robi wielkie BUM! Co wtedy? Piszesz: "chwileczkę, ale jesteś nieupoważniony do krytyki mojej osoby" i resetujesz powstałe już emocje? Widzisz, moja strategia jest inna. To BUM wpada u mnie w poduszkę i nie robi większej krzywdy. Właśnie dlatego, że mam też słabości, nie chcę by krytyka mnie zbyt dotknęła. Jestem przygotowana i nie muszę po fakcie domagać się moich praw do nienaruszalności. Nie odczuwam wtedy krytyki jako zabójczej agresji na moją osobę i nie spada mi samoocena. Mogę zastanowić się wtedy, o co chodziło rozmówcy i jak mam ochotę, to nawet pokłócić. ;-)
                                • turzyca pierwszalitero 11.12.08, 01:24
                                  To o czym pisalam nie dotyczy mnie jako mnie - ja dzieki takiej "meduzie" (czyli
                                  krytykantowi pierwszej wody) w bliskim otoczeniu nauczylam sie calkiem ladnie
                                  olewac krytyke, ktora uwazam za niesluszna. Jak ktos glupio mowi, to jego
                                  problem, nie moj, tylko mu wspolczuc.
                                  A net to w ogole zupelnie odrebna sprawa - naprawde nie widze powodu, zeby
                                  przejmowac sie opinia ludzi, ktorych w zyciu na oczy nie widzialam i nie maja na
                                  nic w moim zyciu wplywu. Moge sie w necie klocic, moge sie wyglupiac, ale
                                  wszystko konczy sie w momencie wylaczenia komputera. Nie rozmyslam po nocach,
                                  jak napisac posta roku. ;)
                                  Co nie wyklucza jakichs ponetowych przyjazni, ale zbyt duzo "netowych przyjazni"
                                  zaliczylam, zeby nie wiedziec, ze sam net nie wystarczy.


                                  Ale o co mi chodzi w odmawianiu obcym prawa do krytyki? Ladnym przykladem jest
                                  ten watek. Moze komus dobrze by zrobilo, gdyby zamiast odpisywac oponentowi i
                                  udowadniac swoja racje, a wiec podkladac sie pod jego krytyke, napisal po jego
                                  pierwszym nadto krytycznym poscie cos w stylu "nie widze sensu kontynuowania tej
                                  dyskusji, bo bez zobaczenia tej sytuacji z bliska nie ma sensu wyrokowac".
                                  Asertywny koniec dyskusji. Nauczenie sie konczenia rozmowy odpowiednio wczesnie
                                  i unikania otwierania sie na ranienie jest trudna umiejetnoscia i wielu osobom
                                  jej brakuje.
                                  • pierwszalitera Re: pierwszalitero 11.12.08, 14:43
                                    turzyca napisała:

                                    > Ale o co mi chodzi w odmawianiu obcym prawa do krytyki? Ladnym przykladem jest
                                    > ten watek. Moze komus dobrze by zrobilo, gdyby zamiast odpisywac oponentowi i
                                    > udowadniac swoja racje, a wiec podkladac sie pod jego krytyke, napisal po jego
                                    > pierwszym nadto krytycznym poscie cos w stylu "nie widze sensu kontynuowania te
                                    > j
                                    > dyskusji, bo bez zobaczenia tej sytuacji z bliska nie ma sensu wyrokowac".
                                    > Asertywny koniec dyskusji. Nauczenie sie konczenia rozmowy odpowiednio wczesnie
                                    > i unikania otwierania sie na ranienie jest trudna umiejetnoscia i wielu osobom
                                    > jej brakuje.


                                    Nie mam najmniejszego problemu z przyznaniem ci racji. ;-) Tylko, że asertywności trzeba się nauczyć, a unikanie konfliktów, dyskusji, a nawet konkretniejszych słów nie jest najlepszą do tego metodą. A ludzie nam bliscy, przyjaciele mają skłonność do życzliwego oszczędzania naszej wytrzymałości i pielęgnowania naszych słabości. Jest taka powieść Stanisława Lema pt. Eden. Grupa astronautów ląduje na nieznanej im planecie. Wszystko jest tam dziwne, niezrozumiałe, inne i tajemnicze. Ze swoimi doświadczeniami z Ziemi mają trudność w odkryciu przenaczenia, funkcji i roli napotkanych im rzeczy i zjawisk. Ta planeta jest dla nich obca i oni są dla niej obcy. Podobnie dziwnie przebiegają ich kontakty z tubylcami. Raz trafiają na coś w rodzaju miasta i są świadkami, jak stworzenia zamieszkujące tą planetę, wpadają w coś rodzaju histerii. Jakby opętane strachem i paniką biegają bez orientacji po czymś w rodzaju placu. Początkowo astronauci myślą, że to reakcja na ich pojawienie się, ale po chwili dochodzą ze zdziwieniem do wniosku, że akurat te osobniki, które dostrzegły ich obecność, sprawiają na chwilkę wrażenie jakby zdumionych, może skonsternowanych, ale przez moment bez żadnego strachu i otrzeźwionych. Czytelnik nie dowiaduje się, co było przyczyną zachowania tubylców, zostaje to tajemnicą, ale mnie wydaje się, że Lem pisze o nas. To nie obcy są dla nas zagrożeniem, bo nasze strachy, bóle i urazy doprowadzające nieraz do paniki, nosimy w sobie. I często w znanym nam środowisku nie dostrzegamy żadnej innej rzeczywistości. A twarz, albo zdanie kogoś zupełnie obcego może działać bardzo otrzeźwiająco i zbawiennie. Zawsze miałam wielką słabość do Lema. ;-)
                          • tfu.tfu Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 10.12.08, 19:10
                            "Chyba zgodzisz się, że oczekiwanie zewsząd tylko życzliwości jest strategią
                            skazaną na niepowodzenie ? ;-)"
                            moze i tak, ale czy to oznacza, żemam nie oczekiwać życzliwości i sama przestać
                            być życzliwa? echhh... wiecie co? ja jednak bym wolała, żeby ludzie byli po
                            prostu życzliwi, żeby sobie nie dogryzali, nie komentowali, nie oceniali...
                            (to tak na marginesie ;) i nadal oczekuję życzliwości :P)
                    • plica Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 10.12.08, 07:19
                      turzyca napisała:

                      > Przyjaciel jako osoba nam bliska wie, albo przynajmniej powinien wiedziec, kied
                      > y
                      > potrzebna jest nam krytyka, kiedy solidny kop w cztery litery, a kiedy
                      > poglaskanie po glowie. Osoba z zewnatrz, nawet wiedziona dobrymi intencjami,
                      > umie zaserwowac kopa w cztery litery, ktory skutecznie wepchnie w bagno osobe z
                      > niego sie wydrapujaca. I raczej rzadko sie zdarza, ze ta osoba powie cos
                      > odkrywczego, jest za malo doinformowana, zeby jej rada byla i swieza i sensowna
                      > .

                      z ta swiezoscia przyjacielskiej rady, to bym sie raczej nie do konca zgodzila. czesto osoba z zewnatrz ma swiezsze, sensowniejsze spojrzenie niz przyjaciel. czasem warto posmuchac kogos kto nie tkwi w problemie i ma do niego wiekszy dystans. osobiscie bardzo sobie cenie takie "spojrzenie z zewnatrz"
            • tfu.tfu Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 09.12.08, 18:27
              kop na początku to nie jest dobre wyjście, jednak w tej najgorszej fazie dobrze
              mieć koło siebie choć jedną życzliwą osobę, która przede wszystkim wysłucha i
              potrafi dać trochę ciepła.
              Małagracja jest w tej 1 fazie chyba. Więc nie ma co przesadzać, a głask ode mnie
              też. dobrze by było, gdyby znalazła kogoś realnie, nie w necie... dobry
              psycholog na początek.
              • pierwszalitera Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 09.12.08, 18:37
                tfu.tfu napisała:

