Dodaj do ulubionych

Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym.

11.06.10, 19:50
Witam

Chciałem poruszyć zagadnieinie wieloetatowości w szkolnictwie
wyższym. A mianowicie, dlaczego nie jest zakazana praca na wielu
etatach? Wydaję mi się się, że to zachowanie nie jest etycznie
dobre. Dlaczego jeden delikwent, który jest zatrudniony na
państwowej uczelni, zabiera dodatkowo innym naukowcom etat na
prywatnych uczelniach. Poza tym taki wieloetatowiec po pracy
dydaktycznej na kilku uczelniach jest zmęczony i nie może efektywnie
pracować naukowo, przez co polska nauka leży i kwiczy.

pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • zimnozimno1 Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 11.06.10, 21:55
      z czegos rachunki trzeba placic.gdyby wprowadzili taki zapis: mozesz
      pracowac tylko na jednej uczelni- ktora bys wybral? panstwowa czy
      prywatna? nie oszukujmy sie-nawet gdy nie jestes materialista,a masz
      rodzine na utrzymaniu wybierasz ta gdzie wiecej placa-czyli
      prywatna. Uczelnia panstwowa traci pracownika, ktorego sama
      wyksztalcila (i oplaciles Ty-z podatkow), w efekcie na panstwowych
      uczelniach deficyt, a polska nauka zaczyna jeszcze bardziej lezec i
      kwiczec. Taki zapis-sens-gdy zarobki z pryw=panst. Tak nigdy nie
      bedzie.
    • dala.tata Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 11.06.10, 22:02
      a dlaczego mielibysmy tego zakazywac? dlaczego to mialoby byc nielegalne?

      dziiaj sprawa jest prosta. z jednego etatu adiunkta ciezko sie utrzymac. jednak
      z czasem to sie zmieni. juz dzisiaj silne prywatne uczelnie wymagaja tego, by
      byc u nich na pierwszym etacie.

      mysle, ze za pare lat zaczna wymagac silniejszej lojalnosci i pracy na jedym
      etacie, szczeoglnie wsrod profesorow. jesli chcesz studiowac u prof. X, musisz
      przyjsc do uczelni A. i nigdzie indziej nie postudiujesz u niego, nie napiszesz
      doktoratu itd itd. oczywiscie to bedzie wymagalo odpowiednich pensji, jednak
      mysle ze to sie uczelni opaci, szczegolnie przy nadchodzacym nizu.

      wymog jednego etatu u asystenotw bylby nieporozumieniem. wymog jednego etatu u
      adiunktow mniej, ale to i tak powinna byc kwestia polityki uczelni, a nie zakazu.
      • niewyspany77 Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 11.06.10, 22:36
        > wymog jednego etatu u asystenotw bylby nieporozumieniem. wymog jednego etatu u
        > adiunktow mniej, ale to i tak powinna byc kwestia polityki uczelni, a nie zakaz
        > u.

        dala, asystentow? wieloetatowosc adiunktow ok, ale asystentow?
        • dala.tata Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 11.06.10, 23:13
          a co za roznica, czy asystent bedzie mial 4 etaty? jaka to strata dla uczelni?
          • niewyspany77 Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 11.06.10, 23:29
            nie, no ja nie o tym. po prostu asystent n-etatowiec to zjawisko unikatowe.
            mniejsza z tym.
            • dala.tata Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 11.06.10, 23:38
              to znaczy ja znam asystentow dorabiajacych. pytanie bylo o zakaz i si edo tego
              odnosze. nie widze celu zakazywania pracy dodatkowej asystentom, jesli ze
              wszystkim sobie daja rady.
    • rhayader.pl Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 11.06.10, 22:26
      wyksztalciuch_3 napisał:

      > Wydaję mi się się, że to zachowanie nie jest etycznie
      > dobre. Dlaczego jeden delikwent, który jest zatrudniony na
      > państwowej uczelni, zabiera dodatkowo innym naukowcom etat na
      > prywatnych uczelniach. Poza tym taki wieloetatowiec po pracy
      > dydaktycznej na kilku uczelniach jest zmęczony i nie może efektywnie
      > pracować naukowo, przez co polska nauka leży i kwiczy.

      Jak widzisz, jest to oczywiste dla wszystkich, tylko nie dla samych pracowników uczelni. Jest taka prosta zasada: jak komuś się pozwoli żłopać z dwóch koryt, a nie z jednego, to chyba łatwo przewidzieć, że skorzysta z tej okazji?
      • ford.ka Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 11.06.10, 22:53
        Lubię te teksty o żłopaniu z dwóch koryt...
        Oczywiście, powinniśmy zdobywać rok w rok wszystkie Noble za wynagrodzenie
        znacznie poniżej tego, co dostaje w miarę obrotny pomocnik malarza.
        Humaniści za pisanie campus novels bo dla humanistów innego Nobla nie
        przewidziano. Taki pomocnik jak skończy, może jeszcze skoczyć do sąsiada i
        odmalować mu kuchnię, ale nam nie wolno, bo my mamy etykę. I pewnie
        jeszcze mamy etos. Tylko forsa nam się nie należy. Już brodaty Marx
        zauważył, że aby była nadbudowa, musi być baza, więc póki nie będzie bazy
        w postaci kasy, prosiłbym, żeby przy mnie nie bredzić o etyce w
        szkolnictwie wyższym.
        Zasada jest zupełnie inna - państwo nie wypłaca nam godziwych wynagrodzeń
        (nawet tych "zagwarantowanych" ustawą) ale za to łaskawie ogranicza nasze
        prawo do pracy jedynie do prawa do dwóch etatów i zamierza dalej je
        ograniczać, bo przecież nie pójdziemy z palnikami Bunsena podpalić
        ministerstwo.
        • popisuar Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 09:45
          Nikt Ci fordzie nie kaze pracowac na polskiej panstwowej wyzszej
          uczelni. Jesli Ci nie odpowiadaja warunki pracy i placy, to czemu
          nie zmienisz pracodawcy, tylko wybierasz nieetyczna droge dorabiania
          sie kosztem obnizki jakosci swej pracy?
          • chilly Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 09:59
            A na czym opierasz to twierdzenie? ja przypuszczam, że uczestnicy tych
            dyskusji są aktywni nie tylko na forum, że ich aktywność naukowa i
            dydaktyczna także jest powyżej średniej.
            Choć rozumiem, że w zawodach gdzie obowiązek przeplata się z
            "posłannictwem" (żeby nie powiedzieć "misją), zawsze można nawoływać do
            jeszcze większego wysiłku (czy może efektywności), nawet za mniejsze
            jeszcze wynagrodzenie.
            • popisuar Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 11:23
              Napisalem tylko, ze jak komus nie odpowiadaja warunki pracy i placy
              na panstwowej posadce w Polsce, to moze sobie poszukac pracy gdzie
              indziej. Obawiam sie tylko, ze ci, ktorzy tu najbardziej narzekaja,
              maja najmniejsze szanse na znalezienie pracy za granica (mowa o
              pracy w zawodzie nauczyciela akademickiego, a nie np. operatora mopu
              czy tez innego zmywaka)...
              • ford.ka Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 15:48
                Jak to jest, że jak komuś nie odpowiadają warunki pracy poza nauką, to
                robi związek zawodowy a potem strajk (o British Airways kiedyś słyszałeś?)
                i walczy o zmianę warunków i podwyżki, a w nauce tylko etos, etos i
                brednie.
                • dala.tata Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 16:53
                  fordzie.ka, ale czy ktos tobie indywidualnie czy tez zwiazkom zawodowym na
                  uczelniach zabrania strajkowac? strajkujcie, at your peril! strajk na uczelniach
                  dzisiaj ma tak male szanse na powodzenie i tak wielkie na to, zeby sie obrocic
                  przeciwko strajkujacym, ze tylko kompletny kretyn probowalby walczyc strajkiem.

                  nawiasem mowiac, strajk BA na razie nie zakonczyl sie powodzeniem i co rusz mowi
                  sie tu o tym, ze strajkujacym, za przeproszeniem, w dupie sie przewraca.


                  ford.ka napisał:

                  > Jak to jest, że jak komuś nie odpowiadają warunki pracy poza nauką, to
                  > robi związek zawodowy a potem strajk (o British Airways kiedyś słyszałeś?)
                  > i walczy o zmianę warunków i podwyżki, a w nauce tylko etos, etos i
                  > brednie.
                  • ford.ka Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 21:10
                    Byłbym szczerze wdzięczny za czytanie ze zrozumieniem.
                    Tyle właśnie napisałem - wszyscy inni mogą strajkować, choćby robili to w
                    sposób samobójczy jak pracownicy BA, i spotykają się z co najmniej
                    życzliwą obojętnością, bo przecież walczą o swoje, a takich, którzy by
                    uważali, że płaci się im zbyt dużo na tym świecie wielu nie ma. Ale nam
                    nie wolno, bo my mamy etos.
                    A strajk na uczelniach ma zerowe szanse na powodzenie, bo zamieszkują je
                    stada dyplomowanych owiec, które boją się własnego cienia. Beee!!!!
                    • dala.tata Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 22:37
                      to nieprawda ze pracownicy BA spotykaja sie z obojetnoscia. spotykaja sie raczej
                      z niezyczliwa nieobojetnoscia. jak napisalem, co rusz ich sie krytykuje, ze za
                      chwile nie bedzie Briitsh Airways. wystrajkuja bankructwo.

                      strajk na uczelniach nie ma nic wspolnego z dyplomowanymi owcami, ale z
                      postrzeganiem nauki w spoleczenstwie. a to jest, jak widac chocby na forach GW,
                      dosc niskie.
                      • adept44_ltd Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 13.06.10, 00:04
                        ma wiele wspólnego z owcami... otóż ludzie, którzy mają coś na sumieniu (a mają,
                        i to spora część) nie będą protestować... to jasne
                        • dala.tata Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 13.06.10, 00:11
                          nie wiedzialem ze owce zazwyczaj maja cos na sumieniu!

                          adept44_ltd napisał:

                          > ma wiele wspólnego z owcami... otóż ludzie, którzy mają coś na sumieniu (a mają
                          > ,
                          > i to spora część) nie będą protestować... to jasne
                          • ford.ka Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 13.06.10, 08:39
                            Co Ty wiesz o owcach... ;)
                            • chilly Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 13.06.10, 12:12
                              Ja wiem, że ostatnio za owcę robi wilk Jarek.
                          • adept44_ltd Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 13.06.10, 10:20
                            no dobra, barany...
                            • charioteer1 Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 13.06.10, 11:16
                              Przeciez wiadomo, ze owce, zwlaszcza czarne!!!
                • popisuar Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 20:14
                  Nauczyciele akademiccy maja od lat swoj zwiazek zawodowy (ZNP), wiec
                  o co Ci chodzi?
          • bumcykcyk2 Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 18:11
            Jak czytam takie mądrości jakie produkuje popisuar, to mnie chwyta kurwica.
            Najlepiej wymądrzać się z zewnątrz o "nieetyczności" i kazać ludziom pracować za
            grosze, a najlepiej w ogóle społecznie -wzorem nieocenionej Siłaczki.

            Kilka przykładów z brzegu. Koleżanka ma parkę noworodków - Panie do opieki nad
            nimi zażyczyły sobie od 3 do 4 tysięcy miesięcznie. Ta, która zaśpiewała 4
            tysiące, oferuje pracę od 9 rano do 15.30 (!). Żłobek państwowy ma terminy za 2
            lata, a prywatny najtańszy 1500 zł miesięcznie. Ogólnie stawka za niańczenie
            dzieci wynosi 20 zł netto/godzina plus ew. prowizja agencji (o ile Pani będzie
            rekomendowana z agencji). Przy dwójce maluszków wychodzi -już z prowizją agencji
            i ze zniżkami- 40 zł netto za godzinę opieki. I teraz uwaga - 40 zł netto za
            godzinę płaci pracownikowi naukowemu z zewnątrz z tytułem doktora szacowna
            uczelnia państwowa - Akademia Obrony Narodowej!
            .

            O czym tu w ogóle dyskutować? Zamiast pleść bzdury Panie popisuar, zmierz się
            Pan z realnym życiem. Chcesz Pan zredukować pensje naukowców do zarobków
            opiekunek do dziecka?

            To jest jakiś szczyt cymbalstwa, że jak ktoś jest naukowiec to ma żyć misją,
            żywić się korzonkami i prestiżem, a dodatkowo głosić wszem i wobec apoteozę
            swego szczęścia.
            • adept44_ltd Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 18:35
              jak się żyje na koszt podatnika australijskiego i dorabia chałturami na uczelni,
              to można głosić poglądy w stylu popisuara... ;-)
              • popisuar Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 20:26
                Ja zyje na koszt podatnika portugalskiego. Ale tez duzo daje z
                siebie, aby ow podatnik mial ze mnie korzysci...
                I widze, ze znow adept ma tylko pseudoargumenty typu ad
                personam
                ...
                • adept44_ltd Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 21:05
                  Lesiu, napisz, co takiego zrobiłeś dla poprawy życia podatnika portugalskiego?
                  jak to skorzystał on z twojego wysiłku? napisz!!!
                  • popisuar Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 13.06.10, 10:04
                    A co ty adepcie zrobiles w zyciu dla polskiego podatnika, na
                    ktorego koszt zyjesz od lat, od momentu pojscia do szkoly (jak nie
                    wczesniej)?
                    • adept44_ltd Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 13.06.10, 10:23
                      wykształciłem mu mnóstwo dzieci na przykład...

                      a przede wszystkim - nie odpowiada się pytaniem na pytanie, pojął?
                      • popisuar Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 13.06.10, 11:47
                        Wyksztalciles mnostwo niezatrudnialnych bezrobotnych z
                        dyplomami. GRATULUJE!
                        • adept44_ltd Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 13.06.10, 11:49
                          niewiele o tym możesz wiedzieć... myślę, że nawet gdyby tak było, to i tak jest
                          to lepsze od twojego pasożytnictwa... wyłączam się, miłego dnia!
                          • popisuar Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 13.06.10, 11:51
                            Jakiego "pasozytnictwa"? Jak moze pisac o pasozytnictwie ktos, kto
                            nigdy sie w zyciu nie splamil praca w sektorze "nieuspolecznionym",
                            czyli poza budzetowka?
                            • adept44_ltd Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 13.06.10, 11:53
                              jesteś Lesiu podwójnym półgłówkiem, co w efekcie nie daje zresztą całej główki -

                              praca nie jest pasożytnictwem...,poza tym cały czas plamię się również pracą w
                              sektorze nieuspołecznionym, masz tu 60 centów i kup sobie cukierki, ale nie pisz
                              więcej.
                              • popisuar Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 13.06.10, 16:24
                                I znow stac cie tylko na chamskie ataki [i]ad personam,[/i]
                                adepcie?
                                Jedyna twoja zasluga to zwiekszenie ilosci bezrobotnych absolwentow.
                                Nie widze tu zadnego powodu, aby sie tym chwalic!
                      • popisuar Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 13.06.10, 11:49
                        PS: Jednym z najskuteczniejszych chwytow erystycznych jest wlasnie
                        uzywanie pytania zamiast odpowiedzi...
                        • adept44_ltd Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 13.06.10, 11:51
                          re PS

                          w twoim przypadku skuteczność = 0... i tak wszyscy cię znają i wiedzą, co
                          reprezentujesz, żadna erystyka nie ukryje pustki...

                          buzia w czółko o szoruj do biblioteki pouczyć się trochę!
                          Louder Than Bombs...
                          • popisuar Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 13.06.10, 16:25
                            Skutecznosc u mnie jest bardzo wysoka, szczegolnie jesli chodzi o
                            wyniki mej pracy!
                            I nie sadze, aby wszyscy mnie znali!
                            • adept44_ltd Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 13.06.10, 16:35
                              ?
                              • popisuar Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 15.06.10, 08:49
                                ???
                                Pisz na temat, albo wcale, ADEPCIE!
            • popisuar Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 20:24
              A czy ja Ci kaze pracowac w Polsce za grosze? NIE! Ja
              tylko napisalem, ze naprawde dobrzy polscy naukowcy znajda sobie
              prace poza Polska, albo tez w Polsce, ale w sektorze prywatnym.
              Narzekac beda (az do emerytury i nawet dluzej) tylko ci, ktorzy
              nie maja szans na emigracje badz na zmiane zawodu.
              Ale takie
              sa prawa rynku pracy
              . Jak wiadomo z rynkiem walczono dosc
              skutecznie w PRLu, i wiemy tez co z tego wyniklo: wlasnie owe nedzne
              place w panstwowym sektorze edukacji wyzszej...
              Ja chce zas tylko UREALNIC i UNORMALNIC sytuacje w polskiej nauce.
              Niech o placach naukowcow decyduje wreszcie rynek, a nie
              urzedasy ministerialni. Niech dobrzy naukowcy otrzymaja wreszcie
              dobre pensje
              , niezaleznie, czy sa oni "tylko" magistrami, czy
              tez "az" prof. zw. dr hab. A marni naukowcy niech dalej dostaja
              marne pensyjk
              i, niezaleznie od tytulow i stazu pracy, najlepiej
              w wysokosci zasilku dla bezrobotnych, gdyz na wiecej to oni na pewno
              nie zasluguja.
              Niech sie wreszcie w nauce polskiej liczy wiedza i umiejetnosci,
              a nie znajomosci!

              lech.keller@gmail.com
    • niewyspany77 Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 11.06.10, 22:41
      lekko mi cisnienie podnosi wieloetatowosc, ale... w sumie nie mam na to wplywu.
      maksymalnie mnie za to wkurwia fakt, ze ktos zrobil habilitacje na podstawie 6
      artykulow, odpowiednio za 6,4,4,2,0,0 pkt. No, ale dorobek "dydaktyczny" taki,
      zeee jaaaa pieeeeeeerrrr* (czytaj: robil pare etatow, paredziesiat dyplomantow
      rocznie).
      • bumcykcyk2 Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 18:13
        niewyspany77 napisał:

        > lekko mi cisnienie podnosi wieloetatowosc, ale... w sumie nie mam na to
        wplywu.


        Wiem, lepiej pracować na jeden etat w szkole. Twoje poglądy są mi znane, ale
        wybacz - stanowią pewne ekstremum.
        • niewyspany77 Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 18:49
          ty mi wytlumacz jak krowie na rowie, co ma tu do rzeczy moj etat w szkole, poza
          tym, ze bardzo chetnie zmienilbym go na akademicki (jeden!).
    • adept44_ltd Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 11.06.10, 23:06
      dodam trzy rzeczy

      1. nie jest przesądzone, że komukolwiek zabiera miejsce pracy... może uczelnia
      chce mieć właśnie danego pracownika, a nie innych? przecież uczelni bardziej
      opłaca się posiadać pracownika swojego na pierwszym etacie...
      2. nie jest przesądzone, że wykończony dydaktyką, nie pracuje, znam takich,
      którzy mają dwa etaty i inne prace i robią więcej niż narzekający jednoetatowcy...
      3. no i na koniec, to naprawdę nie jest przywilej, i każdy by z tego
      zrezygnował, gdyby inaczej zarabiał w 1. miejscu pracy...
    • mr.mud Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 08:13
      jedna rzecz to wieloetatowość, a 2 to prawo pracy zgodnie z ktorym podobno
      maksymalny wymiar dobowej pracy wynosi 12 godzin. Jak się to ma do
      wieloetatowości ?? bo dla jednoetatowcow to oznacza obostrzenia w ilości
      roboczogodzin przepracowanych w grantach.

      Np. Właśnie ok 1 mln euro mój dziekan kochany odebrał naszemu zespołowi nie
      zgadzając się na wykonanie grantu, na który wygraliśmy konkurs, jako podstawę do
      decyzji podał ilość naszych nadgodzin w pracach do tej pory wykonywanych...

      Zatem jak to wygląda z punktu widzenia prawa pracy. Przecież nominalnie 2 etaty
      = 16 godzin...
      • adept44_ltd Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 09:42
        ???

        Zatem jak to wygląda z punktu widzenia prawa pracy. Przecież nominalnie 2 etaty
        = 16 godzin...

        skąd to wziąłeś???
        • mr.mud Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 11:47
          ze szkolenia w zakresie BHP na którym m.in. Pan prawnik szanowny coś takiego
          opowiadał :), oraz właśnie z tłumaczenia władz zwierzchnich dlaczego nie możemy
          wykonywać tego projektu
          • adept44_ltd Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 12:45
            a słowo pisane kolega rozumie? pytałem, jak wyszło, że dwa etaty to 16 godzin
            dziennie???
            • mr.mud Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 13:09
              zastanawiam się czy czegoś nie rozumiem, zatrudnienie, i tzw stosunek pracy
              określa czas pracy. Chyba jest to 8h /dobe plus nadgodziny. Tzn pełen etat -
              dlatego 2 pełne etaty to 16 godzin, chyba że się o tym zapomniało i się biega od
              biurka w państwowej do prywatnej co jest tzw. zerwaniem stosunku pracy i co
              objęte jest konsekwencjami podobno. Jest inna możliwość? pomijając umowę
              zlecenie o3wiście.
              • adept44_ltd Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 13:15
                hm, a kolega pracuje na uczelni?
                • mr.mud Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 13:21
                  tak, pracuję. Wiem do czego zmierzasz. Zwracam tylko uwagę na fakt, ze państwowe
                  molochy często same sobie nakładają różnej maści ograniczenia.

                  • adept44_ltd Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 13:40
                    no to jeśli państwowy moloch nałożył ci ograniczenie, to masz pecha... choć czas
                    pracy na uczelni reguluje ustawa o szkolnictwie wyższym i wg niej to są tylko
                    godziny dydaktyczne + 25 % (na więcej pracownik musi się zgodzić), więc nie
                    wiem, jak to jest..., co więcej, jak sobie przypomnę swoją umowę na prywatnej
                    uczelni, to mam tam dokładnie określony wymiar etatu..., więc nie ma tu żadnego
                    problemu w typie, o którym piszesz... nieco podejrzewam, że ktoś może wam bzdury
                    mówić, ale, kto to wie...
      • flamengista żartujesz 12.06.10, 22:42
        Zabrał pieniądze z grantu i to niemałe (1 mln €), bo uczelnia musiałaby wam za
        dużo zapłacić? BTW: zapłacić nie ze swoich pieniędzy...

        Dziwnie te granty macie rozliczane.
    • popisuar Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 09:41
      Musisz zrozumiec, ze wyzsze uczelnie w Polsce istnieja nie dla
      studentow, a dla pracownikow naukowo-dydaktycznych tychze uczelni.
      Uczelnie prywatne powolano zas jako dodatkowe zrodlo dochodu dla
      pracownikow naukowo-dydaktycznych uczelni panstwowych.
      • chilly Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 10:04
        To może zacytuję wyniki badań McKinseya (z książki A. Salchera pt.
        "Utalentowany uczeń i jego wrogowie", s. 67):
        W najlepszych systemach edukacji szkolnej na świecie:
        - nauczyciele należą do dziesięciu procent najlepszych na swoim
        kierunku studiów,
        - zawód nauczyciela postrzegany jest przez studentów jako jedna z
        trzech najbardziej atrakcyjnych możliwości zrobienia kariery,
        - jeden z dziesięciu kandydatów ubiegających się o posadę nauczyciela
        zostaje rzeczywiście przyjęty.
        • popisuar Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 10:38
          To chyba nie bylo o Polsce?
    • sendivigius Divide et impera 12.06.10, 11:58
      Przyczyna wieloetatowosci jest banalna i czysto polityczna. Chodzi o
      to aby spacyfikowac srodowiska akademickie dajac im dodatkowa kase
      pod stolem; na sposob etycznie watpliwy tym samym zamykajac gebe i
      zyskujac posluszenstwo we wszystkich innych sprawach. Jest potrzebne
      aby srodowisko skakalo jak piesek cyrkowy bo opinia publiczna w
      Polsce jest tak urabiana ze pantentowany matol byle mial tytul moze
      gadac na kazdy temat, (przyklady pomine aby nie wywolywac watkow
      pobocznych), gdyz w "dyskusji po polsku" koronnym argumentem jest
      argument z autorytetu. Nie trzeba szukac przykladow daleko, na tym
      forum ich obfitosc. Jest po poklosie Polski szlacheckiej: sluchac
      kmioty - Pan mowi.

      Argument, ze nie mozna pracownikom akademickim zabraniac pracy w ich
      wolnym czasie jest calkowicie balamutny, bo zakaz pracy dla
      konkurencji i wynoszenia materialow z firmy na inny uzytej jest
      standardem we wszystkich korporacjach i nikt nie drze szat. Nie
      wspomninajac o tym ze "wolny czas" jest tu rozumiany tak jak jest;
      nie znam ani jednego innego pracodawcy ktory by tak to pojecie
      rozumial. (pomijajac panstwowa sluzbe zdrowia, ale juz panstwowa
      edukacja jest tu bardziej rygorystyczna).

      Argument ze gdy panstwowe uczelnie tego zabronia to zostana bez
      kadry jest rownie wiarygodny jak ten ze wszyscy lekarze wyjada do
      Anglii, slysze to 20 lat i nie moge sie doczekac realizacji.

      Ja uwazam ze nie potrzeba explicite zakazywac pracy na wielu
      etatach, wystarczy rzetelnie wymagac pracy na tym pierwszym i
      bonanza sie skonczy.
      • dala.tata Re: Divide et impera 12.06.10, 12:22
        wydaje mi sie ze to wlasnie mowilem. zakaz jest niepotrzebny. taki 'zakaz'
        regulowany jest kontraktem z pracowdawca, ktory wymaga wylaczznosci
        kontraktowej, jak tu w UK. uczelnie uwazaja, ze profesor wykladajacy na innej
        uczelni wspiera konkurencje, a zatem nie pozwalaja na to (choc zasada jest
        negocjowana w wypadku part-timerow).
      • adept44_ltd Re: Divide et impera 12.06.10, 12:47
        hm, prawie na wszystko pełna zgoda, niepokoi mnie to... ;)
      • chilly Re: Divide et impera 12.06.10, 13:51
        Tę dyskusję można toczyć bez końca. Tylko po co, skoro nie my mamy
        akurat wpływ na prawo i sytuację w szkolnictwie wyższym.
        A sendiemu odpowiem, że korporacje kojarzą mi się akurat z tymi
        dziedzinami, gdzie zarabia się wieeeelokrotnie więcej niż w polskiej
        nauce.
        • dala.tata Re: Divide et impera 12.06.10, 14:09
          zupelnie sie z tym nie zgadzam. oczywiscie ze mamy! po to wlasnie idziesz na wybory.
          • chilly Re: Divide et impera 12.06.10, 19:56
            Powiedz, dala, że żartujesz... Albo może lepiej wytłumacz mi jasno, na
            którego kandydata mam głosować, aby mi się poprawiło. Bo przecież nie
            na Jarka, Bronka, Andrzeja, Grześka, drugiego Andrzeja, Janusza,
            Waldemara i kto tam jeszcze startuje. Może na Kornela - w końcu doktora
            (choć doktorów mamy w tym gronie kilku, nawet honoris causa).
            • dala.tata Re: Divide et impera 12.06.10, 20:09
              nie, nie zartuje. nie masz kandydtata, sam stan do wyborow (niespecjlanie wiem,
              co maja wybory prezydenckie do tego, jednak). i mowie to calkiem powaznie.
              jeszcze nie tak dawno dostawalem ciegi ze nie wierze w demokracje. zdaje sie, ze
              to wlasnie ja traktuje to powaznie.
      • flamengista z tym się zgodzę 12.06.10, 22:48
        "wystarczy rzetelnie wymagac pracy na tym pierwszym i bonanza sie skonczy".

        U nas właśnie zaczyna się nowy trend. Zwiększa się obowiązki pracowników: na
        przykład w ramach moich mam co roku robić objazdówki po krakowskich liceach,
        reklamując naszą uczelnię. Tych obowiązków jest oczywiście znacznie więcej, to
        tylko jeden z przykładów.

        Oczywiście za te dodatkowe obowiązki nie ma żadnej kasy. Pochłaniają za to
        mnóstwo czasu, który mógłby być wykorzystany na pracę naukową i realizację
        grantów (które przy okazji powodują, że na uczelni spędzamy więcej czasu i
        organizujemy więcej konferencji i dodatkowych eventów).

        Można powiedzieć: fajnie, bo przynajmniej ludzie będą bardziej pracować na rzecz
        głównego pracodawcy, ograniczając dodatkowe fuchy. Cały problem polega na tym,
        że są równi i równiejsi.
    • pfg Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 15:09
      Wydaje mi się, że P.T.Dyskutanci nabyli sobie drogą kupna maszynę
      czasu, cofnęli się do lat '90 i ze zgrozą dyskutują występujące
      wówczas patologie wieloetatowości. He, wtedy bywało zabawnie - o ile
      sobie przypominam, rekordzista był zatrudniony i (formalnie)prowadził
      zajęcia na 16 (szesnastu) uczelniach. Dyskutanci przeoczyli fakt, że
      komentarze ukazują się w 2010. Obecnie obowiązująca Ustawa o
      szkolnictwie wyższym nakazuje nauczycielowi akademickiemu
      zatrudnionemu na uczelni państwowej uzyskanie jawnej zgody swojego
      rektora na zatrudnienie w trzecim i każdym następnym miejscu pracy
      (Art. 129 pkt. 1). Projekt zmian przygotowywany przez min. Kudrycką
      nakazuje uzyskanie zgody już na drugie zatrudnienie i wyklucza
      możliwość zatrudnienia trzeciego; o ile się nie mylę, projekt
      rozciąga te regulacje także na uczelnie prywatne. Z kolei Art. 9 pkt
      4 Ustawy powiada, że jeden nauczyciel może być być wliczany do
      minimum kadrowego na co najwyżej dwu kierunkach studiów (a więc co
      najwyżej na dwu uczelniach), przy czym tylko raz do minimum na
      studiach II stopnia/jednolitych magisterskich.

      Piszę to wszystko, bo choć jakieś patologie związane z
      wieloetatowością na pewno istnieją, najgorsze patologie zostały
      usunięte, a Dyskutanci chyba nie zdają sobie sprawy z obowiązującego
      stanu prawnego.
      • niewyspany77 Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 18:12
        pfg, jakby nie patrzec, dwuetatowosc to tez wieloetatowosc.
        obostrzenia kurdyckiej jeszcze nie weszly, wiec mozemy pojojczec (jak wejda, to
        zapewne bedziemy sie bardziej cieszyli, ok, moze nie wyszscy).

        • adept44_ltd Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 18:37
          obostrzenia Kudryckiej? o ile się nie mylę, zrezygnowała z nich, poza tym -
          wkrótce będą zupełnie niepotrzebne, a na rynku będzie mnóstwo bezrobotnych
          pracowników nauki...
          • adept44_ltd Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 18:40
            hm, pytania są dwa:

            czy prywaciarz przetrwa?
            i czy jeszcze będzie go stać na danie dwa razy tyle?

            no i jeszcze to, o czym wspomniałem w poprzednim poście - jak będzie już
            drastyczny nadmiar pracowników (po tym, jak zaczną padać różne szkoły), czy
            będzie chciał dać tyle, jeśli ktoś się zgodzi na pracę za połowę stawki...
            • zimnozimno1 Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 19:27
              Swoja droga niezle sie robi. Gdy zdawalam na moj kierunek bylo 25
              osob na miejsce, teraz przyjmuja praktycznie wszystkich chetnych.
              Dla porownania-moja kolezanka-bardzo zdolna i pracowita, zeby sie
              dostac na wymarzony kierunek przez cale liceum chodzila dwa razy w
              tygodniu na lekcje z wybranych przedmiotow, dodatkowo kurs i zajecia
              u wykladowcy plus mnostwo samodzielnej pracy.
      • bumcykcyk2 Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 18:25
        W latach 90.tych zatrudniano jednak powszechnie na umowach o dzieło. Czułem się
        jak radio-taxi. W tych 16 formalnych etatów po prostu NIE WIERZĘ - mojej
        znajomej już przy 4 pełnym etacie ZUS wytoczył sprawę (argument że doba ma 24h
        się pojawił) i było to ładnych parę lat temu!

        Minima kadrowe wymusiły bardziej poważne podejście prywaciarzy do tematu i
        przede wszystkim dały nam zarobki przez cały rok, a nie jak było wcześniej tylko
        po stawce godzinowej (czyli za faktycznie odbyte godziny zajęć).

        Stan obecny jest w miarę korzystny, bo 2 etaty (państwowy i prywatny) pozwalają
        na jaki taki standard życia. Przeforsowanie pomysłów ministerstwa o tylko JEDNYM
        możliwym etacie spowoduje, że natychmiast odejdę z państwowego, bo nie zwykłem w
        kwiecie wieku pracować za pensję sekretarki. Prywaciarz na pierwszym etacie da
        mi wiecej niż teraz mam na dwóch.

        Uczelnie państwowe oczywiście wszystko przetrwają, włącznie z potopem i
        trzęsieniem ziemi - podobnie jak kościół katolicki, ale czy po przeforsowaniu na
        siłę jednoetatowości ich poziom się poprawi, to śmiem wątpić.
        • dala.tata Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 18:46
          i bardzo dobrze! wlasnie tak nalezy to zrobic. mysle ze bez wymuszenia
          sensownych pensji same nie przyjd.a

          bumcykcyk2 napisał:

          > Stan obecny jest w miarę korzystny, bo 2 etaty (państwowy i prywatny) pozwalają
          > na jaki taki standard życia. Przeforsowanie pomysłów ministerstwa o tylko JEDNY
          > M
          > możliwym etacie spowoduje, że natychmiast odejdę z państwowego, bo nie zwykłem
          > w
          > kwiecie wieku pracować za pensję sekretarki. Prywaciarz na
        • chilly Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 20:02
          Bumcykcyk - ja jednak tez słyszałem (legendę?) o rekordziście, który
          miał 17 (nie 16) etatów. A także o profesorze (z Poznania - nie wiem,
          czynie z akademii Ekonomicznej), który w jednym roku wypromował ponad
          300 prac (średnio - jedną dziennie).
      • chilly Re: Wieloetatowość w szkolnictwie wyższym. 12.06.10, 19:59
        Niewyspany, di- to jeszcze nie poli-.
        A do pfg - wiesz może, co z tym projektem min. Kudryckiej?
    • sendivigius A te gupie Hamerykany... 12.06.10, 20:44
      Problem wieloetatowosci jest w USA rozwiazany od strony podazowej.
      Oczywiscie sa formalne zastrzezenia w (uczelnianym) kodeksie pracy,
      ale istota jest gdzie indziej.

      W Polsce argument prywatnych uczelni byl i jest: "u nas prowadza
      zajecia nalepsi profesorowe z uczelni publicznych". I to dziala bo
      sie stwarza miraz. W USA nie bardzo ma jak dzialac i nie idzie o to
      ze najlepsze uczelnie i tak sa prywatne. Idzie o to ze kazda, nawet
      najmarniesza szkola wyzsza stara sie budowac swoj imgage. Profesor
      CalTechu co bedzie wykladal w Springfield Colege bedzie wygladal
      komicznie i nikt nie uwiezy ze to jest ten sam wyklad i ten sam
      poziom, bo przede wszystkim to nie sa ci sami studenci.

      Tak wiec malej uczelni, wsrod ktorych niektore sa calkiem przyzwoite
      jezeli chodzi o dydaktyke, wcale nie zalezy aby miec "slynnego
      profesora". Zalezy jej na tym aby pracownik nie tylko klepal
      dydaktyke ale ogolnie angazowal sie i "nalezal" do uczelni. A to
      moze robic wielu kompetentych ludzi. I tak dochodzimy do naszego
      ulubionego forumowego tematu: "habilitacji". W Polsce sie tak nie da
      bo minimum kadrowe wymaga tego stopnia, ... i koleczko sie zamyka.
      Bo "habilitowany" olewa prywatna uczelnie generalnie rzecz biorac,
      nawet pieniadze go nie przekonaja, bo nic nie zastapi swietego
      spokoju posady panstwowej. I tyle.
      • salzburg Wymyślony problem 2 etatowości 12.06.10, 21:15
        Nikt nie pracuje na 2 etatach dla przyjemności tylko z musu. Przy czym (choć
        pewnie nie ma statystyk) jest to problem marginalny i dotyczy kilku procent
        pracowników nauki (głównie zatrudnionych na uczelniach ekonomicznych - bo
        większość szkół prywatnych ma taki profil) . Większość (historyków, politologów,
        polonistów, socjologów, kulturoznawców itd.) nigdzie dodatkowo nie pracuje bo
        nie ma zapotrzebowania.
        Większość także będzie się "pazurami" trzymać uczelni publicznej, juz chocby
        dlatego, że los szkół prywatnych jest mało pewny, a i mozna zostac zwolniony w
        ciągu 5 minut (znam takich kilku rektorów, których właściciel wywalił nie
        pytając nikogo o zgodę). W uczelni publicznej jest jakaś ochrona pracowników i
        mimo że pensyjka niewielka to jednak co 1 wpływa. Czego wszytskim dyskutantom do
        emeryturki należy zyczć.
        • dala.tata Re: Wymyślony problem 2 etatowości 12.06.10, 22:38
          to nie jest wymyslony problem. to jest bardzo realny i kluczowy problem polskiej
          nauki. z tego jednak nie wynika, ze samo zjawisko jest jest w pelni zrozumiale,
          bo z czegos trzeba zyc.
          • pfg Re: Wymyślony problem 2 etatowości 13.06.10, 11:14
            dala.tata napisał:

            > to jest bardzo realny i kluczowy problem polskiej
            > nauki.

            Był. Teraz skala zjawiska jest o wiele mniejsza.
            • ford.ka Re: Wymyślony problem 2 etatowości 13.06.10, 11:28
              Zastanawia mnie, że tak pięknie tu dyskutujemy, a zupełnie nam umyka dość
              podstawowa kwestia - wieloetatowość jest wynikiem braku wysoko
              wykwalifikowanej kadry. Bo to nie jest tak, że po wysypiskach śmieci krążą
              stada głodnych doktorów habilitowanych, których potencjalne miejsca pracy
              zajęli źli wieloetatowcy, ale każdy każdy hab jest traktowany jak święty,
              którego najmniejsza cząstka wystarcza za pełnowartościową relikwię.
              • pfg Re: Wymyślony problem 2 etatowości 13.06.10, 16:36
                ford.ka napisał:

                > każdy każdy hab jest traktowany jak święty,
                > którego najmniejsza cząstka wystarcza za pełnowartościową relikwię.

                Ech, gdyby to chociaż była prawda... Ale coż, ja widać jestem z
                takiego bardzo niszowego kultu :-(
            • dala.tata Re: Wymyślony problem 2 etatowości 13.06.10, 11:31
              moze i jest mniejeszy, jednak jest nadal bardzo realny.

              pfg napisał:

              > dala.tata napisał:
              >
              > > to jest bardzo realny i kluczowy problem polskiej
              > > nauki.
              >
              > Był. Teraz skala zjawiska jest o wiele mniejsza.
      • adept44_ltd Re: A te gupie Hamerykany... 12.06.10, 21:26
        drogi Sendi, jeśli podjąłeś ten intelektualny wysiłek porównawczy i objawiłeś
        nam, jak jest w Ameryce, to może jeszcze napisałbyś nam o pensjach i warunkach
        pracy? skoro tego nie robisz, ktoś uprzedzony mógłby pomyśleć,że kieruje tobą
        jedynie resentyment, a przecież tak nie jest, prawda?
        • sendivigius Re: A te gupie Hamerykany... 12.06.10, 21:36
          Jezeli chodzi o pensje to zobacz : The Chronicle of Higher
          Education. Sa tam przekrojowe statystyki z rozbiciem na dyscypliny,
          range szkoly etc.

          Jezeli chodzi o warunki pracy to przyjedz i zobacz bo i tak nie
          uwierzysz gdy napisze.

          Aha.. i jeszcze jedno - aby zlapac posade nie wystarczy byc czyims
          zieciem, bratankiem, sasiadem, kochanka etc.
          • adept44_ltd Re: A te gupie Hamerykany... 12.06.10, 21:40
            już patrzę...
            co do ostatniego - mam doświadczenie, "łapię", nie będąc ;-)
            • sendivigius Re: A te gupie Hamerykany... 13.06.10, 13:18
              adept44_ltd napisał:

              > już patrzę...
              > co do ostatniego - mam doświadczenie, "łapię", nie będąc ;-)


              A bylo to tak:

              ...jak Rdesiński, bez doświadczenia, bez znajomości, mógł wyciąć
              starego wygę Szmajsa. Jedna brzmi tak: Rdesiński zna Rafała
              Kotomskiego, poznańskiego dziennikarza, który był
              wydawcą "Wiadomości" za rządów PiS. Kotomski zna Marka Asta, posła
              PiS z Gorzowa Wlkp., a ten jest człowiekiem Marka Kuchcińskiego,
              posła PiS, który po śmierci Przemysława Gosiewskiego w katastrofie
              lotniczej przesunął się bliżej w kolejce do ucha Jarosława
              Kaczyńskiego.

              Więcej...
              wyborcza.pl/1,87648,8000952,Jak_fotel_cudem_smierdziec_przestal.html#ixzz0qjNTxd38


              Czy ja cos mowilem Adepcie44?
              • adept44_ltd Re: A te gupie Hamerykany... 13.06.10, 14:51
                brak ci odwagi, by mówić otwartym tekstem, czy może jednak jakoś tam we wnętrzu
                ci głupio, że rzucasz insynuacjami, o choć nie wiesz, czego dotyczą...
                • sendivigius Re: A te gupie Hamerykany... 13.06.10, 17:07
                  Odwagi mi nie brak, brak mi wiedzy co do konkretnych przypadkow.

                  Zaobserwowalem nastepujace zjawisko przyrodnicze:

                  Wsrod moich znajomych w Polsce, czyli osob o ktorych sporo wiem,
                  wszyscy maja prace po takiej czy innej znajomosci, wsrod, powiedzmy,
                  drugiego kregu dalszych znajomych po znajomosci ma prace co ktorys
                  ale juz jest sporo self-made manow, natomiast wsrod ludzi o ktorych
                  osobistych korzeniach nic nie wiem, za kazdym razem jak takiego
                  poznam to okazuje sie ze swoja kariere zawdziecza tylko sobie i
                  swoim talentom.

                  Natomiast w Instytucie ktory ukonczylem w Polsce nie ma ani jednej -
                  tak - ani jednej osoby ktora by dostala prace w wyniku uczciwego,
                  otwartego konkursu.

                  Oczywiscie, to sa moje urojenia frustrata.

                  Moj drogi Adepcie, ja jestem z tej naukowej bajki, w ktorej mowi sie
                  ze jak jest rezultat to musi byc przyczyna tego rezultatu. Jezeli
                  rezultatem jest 500 pozycja najlepszego polskiego uniwersytetu to co
                  jest przyczyna? Brak pieniedzy? Przejrzyj liste dokladnie. Ja
                  twierdze ze przyczyna sa cale pokolenia polityki kadrowej w polskiej
                  nauce.
                  • dala.tata Re: A te gupie Hamerykany... 13.06.10, 18:18
                    i tak jest podejrzewam w wiekszosc polskich instytutow/zakladow/katedr. i to
                    jest - oboj wieloetatowosci - koeljny klucowy problem polskiej nauki. na skali
                    powagi, powiedzialbym, ze jest nadrugim miejscu obok nierzetelnosci. bez
                    watpienia otwarte konkursy bylyby wielkim krokiem naprzod.

                    warto jednak pamietac, ze brak konkursu nie zawsze oznacza to, ze prace dotaje,
                    syn, wujek, kuzyn tudziez inny znajomy. czasem dostaje po prostu ktos kto
                    napisal swietna prace mgr, artykul czy t.p.

                    nie udawajmy zatem jednak, ze w polsce dostaja ludzie, ktorzy sie nie nadaja do
                    tego, ale mieli znajomosci. nie udawajmy tez, ze otwarte konkursy wyeliminuja
                    wszystkie problemy. widzialem w UK za duzo ustawionych konkursow, zeby miec
                    jakiekowliek zludzenia.


                    sendivigius napisał:

                    > Natomiast w Instytucie ktory ukonczylem w Polsce nie ma ani jednej -
                    > tak - ani jednej osoby ktora by dostala prace w wyniku uczciwego,
                    > otwartego konkursu.
                    • adept44_ltd Re: A te gupie Hamerykany... 13.06.10, 19:09
                      otóż i to...

                      poza tym, o ile się nie mylę, nie ma już nigdzie zatrudniania bez otwartych
                      konkursów, inna sprawa, że najczęściej są one pod konkretne osoby.
                      • ford.ka Re: A te gupie Hamerykany... 13.06.10, 21:27
                        Pewnie przynudzam, ale wrócę do tego, co wyżej napisałem - nie ma doktorów
                        habilitowanych na naszych wysypiskach śmieci.
                        Jaka jest różnica między uczciwym a nieuczciwym konkursem, skoro nikt
                        sensowny i tak się nie zgłosi, bo na miejscu nie ma, a oferta finansowa
                        uczelni sprawia, że przeprowadzka to finansowe samobójstwo? Czy naprawdę
                        możliwość uczciwego zatrudnienia tych, których już zewsząd wyrzucono, to
                        szansa na lepszą naukę?
                        • charioteer1 Re: A te gupie Hamerykany... 13.06.10, 22:29
                          ford.ka napisał:

                          > Czy naprawdę
                          > możliwość uczciwego zatrudnienia tych, których już zewsząd wyrzucono, to
                          > szansa na lepszą naukę?

                          AHE ma ciagly konkurs i wchlania wszystkich, ktorych juz zewszad wyrzucono.
                          • ford.ka Re: A te gupie Hamerykany... 13.06.10, 22:35
                            No to już wiemy, dokąd prowadzą uczciwe i otwarte konkursy ;)
                            • adept44_ltd Re: A te gupie Hamerykany... 13.06.10, 22:41
                              czyli w sumie wychodzi, że tylko Lesio ma taki za sobą...
                          • niewyspany77 Re: A te gupie Hamerykany... 13.06.10, 23:12
                            pieprzysz
                  • adept44_ltd Re: A te gupie Hamerykany... 13.06.10, 19:07
                    brak mi wiedzy co do konkretnych przypadkow

                    hm, no to rzeczywiście masz podstawy do wydawania sądów..., ja w takich
                    przypadkach staram się nie wyrokować, choćby po to, by nie robić z siebie idioty

                    co do reszty, no ja znam parę takich osób, ale ogólnie masz rację... o ile się
                    jednak nie mylę, wszędzie jest tak, że konkursy są pod konkretne osoby...
                    również w świecie białego człowieka...

                    niemniej, w konkluzji zgodzę się z tobą, choć sądzę, że finansowanie idzie w
                    parze z kiepską polityką kadrową..., wielokrotnie zresztą o tym tu mówiliśmy, no
                    ale, jak zauważyłem, liczby raczej do ciebie nie przemawiają, lepiej poprzestać
                    na swojej wizji? nie? zupełnie jak z tym 'relatywnie' lepszym losem polskiego
                    profesora...
          • adept44_ltd Re: A te gupie Hamerykany... 12.06.10, 21:44
            hm, pensja profesorska wychodzi około 3 razy tyle, co u nas, w zasadzie nie mam
            więcej pytań...
            • sendivigius Re: A te gupie Hamerykany... 12.06.10, 21:53
              Zwroc tez laskawie uwage ze z tej pensji trzeba zaplacic ZUS,
              medyczne, FICA, podatki federalny, stanowy, miejski, splacic kredyt
              za studia, podatek katastralny i hgw. Aby porownac uczciwie trzeba
              by wymyslec dla Polski pojecie "brutto brutto" czyli wlaczyc do
              pensji to co placi pracodawca. Dodaj do tego "O" drugich etatow w
              USA, "0" nadgodzin, "nontraditional students" - to ci wyjdzie
              ostatecznie ze to nie taka Ameryka...
              • sendivigius Re: A te gupie Hamerykany... 12.06.10, 21:55
                ... a i zapomnialbym - jak uczysz na zachod od Mississippi to
                jeszcze paczke naboi na tydzien.
                • adept44_ltd Re: A te gupie Hamerykany... 12.06.10, 22:12
                  coraz bardziej mi się podoba ;-)
                  • chilly Re: A te gupie Hamerykany... 13.06.10, 12:08
                    zapomniałeś dodać, sendi, że domy w juesej są tańsze.
              • adept44_ltd Re: A te gupie Hamerykany... 12.06.10, 22:11
                wziąłem to pod uwagę, wychodzi mi cały czas około 3 razy więcej..., dotarło?
                • sendivigius Re: A te gupie Hamerykany... 12.06.10, 22:27
                  3 razy wiecej to nie wyjdzie, takie naciagane 2, ale tez gdy
                  wezmiesz z Polski gola pensje profesora.

                  Relatywnie rzecz ujmujac profesor w Polsce ma lepiej niz w
                  USA.
                  • adept44_ltd Re: A te gupie Hamerykany... 13.06.10, 00:03
                    powiedzmy 2,9 ;-), a teraz wyjaśnij, jak to ma relatywnielepiej? koszty
                    życia? hm, no, są różne, jak patrzę po Europie powoli stajemy się jednym z
                    najdroższych krajów, specyfika USA jest inna, ale myślę, że średnio nie będzie
                    aż takiego przebicia, by koszty były 3 razy większe... więc, co z tą
                    relatywnością???
                    • pfg Re: A te gupie Hamerykany... 13.06.10, 08:44
                      Koszta życia pomiędzy USA a Polską nie jest łatwo porównywać, bo w
                      różnych segmentach układa się to różnie. Jak sądzę, są specjalne
                      metodologie układania "koszyka" służącego do porównywania. Ale tak na
                      pierwszy rzut oka - domy i mieszkania (i kupno, i wynajem) są w USA
                      droższe, ubezpieczenie zdrowotne i edukacja dzieci są w USA o wiele
                      droższe, za to żywność, odzież, benzyna (transport), sprzęt RTV/AGD
                      są w USA bezwzględnie tańsze.
                    • sendivigius Re: A te gupie Hamerykany... 13.06.10, 13:35
                      Drogie w USA jest wszystko co jest pracochlonne i nie da sie
                      importowac poczawszy od fryzjera poprzez mechanika samochodowego
                      skonczywszy na lekarzu i adwokacie. Nauke coraz bardziej da sie
                      importowac.
                  • pfg Re: A te gupie Hamerykany... 13.06.10, 08:48
                    sendivigius napisał:

                    > Relatywnie rzecz ujmujac profesor w Polsce ma lepiej niz w
                    > USA.

                    No i widzisz, sendi, to tłumaczy, dlaczego w Polsce stawia się takie
                    nieludzko wysokie bariery (habilitacja!, profesura belwederska)
                    utrudniające wejście do tej elity elit.

                    Nie rozumiem tylko dlaczego paru znajomych profesorów (belwederskich)
                    co roku jeździ w wakacje na dwa miesiące do Ameryki żeby, jak
                    powiadają, tam zarobić i wydawać nadwyżkę przez 10 miesięcy w Polsce.
                    Dokładają do interesu?!
                    • adept44_ltd Re: A te gupie Hamerykany... 13.06.10, 10:24
                      może Sendiemu chodziło o relatywizm dialektyczny? jest gorzej, ale lepiej?
                    • sendivigius Re: A te gupie Hamerykany... 13.06.10, 12:15
                      pfg napisał:

                      > Nie rozumiem tylko dlaczego paru znajomych profesorów
                      (belwederskich) co roku jeździ w wakacje na dwa miesiące do Ameryki
                      żeby, jak powiadają, tam zarobić i wydawać nadwyżkę przez 10
                      miesięcy w Polsce. Dokładają do interesu?!


                      Nie rozumiesz bo zle stawiasz pytanie. Prawidlowe pytanie brzmi:
                      Dlaczego tych ci znajomi profesorowie siedza w Polsce 10 miesiecy a
                      tylko na 2 jada do USA? Chca aby im bylo zle przez 83% zycia?
                    • sendivigius Re: A te gupie Hamerykany... 13.06.10, 12:19
                      pfg napisał:

                      > No i widzisz, sendi, to tłumaczy, dlaczego w Polsce stawia się
                      takie nieludzko wysokie bariery (habilitacja!, profesura
                      belwederska) utrudniające wejście do tej elity elit.


                      100% zgody. Gdyby bylo tak jak twierdzi wielu forumowiczow to wakaty
                      by byly na wszystkich wydzialach.
                      • adept44_ltd Re: A te gupie Hamerykany... 13.06.10, 12:23
                        gdyby było tak, jak twierdzisz, w Polsce byłby jeden wielki wakat... podobnie w
                        wielu innych krajach, a jednak rzeczywistość zdaje się przeczyć takiej wizji...
                        • sendivigius Re: A te gupie Hamerykany... 13.06.10, 13:12
                          Czytasz kompletnie nieuwaznie. Ja oczywiscie uwazam ze nauka w
                          Polsce to stajnia Augiasza, ale to punkt widzenia podatnika. Ja
                          chetnie bym w tej stajni pomieszkal bo tam jest super, a Herkulesa
                          nawet na horyzoncie nie widac.
                          • adept44_ltd Re: A te gupie Hamerykany... 13.06.10, 13:16
                            nieco nie łapię, jak to się ma do poprzedniego wątku, ale w takim razie nie
                            rozumiem, co ty jeszcze biedaku robisz w tej Ameryce? albo jesteś masochistą,
                            albo ciężko harując, jeszcze nie zarobiłeś na bilet powrotny do polskiego
                            Eldorado (tfu, ta nazwa może ci się źle kojarzyć ;-)
                            • sendivigius Re: A te gupie Hamerykany... 13.06.10, 13:25
                              adept44_ltd napisał:

                              > rozumiem, co ty jeszcze biedaku robisz w tej Ameryce?


                              Codziennie sie sam siebie pytam:

                              www.youtube.com/watch?v=JsPKYB7ygM4


              • charioteer1 Re: A te gupie Hamerykany... 12.06.10, 22:52
                sendivigius napisał:

                > Zwroc tez laskawie uwage ze z tej pensji trzeba zaplacic ZUS,
                > medyczne, FICA, podatki federalny, stanowy, miejski, splacic kredyt
                > za studia, podatek katastralny i hgw.

                Sendi, to wszystko place ze swojej pensji poza kredytem za studia. Aha, podatek
                federalny i stanowy to jest w Polsce to samo, miejskiego sie tez nie placi
                osobno. Mozesz mi wyjasnic, co placi za mnie pracodawca, a o czym nie wiem?

                Aha, po ile jest paliwo u ciebie?
                • sendivigius Re: A te gupie Hamerykany... 12.06.10, 23:23
                  charioteer1 napisał:


                  >
                  > Aha, po ile jest paliwo u ciebie?


                  To zalezy gdzie aktualnie stacjonuje VI Flota.
                  • charioteer1 Re: A te gupie Hamerykany... 13.06.10, 00:50
                    sendivigius napisał:

                    > charioteer1 napisał:
                    >
                    > >
                    > > Aha, po ile jest paliwo u ciebie?

                    >
                    > To zalezy gdzie aktualnie stacjonuje VI Flota.

                    Aha, u mnie jest $5.13/gallon.
      • dala.tata Re: A te gupie Hamerykany... 12.06.10, 22:33
        sendi, to ze nie zrobiles w Polsce habilitacji, nie znaczy, ze wszystko sie do
        niej sprowadza. dzizus, tobie sie wszystko kojarzy!

        co do wylacznosci kontraktowej podobnie jest w UK. ale nie dlatego ze masz
        nalezec, ale masz nie pomagac konkurencji.
        • sendivigius Re: A te gupie Hamerykany... 12.06.10, 22:39
          Gorzej robaczku, ja nawet w Polsce doktoratu nie zrobilem - a
          Pudzian - kto wie?
          • dala.tata Re: A te gupie Hamerykany... 12.06.10, 22:40
            no to masz przynajmiej aspiracje co do swych sour grapes.

            sendivigius napisał:

            > Gorzej robaczku, ja nawet w Polsce doktoratu nie zrobilem - a
            > Pudzian - kto wie?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka