madzioreck 26.08.09, 22:29 miasta.gazeta.pl/poznan/1,36037,6894917,Sad_zabral_dziecko__bo_w_domu_byl_balagan.html Straszne. Po prostu straszne. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
anna-pia Re: Czytałyscie to...? 26.08.09, 22:35 Idę się zabunkrować, bo mi wszystkie zabiorą, zabawki porozwłóczane po całym domu, a matka przed komputerem. Koszmar, kuratorka chyba nigdy nie widziała domu z trójką dzieci. Odpowiedz Link
zloty.strzal Re: Czytałyscie to...? 26.08.09, 22:39 Tak, tylko potem było na ten temat jeszcze parę artykułów i na przykład okazało się, że tej matce odebrali już wcześniej czwórkę dzieci, bo była niewydolna wychowawczo (oł dżizas, co za sformułowanie wymysliłam;)). Odpowiedz Link
madzioreck Re: Czytałyscie to...? 26.08.09, 23:00 No dobra. Ale co to znaczy, że była niewydolna wychowawczo? Z wychowaniem tej trójki, która jest w domu, ci ludzie radzą sobie. Ciekawe jest to, że są rodziny naprawdę patologiczne, i nikt im dzieci nie zabiera. Odpowiedz Link
satia2004 Re: Czytałyscie to...? 27.08.09, 13:45 madzioreck napisała: > No dobra. Ale co to znaczy, że była niewydolna wychowawczo? Z wychowaniem tej > trójki, która jest w domu, ci ludzie radzą sobie. Co innego jest wychowywać 7, 11-latka a co innego niemowlę. Starsze dziecko dużo wokoło siebie zrobi, upomni się o jedzenie, umyje się. Niemowlę jest całkowicie zdane na rodziców. Jeżeli dziecko w szpitalu płakało głodne albo z powodu zasikanej pieluszki i matka nie reagowała to jaka jest szansa, że w domu zareaguje? > Ciekawe jest to, że są rodziny > naprawdę patologiczne, i nikt im dzieci nie zabiera. I źle się robi. Czy to oznacza, że w tym przypadku też mają źle zrobić? Odpowiedz Link
daslicht Re: Czytałyscie to...? 26.08.09, 22:47 Tja, ale to tak nie do końca prawda, że chodziło o sam bałagan. Oni coś jeszcze mieli nie tak (nie wiem konkretnie co). Odpowiedz Link
satia2004 Wukrza mnie takie 'dziennikarstwo' 26.08.09, 23:00 Liczy się tylko chwytliwy tytuł a prawda zwykle jest nieciekawa! 'Sąd zabrał dziecko bo w domu był bałagan'. Wcale nie dla tego. Rodzina tej pani od dawna jest pod stałym nadzorem kuratorskim - odebrano jej wcześniej kilkoro dzieci. Opiekę zawiadomiły pielęgniarki z porodówki, które zauważyły, że matka nie zajmuje się sama dzieckiem (tylko w momencie, kiedy zwróci jej się uwagę). Kobieta leczyła się wcześniej psychiatrycznie. I na koniec - sąd nie odebrał jej praw rodzicielskich tylko postanowił o tymczasowym umieszczeniu dziecka w rodzinie zastępczej do czasu rozparzenia kwestii czy matka jest w stanie się nim zająć. Ale po co przedstawić cokolwiek obiektywnie - afera lepiej się sprzeda! Dziennikarze nie wiedzą co to etyka. Liczy się chwytliwy tytuł! Odpowiedz Link
zloty.strzal Re: Wukrza mnie takie 'dziennikarstwo' 26.08.09, 23:42 No o to właśnie z tą niewydolnością wychowawczą mi chodziło:] Odpowiedz Link
madzioreck Re: Wukrza mnie takie 'dziennikarstwo' 26.08.09, 23:51 No dobra, nie znam sprawy dokładnie, żeby coś wiedzieć o życiu mrówek, trzeba wejść do mrowiska. Ale przecież troje dzieci jest z rodzicami, skoro u nich coś jest aż tak nie bardzo, to co te dzieci tam robią? Odpowiedz Link
kotwtrampkach re: to co te dzieci tam robią? 30.08.09, 22:26 madzioreck, polskie prawo zakłada, ze dziecko najlepiej ma w biologicznej rodzinie. Tzn, żeby dziecko zabrać z domu, trzeba udowodnić że tam jest NAPRAWDĘ źle. jedenastolatek ma inne potrzeby niz niemowlak, a do tego zabieranie tak duzego dziecka z domu to ogromny stres dla niego. Uwierz, sąd na zabranie dziecka z domu zgadza się w ostateczności tylko. Naprawdę trzeba mieć solidne dowody na to, żeby sąd przychylił się do takiego wniosku. Ja się zawsze wkurzam w drugą stronę - dlaczego sprawa o ograniczenie/odebranie praw rodzicielskich ciągnie się pół roku, rok i ciągle daje się szansę rodzicom.. zazwyczaj im szybciej się zadziała, tym większa szansa ze dzieciakowi można pomóc.. Odpowiedz Link
masza.s Re: Wukrza mnie takie 'dziennikarstwo' 27.08.09, 00:52 Odebrano jej dzieci kilkanaście lat temu, z poprzedniego związku. Jeżeli przeszłość i to daleka ma być powodem, by odebrać komuś dziecko "ot tak", to ja proponuję po nazistowsku przymusowo ludzi sterylizować. Matka leczyła się psychiatrycznie - tak, ale na co? Leczenie psychiatryczne to także leczenie depresji. Nie oznacza upośledzenia. Sąd odebrał jej dziecko praktycznie BEZ PODSTAW i w tym cały problem.:/ Odpowiedz Link
plica Re: Wukrza mnie takie 'dziennikarstwo' 27.08.09, 07:27 > Sąd odebrał jej dziecko praktycznie BEZ PODSTAW i w tym cały problem.:/ no jak to? wszedzie byly okruchy, nie mieli dywanu, a ojciec jest staaaaryy... dla mnie to skandal. zamiast wywalac kase na rodzine zastepcza i zabierac dziecko rodzicom, czy nie wystarczyloby po prostu wspomoc tych ludzi na miejscu? wyslac pielegniarke, czy kogos z pomocy spolecznej, poinstruowac czy nauczyc, troche czasu im poswiecic. na pewno taniej wyjdzie niz rodzina zastepcza. Odpowiedz Link
tfu.tfu Re: Wukrza mnie takie 'dziennikarstwo' 27.08.09, 08:19 wystarczyło by, ale przecież u nas opieka społeczna zajmuje sie czym innym, a pomoc uzyskasz prędzej od obcych ludzi niz od instytucji do tego przeznaczonych :/ Odpowiedz Link
filipek135 Re: Wukrza mnie takie 'dziennikarstwo' 27.08.09, 11:34 ŚWIĘTA PRAWDA!! I nie zapominajmy, że każdy pijak to złodziej!! Jako pracownik opieki (na etacie!) potwierdzam, u nas cała opieka, jak jeden mąż, zajmuje się czym innym, ze szczególnym uwzględnieniem picia herbaty, ale są też pasjonaci zajmujący fizyką ciała stałego, malkontenci pisujący streszczenia lektur szkolnych, zwyczajnie zagubieni życiowo abnegaci osiem godzin dziennie dłubiący w nosie i to bez widocznych efektów! O co im chodzi, do czego dążą, jaki jest sens ich istnienia? - pytania te oczywiście pozostają bez odpowiedzi. Raz, jeden taki co został nowo zatrudniony (oczywiście po znajomości, ale nie do końca wiadomo z kim) chciał zająć się pracą... Chciał zrobić wywiad środowiskowy, wydać decyzje i przyznać zasiłek... Naiwniak... Jego kości bieleją w pobliskim lasku... Ja teraz też w robocie siedzę i Forum czytam, czyli, że to prawda jest że zajmuje się czymś innym... Pozdrowienia dla złodziei celników, zawsze niemiłych bab na poczcie, budowlańców alkoholików i innych takich. Odpowiedz Link
daslicht Opieka społeczna 27.08.09, 16:46 Na początku lat 90. moja mama zgłosiła się do OS o pomoc nad chorą na Alzheimera babcią - opieka nad taką osobą jest BARDZO ciężka. Przydzielili pielęgniarkę, a jakże... w 2000 roku. Babcia nie żyje od 1994. Tak to w naszym cudownym kraju wygląda :/ Odpowiedz Link
kk345 Re: Wukrza mnie takie 'dziennikarstwo' 27.08.09, 16:05 >czy nie wystarczyloby po prostu wspomoc tych ludzi na miejscu? wys > lac pielegniarke, czy kogos z pomocy spolecznej, poinstruowac czy nauczyc, troc > he czasu im poswiecic. na pewno taniej wyjdzie niz rodzina zastepcza. Akurat opiekunka społeczna pojawia się w tym domu kilka razy w tygodniu, zadeklarowała tez, ze po pojawieniu się niemowlęcia będzie przychodzić codziennie. Pomoc zadeklarowali też proboszcz, wójt i sąsiedzi. Tu kłopot lezy gdzie indziej: wygląda mi na to, ze to walka kuratorki z opiekunką społeczną, kuratorka wydała negatywną opinię i teraz się z niej nie wycofa, a sąd ją poparł... Odpowiedz Link
olusimama Re: Wukrza mnie takie 'dziennikarstwo' 27.08.09, 11:49 matko jedyne, nie dosć, że nieposprzątane mam to jeszcze raz w tygodniu siedzę u psychoterapeuty. Muszę Młodą pod łóżkiem chować, bo przyjdą, kolbami w drzwi załomocą i zabiorą... nie mieści mi się w głowie, widziałam reportaż o tej rodzinie, fakt, że prości ludzi, mało rozgarnięci, ale dzieciaki najwyraźniej są kochane i na miarę możliwości i warunków zadbane. A ta akcja z lekami na zatrzymanie laktacji i odebranie noworodka ot tak, w szpitalu to jakaś koszmarnie niewyobrażalna dla mnie rzecz. Odpowiedz Link
anna-pia Re: Wukrza mnie takie 'dziennikarstwo' 27.08.09, 21:29 olusimama napisała: > > A ta akcja z lekami na zatrzymanie laktacji i odebranie noworodka ot tak, w > szpitalu to jakaś koszmarnie niewyobrażalna dla mnie rzecz. Dokładnie. Mogli spokojnie kobietę zatrzymać w szpitalu z dzieckiem, obserwować, czy się pozbiera - da się. Odpowiedz Link
satia2004 Re: Wukrza mnie takie 'dziennikarstwo' 27.08.09, 22:45 anna-pia napisała: > Dokładnie. Mogli spokojnie kobietę zatrzymać w szpitalu z dzieckiem, obserwować, > czy się pozbiera - da się. I znów nieznajomość się kłania. Nikogo nie można 'tak sobie' zatrzymać w szpitalu. Dlaczego? Bo nikt za to nie zapłaci. Odpowiedz Link
madzioreck Re: Wukrza mnie takie 'dziennikarstwo' 30.08.09, 17:01 olusimama napisała: > matko jedyne, nie dosć, że nieposprzątane mam to jeszcze raz w tygodniu siedzę > u > psychoterapeuty. Dobrze, że mnie przy okazji wycinania wyrostka robaczkowego nie ciachnęli jajowodów. Jakby pogmerali w danych, to by znaleźli, że leczyłam się psychiatrycznie - na depresję. Wysterylizować taką, bo jeszcze jej wróci i jak taka się dzieckiem zajmie :/ Odpowiedz Link
ederlezi1981 Re: Wukrza mnie takie 'dziennikarstwo' 30.08.09, 17:23 > Wysterylizować taką, bo jeszcze jej wróci i jak > taka się dzieckiem zajmie :/ Racja, psychopatka jakaś musi. Lepiej, żeby porządni pedofile dzieci w piwnicach hodowali ;-) a swoja drogą nigdzie się chyba ten wątek nie pojawil jeszcze- dlaczego tak łatwo sie odbiera dzieci i wysyła do domów dziecka? Ano dlatego, ze tam są etaty. Nie ma dzieci w domach dziecka- nie ma etatów- jest bezrobocie. A bezrobocie to przecież zUo. Odpowiedz Link
maith Re: Czytałyscie to...? 27.08.09, 10:27 Był o tym w TV program interwencyjny. Kiedyś ta kobieta po śmierci męża była w depresji i wtedy zabrali jej tamte dzieci. Teraz już doszła do siebie, pomoc społeczna widzi kolosalną różnicę, szkoła widzi, że wszystko jest ok, tam się wypowiadali wszyscy święci z tej wioski, że to bez sensu. Sąd odebrał mając pewnie szczątki informacji i opierając się na nieaktualnych danych też, kurator też oceniał niedokładnie i "przez pryzmat". Brak czasu, brak uwagi, brak dokładności w ocenie sytuacji. Czyli niekompetencja po prostu. Ps. Aniu, a kurator który uczepiłby się Twojego domu i rodziny zasłużyłby na zamknięcie w psychiatryku, bo to już musiałaby być wyjątkowo ciężka choroba psychiczna ;) Odpowiedz Link
anna-pia Re: Czytałyscie to...? 27.08.09, 10:47 maith napisała: > Ps. Aniu, a kurator który uczepiłby się Twojego domu i rodziny > zasłużyłby na zamknięcie w psychiatryku, bo to już musiałaby być > wyjątkowo ciężka choroba psychiczna ;) Jak byłaś u mnie, to przedtem posprzątałam, normalnie to tak ładnie nie wygląda ;) Odpowiedz Link
victoria1985 Re: Czytałyscie to...? 27.08.09, 12:02 Myślę że nie do końca jest to prawda że dzieci tylko zabrali bo był bałagan to musiała być jakaś grubsza sprawa. No chyba że ci ludzie żyli w takim syfie jak czasami pokazują w - Ostrej pobudce z Kim . ------------ 81/110/118 Odpowiedz Link
satia2004 Re: Czytałyscie to...? 27.08.09, 13:50 maith napisała: > Teraz już doszła do siebie, pomoc społeczna widzi kolosalną różnicę, > szkoła widzi, że wszystko jest ok, tam się wypowiadali wszyscy święci > z tej wioski, że to bez sensu. Wiesz - jak kogoś zatłuką na śmierć to też 'wszyscy święci z wioski' twierdzą, że 'to taka dobra i spokojna rodzina była'. Ostatnio w jakimś programie interwencyjnym reporterzy pytali mieszkańców pewnej wioski ich sąsiada i lokalnego biznesmena, skazanego za pedofilię. No i też wszyscy twierdzili, że spokojny, dobry, uczynny. I, że 'nie wierzą w winę' etc. > Brak czasu, brak uwagi, brak dokładności w ocenie sytuacji. > Czyli niekompetencja po prostu I właśnie dlatego sąd NIE ODEBRAŁ matce praw rodzicielskich tylko zadecydował o umieszczeniu dziecka w rodzinie zastępczej do czasu dokładnego określenia wydolności wychowawcze rodziny. Czy nikt tu nie widzi różnicy? Odpowiedz Link
kk345 Re: Czytałyscie to...? 27.08.09, 16:10 satia, OK, rożnicę widać gołym okiem. Także różnicę między biologiczną rodziną dziecka, w której ma prawo się wychowywać, a rodziną zastępczą, na trochę. Prewencyjne zabranie dziecka to najokrutniejsza rzecz, jaką można zrobic jemu i jego rodzinie, nie sposób potem tego naprawić, zawsze zostanie slad. Niemowlę nawiazuje więź z matką od pierwszych chwil życia, a tu ta więź nie ma szansy być nawiązana. Decyzja o zabraniu dziecka została podjęta moim zdaniem zbyt prędko i oparta na złych przesłankach- źle pojęto tu dobro dziecka. To nieodwracalna szkoda dla całej rodziny Odpowiedz Link
satia2004 Re: Czytałyscie to...? 27.08.09, 16:16 kk345 napisała: > Prewencyjne zabranie dziecka to > najokrutniejsza rzecz, jaką można zrobic jemu i jego rodzinie Moim zdaniem okrutniejsze może być zostawienie w miejscu, które mu zagraża. Ale to już kwestia indywidualnego osądu. Odpowiedz Link
kk345 Re: Czytałyscie to...? 27.08.09, 19:47 > Moim zdaniem okrutniejsze może być zostawienie w miejscu, które mu zagraża. Ale > to już kwestia indywidualnego osądu. Odebranie dziecka rodzicom powinno być ostatecznością, popartą twardymi dowodami, że dziecko w rodzinie będzie zaniedbane/zagrożone/ nieszczęśliwe. Tu takich dowodów nie widać, wątpliwości jest zbyt wiele, a wątpliwości, jak wiadomo, rozstrzygane powinny być na korzyść oskarżonego... Zaraz, tu przecież nie ma oskarżonych, a dziecko nie zaprotestuje. Nie przeraża Cię, że jeśli okaże się, ze z rodzina jest wszystko OK, to nikt nie zwróci im straconego czasu i zerwanej więzi? Dziecko to nie przedmiot, matka jest dla niego najważniejszą potrzebą - najlepiej, jeśli jest to biologiczna matka. Odpowiedz Link
satia2004 Re: Czytałyscie to...? 27.08.09, 20:14 kk345 napisała: > takich dowodów nie widać, wątpliwości jest zbyt wiele, a wątpliwości, jak > wiadomo, rozstrzygane powinny być na korzyść oskarżonego... Zaraz, tu przecież > nie ma oskarżonych, a dziecko nie zaprotestuje. Widzisz - sama zauważyłaś - dziecko nie zaprotestuje przy wątpliwościach. To samo można by powiedzieć, jak byłoby podejrzenie o molestowanie seksualne - wątpliwości należy rozstrzygać na korzyść oskarżonego a dziecko przecież nie zaprotestuje. > Nie przeraża Cię, że jeśli okaże > się, ze z rodzina jest wszystko OK, to nikt nie zwróci im straconego czasu i > zerwanej więzi? Równie dobrze można by zapytać - nie przeraża Cię, że gdyby z rodziną nie było wszystko OK i nikt nie przeją się tym co się dzieje dziecku mogłaby stać się krzywda? Odpowiedz Link
madzioreck Re: Czytałyscie to...? 27.08.09, 20:22 Wydaje mi się, że gdyby była krzywda, to zabrano by jej również inne dzieci. Odpowiedz Link
satia2004 Re: Czytałyscie to...? 27.08.09, 20:55 madzioreck napisała: > Wydaje mi się, że gdyby była krzywda, to zabrano by jej również inne dzieci. Już Ci odpowiedziałam na ten argument wyżej :) Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Czytałyscie to...? 30.08.09, 07:02 A ja się zgodzę z satią. Wyobraźmy sobie, że rzeczywiście ta kobieta będąc w szpitalu kompletnie nie interesowała się dzieckiem - nie karmiła go, nie przewijała, nie przytulała... Wcześniej miała epizod(y?) depresji (myślę, że ostrej) i psychozy, które doprowadziły do tego, że odebrano jej dzieci. Próbowano ją zainteresować dzieckiem, co się nie udało. Pojechano do domu, gdzie nic nie było dla noworodka przygotowane (a jako żywo noworodek wymaga pewnych przygotowań, nie?). Daleka jestem od stwierdzenia, że epizod leczenia psychiatrycznego powinien stygmatyzować człowieka na całe życie, ale w momencie, kiedy były choćby najmniejsze sygnały, że problemy mogą wrócić, a dziecku może się stać krzywda, należało coś zrobić. Czy akurat to, co zrobiono i czy akurat w taki sposób, nie wiem. Myślę jednak, że zbagatelizowanie problemu nie jest rozwiązaniem. Odpowiedz Link
maith Re: Czytałyscie to...? 27.08.09, 18:02 Ale w tym programie ludzie nie mówili, że oni są doskonali, tylko że naprawdę wiele w swoim życiu zmienili. Skoro pani z pomocy społecznej widzi różnicę i potrafi powiedzieć, jak dużą pracę z tą rodziną wykonano, to chyba wie co mówi. I skoro ludzie mający z nimi kontakt (w tym szkoła, ksiądz, sąsiedzi) widzą, że dzieci są tam bardzo zżyte z rodzicami, to chyba widzą rzecz na temat. To nie ma nic wspólnego z "nie mógł nikogo zgwałcić, bo przecież pomagał staruszkom nosić siatki z zakupami" Tutaj to były uwagi na temat. Ja wiem, że chwytliwe tytuły to plaga dzisiejszych mediów, ale o tym naprawdę był też długi program w TV i można było sobie wyrobić opinię. Odpowiedz Link
filipek135 opinia na podstawie przekazu medialnego 28.08.09, 08:48 Oczywiście nie będę przekonywał, że wyrabianie sobie opinii na podstawie programów w tv, czy innych przekazów medialnych jest zupełnie niemożliwe, ale mimo to byłbym ostrożny. Program w TV, to nie jest jawnie fotoszopowa obróbka dziewczyny na okładkę, która ma jasne założenia i nie pozostawia złudzeń, ale - paradoksalnie - może właśnie taka nieświadoma forma "zafałszowania" jest trudniejsza do zauważenia. Dlatego dziwią mnie ostre opinie i jednoznaczne wypowiedzi, które za podstawę mają właśnie taki przekaz. Był tam ktoś z Was, widział, rozmawiał, a przynajmniej zdywersyfikował źródła informacji? To są często sprawy zawiłe, a media nie kochają skomplikowanych problemów, powinno być jasno, prosto i dużo emocji, im więcej, tym lepiej. Wszystkich się emocjonujących pozdrawiam i zapraszam do pracy na rzecz dzieci objętych opieką państwa. Można zostać wolontariuszem, można wpłacić pieniądze na jakieś konto wspierające szczytny cel. Niech święte oburzenie i zapał przełożą się na działania! Odpowiedz Link
maith Re: opinia na podstawie przekazu medialnego 28.08.09, 10:56 Tylko że to był dość długi program, gdzie stał dziennikarz i słuchał, co do powiedzenia mają konkretni ludzie, jak ta pani z pomocy społecznej, dyrektor szkoły itd. A nie program w stylu dziennika telewizyjnego, gdzie pokażą parę wyrwanych z kontekstu przebitek i wszystko otoczą dziennikarską papką. I wybacz, ale jeśli dochodzi do takiej sytuacji, to po to są media interwencyjne, żeby przerwać czasami absurdalny ciąg wydarzeń. Chyba się nie spodziewasz, że cała Polska do nich pojedzie zobaczyć. Zresztą tam sytuacja była jeszcze bardziej szokująca. Tę kobietę w szpitalu od razu bez jej wiedzy wysterylizowano (to jest w Polsce przestępstwo) jednocześnie sąd odebrał jej dziecko i to w zasadzie bez sensu, bo z opisu kuratora nie wynikało, że tam sytuacja jest beznadziejna czy niebezpieczna. A teraz nowy kurator w ramach nie wiem, zemsty za przyprowadzenie dziennikarzy próbuje postulować odebranie im reszty dzieci. To jakaś totalna paranoja. Oczywiście możemy przyjąć, że media kłamią, a ludzie mający zawodowo kontakt z tą rodziną (jak pomoc społeczna czy szkoła) nie wiem... też kłamią, tylko po co? Przekupili ich? Bez jaj ;)) Nie bardzo rozumiem, chcesz żeby opinia społeczna nie reagowała na nic, a media zostały ograniczone do informacji o tym, co nieciekawego znowu powiedzieli politycy? Moim zdaniem media to takie samo narzędzie jak młotek. Można z ich pomocą manipulować, ale można też robić dobre programy. A my powinniśmy starać się to świadomie rozróżniać. I widzieć choćby różnicę między wyrwanymi z kontekstu przebitkami, a długim programem, gdzie mogą się wypowiedzieć osoby znające sprawę. Odpowiedz Link
filipek135 dzięki za odpowiedź :-) 28.08.09, 14:29 OK. Rozumiem co do mnie mówisz, a przynajmniej tak mi się wydaje. ;-). Nie chodziło mi o to, że nie powinniśmy z założenia wierzyć w nic, co płynie do nas z mediów, tylko raczej o to, żeby nie ferować wyroków, bez dogłębnego poznania sprawy i nie ma dla mnie znaczenia, po której stronie kto się tutaj opowiada. Co do „opinii społecznej”, to ja nie bardzo wiem, co to znaczy reakcja tejże (patrz np. Chiny kontra Tybet), a co do „długich programów, gdzie mogą się wypowiedzieć osoby znające sprawę”, to słyszałem kiedyś relację człowieka zaproszonego jako ekspert do „Sprawy dla reportera” i – oczywiście nie chcę generalizować – zjeżył mi się włos na głowie od tej opowieści. A to był program na żywo ;-). Jeszcze raz powtórzę: nie neguję roli jaką do odegrania mają media (zwłaszcza, że se mogę negować, do końca świata i o jeden dzień dłużej), ale nie podobają mi się generalizujące wypowiedzi, bądź też czarno-białe widzenia, w sprawach które nie są łatwe i proste. Dzięki za fajną i logiczną wypowiedź. Pozdrawiam. Odpowiedz Link
madzioreck Re: Czytałyscie to...? 27.08.09, 18:32 Nikt nie twierdzi, że odebrano jej prawa rodzicielskie, tylko, że zabrano jej dziecko. Odpowiedz Link
ocisza Re: Czytałyscie to...? 28.08.09, 10:28 Skoro omawiamy już tu tę sprawę, to tej matce przy cesarce podcięto jajowody. Wysterylizowano ją, ponieważ następna ciąża mogłaby zagrozić jej zdrowiu/życiu, ale nie zapytano jej o zgodę. Będzie w tej sprawie śledztwo. Odpowiedz Link
masza.s Re: Czytałyscie to...? 29.08.09, 01:03 W moim poprzednim poście pisałam coś o nazistowskich metodach sterylizacji bez zgody kobiety i cóż - najwyraźniej ktoś przekroczył swoje uprawnienia. Zobaczymy, jak się śledztwo zakończy. Odpowiedz Link
maith A propos sterylizacji 29.08.09, 05:15 W Irlandii była ledwie parę lat temu wielka afera właśnie dotycząca sterylizacji. Jakiś psychiczny lekarz sterylizował tam co którąś kobietę przy cesarkach właśnie. A dlaczego mi się skojarzyło? Bo jak przeczytałam tłumaczenie, co tam się niby stało, to to było wypisz wymaluj jak z tamtych sfałszowanych dokumentacji... Odpowiedz Link
daslicht Re: Czytałyscie to...? 29.08.09, 12:43 Pani Wioletta powinna wiedzieć o sterylizacji, co, jak i dlaczego, że jest zagrożenia życia/zdrowia, że nie ma warunków na kolejne dziecko... ALE Zabieg tej pani specjalnie nie zaszkodził. Nie ma warunków i sił do wychowania dzieci, których zresztą ma już ósemkę - wystarczy. Możliwe, że już wcześniej sugerowano jej sterylizację, skoro nie umie stosować antykoncepcji a popęd ma niezły. Możliwe, że ona nie jest na tyle sprawna umysłowo, by się w tym wszystkim połapać. Odpowiedz Link
plica Re: Czytałyscie to...? 29.08.09, 18:34 > Możliwe, że już wcześniej sugerowano jej sterylizację, skoro nie > umie stosować antykoncepcji a popęd ma niezły. skoro nie umie stosowac antykoncepcji a poped ma niezly i nastepna ciaza bylaby zagrozeniem dla jej zycia nalezy jej sie zgodna z prawem aborcja a nie sterylizacja. Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Czytałyscie to...? 30.08.09, 07:23 plica napisała: > skoro nie umie stosowac antykoncepcji a poped ma niezly i nastepna ciaza bylaby > zagrozeniem dla jej zycia nalezy jej sie zgodna z prawem aborcja a nie steryli > zacja. I ile takich aborcji rocznie bez zagrożenia dla zdrowia, hę? Odpowiedz Link
joankb Re: Czytałyscie to...? 30.08.09, 08:39 Tylko, że dopiero wtedy można by dyskutować czy sterylizacja jest czy nie jest zabiegiem ratującym życie. A gdyby kobieta nie zgodziła się na aborcję i postanowiła próbować ciążę donosić byłaby to jej niepodważalna, autonomiczna decyzja. Nie bawmy się w decyzje za kogoś To już było. W Szwecji, w Australii. I zawsze dotykało grupy ubogie, mniej wykształcone, rasowo inne. I zawsze było tłumaczone dobrem ogólnym. I zawsze, tak naprawdę, wynikało z pogardy. Odpowiedz Link
masza.s Re: Czytałyscie to...? 30.08.09, 12:57 Zabieg sterylizacji z czysto fizycznego punktu widzenia prawdopodobnie nie zaszkodziłby żadnej z nas. Chodzi o to, że sam fakt, że można przyzwolić na taką ingerencje państwa/osób trzecich w prywatne/indywidualne wybory i sferę tak osobistą i delikatną jak sfera seksualności i rozmnażania, jest faktem wyjątkowo niepokojącym. Chcesz tego czy nie - tak postępowali naziści, bo to są nazistowskie metody. CHORE jest to, że nie przejmujesz się sterylizacją tej kobiety, bo "MOŻLIWE, że ona nie jest na tyle sprawna umysłowo, by się w tym wszystkim połapać". MOŻLIWE, że lekarz, który to zrobił jest zwykłym skurwielem. Możliwe, że kobieta jest wystraszoną, niewykształconą matką z bagażem doświadczeń, a rodzina, którą stworzyła, jest zdrową rodziną. Z lekkim bałaganem. Gdyby ktoś wszedł do mojego pokoju w czasie tygodni nauki, to też by się załamał. Gdyby wszedł teraz, w trakcie porządków, prawdopodobnie by zemdlał. Zagrożenie życia/zdrowia wystąpiłoby przy kolejnej ciąży, do której nie musiało dojść. I umówmy się - takowe zagrożenie nie musi wystąpić, a Pani Wioletta ma prawo je podjąć. Warunki też nie są niezmienne - nie możesz założyć, że się nie polepszą. Być może nie teraz, ale za 2,3 lata pani Wioletta spokojnie będzie mogła mieć kolejne dziecko. Ktoś jej jednak tę szansę w sposób ohydny, bezprawny i obrzydliwy odebrał i ten ktoś powinien ponieść za to karę ( także według przepisów) i być może nawet stracić zawód. A ja szpital, w którym sterylizuje się kobiety bez ich zgody po prostu omijałabym szerokim łukiem. Bo a nuż Ciebie albo mnie wysterylizują? Ja mam żydowskie korzenie, co się wielu ludziom nie podoba, a i u Ciebie by się coś znalazło, wierz mi :. I w tym jest problem. Nie możemy dopuścić, by osoby trzecie były najmądrzejsze. To człowiek ma decydować w dużej mierze o swoim życiu. Jak ktoś chce podjąć ryzyko ciąży - należy mu na to pozwolić, jakkolwiek wariackie się to nam wydaje. Odpowiedz Link
daslicht Re: Czytałyscie to...? 30.08.09, 13:54 No to właśnie napisałam, że ktoś kto robi tego typu nieodwracalne zabiegi bez wiedzy pacjenta, bez poinformowania go na czym to polega itp. jest sk... Tak nie powinno być. Samowolce mówimy nie! Dla osób, które nie potrafią się pilnować, najlepszy byłby zastrzyk anty, odwracalny. Albo spirala. A co mają do tego moje domniemane żydowskie korzenie, to nie mam zielonego pojęcia. Nie interesuje mnie to, w ludziach zwracam uwagę na myślenie, rozsądek, odpowiedzialność. Także taką "nie mamy warunków na kolejne dziecko, więc używamy środków anty". Odpowiedz Link
masza.s Re: Czytałyscie to...? 30.08.09, 14:37 Nie bez wiedzy, ale bez ZGODY pacjenta, a to jest znaczna różnica. Ale dlaczego muszą się pilnować? Dlaczego w ogóle chcesz kontrolować cudzy rozród? Moje korzenie. Chodziło mi o to, że pewnie u Ciebie można znaleźć cechy ( różne), które według niektórych mogłyby doprowadzić do tego, że trzeba by Cię było w imię jakiejś wyższej idei ( czystości rasy, Twojego bezpieczeństwa i innych dyrdymałów) wysterylizować bez Twojej zgody. "Warunki na kolejne dziecko" to pojęcie naprawdę wybitnie relatywne. Poza tym jak na razie jedno dziecko, które się uradziło, zostało pochopnie zabrane rodzicom, a reszta dzieci ma się dobrze. Nie możesz założyć, że ludzie nie są w stanie sami decydować o swoim popędzie. Jeśli ja np. nie chcę w ogóle używać antykoncepcji, a na przykład chrześcijańskie metody planowania rodziny, to mam do tego pełne prawo, zwłaszcza, jeśli nie obarczam za to odpowiedzialnością kogoś innego. Jeśli ktoś nie chce mieć dzieci - proszę bardzo. Jeśli ktoś chce mieć 10 i uważa, że da radę - proszę bardzo. Przykre jest to, że myślenie, rozsądek i odpowiedzialność mierzy się teraz właściwie tylko i wyłącznie pieniędzmi. Jeśli rodzina jest biedna, ale dzieci mają co jeść, są wesołe, zadbane, pojętne i zdrowe - to co w tym złego, jeśli jest liczna? Co w tym nieodpowiedzialnego? One z dzieciństwa nie zapamiętają brudnych naczyń w zlewie, ale ciepłą, rodzinną atmosferę i kochających rodziców, bo to jest o wiele ważniejsze niż jakaś dziwna nowomodna "odpowiedzialność". Odpowiedzialne jest, kiedy to człowiek, zgodnie ze swoją wolną wolą, kieruje swoim życie. Nie inni. Nie państwo, nie osoby trzecie, nie Daslicht z forum internetowego. A to jest różnica. Nikt nie ma prawa bez zgody pacjenta pozbawić go płodności - jest to zbrodnią, w dodatku podpartą nazistowską retoryką. Nie wiem, z czym tu dyskutować. Zakładanie komuś spirali pod przymusem bądź faszerowanie hormonami pod przymusem też jest absolutnie NIEDOPUSZCZALNE. Odpowiedz Link
pana.cotta Re: Czytałyscie to...? 31.08.09, 04:59 "Nie bez wiedzy, ale bez ZGODY pacjenta, a to jest znaczna różnica." Eee tam- jak nie ma wiedzy to nie ma i zgody. rozumie sie samo przez sie. Chcialam tylko napisac,ze z ciepla domowa atmosfera moze byc problem kiedy rodzice nie sa odpowiedzialni. Sory ale to jest uwarunkowane biologicznie- czlowiek musi sie najpierw najesc, dopiero potem muw glowie potzreby wyzszego rzedu. Zgadzam sie, ze robienie czegokolwiek pod przymusem jest niewatpiwie zle, ale jestes troche zbyt bezkompromisowa w osadach. nie faszerujmy hormonami, bo to jest zle ale np kto nakarmi i wychowa dziecko wolnosci? sterylizacja tej kobiety byla zla, bo jest nieodwracalna. hormony nie sa takie zle- mozna przerwac kuracje kiedy warunki sie poprawia. szczerze mowiac ja nie wiem co bym zrobila, gdyby mi przyszlo podjac takie decyzje. tyle o sobie wiemy ile nas sprawdzono.. Odpowiedz Link
kk345 Re: Czytałyscie to...? 31.08.09, 16:39 >. hormony nie sa takie > zle- mozna przerwac kuracje kiedy warunki sie poprawia. A kto mialby decydować o tym, czy kobieta już może zajść w ciążę, bo warunki się poprawiły? Jakaś komisja, proboszcz, lekarz? Gdzi przebiegałaby granica tych "lepszych" warunków? Wszelkie rozwiązania, zakładające z góry czyjąś władzę nad życiem i wyborami innego czlowieka sa z gruntu złe i - wczesniej czy później- zrodzą patologię. Gdyby ta konkretna kobieta pochodziła z miasta, ładnie się wyrażała i była ładnie ubrana, nikomu nie przszłoby do głowy sterylizowac jej, choćby i była to jej piętnasta ciąża. Odpowiedz Link
madzioreck Re: Czytałyscie to...? 30.08.09, 13:22 daslicht napisała: > Pani Wioletta powinna wiedzieć o sterylizacji, co, jak i dlaczego, > że jest zagrożenia życia/zdrowia, że nie ma warunków na kolejne > dziecko... > Zabieg tej pani specjalnie nie zaszkodził. Nie ma warunków i sił do > wychowania dzieci, których zresztą ma już ósemkę - wystarczy. Nie było zagrożenia życia ani zdrowia w tym danym momencie. To po pierwsze. Po drugie, zgodnie z takim tokiem myślenia, że wystąpiłoby w przyszłości takie zagrożenie, można zacząć sterylizować przy porodzie sterylizację u wszystkich kobiet, u których kolejna ciąża może być zagrożeniem życia lub zdrowia? Litości... Poza tym, kto ma prawo decydować, ile dzieci "wystarczy"...? W ten sposób?! Przypomina się sytuacja opisana na którymś z forów porodowych (przytaczam ze względu na traktowanie człowieka): dziewczynie przy porodzie czwartego dziecka tak lekarze "pomagali" urodzić, że wypychając dziecko z brzucha spowodowali pęknięcie macicy. Intensywna terapia, operacja. I co? Nie usłyszała nawet "przepraszam", usłyszała natomiast że "nic takiego się nie stało, przecież ma pani już czworo". Odpowiedz Link
secka troche OT 29.08.09, 12:29 ja nie wiem, może jestem nieczułym potworem, albo za duz Odpowiedz Link
secka Re: troche OT 29.08.09, 12:36 aj, ucieł ja nie wiem, może jestem nieczułym potworem, albo za często przyjeżdżam do domu w którym nonstop leci tv24, ale się kompletnie znieczuliłam (albo właśnie media znieczuliły mnie) na takie opowieści.. Jak po raz setny pokazują w Najlepszym Programie Świata czyli Prosto z Polski, rodzinę, która żyje w brudzie i nie mają toalety od 10 lat, która oczywiście idzie z tym do telewizji, bo to łatwiej czekać aż TV/rząd pomoże, niż po prostu coś może spróbować na własną rękę zmienić w swoim życiu, to mnie szlag trafia. Ja wiem, że są różne sytuacje, czasami rzeczywiście może interwencja TV jest potrzebna/pomocna, ale coraz mniej mnie to zaczyna obchodzić. "Pani Maria spod Radomia ma 10 dzieci i sobie z nimi nie radzi.." noileżmożna? Odpowiedz Link
daslicht Re: troche OT 29.08.09, 12:45 Ciekawe czy takie "panie Marie spod Radomia z dziesiątką dzieci" wiedzą skąd się te dzieci wzięły? :/ Odpowiedz Link
the_mariska Re: troche OT 29.08.09, 14:14 No jak to skąd? Bóg dał dzieci, Bóg da na dzieci. A państwo też przecież powinno dołożyć, bo od tego jest. Pogląd niestety wciąż dość popularny. Co do tematu - mimo wszystko uważam, że decydowanie za dorosłą, nieubezwłasnowolnioną kobietę w tak ważnych dla niej kwestiach to zbrodnia, niezależnie od stanu jej konta i wyglądu mieszkania. Dopiero jeżeli psychiatra stwierdziłby że kobieta nie jest w stanie wychować dzieci lub decydować o sobie zrozumiałabym podejmowanie takich kroków. Ale musiałyby być to aktualne badania, nie sprzed kilkunastu lat... Odpowiedz Link
ederlezi1981 a mnie cholera bierze... 30.08.09, 13:45 jak takie rzeczy czytam. o, jak tam, w domu jest, możemy sobie tylko gdybać. Czy rzeczywiście te panią wysterylizowano bezprawnie, czy byla to konieczność. Czypodpisała, nie patrząc, co i dopiero potem ktoś jej wytłumaczył i wtedy pocziuła się skrzywdzona. Ale dla mnie to sie sprowadza do dwóch kwestii: 1. braku wychowania seksualnego i dostępu do antykoncepcji - nie twierdzę, że to by zlikwidowało problem podziemia aborcyjnego, porzucanych noworodków i nastoletnich mam, ale przynajmniej by ograniczyło. 2. wszechwładzy biurokracji i przekonania, że państwo wie lepiej. Nie chce mi sie wiecej pisać, bo mi cisnienie od razu skacze. Odpowiedz Link
masza.s Re: a mnie cholera bierze... 30.08.09, 14:38 A widzisz jakąkolwiek sytuację, w której sterylizacja jest koniecznością u człowieka? Odpowiedz Link
masza.s Re: a mnie cholera bierze... 30.08.09, 14:41 I wybacz, ale absolutnie nie mogę zrozumieć, jak można łączyć liberalne poglądy ( punkt drugi) z socjalistycznymi, że to właśnie PAŃSTWO ma wychowywać seksualnie, refundować antykoncepcję etc. Problem w tym, że wszelcy współcześni nie rozumieją, że nie wszyscy ( z różnych powodów) chcą wybierać taki, a nie inny rodzaj antykoncepcji i są ludzie, którzy kierują się odrobinę innym światopoglądem. I ja na przykład zawsze opowiem się przeciw aborcji na życzenie, przeciw refundacji antykoncepcji ( nie mamy na co wydawać pieniędzy) i przeciwko wychowaniu seksualnemu w szkole ( zawsze mnie wszelkie próby wejścia w tak intymną sferę mojego życia napawały zwyczajnym obrzydzeniem). Uważam, że wychowywać powinna przede wszystkim rodzina, a informacje dzisiaj są powszechne i łatwo dostępne - jeśli ktoś ich chce. Odpowiedz Link
ederlezi1981 Re: a mnie cholera bierze... 30.08.09, 15:17 masza.s, nie obraź się, ale widac po Tobie warszawską dziewczynkę z dobrego domu. Co do aborcji na zyczenie- absolutnie sie z Tobą zgadzam, refundację antykoncepcji- zasadniczo nie, ale tu jest szerokie pole dyskusyjno-negocjacyjne, natomiast w żadnym razie w kwestii wychowania seksualnego. Ty pewnie mialas to szczęście, że w domu Cię uświadomiono w sposób mądry, do tego masz internet, mieszkasz w dużym mieście i zawsze możesz w Empiku przejrzec miliony książek fachowych, czy iść dyskretnie do dobrego ginekologa. masa osób mieszka na prowincji i takich możliwości nie ma, a ich rodzice o seksie pojęcia nie mają (dobra, praktyczne). Uważam, że wychowanie seksualne powinno być obowiązkowe i jak najbardziej neutralne- po prostu przekazanie wiedzy o budowie ciala. Odautorskie komentarze- czy to chrzescijańskie, czy lewackie, zostawiam domowi. Ale czy dziecko Rodziny Radia maryja, czy punków ze squotu, powinno sioę dowiedzieć, co to pochwa, miesiączka, jak wygląda i do czego słuzy prezerwatywa od kogoś, kto ma na ten temat fachową wiedzę. I tyle. Odpowiedz Link
masza.s Re: a mnie cholera bierze... 30.08.09, 15:29 Co to pochwa, co to miesiączka i jak się zachodzi w ciążę można się dowiedzieć w szkole, na lekcjach biologii. Chodziłam do zwykłej państwowej podstawówki i w klasie czwartej w moim podręczniku szkolnym do PRZYRODY były już rozrysowane genitalia, rozwój płodu, było łączenie się plemnika z komórką jajową. To samo, rozszerzone, znajdziesz w podręcznikach do liceum i NIKT MI NIE WMÓWI, że tego nie ma. Dla mnie edukacja seksualna jako rozwiązanie wszelkich bolączek jest mitem. A) dlaczego obowiązkowa, jeśli ja się czuję odpowiednio wyedukowana i absolutnie nie chce, by jakakolwiek osoba zmuszała mnie do słuchania o wychowaniu seksualnym? Pomijając fakt, że nie da się zrobić neutralnego programu. Albo się pójdzie w stronę b. lewicową, wolnoobyczajową, albo się zrobi wychowanie bardziej konserwatywne, chrześcijańskie. Gdybym miała mieć wychowanie seksualne według programu Senyszyn, to chyba bym się porzygała, bo w żadnym wypadku nie mam ochoty w szkole słuchać o "rękawiczkach lateksowych" i analnych zabawach. Ja o seksie rozmawiam z moim chłopakiem oraz moim lekarzem i absolutnie życzę sobie, by tak pozostało. Nie mam nic przeciwko zajęciom dodatkowym w szkole, dla chętnych ( tak samo powinno być z lekcjami religii prócz szkół religijnych), ale jakiekolwiek pomysły, by edukować dzieci w tej kwestii obowiązkowo są dla mnie chore. Zwłaszcza, że każde dziecko rozwija się wyjątkowo. Dla wielu 12latek słowo "seks" jest czymś normalnym, rozmawiały o tym z rodzicami, dla wielu 14latek będzie to temat dla śmiechów i chichotania, bo jeszcze do rozmów na niektóre tematy, niektóre aspekty seksualności nie dorosły. Owszem - wiele dzieci, nie tylko na prowincji, wychowania seksualnego od rodziców nie dostanie. No i co z tego? Wielu ludzi nie wyniosło elementarnej kultury z domu i to nie powód, by wszelkie aspekty wychowawcze były zrzucone na państwo albo innych, obcych ludzi. I nie wierzę, że ludzie na wsi nie mają pojęcia o seksie. Jakoś antykoncepcji powszechnej kiedyś nie było, a nie w każdej rodzinie rodziło się kilkanaście dzieci. Są różne metody planowania rodziny i rodzice mają prawo wychować dzieci tak, jak sobie tego życzą - na przykład po katolicku, jeśli są katolikami. Nie uważam też, by wiedza, do czego służy prezerwatywa powinna znaleźć się w szkole. Gdyby ktokolwiek chciał mnie publicznie zmuszać do zakładania prezerwatywy na ogórek w trakcie lekcji, absolutnie wyszłabym z klasy. Pewnie dlatego, że jestem warszawską dziewczynką z dobrego domu i nie życzę sobie, by ktokolwiek wchodził z buciorami w kwestie tak prywatne jak seksualność. Testować moją wiedzę z pochwy, miesiączek, rozmnażania, rozwoju płodu etc - proszę bardzo, wszyscy w mojej podstawówce ( przeciętna, publiczna) i gimnazjum ( językowe, ale też publiczne) to przeszli. Co nie zmienia faktu, że są mądrzejsi, są głupi. A moi rodzice wpadli mimo antykoncepcji i wątpię, by zajęcia z nakładania prezerwatyw na ogórki/banany były w stanie coś pomóc. :>:> ] Odpowiedz Link
jul-kaa Re: a mnie cholera bierze... 30.08.09, 16:29 Masza.s, przejrzyj sobie fora i pytania nastolatków związane z rozmnażaniem człowieka. Wiedza, że podczas pierwszego stosunku nie można zajść w ciążę, że podobnie rzecz się ma w czasie misiączki, jest powszechna. Masz oczywiście rację, że trudno jest stworzyć neutralny światopoglądowo program wychowania seksualnego (czy do życia w rodzinie). Przeglądając podręczniki można się załamać - raz zboczenie na lewo/lewacko, raz na prawo/katolicko. Jedno i drugie nie do przyjęcia i pełne błędów. Wierzę jednak, że można przygotować taki program i takich nauczycieli, którzy poprowadzą zajęcia tak, by nie urazić nikogo, by przedstawić rzetelną wiedzę nie przesiąkniętą żadną ideologią. Szkoła nie jest i nigdy nie będzie neutralna światopoglądowo. Ja np. nie chciałabym, żeby moje dziecko było wychowywane w szkole w kulcie papieża-Polaka, martyrologii, romantycznych ideałów i źle pojętego patriotyzmu. Niestety nie mam na to wpływu, a dziecko do szkoły posłać będzie trza. Wierzę jednak w to, że rozmawiając z dzieckiem, interesując się tym, co mu wkładają do głowy w szkole, będę w stanie odkręcić to, co mu nakręcą, odmitologizować mity i nauczyć zdrowego dystansu do wiedzy. Ja chodziłam do dobrego warszawskiego liceum (gimnazjum to nie moje czasy) i na lekcji biologii dowiedziałam się, że kobieta ma JEDEN dzień płodny w MIESIĄCU i m.in. że jak się zakłada spiralę, to dziecko na 80% urodzi się ze spiralą wrośniętą w głowę. Potem przez kilka(naście) lat wszelkie metody objawowo-termiczne kojarzyły mi się z KRK a nie ze świadomością, planowaniem rodziny i znajomością własnego ciała. A jeszcze później - ze źródeł dokładnie przeciwnych - dowiedziałam się jeszcze, że pigułki to absolutnie najlepsze rozwiązanie, że dają wolność i nie mają w zasadzie żadnych skutków ubocznych. Ja też bym nie chciała, żeby mnie uczono zakładać prezerwatywę na ogórka, ani żeby uczono tego moje dziecko. Ale ja jestem osobą wykształconą (i z wykształconej rodziny pochodzę), mieszkam w dużym mieście, miałam dostęp do wiedzy (potem też do internetu), będę ponadto edukować swoje dziecko. Ale co z mało wykształconymi, mało inteligentnymi ludźmi (a są tacy, nie oszukujmy się!), którzy po prostu sami z siebie nie będą się dowiadywać, nie będą czytać, których rodzice po prostu wstydzą się i/lub nie umieją z nimi porozmawiać? Czy im nie należy wiedza? Zakładanie, że jak chcą, to się dowiedzą, jest wielka naiwnością. Mniejszą szkodę wyrządzi szkoła mojemu dziecku ucząc go wychowania seksualnego, niż wyrządziłaby setkom innych dzieci nie ucząc ich niczego w tej kwestii. Odpowiedz Link
sylwiastka Re: a mnie cholera bierze... 30.08.09, 16:48 Maszo, widzę, że bardzo emocjonalnie podchodzisz do tego tematu. Niestety widać też, że nie bardzo wiesz czym taka edukacja seksualna jest. Zaręczam, że nie sprowadza się ona do nauki zakładania prezerwatywy na ogórka (bo to nie jest jej przeznaczenie) a ja mimo, że byłam edukowana w szkole tej umiejętności nie byłam uczona. Jednak rzeczywiście najlepiej by było, żeby były to zajęcia nieobowiązkowe, a dzieci i rodzice decydowali, czy chcą w nich uczestniczyć. Generalnie ludzie maja mózgi i sumienia i są w stanie ich użyć aby podejmować wiele decyzji, dlatego uważam, że generalnie powinno się rozszerzyć wybór w różnych dziedzinach życia, zamiast sterować ludźmi poprzez nakazy i zakazy :D Odpowiedz Link
plica Re: a mnie cholera bierze... 30.08.09, 19:22 masza.s napisała: > seksualne według programu Senyszyn, to chyba bym się porzygała, bo w żadnym > wypadku nie mam ochoty w szkole słuchać o "rękawiczkach lateksowych" i analnych > zabawach. a skad to wytrzasnelas? te analne zabawy w programie Senyszyn? mi sie zdawalo, ze babce chodzi glownie o wiedze na temat antykoncepcji ( mam wrazenie, ze dla Ciebie to to samo co przymus jej stosowania w duzym uproszczeniu) oraz o wolny wybór - możliwy dzieki zdobytej wiedzy. Odpowiedz Link
joankb Re: a mnie cholera bierze... 30.08.09, 20:31 Wiedza nie jest ani prywatna, ani intymna - żadna. Ta o życiu seksualnym, ta o antykoncepcji też. Nota bene - w gimnazjum do którego chodziła była moja córka lekcje, o których piszesz po prostu się nie odbyły. Pani biolog uznała je za zbyt prywatne i intymne. Dużo jest takich gimnazjów. Po drugie - w szkole już jest przekazywana wiedza antyantykoncepcyjna, zohydzająca wszystko co związane z seksualnością człowieka. Na jakich lekcjach - chyba pisać nie trzeba. I przeciwwaga wydaje się wskazana. Odpowiedz Link
kotwtrampkach Re: a mnie cholera bierze... 30.08.09, 22:50 joankb napisała: > Po drugie - w szkole już jest przekazywana wiedza antyantykoncepcyjna, > zohydzająca wszystko co związane z seksualnością człowieka. Na jakich lekcjach > - > chyba pisać nie trzeba. > I przeciwwaga wydaje się wskazana. nie wiem, czy przeciwwaga coś zdziała. Zohydzanie czegokolwiek ma bardzo duży wpływ na rozwój człowieka, jego poczucie estetyki, psychikę.. Współczuję tym dzieciakom. I ich dzieciom. i gatunkowi ludzkiemu.. Najlepsze lekcje nt narkotyków, to takie w czasie któych dzieciaki są traktowane jak ludzie. Na których poznają za i przeciw i mogą dokonać wyboru. Bo najwięcej ludzkiego nieszczęścia bierze się z braku wyboru, z niewiedzy, z nieumiejętności zdobywania tej wiedzy.. Odpowiedz Link
mefistofelia Re: a mnie cholera bierze... 30.08.09, 21:37 masza: > Co to pochwa, co to miesiączka i jak się zachodzi w ciążę można się dowiedzieć > w > szkole, na lekcjach biologii ta... super. A potem dziewczynki wysyłają do Bravo listy z pytaniem, czy przez pójście na basen można zajść w ciążę, albo uważają, że mogą się rozdziewiczyć używaniem tamponów. Rozdział dotyczący rozrodczości człowieka jest za krótki by przekazać całą potrzebną wiedzę. Pomijając fakt, że nie da się zrobić neutralnego > programu. Albo się pójdzie w stronę b. lewicową, wolnoobyczajową, albo się zrob > i > wychowanie bardziej konserwatywne, chrześcijańskie. Gdybym miała mieć wychowani > e > seksualne według programu Senyszyn, to chyba bym się porzygała, bo w żadnym > wypadku nie mam ochoty w szkole słuchać o "rękawiczkach lateksowych" i analnych > zabawach. Jak to nie da się zrobić neutralnego programu? Program MUSI być neutralny. Powinien przekazywać kompleksową wiedzę o cyklu miesięcznym, dojrzewaniu, akceptacji swojego ciała, nocnych polucjach, antykoncepcji (zarówno takiej akceptowanej przez katolików jak i nie), dbaniu o higienę intymną. Dzieci powinny też się dowiadywać o tym, że homoseksualizm nie jest złem. Naprawdę, wymyślne praktyki seksualne nie powinny być i nie byłyby głównym tematem zajęć. Sorry, ale pod nazwą "wychowanie seksualne" kryje się podstawowa wiedza, którą powinien posiadać każdy. Dlatego takie zajęcia nie powinny być opcjonalne jak np. katecheza. Równie dobrze mogłabyś twierdzić, że lekcje biologii powinny być opcjonalne, bo uczą o teorii ewolucji, a niektórzy w nią nie wierzą :P I nie wierzę, że ludzie na wsi nie mają > pojęcia o seksie. Jakoś antykoncepcji powszechnej kiedyś nie było, a nie w > każdej rodzinie rodziło się kilkanaście dzieci. Są różne metody planowania > rodziny i rodzice mają prawo wychować dzieci tak, jak sobie tego życzą - na > przykład po katolicku, jeśli są katolikami. Nie w każdej rodznie rodziło się kilkanaścioro dzieci, bo wbrew pozorom zajście w ciążę wcale nie jest takie proste. Co nie znaczy, że należy nie mówić o antykoncepcji. A co jest złego w modelu: rodzice wychowują w duchu katolicyzmu (seks dopiero po ślubie, ruletka watykańska. te sprawy), a ze szkoły się dziecko dowiaduje na czym naturalne metody antykoncepcji polegają? Czy wspominanie o istnieniu prezerwatyw jakoś katolickiemu światopoglądowi wadzi? > A moi rodzice wpadli mimo antykoncepcji i wątpię, by zajęcia z nakładania > prezerwatyw na ogórki/banany były w stanie coś pomóc. :>:> I o takiej możliwości też powinna być mowa na zajęciach z wychowania seksualnego. Odpowiedz Link
anka_z_lasu nie mam nic przeciwko ogórkom w gumce 31.08.09, 00:26 Możecie się śmiać z prezerwatyw i bananów/ogórków, a ja tak poważnie - wcale bym się nie obraziła, gdybym miała coś takiego na zajęciach. Wiedza teoretyczna sobie a praktyka sobie, dopóki się czegoś nie spróbuje zrobić samemu to się tak naprawdę niewiele wie. Wstyd przyznać, dopiero niedawno pierwszy raz ćwiczyłam resuscytację na fantomie. I porządnie przeorganizowałam moją teoretyczną wiedzę na ten temat. Chwila ewentualnego zażenowania na lekcji to doprawdy drobiazg w porównaniu z niechcianą ciążą, której można było uniknąć. Ale ja to ja, jestem pragmatyczką do bólu. Odpowiedz Link
pana.cotta Re: nie mam nic przeciwko ogórkom w gumce 31.08.09, 05:21 ja wlasciwie tez nie uwazam, zeby ten ogorek byl taka zla sprawa. I jestem bardzo za obowiazkowym przestudiowaniu przykladowej ulotki od pigulek anty. w ogole za omowieniem kazdej metody zapobiegania ciazy, lacznie z NPR. dokladnym. powierzchowna wiedza jest rownie kiepska co jej brak.. Odpowiedz Link
plica Re: nie mam nic przeciwko ogórkom w gumce 31.08.09, 07:35 anka_z_lasu napisała: > Możecie się śmiać z prezerwatyw i bananów/ogórków, a ja tak poważnie - wcale by > m > się nie obraziła, gdybym miała coś takiego na zajęciach. Wiedza teoretyczna > sobie a praktyka sobie, dopóki się czegoś nie spróbuje zrobić samemu to się tak > naprawdę niewiele wie. tez bym sie nie obrazila. moja szkolna edukacja seksualna to jakas porazka. lekcja wychowawcza o antykoncepcji polegala na tym, ze kolezanka córka ginekologa przyniosla do szkoly stertę tabletek anty, prezerwatywy i jeszcze jakies cuda i rozdała klasie, rozeszło się chyba w minutę :) tłumaczenia zero. temat aborcji, a jakze tez byl poruszony. sama prowadzilam te lekcje na wychowawczej ZA KARE za palenie papierosow na przerwie. z lenistwa nawycinałam z pisemek typu "Przebudzcie sie" czy "Straznica" jakis masakrycznych fragmentow i przedstawilam to klasie. to akcje z liceum drugiej polowy lat 90-tych. na szczescie w podstawowce pani od biologii byla spoko i napisala dzieciom listę ksiażek o zyciu seksualnym czlowieka, z której jedna byla obowiazkowo do przeczytania. jako ambitny olimpijczyk z biologii przeczytalam wszystkie i tym samym wyedukowalam sie sama :) Odpowiedz Link
kuraiko Re: a mnie cholera bierze... 31.08.09, 00:51 "Nie uważam też, by wiedza, do czego służy prezerwatywa powinna znaleźć się w szkole. Gdyby ktokolwiek chciał mnie publicznie zmuszać do zakładania prezerwatywy na ogórek w trakcie lekcji, absolutnie wyszłabym z klasy. Pewnie dlatego, że jestem warszawską dziewczynką z dobrego domu i nie życzę sobie, by ktokolwiek wchodził z buciorami w kwestie tak prywatne jak seksualność." taaa - a młodzież, której nie przeszkadza zakładanie prezerwatywy na ogórka (?) w szkole, to pewnie margines społeczny ;) Masza - a gdzie młodzież ma się nauczyć zakładania prezerwatywy? nie każdy podchodzi do współżycia w sposób dojrzały i w pewnym wieku, w którym już wypadałoby podchodzić do tego dojrzale, młodzież idzie do łóżka na imprezie po pijaku, wpadki zaliczają nastolatki. Spora ilość wpadek to nieprawidłowo założona prezerwatywa. Oczywiście instrukcje zakładania gumek są, o ile się nie mylę, to również na ulotkach dołączanych do opakowania prezerwatyw, ale praktyka to co innego ;) Pewnie, że można uczyć się samemu, ale gdyby w szkołach pokazywano to w praktyce to moim zdaniem byłoby w porządku. Już prawie 10 lat temu w niemieckich liceach młodzież uczyła się zakładać prezerwatywy na drewnianego penisa (przedmiot o kształcie fallicznym ;) ) i nie było jakiś dziwnych reakcji. co do lekcji biologii to chyba żartujesz ;) owszem, opisane jest jak dochodzi do zapłodnienia itd, ale dokładniejszej wiedzy to można się doszukać w książkach seksuologów itp. nauczycielki wstydzą się rozmawiać na takie tematy, nam tablice z genitaliami pokazano przelotnie, żeby czasem dzieci nie zobaczyły dokładnie :/ rysunki zresztą są schematyczne, a potem są problemy w stylu "mam za długie wargi sromowe, czy robić operację zmniejszenia", przekonanie, że błona dziewicza jest gdzieś w środku, a nie zasłania samo wejście do pochwy itp Odpowiedz Link
luliluli Re: a mnie cholera bierze... 01.09.09, 12:59 masza.s napisała: > Co to pochwa, co to miesiączka i jak się zachodzi w ciążę można się dowiedzieć > w > szkole, na lekcjach biologii. Chodziłam do zwykłej państwowej podstawówki i w > klasie czwartej w moim podręczniku szkolnym do PRZYRODY były już rozrysowane > genitalia, rozwój płodu, było łączenie się plemnika z komórką jajową. To samo, > rozszerzone, znajdziesz w podręcznikach do liceum i NIKT MI NIE WMÓWI, że tego > nie ma. To tak, jakbyś powiedziała, że zajęcia z WOSu są bez sensu, bo wiele na ten temat było na historii. A uczył Cię ktoś na tych przyrodniczych zajęciach o antykoncepcji? Dla mnie edukacja seksualna jako rozwiązanie wszelkich bolączek jest > mitem. A) dlaczego obowiązkowa, jeśli ja się czuję odpowiednio wyedukowana i > absolutnie nie chce, by jakakolwiek osoba zmuszała mnie do słuchania o > wychowaniu seksualnym? Dlatego samego powodu, dla którego w szkole uczą W-Fu, mimo że ktoś może się czuć dostatecznie wysportowany, polskiego - mimo, że możesz, swoim zdaniem, znać wspaniale zasady ortografii, itd. Ja na przykład nie chciałam, żeby ktoś mnie "zmuszał" do uczenia się matematyki, ostatecznie, moim zdaniem, znajomość dodawania mi w życiu miała wystarczyć. Nie wystarczy. I to jest dokładnie taka sama zasada. Pomijając fakt, że nie da się zrobić neutralnego > programu. Albo się pójdzie w stronę b. lewicową, wolnoobyczajową, albo się zrob > i > wychowanie bardziej konserwatywne, chrześcijańskie. Gdybym miała mieć wychowani > e > seksualne według programu Senyszyn, to chyba bym się porzygała, bo w żadnym > wypadku nie mam ochoty w szkole słuchać o "rękawiczkach lateksowych" i analnych > zabawach. Bawi mnie Twoja znajomość propozycji zmian w tym zakresie. Poza tym równie dobrze mogłabyś powiedzieć, że o historii nie da się mówić obiektywnie. Ja o seksie rozmawiam z moim chłopakiem oraz moim lekarzem i > absolutnie życzę sobie, by tak pozostało. Wspaniale, że urodziłaś się w domu, w którym podczas dorastania zaprowadzono Cię do odpowiedniego lekarza (który jest zresztą tak fajny, że z Tobą rozmawia o seksie). Nie każdy jednak dostąpił takich zaszczytów. Nie mam nic przeciwko zajęciom > dodatkowym w szkole, dla chętnych ( tak samo powinno być z lekcjami religii > prócz szkół religijnych) Czy w ciąże zachodzą tylko radośnie oczekujące na potomka dojrzałe kobiety? czy ojcami zostają tylko Ci, którzy podeszli do tego z kalendarzykiem i wyrazem oczekiwania na dziecko na twarzy? ale jakiekolwiek pomysły, by edukować dzieci w tej > kwestii obowiązkowo są dla mnie chore. Zwłaszcza, że każde dziecko rozwija się > wyjątkowo. Dla wielu 12latek słowo "seks" jest czymś normalnym, rozmawiały o ty > m > z rodzicami, dla wielu 14latek będzie to temat dla śmiechów i chichotania, bo > jeszcze do rozmów na niektóre tematy, niektóre aspekty seksualności nie dorosły Dla większości będzie to trudny temat, cała rola systemu edukacji, żeby dobrze dopracować programy i odpowiednio przygotować kadrę. > Owszem - wiele dzieci, nie tylko na prowincji, wychowania seksualnego od > rodziców nie dostanie. No i co z tego? Wielu ludzi nie wyniosło elementarnej > kultury z domu i to nie powód, by wszelkie aspekty wychowawcze były zrzucone na > państwo albo innych, obcych ludzi. Czy naprawdę nie rozumiesz, że do tego trzeba mieć też PREDESPOZYCJE, a nie wyłącznie praktyczną wiedzę polegającą na tym, że się jest matką/ojcem. I nie wierzę, że ludzie na wsi nie mają > pojęcia o seksie. Jakoś antykoncepcji powszechnej kiedyś nie było, a nie w > każdej rodzinie rodziło się kilkanaście dzieci. Są różne metody planowania > rodziny i rodzice mają prawo wychować dzieci tak, jak sobie tego życzą - na > przykład po katolicku, jeśli są katolikami. A czy dla katolika obraz prezerwatywy czy dźwięk wyrazu "kiła" jest obrazoburczy, czy o co chodzi? ktoś wyżej podał przykład z teorią ewolucji - zgadzam się w 100% Odpowiedz Link
tfu.tfu Re: a mnie cholera bierze... 31.08.09, 09:00 ad. refundacja antykoncepcji: w UK pigułki sa ZA DARMO! a ciąż wciąż usuwa się dramatycznie dużo. edukację też mają... za to odpowiedzialności za własne czyny zero. może tego trzeba uczyć dzieci: odpowiedzialności. ale tego to już muszą nauczyć rodzice... Odpowiedz Link
kuraiko Re: a mnie cholera bierze... 31.08.09, 22:28 tfu.tfu ----> no właśnie, to jest kwestia odpowiedzialności ;) czytałam poruszający reportaż bodajże w Wysokich Obcasach, gdzie opisano brytyjskie nastolatki decydujące się na dziecko, bo mają wysokie zasiłki i jeszcze przy którymś dziecku dostają duże mieszkanie... ale jeśli ktoś ma głowę na karku, to umie wykorzystać darmową antykoncepcję właściwie :> nie wiem czemu tam dziewczyny z tego nie korzystają, może nie są niedoinformowane (??!!). Kilka lat temu w stacji sanepidu widziałam darmowe prezerwatywy, założę się, że mały procent mieszkańców miasta wiedział, że może przyjść i sobie wziąć durexa z koszyczka na korytarzu... Jeśli młodzieży na zajęciach o dorastaniu rozdaje się antyperspiranty, czy dziewczynom środki higieny intymnej, to czemu nie dawać prezerwatyw, chociażby celem nauki zakładania. Szkoła chowa głowę w piasek, pokutuje przeświadczenie, że im mniej się mówi na temat współżycia, tym mniej młodych się zdecyduje na seks. A potem liczą ciąże w liceach i są "zszokowani" :/ (rodzice zresztą tak samo, uważają, że ich dziecka to nie dotyczy) Odpowiedz Link
kuraiko Re: a mnie cholera bierze... 31.08.09, 00:59 "przeciw > refundacji antykoncepcji ( nie mamy na co wydawać pieniędzy)" a pewnie - teraz mamy na co wydawać pieniądze, tzn na przykład na zasiłki dla rodzin wielodzietnych czy dzieci z domu dziecka czy w rodzinach zastępczych. ciekawe ile wydatków pozwoliłaby zaoszczędzić chociażby częściowa refundacja antykoncepcji. niektóre dziewczyny są cwane, chcą mieć refundowane tabletki anty, to idą do dermatologa i np proszą o Diane, zresztą nawet sam lekarz czasem pyta się pacjentki, czy nie chce na cerę tabletek takich, które od razu zapewnią jej antykoncepcję. Szlag mnie trafia, kiedy koleżanka, która siedzi w UK, opowiada, że dostaje receptę na tabletki i dostaje je za darmo w aptece. Ja płacę sporą kasę, a na forsie nie siedzę - zapewne zdaniem niektórych powinnam stosować szklankę wody zamiast. Skąd jest tyle niepożądanych ciąż, kolejnych dzieci? m.in. dlatego, że antykoncepcja jest droga, nie refundowana. Państwo woli dawać kasę na becikowe i zasiłki, zamiast chociaż 10zł miesięcznie na tabsy, dla tych co chcą, to co na to poradzić. Odpowiedz Link
pana.cotta Re: a mnie cholera bierze... 31.08.09, 05:15 No ale zrozum, ze jak nie chcesz stosowac hormonow to nie stosujesz. Refundacja jest dla tych co chca stosowac. Nie wszystkich stac, a chca sie zabezpieczac. Zreszta juz jest, ale czesciowa i nie na wszystkie pigulki hormonalne. jestem za calkowita refundacja antykoncepcji a nie przymusem stosowania jej :) uwazam, ze dla panstwa byloby to rozwiazanie tansze niz pozniejsze placenie zasilkow itp. aha, bralam pigulki antykoncepcyjne i przez rok wydalam na nie ok 400zl- dla niektorych to jest naprawde spora kwota. obecnie stosuje NPR+gumki ale docelowo planuje wrocic do pigulek. Jestem rowneiz za wychowaniem seksualnym bo DLA CIEBIE informacje sa latwo dostepne, ale uwierz ze na jakims pipidowku gdzies tamw polsce ludzie nie maja internetu, a dostep do niektorych publikacji tez jest ograniczony. wiadomo, ze w szkole jest przyroda i biologia, ale to nijak nie przygotowuje do rozpoczecia zycia seksualnego.. ponadto ja nei zarejstrowalam w ogole na tych lekcjach ze komorka jajowa jest zdolna do zaplodnienia 12h itp, a zdwalam mature z biologii. zreszta wejdz sobie na pierwsze lepsze forum o antykoncepcji i poczytaj jak wyglada ta swiadomosc, bo ja udzialam sie na codzien i mi rece opadaja. Odpowiedz Link
kuraiko Re: a mnie cholera bierze... 31.08.09, 22:32 tak, roczny koszt tabletek, takich jakie ja biorę, to ok 450zł. łatwo policzyć, co za taką kasę można mieć... Odpowiedz Link
ederlezi1981 i odnośnie rodzin wielodzietnych 30.08.09, 16:42 bo w sumie i o to zahacza problem - nie mamnic przeciwko takim rodzinom, nie wyobrażam sobie bycia jedynaczką, ale... Znam dwie, słownie dwie rodziny z większa ilością dzieci- czwórka i piątka- o których mogę powiedzieć, że są szczęsliwe, a dzieci wyszły na ludzi, jak się zwykło mówić. Co ciekawe, obydwie dość religijne, obydwa malżeństwa zawarte w młodym wieku i obie mamy są (a właściwie były, bo to już wiek emerytalny) nauczycielkami. Ale to niestety, wyjątki potwierdzające regułę, chodziłam do podstawówki w centrum Bytomia i tam norma było kilkoro dzieci z róznymi tatusiami, ledwo ukończona podstawówka, jeżeli w ogóle i historia zataczała koło. Więc jak widzę w TV, albo czytam o rodzinie, która ma kilkanaścioro dzieci, co prawda jedza tylko chleb, bo na to starcza zasiłek z MOPSu i pomoc dobrych ludzi, to nie cholera bierze. Odpowiedz Link
kotwtrampkach Re: i odnośnie rodzin wielodzietnych 30.08.09, 22:58 no tak, zakładając że wokół nas żyją ludzie odpowiedzialni, to każdy ma tyle dzieci, na ile go stać. Czyli jest w stanie wychować siedmioro (ma dom, pieniadze, energię do pracy z dzieciakami, mozliwości i umiejętności wychowawcze, czas) - super, niech wychowuje siedmioro. Te dzieciaki będą miały cudowną, dużą rodzinę. Gdyby miał jakiś problem (np potrzebował dokształcania z zakresu uczenia matematyki czy komunikacji czy ćwiczeń wspomagających kształtowanie prawidłowej postawy) - państwo powinno mu pomagać! i ja tez chętnie to zrobię(pomogę), bo przecież bardzo chcę mieć takich współobywateli, sąsiadów, pracowników.. Odpowiedz Link
kuraiko Re: Czytałyscie to...? 31.08.09, 01:03 a jeszcze - jak kobieta zajdzie w ciążę, mimo że ma raka i może przez to umrzeć i oczywiście umiera po urodzeniu dziecka, to wtedy ludzie robią z niej bohaterkę, bo się "poświęciła" dla dziecka. a tu jeśli poród spowodowałby pęknięcie macicy (rozumiem, że zagrożenie życia matki, a dziecko dałoby się uratować?), to kobieta która mimo to chciałaby zajść w ciążę, jest potraktowana jak zwierzę... to niech zabronią zachodzić w ciążę chorym na raka. Odpowiedz Link
kuraiko Re: Czytałyscie to...? 31.08.09, 01:09 a także, jak choroba dopadła w czasie ciąży - obowiązkowa aborcja :/ Odpowiedz Link
zloty.strzal Re: Czytałyscie to...? 31.08.09, 22:36 Dorzucę do wątku. Oryginał, który się wysypał www.kominek.tv/tt.dramat.matki.z.zebem.na.przedzie,artykuly,109.htm i mirror pokazywarka.pl/mirror123/ Odpowiedz Link
kuraiko Re: Czytałyscie to...? 01.09.09, 00:28 no dobra, rozwaliło mnie zdjęcie z obrazkiem Jezusa ;) przypomniała mi się przez to całkiem niedawna sprawa, gdzie matce chcieli odebrać syna z powodu jej dużej religijności O_o nie wiem jak to się skończyło, poszukam Odpowiedz Link
kuraiko Re: Czytałyscie to...? 01.09.09, 00:41 interwencja.interia.pl/news?inf=1346079 i jeszcze przypomniałam sobie, jak z polecenia sądu (?) zabierali jednej kobiecie dziecko (w moim regionie) - po prostu wyrwano dziecko matce z rąk i zabrano bez słowa wyjaśnienia. Oczywiście "dla dobra" tego dziecka, które nie wiedziało co się dzieje i czemu obcy ludzie porywają je od matki na ulicy :/ Odpowiedz Link