                > kop na początku to nie jest dobre wyjście, jednak w tej najgorszej fazie dobrze
                > mieć koło siebie choć jedną życzliwą osobę, która przede wszystkim wysłucha i
                > potrafi dać trochę ciepła.
                > Małagracja jest w tej 1 fazie chyba. Więc nie ma co przesadzać, a głask ode mni
                > e

                No nie, nikt przecież nie dawał dziewczynie kopa. A raczej kupę konkretnych rad i na początek nie były one przecież najgorsze. Tylko teraz musi posunąć się dalej i wykorzystać moment, że coś zaczęło się dziać. Tylko nie z powrotem do znanego trybu.
                • tfu.tfu Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 09.12.08, 20:39
                  ano :) ja nie neguję potrzeby "kopa", bo mi też taki kop baaaaaardzo dużo
                  pomógł, ale czasem się zdarza, że ludzie lubią kopać leżącego...
                  i nie neguję wartości ani naszych rad, ani wsparcia :)
                • malagracja "Tylko nie z powrotem do znanego trybu." 09.12.08, 20:41
                  Wyzej opisalam sytuacje (a raczej kilka) ktore sie dzieja u mnie w domu
                  zawsze, kiedy akurat jest cisza - ale chyba nie zostalam zrozumiana, bo padlo
                  stwierdzenie, ze wychodza na jaw inne fakty - druga strona medalu.

                  Chcialam pokazac, co robie, zeby uspokoic rodzicow, zeby nie bylo klotni - mam
                  ten schemat wypracowany (prawie!) idealnie. Zawsze do niego wracam. A tego nie chce.

                  Nie twierdze, ze NIE mam problemu z soba. Raczej widze u siebie ogromny problem
                  (mam np. ogromny wstret do siebie). Myslalam, ze pojscie do psycholog pozwoli mi
                  na zmienienie SIEBIE - ale tak sie nie stalo. Doszlo do sytuacji, ktorej nie
                  chcialam.

                  Otrzymalam od Was dziewczyny super rady, i bede starala sie je wcielic w zycie.

                  Ale co mam zrobic, kiedy za pol roku matura? Oczywiscie, ze znow uspokoic
                  rodzicow (choc na chwile) - czyli znow zatoczylam kolo.

                  • pierwszalitera Re: "Tylko nie z powrotem do znanego trybu." 09.12.08, 21:08
                    Jeżeli się da, to skoncentruj się na maturze i zostań jeszcze w domu. Pół roku i będziesz miała całkiem inną perspektywę. I musisz koniecznie zrobić terapię inaczej będziesz miała ciągle problemy ze sobą. Możesz szukać pomocy już teraz, możesz też zostawić sobie to na później, gdy uda ci się w końcu wyrwać z domu. Nie idź do pierwszego lepszego psychologa, tylko szukaj terapeuty z prawdziwego zdarzenia. Czyli psychologa z dodatkową specjalizacją do psychoterapii. Czasem istnieją nawet specjaliści zajmujący się szczególnie problematyką rodzinną. Możesz zajrzeć do książki telefonicznej i wyszukać parę numerów. Zadzwonić, przedstawić krótko problem, że szukasz pomocy, zapytać o możliwości terapii, warunki itp. Nawet anonimowo. Telefony zaufania też jest nadają. Siedzą tam zwykle ludzie, którzy powinni wiedzieć, co robi się w twojej konkretnej sytuacji i jakie masz możliwości. Psycholog szkolny nie był chyba najlepszym pomysłem, ale teraz już sama wiesz. Tylko nie zrażaj się, gdy nie uda się zaraz przy pierwszej próbie i szukaj dalej.
                  • pitupitu10 Re: "Tylko nie z powrotem do znanego trybu." 10.12.08, 11:01
                    > (mam np. ogromny wstret do siebie). Myslalam, ze pojscie do psycholog pozwoli m
                    > i
                    > na zmienienie SIEBIE - ale tak sie nie stalo. Doszlo do sytuacji, ktorej nie
                    > chcialam.

                    NIe poszłaś do psychologa, poszłaś do szkolnego PEDAGOGA.

                    > Ale co mam zrobic, kiedy za pol roku matura? Oczywiscie, ze znow uspokoic
                    > rodzicow (choc na chwile) - czyli znow zatoczylam kolo.

                    Kilka miłych słów sprawi, że poczujesz się lepiej na chwilę, ale my nie
                    rozwiążemy twoich problemów; nie rozwiąże ich też twoja wyprowadzka z domu.
                    Musisz nauczyć się żyć ze swoją przeszłością (teraźniejszością). Tu nie chodzi o
                    to, że teraz musisz chować się po kontach, tylko o to, jak to wpłynie na ciebie
                    i twoje postępowanie w przyszłości, jak będziesz sobie radziła z problemami,
                    budowała związki z ludźmi, etc. To TY musisz działać.
                    Pisałaś, że masz niekontrolowane wybuchy płaczu. To jeden z objawów depresji.
                    Jesteś w kiepskim stanie psychicznym i to ma wpływ na twoją naukę i
                    przygotowania do matury. Musisz coś tym zrobić! Teraz!

                    Możesz pójść do swojej przychodni zdrowia. Żeby pójść do psychologa potrzebne
                    jest skierowanie, więc najpierw musisz zarejestrować się do lekarza rodzinnego.
                    Do psychiatry nie trzeba mieć skierowania, wystarczy się zarejestrować na wizytę.

                    Istnieje też coś takiego jak Poradnie Zdrowia Psychicznego, tam też możesz
                    uzyskać pomoc za darmo, ale nie wiem dokładnie jak to wygląda, tzn. czy
                    wystarczy pójść i się zapisać na wizytę.

                    Nie zrażaj się swoimi dotychczasowymi doświadczeniami. Szkoła to szkoła - kadra
                    dba o to, żeby w papierach wszystko się zgadzało i żeby komuś ( rodzicom,
                    kuratorium) nie podpaść.
                    • pierwszalitera Re: "Tylko nie z powrotem do znanego trybu." 10.12.08, 11:13
                      pitupitu10 napisała:

                      > Możesz pójść do swojej przychodni zdrowia. Żeby pójść do psychologa potrzebne
                      > jest skierowanie, więc najpierw musisz zarejestrować się do lekarza rodzinnego.
                      > Do psychiatry nie trzeba mieć skierowania, wystarczy się zarejestrować na wizyt
                      > ę.

                      Z psychiatrami bym uważała. Zwykle są to osoby, które studiowały medycynę i mają psychiatryczną specjalizację. Z doświadczenia wiem, że lubią często przepisywać ludziom leki i terapia u nich nie wygląda najlepiej. Oczywiście nie każdy psychiatra tak reaguje i leki nie muszą być od razu złe, jednak statystyki pokazują, że szczególnie kobietom daje się zbyt często i zbyt łatwo rzeczy na sen, uspokojenie i antydepresyjne. Moim zdaniem, nikt nie potrzebuje dodatkowo problemów związanych z uzależnieniem od lekarstw.
                      • madzioreck Re: "Tylko nie z powrotem do znanego trybu." 10.12.08, 18:56
                        Zgadzam się. Ostrożnie z lekami. Ja wylądowałam u psychiatry jako 17-latka i na
                        dzień dobry zasunięto mi prozac...
                        • ma_go Re: "Tylko nie z powrotem do znanego trybu." 10.12.08, 19:14
                          E...bywają i dobrzy psychiatrzy.
                          DOBRY psychiatra nie przepisuje leków na zasadzie: "masz, idź i nie
                          wracaj".
                          Dobry psychiatra skieruje na psychoterapię(zwykle sam nie jest
                          psychoterapeutą), nie zawsze jest konieczność wspomagania lekami.
                          Zazwyczaj potrafi polecić dobrego psychoterapeutę.
                          To zawód, jak każdy inny, i fajnie jest mieć sukces w wyleczeniu, a
                          nie wieloletniego pacjenta otumanionego lekami.
                          Psychiatra jest nie tylko od "ciężkich przypadków".
                          Malagracja juz ma zaburzenia snu(pisała, że bierze leki, konsultuje
                          to z kimś?.Od leków bez recepty też mozna się uzależnić).
                          Ma dolegliwości bólowe(brzuch) związane ze stanem psychicznym,(być
                          może bierze leki przeciwbólowe, ale one łagodzą skutek, nie
                          przyczynę).
                          Ja tam wolałabym brać leki pod okiem specjalisty, jeśli są
                          konieczne.
                          • madzioreck Re: "Tylko nie z powrotem do znanego trybu." 10.12.08, 19:19
                            Ma-go, masz rację. Tylko jako pacjent-laik, nie wiem, czy psychiatra jest dobry,
                            czy nie. Moja pani doktor zapisała mi te leki o których pisałam, i na żadną
                            terapię nie kazała chodzić, chodziłam do niej raz w tygodniu opowiedzieć "co
                            dobrego, to może o tym złym zapomnę". Po prostu trzeba uważać. Czasem leki są
                            konieczne, ale u mnie akurat nie były, przynajmniej nie tego kalibru :)
                            • ma_go Re: "Tylko nie z powrotem do znanego trybu." 10.12.08, 19:32
                              No nistety, ja tez laik.
                              Tego się trzeba dowiadywać pocztą pantoflową.
                              A nawet jak sie znajdzie, to namówić kogoś zeby poszedł...trudno:(
                              Bo psychiatra najczęściej kojarzy się ze scenami, jak z "Lotu nad
                              kukułczym gniazdem"
                              Nikt nie dopuszcza,że leczą też "zwykłe" depresje, nerwice lękowe.
                              A wspomaganie farmakologiczne, przynajmniej na początku
                              psychoterapii może dać dobre efekty.
                              • pitupitu10 Re: "Tylko nie z powrotem do znanego trybu." 10.12.08, 19:51
                                Wiadomo, że są lepsi i gorsi lekarze. Nie można demonizować, że psychiatra to
                                ktoś, kto bez powodu przepisze nam leki, żeby nas otumanić. Ciężka depresja czy
                                inne choroby potrafią całkowicie sparaliżować życie.
                          • ma_go Re: "Tylko nie z powrotem do znanego trybu." 10.12.08, 19:24
                            A tak wogóle, nie daj sie Malagracjo!
                            Mam syna w twoim wieku(1 rok studiów) i włosy mi się jeżą, jak
                            czytam ten wątek.
                            -bicie dzieci Nie jest normą
                            -przemoc psychiczna Nie jest normą
                            -naturalnym odruchem rodzica jest bronić dziecko, choćby zabiło kogoś
                            Jakbyś coś potrzebowała załatwić w wawce to pisz, pomogę jeśli będę
                            potrafiła:)
                    • pitupitu10 Re: "Tylko nie z powrotem do znanego trybu." 10.12.08, 11:17
                      Jeśli masz pieniądze, to oczywiście dobrym rozwiązaniem jest udanie się na
                      prywatną wizytę, najlepiej do osoby specjalizującej się w terapii osób z takimi
                      problemami jak twoje. Myślę, że taka wizyta może ci wiele dać; to co innego niż
                      pytanie o radę na forum.
            • pinupgirl_dg Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 09.12.08, 18:48
              "Jeszcze jedno, od kiedy wyprowadziłam się z domu, moje kontakty z ojcem
              zmieniły się o 180 stopni. Wreszcie zaczął ze mną rozmawiać jak z człowiekiem,
              słuchać tego co chcę mu powiedzieć, wspierać mnie w tym co robię, zrezygnował ze
              swoich planów na moje życie. "

              U mnie podobnie. Jeszcze parę lat temu mogłabym powiedzieć o moich rodzicach to
              samo co malagracja. Co nie znaczy, że tak to wyglądało - ja to tak widziałam. A
              teraz są moimi najlepszymi przyjaciółmi, mają u mnie nieograniczony kredyt
              zaufania i myślę, ze ja u nich równierz. Wymagało to sporo pracy z _obu_ stron -
              nie tylko oni zaczęli traktować mnie "jak człowieka", ale też ja zmieniłam swoje
              podejście do nich.

              Co do prawdziwych problemów to nie wiadomo jak pomóc, nawet gdy jest się bardzo
              blisko, co dopiero na ogległość na forum nieznajomem osobie. Miałam bliską
              koleżankę (do dziś utrzymujemy kontakt, ale już nieregularnie), która miała
              prawdziwe piekło w domu. I sama nic nie mogłam zrobić. Pewnego dnia uciekła z
              domu tak jak stała, przenocowała gdzieś na klatce schodowej a następnego dnia
              zjawiła się w ośrodku dla ofiar przemocy. Otrzymała wszelką możliwą pomoc,
              miała szczęście, że trafiła na takich ludzi. Dziś jest wyróżniającą się
              studentką i mam nadzieję, że jest szczęśliwa.
      • pierwszalitera Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 09.12.08, 16:37
        panistrusia napisała:

        > Malagracjo - na początku bardzo Ci współczułam, ale teraz mam coraz
        > większe wątpliwości co do tego, jak to z Tobą jest.
        > Po pierwsze - mam wrażenie, że manipulujesz tutaj naszymi uczuciami
        > (pojawiające się coraz to nowe fakty, które zmieniają, przynajmniej
        > mój, ogląd sprawy). Wiele osób zaangażowało się emocjonalnie w pomoc
        > Tobie i chyba zapomniało, że może istnieć druga strona medalu.

        Nie zapomniało. Ileś tam postów niżej pisałam komuś, że znamy sprawę tylko z jednego punktu widzenia i by nie podżegać emocji, bo nie wiemy jak jest naprawdę. Ludzie w skrajnych emocjonalnych stanach mają skłonność do grubej przesady i zupełnie nieumyślnie do fałszywego interpretowania faktów. Na początku sama podałam malejgracji linka do kodeksu zawodowego psychologa, by mogła wykorzystać go w rozmowie z panią pedagog, ale już nie jestem pewna, co dla dziewczyny byłoby lepsze. Wydaje mi się, że autentycznie potrzebuje pomocy z zewnątrz, bo coś tam jest nie tak, ale nam na postawie jej relacji trudno określić o co dokładnie chodzi. Przemoc domowa, to chyba tylko jeden z problemów.
        • malagracja Wiele problemow. 09.12.08, 20:46
          Tak, zakladajac ten watek bylam zdenerwowana cala ta sytuacja, ale nie
          przesadzilam. Wrecz przeciwnie, po rozmowie psycholog z moim ojcem, zdziwilam
          sie, ze stalo sie gorzej niz myslalam...

          Nie mam 1 problemu - w rodzinie. Mam problemy ze soba, z chlopakiem, z innymi
          osobami.

          Nie wiedzialam, ze to, ze wykorzystalam kodeks, prawa ucznia itp. - to bylo taka
          straszna rzecz. Nie wiedzialam.
      • pinupgirl_dg Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 09.12.08, 16:44
        Też tak myślę od jakiegoś czasu. Nie sądze, że malagracja celowo manipuluje, myślę, że ona tak to czuje. I moim zdaniem porady dotyczące "poradzenia sobie z tą jędzą" były przedwczesne. Dla nas to wkońcu tylko telenowela, im dramatyczniej tym lepiej... ale wmawianie, że ma walczyć ze wszystkimi wokoło na przemian z głaskaniem po główce niewiele może pomóc.
        • pierwszalitera Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 09.12.08, 17:03
          pinupgirl_dg napisała:

          na przemian z
          > głaskaniem po główce niewiele może pomóc.

          Cieszę się, że ktoś inny użył tego wyrażenia, bo dla mnie wyrażanie współczucia nie ma absolutnie nic wspólnego z empatią. To nawet coś w rodzaju bezsilności, puste słowa bez konkretnego znaczenia. Jeżeli ktoś sam znajdował się już w dramatycznej sytuacji bez perspektywy wyjścia, wie, że to nic nie pomaga.
          • pinupgirl_dg Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 09.12.08, 17:12
            Wydaję mi się, że malagracja tego oczekiwała - pocieszania (nawet
            grzecznościowego) i pobycia w centrum uwagi. Chociaż masz rację, na dłuższą metę
            to niczego nie rozwiążę. Mam tylko nadzieję, że uda jej się wszystko sobie
            poukładać (szczerze).
            • malagracja Bycie w centrum uwagi? 09.12.08, 20:51
              Naprawde tego chcialam? A wlasnie, ze nie. Chcialam RAD - nie wiedzialam gdzie
              sie zwrocic, NIE wiedzialam. Nie chce byc pocieszana, bo to nic nie daje. Chce
              miec normalna rodzine, nie chce byc w takim stanie w jakim jestem, chce byc
              anonimowa w szkole. Z checia to bym sie zapadla pod ziemie.

              Naprawde tak myslisz, ze mowienie o takich sprawach jest po to, zeby skupic na
              sobie uwage? Nie. Mowiac o takich rzeczach czuje wstyd i obrzydzenie. Tamtego
              dnia, kiedy zakladalam ten watek, potrzebowalam konkretow - co moge zrobic.
              Dostalam je - i dziekuje.
          • masza.s Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 09.12.08, 18:08
            Ja się znajdowałam i poniekąd znajduję w sytuacji bez wyjścia. Nadal ja ani nikt
            inny nie namówi mojej mamy na terapię, przemoc zniknęła, bo moi rodzice się
            rozwiedli i żyjemy "osobno", jakby niektóre wydarzenia nie istniały, choć
            awantury mojej mamy potrafią być naprawdę mocne.

            To nie rozwiązało problemu. Ale współczucie, jeśli jest prawdziwe, pomaga. W
            rodzinie takiej jak moja/małejgracji ty NIE MOŻESZ mieć uczuć. Rodzice mogą się
            złościć/stresować/martwić/płakać, Ty NIE. Niezależnie co się dzieje, masz być
            stoikiem. I powiedzenie "masz prawo CZUĆ, tak" pomaga.

            Dodatkowo nie musi być tak, że małagracja nagina fakty. Nie musi mieć problemu z
            interpretacją ich ( ja raczej widzę to, że dziewczyna wciąż obwinia siebie), ale
            z przekazaniem. Wiesz dlaczego? Bo to męczy. Nie spanie całą noc męczy, po
            awanturach boli głowa, bo silnym płaczu mnie boli wszystko przez cały dzień, bo
            kiedy jesteś zmęczony fizycznie/psychicznie, to odbiera Ci to pewien spokój,
            zdolność mówienia o sobie.

            Tak, e-mail czy rozmowa małej gracji daleko odbiegały od spokojnych. Ile z Was
            jednak na jej miejscu zachowało spokój? Wątpię, by wiele, bo w pewnym momencie
            spokój jest trudny, zwłaszcza, gdy my mamy problem.

            Głaskanie po główce pomaga, zwłaszcza, że żadna z Was nie rozwiąże tego problemu
            za Nią.
            • pierwszalitera Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 09.12.08, 18:32
              masza.s napisała:

              > Ja się znajdowałam i poniekąd znajduję w sytuacji bez wyjścia. Nadal ja ani nik
              > t
              > inny nie namówi mojej mamy na terapię, przemoc zniknęła, bo moi rodzice się
              > rozwiedli i żyjemy "osobno", jakby niektóre wydarzenia nie istniały, choć
              > awantury mojej mamy potrafią być naprawdę mocne.
              >
              > To nie rozwiązało problemu. Ale współczucie, jeśli jest prawdziwe, pomaga. W
              > rodzinie takiej jak moja/małejgracji ty NIE MOŻESZ mieć uczuć. Rodzice mogą się
              > złościć/stresować/martwić/płakać, Ty NIE. Niezależnie co się dzieje, masz być
              > stoikiem. I powiedzenie "masz prawo CZUĆ, tak" pomaga.
              >

              Masza, ja nie neguję twoich doświadczeń, ale proszę, nie przenoś swoich przeżyć na rodzinę malejgracji. Obawiam się, że to co zdarzyło się tobie i w czym jeszcze siedzisz, odrobinę przesłania umiejętność oceny sytuacji malejgracji. Zbyt prędko widzisz w tym powtórkę twojego życia. Masz na pewno wielkie doświadczenie w takich sprawach, ale może też zbyt szybko skłonna jesteś wysnuwać wnioski, które niekoniecznie muszą odpowiadać rzeczywistości. Piszę to tylko dla ostrożności, bo ludzie często ulegają automatyzmom: to coś wygląda jak to, co znam, więc na pewno jest identyczne. To nie zawsze jest prawda. Zbyt mało wiemy o domowej sytuacji malejgracji, jej konstytucji psychicznej i okolicznościach. Malagracja powinna najpierw skonsultować się z kompetentnym psychologiem, a dopiero potem szukać może grupy wsparcia u osób z podobnymi doświadczeniami, bo nie każdego fukcjonują te same rozwiązania.
            • malagracja Masza.s 09.12.08, 20:52
              dziekuje Ci.
            • kuraiko Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 10.12.08, 00:13
              yhm chodzi np o to, że nie masz prawa mieć problemów. "w twoim wieku
              nie ma się problemów" "twoje problemy to nie problemy" "nie możesz
              się tak czuć" "to co czujesz to nie miłość"
              ja np się powoli uczę nie wyrażać emocji przy rodzicach (zwłaszcza
              mamie). kiedyś bardzo się ucieszyłam, że dostałam się na upragnione
              studia, żeby się wyładować wybiegłam za dom i zaczęłam się tarzać po
              ziemi z radości i śmiać jak nienormalna ;) a od mamy dostałam wielki
              ochrzan, żebym przestała, bo robię widowisko przed sąsiadami (taaa
              osłonięta rzędem wysokich choinek). ogólnie w miejscu publicznym
              przy mojej mamie nie mogę się śmiać, czymś ekscytować, powiedzieć
              coś trochę głośniej. przy niektórych znajomych rodziców najlepiej,
              żebym się nie odzywała, bo potem słyszę od mamy, że jak mogłam w
              ogóle mówić coś takiego (a np tacie to nie przeszkadza). w domu jest
              podobnie - nie wolno mi się przejmować pewnymi rzeczami, bo
              słyszę "czemu się tym przejmujesz, ekscytujesz". od razu
              łatka "nienormalnej". powinnam właśnie zachowywać stoicki spokój, bo
              moja mama tak ma (mówię jej, że osiągnęła stan nirwany i być może w
              jej wieku też tak będę mieć). jak coś głośniej powiem to
              jest "przestań wrzeszczeć". i że mam taki "drażniący śmiech"
              to prawda, przy jakiejś kłótni wybucham, bo po prostu nie potrafię
              inaczej. staram się, ale musiałabym albo rzucać przedmiotami
              (dlatego lepiej mnie nie prowokować jak coś trzymam, zwłaszcza nóż
              albo talerz) albo trzaskać drzwiami, bo oczywiście trzaskanie
              drzwiami jest wzbronione. nie wydaje mi się, aby wstrzymywanie
              emocji było zdrowe i osoby, które wiedzą jak reaguję powinny
              przestać mnie prowokować :/
              czyli tak - możesz się smucić, ale w samotności, żeby nikt tego nie
              widział, nie masz prawa do złości (ja niestety nie potrafię wyrazić
              inaczej jak krzykiem, rzuceniem czymś, trzaśnięciem, płaczem),
              płakać w zasadzie też nie wolno, ZWŁASZCZA bez powodu, cieszyć się
              można, ale umiarkowanie. nie wolno wyrażać w ekscytacji opinii na
              różne tematy (w zasadzie uczę się nie odzywać na temat praw gejów,
              Kościoła czy in vitro).
              nie wiem czemu tak jest, czy to jest tak, że część dorosłych chce
              mieć "idealne" dziecko przerobione na "ich kopyto". wstyd przed
              innymi ludźmi jeszcze potrafię zrozumieć, choć nie w każdym
              przypadku.
              • pierwszalitera Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 10.12.08, 01:20
                kuraiko napisała:

                > nie wiem czemu tak jest, czy to jest tak, że część dorosłych chce
                > mieć "idealne" dziecko przerobione na "ich kopyto". wstyd przed
                > innymi ludźmi jeszcze potrafię zrozumieć, choć nie w każdym
                > przypadku.

