Dodaj do ulubionych

Co warto, a czego nie warto kupować drogo?

01.08.09, 22:07
Mówi się, że biedni nie moga sobie pozwolić na kupowanie tanio.

Ale czy na pewno?

Które rzeczy w Was warto kupować drogie i markowe (ze względu na
bardzo rozróżnialną jakość, długość eksploatacji, wydajność itp.) a
które absolutnie nie są warte swojej ceny?

Ja mam kilka swoich typów i kilka wątpliwości.

Np. kremy do twarzy - nie kupuję. Używam jednej maści jako kremu
pielęgnacyjnego, nie będę wydawać 50 PLN za słoiczek nie wiadomo
czego.

Ale już np. podkład kupuję markowy, oczywiście wściekle drogi, ale
flaszeczka starcza mi na cały rok i nie maże się.

Ubrania w sieciówkach (np H&M, ale zaznaczam, ze w Polsce - innych
nie znam) - uważam że absolutnie nie są warte swojej ceny, kiepski
materiał, szmacą się po jednym praniu.

Znacznie rozsądniej wg mnie kupować w lumpeksach, bo widać, jak dana
rzecz będzie wyglądać po użytkowaniu.

Majtki do kompletów staników - nie są warte swojej ceny. Baardzo
drogie, przeważnie plastikowe, bo pasują materiałem do stanika i
przez to nie do noszenia (np. szorty Curvy Kate czy Panache)

Ale już co do proszków do prania mam wątpliwość. Warto kupować te
dwa razy droższe?

A co Wy o tym sądzicie, macie swoje typy na "oszczędne" drogie
rzeczy?
Obserwuj wątek
    • e.m.i1 Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 01.08.09, 22:47
      >
      > Np. kremy do twarzy - nie kupuję. Używam jednej maści jako kremu
      > pielęgnacyjnego, nie będę wydawać 50 PLN za słoiczek nie wiadomo
      > czego.
      >
      Tu akurat są tanie i dobre. Ja np. polecam kremy Ziaji - większość ponizej 10zł i jak dla mnie działają super.

      > Ale już np. podkład kupuję markowy, oczywiście wściekle drogi, ale
      > flaszeczka starcza mi na cały rok i nie maże się.
      >
      Tu też zależy. Miałam kiedyś najlepszy w życiu podkład za 7zł, niestety już nie produkują.

      > Ubrania w sieciówkach (np H&M, ale zaznaczam, ze w Polsce - innych
      > nie znam) - uważam że absolutnie nie są warte swojej ceny, kiepski
      > materiał, szmacą się po jednym praniu.
      Zgadzam się w zupełności. Na przecenach jeszcze da się przeżyć, ale czasem aż oczy bolą od patrzenia na ceny:)

      > Ale już co do proszków do prania mam wątpliwość. Warto kupować te
      > dwa razy droższe?
      >
      Nie dam sobie nic uciąć, ale słyszałam, ze te tańsze mają po prostu więcej wypełniacza a mniej substancji piorących. Słyszałam też, że tańsze bardziej niszczą ubrania. Sama kupuję droższe, ale jeśli się mylę, to chętnie zaoszczędzę :).

      Z innych rzeczy, to nie mogę pojąć dlaczego ludzie kupują skarpetki albo żele pod prysznic za np. 30zł.
      Co do sprzętów AGD, nie zawsze warto inwestować w drogie marki - ja wyposażyłam się w żelazko za 19zł, czajnik elektryczny za 17zł oraz wiatrak za 19zł:) - wszystko z Tesco, działa bez zarzutu i ma rok gwarancji.

      Podobnio nie warto kupowac tanich butów, na razie zbólem próbuję się do tego przekonać. Z drugiej strony nie chciałabym chodzić siódmy rok w jednych butach, tylko dlatego, że się nie zniszczyły;)
      • kasiamat00 Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 01.08.09, 23:10
        Co do żeli pod prysznic mogę odpowiedzieć - bo po kilkukrotnym (w skrajnych
        przypadkach - jednokrotnym) użyciu czegokolwiek, co stoi na półce w jakimkolwiek
        hipermarkecie w dziale "żele pod prysznic", moja skóra krzyczy "mordują",
        wszystko mnie swędzi i się "sypię" :/ Seria AA Oceanic również się do tego
        zalicza. A że żele pod prysznic są dla mnie zdecydowanie wygodniejsze niż mydło
        i mogę sobie pozwolić na taki wydatek - to kupuję albo apteczne dla atopowców,
        albo wściekle drogie L'Occitane, które jako jedyna nieapteczna rzecz nie robi mi
        krzywdy, no i fajnie pachnie :D
        • sbarazzina Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 01.08.09, 23:18
          Spróbuj Babydream z Rossmana - płyn do mycia dla niemowląt. 500ml
          kosztuje ok 8zł. Mnie nie uczula i nie wysusza, oczywiście bez SlS.
          • mokta Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 19:47
            Potwierdzam. Mam wrażliwią skórę a tym żelem mogę myć nawet swoją naczyńkową
            twarz - delikatnie oczyszcza i zmywa tapetkę :) Golę nim też nogi - zero
            podrażnień czy wysuszenia. Ale trzeba się przyzwyczaić do jego specyficznego
            zapachu. Obecnie kosztuje nieco ponad 9zł ale warto. Kupuje go odkąd pojawił się
            w Rossmannie i nigdy nie żałowałam.
            • arwena-g Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 03.08.09, 11:38
              O, tak Babydream jest świetny do całego ciała. Ja czasami jeszcze go
              uszlachetniam - dolewam trochę (tak 1/5) oliwki dla dzieci Hipp (tylko naturalne
              oleje: migdałowy i sezamowy, rewelacja) - robi sie wtedy taki kremowy, mleczny i
              nie ma potrzeby używania balsamu po myciu.
              • kotwtrampkach Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 04.08.09, 22:18
                arwena-g napisała:

                > O, tak Babydream jest świetny do całego ciała. Ja czasami jeszcze go
                > uszlachetniam - dolewam trochę (tak 1/5) oliwki dla dzieci Hipp (tylko naturaln
                > e
                > oleje: migdałowy i sezamowy, rewelacja) - robi sie wtedy taki kremowy, mleczny
                > i
                > nie ma potrzeby używania balsamu po myciu.

                hmm, nigdy o tym nie pomyslałam, żeby oleju czy oliwki dolewać do mydła.. Ale
                super pomysł i oszczędnosć czasu :) ciekawe, czy się sprawdzi na "zwykłym" żelu :)
                • arwena-g Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 05.08.09, 10:19
                  Dolewałam tez do żelu do twarzy (do Ziaji Tin-Tin i do oliwkowej), tylko trzeba
                  dobrze wstrząsnąć, żeby się połączyło. I używam zawsze oliwki bez olejów
                  mineralnych.
                  Co do oliwki, do dokładam tez czasem do odżywki do włosów, ale ja mam długie,
                  suche, kręcone włosy.
        • pierwszalitera L'Occitane 01.08.09, 23:21
          kasiamat00 napisała:

          A że żele pod prysznic są dla mnie zdecydowanie wygodniejsze niż mydło
          > i mogę sobie pozwolić na taki wydatek - to kupuję albo apteczne dla atopowców,
          > albo wściekle drogie L'Occitane, które jako jedyna nieapteczna rzecz nie robi m
          > i
          > krzywdy, no i fajnie pachnie :D

          Hasło L'Occitane: ostatnio kupiłam sobie ichni krem do rąk z lawendą. Zupełnie przypadkowo, bo miałam sporo czasu na lotnisku i chciałam wydać na coś pieniądze w Duty free. ;-) Krem kosztował ponad 12 euro, czy coś, ale re-we-la-cja! Jak się człowiek w czymś zakocha, to może kosztować i majątek. Nawet nie wiem, czy jest aż tak taki dobry, ale zapach przypomina mi coś z dzieciństwa i jestem już uzależniona. A żel pod prysznic czym pachnie?
          • kasiamat00 Re: L'Occitane 02.08.09, 11:17
            > A żel pod prysznic czym pachnie?

            Miałam werbenowy, zielona herbata, pomarańczowy i aromaterapia (jakiś dziwny
            ziołowy). Lawendowy pewnie też jest, ale akurat lawendy nie znoszę, więc nawet
            nie sprawdzałam.

            A rewelacja to jest ich krem do rąk z masłem shea. Za to nie polecam kosmetyków
            do twarzy, IMHO zdecydowanie nie warto.
            • besame.mucho Re: L'Occitane 02.08.09, 18:25
              Offtop: pomarańczowy jest mistrzowski, uwielbiam ten żel. Z
              pomarańczowej serii mam jeszcze balsam, peeling do ciała i zwykłe małe
              mydełko. Uwielbiam L'Occitane za wszystko poza cenami.
        • e.m.i1 Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 01.08.09, 23:53
          To akurat rozumiem.
          Myślałam, ze też mam wrażliwą skórę, bo nie mogę używać najtańszego żelu marki Rossmann;)
    • jul-kaa Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 01.08.09, 23:18
      thorrey napisała:
      >
      > Np. kremy do twarzy - nie kupuję. Używam jednej maści jako kremu
      > pielęgnacyjnego, nie będę wydawać 50 PLN za słoiczek nie wiadomo
      > czego.
      Ja kupuję krem Lirene za 14zł, podkłady podobnie. To niewiele, chcialabym
      jeszcze mniej, ale taniej już nie mogę - uczula mnie wiele draństw, niektóre
      specyfiki działają "przez jedną tubkę", potem twarz sie paskudzi.

      > Ubrania w sieciówkach (np H&M, ale zaznaczam, ze w Polsce - innych
      > nie znam) - uważam że absolutnie nie są warte swojej ceny, kiepski
      > materiał, szmacą się po jednym praniu.

      A tu się akurat nie zgodzę :) Kupuję w H&M koszulki - dżersejowe takie i noszę
      je kilka lat. Serio! A piorę w pralce itd. Oczywiście zazwyczaj kupuję na
      wyprzedażach.
      Z tezą o lumpeksach się w pełni zgadzam :)

      > Ale już co do proszków do prania mam wątpliwość. Warto kupować te
      > dwa razy droższe?

