Dodaj do ulubionych

Doktoranckie u nas - ciekawe wyniki

23.12.09, 10:36
Nasze nowe władze ostro wzięły się za sprawdzanie jakości dydaktyki. Pośrednim
tego efektem było również przeprowadzenie ankiet wśród studentów studiów III
stopnia. Wyniki nie są w pełni reprezentatywne, bo dopiero mamy drugi rok
studiów dziennych. Znaczna część ankiet została więc wypełniona przez
studentów niestacjonarnych.

Najciekawsze jest to, że w pełnym wymiarze czasu pracuje 47% studentów studiów
dziennych, co jest wynikiem jednak dość zaskakującym. Czyli połowa
studiujących ma normalny etat. W sumie dobrze dla nich, bo przecież liczy się
doświadczenie zawodowe, w dodatku dobrze mieć jakiś dochód. Ale obawiam się,
że połączenie pracy zawodowej z pracą naukową będzie dla nich bardzo trudne.

Na II i III roku studiów (zaoczni) określoną tematykę rozprawy ma ok 50%
studentów. Reszta ma "ogólny pomysł", a często i pomysłu nie ma. Czy tacy
ludzie skończą te studia i obronią swoją pracę? Śmiem wątpić.

Wniosek: u nas studenci traktują studia - zarówno płatne (zaoczne), jak i
darmowe (dzienne), jako dodatkowy kurs zwiększający ich kwalifikację, ale
niekoniecznie prowadzący do pracy naukowej. Podejście z którego można być
dumnym (widać, że nauczyli się już ekonomii i potrafią liczyć) z perspektywy
pracy dydaktyka, ale nie dające uczelni większych korzyści.

U nas bowiem oczekiwano, że doktoranci dzienni też staną się tanią siłą
roboczą, zainteresowaną prowadzeniem zajęć i realizacją obowiązków
administracyjnych za "Bóg zapłać". Już teraz widać, że to raczej się nie uda
(choć nie wykluczam, że incydentalne przypadki się pojawią). Najlepsze jest
to, że w związku z otwarciem doktoranckich dziennych część katedr wywalczyła
sobie znaczne nadwyżki nadliczbówek, które teraz będą do zagospodarowania. A w
związku z niżem uczelnia niechętnie zatrudnia już asystentów-magistrów.
Ciekawe, kto te nadliczbowe weźmie...

Opisałem ten przypadek, żeby pokazać że nie wszyscy młodzi ludzie muszą się
zachowywać jak frajerzy, pracujący za darmo lub za głodowe stypendium. Ciekawy
jestem wyników podobnych ankiet na innych uczelniach - śmiem podejrzewać, że
byłyby podobne. Jednak większość, albo przynajmniej znacząca część doktorantów
dziennych pracuje, w myśl zasady "Umiesz liczyć? Licz na siebie".

I dobrze. Póki nie zmienią się warunki na studiach doktoranckich, póki
stypendia nie będą na odpowiednim poziomie nie ma moralnego prawa by od
tych studentów wymagać jakiejkolwiek pracy.
Obserwuj wątek
    • loleklolek_pl Re: Doktoranckie u nas - ciekawe wyniki 23.12.09, 12:06
      > Najciekawsze jest to, że w pełnym wymiarze czasu pracuje 47% studentów studiów
      > dziennych, co jest wynikiem jednak dość zaskakującym. Czyli połowa
      > studiujących ma normalny etat. W sumie dobrze dla nich, bo przecież liczy się
      > doświadczenie zawodowe, w dodatku dobrze mieć jakiś dochód. Ale obawiam się,
      > że połączenie pracy zawodowej z pracą naukową będzie dla nich bardzo trudne.

      Może liczą na to, że skończą w 6 lat ;)

      > U nas bowiem oczekiwano, że doktoranci dzienni też staną się tanią siłą
      > roboczą, zainteresowaną prowadzeniem zajęć i realizacją obowiązków
      > administracyjnych za "Bóg zapłać". Już teraz widać, że to raczej się nie uda
      > (choć nie wykluczam, że incydentalne przypadki się pojawią). Najlepsze jest
      > to, że w związku z otwarciem doktoranckich dziennych część katedr wywalczyła
      > sobie znaczne nadwyżki nadliczbówek, które teraz będą do zagospodarowania. A w
      > związku z niżem uczelnia niechętnie zatrudnia już asystentów-magistrów.
      > Ciekawe, kto te nadliczbowe weźmie...

      System upada? Musi upaść. Utrata wagi coraz to kolejnych stopni zawodowych i
      naukowych w prostej linii prowadzi do tego, że coraz mniej opłaca się je
      zdobywać. Przykre jest to, że konsekwencją tego stanu rzeczy może być kompletna
      zapaść za kilkanaście lat, kiedy to zabraknie kadry na uczelniach. Oczywiście są
      wyjścia - prywatne uczelnie wynagradzające pracę lepiej, niż na poziomie 3/4
      etatu kasjerki w hipermarkecie, dobrze płatne projekty badawcze etc.

      Notabene u nas jedna doktorantka przeszła ze stacjonarnych na niestacjonarne,
      jak została przyciśnięta pracą administracyjną :-).

      A ta ocena jakości dydaktyki obejmowała pytanie się doktorantów, jak podobają im
      się zajęcia prowadzone w ramach studiów doktoranckich?
      • flamengista Re: Doktoranckie u nas - ciekawe wyniki 23.12.09, 13:14
        CytatSystem upada? Musi upaść.
        Nie wiem, czy upada. Moim zdaniem ma się całkiem dobrze. Ale w sensie trwania
        systemu, a nie jego rozwoju.

        CytatUtrata wagi coraz to kolejnych stopni zawodowych i naukowych w prostej
        linii prowadzi do tego, że coraz mniej opłaca się je zdobywać.

        Niestety, ja tego nie widzę. Współczynniki skolaryzacji mamy powyżej średniej
        europejskiej i ciągle rosną. Niby liczba studentów ma maleć, ale to chyba
        odczuwają słabsze uczelnie prywatne. My na razie mamy nadmiar, problem w tym że
        jakość materiału ludzkiego jest coraz gorsza. W efekcie stoimy między
        trudną alternatywą:
        a) fikcja edukacyjna i przepuszczanie osób które studiować nie potrafią i nawet
        nie zamierzają, bo chcą jedynie papierka
        b) trzymanie poziomu, co obecnie oznacza wyrzucenie ze studiów nawet do 50%
        studiujących
        Na b obecnie nie ma zgody wśród władz, więc próbujemy realizować a zachowując
        choć resztki standardów etycznych.

        Ja ciągle mam nadzieję, że kandydatów zacznie brakować bo wtedy może wreszcie
        większy będzie nacisk na jakość: badań i dydaktyki.

        Cytat Przykre jest to, że konsekwencją tego stanu rzeczy może być kompletna
        zapaść za kilkanaście lat, kiedy to zabraknie kadry na uczelniach.

        To też zależy od uczelni. U nas faktycznie może być z tym problem - młodzi są
        przeciążeni dydaktyką, przez co wolniej się rozwijają. A narybek na studiach
        doktoranckich nie wygląda na razie zbyt obiecująco. Co więcej, chyba nie marzy o
        pracy na uczelni.

        Ale na SGH czy UW w mojej działce jest mnóstwo młodych, błyskotliwych badaczy
        (właśnie koleżanka dostała Paszport Polityki, całkiem zasłużenie), którzy są
        wspierani przez swoich szefów. Tu nawet nie chodzi o wysokie pensje, bo te na UW
        są raczej marne - ale o jakość pracy naukowej, możliwość publikowania i
        doskonalenia się.

        Cytatprywatne uczelnie wynagradzające pracę lepiej, niż na poziomie 3/4 etatu
        kasjerki w hipermarkecie

        Przesadzasz. Wg. moich danych najgorzej płacąca uczelnia w Polsce daje
        stypendium 1020 złotych miesięcznie dla doktorantów (są oczywiście także i
        studenci bez stypendium, ale to inna kwestia). Kasjer w supermarkecie zarabia
        jednak mniej. Niewiele, ale jednak. A praca dużo cięższa i mało rozwijająca.

        Cytatdobrze płatne projekty badawcze etc.
        Tu trzeba się starać o granty międzynarodowe, a do tego trzeba mieć odpowiedni
        poziom. My go nie mamy, bo brakuje środków na rozwój. Koło się zamyka. Natomiast
        jestem przeciwny zarabianiu dużych pieniędzy na grantach KBN, szczególnie gdy
        chodzi o osoby mające etat na uczelni. Granty z ministerstwa mają iść przede
        wszystkim na realizację badań, a nie być przejadane.

        CytatNotabene u nas jedna doktorantka przeszła ze stacjonarnych na
        niestacjonarne, jak została przyciśnięta pracą administracyjną :-).

        No ale rozumiem, że za tą pracę miała płacone? W przeciwnym wypadku nie widzę w
        tym sensu.

        CytatA ta ocena jakości dydaktyki obejmowała pytanie się doktorantów, jak
        podobają im się zajęcia prowadzone w ramach studiów doktoranckich?

        Tak, oczywiście. Wyniki były dość dobre (między 3,5 a 4 w skali 2-5).
        • niewyspany77 troche sie mylisz kolego 23.12.09, 13:42
          moj uczen zatrudnil sie po szkole jako kasjer w carrefour w stolicy. do reki na
          dziendoberek dostal 1100 zl, po roku pracy 1700. lolek dobrze pisze, sorry.
          • flamengista ale to stolica 23.12.09, 15:19
            Czytałem niedawno reportaż o kasjerce w supermarkecie i kwoty były znacznie
            niższe. Chodziło o market we wschodniej Polsce. W sklepie tym większość kasjerek
            zatrudniana była na 9/10 albo 7/10 etatu, co oznaczało 700-900 złotych na rękę.
            • niewyspany77 tralala 23.12.09, 15:42
              bez jaj, fla. nie da sie brac zarobkow ze wschodniej polski i porownywac do -
              dajmy na to - krakowa,niech Ci bedzie. wiem, ze lepiej wypadnie, ale to nieladnie.
        • pfg Re: Doktoranckie u nas - ciekawe wyniki 23.12.09, 21:40
          flamengista napisał:

          > jestem przeciwny zarabianiu dużych pieniędzy na grantach KBN,
          > szczególnie gdy
          > chodzi o osoby mające etat na uczelni. Granty z ministerstwa mają
          > iść przede wszystkim na realizację badań, a nie być przejadane.

          Popatrz na to tak: jeśli będziesz miał płacone z grantu, nie będziesz
          musiał brać tych nadgodzin, robić chałtur, więc będziesz mógł się
          zająć badaniami.
          • flamengista świetnie 23.12.09, 23:55
            tylko że w niektórych realizowanych grantach koszty honorariów sięgały do
            40-50%. To jest przegięcie, szczególnie gdy badania nie zakładały samodzielnego
            zbierania danych w formie ankiet czy wywiadów, a jedynie kwerendę literaturową i
            obróbkę już dostępnych danych.

            Nikt nie mówi, że ma się realizować grant KBN całkiem za friko. Ja też zapisałem
            sobie wynagrodzenie - było to jeśli dobrze pamiętam ok 200 zł miesięcznie brutto
            za każdy miesiąc. W końcu sporządzenie wniosku a następnie raportu to też ciężka
            praca, za którą wypadałoby coś dostać. Tyle, że to było mniej niż 20% kosztów.

            Są też granty, w których by przeprowadzić badania należy zatrudnić dodatkową
            osobę - to też rozumiem. Nie rozumiem tylko mentalności "skoku na kasę",
            praktykowaną przez niektórych. Zarabiać kokosy to się powinno na grantach
            unijnych, a nie na krajowych. Krajowe mają służyć jako trampolina do osiągnięcia
            sukcesów naukowych, a tym samym możliwości sięgnięcia po pieniądze unijne i nie
            tylko.
    • niewyspany77 nie ma co sie dziwic 23.12.09, 13:48
      ile wasz uni daje do reki stypendium i czy maja wszyscy? to sa kluczowe pytania.
      pytania pomocnicze to takie, czy np obecnie jest jakas alternatywa dla typowego
      absolwenta ekonomii niz bezrobcie, wzglednie praca poza zawodem?

      zalozenie, iz na doktorat obecnie ida absolwenci, ktorzy autentycznie widza sie
      w nauce (czy dydaktyce) jest co najmniej bez sensu. to wynik patologii rynku
      pracy i tez bezsensownego naboru na III stopien. tak fla, Twoja uczelnia tez nie
      jest cacy. dla mnie 50% dziennych pracujacych to absolutnie normalne.
      • hatchet01 kwestie finansowe 23.12.09, 14:50
        wcale mnie nie dziwi, że ludzie wybierają etat, niż stypendium. sam
        zrezygnowałem ze stypendium dr. na etacie + prywata miałem znacznie wyższe
        dochody. w tych czasach młodzi ludzie też chcą mieć swoje auto, może i
        mieszkanie, a na pewno się rozerwać. 1050 zł stypendium tego raczej nie zapewni.
        jest ono też wypłacane tylko przez 10 miesięcy. a z etatu cały roczek dochody
        płyną. lekiem tej sytuacji byłoby zapewne zwiększenie kwoty stypendium, ale
        dział science fiction to chyba nie tutaj :)
      • flamengista Re: nie ma co sie dziwic 23.12.09, 15:27
        Oficjalnych danych nie mam, ale w oparciu o to co dowiadywałem się 1,5 roku
        temu, gdy kolega myślał o doktoranckich u nas, to:
        - stypendia nie są oczywiście dla wszystkich, bo przyznaje się je za wyniki w
        nauce (!)
        - w związku z tym nie ma ich od pierwszego roku, dopiero na drugim;
        - w momencie gdy pytałem mowa była o śmiesznych kwotach, rzędu 400-500 zł
        miesięcznie. Mam nadzieję, że to podwyższyli.

        Może się nie zrozumieliśmy - ja nie sądzę, że moja uczelnia "jest cacy". Ja po
        prostu twierdzę, że te 50% to norma, ale może być i więcej. Przecież nie każdy w
        ankiecie chciał się tym chwalić, więc wynik może być zawyżony.

        Ja twierdzę, że na doktoranckich pracujących powinno być i z 75%, bo nabór jest
        zbyt duży a dorośli ludzie nie będą wiecznie na garnuszku rodziców. Natomiast
        pozostałe 25% najlepszych powinno mieć godne stypendia doktoranckie. To, co jest
        obecnie to żart. Gdyby nie etat na uczelni w ogóle bym nie myślał o pracy
        naukowej. Podobnie moi koledzy-asystenci.
        • niewyspany77 ale to nie jest wcale problem 23.12.09, 15:52
          ja uwazam ze to, czy pracuje 5%, czy 95% to jest szczegol. przyznanie
          "solidnych" stypendiow tez niec nie da. system w ktorym napisanie najlepszej
          pracy na roku nie gwarantuje pracy na uczelni jest idiotyzmem. daj doktorantowi
          2500 do reki, wypusc go na rynek pracy za 2500 brutto na reke. Ty proponujesz
          grubsze szklo klosza dla doktoranta, a ja Ci mowie ze to sie w ostatecznej
          kalkulacji wogole nie oplaca.
        • eeela Re: nie ma co sie dziwic 23.12.09, 21:46
          > Oficjalnych danych nie mam, ale w oparciu o to co dowiadywałem się 1,5 roku
          > temu, gdy kolega myślał o doktoranckich u nas, to:
          > - stypendia nie są oczywiście dla wszystkich, bo przyznaje się je za wyniki w
          > nauce (!)
          > - w związku z tym nie ma ich od pierwszego roku, dopiero na drugim;
          > - w momencie gdy pytałem mowa była o śmiesznych kwotach, rzędu 400-500 zł
          > miesięcznie. Mam nadzieję, że to podwyższyli.


          Ale gdzie, o czym ty Flamengisto mówisz, że niby tak w całym kraju? No nie za
          bardzo. Na UW w każdym razie jakieś grosze powyżej tysiąca miesięcznie od
          pierwszego roku włącznie przez cztery lata z rzędu. Tak było pięć lat temu,
          kiedy kończyłam studia magisterskie, tak jest i teraz.
          • flamengista nie w całym kraju, 23.12.09, 23:34
            tylko u nas. Takie info dostałem wtedy od pań zajmujących się doktoranckimi.
            Stawka mnie poraziła, pytanie czy to prawda. Bo stawka "tysiąc z groszami"
            pojawia się bardzo często jako wysokość stypendium doktoranckiego. Pewnie wynika
            z dotacji ministerialnej.
        • pfg Re: nie ma co sie dziwic 23.12.09, 23:24
          flamengista napisał:

          > - stypendia nie są oczywiście dla wszystkich, bo przyznaje się je
          > za wyniki w nauce (!)
          > - w związku z tym nie ma ich od pierwszego roku, dopiero na drugim;
          > - w momencie gdy pytałem mowa była o śmiesznych kwotach, rzędu 400-
          > 500 zł miesięcznie.

          Fla, a tobie się nie pomyliło stypendium za wyniki w nauce ze
          stypendium doktoranckim? To pierwsze przysługuje doktorantom z tego
          tytułu, że są studentami - i faktycznie od drugiego roku, ale za to
          bez rozróżnienia, czy jest się na studiach stacjonarnych, czy nie,
          czy ma się prawo do stypendium doktoranckiego, czy nie. Wydziały mogą
          sobie uchwalać wewnętrzne regulaminy, u nas na wniosek doktorantów
          uchwalono regulamin bardzo skomplikowany, gdzie oprócz ocen z
          egzaminów, liczą się publikacje (IF/(współautorstwo w skali
          logarytmicznej)), konferencje etc.

          To drugie, czyli stypendium doktoranckie, przysługuje studentom
          studiów stacjonarnych, od pierwszego roku, którzy nie pracują na cały
          etat lub w wymiarze równoważnym i którzy spełniają ustalane przez
          wydział kryteria (u nas na I roku jest to ocena z postępowania
          kwalifikacyjnego). To stypendium wynosi 1000+ PLN - u nas chyba 1200
          przed i 1500 po otwarciu przewodu doktorskiego.

          A mamy też międzynarodowe studia doktoranckie. Tam doktorant dostaje
          3000 PLN. No kiddin' Finansowane z grantu europejskiego,
          administrowanego przez FNP www.mpd.if.uj.edu.pl/index.html

          W ogóle to u nas na wydziale jest cała masa studiów doktoranckich, bo
          to duży wydział jest. Ale na tych najważniejszych, czyli na fizyce i
          informatyce, jest tak: na studiach doktoranckich z fizyki nie pracuje
          prawie nikt, na studiach doktoranckich z informatyki (stacjonarnych!)
          pracują prawie wszyscy. Ja kiepsko widzę przyszłość częśści z tych
          doktoratów, no, ale ci ludzie chyba po prostu postanowili "sobie
          postudiować".




          Mam nadzieję, że to podwyższyli.
          >
          > Może się nie zrozumieliśmy - ja nie sądzę, że moja uczelnia "jest
          cacy". Ja po
          > prostu twierdzę, że te 50% to norma, ale może być i więcej.
          Przecież nie każdy
          > w
          > ankiecie chciał się tym chwalić, więc wynik może być zawyżony.
          >
          > Ja twierdzę, że na doktoranckich pracujących powinno być i z 75%,
          bo nabór jest
          > zbyt duży a dorośli ludzie nie będą wiecznie na garnuszku rodziców.
          Natomiast
          > pozostałe 25% najlepszych powinno mieć godne stypendia
          doktoranckie. To, co jes
          > t
          > obecnie to żart. Gdyby nie etat na uczelni w ogóle bym nie myślał o
          pracy
          > naukowej. Podobnie moi koledzy-asystenci.
          >
          • flamengista właśnie z tego wynikało 23.12.09, 23:38
            że stypendiów doktoranckich jako takich nie ma. Były tylko stypendia za wyniki w
            nauce. Nie chciało mi się w to wierzyć, więc spytałem o to dwa razy.

            Może od tego czasu się to zmieniło.
            • flamengista stypendium już jest, ale... 23.12.09, 23:49
              przysługuje dopiero od drugiego roku, w wysokości 1044 złotych miesięcznie,
              wymagana średnia ocen powyżej 4,5, badania naukowe i dydaktyka w ramach obowiązków.
    • sendivigius Re: Doktoranckie u nas - ciekawe wyniki 23.12.09, 18:18
      flamengista napisał:

      > Na II i III roku studiów (zaoczni) określoną tematykę rozprawy ma
      ok 50% studentów. Reszta ma "ogólny pomysł", a często i pomysłu nie
      ma.


      A KTO ich na ten III rok wpuscil?
      • gryzikiszka Re: Doktoranckie u nas - ciekawe wyniki 24.12.09, 12:06
        Z punktu widzenia doktoranta (stypendiowanego): jasne, że pracujemy, a co mamy robić? Nie da się przeżyć za 1030 zł. Chyba, że się je sam chleb przez cztery lata. Same studia też są przecież kosztowne: książki (w tym materiały potrzebne do dydaktyki), nauka języka (uczelnia nie zapewnia bezpłatnego lektoratu, ale wymaga przecież zdania egzaminu), konferencje - te dwie ostatnie rzeczy są trochę dofinansowane, ale i tak trzeba sporo dołożyć. Na pracy naukowej odbija się to po prostu fatalnie...
        Pewnym rozwiązaniem byłoby zapewnienie nam jakiegoś zaplecza socjalnego - na uczelni można się ubezpieczyć zdrowotnie (ale z opowieści wiem, że są problemy w praktyce), ale nie da się odprowadzać pozostałych składek. Ja bym już zrezygnowała z pracy na etaciem i została przy samej pracy w grancie, ale boję się utraty tych składek... Z drugiej strony, gdybyśmy byli pracownikami, to stypendia trzeba by zamienić na pensje, czyli odprowadzić podatki i na rękę zostałoby kilkaset złotych...
        • paradygmat.poznawczy Re: Doktoranckie u nas - ciekawe wyniki 24.12.09, 12:30
          gryzikiszka napisała:

          > Z drugiej strony, gdybyśmy byli pracownikami, to stypendia t
          > rzeba by zamienić na pensje, czyli odprowadzić podatki i na rękę zostałoby kilkaset złotych...

          Stawka minimalna dla asystenta to 1740, więc na rękę wyjdzie więcej niż kilkaset złotych.
          U nas wszyscy doktoranci pracują, na 7/8 etatu żeby mieć też stypendium, albo dorywczo na umowy-zlecenia. Faktem jest, ze przez to wielu nie kończy doktoratów, bo przemysł oferuje im znacznie lepsze płace...
        • chilly Re: Doktoranckie u nas - ciekawe wyniki 24.12.09, 12:34
          W ustroju słusznie minionym, w latach 70. poprzedniego stulecia,
          stypendium doktoranckie wynosiło 3ooo zł (studenckie socjalne - 1200
          zł). Pensja adiunkta wynosiła wówczas, o ile pamiętam, ok. 5,6 tys.
          zł. Do tego praktycznie wszyscy (przynajmniej w moim instytucie)
          korzystali ze "zleconych", które były formą zapłaty za realizowane w
          ramach swojej pracy doktorskiej zamówienie rządowe czy inne. Te
          zlecone mogły wynieść do 50% stypendium (pensji), ale rektor mógł
          podwyższyć ten limit do 70%. Praktycznie wszyscy mieli te 70%, co
          oznaczało comiesięczny dodatek (również w wakacje) 2100 zł; razem ze
          stypendium - 5100 zł. Nie najgorzej, ale tyle wynosiły wówczas
          koszty wynajęcia dwupokojowego mieszkania w Warszawie. Dopiero na
          przełomie lat 70/80. wprowadzono możliwość zamieszkania doktoranta z
          żoną i dzieckiem/dziećmi w jednym pokoiku w akademiku (studenci mieli
          tę możliwość już wcześniej!). I to był ten raj! Za pokój 2 x 120 zł =
          240 zł miesięcznie, a za resztę można było nie tylko żyć, ale nawet
          kupić czasami książkę!
          • bumcykcyk2 Re: Doktoranckie u nas - ciekawe wyniki 25.12.09, 00:51
            Chilly, ale wtedy w ogóle studiowało niecałe 8% populacji, a etat asystencki na
            uczelni oferowano już naprawdę nielicznym! U mnie na bardzo duży kierunek były
            to 1-2 miejsca rocznie. To i można było płacić odpowiednio. Zresztą i stypendia
            socjalne dla studentów były wtedy godziwe, ale powtarzam, dotyczyło to
            stosunkowo małej liczby osób. Dostać się na studia nie było łatwo. Dziś jest
            masówka, również na doktoranckich i stąd te zjawiska.

            @ Flamengista
            Za 1030 zł stypendium ja również bym dzisiaj nie kiwnął palcem w kierunku pracy
            na uczelni. Etat, nawet głodowy, to była dla mnie podstawa czegokolwiek.
            Zresztą, zważywszy na wysokość kapitału początkowego los obszedł się ze mną
            łaskawie - pensja starczała na parę baków paliwa i dwa obiady w restauracji, a
            zus naliczył od tego niewiele mniej niż składki za kolejne 8 lat od sporo
            większej pensji :P
            • chilly Re: Doktoranckie u nas - ciekawe wyniki 25.12.09, 10:35
              Masz rację. Dodałbym do Twojej wypowiedzi, że wówczas, aby dostać etat
              na uczelni, trzeba było mieć pozytywną opinie POP (Podstawowej
              Organizacji partyjnej - partii wiadomej). Co w praktyce oznaczało
              konieczność przynależności do PZPR. Dopiero z początkiem lat 80. trochę
              poluzowano.
              A swoja drogą uważam, że doktorant to pracownik, nie student. W życiu
              już potem tak aktywnie nie pracowałem (ta terminowość obrony pod groźbą
              zwrotu stypendium), choć nie uważam się za lenia.
              • joannah31 Re: Doktoranckie u nas - ciekawe wyniki 26.12.09, 11:08
                Mogłabym się pomęczyć te cztery lata za 1030 zł, gdybym miała
                gwarancję zatrudnienia na uczelni. Ponieważ nikt mi takiej gwarancji
                dać nie mógł i nie może, a lata lecą, uważam, że decyzja o podjęciu
                pracy zawodowej była b. dobra. Po za tym nie po to kończyłam studia
                żeby mnie mąż utrzymywał.
                A doktorat oddałam w terminie.
                Można?
                • chilly Re: Doktoranckie u nas - ciekawe wyniki 26.12.09, 12:46
                  Można, choć czasami jest trudno. Zwłaszcza w naukach eksperymentalnych.
                  Chyba, ze warsztat pracy już gotowy (np. prace z krystalografii to dziś
                  samograj). Jest jeszcze kwestia publikacji. Dwa lata na uzyskanie
                  jakichś (!) wyników, napisanie artykułu i jego opublikowanie, to razem
                  ze 3 lata. A powinno być ich kilka.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka