kura17
16.08.09, 21:22
co wplywa na nasze upodobania kulinarne? no to, co lubimy jesc? co nam smakuje, na co mamy najczesciej apetyt?
wydaje mi sie, ze w duzej mierze nawyki zywieniowe, to, jak nas nauczono, gdy bylismy dziecmi, to jak zywilismy sie "cale zycie"...
u mnie dokladnie tak jest... lubie jesc duzo, tlusto, miesnie... warzyw nie lubie, owoce wybrane (najbardziej sezonowe). tak jadalo sie u mnie w domu, w domu mojej babci. "nie mozesz juz? zjedz mieso, zostaw surowke"... a zielenina do obiadu to byl na ogol ogorek kiszony :)
do dzis bardzo lubie takie jedzenie, jak serwowala babcia i mama...
... oraz salatke, ktora zawsze robil dla mnie dziadzius - ogorki, pomidory i cebula :)
lubie bialy chleb - taki jadalo sie w domu, grubo posmarowany maslem i latem posolony (bo tak sie robilo tylko w lecie, nie wiem dlaczego???)
zdrowe to nie jest.
i owocuje nadwaga u osoby, ktora jak ja - lubi jesc...
od ladnych paru lat probuje zmienic nawyki zywieniowe, wiecej warzyw, mniej tlustego, mniej kluchowatego, ciemniejszy chleb i bulki...
... i jest mi TRUDNO.
nie do konca smakuje mi takie jedzenie. warzywa przez dlugi czas wmuszalam w siebie, "dla zdrowia", a probowalam roznych przepisow, lubie gotowac i mam sporo ksiazek kulinarnych :)
jadam lepiej, zdrowiej, ale jakos bez przekonania. nie jestem z tego powodu szczesliwsza ;) nie wiem, czy mam problem z soba i powinnam isc do psychologa, hehe...
juz z przyzwyczajenia siegam po warzywa do posilku, jakos mi glupio, jak ich nie jem (czasem sie buntuje), ale robie to, bo tak jest zdrowo, a nie dlatego, ze te warzywa lubie... gdbym miala wolny wybor, to jadlabym tak, jak dawniej - tlusto, kluchowato, pierogowo... nawet nie do slodyczy mnie ciagnie, ale do takiego wlasnie zarcia. z minimalna iloscia warzyw, najchetniej pod postacia dobrych ogorkow kiszonych i mizerii ze SMIETANA (a nie z kefirem, albo chudym jogurtem :( ).
owszem, znalazlam sobie warzywa, ktore lubie i te jem najczesciej, ale wolalabym pokochac je wszystkie ;)
mieso tez lubie najbardziej takie z tluszczykiem, wedline tez. z kurczaka - skrzydelka, haha, najtlustsza czesc, oraz pieczona skorke... no jem na ogol te chudziny, ale szczesliwa nie jestem...
jedyne co, to ryby wszelakie uwielbiam, przynajmniej tutaj jestem "pro zdrowotna" w swoich upodobaniach!
czytalam gdzies, ze aby cos stalo sie dla organizmu "normalne, codzienne", musi trwac co najmniej 9 tygodni - wtedy sie przyzwyczajamy...
... u mnie proby przestawienia sie (cala soba) na lepsze jedzenie trwa lata i nadal sukcesu nie zaliczylam...
wydaje mi sie, ze powodem sa przyzwyczajenia z dziecinstwa.
dlatego probuje inaczej nauczyc moje dzieci, zeby choc z tym nie mialy potem takich problemow, jak ja.
dosc podobnie ma moj maz - tzn niezbyt duzo warzyw, choc u nich nie jadalo sie tak tlusto i troche inaczej - ale i tak najbardziej lubi "kuchnie z dziecinstwa".
jak jest u Was?
co o tym sadzicie?
macie jakies rady dla mnie? ;)
o ile pamietam, chocby "nasza" Magdalena ma podobne podejscie do warzyw i przyzwyczajania sie, skad to u Ciebie sie wzielo, Magdalena?