Dodaj do ulubionych

Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nędza?

04.11.10, 15:58
Witam,
Chcę się spytać jakie jest wasze zdanie na temat możliwości zarobkowych po skończeniu doktoratu w Polsce. Coraz częściej spotykam się ze stwierdzeniem ze po studiach bieda, a po doktoracie to już kompletna nędza... Wykształciuchów nie chcą zatrudniać do niewykwalifikowanych prac, a lepszych posadek jak na lekarstwo, więc bez znajomości dyplom można se schować... Ja po doktoracie jestem od roku bezrobotny, bo wolą do pracy przyjmować magistrów a najchętniej po szkołach policealnych... Czuję się dyskryminowany i gorszy od tych co pokończyli edukację w szkołach średnich. Pracy w zawodzie nie ma, do niewykwalifikowanych zajęć nikt mnie nie chce przyjąć....
Obserwuj wątek
    • panprefesur Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nędza? 04.11.10, 16:02
      TAK. Ale dzis to doktoryzowac sie mozesz takze poza Polska!
    • pfg Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 04.11.10, 16:07
      Overqualified. Czemu mnie to nie dziwi?

      Wszystkim, którym grozi znalezienie się w tej sytuacji, radzę przeczytać to:
      Po co doktorat.
    • sendivigius Byt ksztaltuje swiadomosc 04.11.10, 16:24
      Obawiam sie mlody czlowieku ze bedac z kapitalistycznego pokolenia nie znasz klasykow socjologii, z ktorych cytat jest powyzej. Na tym forum znajdziesz osoby ktore w nauce pracuja, wiec ich zdaniem, bo jest to ich dobrze pojety interes, jest przedstawiac perspektywy w rozowyych kolorach, a kazdego kto ma inne zdanie obrzucac inwektywami, wyzywac od nieudacznikow itp.. Zwaz, ze ludzie notorycznie sa nie sklonni przyznawac ze za ich kariera stoi dobry wujek lub przyjaciel kroliczka, filtruj wiec ze zdrowym sceptycyzmem opowiesci o tych co tak "sami z siebie" wicie-rozumicie, zdobyli posade. Ja na wlasne oczy nie widzialem ani jednego takiego przypadku, choc ucziwie mowie ze nie widzialem wszystkiego np. nie widzialem tez UFO ani Yeti.

      Moje zdanie na temat mozliwosci zarobkowych po skonczeniu doktoratu w Polsce jest takie ze nie nadaje sie do powtorzenia na moderowanym forum, i to takim gdzie zagladac moga nieletni. Jest gigantyczna i to w wymiarze ogolno OECD-owskim nadprodukcja osob formalnie wyksztalconych, nie inaczej w kraju. Gdy konkurencja przekraca pewien prog staje sie niemerytoryczna, inaczej mowiac cechy produktu przestaja wplywac na sprzedaz, to tez ten wyklety obecnie klasyk. Daj wiec sobie spokoj, z rozwazaniami czy jestes dobry czy nie, bo to i tak jest bez znaczenia. Liczyc mozesz jedynie na fuksa - to tez sie zdarza.

      Jesli zas fuks sie nie trafi, to ja bedac na twoim miejscu rozwazylbym jakis malowniczy i obiecujacy kraj III swiata, jak Indonezje, RPA albo Brazylie czy cos na Karaibach. A jesli potrzebne ci pieniadze na start to Chiny albo Dubaii.
      • chilly Re: Byt ksztaltuje swiadomosc 04.11.10, 17:20
        Ostatnio, mając do wyboru pracę na uczelni lub prace w szkole, coraz częściej słyszę o wybieraniu tej drugiej. Pod warunkiem możliwości jej zdobycia. Bo pensja nauczyciela dyplomowanego przekracza pensje adiunkta, no a sama posada bezpieczniejsza.
        • foofer Re: Byt ksztaltuje swiadomosc 04.11.10, 18:21
          W mojej szkole pracowały trzy osoby z doktoratem (o których wiem) i wszystkie to ukrywały. Raz, że były to śmieciowe doktoraty (jeden "eksternistyczny", drugi słynącego z jakości UMCS), a dwa, że pracownik taki w szkole postrzegany jest jako porażka z przerostem ambicji. Z drugiej strony, liceum nazywało sie "akademickie" ;)
      • pfg Re: Byt ksztaltuje swiadomosc 04.11.10, 18:35
        Sendi, czy wspominałem ostatnio, że jesteś sfrustrowany?

        Pomysł z Indonezją jest kiepski, bo Europejczycy na ogół źle adaptują się w krajach muzułmańskich. RPA - nie wiem. Brazylia natomiast może być całkiem rozsądnym wyborem i piszę to bez cienia ironii.
        • doktorfreund Re: Byt ksztaltuje swiadomosc 04.11.10, 20:09
          RPA byla kiedys OK, ale juz nie jest...
      • mr.mud Re: Byt ksztaltuje swiadomosc 07.11.10, 18:07
        kilka lat temu bym się nie zgodził, pracowałem w jednostce w której wszyscy (ok 12 osób) byli wybrani przez szefa bo potrzebował zdolnych ludzi, zatem nie było nikogo po znajomości - obecnie widzę to inaczej, po odejściu szefa na emeryturę wszyscy jesteśmy przeznaczeni na odstrzał, brakuje miejsc dla prawdziwych naukowców (czyt.. synów kadry profesorskiej) zatem trzeba nas wyredukować. I tak jak piszesz, nadprodukcja dr powoduje, ze żadne merytoryczne względy dobrze świadczące o człowieku nie są brane pod uwagę, dość wskazać te zmieniane i utajniane do samego końca warunki oceny pracownika. Sam wiem po sobie, ze harując od rana do nocy w laboratorium można po przeprowadzonej ocenie znaleźć się na ostatnim miejscu wśród punktujących adiunktów. A fakt, że się pracowało naukowo, wówczas gdy wielu kolegów utrwalało znajomości przy kielichu, robiło karierę w 3 szkole wyższej a w najlepszym przypadku pisało publicystykę pełną permutacji autoplagiatów świadczy tylko o niskiej inteligencji. Wszak to przecież współczesna dżungla, w której należy wiedzieć, co robić żeby przetrwać :)
    • larusse Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 04.11.10, 20:20
      Od razu zaznaczam, że nie jestem zbyt kompetentną osobą, żeby wypowiadać sie na temat możliwości zarobkowych po skończeniu doktoratu z uwagi na to, że rozprawy doktorskiej nie napisałam (i pewnie nigdy nie napiszę), ale pozwole sobie napisać parę słów.

      Po pierwsze: w ogóle nie rozumiem takich postów. Czytam juz któryś z kolei post typu: nie ma pracy po doktoracie; obroniłam rozprawę doktorską-jestem kasjerką... Ludzie co z Wami?! Odwaliliście kawał dobrej (ciężkiej) roboty podczas studiów doktoranckich, na pewno macie troche oleju w głowie (bo dr powinien mieć choć trochę, inaczej nie zostałby dr). Zakładam, że jestes trochę starszy ode mnie, więc przynajmniej jeden język obcy znasz (standard u ludzi z mojego pokolenia, którzy ukończyli przynajmniej studia magisterskie), a być moze i dwa lub więcej (nie mówię o biegłej znjomości, ale o tzw. working knowledge). Uzasadniać swoje poglądy, nieźle sie zaprezentować też pewnie umiesz (bo przecież się obroniłeś), więc w czym problem?

      >Coraz częściej spotykam się ze stwierdzeniem ze po studiach bieda, a po doktoracie to juz >kompletna nędza...

      Z moich obserwacji wynika, że ta bieda/nędza nie ma żadnego związku z tym czy jestes po studiach/doktoracie, a raczej z tym, jaki jesteś i jak się zabierasz do sprawy. (Nie pisze tutaj o zatrudnieniu na uczelni, tylko o "normalnym" rynku pracy).
      • eeela Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 04.11.10, 20:47
        Ech, jak ja lubię takie gadki pt. "nie masz pracy - twoja wina". Nie wiem, jak jest teraz w Polsce, ale wiem, jak jest w UK, i jest na tyle nieciekawie, że naprawdę trudno obwiniać ludzi za to, że pracy nie dostają, bo pracy po prostu NIE MA. A raczej jest jej tak rozpaczliwie mało, że o każdą posadę tłuczą się setki kandydatów, i ja nie mówię tutaj wcale o pracy akademickiej, bo tej już naprawdę po prostu nie ma, ale o zwykłych pracach biurowych, w służbie publicznej, w szkołach, w urzędach i prywatnych firmach. Nowych posad pojawia się mało, nieporównywalnie mniej niż przebiegające równolegle zwolnienia oraz przyrost nowych pokoleń ludzi w wieku produkcyjnym.

        Sytuacja na rynku pracy jest bardzo kiepska, o wiele gorsza, niż to przedstawiają statystyki, bo wielu pracodawców przerzuciło się teraz na oferowanie pracy na kawałek lub połowę etatu, więc ci pracujący na kawałek lub połowę etatu w statystykach dotyczących bezrobocia się nie pojawiają. W świecie akademickim te połówki etatu to ucieczka przed ustanowionymi przez prawo wysokimi progami zarobków - jak już raz na ruski rok coś się pojawi, to jest to na pół etatu (czytaj: z płacą za pół etatu, ale pracą na cały). W wyniku czego szczęściarzem można nazwać młodego doktora, który dorwał robotę dającą mu mniej pieniędzy niż wynosiło stypendium doktoranckie, bo dorwanie roboty w ogóle jest potwornie trudne.
        • larusse Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 04.11.10, 21:19
          > że naprawdę trudno obwiniać ludzi za to, że pracy nie dostają, bo pracy po prostu NIE MA.

          Eeela, pracę się zdobywa, a nie dostaje. Mała różnica.
          Też nie wiem jak jest teraz w PL. Z opowieści znajomych ze studiów, z liceum czy z pracy wynika, że nieciekawie. Dużo gorzej niż kilka lat temu. Nie wiem, ja tego nie widzę. Za to jakbys mnie zapytała kilka miesięcy temu, kiedy jeszcze studiowałam: kto będzie miał problemy ze znalezieniem pracy po obronie, to bym Ci pokazała dokładnie te osoby, które teraz narzekają...

          Fakt, iz ktoś jest bezrobotny (okropne słowo) przez okres dluższy niż kilka miesięcy jest , w moim przekonaniu, winą zainteresowanego (nie systemu czy sytuacji).
          • eeela Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 05.11.10, 00:19

            > Fakt, iz ktoś jest bezrobotny (okropne słowo) przez okres dluższy niż kilka mie
            > sięcy jest , w moim przekonaniu, winą zainteresowanego (nie systemu czy sytuacj
            > i).

            Mam kolegę - wykształconego, z pewnym doświadczeniem zawodowym, inteligentnego - który od roku codziennie po kilka godzin wyszukuje oferty, przygotowuje aplikacje i je wysyła, przygotowuje się do kolejnych etapów rekrutacyjnych i tak dalej. Przez pierwsze miesiące słał wszędzie gdzie się dało, ale do prostszych prac go nie chcieli, bo jest overqualified, a do trudniejszych rekrutacja trwa miesiącami i jest duża konkurencja. Owszem, po paru miesiącach zrezygnował ze słania podań o prostsze zajęcia, i skupia się na tych trudniejszych, dlatego pewnie dotąd pracy nie ma. Ale jemu głód w oczy nie zagląda, więc nie ma tego parcia, oby tylko było, nieważne co. Niemniej jest to nieco przerażające, również dla mnie, bo też nie chcę do końca żywota oprowadzać ludzi po muzeum, a tymczasem nic innego na horyzoncie nie widać. Widoków na poprawę sytuacji też nie.
            • larusse Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 05.11.10, 20:25
              > Mam kolegę - wykształconego, z pewnym doświadczeniem zawodowym, inteligentnego
              > - który od roku codziennie po kilka godzin wyszukuje oferty, przygotowuje aplik
              > acje i je wysyła, przygotowuje się do kolejnych etapów rekrutacyjnych i tak dal
              > ej.

              Widoczne jego działania są nieskuteczne i należałoby coś zmienić. Kolega w ciągu tych 12 miesięcy powinien się zorientować, że coś robi nie tak.

              Przez pierwsze miesiące słał wszędzie gdzie się dało, ale do prostszych pra
              > c go nie chcieli, bo jest overqualified, a do trudniejszych rekrutacja t
              > rwa miesiącami i jest duża konkurencja. Owszem, po paru miesiącach zrezygnował
              > ze słania podań o prostsze zajęcia, i skupia się na tych trudniejszych, dlatego
              > pewnie dotąd pracy nie ma.

              Jak dla mnie kolejność trochę dziwna, ale różnie ludzie podchodzą. Nie ma czegos takiego jak "overqualified" jest tylko źle przygotowana aplikacja i źle przeprowadzona rozmowa. Jak aplikuje na pracownika budowlanego to piszę, że budowa jest moim drugim domem, a nie, że przez ostatnie 5 lat pisałam doktorat o kobietach z lewego brzegu sekwany i znam piętnaście języków obcych.
              Skomplikowana rekrutacja i konkurencja to teraz standard i to wcale nie tylko na te "lepsze" stanowiska. Czasami odpadasz, czasami przechodzisz. Nie ma w tym nic przerażającego. Normalka. Możliwości są tylko trzeba ruszyć tyłek (ruszyć głową też nie zaszkodzi) i poszukać trochę.
              • eeela Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 05.11.10, 20:33

                > Widoczne jego działania są nieskuteczne i należałoby coś zmienić. Kolega w ciąg
                > u tych 12 miesięcy powinien się zorientować, że coś robi nie tak.

                No tak, to najoczywistsze wyjaśnienie. Furda że pracy nie ma, że zamiast niej są zwolnienia, że uniwersytetom i fundacjom naukowym obcina się połowę funduszy i zamyka całe departamenty - to on musi robić coś nie tak. Ci ludzie, których zwolnili z braku funduszy, tez z pewnością sami sobie są winni.

                Jak aplikuje na pracownika budowlanego to piszę, że budowa j
                > est moim drugim domem, a nie, że przez ostatnie 5 lat pisałam doktorat o kobiet
                > ach z lewego brzegu sekwany

                Nie wiem jak gdzie indziej, ale w UK pomijanie elementów swojej edukacji czy doświadczenia zawodowego w cv jest uznawane za kłamliwe oświadczenie i podlega karze.


                Zresztą niepotrzebnie się wdaję w tę dyskusję, bo pamiętam siebie z okresu końca studiów i początków pracy po studiach, kiedy to głosiłam podobne prawdy, niemal jota w jotę to samo, i nikt nie był mnie w stanie przekonać, że może być inaczej. Nie liczę więc specjalnie na to, że przekonam ciebie. Ale po tych kilku latach walczenia na rynku pracy sama z siebie zmieniłam punkt widzenia, zwłaszcza w ciągu ostatnich paru lat, kiedy to kryzys bardzo dotkliwie w nas tutaj uderzył.
                • larusse Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 05.11.10, 21:12
                  I jak zwykle konkluzja: Larusse jest młoda, głupia i świata nie zna...

                  Akurat o szukaniu pracy (mówię o "normalnym" rynku pracy) mogę trochę powiedzieć, bo pracuję (na różnych zasadach: weekendowo/popołudniowo/dziennie/nocnie, legalnie/nielegalnie, na etat/pół etatu/ 3/4 i dorywczo, w kraju/poza krajem itd.) już od dobrych 10 lat. I dalej uważam, że osoba, która przez rok nie może znaleźć pracy (nawet nie jakiejkolwiek, ale jakiejś sensownej) jest sama sobie winna. Jakiejkolwiek pracy się szuka góra miesiąc, sensownej-kilka miesięcy, bardzo sensownej-pewnie dłużej (ale to już możesz robić pracując jednocześnie). I tyle mam do powiedzenia na ten temat.
                  • eeela Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 05.11.10, 21:24

                    > I jak zwykle konkluzja: Larusse jest młoda, głupia i świata nie zna...


                    Z tą młodością to niekoniecznie. Poza tym nie mówiłam o tobie, tylko o sobie, i jedyną paralelą, jakiej dokonałam, to wyrażenie zrozumienia, że przekonać cię nie zdołam, bo sama kiedyś byłam nieprzekonywalna - ergo, pamiętam twój punkt widzenia, nawet jeśli się z nim dziś nie zgadzam. Znam zresztą paru ludzi, którzy pozostali przy takim stanowisku już po wrośnięciu w dorosłość całkiem mocno ;-) Moim zdaniem oczywiście jest to myślenie krótkowzroczne, ale jakoś tam rozumiem, że można mieć różne doświadczenia i obserwacje, i na ich podstawach wyciągać różne wnioski.
                    • larusse Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 06.11.10, 08:14
                      >Z tą młodością to niekoniecznie.

                      No wiem eeela, że mi zazdrościsz tych 23 lat, ale też kiedyś będę miała 30 (ale to hoho lat jeszcze). :D (już słyszę to Twoje: nawet sie nie obejrzysz)

                      >Poza tym nie mówiłam o tobie, tylko o sobie, i
                      > jedyną paralelą, jakiej dokonałam, to wyrażenie zrozumienia, że przekonać cię
                      > nie zdołam, bo sama kiedyś byłam nieprzekonywalna - ergo, pamiętam twój punkt w
                      > idzenia, nawet jeśli się z nim dziś nie zgadzam.
                      >Moim zdaniem oczywiście jest to myślenie krótkowzroczne, ale jakoś tam rozum
                      > iem, że można mieć różne doświadczenia i obserwacje, i na ich podstawach wyciąg
                      > ać różne wnioski.

                      Ja mam nadzieję, że mnie nie przekonasz, bo punkt widzenia, który reprezentujesz jest moim skromnym zdaniem nieproduktywny, niewydajny, nieskuteczny, bezpłodny... i wygodny. I wolę to swoje krótkowzroczne (ale mobilizujące) myślenie od dalekowzrocznego stania w miejscu. Nawet jeśli jest ono uznawane (przez zsowietyzowane umysły :) ) za kompletną bzdurę.

                      (O rany, mam nadzieję, że za 10 lat nie będę myślała jak Ty, bo dla mnie to równoznaczne z marazmem i śmiercią za życia).
                      • eeela Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 06.11.10, 09:57

                        > (O rany, mam nadzieję, że za 10 lat nie będę myślała jak Ty, bo dla mnie to rów
                        > noznaczne z marazmem i śmiercią za życia).

                        Nie chcę cię straszyć, ale w wieku 23 lat miałam podobne odczucia ;-)

                        I nie, nie zazdroszczę ci tego wieku. Nie to, że go nie lubiłam, ale życie jest piękne - jak dotąd przynajmniej ;-) - w każdym wieku. Nawet jak nachodzi cię zsowietyzowany marazm :-D
                        • larusse Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 06.11.10, 20:04
                          >Nie to, że go nie lubiłam, ale życie jest
                          > piękne - jak dotąd przynajmniej ;-) - w każdym wieku.

                          Piękne? O rany eela... Co w tym pieknego? Rodzisz sie, szkoła, kończysz studia, praca, później wychodzisz za mąż (albo i nie), pierwszy mąż, drugi, trzeci... po drodze jakies dziecko (chyba, że Ty też z tych, co to nie chcą rodzić dzieci na ten zły świat)... druga praca, wakacje, trzecia praca, bezrobocie (tu niektorzy tylko), dziesiąta praca.. na cos tam zachorujesz, cos Ci wytną czy zoperują (dziwnie to słowo wygląda), ktos tam umrze, jakiś wypadek zaliczysz, póxniej emerytura... (o ile ZUS nie padnie), może jakieś więzienie po drodze jeszcze (o, to juz ciekawy wątek), umrzesz i koniec. No rzeczywiście... fascynujące to życie...Nie ma co...
                          • adept44_ltd Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 06.11.10, 20:15
                            skąd ten pesymizm, Larusse?
                            • larusse Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 06.11.10, 20:17
                              To nie pesymizm Adept. To obiektywna interpretacja rzeczywistości. :D
                              • eeela Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 07.11.10, 21:08
                                Owszem, piękno życia jest subiektywne, zgadzam się. Ale niczego mu to nie umniejsza.
                      • adept44_ltd Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 06.11.10, 10:50
                        hm, L., z tego wynika, że pracujesz od 13 roku życia.... ;-)
                        a już zupełnie prywatnie, jako że coś mi się przypomniało, jeśli masz 23 lata, to nie jesteś ode mnie 2 razy młodsza... ;-)))
                        • larusse Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 06.11.10, 10:55
                          Tak, pracuję od 13 roku życia. Od 6 klasy podstawówki dokładnie. I nie dlatego, że musiałam pracować, tylko dlatego, że mi się nudziło (wiem, inteligentny człowiek sie nie nudzi, ale ja inteligentna nie jestem).

                          > a już zupełnie prywatnie, jako że coś mi się przypomniało, jeśli masz 23 lata,
                          > to nie jesteś ode mnie 2 razy młodsza... ;-)))

                          Może nie całe dwa, ale prawie dwa. :D
                          • adept44_ltd Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 06.11.10, 11:49
                            ok :)

                            i duży ukłon za twoje próby naprawy Lesia
                  • sendivigius Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 05.11.10, 22:25
                    larusse napisała:

                    > I jak zwykle konkluzja: Larusse jest młoda, głupia i świata nie zna...


                    No i wlasnie dlatego pewien klasyk zostal wyklety gdyz twierdzil to co powyzej. Inny, nie mniej wyklety dowodzil ze walka ze stereotypami przez odwolywanie sie do rozumu nie przynosi efektow. Dlatego mimo ze widac prawdziwosc tych dwoch stwierdzen na przykladzie Larusse to wciaz bedzie ona utrzymywac ze sa falszywe.

                    Imprintowany stereotyp "nowej wiary" streszcza sie do zdania "kto szuka ten znajdzie". Zdanie falszywe prawdziwosc udaje przez oparcie na argumencie z autorytetu. Rozszerzeniem jest "kto szuka (pracy) ten znajdzie" z ktorego przeskakuje sie do drugiego ktore jedynie uzyciem tych samych slow sugeruje ze jest implikacja tymczasem odwrocenie kolejnosci implikacji nie jest prawidlowe gdyz ze zdanie jesli A to B nie wynika ze jesli B to A. Takie odwrocenie jest mozliwe przy tozsamosci A = B. Gdy wiec w implikacji zachodzi "nie B" nie oznacza ze zachodzi "nie A" Czyli podsumowyjac jak ktos nie moze znalezc pracy to nie oznacza ze nie szuka i to zupelnie niezaleznie czy zdanie "kto szuka to znajdzie" jest prawdziwe czy falszywe, trick polega na tym ze zdanie "kto nie szuka pracy ten nie znajdzie" jest w zasadzie prawdziwe. Nagromadzenie bledow powoduje calkowita konfuzje wiekszosci ludzi ktora wlasnie rozwiazuje sie do odwolania do autorytetu (Biblia).

                    Pozostaje zastanowic sie czy zdanie "kto szuka ten znajdzie" jest prawdziwe czy falszywe. Tu mozna jedynie odwolac sie do empirii. Istnieje cale mnostwo spraw, Alchemicy poszukiwali kamienia filozoficznego ale go nie znalezli, coz widac nie szukali najlepiej choc sa tacy co twierdza ze istniec nie moze. Podobnie ja sam czesto poszukuje brakujacych $$ na koncie ignorujac fakt ze mam zone.

                    Na stronach Gazeta-Praca usiluje sie przepchnac teze ze przyczyna bezrobocia jest nieumiejetnosc pisania CV albo prezentacji albo czegos innego co zalezy od kandydata. Jednoczesnie obok podaje sie njusy typu "w USA bezrobocie wzroslo z 5 do 10%". Takiie info mozna wiec latwo zastapic wiadomosica "w USA nieumiejetnosc pisania CV wzrosla z 5 do 10%". Dodatkowo wychodza eksperci ekonomiczni ktory rozwazaja rozne takie czy owe, ale nigdy ich dziennikarz nie nagabnie "alez panie profesorze bezrobocie w USA latwo spadnie gdy sie wreszcie naucza pisac CV". Dluzszej kariery dla Obamy tez nie wroze jakby powiedzial do Kongresu "nie przejmujcie sie bezrobociem bo to tylko zsowietyzowane umysly bezrobotnych sa tego przyczyna". Odziwo, polskie elity na takim stwierdzeniu jada latami. I tu wracamy do pierwszego mojego postu i cytatu klasyka i mozemy sie zastanowic czy ma ono wymiar klasowy czy osobniczy. Sam klasyk zadal sobie to pytanie i odpowiedzial teza o falszywej swiadomosci. Dalej nie bede, bo to nie to forum, ale lektura jest dostepna.

                    I dalej uważam, że osoba, która przez rok nie może znaleźć pracy (nawet nie jakiejkolwiek, ale jakiejś sensownej) jest sama sobie winna.

                    Ja natomiast uwazam ze jesli wierzyc w bzdury to tylko jakies przyjemne, na przyklad ze w noc Walpurgii czarownice na miotlach zlatuja sie na wielka orgie.
                    • tocqueville Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 05.11.10, 22:34
                    • eeela Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 05.11.10, 22:37

                      > Ja natomiast uwazam ze jesli wierzyc w bzdury to tylko jakies przyjemne, na prz
                      > yklad ze w noc Walpurgii czarownice na miotlach zlatuja sie na wielka orgie.

                      Ależ oczywiście, że się zlatujemy!

                      A wykład powyższy mi się całkiem spodobał :-)
                    • larusse Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 06.11.10, 08:46
                      Mnożysz byty ponad potrzebe, Sendi ( o rany, zaraz sie dowiem, że znowu jakąś bzdurę powiedziałam).
                      Dla mnie sprawa jest prosta: jak masz głowę na karku to sensowna robote (nie mówię o pracy marzeń) znajdziesz w kilka miesiecy (mimo tej "przerażającej" sytuacji).
                      Odwoływanie sie do mojego rozumu efektów nie przynosi, bo go zwyczajnie nie mam (tzn. mam, ale taki na swój właśny użytek).
              • adept44_ltd Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 06.11.10, 10:47
                Nie ma czegos takiego jak "overqualified" jest tylko źle przygotowana aplikacja i źle przeprowadzona rozmowa.

                L., nie wiesz, o czym piszesz... obserwowałem ostatnio poszukiwania pracy w Warszawie, zapewniam cię, że to jest o wiele bardziej skomplikowane niż ci się wydaje ;-)
                • larusse Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 06.11.10, 11:01
                  A. (nie cierpie jak piszesz L.). Wiem o czym piszę, bo sama co jakiś czas zmieniam pracę.
                  Widzisz Ty obserwowałeś poszukiwania pracy, a ja co jakiś czas sama poszukuję (tak dla sportu) i wcale nie jest to skomplikowane wręcz przeciwnie (piszę o "normalnym" rynku pracy, nie szkolnictwie). Po co komplikować rzeczy, które są proste?
                  • dala.tata Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 06.11.10, 11:06
                    nie odzywalem sie w tym watku, ale nie wytrzymuje. przelozenie wlasnego doswiadczenia na rynek, czy ogol, mnie po prostu fascynuje. ja znalazlam prace, wiec kazdy moze. logika mi umyka.

                    masz pojecie o jakiejkolwiek literaturze na temat bezrobocia, masz pojecie co to znaczy szukac pracy, gdy masz dzieci na utrzymaniu? zaiste nie wiesz, co mowisz, zaiste twoje teksty, ze bezrobotni sa winni sobie wyrazaja poglady co prawda politycznie dopuszczalne, jednak niemajace wielkiego zwiazku z rzeczywiostoscia.

                    larusse napisała:

                    > A. (nie cierpie jak piszesz L.). Wiem o czym piszę, bo sama co jakiś czas zmien
                    > iam pracę.
                    > Widzisz Ty obserwowałeś poszukiwania pracy, a ja co jakiś czas sama poszukuję (
                    > tak dla sportu) i wcale nie jest to skomplikowane wręcz przeciwnie (piszę o "no
                    > rmalnym" rynku pracy, nie szkolnictwie). Po co komplikować rzeczy, które są pro
                    > ste?
                    >
                    • larusse Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 06.11.10, 11:17
                      Sorry Dala, że Cie tak zdenerwowałam.
                      • dala.tata Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 06.11.10, 11:25
                        ale ja nie napisalem ze mnie zdenerwowalas. napisalem ze nie wytrzymalem. to takie niewytrzymanie belfra, ktory slyszy rzeczy niestworzone i se mowi, to nie moja sprawa, ale w pewnym momencie mowi: trzeba zareagowac, dla porzadku.

                        nie zdenerwowalas mnie zupelnie.

                        larusse napisała:

                        > Sorry Dala, że Cie tak zdenerwowałam.
                        • larusse Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 06.11.10, 11:29
                          W takim narazie w porządku. Ale pozwolisz, że zdania nie zmienię?
                          • eeela Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 06.11.10, 19:32
                            A mnie się wydaje, że jednak kiedyś zmienisz, a przynajmniej zweryfikujesz. Wbrew temu, co ci się może wydawać, widzę w tobie myślącą osobę (chociaż czasami bzdury gadasz ;-P), a moim zdaniem myśląca osoba z biegiem lat i nabywania doświadczeń taki osąd jaki prezentujesz będzie po prostu zmuszona zrewaluować.
                  • adept44_ltd Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 06.11.10, 11:50
                    ok, nie będę już tak pisał,

                    piszę o rynku pracy poza szkolnictwem, w największym i najbardziej otwartym w PL i on nie jest normalny...
                    • larusse Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 06.11.10, 11:58
                      Żyjemy na innych galaktykach Adept. Ja znam rynek pracy w innym dużym mieście, może mniej otwartym niz Warszawa i uważam, że nie jest on stosunkowo normalny.
                      • adept44_ltd Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 06.11.10, 12:58
                        ja piszę o sytuacji, w której o pracę stara się profesjonalista z dużymi kompetencjami i bez znajomości... i w swojej wyspecjalizowonej branży...
                        co więcej, wiem od ludzi, którzy rekrutują, co nimi powoduje, no i nader często - niechęć do ludzi, którzy mogą im zagrozić... ;-)
                        bo, oczywiście, pracę można znaleźć, ale niektórzy chcą pracować w tej branży, która ich interesuje... i w której mają kompetencje, taka fanaberia...
          • chilly Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 05.11.10, 08:50
            Ach, ta młodzieńcza bezkompromisowość (larusse)!
        • sendivigius Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 04.11.10, 21:51
          eeela napisała:

          > Ech, jak ja lubię takie gadki pt. "nie masz pracy - twoja wina". Nie wiem, jak
          > jest teraz w Polsce, ale wiem, jak jest w UK, i jest na tyle nieciekawie, że na
          > prawdę trudno obwiniać ludzi za to, że pracy nie dostają, bo pracy po prostu NI
          > E MA.


          Czy ty Eeela tez jestes sfrustrowana??????
          • eeela Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 04.11.10, 22:50
            Mnie niezbyt łatwo sfrustrować, niemniej dokucza mi trochę obecna sytuacja, głównie ze względu na różne uwarunkowania osobiste. Ja na razie pracę mam i będę miała, ale boję się o lubego, który jako nieunijny ma w dwójnasób utrudnioną sytuację i od dwóch lat żyjemy w niepewności, czy on za kilka miesięcy będzie miał dochód czy też nie, bo skacze z jednego krótkiego projektu na drugi, a nic bardziej pewnego nie ma możliwości złapać. Jak na razie.

            (To "jak na razie" to jakiś nieświadomy przypływ wrodzonego naiwnego optymizmu chyba był ;-) )
    • tiger.in.cage Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 04.11.10, 20:33
      Tak potwierdzam, możliwości zarobkowe w Polsce po doktoracie są tragiczne. Oczywiście zdarzają się ludzie, którzy po doktoracie dostają jaką taką pracę (3-5x podstawa adiunkta) i za jakiś czas są już dość wysoko. Problem jednak w tym, że takich stanowisk w PL jest niewiele.

      Jeszcze przed ukończeniem doktoratu zarabiałem w Polsce w przemyśle 4x podstawowe pensje adiunkta. Po doktoracie okazało się, że są problemy aby "wskoczyć" na uczelni na pozycje adiunkta!!!! To jakieś nieporozumienie!!!
      Z drugiej strony dr w oczach polskich przedsiębiorców nie jest atutem! I w sumie nie ma się czemu dziwić skoro brak w PL jakiegokolwiek R&D.

      • bumcykcyk2 Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 04.11.10, 23:53
        A myślałem, że to ja jestem pesymista...
        • tiger.in.cage Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 05.11.10, 12:45
          > A myślałem, że to ja jestem pesymista...

          W tym konkretnym przypadku pesymista i realista jedna droga idą!
    • ford.ka Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 06.11.10, 09:15
      Pytanie jest źle postawione bo: czy po dwudziestu latach trenowania łyżwiarstwa figurowego czy skoków narciarskich czeka człowieka nędza? Jeśli nie zdobył medalu olimpijskiego a przynajmniej nie ma uprawnień trenerskich - tak. Czy po kilkunastu latach ćwiczeń na w zasadzie dowolnym instrumencie muzycznym czeka człowieka nędza? Jeśli nie ma wyjątkowego talentu, a instrument, na którym gra nie jest akurat modny - tak. W najlepszym razie etacik w Filharmonii, ale o to nie jest wcale łatwo.
      W odróżnieniu od pracy na kasie w supermarkecie nauka należy do tych sfer życia, gdzie bez wybitnych zdolności, energii, uporu i ogromnej dozy szczęścia klęska jest wręcz gwarantowana, a nagrody Nobla są dawane raz do roku i zwykle wtedy, kiedy pieniądze przydają się głównie na lepszą opiekę medyczną.
      A jeśli pytający nigdy nie zamierzał zająć się nauką? To trzeba było nie robić doktoratu, ale spróbować założyć serwis społecznościowy.
      • sendivigius Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 06.11.10, 13:10
        ford.ka napisał:

        > Pytanie jest źle postawione bo: czy po dwudziestu latach trenowania łyżwiarstwa
        > figurowego czy skoków narciarskich czeka człowieka nędza?


        Tak jest Fordzie bardzo dobra analogia. Nie stawiasz jednak kropki nad i. Roznica polega na tym ze o tym pierwszym wszyscy wiedza natomiast w odniesieniu do nauki stereotyp jest inny. Wiekszosc ludzi swietnie sobie zdaje sprawe ze kariera w sporcie wyczynowym lub na estradzie jest czyms wyjatkowym, czym co sie zdarza ale nie musi, ludzie rozumieja tez ze pilkarz lub rokendrolowiec to nie jest kariera na cale zycie. Dorosli mowia dzieciom "ty nie biegaj za pilka tylko sie ucz". Nigdy nie slyszlem "ty sie nie ucz tej matematyki tylko se pograj na gitarze". W przestrzni publicznej tez mozna slyszec "od nauki zalezy rozwoj naszego miasta" ale nigdy nie slyszalem "przyszlosc wojewodztwa lubuskiego zalezy od gry na kontrabasie". Umacniaja takie tresci przerozne "dni nauki" albo kierunki fundowane. Wyobraz sobie ze ministerstwo edukacji ufundowalo 1000 stypendiow piecioletnich na spiewanie hip-hopu po imprezach. Podsumowujac obraz nauki jest inny niz dziedzin "kariery wysokiego ryzyka", podczas gdy operacyjne parametry tego zawodu sa takie same. Na umacnianie sie obrazu tez maja wplyw naukowcy ktorzy nie moga opanowac swojego parcia na szklo, to dodatkowo wysyla do mlodych ludzi przekaz zachecajacy, jakoby nauka byla zajeciem "lekkim, latwym i przyjemnym" gdy tak naprawde sa to galery. Oczywiscie jeszcze nie wszedzie, polskie srodowisko skutecznie broni sie przed tym i wciaz sa w nim wysepki albo raczej getta ktore powstaly z pozanaukowych przyczyn i sluza pozanaukowym celom. Na temat nauki, mozliwosci kariery, sposobow jej uprawiania, celow i wewnetrznych mechanizmow istnieje wielkie zaklamanie spoleczne. Tym co siedza we wspomnianych gettach taki stan jest wielce na reke a rzad sobie gwizdze; jak zwykle.

        W konkretnej sytuacji Polski jest jeszcze gorzej. Rozwoj handlu, przeplywu technologi i globalizacja powoduje marginalizacje nauki krajowej, przestaje ona miec jakakolwiek role do spelnienia. W nauce marginalizacja jest bardziej zabojcza niz w sporcie, gdyz nauce nikt nie patrzy na narodowosc. Nikt nie zlikwiduje reprezentacji Polski w pilce noznej nawet gdy zostanie sklasyfikowana na 79 miejscu w okolicach Beninu, jakbys sie zapatrywal gdyby Uniwersytet Jagielonski zostal sklasyfikowany za University of Parakou. Polonisci i historycy maja tu troche latwiej ale co maja robic chemicy, elektronicy i podobni gdy cala technologia przychodzi z odleglych centrow R&D w pudelku do rozpakowania i montazu. Sami stworzyc lepsza golymi rencami?

        Tak wiec widzisz, jalopy z Dearborn, naukowiec z dziedzin scislych jest w Polsce bity 3 razy w d.... Po pierwsze nie zarobi na dydatktyce na 2 i 3 etacie, po drugie nie ma zadnego wyzwania, zadnego poczucia niezbednosci dla kraju i po trzecie haruje jak wol aby "dogonic" zachod i przynajmniej nie robic krajowi obciachu podczas gdy ten "zachod" i tak ma go gdzies. A te 3 plagi spadna na niego dopiero gdy sie spelni jego marzenie czyli dostanie etat. No, trzeba byc zdrowo szurnietym aby sobie taki los zgotowac; dzis gdy o wszystkim wszystko wiadomo jednym kliknieciem.
        • bumcykcyk2 Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 07.11.10, 01:57
          sendivigius napisał:

          > wysyla do mlodych ludzi przekaz zachecajacy, jakoby nauka byla zajeciem "lekkim,
          > latwym i przyjemnym" gdy tak naprawde sa to galery. Oczywiscie jeszcze nie wszedzie,
          > polskie srodowisko skutecznie broni sie przed tym i wciaz sa w nim wysepki albo raczej
          > getta ktore powstaly z pozanaukowych przyczyn i sluza pozanaukowym celom.


          Sto procent racji! Tylko, że w PRL nauka to był taki dziwny azyl, ostoja wręcz XIX-wiecznej inteligencji, gdzie salon współegzystował z partyjnym batem. W tym kotle było wszystkiego po trochu, od prawdziwej nauki, poprzez pozoranctwo, aż po politruków na ciepłych synekurach. Warto dodać, że nikt nikogo nie popędzał. Chciałeś, to pracowałeś, nie chciałeś, to dostawałeś z automatu starszego wykładowcę i mogłeś bimbać do emerytury. Po 1989r. powiało wyżem demograficznym i nadrabianiem wyższego wykształcenia przez masy, czyli sporymi pieniędzmi do wyjęcia. Powstanie prywatnego sektora rozpieprzyło resztki naukowości w naukach humanistycznych, bo normą stało się odwalanie dydaktyki w paru miejscach i zanik prawdziwych badań.

          Masz absolutną rację, że w normalnych krajach nauka to są galery. Ale u nas przez wiele wiele lat to nie były żadne galery, tylko sanatorium w Ciechocinku. A potem zrobiła się z tego wielka przaśna hurtownia tandetnego towaru, gdzie za kasę wciska się klientowi niewiele warte urzędowe papierki.

          Myślę, że stan ducha i umysłów większości pracowników sektora nauki w Polsce jest dziś taki, że prędzej podpalą własne uniwersytety niż zgodzą się na zapieprzanie w stylu zachodnim. Ja nie widzę wokół siebie (żeby być uczciwym - u siebie samego również) jakiejkolwiek woli do ciężkiej pracy niezbędnej w tym zawodzie. I stawiam tezę, że nic się nie zmieni jeszcze przez wiele lat, bo nie ma w ogóle wymiany pokoleniowej. Młodzi pchają się tłumnie na studia doktoranckie, ale potem gromadnie wymiękają w zderzeniu z rzeczywistością.

          > Nikt nie zlikwiduje reprezentacji Polski w pilce noznej nawet gdy zostanie sklasyfikowana na > 79 miejscu w okolicach Beninu, jakbys sie zapatrywal gdyby Uniwersytet Jagielonski zos
          > tal sklasyfikowany za University of Parakou.

          Dopóki co miesiąc leci etacik na konto i jest odprowadzany ZUS, nikomu na UJocie tak naprawdę nawet powieka nie drgnie. W Polsce i tak będą nr 1, bo pozostałe uczelnie sklasyfikują się za Uniwersytetem w Ułan Bator. Czy którykolwiek urzędnik w jakimkolwiek kraju na świecie narzekał na fakt, że jego praca jest zbędna i nie przynosi krajowi wartości dodanej? Nie tylko nie narzekał, ale jeszcze w pocie czoła płodził zwierzchnikom sterty papieru uzasadniające jego istnienie i wielkie pożytki dla ojczyzny z tego płynące...

          Ja uważam że procesy gnilne w tym sektorze są nieodwracalne. A już zgrozą napawają mnie pomysły typu "jeden etat panaceum na niski poziom polskiej nauki". Chcecie jednego etatu? Naprawdę tego właśnie chcecie?! Prywatni kupią wtedy bardziej rozgarnięty personel ze szkół państwowych, zrobią jakieś kierunkowe koledże na dolnym-średnim światowym poziomie, mamiące kandydatów darmowym laptopem i wyssają do siebie całe roczniki. Na państwowym poskutkuje to grupowymi zwolnieniami, po których ostaną się wyłącznie koterie wylizuchów i dumnych belwederów. Co nie uchroni jednak dumnych przedstawicieli nauk ścisłych, promujących dziś walkę o wysoki poziom w nauce od nieuchronnego bankructwa. Bo to my, ci przebrzydli chałturnicy humaniści, zarabiamy dziś płatnymi studiami dla przygłupów, kasę na ich dostojne utrzymanie. I prawo do prawienia morałów o konieczności uprawiania nauki przez duże N.


          • tuluz-lotrek Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 07.11.10, 17:24
            Co nie uchroni jednak dumnych przedstawicieli nauk ścisłych, promujących dziś walkę o wysoki poziom w nauce od nieuchronnego bankructwa. Bo to my, ci przebrzydli chałturnicy humaniści, zarabiamy dziś płatnymi studiami dla przygłupów, kasę na ich dostojne utrzymanie. I prawo do prawienia morałów o konieczności uprawiania nauki przez duże N.

            Prawda. Bo w "normalnych" krajach nauka czemuś służy, choćby zaspokojeniu potrzeb poznawczych, jeśli już nie rozwojowi gospodarki, a w Polsce jedyną jej społecznie uznaną (= godną finansowania) racją bytu jest produkcja "obywateli z wyższym wykształceniem", co niewątpliwie łatwiej osiągnąć (= sfingować) w humanistyce. Nie mam o to żalu do humanistów, rzecz jasna, takie mamy po prostu realia.
          • oluuu Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 07.11.10, 19:13
            Widząc oczekiwania pracodawców można wnioskować, że w Polsce żadna wiedza nie jest potrzebna (to i po co uniwersytety na wysokim poziomie, czyli po nauka?). Pracodawcy szukają osób "z doświadczeniem", czyli takich, co już robili to, co będą robić u tych szukających. Żadnej przy tym refleksji, czy w poprzedniej pracy "robili dobrze".

            Dlatego studenci rzadko cenią sobie wiedzę, bo zdają sobie sprawę, że nie to da im zatrudnienie i pieniądze na utrzymanie rodziny. Wystarczy dyplom, reszta to kwestia "doświadczenia".
            Z tej rzeczywistości zęby bolą. Ot co.
          • flamengista właśnie - młodych brak 07.11.10, 21:03
            CytatMłodzi pchają się tłumnie na studia doktoranckie, ale potem gromadnie wymiękają w zderzeniu z rzeczywistością.
            Przecież przez ostatnie kilka lat lekko licząc z 10 tys. osób zrobiło doktorat, z czego głównie w naukach społecznych i humanistycznych.

            Nawet licząc, że sporo z nich zrobiło marne doktoraty dla papierka, to i tak na rynku powinna być masa młodych-zdolnych doktorów szukających pracy na uczelni.

            Ja tej masy nie widzę. Ostatnio nasi koledzy uruchomili 2 konkursy na adiunkta. Konkursy absolutnie uczciwe - nie mieli nikogo "nagranego", szukali ludzi na wolnym rynku. Praca w państwowej uczelni, pensja brutto ponad 3 tys., do tego możliwość dorobienia na nadgodzinach, brania dodatkowych fuch etc.

            Konkursy rozstrzygnięto, choć jakiegoś oblężenia nie było. Przyjęto w zasadzie jedynych 2 kandydatów, którzy na papierze nieźle wyglądali. Po czym po 1 zebraniu delikwent zrezygnował, jak tylko zobaczył plan zajęć. Okazało się - o zgrozo - że musi prowadzić aż 3 kursy i przychodzić na uczelnię 3 dni w tygodniu!!! Mało tego, z planu wynikało (gdzie Rzecznik Praw Obywatelskich?), że będzie miał też zajęcia w weekendy!

            Okazało się, że Iksiński miał już jeden etat poza uczelnią, natomiast liczył na to że do nas będzie wpadał raz w tygodniu.

            Ta historia wbrew pozorom to nie wyjątek, to norma. Coraz częściej przyjmujemy "nowych", spoza uczelni - i jest to tragedia. Oni w ogóle nie chcą pracować, a raczej - chcą pracować, ale nie u nas. Uczelnię traktują jako 2-3 miejsce pracy, dodatek do głównego zajęcia.

            Nie jest to dobra wiadomość, bo można było oczekiwać że niereformowalnych pracowników akademickich na uczelniach państwowych można postraszyć groźbą: "jest 3 lepszych, czekających na twoje miejsce". Obawiam się jednak, że to mit. Takich ludzi praktycznie nie ma!
            • bumcykcyk2 Re: właśnie - młodych brak 07.11.10, 21:35
              Znowu muszę przyznać 100% racji!

              Dokładnie to samo jest u mnie. Przyjęliśmy jednego "wybitnego specjalistę" z rynku, to okazało się, że przez cały semestr był tylko 2 razy na zajęciach - na pierwszych i na ostatnich. Na pozostałe przysyłał... swoją sekretarkę! Sam też niewiele miał do powiedzenia studentom, ograniczał się do rozdawania jakiś szablonów do wypełniania. Jak? - tego nie zdradzał. Po upływie roku był bardzo zdziwiony, że mu podziękowano.

              Ludzie z zewnątrz są absolutnie tragiczni, do prowadzenia dydaktyki się totalnie nie nadają, a w ogólnym olewactwie przewyższają najbardziej zatwardziałych członków "starej gwardii", którzy przynajmniej wiedzą jak profesjonalnie pozorować pracę.

              U nas tak samo jak u Flamengisty myślano, że podobnymi transferami zmotywuje się do pracy własnych leserów. Nic z tego!

              Reasumując. Młodzi, których przyjmujemy, prawie zaraz wymiękają i uciekają gdzie pieprz rośnie. Starsi, z rzekomymi rynkowymi sukcesami, szukają tak naprawdę prestiżowej etykietki do kolekcji w swoim cv oraz miejsca do niezobowiązującego wpadania raz w tygodniu. I jedni, i drudzy, są wielokrotnie gorsi od własnych dekowników.

              Bardzo się cieszę, że parę osób takich jak Sendi (mimo oddalenia) czy Flamengista, pokrewnie do mnie postrzega sytuację całego sektora. Panie profesorze Dalatata - to są głosy realizmu i rozsądku! Prosiłbym przeczytać i przyswoić. Może dojdzie Pan w swojej profesorskiej nieomylnej wieży przekonań do jakiś nowych zapładniających wniosków ;-)
              • tocqueville Re: właśnie - młodych brak 07.11.10, 21:52
                • flamengista nawet olewnictwo wymaga wysiłku 07.11.10, 22:02
                  Żeby się ustawić na etacie uczelnianym i mieć święty spokój (i móc np. pracować gdzie indziej lub bezczelnie leniuchować) - też trzeba się sporo napracować na początku.

                  Trzeba sobie wychodzić i załatwić, że ma się jedynie pensum. A i gołe pensum to nie jest mało, gdy nie prowadziło się wcześniej zajęć. To na ogół 3-4 kursy, które trzeba przygotować.

                  I nagle się okazuje, że ta lajtowa praca wcale tak lajtowa nie jest. Nic więc dziwnego, że wielu nowych pracowników szybko rezygnuje. Szybko, bo nie chce im się nawet zainwestować tego czasu "na rozruch", by potem mieć łatwiej.
              • dala.tata Re: właśnie - młodych brak 08.11.10, 12:02
                tto o czym napisal falmengista jest niepokojace, jednak nie musi wynikac z tego, ze nie ma chetnych, ale z tego, ze ludzie nie wierza w konkursy (co w samow w sobie jest niepokojace).

                idea ze leser zacznie pracowac, bo inni pracuja jest dla mnie dosc kuriozalna.

                jednak postawa polegajaca na tym, masz satysfakcje, iz pracy jest wiecej do wykonania jest dla mnie dziwna.
                • adept44_ltd Re: właśnie - młodych brak 08.11.10, 12:39
                  przede wszystkim nie wszędzie jest tak, że nie ma chętnych, w humanistyce jest raczej nadmiar chętnych... a wiele etatótw zajmują ciągle ludzie, którzy nic nie zrobili przez ostatnie 10 lat...
                  • dala.tata Re: właśnie - młodych brak 08.11.10, 12:58
                    ekonomia o kotrej pisal flamengista jest pewnie szczegolnie 'narazona' na konkurencje biznesowego rynku pracy.
                    • chilly Koniec raju w budżetówce 08.11.10, 18:33
                      Tak anonsowany jest na głównej stronie GW artykuł opowiadający o tym naszym raju:
                      gazetapraca.pl/gazetapraca/1,90439,8628817,W_2011_nie_licz_na_etat_w_budzetowce.html
                      • tocqueville urzędników istotnie za dużo 08.11.10, 18:54
                        etatów w administracji jest dużo i co roku więcej - tu redukcje wydają się racjonalne

                        pocieszające dla was:
                        Cięcia ominą też pracowników szkół, uczelni publicznych, publicznych zakładów opieki zdrowotnej, państwowych instytucji kultury czy Polskiej Akademii Nauk
                        • flamengista ostrożnie z tym pocieszaniem 08.11.10, 19:55
                          to są cięcia głoszone przed wyborami. Zakładam, że parlamentarne będą jednak na wiosnę, więc drugiej połowie roku zaczną się prawdziwe, niepopularne oszczędności.

                          I wcale się nie zdziwię, jeśli redukcja etatów będzie również na uczelniach.
                  • flamengista chętni może są 08.11.10, 20:04
                    ale nie do pracy, tylko do etatu.

                    Może nie wyraziłem się jasno. Na nasze konkursy zgłaszają się chętni, nawet jest ich całkiem sporo. Jednak większość kandydatur jest całkowicie niepoważna, np. na stanowisko adiunkta, docelowo prowadzącego wykłady na stosunkach międzynarodowych zgłaszają się ludzie po doktoracie z historii średniowiecza.

                    Z tych, co spełniają minimalne kryteria (doktorat z w miarę odpowiadającej nam dziedziny) zaledwie 2-3 coś sobą reprezentuje. To znaczy: doktorat nie jest obroniony w pipidówie, nazwisko promotora coś mówi, kandydat ma jakieś publikacje. Na ogół 1, góra 2 osoby mają jakiekolwiek doświadczenie dydaktyczne (czyli prowadzony więcej niż 1 kurs, przez dłużej niż 1 semestr).

                    W opisanym wcześniej przypadku też nie mieli specjalnie w kim wybierać. Kandydatów było niby kilkunastu, jeden okazał się w miarę sensowny i został przyjęty. Okazało się jednak, że zupełnie inaczej wyobrażał sobie pracę na uczelni. Chciał warunki dla noblisty, nie adiunkta.

                    Nie wiem, jak jest u was. Ja piszę o szeroko pojętej ekonomii&stosunkach międzynarodowych. Jak jest w humanistyce, nie wiem. U nas młodzi doktorzy niby są, ale nie nadają się do pracy na uczelni. Lub nie chcą na niej pracować.
                    • dala.tata Re: chętni może są 09.11.10, 01:53
                      ja i tak mysle ze doktorat ww pipidowie moze byc calkiem niezly.

                      flamengista napisał:

                      > Z tych, co spełniają minimalne kryteria (doktorat z w miarę odpowiadającej nam
                      > dziedziny) zaledwie 2-3 coś sobą reprezentuje. To znaczy: doktorat nie jest obr
                      > oniony w pipidówie, nazwisko promotora coś mówi, kandydat ma jakieś publikacje.
                    • tocqueville Re: chętni może są 09.11.10, 06:12
                      np. na stanowisko adiunkta, docelowo prowadzącego wykłady na stosunkach międzynarodowych zgłaszają się ludzie po doktoracie z historii średniowiecza.

                      co nie znaczy że byłby gorszym wykładowcą niż ktoś z dyplomem sm
                      zdarzyło mi się prowadzić wykłady z dyscyplin innych niż moja i radziłem sobie całkiem nieźle
                      • flamengista jasne 09.11.10, 09:50
                        Ale po wcześniejszych doświadczeniach nie stać nas na kosztowne eksperymenty.

                        Może dałby radę, a może i nie. Powiem tak - pewnie 8/10 nie dałoby rady. Jaką mamy gwarancję że trafimy na owe 20%?

                        W dodatku częsty argument nowo przyjętych: "nie poprowadzę tego kursu, bo ja się na tym nie znam":) Rozumiem, że każdy chciałby prowadzić kursy wyłącznie z własnej dziedziny badawczej ale to niemożliwe.
                    • ford.ka Re: chętni może są 09.11.10, 11:21
                      Moje doświadczenia są pewnie z innego poziomu, ale z różnych przyczyn jestem często proszony o zaproponowanie kandydatów na wykładowców w trzech bardzo różnych uczelniach. Potem z tymi kandydatami, zwykle doktorantami/doktorami podesłanymi przez starszych znajomych, rozmawiam o szczegółach oferty, zanim przekażę ich dalej. Z doświadczenia już wiem, że starsi ludzie mogą nie zdzierżyć podobnych kontaktów, a odłamki polecą na mnie jako polecającego ;)
                      Takiej wiary we własną wyjątkowość i niezwykłe kompetencje ze świecą po świecie szukać. Oczywiście, każdy młody doktor jest największym specjalistą na świecie od swoje mikrodziałki i absolutnie niczego więcej. A mówimy tu o ludziach, którzy nie mają żadnego zauważalnego dorobku (z ciekawości wrzuciłem dwa zapamiętane nazwiska do bazy bibliograficznej UW - bo oba typy ktoś jednak zatrudnił, oczywiście, ich promotorzy, choć nie od razu - jeden dr ma od 2004 pięć artykułów w polskich konferencyjniakach, drugi dr trzy artykuły w polskich pismach i trzy w konferencyjniakach w tym samym czasie - Publish or Perish NIC o nich nie wie).
                      Taki młody człowiek nie jest zainteresowany prowadzeniem kursów poza swoją działeczką, bo musi "pracować naukowo". Nie jest zainteresowany uczeniem w weekendy, nie jest zainteresowany pracą poza rodzinnym miastem itd itp. Nie jest zainteresowany kropka.
                      Jeśli ktoś wierzy w doktorantów... O tych to już się w ogóle gadać nie chce.
                      A! Czasami jednak kogoś takiego trzeba przyjąć do pracy. Wiecie, ile się trzeba namęczyć, żeby go potem wyrzucić?
                      • bumcykcyk2 Re: chętni może są 09.11.10, 12:53
                        Zgadzam się, że najgorsi są młodzi. Mają kompletnie mgławicowe wyobrażenie o pracy na uczelni oraz bardzo konkretne wyobrażenie o swej wielkości i wyjątkowości. Odmawiają prowadzenia zajęć, odmawiają pracy administracyjnej, odmawiają pracy w weekendy... krzyż Pański to mało powiedziane, co z nimi przechodzimy. Bo do tego dochodzi jeszcze ogólna roszczeniowość i pouczanie wszystkich dookoła. No i zwolnić jest ich ciężko, jedyna droga to umowa czasowa i jej nie przedłużenie.

                        • flamengista mnie bardziej martwi 09.11.10, 15:46
                          brak elastyczności i lenistwo.

                          Przecież mówimy o ludziach, którzy właśnie skończyli studia doktoranckie i szukają pracy. Widzą, że specjalnie atrakcyjnych ofert pracy nie ma.

                          Mimo to nie próbują się nawet przystosować do nowych warunków. Robiłem doktorat z cywilizacji Majów - mam prowadzić wykład z cywilizacji Majów (najlepiej - tylko jeden). Nic więcej.

                          Przecież nowe zajęcia (w rozsądnych ilościach) to okazja, by nauczyć się czegoś nowego, doskonalić swoje umiejętności. Gdzie w tych ludziach głód wiedzy? Poszukiwania nowych wyzwań?

                          Dominuje konserwatyzm, postawa obronna i zwykła niechęć do ciężkiej pracy. Takie mamy produkty studiów doktoranckich. A przecież to są ci, którym się udało je skończyć z sukcesem!

                          PS. gwoli sprawiedliwości są też niestety smutniejsze przypadki. Na przykład młodej Pani doktor, ex-stypendystki Fulbrighta dla której nie ma etatu. Niestety, nie wpadła na to by aplikować gdzie indziej, woli męczyć się na umowach zleconych i kontraktach z grantów i liczyć, że upragniony etat w końcu się pojawi.
                          • marialisboa Re: mnie bardziej martwi 09.11.10, 17:11
                            Zgoda na prowadzenie kursów tylko ze swojej "działki" to kwestia lenistwa. Zajęcia trzeba bowiem przygotować. Jeśli są poza "poletkiem" to pewnie trzeba poszukać, poczytać, pomyśleć jak to ułożyć, żeby było ciekawie, a nie tylko żeby studenci wygłaszali referaty...

                            Do tej pory jako doktorantka prowadziłam już zajęcia z 3 różnych przedmiotów, które nijak się mają do tego co robię. Widać żyje i mam się dobrze, więc chyba można :) Dla mnie to nie był taki duży problem bo interesuje się różnymi dziedzinami widzedzy i równie dobrze mogłabym prowadzić kurs z historii sztuki jak i informatyki - gdyby ktoś mi takowy zlecił oczywiście.

                            Nie chcę przedłużać, ale chciałabym odnieść się jeszcze krótko do całej tej dyskusji. Mimo iż w czasie studiów doktoranckich dużo pracowałam, pisałam artykuły do zagranicznych czasopism, jeździłam na konferencje w całej Europie, brałam udział w warsztatach naukowych, bibliografię mam w kilku językach i nie bazuje na tzw pokonferencyjniakach to i tak ostatnio naszła mnie myśl...czy w ogóle mam szanse zostać na uczelni?
                            Nie jest to przejaw jakiejś kokieterii, zwyczajnie się boje, że mimo ciężkiej pracy i prowadzenia nowatroskich na gruncie polskim badań może nie być dla mnie miejsca.
                            Władze uczelni cały czas mówią o tym, iż mimo oszczędności najlepsi młodzi naukowcy znajdą zatrudnienie...poczekamy zobaczymy. Według ich punktacji jestem na 1 miejscu...ciekawe co powiedzą po obronie.

                            Warto sobie odpowiedzieć po co robi się doktorat (któs tu podał link do dobrego tekstu na ten temat). Dla mnie to jest pasja, którą potrafię dodatkowo spieniężyć i mam już na oku kilka ciekawych projektów w które mogłabym się zaangażować. Nie Uniwersytet to inna firma.
                            W życiu trzeba mieć wiele opcji i nie skupiac się na tej swojej ukochanej, umiłowanej działce ponieważ można się gorzko rozczarować.
                            • carnivore69 Re: mnie bardziej martwi 09.11.10, 17:37
                              > Nie jest to przejaw jakiejś kokieterii, zwyczajnie się boje, że mimo ciężkiej p
                              > racy i prowadzenia nowatroskich na gruncie polskim badań może nie być dla mnie
                              > miejsca.

                              To i tak nienajgorzej. Pomysl o kims z Polski na doktoracie w Barcelonie i prowadzacym nowatorskie na gruncie katalonskim badania. Ty przynajmniej jestes u siebie ;-)

                              Pzdr.
                              • tiger.in.cage Re: mnie bardziej martwi 09.11.10, 17:53
                                Z nowatorskimi badaniami na własnym, ojczystym gruncie lepiej się nie pokazywać! Za granica od razu wzbudza się zainteresowanie, każda konferencja to garść wizytówek od ludzi chcących dowiedzieć się o twoich wynikach itp. A w Polsce... nowatorskie badania to tylko problem - i niekończące się pytania i sugestie: "tak było od zawsze, i przez ostatnie 50 lat tak to robiliśmy to po co zmieniać???"
                                • dala.tata Re: mnie bardziej martwi 09.11.10, 18:53
                                  mysle ze jednak taka generalizacja jest nieuprawniona. tak z cala pewnoscia bywa. jednak z robienie z tego reguly nauki polskiej nie ma wiekszego sensu.

                                  tiger.in.cage napisał:

                                  > Z nowatorskimi badaniami na własnym, ojczystym gruncie lepiej się nie pokazywać
                                  > ! Za granica od razu wzbudza się zainteresowanie, każda konferencja to garść wi
                                  > zytówek od ludzi chcących dowiedzieć się o twoich wynikach itp. A w Polsce... n
                                  > owatorskie badania to tylko problem - i niekończące się pytania i sugestie: "ta
                                  > k było od zawsze, i przez ostatnie 50 lat tak to robiliśmy to po co zmieniać???
                                  > "
                                  • tiger.in.cage Re: mnie bardziej martwi 10.11.10, 10:32
                                    Generalizacja jest zawsze nieuprawniona do póki ie obejmuje 100% przypadków a wówczas to już fakt. Niemniej jednak takie postawy są często spotykane i na pewno (jak zauważyłeś) nie są marginalne.
                                    • dala.tata Re: mnie bardziej martwi 10.11.10, 22:50
                                      to moze nie generalizuj zatem. takie postawy rzeczywiscie sa spotykane, ja jednak zawze o nich tylko slyszalem. nie mam powodu nie wierzyc, jednak sam nie spotkalem sie z takimi postawami.

                                      tiger.in.cage napisał:

                                      > Generalizacja jest zawsze nieuprawniona do póki ie obejmuje 100% przypadków a w
                                      > ówczas to już fakt. Niemniej jednak takie postawy są często spotykane i na pewn
                                      > o (jak zauważyłeś) nie są marginalne.
                            • tiger.in.cage Re: mnie bardziej martwi 09.11.10, 17:48
                              (Doktorat) "Dla mnie to jest pasja..."

                              I o to chodzi, doktorat powinien być najpierw pasja, ale jeżeli już ten doktorat zrobimy, napiszemy kilka artykułów, odwiedzimy kilka konferencji i będziemy zdolni do pociągnięcia badan na jakim takim poziomie (często o wiele wyższym od 80% obecnej kadry) to dlaczego w dalszym ciągu musimy traktować to zajęcie (naukę) jako pasje??? A niestety w PL zarobki na uczelniach zmuszają do postrzegania tej pracy jako hobby, odskoczni, itd.

                              "W życiu trzeba mieć wiele opcji i nie skupiac się na tej swojej ukochanej, umiłowanej działce ponieważ można się gorzko rozczarować"

                              Kolejny raz się zgadzam. Należy być elastycznym w zależności od sytuacji jednak nie można spuszczać ludzi dlatego ze chcą się rozwijać w wybranej przez siebie działce albo wręcz wymagają aby dostarczono im podstawowy warsztat pracy.
                            • flamengista szanse są 10.11.10, 14:34
                              choć życie uczy, że nie zawsze wylądujesz na tej uczelni, co chcesz. Ale jeśli jesteś elastyczna, spokojnie sobie poradzisz.

                              Najważniejsze w twoim CV - oprócz dorobku naukowego - są właśnie doświadczenia dydaktyczne. 3 kursy spoza twojego gł. nurtu zainteresowań, to brzmi nieźle. Pokazuje potencjalnemu pracodawcy, że nie boisz się dydaktyki i nowych wyzwań.

                              U nas doktor bez doświadczenia dydaktycznego nie ma szans na zatrudnienie na stanowisku adiunkta. Najwyżej dostanie asystenta.
                        • niewyspany77 Re: chętni może są 09.11.10, 16:25
                          No ale wy chcecie dawać od razu umowę na czas nieokreślony?
                          Pierwsza na rok, później ocena.
                        • oluuu Re: chętni może są 09.11.10, 22:34
                          A ja mam zupełnie inną opinię o tym zjawisku.
                          Uważam, że młodzi są bardziej asertywni i w rezultacie sprowadzają pracę na uczelni do normalności. Nie chcą pracować administracyjnie - mają rację, nie po to są w zatrudnieni. Nie chcą pracować w weekendy - mają rację, nie można pracować 24/7, zwłaszcza jeśli mają rodzinę. Nie chcą prowadzić jakichś zajęć - czasami mają rację, bo chcą podchodzić poważnie do swojej pracy, a nie prowadzić kilka kursów jednocześnie. Młodzi wyczuwają, jak powinna wyglądać normalna praca na uczelni i mają dystans, traktują uczelnię jak partnera, a nie zakon.
                          Widzą inne możliwości, najczęściej byli na dłużej lub studiowali za granicą. To jest naprawdę korzystne zjawisko.
                          • dala.tata Re: chętni może są 09.11.10, 22:43
                            niespecjalnie rozumiem, co to znaczy ze nie chca prcaowac administracyjnie? na kazdej uczelni swiata, zatrudnieni naukowcy wykonuja zadania administracyjne. od prowadzenia dni otwartych, przez zarzadzanie administracyjna opieka dokotratow do prowadzenia masy zebran i pisania z nich raportow.

                            nie rozumiem tez 'niecheci do pracy w weekendy'. jesli uczelnia pracuje w weekendy, a robi to, zeby zarabiac pieniadze, to pracownik pracuje. i tyle. i to jest normalna praca. tak jak dni otwarte w soboty, tak jak szkoly letnie w lecie, tak jak konferencje w niedziele. to jest normalna praca i to na calym swiecie. w zamian masz nienormowany czas pracy.

                            za chwile moze stweirdzisz ze normalna praca to biurko miedzy 9-5 i wlasnie tak powinein pracowac mlody naukowiec. o 17 podbija karte, wychodzi i nic nie robi. bo pisanie po godzinach to juz nie jest normalna praca nie?
                            • larusse Re: chętni może są 09.11.10, 22:51
                              dala.tata napisał:
                              >o 17 podbija karte, wychodzi..

                              To w zamierzchłych czasach, teraz się skanuje tęczówkę...
                            • oluuu Re: chętni może są 09.11.10, 22:55
                              Wszystko w granicach rozsądku. Oczywiście na każdym stanowisku w każdej firmie każdy pracownik wykonuje trochę obowiązków administracyjnych. No i oczywiście czasem pracuje też w weekendy. Ale to zjawisko jest stopniowalne. Nie pisałem o całkowitym odrzuceniu tych cech pracy na uczelni, ale o asertywności w relacji z pracodawcą.
                              • dala.tata Re: chętni może są 09.11.10, 23:09
                                jasne ze wszystko w granicach rozsadku.

                                chcialbym tylko zaznaczyc, ze tzw. botom lajnem rozsadku jest to, zeby uczelnia przetrwala. bo jak nie ptrzetrwa to twoja asertywnosc bedzie ci przydatna w szukaniu nowej posady.

                                oluuu napisał:

                                > Wszystko w granicach rozsądku. Oczywiście na każdym stanowisku w każdej firmie
                                > każdy pracownik wykonuje trochę obowiązków administracyjnych. No i oczywiście c
                                > zasem pracuje też w weekendy. Ale to zjawisko jest stopniowalne. Nie pisałem o
                                > całkowitym odrzuceniu tych cech pracy na uczelni, ale o asertywności w relacji
                                > z pracodawcą.
                          • kaguya1982 Re: chętni może są 09.11.10, 22:45
                            Mojej znajomej dyrektorka instytutu powiedziala ze zanim zacznie zarabiac normalnie (powyzej 2 tysiecy na reke hehhehe) to musi sie troche ukorzyc.
                            Dziewcze madre wiec ucieklo do innego instytutu.
                          • tocqueville Re: chętni może są 09.11.10, 22:57
                            Nie chcą pracować administracyjnie - mają rację, nie po to są w zatrudnieni.

                            ? Ja mam w umowie wpisane także obowiązki administracyjne (obok dydaktycznych i naukowych).

                            Nie chcą pracować w weekendy - mają rację, nie można pracować 24/7, zwłaszcza jeśli mają rodzinę.

                            a kto mówi o pracy 24/7? czy ktoś tutaj ma zajęcia codziennie? ja pracuję w weekendy (nie wszystkie i nie cały dzień), a mam inne dni wolne od zajęć (czw,ptk)


                          • ford.ka Re: chętni może są 09.11.10, 23:17
                            Kto to powiedział - w teorii teoria i praktyka to jedno i to samo, w praktyce bywa zupełnie inaczej...
                            W teorii masz, oczywiście, rację, ale
                            > Nie chcą pracować administracyjnie - mają rację, nie po to są w zatrudnieni.
                            Po to też są zatrudnieni, choć pewnie wydaje im się, że jest inaczej. Egzaminu dla kilkuset osób może przecież dopilnować jeden wykładowca, który potem sprawdzi (w ramach pensji i pensum) kilkaset testów. W terminie rozmów kwalifikacyjnych "akurat" mają bardzo ważne inne sprawy. W "dzień otwarty" są również zajęci. Celowo wymieniam sytuacje, kiedy trudno zagonić do roboty sekretarki. Asertywność w praktyce nie wygląda tak, że znajdują się pieniądze, żeby za "działalność administracyjną" godziwie zapłacić, ale że spada ona nie na tego, komu asertywności brakuje . Innymi słowy jest to zwykle drobne skur*ielstwo a nie asertywność.
                            > Nie chcą pracować w weekendy - mają rację, nie można pracować 24/7, zwłaszcza jeśli mają rodzinę.
                            Głupia sprawa - uczelnie, które muszą same na siebie zarabiać (prywatne ale i państwowe, które nie mają szansy na granty i podobne atrakcje finansowe, bo humanistom takowe nie przysługują) żyją już tylko i wyłącznie z zaocznych. Jak kto nie ma czasu na pracę, powinien zająć się czymś innym n.p. znaleźć sobie sponsora. Zwłaszcza że problem uczenia w weekendy nie dotyka naukowców, którzy cały tydzień siedzą w laboratoriach (bo u takich zaocznych po prostu nie ma) ale takich, którzy na uczelni pojawiają się raz w tygodniu na swoje zajęcia. Ale przecież oprócz wolnego poniedziałku, wtorku, środy i piątku należy im się wolny weekend, bo mają rodziny.
                            > Nie chcą prowadzić jakichś zajęć - czasami mają rację, bo chcą podchodzić poważnie do swojej pracy, a nie prowadzić kilka kursów jednocześnie.
                            Taka postawa sprawdza się na pierwszym roku polibudy czy na prawie, gdzie grup jest kilkanaście czy kilkadziesiąt i spokojnie można zapełnić pensum jednym kursem ćwiczeń powtarzanym kilka razy w tygodniu. Been there done that przez osiem lat. Wszędzie indziej (oraz w przypadku wszelkich wykładów) wykładowca, który nie ma w "porfolio" kilku kursów i nie potrafi przygotować nowego i potrzebnego kursu, jest zbędny, a na pewno już nie podchodzi poważnie do swojej pracy wykładowcy.
                            > Młodzi wyczuwają, jak powinna wyglądać normalna praca na uczelni i mają dystans, traktują uczelnię jak partnera, a nie zakon.
                            Zazwyczaj traktują uczelnię jako parasol bezpieczeństwa dla ciekawszych zajęć, które nie płacą ZUSu. Nauka to jest zakon. Jak ktoś uważa, że nie jest, powinien znaleźć sobie jak najszybciej inne zajęcie.
                            > Widzą inne możliwości, najczęściej byli na dłużej lub studiowali za granicą. To jest naprawdę korzystne zjawisko.
                            Dla kogo? Serio myślisz, że dla zapewnienia dobrego samopoczucia młodych asertywnych "naukowców" zwiększymy o połowę ilość etatów w administracji (zatrudniając tam przy okazji parę sekretarek z doktoratem, żeby recenzowały prace magisterskie i siedziały potem na obronach, bo młodzi tak szybko się nudzą, a czytanie magisterek męczy oczy), zlikwidujemy studia zaoczne i zrzucimy obowiązek przygotowywania nowych kursów na osoby po 40. roku życia, które już do żadnej młodzieżówki się nie nadają, a na dodatek wprowadzimy do programów obowiązkowe kursy wykładów opartych o doktoraty młodych asertywnych z gwarancją nieusuwalności aż do przejścia takiego delikwenta na emeryturę?
                            • oluuu Re: chętni może są 09.11.10, 23:37
                              Już napisałem wcześniej, że wszystko jest kwestią skali. Nie chodzi o zwiększenie liczby pracowników administracji, ani o wszystkie weekendy wolne.
                              Jest jedna kluczowa sprawa: czy uczelnia jest zakonem, czy nie.
                              Moim zdanie nie powinna być. Zakon wyklucza rozwój, konserwuje przeszłość. Wszystkie inne sprawy są już tylko konsekwencją tego wyboru.
                              • ford.ka Re: chętni może są 10.11.10, 00:26
                                Wszystko jest kwestią skali - problem w tym, że bardzo często skala tolerancji na rzeczywistość wynosi u młodych zdolnych 0 (zero). Ma być tak, jak chcą, i tylko tak albo zabierają zabawki n.p. w drugim tygodniu zajęć i niech się inni martwią, kto poprowadzi ich zajecia przez resztą semestru.
                                Uczelnia nie jest zakonem - nauka jest.
                                • bumcykcyk2 Re: chętni może są 10.11.10, 00:37
                                  ford.ka napisał:

                                  > Ma być tak, jak chcą, i tylko tak albo zabierają zabawki n.p. w drugim tygodniu zajęć i niech się inni martwią, kto poprowadzi ich zajecia przez resztą semestru.

                                  Ha, u mnie kiedyś była zgoła nieprawdopodobna sytuacja z jedną Panią. Zrejterowała w pierwszym miesiącu nie mówiąc nikomu ani słowa. Po prostu znikła. Nie wiem, czy odbyła choćby jedne zajęcia. Studenci uznali, że tych zajęć po prostu nie ma i nikomu tego nie zgłosili. Ponieważ macierzysty zakład owej Pani zajmował się "trwaniem", tam też nikt niczego nie zauważył i jej rejteradę wykryła dopiero sekcja studencka przy rozliczaniu sesji zimowej. Bo wszystkim studentom brakowało wpisu z jednego przedmiotu.... Były niezłe jaja! Kwadratowe rzekłbym.
                                  • flamengista nie tylko u nas 10.11.10, 09:06
                                    U nas też był taki przypadek. Facet po prostu przestał przychodzić na uczelnię, odbierać telefony etc. Akurat jego szef dbał o dydaktykę, więc o sprawie dowiedziano się od zaraz. Niemniej w połowie semestru trudno było znaleźć zastępstwo.
                              • tocqueville Re: chętni może są 10.11.10, 08:07
                                Jest jedna kluczowa sprawa: czy uczelnia jest zakonem, czy nie

                                od początku nim była - od narodzin
                                profesores zazwyczaj byli bezżenni i chodzili w szatach duchownych :)

                            • flamengista w sprawie "administracyjnej" 10.11.10, 09:17
                              W przypadku asystenta czy adiunkta zakres obowiązków pracowniczych określa na ogół szef.

                              Jeśli szef daje polecenie, by przygotować konferencję, wybrać się na zebranie koła, napisać podanie, popilnować przy egzaminie - to pracownik ma dwa wyjścia. Albo słucha szefa, albo odmawia wykonania polecenia. W drugim przypadku, jeśli szef jest asertywny to zaczyna wydawać polecenia w formie pisemnej. Wówczas każda odmowa wykonania polecenia jest skrupulatnie dokumentowana. Potem już z górki: oficjalne upomnienie, nagana z wpisem do akt, wreszcie - kopniak w siedzenie i wylot.

                              W przypadkach, gdy szef nie chce być policjantem... Cytatjest to zwykle drobne skur*ielstwo a nie asertywność

                              Co nie znaczy, że "młody-asertywny" ma raj. Szybko jego koledzy i koleżanki mają go serdecznie dosyć, atmosfera w zespole staje się fatalna, wreszcie zaczynają się na niego skarżyć szefowi. W ostateczności podkładają mu "świnię".

                              Efekt jest podobny - po skończeniu kontraktu "młody-asertywny" wylatuje, bo szef woli mieć święty spokój. I nie pomogą tu żadne publikacje w Science czy AER. Choć na ogół "młodzi-asertywni" są asertywni do tego stopnia, że odmawiają publikowania;)

                              Podkreślam: w oparciu o moje doświadczenia, młodych zdolnych, ale i pracowitych naukowców jest naprawdę bardzo mało. Przynajmniej w naukach społecznych.
                              • niewyspany77 Re: w sprawie "administracyjnej" 10.11.10, 20:20
                                > I nie pomogą tu żadne publikacje w Science czy AER.

                                Zapewniam Cię, Flamengisto, że gdybyś miał w zakładzie kolegę publikującego w AER i Science, to ten kolega by żadną zawracajdupą się nie skalał, a Twój szef by tego pilnował, a na tego człowieka chuchał i dmuchał. Bo dzięki temu kolesiowi byście mieli masę profitów.
                                • flamengista to rozważania czysto teoretyczne 10.11.10, 20:31
                                  nie mamy takiego kolegi i jeszcze długo nie będziemy mieć;)

                                  Zgadzam się jednak, że w takim przypadku nawet rektor rozważyłby zatrudnienie delikwenta na etacie czysto naukowym, z minimalnym obciążeniem dydaktycznym (np. seminarium magisterskie + wykład monograficzny na doktoranckich).
                          • flamengista nie myl asertywności z lenistwem 10.11.10, 09:00
                            Asertywny to może ja jestem, gdy odmówiłem prowadzenia kolejnego kursu, gdy zaplanowane miałem już i tak 350 godzin na ten rok.

                            Tu nie chodzi o odmówienie prowadzenia kolejnych zajęć, w ramach godzin ponadwymiarowych. Najczęściej spotykany problem - w przypadku nowych pracowników - to brak chęci prowadzenia jakichkolwiek zajęć. Gdyby słuchać takich sugestii, nie wyrabialiby oni nawet pensum!

                            Pięknie piszesz:

                            CytatNie chcą pracować w weekendy - mają rację, nie można pracować 24/7, zwłaszcza jeśli mają rodzinę

                            Akurat! To jest tzw. tishnerowska trzecia prawda, czyli g.wno prawda. A co, jeśli tylko dzięki zaocznym możesz wyrobić pensum?

                            O jakim pracowaniu 24/7 ty mówisz? Tu chodzi najczęściej o prowadzenie zajęć 3 dni w tygodniu (czyli min. 2 dni wolne) oraz zajęć w weekendy, na ogół raz w miesiącu.
                • eeela Re: właśnie - młodych brak 09.11.10, 21:33

                  > idea ze leser zacznie pracowac, bo inni pracuja jest dla mnie dosc kuriozalna.

                  Czy ja wiem? Na mnie działa ;-) Ilekroć patrzę na swojego zarobotanego na amen faceta, to mnie wyrzuty sumienia biorą i sama w końcu coś ruszę ;-P
    • kot.behemot Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 09.11.10, 00:28
      1. Tak, czeka nędza. W Polsce przemysł praktycznie nie prowadzi badań na poziomie wymagającym doktoratu od pracowników, zostają więc uczelnie, na których króluje miernota, w dodatnim sprzężeniu zwrotnym z brakiem funduszy.
      2. Pozwolę sobie sprostować: słowo "wykształciuch" to tłumaczenie (bardzo niedoskonałe) rosyjskiego pojęcia "obrazowanszczina". Obrazowanszczina to półgłówki aspirujące do miana inteligentów, nadęte własną ważnością i łudzące się, że są elitą społeczeństwa. Używanie słowa wykształciuch w odniesieniu do osób rzeczywiście wykształconych i inteligentnych jest mylące.
      • chilly Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 09.11.10, 19:34
        Bieda jako skutek zatrudnienia na uczelni, nędza jako wynik bardzo realnego bezrobocia.
      • mr.mud Re: Czy po doktoracie w Polsce czeka człowieka nę 10.11.10, 16:56
        to nie ejst tak, ze przemysł nie prowadzi badań na odpowiednim poziomie, to raczej uczelnie nie dorastają do wymagań przemysłu. Dzisiaj np wziąłem wolne po to, zeby w spokoju zrobić obliczenia dla partnera przemysłowego, od kilku tygodni nie miałem na to czasu w swoim miejscu pracy - podobno uczelni państwowej więc się muszę dekować w domu. Oczywiscie wielce istotne problemy jakimi jesteśmy zarzucani przez pracodawców nic wspólnego z nauką nie mają.

        Co do powyższych sam jestem młodym naukowcem i nie sądzę by umiejętności mierzyć w ilości publikacji. Poprostu nie zależy ta ilość wprost od umiejetności.

        Fakt młodzi mają wiele pretensji - często wynikają ze zbyt wygórowanych oczekiwań, ale często tez z doświadczeń pracy doktorskiej, kiedy byli nadwornymi informatykami, naprawiaczami, specjalistami od przygotowywania labolatoriow i badań wszystkiego, na co "poważny Pan Adiunkt/Profesor itd" nie ma czasu... Ja sam mam chroniczny wstręt do starszych kolegów którzy kolejny raz robią podchody coby im w czymś pomóc (oczywiście anonimowo i nieodpłatnie) i nawet wiem że części z nich jestem kością w gardle z racji moich reakcji.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka