flamengista
23.12.09, 10:36
Nasze nowe władze ostro wzięły się za sprawdzanie jakości dydaktyki. Pośrednim
tego efektem było również przeprowadzenie ankiet wśród studentów studiów III
stopnia. Wyniki nie są w pełni reprezentatywne, bo dopiero mamy drugi rok
studiów dziennych. Znaczna część ankiet została więc wypełniona przez
studentów niestacjonarnych.
Najciekawsze jest to, że w pełnym wymiarze czasu pracuje 47% studentów studiów
dziennych, co jest wynikiem jednak dość zaskakującym. Czyli połowa
studiujących ma normalny etat. W sumie dobrze dla nich, bo przecież liczy się
doświadczenie zawodowe, w dodatku dobrze mieć jakiś dochód. Ale obawiam się,
że połączenie pracy zawodowej z pracą naukową będzie dla nich bardzo trudne.
Na II i III roku studiów (zaoczni) określoną tematykę rozprawy ma ok 50%
studentów. Reszta ma "ogólny pomysł", a często i pomysłu nie ma. Czy tacy
ludzie skończą te studia i obronią swoją pracę? Śmiem wątpić.
Wniosek: u nas studenci traktują studia - zarówno płatne (zaoczne), jak i
darmowe (dzienne), jako dodatkowy kurs zwiększający ich kwalifikację, ale
niekoniecznie prowadzący do pracy naukowej. Podejście z którego można być
dumnym (widać, że nauczyli się już ekonomii i potrafią liczyć) z perspektywy
pracy dydaktyka, ale nie dające uczelni większych korzyści.
U nas bowiem oczekiwano, że doktoranci dzienni też staną się tanią siłą
roboczą, zainteresowaną prowadzeniem zajęć i realizacją obowiązków
administracyjnych za "Bóg zapłać". Już teraz widać, że to raczej się nie uda
(choć nie wykluczam, że incydentalne przypadki się pojawią). Najlepsze jest
to, że w związku z otwarciem doktoranckich dziennych część katedr wywalczyła
sobie znaczne nadwyżki nadliczbówek, które teraz będą do zagospodarowania. A w
związku z niżem uczelnia niechętnie zatrudnia już asystentów-magistrów.
Ciekawe, kto te nadliczbowe weźmie...
Opisałem ten przypadek, żeby pokazać że nie wszyscy młodzi ludzie muszą się
zachowywać jak frajerzy, pracujący za darmo lub za głodowe stypendium. Ciekawy
jestem wyników podobnych ankiet na innych uczelniach - śmiem podejrzewać, że
byłyby podobne. Jednak większość, albo przynajmniej znacząca część doktorantów
dziennych pracuje, w myśl zasady "Umiesz liczyć? Licz na siebie".
I dobrze. Póki nie zmienią się warunki na studiach doktoranckich, póki
stypendia nie będą na odpowiednim poziomie nie ma moralnego prawa by od
tych studentów wymagać jakiejkolwiek pracy.