Po tym, jak były koty, co powiecie na przyprawy? Rozchodzi się o oryginalne marokańskie przyprawy, niestety bardzo wonne. Są biologiczne, ale nie są ziarnem (te wymienione są w przepisach), zupełnie jak pieprz i sól.
Wiem, że to głupie i śmieszne, tymczasem nie umiem bez nich żyć. Obojetnie czy ryba, czy kurczak, baranina, wołowina... gotuje po marokańsku (jestem niestety zdana w EU na żywność biologiczna). Od czasu, gdy nie trawię laktozy, żle toleruje chemię spożywczą. Akurat w przyprawach jest 40% sztucznych dodatków: glutamaty, konserwanty, barwniki, środki smakowe w postaci nazw i numerów, które tylko mi coś mówią (rodzina i znajomi nie znają chińskiego. Patrzą tylko ile jest wymienionych. Jeśli dużo, odstawiają). Dla ciekawostki: w EU nie ma potrzeby wymieniania wszystkich składników. Zrodził się przemysł sztucznej żywności (ich zawód jest też po chińsku, nie pamiętam). Robia np. czekolady z krowiej krwi. Gotowe obiady do podgrzania w mikroweli, które z naturalnymi składnikami nie mają nic wspólnego (nawet nie psie mięso, jak w Chinach, tylko sztuczne dziwadła). Ludzie tyją i zwalają to na hormony: to normalne przybierać na wadze z wiekiem). Rozpisałam się... już wiem, czego się uczepicie
Kwesita pierwsza: jadę tylko na miesiąc i chcę zabrać w torbie tylko trochę w folii aluminiowej. Mogą się uczepić? Zabiorą i coś jescze będzie?
Kwestia druga: jak będę się przeprowadzać, mam tu tego z kilkanaście półlitrowych słoików szczelnie zamkniętych. Jak znajdą w kartonach, rozpocznę życie w AU w pierdlu? Co może grozić za wwiezienie "pieprzu i soli"?
Długo nad tym myślałam, gotowa jestem zaryzykować. Nie wiem tylko jak wysoka jest cena.
P.S. Starypierdoła jakby co, TV jest Twój.