      Wydaje mi się, że tak. Tańsze gorzej się wypłukują, inaczej pachną (dla mine
      paskudnie), odbarwiają ubrania, gorzej piorą, więc trzeba ich używać więcej -
      nie kalkuluje się zupełnie.


      e.m.i1 napisała:
      >
      > Z innych rzeczy, to nie mogę pojąć dlaczego ludzie kupują skarpetki albo żele p
      > od prysznic za np. 30zł.

      Skarpetki takie są naprawdę trwalsze, poza tym bywają z lepszych włókien i
      bezuciskowe - dla niektórych osób, zwłaszcza tych, które mają problemy ze
      stopami, to bardzo ważne.

      > Co do sprzętów AGD, nie zawsze warto inwestować w drogie marki - ja wyposażyłam
      > się w żelazko za 19zł, czajnik elektryczny za 17zł oraz wiatrak za 19zł:) - ws
      > zystko z Tesco, działa bez zarzutu i ma rok gwarancji.

      Hmm, masz je krócej, niż rok, jak mniemam. Mam nadzieję, że Ci się to nie zdarzy
      - ale ja się już ileś razy zawiodłam na takich cudach - czajniek się rozpadł,
      mikser przegrzał przy krótko ucieranym cieście, żelazko spaliło śliczny ciuch
      (znów - to się nie kalkuluje :))

      > Podobnio nie warto kupowac tanich butów,

      To zalezy - jak z ciuchami - jeśli chcesz i możesz chodzić w butach za 20 zł
      przez jeden sezon (albo nawet mniej), to dlaczego nie :) Moim zdaniem to tak jak
      z ciuchami na jakąś okazję - jeśli założę coś raz czy dwa, to nie ma sensu
      wydawać kasy, jeśli zaś to bazowy ciuch, mogę wydać więcej. Policzmy - masz 7
      par tanich butów, chodzisz codziennie w innych. Każda para wystarcza na jakiej 3
      m-ce (ale codziennego chodzenia). 7 par starczy na jakieś 12 miesięcy :)) W tym
      czasie doszczętnie zniszczyłabyś dwie pary droższych butów.

      ---------

      Moim zdaniem zupełnie nie opłaca się tanio wyposażać mieszkania - my na końcu
      robiliśmy łazienkę i z zupełnego braku kasy kupiliśmy tańsze wyposażenie. Nie
      minęło pół roku, a prawie wszystko było do wymiany - baterie (prysznic i
      umywalka), spłuczka, klapa od sedesu, słuchawka prysznicowa. Ręce nam opadły.

      Ja oszczędziłam na sukni ślubnej - nigdy nie wydałabym na nią grubych tysięcy,
      nie przemawia do mnie tekst, że to "raz w życiu". Moją suknie w dodatku dałoby
      się założyć jeszcze raz na inną okazję :) Z butami podobnie.
      Na garniturze męża też trochę oszczędziliśmy, ale bez przesady - jeszcze posłuży :)

      Moja mama ma dewizę - nie stać nas na kupowanie rzeczy tanich. Zgadzam się w
      pełni, jeśli chodzi o rzeczy trwałe. Problem tylko w tym, co dla kogo jest takim
      trwałym przedmiotem :))
      • e.m.i1 Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 01.08.09, 23:49
        > Skarpetki takie są naprawdę trwalsze, poza tym bywają z lepszych włókien i
        > bezuciskowe - dla niektórych osób, zwłaszcza tych, które mają problemy ze
        > stopami, to bardzo ważne.

        Jeśli rzeczywiscie się różnią, to się zgodzę, ale miałam na myśli takie zwyczajne, tyle że kupowane w najdroższym sklepie w galerii, albo z głupoty albo dla szpanu;)

        > Hmm, masz je krócej, niż rok, jak mniemam. Mam nadzieję, że Ci się to nie zdarz
        > y
        > - ale ja się już ileś razy zawiodłam na takich cudach - czajniek się rozpadł,
        > mikser przegrzał przy krótko ucieranym cieście, żelazko spaliło śliczny ciuch
        > (znów - to się nie kalkuluje :))

        Masz trochę racji, ale jako wyprawka dla studenta, który ubrania prasuje w czasie sesji oraz kilka innych razy w ciągu roku, takie żelazko w zupełności wystarcza;) I zawsze można je przetestować na prześcieradle:) Czajnik mam ponad rok.

        > To zalezy - jak z ciuchami - jeśli chcesz i możesz chodzić w butach za 20 zł
        > przez jeden sezon (albo nawet mniej), to dlaczego nie :)\
        Miałam raczej na myśli raczej to, ze nie kupię sobie letnich sandałków za 350zł, bo co będzie jak za rok mi się przestaną podobać? Poczekam na wyprzedaże i kupię inne również skórzane za 60zł - różnica w cenie jest:)
        Inna sprawa, że gdyby mnie było stać, to nie zastanawiałabym się, tylko brała co mi się podoba.
        • daslicht Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 01:10
          Ja kupuje bawełniane bezuciskowe polskiej firmy za całe 1,50. Kolory
          niestety tylko czarny, granatowy, biały i szary.
          ALe są bardzo trwałe i wygodne :)
          • thorrey Skarpetki 02.08.09, 08:38
            Mje niestety torchę droższe, bo za całe 3 zł :) Kupione w lokalnym
            sklepiku odzieżowym .
            Ale zaciekawiłaś mnie z tymi kolorami, ja wręcz musze się dopraszać
            o czarne skarpetki, bo są przeważnie błękitniutkie, żółte jak
            kurczaczek, lawendowe i różowe. Przyznam sie że mam kilka par i
            takich na rower, bo są rewelacyjne jakościowo.
          • beauty-gosiek Skarpety męskie 03.08.09, 08:16
            Mój mąż stwierdził że jak kupował tanie skarpety na rynku np. 2 zł za sztukę to
            po kilku praniach robiły mu się dziury na palcach lub piętach, te droższe (5-6
            zł za sztukę) wytrzymują troszkę dłużej..
          • inez69 Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 05.08.09, 12:18
            Ja inwestuję w skarpetki, zwłaszcza poelcam firmę Croop (ubrania
            młodzieżowe), skarpetki od nich mam po 2 lata, noszę raz na tydzień
            bądź dwa i stopy się w nich nie pocą. Są nie do zdarcia.
            Za biedniejszych czasów kupowałam tylko na rynku po 1,50 i bardzo
            pociły mi się w nich stopy, a po 2 miesiącach były podziurawione i
            do wyrzucenia.
      • thorrey Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 08:49
        jul-kaa napisała:
        > Moim zdaniem zupełnie nie opłaca się tanio wyposażać mieszkania -
        my na końcu
        > robiliśmy łazienkę i z zupełnego braku kasy kupiliśmy tańsze
        wyposażenie. Nie
        > minęło pół roku, a prawie wszystko było do wymiany - baterie
        (prysznic i
        > umywalka), spłuczka, klapa od sedesu, słuchawka prysznicowa. Ręce
        nam opadły.

        Co do łazienki się zgadzam. Ale już np co do wyposażenia kuchni i
        reszty mieszkania, to bym polemizowała.
        Pewnie, jak ktoś chce mieć mahonie, palisandy czy minimalistyczny
        styl japoński, to jeśli go stać to prosze bardzo, ale kosztuje to
        strasznie dużo kasy. Czy szafki kuchenne drewnine różnią się od
        takich z płyty z politurą? No pewnie, są bardziej trwałe, ale ile
        lat chce sie mieszkać w jednej kuchni? WIęcej jak 50?

        Swoją kuchnię 11 lat temu wyposażyłam w szafki za całe 700 zł (nie
        stać mnie było na nic innego) i serio, nie żałuję, służą mi dobrze
        do dziś i nie zamierzam wymieniać.

        > Ja kupuję krem Lirene za 14zł, podkłady podobnie. To niewiele,
        chcialabym
        > jeszcze mniej, ale taniej już nie mogę - uczula mnie wiele
        draństw, niektóre
        > specyfiki działają "przez jedną tubkę", potem twarz sie paskudzi.

        Spróbowałam Lirene - no maże się strasznie na mnie, nierówno
        pokrywa. Naprawdę, próbowałam różnych podkładów, i wszystkie albo
        się mazały, albo odłaziły płatami, alebo robiły efekt "spękanej
        ziemi" na moim nosie. Tej jeden podpasował mi i juz, kupiłam dwie
        flaszki na zapas, gdyby przestali produkować.
        • jul-kaa Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 13:18
          thorrey napisa

          > Co do łazienki się zgadzam. Ale już np co do wyposażenia kuchni i
          > reszty mieszkania, to bym polemizowała.
          > Pewnie, jak ktoś chce mieć mahonie, palisandy czy minimalistyczny
          > styl japoński, to jeśli go stać to prosze bardzo, ale kosztuje to
          > strasznie dużo kasy. Czy szafki kuchenne drewnine różnią się od
          > takich z płyty z politurą? No pewnie, są bardziej trwałe, ale ile
          > lat chce sie mieszkać w jednej kuchni? WIęcej jak 50?

          Chyba płyta z okleiną, jeśli się nie mylę, to politurę nakłada się tylko na
          drewno, ale mniejsza z tym.
          Szafki z płyty wiórowej potrafią zgnić, rozwalić się w drobny mak, bywają mniej
          wytrzymałe - zarówno moja rodzina, jak i męża to maniacy książkowi, w jednym i
          drugim mieszkaniu były półki na książki zrobione z płyty. Po kilku latach
          wyginały się paskudnie, w końcu łamały. Podobnie w kuchni - wystarczy za dużo
          słoików.
          Ale oczywiście są wyjątki i Twoje szafki pewnie do nich należą :)
          • turzyca Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 03.08.09, 10:51
            Bo papier jest ciezki i polki na ksiazki musza byc porzadnej konstrukcji. Ale w
            mieszkaniu miewa sie tez lekkie rzeczy, szafka na herbaty nie musi miec super
            wytrzymalej konstrukcji.
            • jul-kaa Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 03.08.09, 13:23
              turzyca napisała:

              > Bo papier jest ciezki i polki na ksiazki musza byc porzadnej konstrukcji. Ale w
              > mieszkaniu miewa sie tez lekkie rzeczy, szafka na herbaty nie musi miec super
              > wytrzymalej konstrukcji.

              Ale na garnki i słoiki owszem ;P
              • turzyca Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 03.08.09, 14:13
                Pelne sloiki - owszem. Garnki - nie. Bo owszem metal jest ciezszy od papieru,
                ale garnek to tylko cienkie scianki otaczajace powietrze. :)
                Juz talerze sa ciezsze od garnkow (nieco wieksza miseczka sniadaniowa z ikei
                wazy 312 gram, taruje ja codziennie, to wiem :D), ale nawet talerzy nie upychamy
                tak ciasno jak ksiazki. Bo tak naprawde niewazny jest sam ciezar, tylko jak
                ciasno te rzeczy pakujemy na polce czyli tzw. gestosc. Ksiazki sa ciezkie i
                upakowujemy je na polkach bardzo intensywnie, ich gestosc jest bardzo wysoka,
                garnki sa ciezkie, ale zajmuja duzo miejsca i nie sa tak intensywnie upakowane,
                ich gestosc jest niska.
                To sie tyczy takze jedzenia. :) Z suchych rzeczy - ryz jest ciasno upakowany,
                ale juz makaron typu swiderki ma nieduza gestosc. Kilogram miesa zajmuje mniej
                miejsca niz kilogram chleba. Mozna sobie spokojnie zaprojektowac mieszkanie tak,
                zeby stosowac odpowiednie materialy w odpowiednich miejscach. Mozna oszczedzic,
                ale trzeba to robic z glowa. :)
    • koza-1985 Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 01.08.09, 23:36
      krem do twarzy kupuję, w zależności od pory roku różnie to wygląda. teraz
      mam niveę na noc, a na vichy krem z pigmentem, więc zastępuje także podkład.

      ubranie najczęściej w lumpeksach, bo lubię i są fajne, buty kupuję raczej
      skórzane i służą mi kilka lat:) zwłaszcza że nie często znajdę coś co mi
      się podoba:/

      majtek do kompletu mam kilka par, ale chyba musiały być bardzo "promocyjne",
      bo ich regularne ceny to barbarzyństwo niestety.

      do prania używam płynu raczej z wyższej/średniej półki.

      nie jest to regułą pewnie, ale część markowych produktów jest faktycznie
      lepszej jakości i czasem warto zainwestować więcej - np lakier do paznokci,
      odżywka do włosów.

      jeśli chodzi o jedzenie to unikam nabiału marek marketowych i wędlin
      wysokowydajnych
    • slotna Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 00:42
      Nie kupie taniej pasty do zebow, bo musze uzywac sensodyne albo elmex - eksperymenty z signal czy innym colgate zakonczyly sie niemozliwoscia gryzienia przez pare dni (nadwrazliwosc).

      > Np. kremy do twarzy - nie kupuję. Używam jednej maści jako kremu
      > pielęgnacyjnego, nie będę wydawać 50 PLN za słoiczek nie wiadomo
      > czego.

      Za niewiadomoco tez bym tyle nie zaplacila, ale na szczescie na opakowaniach sa sklady, a w necie recenzje :) Active C La Roche Posay kosztuje u mnie juz prawie 30 euro, wiec potwornie mi szkoda kasy na niego, ale nic tak dobrze nie dziala na moja cere. Kremu pod oczy Clinique tez nic nie pobilo jak do tej pory. Mam kilka ulubionych produktow z Garniera i podobnych, ktore sa "w miare", ale do tamtych drozszych sie nie umywaja.

      > Ale już np. podkład kupuję markowy, oczywiście wściekle drogi, ale
      > flaszeczka starcza mi na cały rok i nie maże się.

      Moj na szczescie nie jest wsciekle drogi, Max Factor, kupuje ten sam od wielu lat i tez na dlugo mi wystarcza. Tanich, polskich podkladow nawet nie probuje, nie mam ochoty po roznych eksperymentach w liceum.

      > Ubrania w sieciówkach (np H&M, ale zaznaczam, ze w Polsce - innych
      > nie znam) - uważam że absolutnie nie są warte swojej ceny, kiepski
      > materiał, szmacą się po jednym praniu.

      Kupuje ubrania zarowno w lumpeksach jak i na przecenach w sieciowkach, ale wszystkie najpierw dokladnie ogladam i smiem twierdzic, ze po ubraniach w sieciowkach rowniez widac, jak beda wygladac po uzytkowaniu. Ot, jedne lepiej inne gorzej. Mam naprawde sporo ciuchow marki Primark, czyli najtanszej mozliwej sieciowki brytyjskiej i wiekszosc trzyma sie rewelacyjnie - ale to sa perelki wygrzebane wsrod ton fatalnie zszytych szmat. Kupujac jakiekolwiek ubranie ogladam metke, sprawdzajac sklad materialu, sprawdzam jak wszyste sa ekspresy, zakladki, czy material sie nie "siepie", czy jest odpowiednio podwiniety i obrobiony, czy splot jest jednolity (mozna sprawdzic pod swiatlo). To po prostu widac. Jesli ciuch juz na wieszaku wyglada jak psu z gardla wyjety, po prostu go nie kupuje. No chyba, ze kosztuje absolutne grosze i szalenie mi sie podoba - ale wtedy nie czuje sie oszukana przez podla sieciowke :)

      Nie kupie tanich butow. Musza byc skorzane i solidnie wykonane. Nie jestem zadnym wrazliwcem albo bardzo duzo i szybko chodze i po prostu MUSZE miec dobre buty. Moglabym w jednych chodzic i przez 10 lat, jesli tylko by dobrze wygladaly, wisi mi to, czy sa nowe czy nie. Wrecz ostatnio kiedy rozwalily mi sie ukochane buty usilowalam zdobyc identyczne, ale juz dawno sluch po takim modelu zaginal niestety. Ale mnie sie tak malo ciuchow i butow podoba (a jeszcze mniej na mnie pasuje), ze kiedy zdobede juz cos idealnego, to sie tego trzymam. I wcale nie przestaje mi sie podobac po jakims czasie.
      • jul-kaa Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 00:48
        slotna napisała:

        >Wrecz ostatnio kiedy rozwalily mi sie ukochane
        > buty usilowalam zdobyc identyczne, ale juz dawno sluch po takim modelu zaginal
        > niestety. Ale mnie sie tak malo ciuchow i butow podoba (a jeszcze mniej na mni
        > e pasuje), ze kiedy zdobede juz cos idealnego, to sie tego trzymam. I wcale nie
        > przestaje mi sie podobac po jakims czasie.
        >

        A nie kupujesz na zapas? I ja, i moja mama kupujemy dwie pary butów, jak już
        trafią się ładne, wygodne, idealne :)
        • slotna Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 01:21
          Akurat wtedy nie mialam kasy, ale owszem, zdarza mi sie :) Niestety czesciej mi sie zdarza nie posiadac odpowiedniej ilosci gotowki, te buty, ktore kupuje sa przewaznie drogie, niestety. Ale czesto kupuje na zapas te tansze ciuchy, mam sporo podwojnych koszulek, bluz itp.
      • thorrey Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 08:56
        slotna napisała:

        > Za niewiadomoco tez bym tyle nie zaplacila, ale na szczescie na
        opakowaniach sa
        > sklady, a w necie recenzje :) Active C La Roche Posay kosztuje u
        mnie juz praw
        > ie 30 euro, wiec potwornie mi szkoda kasy na niego, ale nic tak
        dobrze nie dzia
        > la na moja cere. Kremu pod oczy Clinique tez nic nie pobilo jak do
        tej pory. Ma
        > m kilka ulubionych produktow z Garniera i podobnych, ktore sa "w
        miare", ale do
        > tamtych drozszych sie nie umywaja.

        No widzisz,mnie własnie o to chodzi, że masz parę droższych
        produktów, które lubisz i wiesz, że są dobre więc kupujesz. Z tymi
        kremami to raczej chodziło mi o to, że nei rzucam się na każdą
        przeciwzmarszczkową nowość, która i tak zniknie za kilka miesięcy.

        A składy i recenzje niestety nie powiedzą Ci do końca jak Twoja
        akurat skóra zareaguje na dany produkt, trzeba się "naskórnie"
        przekonać...

        > Kupujac jakiekolwiek ubranie ogladam metke
        > , sprawdzajac sklad materialu, sprawdzam jak wszyste sa ekspresy,
        zakladki, czy
        > material sie nie "siepie", czy jest odpowiednio podwiniety i
        obrobiony, czy sp
        > lot jest jednolity (mozna sprawdzic pod swiatlo). To po prostu
        widac. Jesli ciu
        > ch juz na wieszaku wyglada jak psu z gardla wyjety, po prostu go
        nie kupuje. No
        > chyba, ze kosztuje absolutne grosze i szalenie mi sie podoba - ale
        wtedy nie c
        > zuje sie oszukana przez podla sieciowke :)

        Wiesz, nie do końca sie zgodzę, to nie zawsze jest regułą. Oglądałam
        kiedys ciuch i oglądałam a i tak rozmemłał mi się w praniu (ręcznym
        of korz). Wg mnie te ciuchy - w większości, zaznaczam, bo oczywiście
        zdarzają sie perełki, jak mówisz - są warte swojej ceny właśnie po
        50% przecenie. Dobrej jakości trzeba się naszukać, bo czasem im się
        zdarzy jakaś wpadka i dobrze uszyją :)
        • normalna_ja Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 09:45
          butów tanich nie kupię - muszą być skórzane, bo moje nogi są
          wyjątkowo grymaśne i każde buty je obcierają, nawet skórzane
          sandały. teraz na jesień/zimę planuję kupić buty, w których będzie
          mi ciepło i mega wygpdnie ;)
          ciuchy kupuję głównie w lumpeksach, jak miałabym pójść do jakiegoś
          H&M i wydać 40 zł za zwykłą koszulkę to mnie przekręca. na
          szczęście przez jakiś czas dorabiałam w ciuchlandzie, więc się
          obkupiłam.
          kosmetyków używam raczej drogich :/. jestem tak głupio uparta, że
          nikt i nic nie jest w stanie mnie przekonać, że podkład za 10 zł
          czyni cuda ;/
          i najlepszy krem jaki odkryłam kosztuje ponad 60 zł, ale starcza mi
          na ok. 3 miesiące
          majtki kupuję głównie w La Senzie jak są promocje - 3 sztuki za 59
          zł np... do kompletu raz kupiłam szorty Curvy Kate - tragedia. po 3
          praniach w kroku zrobiły się dziury. nigdy więcej, chyba że będą
          wyjątkowo ładne i tanie :)
        • slotna Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 10:49
          > No widzisz,mnie własnie o to chodzi, że masz parę droższych
          > produktów, które lubisz i wiesz, że są dobre więc kupujesz. Z tymi
          > kremami to raczej chodziło mi o to, że nei rzucam się na każdą
          > przeciwzmarszczkową nowość, która i tak zniknie za kilka miesięcy.