                Kuraiko, ty nie jesteś już dzieckiem. ;-) I w ogóle śmieszy mnie twój opis. Rodzice mają akceptować twoje zachowanie, a ty ich zdania, światopoglądu i ich sposobu na życie uszanować nie chcesz. Masz jakieś większe prawa na tym świecie, czy co? Na swoim mogłabyś przecież robić co chcesz. ;-)
                • kuraiko Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 10.12.08, 01:34
                  ok, ale takie coś było też, jak nie byłam jeszcze dorosła.
                  wydaje mi się, że osobie dorosłej tym bardziej powinno się pozwolić
                  na wyrażanie emocji, czy chociażby poglądów. i co to oznacza "ty ich
                  zdania, światopoglądu i ich sposobu na życie uszanować nie chcesz".
                  wręcz przeciwnie, przecież nie mogę niczego rodzicom "nakazać",
                  hamować ich. jedyne na co się odważyłam, to zmuszanie mamy, żeby
                  przy mnie nie paliła.
                  no ja nie rozumiem, czy ty uznajesz to za normalne, że zabrania się
                  dziecku (ja cały czas używam pojęcia dziecko w sensie zależności
                  rodzinnej, a nie w sensie wieku) płakać czy śmiać?
                  poza tym mówimy o rodzinie, wspólnym domu, gdzie pewne prawa jednak
                  są równe dla członków rodziny. dla mnie taka sytuacja jest chora, że
                  nie mogę się głośno zaśmiać, czy mówić o czymś z ekscytacją, albo po
                  prostu wyrażać swoich uczuć. wiadomo, że "pójście na swoje" wiele by
                  zmieniło, ale chyba nie o to chodzi, bo takie podejście potrafi
                  rozwalić rodzinę. "jeśli pójdziesz na swoje, to będziesz mogła robić
                  co chcesz, tu nie możesz", ergo - nie możesz być sobą, bo nam się to
                  nie podoba. tak jakby to było coś złego typu narkotyki, alkohol czy
                  puszczanie się :/

                  no i chciałam tylko przedstawić przykłady tego, jak rodzice mogą
                  hamować swoje dziecko, zabraniać wyrażania uczuć. nie życzę sobie,
                  żeby się z tego wywiązała znowu jakaś głupia dyskusja ogranczająca
                  się do mojego "tu i teraz" bez brania pod uwagę całościowej sytuacji
                  z przestrzeni np 10 lat.
                  • pierwszalitera Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 10.12.08, 10:41
                    kuraiko napisała:

                    > poza tym mówimy o rodzinie, wspólnym domu, gdzie pewne prawa jednak
                    > są równe dla członków rodziny. dla mnie taka sytuacja jest chora, że
                    > nie mogę się głośno zaśmiać, czy mówić o czymś z ekscytacją, albo po
                    > prostu wyrażać swoich uczuć.

                    To zależy kuraiko. To co dla ciebie jest normalnym wyrażaniem uczuć, w twoich rodzicach może wzbudzać nieprzyjemne wrażenie nadmiernej egzaltacji. Chyba przyznasz, że między umiarkowanym pokazywaniem radości, a tarzaniem się po trawniku jest pewna różnica? Ja nie chcę krytykować twojego sposobu pokazywania emocji, ale dla innych może być on trochę obcy. A wzięcie pod uwagę takiej możliwości i ewentualne lekkie skorygowanie własnego zachowania jest tylko wyrazem dorosłości i nie ogranicza w prawach obywatelskich. Moim zdaniem koncentrujesz się za bardzo na swoich potrzebach i nigdy nie zapytałaś się, ile sama wniosłaś w powstałą sytuację. Tylko nie znowu proszę dyskusja o śmieciach, bo to nie o to chodzi, kto ile jest warty, tylko co możnaby konstruktywnie zmienić, by poprawić komunikację w domu. To tylko taki pomysł, ale może gdybyś wyszła rodzicom na przeciw i nauczyła się odrobinę kontrolować wyrażanie swoich uczuć, to też zaczęliby cię poważnie traktować?
                    • masza.s Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 11.12.08, 21:00
                      Uważam, że się mylisz. Nie ma czegoś takiego jak "właściwa kategoria uczuć", tak
                      jak nie ma czegoś takiego jak "właściwy rozmiar stanika". Dorosła dziewczynka ma
                      prawo tarzać się z radości po ziemi. Tak jak ze szczęścia śpiewa się pod
                      prysznicem, tańczy się ( ja tak mam), nuci się, piszczy się, skacze się czy
                      klaszcze w ręce. Kuraiko nie zrobiła czegoś, co mogłoby przynieść wstyd, nie
                      zaczęła piszczeć w środku wykładu czy na eleganckim przyjęciu. Nie chcesz
                      krytykować Kuraiko czy jej sposobu wyrażania emocji, ale jednak to robisz, po
                      raz kolejny. To, że dla innych coś może być obce nie oznacza, że ich uczucia
                      mają być brutalnie temperowane. Moja ciotka nigdy nie zapomni mojej miny, kiedy
                      zostałam zganiona za to, że jestem brudna i umorusana, bo bawiłam się z psami.
                      Co z tego? Tak trudno jest wytrzeć buzię? Tak trudno jest uśmiechnąć się ze
                      szczęścia swojej córki?
                      Moja ciotka jest jedną z nielicznych normalnych i spełnionych osób w rodzinie.
                      30 lat, dziecko, mąż, konie, psy, koty, żyje zagranicą. Tak, piszczy na czyjś
                      widok, skacze, klaszcze i nie jest przez to nienormalna.
                      Owszem, Kuraiko jest dorosła, ale ciężko jest naprawić coś samemu. Naucz się
                      proszę, że nie wszyscy mają Twoją konstrukcję psychiczną i nie wszyscy na
                      złośliwe uwagi reagują buntem i nie na wszystkich działa kop w pupę.
                      • pierwszalitera Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 11.12.08, 22:34
                        masza.s napisała:

                        > Uważam, że się mylisz. Nie ma czegoś takiego jak "właściwa kategoria uczuć", ta
                        > k
                        > jak nie ma czegoś takiego jak "właściwy rozmiar stanika". Dorosła dziewczynka m
                        > a
                        > prawo tarzać się z radości po ziemi. Tak jak ze szczęścia śpiewa się pod
                        > prysznicem, tańczy się ( ja tak mam), nuci się, piszczy się, skacze się czy
                        > klaszcze w ręce. Kuraiko nie zrobiła czegoś, co mogłoby przynieść wstyd, nie
                        > zaczęła piszczeć w środku wykładu czy na eleganckim przyjęciu. Nie chcesz
                        > krytykować Kuraiko czy jej sposobu wyrażania emocji, ale jednak to robisz, po
                        > raz kolejny.

                        Jej, co wy macie wszyscy z tą krytyką? Jeżeli piszę, że ktoś inny może uważać tarzanie się na trawie za przesadę, to już jest krytyka? Prawdę mówiąc wisi mi, jak kuraiko pokazuje swoje uczucia. Nigdy nie myślę też w kategoriach chore, czy nienormalne. Chciałam tylko zwrócić uwagę, że jej rodzice mają najwyraźniej z takim zachowaniem problemy. A kuriako ma najwyraźniej problemy ze zmuszeniem rodziców do akceptacji jej zachowania, więc niech się ze sobą dalej męczą, co mnie to obchodzi? Wydaje mi się jednak, że dorosły człowiek powinien umieć robić w życiu kompromisy. I nie kuraiko, i jej emocje są pępkiem świata, potrzeby jej rodziców są równie ważne. Ona nie jest malutką dziewczynką i powinna to już zrozumieć. Brutalne temperowanie, to zupełnie coś innego. Zupełnie niepotrzebnie dramatyzujesz. I jeszcze tylko tak dla informacji, nikt nie udowodnił, że ludzie bez zwyczaju piszczenia, skakania i klaskania w ręce odczuwają mniej radości.
                  • pitupitu10 Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 10.12.08, 11:33
                    > no i chciałam tylko przedstawić przykłady tego, jak rodzice mogą
                    > hamować swoje dziecko, zabraniać wyrażania uczuć. nie życzę sobie,
                    > żeby się z tego wywiązała znowu jakaś głupia dyskusja ogranczająca
                    > się do mojego "tu i teraz" bez brania pod uwagę całościowej sytuacji
                    > z przestrzeni np 10 lat.

                    Kuraiko, mi dziesięć lat temu też rodzice nieziemsko działali na nerwy. Było i
                    trzaskanie drzwiami i krzyki i pretensje. Chyba każdy przez okres młodzieńczego
                    buntu. Teraz inaczej na wszystko patrzę i inaczej odbieram. "Gderanie" wpuszczam
                    jednym uchem, a wypuszczam drugim, sprzątam sama z siebie, bo przecież w domu
                    powinno być czysto i chcę pomóc mamie. Twoi rodzice mają prawo mieć własne
                    zdanie w wielu sprawach, nie akceptować twoich wyborów i zachowań. Ty masz prawo
                    postępować po swojemu i mieć swoje poglądy. Moja babcia słucha Radia Maryja i ma
                    wiadome poglądy na Unię Europejską, jest mądrzejsza od wszystkich lekarzy w
                    mieście i robi różne rzeczy, których nie powinna robić (z powody choroby). I co,
                    mam na nią nakrzyczeć? Pamiętaj: każdy ma swoje dziwactwa i zachowania
                    działające innym na nerwy. Z wiekiem zwykle jest coraz gorzej. ;) Musisz się
                    bardziej zdystansować i nie przeżywać tak wszystkiego, co mówią twoi rodzice.
                    Jasne, możesz mieć pewien żal czy pretensje, ale nie reaguj jak egzaltowana
                    piętnastolatka. Jeśli atmosfera w domu jest nie do zniesienia, to rozwiązanie
                    jest jedno - znalezienie pracy i wyprowadzka. Skoro chcesz mieszkać z rodzicami,
                    to musisz pogodzić się z tym, jacy są.
                    • kuraiko Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 10.12.08, 16:29
                      ech, to trudno przychodzi ;) zwłaszcza, że co innego jest spokojne
                      powiedzenie "nie podoba mi się jak się zachowujesz, ponieważ....", a
                      co innego rzucanie hasła "powinnaś iść do psychiatry". ja np nie
                      widziałam nic dziwnego w tym, że się baaardzo ucieszyłam z dostania
                      na wymarzone studia (w końcu oznaczało to wyrwanie się z domu,
                      udowodnienie, że nie jest się przygłupem, który się nadaje tylko na
                      prywatną uczelnię, gdzie i tak skończyłam btw...). hmm a wstyd przed
                      sąsiadami to pewnego rodzaju hipokryzja, od razu przypomina mi się
                      Hiacynta z serialu "Co ludzie powiedzą" i pani Dulska.

                      ale jest na pewno tak, jak napisała Pierwszalitera - problem w
                      komunikacji, mogłabym nawet zrobić słownik tłumaczący słowa moich
                      rodziców na normalne komunikaty ;) to działa w obie strony - jak oni
                      nie powiedzą czegoś wprost, to ja złośliwie rżnę w głupa, dopóki nie
                      powiedzą o co naprawdę chodzi, bo ja sama boję się podjąć temat.

                      ok koniec tematu.
              • plica Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 10.12.08, 07:25
                > ja np się powoli uczę nie wyrażać emocji przy rodzicach (zwłaszcza
                > mamie). kiedyś bardzo się ucieszyłam, że dostałam się na upragnione
                > studia, żeby się wyładow...............

                kuraiko, ja naprawde nie wiem co Ty wyprawiasz i dlateczego.
                masakra. narzekasz na tresure rodzicow ale sama dajesz sie w nia wciskac.
                daj sobie spokoj z tymi rodzicami. zostaw ich w cholere i juz.
        • malagracja NIE CHCE byc glaskana po glowce. 09.12.08, 20:47
          Jak glupio to nie brzmi. Nie chce zeby ktos sie litował, nie chce tego.
          Potrzebowalam konkretnych rad - wynioslam stad ich mnostwo, i jestem Wam wdzieczna.
      • maith Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 16.12.08, 13:07
        Panistrusiu, to nie Twoja wina, ale pokazałaś podręcznikowy przykład reakcji
        osoby, która nie ma takich problemów na osobę żyjącą w rodzinie patologicznej.
        Oceniasz reakcje Gracji tak, jakby ona całe życie żyła w normalnych
        okolicznościach i nagle trafiła do nienormalnych.

        Malagracja nie manipuluje (a trochę szkoda) ona jest tylko zagubiona i w
        układzie pedagog szkolny - dziecko z patologicznej rodziny, to nie Malagracja
        jest odpowiedzialna za to, co się stało.
        Ja rozumiem, że pedagożka chce dobrze. Jakoś zareagować powinna. Ale po pierwsze
        powinna tę reakcję dokładnie uzgodnić z Gracją, a po drugie powinny ją
        interesować także skutki własnej interwencji, a tego nie widzę.

        Reakcje Malejgracji są typowe dla ofiary przemocy (np. ma wypracowane
        zachowania, które służą tylko jednemu- chronieniu jej jak najdłużej przed
        wybuchem). Ale uważa, że nie dopracowała ich do końca. To też typowe, bo przed
        wybuchem w rodzinie patologicznej do końca ochronić się po prostu nie da,
        wystarczy, że ojciec wróci zirytowany z pracy i wyżyje się na córce, bo jest
        słabsza.

        Natomiast masz rację, że Malagracja musi szukać do skutku profesjonalnej pomocy,
        choćby tylko dla ochrony własnej psychiki.
    • roza_am Rodzina dysfunkcyjna 09.12.08, 17:14
      Widzę, że wiele zachowań malejgracji, jej ojca i ogólnie całej sytuacji wydaje
      się dziwnych i niezrozumiałych. Jak dla mnie to typowe mechanizmy rodziny
      dysfunkcyjnej (na ile da się to określić na podstawie paru postów) i zachowanie
      typowe dla DDD.
      Teraz muszę kończyć, ale wieczorem napiszę trochę teorii dla przybliżenia tematu.
      • mmm-mm Rob jak ci kaze albo w....cenzura 10.12.08, 23:36
        Fajnie, juz dawno sie dowiedzialam, ze jak chce sobie plakac po tym jak wlasny
        ojciec mnie uderzy za to ze polozylam talerz za glosno to musze sie wyprowadzic
        z domu. Ale to nie jest tak hop siup, wyprowadzic sie. I czemu mam placic za ich
        bledy? Ja podobno "nie mam powodu zeby sie denerwowac i twoje problemy to gowno"
        i jestem nienormalna. Teraz mam wyjsc naprzeciw moim rodzicom i zaakceptowac ich
        "male" wady, bo sama mam swoje. Ale to nic, bo najwazniejsze to zeby umiec im
        sie przypodobac rodzicom. O nie, moja upartosc mi na to nie pozwoli. I bardzo
        sie z tego ciesze. Jakkolwiek dla kogos starszego moze to byc glupie bajanie
        nastolatki.
        • roza_am Re: Rob jak ci kaze albo w....cenzura 11.12.08, 05:42
          mmm-mm, nikt tutaj w tym wątku nie staje po stronie toksycznych, dysfunkcyjnych rodziców-oprawców. Nikt tu nie pochwala przemocy domowej w żadnej postaci.
          To, że zalecamy malegracji nieprowokowanie i emocjonalne ignorowanie otoczenia (w domu i w szkole) wynika z sytuacji w jakiej się ona znajduje. A konkretnie, ze zbliżającej się matury. Uważasz, że wchodzenie obecnie w konflikt ze szkołą czy z rodzicami bardziej jej pomoże? Nawet jeśli dałoby chwilowe poczucie mocy i górowania nad otoczeniem, konsekwencje życiowe takiego zachowania byłyby opłakane. Jeśli malagracja ma spokojnie zdać maturę i rozpocząć samodzielne życie, konfliktów powinna unikać.
          Ale unikanie nie oznacza przyznania drugiej stronie racji. Unikanie to decyzja pragmatyczna, uwzględniająca oprócz emocji i poczucia sprawiedliwości także racjonalne względy praktyczne. Celem długofalowym jest prowadzenie satysfakcjonującego samodzielnego życia. Unikanie jest tylko środkiem do tego celu.

          > Teraz mam wyjsc naprzeciw moim rodzicom i zaakceptowac ich "male" wady, bo sama mam swoje
          Jeśli jest się poważnie i długotrwale krzywdzonym przez własnych rodziców, trudno jest zobaczyć w nich ludzi z krwi i kości. Ludzi, którzy mają poza złymi, także dobre cechy, których działanie niekoniecznie wypływa ze złej woli, ale jest np. skutkiem jakiejś słabości. Do takiego postrzegania rodziców-tyranów trzeba czasem długo dojrzewać, przejść przez psychoterapię, zaznać w życiu dobrych rzeczy.

          Jeśli się tego nie zrobi, można na zawsze tkwić w pragnieniu magicznego odmienienia losu. W oczekiwaniu, że ktoś lub coś "odczaruje" złych rodziców i zrekompensuje wszelkie poniesione straty. Takie oczekiwanie jest naturalną częścią ludzkiej natury. Na pewnych etapach życia w chronicznej traumie może być generatorem siły przetrwania i nadziei na lepszą przyszłość. Jednak to, co jest korzystne w nienormalnej, chorej sytuacji, w zdrowym, dorosłym życiu staje się przeszkodą.

          Krótko mówiąc, spojrzenie realnie na rodziców i uwolnienie ich od naszych nierealistycznych oczekiwań jest ważne, ale w rodzinie dysfunkcyjnej bardzo, bardzo trudne. Warto jednak ten trud wykonać, gdyż jest on przepustką do własnego szczęśliwego życia. A najlepszą pomocą na tej drodze są psychoterapia i wielokrotna ludzka życzliwość.
          • mmm-mm Nie polecam teraz konfliktow, oczywiscie. 11.12.08, 22:39
            A co do psychoterapii... Ja bym nie miala sily, zeby to wszystko rozgrzebywac i
            analizowac. Jaki w tym cel? Przeciez siebie nie zmienie.
            • turzyca Re: Nie polecam teraz konfliktow, oczywiscie. 12.12.08, 00:24
              mmm-mm napisała:

              >Przeciez siebie nie zmienie.

              Skad to zalozenie? Oczywiscie, ze czlowieka da sie zmienic. Moze stac sie to
              przypadkiem, przez wydarzenia zycia, mozna do tego doprowadzic celowo, przez
              terapie wlasnie.
            • m.mada Re: Nie polecam teraz konfliktow, oczywiscie. 12.12.08, 13:06
              Codziennie się zmieniasz, tyle że nie wiele, więc zmiany widać dopiero po
              dłuższym czasie. Przecież nie jesteś taka sama jak wtedy, gdy miałaś 10 lat. A
              Twoja mama na pewno nie jest taka sama jak wtedy, gdy miała 20 :)
              Na terapii nie koniecznie się rozgrzebuje. Można się z kimś podzielić, tym czego
              sami się boimy, można się pożegnać (choćby z tym czego się chciało a nigdy nie
              dostało) i przeżyć żałobę, można poszukać zasobów, które mamy, a które inne
              sprawy nam zasłaniają. Generalnie terapia jest po to by się wzmocnić, a nie po
              to by bolało tak dla sztuki.
              Badania klientów psychoterapii pokazują, że powodzenie w psychoterapii zależy od
              sposobu(szkoły) w jaki pracuje psychoterapeuta w 10%, od relacji psychoterapeuta
              klient 30%, a 40% od warunków zewnętrznych. Tyle, że bez terapii klient czasami
              nie jest w stanie zobaczyć tych warunków zewnętrznych, dlatego właśnie jest w
              terapii, po to by inaczej spojrzeć na świat.
            • pierwszalitera Re: Nie polecam teraz konfliktow, oczywiscie. 12.12.08, 14:29
              mmm-mm napisała:

              > A co do psychoterapii... Ja bym nie miala sily, zeby to wszystko rozgrzebywac i
              > analizowac. Jaki w tym cel? Przeciez siebie nie zmienie.

              Zmienisz się. :-) Nawet pojęcia nie masz jak plastycznym materiałem jesteśmy. Właśnie dzięki temu w ogóle dajemy sobie radę z życiem, bo ktoś, kto wcale się nie zmienia i uparcie tkwi w starych automatyzmach nigdy nie będzie szczęśliwy. Psychoterapia to nie musi być też rozgrzebywanie i analizowanie przeszłości. Czasem chodzi w dużym stopniu o to, by nauczyć się nowych, lepszych dla nas sposobów zachowań i reakcji na rzeczywistość, bo albo nie mieliśmy wcześniej szans ich poznać, albo warunki nie pozwalały ich wykorzystać. Terapię nie robi się, by sobie wmówić, że życie jest znośne, tylko by wiedzieć, jak zrobić, by właśnie takie się stało.
              • mmm-mm Re: Nie polecam teraz konfliktow, oczywiscie. 17.12.08, 02:17
                Tak, tylko ja lubie sposoby, ktore daja efekty dosc szybko. Nie lubie czekac. I
                to chyba od poczatku duzo utrudnia nauke.
    • malagracja "zasrana wesz" 09.12.08, 21:45
      - chce przelozyc egzamin, nie dam rady isc pojutrze
      - masz isc nie zachowuj sie jak tchorz
      - nie czuje na silach
      - zachowujesz sie jak zasrana wesz na 2 dni przed egzaminem srasz w portki

      Dalej pozwolilam sobie wszystko ocenzurowac.
      • masza.s Re: "zasrana wesz" 09.12.08, 21:56
        To oni mają problem. Nie Ty. Oni.
      • pierwszalitera Re: "zasrana wesz" 09.12.08, 22:21
        malagracja napisała:

        > - chce przelozyc egzamin, nie dam rady isc pojutrze
        > - masz isc nie zachowuj sie jak tchorz
        > - nie czuje na silach
        > - zachowujesz sie jak zasrana wesz na 2 dni przed egzaminem srasz w portki
        >
        > Dalej pozwolilam sobie wszystko ocenzurowac.

        Malagracjo, nie bierz sobie tych słów tak do serca. Za sposób mówienia twoich rodziców nie odpowiadasz, więc spróbuj puszczać uszami formę, a wyłapuj tylko sedno wypowiedzi. Te słowa, to tylko bardzo niedelikatny sposób przekazania ci, byś poszła na egzamin. Widocznie nie potrafią inaczej. Nie traktuj tego osobiście, każda wypowiedź oprócz przekazu posiada sporo informacji o mówiącym, nie przyklejaj tego do siebie. Te obelgi nie mają nic wspólnego z tobą, a są tylko świadectwem braku elementarnej kultury twoich rodziców. Musisz być w pewnym sensie doroślejsza od nich. Innej rady pewnie nie ma, bo nie sądzę, że oni zmienią sposób komunikacji. Dlaczego nie chcesz pójść na egzamin? Może dla ciebie byłoby to też lepsze?
        • paskudek1 Re: "zasrana wesz" 10.12.08, 15:37
          przepraszam że się wtrącę ale uważam,że nie masz racji. Zarówno treść jak i forma przekazu ma znaczenie a tutaj widać, że rodzice małejgracji po prostu jej nie szanują. Odpowiedz sobie na proste pytanie" czy chciałbys żeb y do Ciebie ktokolwiek zwracał się w ten sposób??" BO ja NIE i nie dziwię się dziewczynie, że czuje się fatalnie.
          Małagracjo nie rpzeczytałam całego wątku, nie dałam rady. Dla mnie cała ta historia to po prostu koszmar. Żytczę CI dużo wytrwałości, hartu ducha i przede wszystkim zdanej matury. A potem uciekaj jak najdalej, od poniżenia, od wyzwisk. I jeżeli nie zmusi CIe do tego sytuacja to nie wracaj nigdy więcej. Życzę Ci abyś w którymś momencie swojego życia byla na tyle silna, miała na tyle dobrą sytuację że będziesz mogła stanąć przed Matką i Ojcem i powiedzieć im "dość, nigdy więcej tak do mnie nie mówcie, będę robiła to na co mam ochotę". Tego CI własnie życzę dziewczyno.
          I NIGDY nie daj sobie wmówić że to z Tobą jest coś nie tak
          • pierwszalitera Re: "zasrana wesz" 10.12.08, 16:40
            paskudek1 napisała:

            > przepraszam że się wtrącę ale uważam,że nie masz racji. Zarówno treść jak i for
            > ma przekazu ma znaczenie a tutaj widać, że rodzice małejgracji po prostu jej ni
            > e szanują.

            A właśnie, że mam rację. ;-) Bo, że rodzice malejgracji nie szanują, to nie jest żadne odkrycie i kolejna reakcja typu "ojej, jakie to straszne" wiele nie wniesie. Jeżeli malagracja zmuszona jest jeszcze przez jakiś czas w ich towarzystwie przebywać, to musi znaleść dla siebie sposób umożliwiający jej ten czas wytrwać. I puszczanie uchem obelg i nie dopuszczanie ich do swojego wnętrza wydaje mi się najzdrowszym wyjściem. No chyba, że rodzice się natychmiastowo zmienią, ale bardzo w to wątpię.
            • missmurder Re: "zasrana wesz" 10.12.08, 18:13
              Ja się zgadzam z pierwsząliterą.
              Owszem, takie określenia nie są przyjemne, ale w tej sytuacji nie ma innej
              opcji, jak postarać się na to uodpornić. Da się, może nie w 100% ale da. Czego
              malejgracji życzę :)
    • nieco8 Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 10.12.08, 13:51
      Malagracjo przykro mi, że stało się, tak jak się stało.
      Cieszę się, że napisałaś, że nie odpuścisz i napiszesz skargi do Rzecznika i
      Kuratorium, ażeby nikt inny nie przechodził tego, co ty musiałaś, to się chwali!
      Myślę, że nadszedł dobry czas, bo masz dobrą motywację, by zacząć kierować
      własnym życiem i zająć się sobą. Zacznij od razu, idź do lekarza po skierowanie
      do psychologa, poszukaj sobie terapeuty i zapisz się na wizytę, zrób to w tym
      tygodniu, nawet dzisiaj i pochwal się tym na forum koniecznie 
      Pewnie złośliwe, krytyczne i obraźliwe uwagi twojej rodziny sprawiły, że masz
      niskie poczucie własnej wartości, ale nie pozwól innym, by w ten sposób wpływali
      na ciebie. Znajdź w sobie to co dobre, mądre i trzymaj się tego. Jednakże musisz
      zdawać sobie także sprawę ze swoich słabości. Okłamanie pani pedagog nie było
      dobre. Pamiętaj, żeby postępować uczciwie, bo wszelkie zło, które wyrządzisz
      może obrócić się przeciwko tobie.
      Wyznacz sobie cel (matura i studia) i dąż do niego za wszelką cenę. Pozwolisz,
      by przygadywanie rodziców dalej doprowadzało do tego, że nie chodzisz na próbne
      matury, egzaminy itp., chyba nie…, bo to odsuwałoby od ciebie cel.
      Rozważ też jeszcze taką sprawę. Wcale nie potrzebujesz tak bardzo wsparcia
      finansowego od rodziców, jak ci się wydaje. Da się utrzymać samodzielnie na
      studiach, a wyrwanie się od nich daleko i samodzielność, to coś nie do
      przecenienia. Ja od początku studiów pracowałam w weekendy jako hostessa, dało
      się dobrze zarobić. Moja młodsza siostra tuż po maturze na wakacje wyjechała do
      Wielkiej Brytanii do pracy i tak robiła co roku przez całe studia. Zarabiała
      niezłe pieniądze, tylko na początek musiała coś wyskrobać od rodziców na bilety
      i utrzymanie się, dopóki nie znalazła pracy. W dużych miastach jest wiele
      sposobów by sobie dorobić. W tym okresie jest ogromny popyt na pomoc przy
      sprzątaniu.
      Zacznij działać, a z pewnością od razu poczujesz się lepiej. Wierzę w ciebie.
    • lavaenn Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 10.12.08, 16:28
      Malagracjo, czytam ten wątek od początku, nic nie piszę, bo nie
      umiem nic w takiej sprawie doradzić... chciałam tylko napisać, że
      jesteś silną, mądrą dziewczyną i wierzę że sobie poradzisz. trzymam
      kciuki :*
    • irjakrk Re: WAŻNE 16.12.08, 08:32
      jesssu, niech ktoś skasuje tę żałość, jeżeli się da... Pisałam pod wpływem
      dużych emocji - ten post nie ma sensu.

      bardzo mi wstyd i proszę o skasowanie go.
      • winter76 Re: WAŻNE 16.12.08, 09:07
        Skasowałam go,ale głównie dlatego,że nie używamy tu brzydkich słów :)
        • irjakrk Re: WAŻNE 16.12.08, 09:21
          Bardzo dziękuję
    • milstar Malagracjo- adres poradni dla Ciebie 16.12.08, 17:04
      Białystok, Włókiennicza 7 (prawie naprzeciwko basenu) - Młodzieżowy Ośrodek Konsultacji i Terapii, tel. 0857460623
      Możesz też iść do paradni na Bema, albo poszukać tutaj:
      katalog.pf.pl/Białystok/Poradnie-i-Ośrodki-Szkolno-Wychowawcze-W10G18B10036P0R10A-m14.html
      Na Włókienniczej byłam kilka lat temu z moją ówczesną klasą. Pan prowadzący zajęcia nie chciał nawet żebym ja na nich była i oświadczył, że jesli nie będę, to i tak nie powie, co na nich było - piszę to, żebyś nie bała się tam pójść.
      Powodzenia i trzymaj się ciepło
      • amentowa Re: Malagracjo Trzymam za Ciebie kciuki 19.12.08, 21:00
        Wlasnie poczytalam Twoj watek. To strasznie przykre co Cie spotyka. Najbardziej wkurzajace jest zachowanie tych durnych pedagogow. No coz niestety nie moge Ci pomoc, ale wiedz, ze trzymam za CIebie kciuki i wierze, ze wszystko sie zmieni na lepsze. Staraj sie zawsze myslec pozytywnie mimo wszystkich przeciwienstw, to naprawde dziala.
    • malagracja To juz koniec - dziekuje Wam. 19.12.08, 21:16
      Zamykam wątek.

      Dostalam od Was dużo dobrych rad, dostałam wsparcie - jestem Wam za to bardzo
      wdzięczna.

      Czytam ten wątek codziennie, jednak zawsze jak zbierałam sie do opisania, nie
      wiedziałam co napisać. Chciałabym wszystko - ale po co? Przecież to nic nie
      zmieni. Zostało mi jeszcze pół roku.

      Sprawy nie zamykam - z pedagog sie rozprawie po maturze. A rodziom wszystko
      kiedyś wygarne, ale to dopiero kiedyś - poki co jestem na nich skazana, musze
      ich znosić. Akceptować ich zachowania, uspokajac, postepowac wbrew sumieniu. Ale
      czym jest pol roku wobec 18lat?

      Za pol roku, kiedy sie wyprowadze z domu, zapisze sie na terapie dla DDD. Jest
      we mnie tyle żalu, smutku, pretensji, rozpaczy. Ale wiem, że nie moge się
      poddać. W końcu codziennie dzielnie odrywam kartki z kalendarza: jedna po drugiej.

      W tym wszystkim czasami jeszcze odnajduję "zwykłą" dziewczynę, ktora mysli o
      studniowce. Szkoda tylko, że nie bedzie mogla założyć sukienki odkrywającej ciało.

      Dziekuje Wam wszystkim.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka