Jestem troche podlamana tym krajem. Troche zrzucam swojego dola na jet lag, a
troche na to, ze zawsze ciezko przechodzilam powroty do kraju, nawet po wakacjach.
To co najbardziej rzuca mi sie w oczy:
- smutni, wrecz skrzywieni ludzie
- kolejki w sklepach pelne starszych ludzi klocacych sie o to kto byl pierwszy
, a kto powinien byc pierwszy ze wzgledu na choroby, ktore posiada - tu
wymieniaja liste chorob
- ladni ludzie ubrani jak z zurnala z nosami w chmurach i z marsowymi minami
- brud wszedzie i psie gowna
- zadnych udogodnien dla wozkow dzieciecych, czy inwalidzkich
- duzo pijakow, szalencow, zebrzacych i grzebiacych w smietnikach ludzi
Dzis jechalam z synkiem SKM (szybka kolej miejska w Trojmiescie - dla
niewtajemniczonych

Wejscia na perony zawsze poprzedzaja strome schody bez
podjazdow dla wozkow lub z podjazdami tak stromymi, ze nie dalam rady wepchnac
wozka. Do kolejki nie bylam w stanie sama wsiasc, bo schodki nie sa na
wysokosci peronu i miedzy schodkami a peronem jest dziura. Musialam wciaz
prosic o pomoc we wniesieniu wozka (do kolejki, na schody, ze schodow) lub
sama na dwa razy chodzilam (najpierw synek, potem wozek) i prosilam o
przypilnowanie mi chwilke dziecka, zeby nie wyszlo na tory - koszmar! Ludzie
mi pomagali, ale czulam sie upokorzona tym, ze nie potrafie sobie poradzic
sama z dotarciem z dzieckiem z Sopotu do Wrzeszcza.
Jest cieple lato, wiec bylam w sandalach i z golymi stopami. Po powrocie do
domu mialam czarne od kurzu nogi i wylam totalnie umordowana ta niewielka wyprawa.
Moj synek po kazdej zabawie na placu zabaw jest caly czarny. Na placach zabaw
nie ma trawy czy gumy, ale jest brudny, szaro-czarny piach pelen petow i szkiel.
A mieszkam przeciez w Sopocie, ktory jest i tak hop do przodu w porownaniu z
malymi biednymi polskimi miasteczkami, nie wspominajac juz o polskiej wsi.
Boze, jak daleko Polsce do normalnosci...