          No jednak napisalas, ze uzywasz jednej masci, bo kremy sa be :) Wiec do tego sie odnioslam. Nie ma tyle znowu przeciwzmarszkowych kamforowych nowosci, bez przesady - no chyba, ze z Avonu, ale nie o tej polce mowimy :) Dobre kremy dobrych firm widuje od lat te same, co najwyzej w zmienionej szacie graficznej.

          > A składy i recenzje niestety nie powiedzą Ci do końca jak Twoja
          > akurat skóra zareaguje na dany produkt, trzeba się "naskórnie"
          > przekonać...

          Na 100% to nie, ale moga mi dac pretty good idea :) Zeby byc pewna na 100% musze wziac probki i robie to, aczkolwiek nie zawsze mi sie chce. Jesli ktos ma szczegolnie wymagajaca skore i wciaz szuka "swojego" kremu, powinien brac probki konsekwentnie (mozna pisac do producentow, bardzo chetnie przysylaja).

          > Wiesz, nie do końca sie zgodzę, to nie zawsze jest regułą. Oglądałam
          > kiedys ciuch i oglądałam a i tak rozmemłał mi się w praniu (ręcznym
          > of korz). Wg mnie te ciuchy - w większości, zaznaczam, bo oczywiście
          > zdarzają sie perełki, jak mówisz - są warte swojej ceny właśnie po
          > 50% przecenie. Dobrej jakości trzeba się naszukać, bo czasem im się
          > zdarzy jakaś wpadka i dobrze uszyją :)

          Regula ma to do siebie, ze nie zawsze sie sprawdza. Podalas jeden przyklad "rozmemlanego" ciucha - no ok, mnie tez sie zdarzylo ale co z tego? Wiekszosc moich zakupow jest ok i bede sie upierac przy tym, ze to widac w sklepie. Wczoraj ogladalam bardzo bardzo fajne dlugie bluzy z kapturem, z taka tasiemka pod biustem, poszerzajace moje nedzne biodra i podkreslajace wybujala piers - coz z tego, kiedy nitki wystawaly, a zamek byl wszyty jak nieszczescie. A baby to kupuja, bo ladne (pelna cena!), a pozniej narzekaja. Nie kupowac, to nie beda sprowadzac badziewa.

          A ceny oczywiscie sa z kosmosu, pracuje teraz w sklepie z ciuchami dla "dojrzalych kobiet" (oficjalny target - 35+, hehe) i ogladam sobie caly proces przeceniania, smiesznie to wyglada z wewnatrz.
          • thorrey Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 12:36
            slotna napisała:
            >. Nie ma tyle znowu przeciwzmarszkowych kamforowych nowosci, bez prz
            > esady - no chyba, ze z Avonu, ale nie o tej polce mowimy :) Dobre
            kremy dobrych
            > firm widuje od lat te same, co najwyzej w zmienionej szacie
            graficznej.

            A możesz podać jakiś przykład takiego kremu co jest od lat (co
            najmniej pięciu) i naprawdę jest dobry i sprawdzony? Bo właśnie mnie
            nic nie przychodzi do głowy. Jak się przejdę po drogieriach, to
            coraz to nowe i bardziej zdywersyfikowane biało-różoweo-złoto-czarne
            pudełeczka.

            Wydaje mi się że kremy to właśnie raczej towar krótko żyjący. Kto
            jeszcze dziś pamięta z początku lat 90 krem "BM regenerative" który
            ponoć likwidował zmarszczki? Albo różne "Garnier Aksją Lipozą" jak
            to ładnie mówiły panie w reklamach? Takie mam wrażenie, może błędne,
            że L'oreal, Garnier itd. nie różnią się dużo od Avonu jeśli chodzi o
            częstotliwość wypuszczania nowych produktów.

            Słyszałam parę razy, że te kremy z górnej i dolej półki tak
            naprawdę się nie różnią od tych droższych, bo składniki są tak
            napradę takie same. Płaci się za markę, opakowanie, reklamę itp.
            Dlatego wolę dobrą maść.
            • pierwszalitera Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 13:02
              thorrey napisała:

              > Słyszałam parę razy, że te kremy z górnej i dolej półki tak
              > naprawdę się nie różnią od tych droższych, bo składniki są tak
              > napradę takie same. Płaci się za markę, opakowanie, reklamę itp.
              > Dlatego wolę dobrą maść.

              No może nie te z dolnej półki. Jakość kremu zależy od jakości składników i te najtańsze mogą mieć w sobie tylko tanie oleje, albo nawet parafinę. Oczywiście niektórym to wcale nie musi szkodzić, bo najważniejszą funkcją kremu, jest zapobieganie straty wilgotności naskórka i to da się przy bezproblematycznej cerzy osiągnąć nawet połączeniem smaru samochodowego i wody z odrobiną witaminy E, jak w starym kremie Nivea w niebieskim opakowaniu. Dobre składniki i oleje kosztują jednak trochę więcej i zwykle można je już znaleźć w kremach ze średniej półki. Za reklamę, opakowanie i prestiż płaci się przy tych najdroższych. Chociaż taka Nivea na przykład, robi całą masę drogiej reklamy i ktoś też za to płaci. ;-) Czasem jednak zdarzyło mi się trafić na jakiś drogi preparat, który miał niesamowite działanie, którego nie mogłam powtórzyć czymś tańszym. Ale to mogła być też jakaś indywidualna kompatybilność receptury z moją cerą i nie zależała od ceny. Odkryć dobry krem, to wielka sztuka, jeżeli coś takiego mi się udaje, to kupuję ten krem tak długo, aż wyjdzie z produkcji. Zdarzyło mi się już taką stratę kilka razy przeżyć i też jestem zdania, że to towar krótko żyjący. Bardzo nad tym ubolewam.
      • kasiamat00 Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 11:28
        A zamiast Active C nie dałoby się po prostu zrobić sobie jakiegoś serum z
        witaminą C? Bo jak rozumiem to jest główny powód rewelacyjności tego kremu.
        Wiem, zwykle człowiekowi się nie chce, mi się tak samo nie chce robić toniku
        aspirynowego i zamiast tego wydaję ciężką kasę na Effaclar :/
        • slotna Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 12:17
          Oczywiscie, ze by sie dalo - tylko w tym celu musialabym zamowic wszystko przez biochemie urody czy jak sie tam ta strona nazywa i tak wyczaic termin przyjazdu do Polski, zeby to odebrac :D Poza tym nie bede miala takiego poczucia komfortu, efekty efektami, a mam swiadomosc, ze krem jest kontrolowany, a sama latwo moge cos zepsuc, ot chocby pomieszac proporcje, zanieczyscic.
        • arwena-g Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 03.08.09, 11:55
          Off top co toniku aspirynowego - robiłam i tonik aspirynowy i tonik salicylowy i
          owszem działają (teraz używam na plecy), ale przecież nie nawilżają. Mam
          naprawdę tłustą skore i Effaclar robi mojej skórze naprawdę dobrze i naprawdę ją
          nawilża. Używam go tak 5 razy na 7 dni (te dwa dni na odżywienie - moja skora
          chociaż tłusta, to już jest dojrzała). Po samym toniku i tak musiałaby użyć
          jeszcze kremu (a większość mnie zapycha).
    • nelyen Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 00:50
      ja już nie wiem. ciuchy przeważnie kupuję w secondhandach, buty letnie
      przeważnie w jakimś ccc czy tesco - 30-80zł i przeważnie służą mi co
      najmniej parę lat. na zimę mam glany, 250zł na ładnych parę lat.
      co do wyposażenia kuchni czy łazienki - drogie nie zawsze znaczy dobre
      - kupiłyśmy do łazienki porządne baterie, wszystko super, dość drogą
      słuchawkę prysznicową, która po pół roku była nie do użytku. teraz od
      roku mamy taką zwykłą za 15zł i jest nie do zdarciaXD
      • niebieska.maupa co do butów z ccc... 02.08.09, 19:07
        W tym roku buty z ccc rozwaliły mi się po 4 tygodniach użytkowania, - ni z tego
        ni z owego nagle całkiem urwał się pasek w klapkach - pół dnia w pracy biegałam
        na boso (te spojrzenia ludzi ;-) i na boso wracałam do domu. Zastanowię się
        następnym razem 5 razy, zanim tam coś kupię.
        • tfu.tfu Re: co do butów z ccc... 03.08.09, 12:23
          a ja mam zupełnie inne spostrzeżenia :) kupiłam 2 pary w ccc (sarah karen) i od
          maja noszę właściwie bez przerwy. nic złego się nie dzieje, nie obcierają pięt
          nawet (o cudzie!).
          moze miałam szczęście? :)
        • nati_88 Re: co do butów z ccc... 03.08.09, 12:59
          Pod koniec kwietnia kupiłam buty, fajne lakierowane, czerwona butki z wyciętym palcem z przodu. Pochodziłam w nich 2 tygodnie i pękła taśma przy obszyciu z przodu. Od tamtej pory nawet nie patrzę na buty z CCC.
          To samo mam z Deichmannem. Po 3 tygodniach padła para butów ;-)
          Chociaż tutaj kupiłam kilka lat temu zwykłe płaskie balerinkowate buty i do tej pory są całe. A ja bardzo dużo i ciężko chodzę.
          Chyba trzeba mieć po prostu szczęście.
          • aksanti japonki z ccc mialam 3 lata:D 06.08.09, 00:47
            'inblu' czy jakoś tam się to nazywa, nawet pod prysznic używałam bo nie nasiąkały wodą:)
            do spódnicy też się nadawały bo czarno -jakieśtam
            bardzo dobrze je wspominam:D
      • smallfemme tanie drogie buty 03.08.09, 10:15
        Kupuję droższe buty + czeszki, które są tanie i chodzę w nich do wybitnego zajeżdżenia. Koleżanka ostatnio niemiło komentowała moje sandały za ok. 100 zł w których chodzę 3 sezon. Jednak kiedy rozwaliły jej się dwie pary butów za ok. 20-30 zł w ciągu jednej doby i musiała kupić trzecie, żeby nie chodzić boso, zmieniła zdanie.
    • daslicht Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 01:17
      Kremy do twarzy - no cóż, Duac kosztuje 60 zł za 30 ml, ale
      przynajmniej nie mam pryszczy. Inne kosmetyki mam z Nivei, Erisa,
      Ziai - zależy.

      Podkład - EDM za 40 zł, duże pudełko, odcień naturalny a nie jakas
      spalona frytka

      Ubrania w sieciówkach - o nie! Lumpeksy górą!

      Majtki do kompletu do staników - nie mam żadnych oryginalnych. Nie
      warto. Kupuję w podobnym stylu w tańszych sklepach. Za 10 lub 20 zł,
      nie za 80 czy 100.

      Proszki - nie warto. Lepiej kupić droższy. Tanie smierdzą, uczulają,
      pylą ciuchy, niszczą je i zbijają się w grudki. Czasem
      nierozpuszczalne. Koleżanka dostała ode mnie ochrzan za
      zakup "grosika" do prania, dobrze że opakowanie było małe.

      Sprzęt AGD/RTV - lepiej kupić raz a dobrze.

      Buty - nie mam z nimi dużego doświadczenia, ale warto sie przyjrzeć
      jak są zrobione. Na pewno nie kupiłabym butów w sieciówce typu Zara,
      H&M czy inne badziewie.
    • kuraiko Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 04:32
      buty - kupuję porządne, skórzane, a przez to droższe, chociaż cena
      zawiera się zazwyczaj między 70 (sandałki z rynku) a 250zł (kozaki).
      więcej nie mam zamiaru wydawać ;) na pewno nie dam za sandałki
      200zł, czy za kozaki 500zł, bez przesady. Porządne skórzane buty,
      szanowane, potrafią służyć dobre kilka lat, a ja nie jestem z tych,
      co potrzebują mieć nowe buty co sezon, przyzwyczajam się do ubrań i
      butów.
      wyjątek stanowią trampki, ale ostatnio też kupiłam porządniejsze, bo
      się przynajmniej nie rozwalą po miesiącu jak takie z chińskiego
      sklepu ;)

      tyle na temat, bo mi się nie chce rozpisywać o tej porze xD
      • thorrey Buty 02.08.09, 08:41
        No tak, zapomniałam o butach. Jak najbardziej te droższe,m po paru
        razach jak wyrzucałam takie tańsze po kilku założeniach.

        A że ja tak znou za modą nie nadążam, to mam buty rzeczywiście kilka
        lat, takie jedne trekingowe noszę już siódmy rok, i na rowerek i do
        lasu sa cały czas ok, bo tylko trochę podarł się wierzchni materiał.
        Podeszwa, o dziwo jest tylko ładnie zużyta.
    • urkye Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 10:14
      1.Buty:
      Kupuję tylko skórzane, porządnie wykonane, cena jest drugorzędna-takich, które
      mi się podobają i pasują na moją stopę jest strasznie mało, więc ciężko jeszcze
      upolować jakieś b. tanie;)
      Kiedyś kupowałam buty w Deichmannie (bo pasowały na moje 41-42). Dwie pary
      baletek obtarły mi do krwi palce i pięty (do dziś mam ślad na pięcie...) oraz
      dziwnie bolało mnie w nich śródstopie w trakcie noszenia-wywaliłam po kilku
      założeniach-150zł do kosza). To samo z sandałkami-nawet jednego sezonu w nich
      nie dałam rady chodzić-po raz kolejny wywalone pieniądze. Jednak największym
      hiciorem były kozaki-niby skórzane, były trochę droższe, jednak po kilku
      miesiącach użytkowania tych butów, na lewej stopie zrobił mi się wielki modzel i
      od 4 lat z nim walczę-bezskutecznie, już się chyba poddałam:/ Ogólnie buty niby
      były tanie, ale wszystkie wyrzuciłam za skrajną niewygodę użytkowania i gratisy
      typu modzele:/ Do Deichmanna już nie wchodzę, do CCC itp. też.

      2. Kremy, kosmetyki
      Jestem młoda, skórę mam na szczęście mało kapryśną, więc nie muszę wydawać
      fortuny na kosmetyki:) Kremy kupuję te najtańsze Olaya-skóra po nich jest
      świetna i starczają średnio na pół roku.
      Z kosmetykami jest trochę inaczej-najtańszych nie kupię, bo w liceum już się
      przekonałam, że tusze po godzinie są na policzkach. Z cieniami jest podobnie,
      zaś najtańsze podkłady są za ciemne;) Kupuję więc te średniopółkowe typu Loreal,
      MaxFactor czy Bourjois, z jakości jestem w miarę zadowolona, ale zdarzają się
      irytujące produkty (typu tusz Telescopic czy eyeliner Nouba-uważajcie na nie:P).
      Ostatnio kupiłam mamie tusz Lancome i powiem Wam szczerze, nie warto. Jakość
      porównywalna jak w tuszach MaxFactora, pod koniec dnia tak samo wyglądają.

      3. Ubrania
      Zazwyczaj szyję sobie sama-z porządnych materiałów, wykonanie jak najbardziej
      dokładne (:D), jeszcze nie musiałam wyrzucać ciucha szytego przez siebie-jeśli
      wyrosłam/utyłam/przstał mi się podobać, to oddawałam na Caritas-ciuchy wyglądały
      jak nówki. W sieciówkach kupuję tylko bluzki/topy, H&M jest zdecydowanie moim
      faworytem-w bazówce mają świetne topy po 19,90, które swobodnie wytrzymują kilka
      sezonów;)
      Do lumpków nie wchodzę, no jakoś nie umiem... Mam opory:/

      4. Majtki do kompletów
      Niestety (:P) kupuję i zdarzyło mi się kilka razy kupić w cenie regularnej (ale
      zawsze był ku temu powód: jak się dowiedziałam, że mam stypendium, na imieniny w
      prezencie i za nagrodę w konkursie u Yoshi). Zazwyczaj kupuję je jednak w
      promocyjnych cenach. Uwielbiam komplety i nic na to nie poradzę:)
      • pierwszalitera Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 12:45
        urkye napisała:

        Kupuję więc te średniopółkowe typu Loreal
        > ,
        > MaxFactor czy Bourjois, z jakości jestem w miarę zadowolona, ale zdarzają się
        > irytujące produkty (typu tusz Telescopic czy eyeliner Nouba-uważajcie na nie:P)
        > .
        > Ostatnio kupiłam mamie tusz Lancome i powiem Wam szczerze, nie warto. Jakość
        > porównywalna jak w tuszach MaxFactora, pod koniec dnia tak samo wyglądają.
        >

        Nie napiszę, że wszystkie drogie kosmetyki są lepsze. Sama używam kremów ze średniej półki, ale cena nie ma z tym nic wspólnego, tylko potrzebuję kremów z niezbyt długą listą składników, nieco w kierunku ekologicznym i te można dostać odrobinę taniej od produktów sławnych marek. Ale tuszu do rzęs używam od wielu, wielu lat codziennie, mam wrażliwe oczy, wchodząc na przykład do salonu fryzjerskiego dostaję automatycznie oczów królika, więc mam obcykane, które tusze mogę sobie smarować na rzęsy, a które nie. Zaczynałam od prób z kosmetykami ze średniej półki, bo te najtańsze nie budziły w ogóle mojego zaufania i przeżywałam porażkę za porażką. W końcu używałam przez długi czas produktu aptecznego La Roche-Posay, aż skusiłam się reklamą i nabyłam drogi tusz perfumeryjny firmy Helena Rubinstein. Otóż jest różnica do MaxFactor albo Loreala. Przede wszystkim nie uczulał i mniej się rozmazywał. A intensywność koloru i trwałość efektu przy uczuciu nicości na rzęsach jest bezkonkurencyjna. Wszystkie kolorowe kosmetyki droższych firm uważam jakościowe za lepsze. Lakier do paznokci Diora trzyma na stopach w pełnym blasku bez najmniejszych odprysków, zadrapań itp. dwa tygodnie. Błyszczyki Estee Lauder nie leżą na ustach jak smar samochodowy, a pomadki Clinique są odporne na zjadanie. Ich podkłady trzymają też idealnie przez calutki dzień i nie spływają nawet przy sporcie. Być może nie są to aż tak gwałtowne różnice do półek niższych, farbę na twarz można w końcu nałożyć byle czym, nawet sadzą i burakiem, ale dla kogoś, kto stosuje makijaż codziennie i zwraca uwagę, by wyglądało to dobrze we wszystkich sytuacjach i nie chce korzystać co chwilka z lusterka, droższe kolorowe kosmetyki oznaczają większy i dłuższy komfort użytkowania.
        • yaga7 Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 12:58
          Zgadzam się.

          Wolę droższą kolorówkę niż tańszą.
          Mam manię na punkcie cieni do oczu i dla mnie nie ma lepszych cieni niż Dior. No nie ma ;) Ale niekoniecznie przecież muszę je kupować w polskiej perfumerii - wystarczy tylko wyjechać za granicę i już są taniej.
          Podobne mam odczucia do lakierów Chanel - wszelkie ingloty się do nich nie umywają (a miałam sporo i testowałam).
          Podchodziłam też parę razy do tańszych tuszy do rzęs. No niestety, zawsze wracałam do droższych.
          I pewnie mogłabym tak wymieniać.

          Ważne jest, żeby samemu ocenić, co warto, a czego nie warto.
          W końcu każdy z nas ma ciut inne potrzeby i na inne aspekty zwraca uwagę.
          • thorrey Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 13:44
            Zgadzam się co do lakierów Chanel - trwałość jest nieporównywalna.
            Ale już miałam kiedyś kredkę do oczu Guerlain, i skubana uczulała
            mnie jak diabli.
            A konturówka "Pierre Rene" kupiona za 5 zł w celu przetestowania
            koloru - nic a nic.

            Ale ja tej konturówki już nigdy w życiu nie kupię, bo po prostu
            przestaną ją produkować, zanim zużyję :(
          • normalna_ja Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 15:20
            yaga7 napisała:

            > Zgadzam się.
            >
            > Wolę droższą kolorówkę niż tańszą.
            > Mam manię na punkcie cieni do oczu i dla mnie nie ma lepszych
            cieni niż Dior. N
            > o nie ma ;)

            a próbowałaś cieni MAC?
            podobno są najlepsze i nie mają sobie równych. ja nie wiem ,nie
            testowałam :)
            • yaga7 Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 19:30
              Oczywiście, że próbowałam :) Mam nawet parę paletek, pojedynczych cieni i
              pigmentów :)
              I też bardzo lubię, ale Dior jakoś bardziej trafia niektórymi piątkami w moją
              kolorystykę.
    • klymenystra Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 11:35
      Warto kupic drogo to, co sie koniecznie i bardzo chce miec :) Ja przewaznie
      ciuchy kupuje w lumpeksach, ale raz weszlam do outletu i zaplacilam za sukienke
      niebotyczna jak na mnie sume 90 zlotych :) Kosmetyki kupuje glownie polskie -
      Ziaja, Bielenda, Eveline. Podklad mi sie miesci w przedziale 30-50 zlotych, wiec
      to nie jest drogo (jak na podklad). Ksiazki kupuje przewaznie w tanich
      ksiegraniach i w antykwariatach, ale jak zobacze gdzies cos z mojej dziedziny,
      co MUSZE miec, to wydaje nawet 50 euro.

      Wydaje mi sie, ze nie warto oszczedzac na sprzecie sportowym - rower powinien
      byc dobrej firmy, nawet jesli z dolnej polki, baletki tez przyzwoite, a nie
      takie, gdzie podeszwa odpadnie. Wydaje mi sie, ze w tej dziedzinie cena jest
      wspolmierna do jakosci - ale moge sie mylic.
      No i nie wolno "oszczedzac" w zlym znaczeniu w trakcie wycieczek - oczywiscie,
      nie trzeba jesc w drogiej restauracji, ale kupowanie tylko kebabow, bo taniej, i
      niepoznanie kuchni lokalnej jest dla mnie zbrodnia :)
      • jul-kaa Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 13:21
        klymenystra napisała:

        > No i nie wolno "oszczedzac" w zlym znaczeniu w trakcie wycieczek - oczywiscie,
        > nie trzeba jesc w drogiej restauracji, ale kupowanie tylko kebabow, bo taniej,
        > i
        > niepoznanie kuchni lokalnej jest dla mnie zbrodnia :)

        Mój mąż by Cie uściskał za takie stwierdzenie :) Ja nie oszczędzam na lokalnych
        wyrobach pamiątkarskich (o ile są tego warte), on na jedzeniu właśnie. Po iluś
        latach osiągnęliśmy kompromis - jeśli już w trakcie wakacji idziemy do
        restauracji, to ja jem małą sałatkę, a on pożera miejscowe przysmaki (lokalnej
        jedzenie wegetariańskie to często strata czasu i kasy). Potem ja ide po
        pamiątki. W ten sposób wszyscy są szczęśliwi :))
    • velika Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 11:48
      Buty-wolę te droższe, różnica w trwałości i wygodzie w porównaniu do taniochy
      jest diametralna. Tylko japonki kupuję tanie. Lubię wysokie obcasy i w droższych
      butach chodzi się zdecydowanie lepiej.
      Kremy, balsamy- jestem młoda, nie mam żadnych problemów ze skórą i z cera,
      trądzik mi obcy, więc kupuję tanie polskich producentów. Nie mam problemów z
      uczuleniami, więc mogę sobie eksperymentować.
      Makijaż-kupuję produkty popularnych marek, nie te najtańsze, ale tez nie
      najdroższe. Raczej staram się na tym oszczędzać.
      ciuchy- kupuję na wyprzedażach, chyba że coś mi się bardzo spodoba. Samych
      wyprzedaży nie znoszę, tego dzikiego tłumu, stert ubrań na podłodze i kolejek do
      przymierzalni.
      No i specjalnie nie oszczędzam na jedzeniu. Lubię zdrowe żarcie, a to trochę
      kosztuje. Nie kupię sera za 10zł/kg albo pangi;)Bardzo często jakość idzie w
      parze z cena. Fortuny nie wydaję, ale mało też nie.
      Majtki do staników mam tylko z masquerade, kupiłam po cenie o połowę niższej niż
      pierwotna, ale i tak wg mnie drogo. No ale chociaż jakościowo są rewelacyjne,
      zwłaszcza te od antośki-chodzi się w nich cudownie. Poza tym preferuję tanie
      majciochy;)
    • aadrianka Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 13:31
      Żele pod prysznic, masła/balsamy do ciała i kremy do rąk kupuję
      Ziaji i Joanny. Joannę uwielbiam za zapachy, zwłaszcza seria o
      aromacie kawy ze śmietanką - nic mnie lepiej nie budzi rano:)
      Najdroższe kosmetyki, jakich używam, to peeling do twarzy (na mojej
      skłonnej do rogowacenia skórze idealnie sprawdza się seria SVR),
      podkład (ale tu też celuję w tzw. średnią półkę) i żele pod oczy (na
      zmianę Dermika i Eris).

      Nie warto moim zdaniem oszczędzać na proszkach do prania i środkach
      czystości. Przy czym, prawdę mówiąc, te kupowane u nas do
      niemieckich się niestety nie umywają.
      Nie oszczędzam na niektórych produktach jedzeniowych - typu oliwa,
      kawa, niektóre przyprawy, sery - ale np mój ulubiony camembert lub
      ocet balsamiczny dziwnym trafem sa najtańsze ze wszystkich:)
      Stopy na szczęście mam mało wymagające (poza fasonem), Deichmanny i
      CCC sprawdzają się niewiele gorzej niż Ryłko. Lata całe nosiłam
      bardzo ładne i wygodne buty, które kupiłam na hali w Geancie za całe
      35 zł:)
      • jul-kaa Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 15:07
        aadrianka napisała:


        > Nie warto moim zdaniem oszczędzać na proszkach do prania i środkach
        > czystości. Przy czym, prawdę mówiąc, te kupowane u nas do
        > niemieckich się niestety nie umywają.

        Z proszkami się zgodzę, ze środkami czystości już nie - ja jestem wielbicielką
        octu, sody oczyszczonej i kwasku cytrynowego - nic tak nie czyści i nie
        nabłyszcza. Do dezynfekcji potrzebny jest też oczywiście chlor, ale bez
        przesady, zbytnia czystość jest bardzo szkodliwa.
        • aadrianka Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 15:25
          Miałam na myśli takie "gotowe" chemiczne środki:) Chociaż zasadniczo
          co do kwasku cytrynowego i octu, też zamierzam się na nie
          przerzucić:)
    • plica Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 14:03
      drogo:
      -buty - na tanie mam uczulenie. musze miec porzadne, skorzane, dobrze wyprofilowane. wyjatkiem byly buty do slubu z przeceny za 29 zł. w bialych nie chodze, wiec szkoda kasy na jeden raz.
      -proszek do prania - na tanie mam uczulenie, wiec kupuje te dla dzieci lovela albo jelp
      -wezyk do prysznica - koniecznie podwojny drucik i w srodku dopiero gumowa rurka. tanie wymienialam co 2-3 miesiace. ten drogi sluzy juz dluuuuuuugo.
      -wedliny - tanie sa niejadalne. wiec kupuje albo te pow. 35 zl za kg, albo nie kupuje wcale i pieke sobie sama.
      tanio:
      -ciuchy - glownie liumpeksy, albo przeceny np. w promodzie
      -kosmetyki - glownie naturalne typu biochemia. na wiekszosc typu la roche apteczne mam uczulenie, wiec jak juz znajde cos ok dla mnie, to sie tego trzymam i najczesciej to wlasnie naturalne lub srednia polka. albo tez strawberrynet - np. perfumy - to zalicza sie do oszczednie czy drogo ? :)

      co do reszty produktow - mieszane uczucia. gdy jest okazja wole kupic markowy produkt na przecenie, wyprzedazy itd. wiele taniochy to po prostu wyrzucanie pieniedzy w bloto. co z tego, ze tanio, skoro bez sensu i cos co ma sluzyc pare lat rozpada sie po miesiacu
      :)
    • skrzydlasta Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 14:34
      Buty - tylko dobre, choć na ogół po przecenie (chyba, że mnie coś rzuci na
      kolana), upodobania nie zmieniają mi się co pół roku i mogę chodzić w jednych
      bytach parę lat i często (jak już ktoś wcześniej wspominał) gdy się ostatecznie
      rozpadną to mi żal.
      Ciuchy wierzchnie - często donaszam po innych lub kupuje przecenione.
      Kosmetyki - tanie, nie mam problemów ze skórą i jedyna ekstrawagancja na jaką
      sobie pozwalam to Neutrogena do rąk (ale ja rękami pracuję).
      AGD - zależy od okoliczności i np. jakości wody. Toruńska woda (jeszcze rok
      temu, teraz podobno się poprawia, ale już tam nie mieszkam) zabijała każdy
      czajnik po ok. pół roku i wolałam kupić tani czajnik w supermarkecie i odnosić
      na gwarancję gdy zaczynał szwankować (czajniki za 19,90 przyjmowali od razu
      nawet nie patrząc czy faktycznie coś nawaliło i bez problemu wydawali od ręki
      nowy, a droższy sprzęt najpierw jedzie do serwisu i trzeba czekać).
      Jedzenie - dobre niekoniecznie musi być drogie (produkty lokalne).
    • cissnei Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 14:53
      Zazwyczaj oszczędzam na ciuchach - rzadko kiedy zdarza mi się wydać na bluzkę
      więcej niż 50 zł, dla mnie to strata pieniędzy, bo ja zwykle bardzo mocno
      eksploatuję ciuchy. Poza tym nie tylko ja ich używam, także moje koty, które
      zawsze ułożą się do drzemki na świeżo zdjętej bluzce ;) Wychodzę z założenia, że
      niezależnie od tego, jak trwały i jakościowy jest materiał, na takie rzeczy jak
      kocie pazury, leśne chaszcze i sok porzeczkowy nie ma mocnych. Wyjątkiem są
      właśnie skarpetki, ale dlatego, że ja uwielbiam te miękkie puchatki, które
      kosztują, niestety, zwykle 15-20 zł za parę.

      Kiedyś oszczędzałam na stanikach, ale teraz już wiem, że to niedopuszczalne :P

      Buty także kupuję tanio, zwykle na Allegro, bo akurat rozmiar buta mam
      "normalny" (chociaż jedna rzecz mi się taka udała :P), zatem znalezienie
      wygodnych butów w rozmiarze 38 jest akurat łatwe. Niszczę je na potęgę, ale
      próbowałam kiedyś kupić droższe i było to samo. Poza tym drogie buty mi się
      zwyczajnie nie podobają, nie lubię klasyki, skóry i elegancji. Wolę kupić
      radosne szpileczki w kolorze czerwonym za 40 zł i przechodzić w nich dwa
      miesiące niż wydać ponad stówkę na lepsze i złamać obcas po miesiącu (a tak mi
      się właśnie zdarzyło).

      Kosmetyki biorę zwykle z tej średniej, najpopularniejszej półki, od lat używam
      podkładu Maybelline, z kosmetykami do ciała eksperymentuję i zwykle biorę te,
      które najładniej pachną :P

      Podobnie jest z jedzeniem, staram się to jakoś wyśrodkować i nie kupuję oliwy z
      górnej półki, ale też nie mam zbytniego zaufania do produktów marki [wstawić
      nazwę dowolnego sklepu czy dyskontu], bo przeważnie są naprawdę gorszej jakości.
      Choć jest kilka wyjątków :) Z tanich sklepów najbardziej lubię Lidl, niektóre
      artykuły są naprawdę dobre, mimo bardzo niskiej ceny (słodycze!).

      Generalnie więc staram się rozsądnie wydawać pieniądze, ale są trzy rzeczy na
      których nigdy nie oszczędzam: herbata (bo nie ma nic lepszego niż kubek czegoś
      pysznego w chłodny wieczór), przyprawy (bo nawet tanie jedzenie smakuje pysznie,
      jeśli jest dobrze przyprawione) i papier toaletowy (bo, kurczę, coś z tego życia
      trzeba jednak mieć, a nie ma nic gorszego niż szorstka, szara bela smętnie
      wisząca w łazience) :P
    • madzioreck Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 15:48
      Na pewno warto zainwestować w porządne buty, tu raczej niska cena przekłada się
      na niską jakość. Choć są i wyjątki, w CCC kupiłam glany, 169,99, są
      eksploatowane każdej zimy i jesieni, mam je ponad 5 lat. Na początku zaczął pruć
      się szewek, ale mi naprawili i jest OK. Japonki też kupuję na wyprzedażach w
      tego typu sklepach - za 20, 40 złotych można upolować coś ładnego.
      Za to nigdy więcej nie skuszę się na szpilki z CCC czy Deichmana, są fatalnie
      wyprofilowane, mają krzywo wprawione obcasy i nie tylko łatwo skręcić kostkę, bo
      noga "leci" w bok, ale po godzinie w nich stopy po prostu bolą - zero podparcia
      dla śródstopia od wewnętrznej części.
      Nie marnuję kasy na tanie proszki. Tzn. na bardzo tanie. Z zapachem bywa różnie,
      zbijają się w grudki i kiepsko wypłukują. Jakby ktoś mąki dosypał.
      Nie kupuję tanich świec (oprócz tzw. tea lights) - nawet te opisane jako
      niekapiące rozlewają się, nie da rady ich palić bez dużych podstawek, i mają za
      cienkie knoty w stosunku do średnicy świecy, więc się kiepsko wypalają.
      Kosmetyki kupuję tanie i średniodrogie (Ziaja, Dove, Nivea). Z kosmetyków
      kolorowych najbardziej lubię Inglota, nic mi nie spływa i nie nie odpryskuje,
      ale to może dlatego, że cerę mam raczej suchą, a na paznokciach trzymałaby mi
      się chyba nawet farba olejna :)
      Gatki w większości tanie, bawełniane. Do kompletu ze stanikiem mam tylko jedne -
      do Arabelki. Pioruńsko drogie, ale strasznie mi się podobały. Leżą w szufladzie
      - nie do noszenia :(
      W wielu przypadkach jednak wcale nie sprawdza się zasada, ze jak coś jest
      drogie, to dobre, a jak tanie, to be. Japonki, które noszę co roku prawie całe
      lato (mają chyba 3 lata) mama kupiła mi na bazarku za 15 złotych. Żadnych śladów
      zniszczenia, nic nie odpada, nie odpruwa się. Mięciutki i wygodne. Mama ma takie
      same - też nie do zdarcia.
      Żelazko kupiłam za 50 zł, bardziej ze względu na to, że chciałam zwykłe, proste
      z termostatem i parą, bez tysiąca guziczków i wyświetlaczy. Działa bez zarzutu.
      Rzuciłam się kiedyś na jakąś droższą bazę pod lakier. Do niczego, zgęstniała na
      kamień po kilku użyciach. Wróciłam więc do ulubionego adosa za 5,50 zł, którego
      używam od 12 lat :)
      Przykłady można mnożyć, myślę, że w wielu przypadkach trzeba po prostu "trafić".
      Często w hipermarketach sprzedawane są sprzęty typu robot kuchenny, tanie, "no
      name", ale produkowane przez znane firmy. No ale to trzeba wiedzieć co, bo tej
      informacji na opakowaniu nie ma. Tyle, że np. w przypadku sprzętu rtv/agd trochę
      szkoda ryzykować, bo jeśli coś będzie kiepskie, to wywaliliśmy kilka czy
      kilkanaście stów.
      • madzioreck drogie ciuchy 02.08.09, 15:52
        Moja mama w związku z wykonywanym zawodem często ma do czynienia z ciuchami tzw.
        ekskluzywnych firm, w takich ekskluzywnych cenach. I nierzadko łapie się za
        głowę, kiedy opowiada mi o jakości tych ekskluzywnych ciuchów. Niepozakańczane
        szwy, zwisające nitki przy guzikach, garby na plecach w żakietach, krzywo wszyte
        rękawy, ciuchy wykrojone z jakby przekręconego materiału (coś jak chińskie
        podkoszuli - jeden szew boczny wędruje na plecy, drugi na brzuch). I tak się
        zdarza :)
        • alxandra Re: drogie ciuchy 02.08.09, 18:52
          IMO dobrze skrojony garnitur, damski czy męski bardzo trudno jest dostać po
          niskiej cenie i warto zainwestować chociaż w jeden.
          Podobnie z eleganckimi butami i torebką;)
          Ja nie oszczędzam na okularach słonecznych z racji dość mocnej reakcji na słońce
          i na żywności.

          madzioreck napisała:

          > Moja mama w związku z wykonywanym zawodem często ma do czynienia z ciuchami tzw
          > .
          > ekskluzywnych firm, w takich ekskluzywnych cenach. I nierzadko łapie się za
          > głowę, kiedy opowiada mi o jakości tych ekskluzywnych ciuchów. Niepozakańczane
          > szwy, zwisające nitki przy guzikach, garby na plecach w żakietach, krzywo wszyt
          > e
          > rękawy, ciuchy wykrojone z jakby przekręconego materiału (coś jak chińskie
          > podkoszuli - jeden szew boczny wędruje na plecy, drugi na brzuch). I tak się
          > zdarza :)
      • madzioreck I jeszcze sztuczna biżuteria 02.08.09, 16:50
        czy jak to się tam nazywa. Zaopatruję się albo w małych sklepiczkach w rzeczy
        typu kolczyki, koraliki, albo poluję będąc na urlopie. Na przykład nad morzem -
        wzdłuż deptaków stoją budeczki z pamiątkami, koralami itp. I wypatrzyłam sobie w
        tym roku bransoletkę z białych kamiennych słupków - 7 zł. Tego typu bransoletki
        w Bijou Brigitte na przykład - ze 60 zeta.
        Nad morzem też mój małż wypatrzył kolczyki z drucianych kształtów i oplecionych
        wokół nitek. Fajne. 5 złotych. Zapomniałam po nie wrócić, i obudziłam się w
        Łodzi, kiedy zobaczyłam identyczne w Camaieu: 59 złotych :/
        • jul-kaa Re: I jeszcze sztuczna biżuteria 02.08.09, 16:54
          Ale to też kwestia tego, czy nie ma się przypadkiem uczulenia. Ja mogę nosić w
          uszach tylko srebro, ale znam osobę, która może tylko złoto. Bigle na srebrne
          łatwiej wymienić, na złote trochę trudniej :)
          • madzioreck Re: I jeszcze sztuczna biżuteria 02.08.09, 17:00
            Julka, to nie było srebro, tylko zwykłe druty :)
    • ava.adore Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 16:37
      O ciuchach i kosmetykach było już sporo, więc ja z trochę innej beczki: nie warto, IMO, kupować najnowszych nowości z szeroko pojętej elektroniki i AGD. Primo, często dopiero w masowej produkcji wychodzą różne usterki, więc pierwsze serie bywają bardziej wadliwe niz następne, a secudno: przy tym tempie rozwoju, za pół roku ta nasza najnowsza nowość straci połowę wartości ;) Z drugiej strony, nie warto również za bardzo zaniżać wymagań, bo może się okazać, że będziemy je wymieniać szybciej, niżbyśmy chcieli.
    • joankb Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 19:26
      Ja preferuję średnie półki. W sumie - z doświadczenia. Najtańsze są jakościowo
      gorsze, a nie cierpię jak mi się coś najulubieńszego rozsypuje po trzech
      miesiącach, najdroższe wcale aż tyle lepsze nie są.
      Moim zdaniem na średniej półce jest najlepszy stosunek jakości do ceny, już nie
      dziadostwo, a jeszcze nie płacę za image, reklamę, nowość i co tam jeszcze.
    • boziaj Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 21:06
      drogo to chyba tylko buty
      przez wiekszosc zycia myslalam, ze nie umiem, nie lubie i nie bede
      nosic wysokich obcasow - do czasu az skusilam sie i nabylam cudownie
      wywazone clarksy
      pozostalam fanka marki
      drogie są, ale w tych butach i 8-10cm obcas jest po prostu wygodny
      (nie wiem jak to moziwe, ale tak jest)
      "nieobcasowe" też są swietne

    • joannea Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 02.08.09, 22:27
      a ja mam wrażenie, że nie można generalizować. Moje "stałe" towary typu droższe
      to buty, staniki i kremy z filtrem. Choć w wypadku butów cena niestety nie
      zawsze oznacza jakość (strasznie się przejechałam na skórzanych ofcerkach Baty,
      moje jak do tej pory najdroższe buty - 3 lata temu 500pln - sklep nie uznał
      reklamacji, a nie nadawały się do noszenia po 3 miesiącach). Z drugiej strony, w
      zeszłym tygodniu odpadła mi na ulicy podeszwa od letniego, kupionego za grosze
      na targu buta :). Padało, i but zdecydował się rozkleić ;). Uśmiałam się jak
      głupia ;)
      Kosmetyki natomiast kupuję wszelkich możliwych odmian cenowych. Zajmowałam się
      niegdyś nimi zawodowo, i miałam darmowy dostęp do nowości, co pozwoliło mi
      wyrobić sobie opinię na temat wpływu marketingu na cenę ;). I co? I nic, w
      górnej półce jest mnóstwo bubli (ale i rewelacyjnych produktów), w tej
      najniższej tak samo. Przykład? Nienawidzę lakierów Chanel (wiem, czytałam, co
      wyżej o nich piszą dziewczyny), miałam jeden, i nie znam bardziej mażącej się
      emalii. Cienie Diora uwielbiam, ale, z drugiej strony, na bazie Lumene trzymają
      mi się tak samo cienie bazarkowe, Lancome i Chanel. Te najtańsze może szybciej
      blakną na powiece, ale i to nie zawsze. Puder w kamienu Clarinsa to najgorszy z
      możliwych produkt, puder w kamieniu Essence (10 zł) to mój zdecydowany faworyt
      (zachowuje się na cerze prawie tak, jak Meteoryty, plus ma świetny kolor dla
      bladolicych na chłodno). Mam swoich faworytów z wysokiej półki, mam też ze
      średniej i z niskiej. Dobrze jest sprawdzać przed zakupami internet, bo w
      wypadku kolorówki to naprawdę bezcenne źródło informacji.
      Pielęgnację preferuję ukierunkowaną i specjalistyczną, czyli retinoidy,
      antyoksydanty i filtr. Regularnie daża mi się testować krem z górnej półki,
      ostatnio Annayake (cóż, jakość ziaji - a ziaję cenie), aktualnie Lancome
      Collaser (lepiej), ale mam pełną świadomość, że to nie one mają największy wplyw
      na cerę (jak pisze wyżej bodajże Litera, kremy tego typu w większości co
      najwyżej zarzymują wodę, nic więcej), i że te tansze kremy mogą się tak samo
      sprawdzić (żeby nie wiem co krem miał w sobie mieć, jaką formę wit. C czy A,
      jeżeli jest w zwykłym słoiczku, to czy kosztuje 10 czy 110 zł, będzie działał
      podobnie.
    • asiabudyn11 To ja może o ubraniach 02.08.09, 23:19
      Dzielę je na modne (czyli takie, które za 2, czy 3 lata będą na pewno wyraźnie
      niemodne) i uniwersalne. I tak za te modne jestem w stanie zapłacić mało. Nie ma
      nic gorszego niż element garderoby, o którym każdy może powiedzieć "no, ta
      bluzka była szalenie modna 2 lata temu".
      Natomiast za uniwersalne rzeczy mogę płacić dużo. Szary sweter z dekoltem w
      serek za 200zł od Tommego Hilfigera po prostu opłaca mi się kupić, bo ja go będę
      mosić aż do zdarcia, 7 lat i więcej, bez względu na modę, a jeszcze po latach,
      gdy mi się zniszczy będę żałować że go nie ma.
    • ederlezi1981 tanio/drogo 03.08.09, 00:46
      Babcia mojej przyjaciółki zwykla mówić, że "tanie mieso psi jedzą". Coś w tym jest.
      Na herbacie nie oszczędzam- mam swoje ulubione (Dilmah, Ahmad, Imperial Earl Grey Lipton) i cięzko mi znaleźć tańszy zamiennik- owszem, Eternal jest dobry, ostatnio odkryłam Essence, Sage w gościach wypiję, ale to nie to samo.
      Ubrania? Lumpeksy zdecydowanie, nie bazary.
      Majtki do kompletu - jedne, z M&S, kupione od razu w komplecie na eBayu za grosze.
      Ksiażki- sporo kser, antykwariaty...
      Kosmetyki- malo używam, raczej tańsze marki, w tym Ziaja. Jedyne, w co musiałam zainwestować, to krem z filtrem 50, bo robia mi sie przebarwienia.
    • pana.cotta majtki do stanikow 03.08.09, 02:47
      Ja czasai kupie jak na jakies choruje- przez ebay, duuuzo taniej :) no ale
      generalnie wole bawelniane szorty :))
    • origami_21 Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 03.08.09, 09:04
      Nie kupuję chemii gospodarczej marek sieciowych, bo się raz
      przejechałam, za to zdecydowanie dobre są najtańsze chusteczki
      higieniczne z Lidla i te zawsze biorę. Co najśmieszniejsze do Lidla
      udaję się tylko po nie. Nic innego w tym sklepie jeszcze nie
      kupiłam.

      Ciuchy to różnie, mam kilka ulubionych marek, ale zdarza mi się
      kupować taniochę, a także szaleć po lumpeksach.

      Kosmetyki mam ze średniej półki, preferuję polskie firmy, więc i
      ceny sensowne.

      Nigdy natomiast nie kupuję najtańszego jedzenia. Tu nie oszczędzam.
      Wolę kupić mniej, ale najwyższej jakości i zwykle ze sprawdzonych
      źródeł. Ze względów zawodowych mam ułatwiony dostęp do żywności
      ekologicznej i kiedy tylko się da, to w nią się zaopatruję.
    • madee Re: Co warto, a czego nie warto kupować drogo? 03.08.09, 11:21
      Pewnie powtórzy sie kilka rzeczy kupowanych drogo :)
      buty - kiedyś oszczędzałam ns butach, kupowałam w deichmanie itd. Przestałam
      kiedy zauważyłam: 1. jak koszmarnie śmierdzą (a nie mam tendencji do
      zaśmiardywania, myje się często itd ;), 2. po krótkim noszeniu wyglądają
      paskudnie i nie da się z nimi nic zrobic, 3. są niewygodne - szybko zaczynaja
      bolec nogi, przy butach na obcasie również kręgosłup (a w ecco np. ten efekt
      jest zminimalizowany)
      skarpetki - wmoim przypadku to mało ważne, kupuje raczej pod kątem wyglądu, ale
      mimo to zwracam uwagę, zeby nie były zbyt plastikowe ;) dla mojego faceta
      natomiast zawsze kupuję lepsze jakościowo, -ponieważ te najtańsze niestety
      sprawiają, że zaczyna pocić sie noga itd.
      kosmetyki - mam wrażliwą skórę. Tanie kosmetyki (nivea, ziaja, eris) zatykaja mi
      pory i robia się zaskórniki, albo skóra nei jest odpowiednio nawilżona itd.
      Efekt generalnie średni... Sprawdzone i przetestowane wielokrotnie, że moja
      skóra lubi la roche, niektóre kosmetyki vichy, jak też inne z wyższej półki, ale
      nie wszystkie, bo na przykład krem -pod oczy z clinique strasznie mnie uczulał,
      kremy avene mnie zatykają itd. Generalnie przed zakupem raczej straram sie
      używac próbek :)
      kolorówka - podkład, puder, tusz, róż itd zdecydowanie wyższa półka - nie
      uczulają, nie zatykają mnie, efekt końcowy nieporównywalny z tanimi kosmetykami.
      Cienie do powiek (+baza artdeco) i lakiery najcześciej inglot, głownie ze
      względu na wybór kolorów, brak uczulania i cenę :)
      Pranie - sprawdziłam, że niestety tańsze proszki są słabe. Nie piorą dokładnie,
      niszczą ubrania, brzydko pachną. Kupuję więc lepsze i piorę raz, zazwyczaj bez
      wstępnego, namaczania itd. (prąd i woda też kosztują, nowe ubrania też...)
      AGD - raczej markowe lepsze, no-name'y są słabej jakości, kiepsko robią to co
      mają robić, i szybko się psują.
      Wędliny kupuję zawsze drożej niestety ale w sklepie, do którego mam zaufanie,
      który oferuje tylko dobre i świeże produkty. Zawsze jak kuopuje w markecie to
      później ląduje to w śmieciach, bo nikt tego jeść nie chce. Camembert lubie marki
      tesco :)
      Prawda jest taka, że biedny płaci dwa razy. Oszczędzisz kupujac raz, a później i
      tak trzeba kupić jeszcze raz to samo, albo coś innego żeby naprawic to co tamto
      zepsuło itd. Zaklęty krąg. Z jakiegoś powodu niektóre rzeczy są tańsze inne
      droższe i nie zawsze chodzi tylko o markę.
      Zawsze jednak szukam możliwości tańszych zakupów. porównuję ceny w sklepach
      internetowych, kosmetyki kupuje zazwyczaj na lotnisku, apteczne na allegro.
      Chyba tyle :)
      (póki co)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka